indy72
19.11.07, 14:30
Jestem kobietą, ale chcę pogadać z facetami - ojcami. Tytułowe
zdanie tematu to słowa które pojawiają sie raz po raz kiedy tylko
mówię o tym, że chciałabym odejść, że to wszystko nie ma sensu (bo
nie ma - jest skrajnie absurdalne). Nie kocham meża od dawna, on
nie kochał mnie chyba nigdy. Nawet nie zaprzecza kiedy to mówię.
Sam twierdzi, ze gdyby nie dzieci nie byłby ze mną. Kiedyś nawet
uprzejmie mi oswiadczył, że "nie miałby nic przeciwko temu, zebym
zgineła w wypadku samochodowym". Dziećmi nie zajmował sie
praktycznie wcale. Od przypadku do przypadku i głównie z
konieczności. Teraz od tygodnia zaczął bardziej sie angażować bo mu
parę rzeczy uświadomiłam (jak sie nawiązuje kontakt z dzieckiem).
Nie przeszkadzam w tych kontaktach bo wiem, na ile to ważne dla
dzieci - tato nareszcie ma dla nich czas! Niestety juz po tygodniu
takiego angażowania kiedy mineła pierwsza euforia: Jestem cudownym
tatusiem który zajmuje sie dziecmi! - zaczęły mu puszczać nerwy.
Teraz owszem przybiega np. słyszac kłótnię między dziewczynkami,
ale już nie po to, żeby z całym pedagogicznym zapałem tłumaczyć,
ale po to żeby nawrzeszczeć i "krnąbrne" (to jego ulubione słowo)
dziecko np. szarpnąć za ucho. Wczoraj dziecku lekko pękła skóra pod
płatkiem usznym po takim zabiegu wychowawczym.
Kiedy mówi mi ze będzie walczył o odebranie mi dzieci to boję sie
jak cholera z nastepujących powodów:
- jeśli nawet mu sie nie uda to na tej szarpaninie tak strasznie
dużo stracą dzieci!
- jeśli mu sie uda to na jak długo wystarczy mu cierpliwości przy
jego agresywnym sposobie reagowania???
Boje sie o to poniewaz niczego nie mozna wykluczyc. On ma znacznie
wieksze dochody niz ja. Co mi zreszta systematycznie wypomina
(zaraz potem mówiac że tego wcale nie robi...). Formalnie wiec
potrafi dzieciom zapewnic utrzymanie, a ja nie.
Interesuje mnie też jak Wy jako ojcowie patrzycie na
takie "ojcowskie" stwierdzenie:
Kiedy mówiłam mu o tym, ze walka w sądzie o dziecko i wyrywanie go
sobie bardzo je krzywdzi i pytałam jak on to godzi z miłościa do
dzieci, którą deklaruje? Odpowiedział mi że go to nie obchodzi, on
o dzieci będzie walczył, a ta krzywda to z mojej winy, bo to ja
chcę wszystko rozwalic.
Panowie - jak na to patrzycie?