egon26
19.11.07, 09:30
Zaskoczyła mnie trochę sytuacja u znajomych. Zgodne małżeństwo z 10 letnim
stażem, dwoje dzieci. Niedawno sprzedali swoje mieszkanie i zaczęli budować
dom. Działka na której budują jest lub była na rodziców męża. Ostatnio
dowiedziałem się że pieniądze z mieszkania zostały podzielone i dom budowany
jest tylko z połowy męża. Połowa żony leży sobie u niej na koncie. Zdziwiło
mnie to strasznie bo nie mają aż tyle pieniędzy by ta polowa z mieszkania
wystarczyła. I tak się zastanawiam o co chodzi i czy przypadkiem nie jest tak
że żyją zgodnie ale myślą sobie że jak by był rozwód to lepiej majątków nie
mieszać.
Pamiętam że przy podziale majątku moich rodziców, było wielkie wertowanie
rachunków, pitów, kto ile zarobił, kto ile włożył w dom itd. By podział był
jak najbardziej korzystny. Ale by zabezpieczać się już wcześniej- dziwne.
U nas panuje wspólnota, jasne że nie mamy pewności czy kiedyś się nie
rozwiedziemy. Ale żyjemy tak jakbyśmy tą pewność mieli. Jak budowaliśmy dom
czasem brałem rachunki na siebie czasem na żonę. Ale nigdy nie myślałem o tym
że w razie rozwodu będzie lepiej by były na mnie. Ta cała sytuacja u znajomych
wydaje mi się lekko chora, niby jest przysłowie: *kochajmy się jak bracia
liczmy jak żydzi*. Ale jakoś w małżeństwie mi to nie pasuje.