Nigdy nie oddam Ci dzieci

19.11.07, 14:30
Jestem kobietą, ale chcę pogadać z facetami - ojcami. Tytułowe
zdanie tematu to słowa które pojawiają sie raz po raz kiedy tylko
mówię o tym, że chciałabym odejść, że to wszystko nie ma sensu (bo
nie ma - jest skrajnie absurdalne). Nie kocham meża od dawna, on
nie kochał mnie chyba nigdy. Nawet nie zaprzecza kiedy to mówię.
Sam twierdzi, ze gdyby nie dzieci nie byłby ze mną. Kiedyś nawet
uprzejmie mi oswiadczył, że "nie miałby nic przeciwko temu, zebym
zgineła w wypadku samochodowym". Dziećmi nie zajmował sie
praktycznie wcale. Od przypadku do przypadku i głównie z
konieczności. Teraz od tygodnia zaczął bardziej sie angażować bo mu
parę rzeczy uświadomiłam (jak sie nawiązuje kontakt z dzieckiem).
Nie przeszkadzam w tych kontaktach bo wiem, na ile to ważne dla
dzieci - tato nareszcie ma dla nich czas! Niestety juz po tygodniu
takiego angażowania kiedy mineła pierwsza euforia: Jestem cudownym
tatusiem który zajmuje sie dziecmi! - zaczęły mu puszczać nerwy.
Teraz owszem przybiega np. słyszac kłótnię między dziewczynkami,
ale już nie po to, żeby z całym pedagogicznym zapałem tłumaczyć,
ale po to żeby nawrzeszczeć i "krnąbrne" (to jego ulubione słowo)
dziecko np. szarpnąć za ucho. Wczoraj dziecku lekko pękła skóra pod
płatkiem usznym po takim zabiegu wychowawczym.
Kiedy mówi mi ze będzie walczył o odebranie mi dzieci to boję sie
jak cholera z nastepujących powodów:
- jeśli nawet mu sie nie uda to na tej szarpaninie tak strasznie
dużo stracą dzieci!
- jeśli mu sie uda to na jak długo wystarczy mu cierpliwości przy
jego agresywnym sposobie reagowania???
Boje sie o to poniewaz niczego nie mozna wykluczyc. On ma znacznie
wieksze dochody niz ja. Co mi zreszta systematycznie wypomina
(zaraz potem mówiac że tego wcale nie robi...). Formalnie wiec
potrafi dzieciom zapewnic utrzymanie, a ja nie.

Interesuje mnie też jak Wy jako ojcowie patrzycie na
takie "ojcowskie" stwierdzenie:
Kiedy mówiłam mu o tym, ze walka w sądzie o dziecko i wyrywanie go
sobie bardzo je krzywdzi i pytałam jak on to godzi z miłościa do
dzieci, którą deklaruje? Odpowiedział mi że go to nie obchodzi, on
o dzieci będzie walczył, a ta krzywda to z mojej winy, bo to ja
chcę wszystko rozwalic.

Panowie - jak na to patrzycie?
    • egon26 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 15:31
      Myślę że na dzieci mam małe szanse, bardzo małe nawet, czasem panowie na to
      narzekają. Jeśli nie interesował się dziećmi wcześniej to po prostu cię straszy,
      lecz czy będzie do tego stopnia zawzięty by walczyć o nie dalej trudno
      powiedzieć. Sam rozwód na pewno jest przeżyciem dla dziecka tyle że życie w
      rodzinie w której rodzice nie okazują sobie uczuć lub okazują sobie tylko te
      negatywne też nie pozostaje bez wpływu na dziecko.
      Odebrać dzieci raczej ci nie grozi. Ale to ty musisz ocenić co dla dzieci jest
      lepsze. Mój ojciec ma ciężki charakter w wakacje czasem jeździł na *handel* za
      granice-na parę tygodni, wtedy w domu robiło się jakoś tak miło i spokojnie.
      Potem rozwiedli się i w domu był już spokój. Choć moja mama za późno się
      rozwiodła, może gdybym był mniejszy gdy się rozwiedli, moje relacje z ojcem
      wyglądały by lepiej. Gdy się rzadziej kogoś widuje ma się do niego więcej
      cierpliwościwink
      • adellante1 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 15:51
        Egon - wyrok to kwestia kasy. dobrze posmarujesz i masz dzieci.
        Dla mnie to kolejny wątek który mozna o kant d... roztrzasnąć.
        Jak zwykle zły agresywny brutalny, nie zajmował się dziecmi, cierpliwosci na
        tydzień stykło ucho urwał bla bla bla bla.........
        Żałosne rzucanie oskarzeń w stylu Ziobry. Oskarzany i tak nie ma szans na obronę
        a nawet na przedstawienie sie.
        Nie ma małżeństw ani związków gdzie wine ponosi TYLKO jedna strona.
        Nie ma i już
        Sa tylko tutaj na forach i to praktycznie wszystkie ....
        • egon26 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 16:16
          adellante1 napisał:
          > Egon - wyrok to kwestia kasy. dobrze posmarujesz i masz dzieci.
          No mam nadzieje że jednak nie, może jestem idealistą ale taki jestem. Poza tym
          by smarować to też trzeba dać trochę, umieć dawać i mieć dojście bo jednak każdy
          się boi, by za grosze nie polecieć.

          > Dla mnie to kolejny wątek który mozna o kant d... roztrzasnąć.
          Tyle że widzisz nikt nie prosi nas byśmy oceniali faceta. Chodzi o to byśmy
          wyrazili swoje zdanie i swój punkt widzenia. Tylko tyle. Każdy z nas pisze
          czasem wątki o kimś, tak jak ty choćby o ryczących dzieciach w przedszkolu i nie
          dajemy szansy na obronę tym ludziom bo jest to fizycznie nie możliwe. Gdybyśmy
          mieli tak uważać to trzeba by forum zamknąćwink Ale nie podajemy personaliów
          nikogo, są to osoby anonimowe więc to że ktoś źle o nich pomyśli krzywdy nie czyni.
          • adellante1 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 19:07
            Nie o to mi idzie.
            Czas najwyzszy aby sprzeciwić się takiemu stawianiu sprawy ze
            mężowie sa winni całem złu na tym swiecie od PMS-a po sytuacje w
            Darfurze.
            Dobrowolnie kazdej frustratce pozwalamy na plucie sobie w twarz bo
            ona pewnie taka biedna...pozwalamy by w dowolny sposób budowano
            opinie mężczyzny taką jak własnie w tym i pokrewnych wątkach.
            juz kiedyś powiedziałem głosno na e-mamie ze one na wszystko maja
            jedna radę : "Wywal go z chaty"
            Wyobrazasz sobie tutaj takie chamskie teksty? Przychodzi koleś i
            zali się ze ma problem w domu bo zona to czy tamto... A my na
            to "wywal zdzire z domu, niech spie...a do mamusi. pokaz jej ze dasz
            sobie rade bez niej...." itd
            potrafisz sobie wyobrazić cos takiego wśród mężczyzn? Słyszałeś
            gdzieś kiedyś takie rozmowy? A my dobrowolnie pozwalamy na spychanie
            nas na margines. Przytakujac jednej z druga może właśnie jakiemuś
            naprawde niewinnemu facetowi mozemy zrobić zajeb.. krzywde.
            Wiesz nigdy nikomu tego nie mówiłem ale dzisiaj mam dzień wylewny.
            Wiesz dlaczego moja ex złamała swoje zasady i zdradziła? Bo
            przyjaciółki dwie wciąż jej powtarzały ze tak bedzie najlepiej bo
            spróbuje i nabierze dystansu do problemów w domu... Niby nic,
            przecież nikomu krzywdy nie robiły co?
            powiem ci ze zaczyna mnie to irytowac i pomału mam dośćnaszego
            ciągłego pozwalania na ujeżdząnie po ojcach i mężczyznach.
            • uny Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 23:18
              howk! dać mu wódki! co tam wódki spirytusu.

              ale za Miachałkiem tęskinie...
            • egon26 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 00:20
              adellante1 napisał:
              > Wyobrazasz sobie tutaj takie chamskie teksty? Przychodzi koleś i
              > zali się ze ma problem w domu bo zona to czy tamto... A my na
              > to "wywal zdzire z domu, niech spie...a do mamusi. pokaz jej ze dasz
              > sobie rade bez niej...." itd

              Nie. Ale popatrz ile nas tu jest a ile jest na emamach. Jesteśmy grupą mniej
              reprezentatywną jeśli chodzi o męskie grono. Facet który ma w d... swoje dzieci
              nie czuje potrzeby dyskusji na ich temat, chyba że się okaże że 7 tygodni po
              porodzie żona nie chce "wypełniać swych obowiązków", bo taki też był kiedyś. Ja
              nie czytam emam- szkoda czasuwink
        • tata_tomek Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 07:35

          > Nie ma małżeństw ani związków gdzie wine ponosi TYLKO jedna strona.
          > Nie ma i już

          Oczywiście, zawsze są dwie. Wiecie które? smile)
          • youla77 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 12:35
            tata_tomek napisał:

            >
            > > Nie ma małżeństw ani związków gdzie wine ponosi TYLKO jedna
            strona.
            > > Nie ma i już
            >
            > Oczywiście, zawsze są dwie. Wiecie które? smile)

            podobno żona i teściowa ;oP

            • tata_tomek Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 21.11.07, 08:37
              youla77 napisała:

              > podobno żona i teściowa ;oP

              "podobno" ?! smile)
              • youla77 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 21.11.07, 09:27
                tata_tomek napisał:

                > youla77 napisała:
                >
                > > podobno żona i teściowa ;oP
                >
                > "podobno" ?! smile)

                podobno, bo tak słyszałam od mojego Narzeczonego, ja zgadzam się z
                tym w połowie - że i owszem teściowa może miec swój przyczynek w
                rozpadzie ale moja przyszła ;oP, nie mojego N. Wam chłopaki życzę
                takiej teściowej, jak moja Mama, złota kobieta, nieingerująca,
                wyważona i taktowna - sobie też takiej bym życzyła :oD
                Pozdrooffki!

    • johnnysixcannons Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 23:02
      To jest tak:wasze sprawy to wasze sprawy ty jemu On tobie ,a dzieci
      to nic nie obchodzi.Własciwie powinniśmy kolektywnie twego chłopa od
      czci i wiary odsadzic bo ciągnie za ucho i nigdy cie nie kochał.Nie
      oceniam,nie bede oceniany.Dzieciaki i tak w takim pikiełku zyją ,a
      rozwiazanie tego przez rozwód i szarpanie dzieci po psychologach
      napewno im nie pomoże.Wy jesteście dorosli i podejdxcie do sprawy po
      dorosłemu.Róbcie tak,zeby dzieciom było dobrze.Nie wiem jak to
      rozwiążecie.
      Adek ty chłopie wyluzuj i nie rozdrapuj starych ran.Co Tobie tez
      mamy powiedzieć "bo to zła kobieta była"?
      Egon ... wiem,że masz urazę do ojca i troche ci to zaciemnia
      swiatopogląd.
      Żeby nie było ,ze ja taki donchchot to jestem z rozbitego małżeństwa
      i nie nawidze rozwodów.moje kredo to widziały gały co brały.Dziób w
      ciup i robić wszystko dla dobra dzieci.
      • egon26 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 19.11.07, 23:58
        johnnysixcannons napisał:
        > Egon ... wiem,że masz urazę do ojca i troche ci to zaciemnia
        > swiatopogląd.

        A chyba się myliszwink Bo wszelkie jakieś urazy do ojca z dzieciństwa jestem w
        stanie olać i żyć z nim normalnie. Tyle że on ma okropny charakter i teraz tylko
        mnie po prostu wkur..a i nic więcej. Facet jest bardzo zazdrosny i czasem aż
        widać jak tak zazdrość nim trzepie. Sam krytykuje wszystko, a nie uznaje słowa
        krytyki pod swoim adresem. Widzisz kupiliśmy dom do wykończenia, dużo pracy ale
        i radość wiele. Przyszedł obejrzeć i przez całą wizytę krytykował. Tak mnie
        zdenerwował że powiedziałem mu wprost że jak mu się nie podoba to niech wypierd.la.
        Ja też nie jestem zwolennikiem rozwodów, ale wiem jak to jest gdy nie można
        przyprowadzić kolegów do domu- "bo to klasa robotnicza". Jak nie wiadomo kiedy i
        o co będzie w domu awantura. Naprawdę wszyscy cieszyliśmy się jak ojciec
        wyjeżdżał, bo raz że w domu było tak luźnie. A dwa że jak wracał to pierwszy
        tydzień, dwa były naprawdę fajne, pewnie też się za nami stęsknił.
    • tata_tomek Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 07:42
      indy72 napisała:

      > Dziećmi nie zajmował sie
      > praktycznie wcale. Od przypadku do przypadku i głównie z
      > konieczności.

      Co zrobiłas przez ten czas, żeby to zmienić?

      > On ma znacznie
      > wieksze dochody niz ja. (...). Formalnie wiec
      > potrafi dzieciom zapewnic utrzymanie, a ja nie.

      Jeżli dzieci będą przy nim, to chyba dobrze, że potrafi? Jeśli przy tobie,
      będziesz miała z kogo i czego ściągać alimenty. To chyba też dobrze?

      A w ogóle, to piszesz o walce o dzieci a nie piszesz czy i ktoś z was wniósł o
      rozwód. Bo równie dobrze możecie tak żyć aż do pełnoletności córek (bo potem już
      nic was razem trzymać nie będzie)

      > Panowie - jak na to patrzycie?

      W sumie - tak jak adellante
      • indy72 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 10:04
        do adellante:
        gdybym chciała mieć jeszcze jedną etykietkę w stylu: "Masz rację
        faceci generalnie są do dupy" pewnie bym poszła ponarzekać w
        gronie "jęczacych sióstr" na emamach albo gdziekolwiek. Tylko, że
        ja uwazam ze każde uogólnienie (zarówno to które podałam) jak i
        takie w stylu: "Kobiety zawsze o wszystko co złe winią facetów"
        jest z gruntu fałszywe.

        Mysle sobie patrząc na Wasze wypowiedzi, że jedynie pierwsza egona
        i ostatnia czyli taty_tomka odnosi sie bezposrednio do moich
        wątpliwosci i pytań.

        Do egona: nawet jeśli mi ich nie odbierze bo sad np. weźmie moją
        stronę to o te szarpaninę chodzi.

        Do tomka:
        > Co zrobiłas przez ten czas, żeby to zmienić?
        Wiesz, na początku starałam się bardzo, żeby go angażować w rózne
        sprawy. Tak sieskłada, ze musiałąm to robic na siłę a on
        demonstrował znudzenie i zniecierpliwienie tym, że w ogóle miałby
        coś robic przy tym dziwnym stworzeniu jakim jest małe dziecko.
        Podobnie było z wychodzeniem na spacery. Też starałam sie zeby to
        robił. Mógł sie na to zgodzić tylko pod warunkiem, że sam sie
        będzie dobrze bawił. Efekt był taki że jak ja wychodziłam z
        dzieckiem na spacer to było godzinę na podwórku a jak zmusiłam do
        tego tatę to brał je do samochodu, jechał w fajne dla siebie
        miejsce, przez 10 min posnuł sie z dzieciakiem i wracał samochodem,
        a ja miałam swiadomosc że dziecko na świeżym powietrzu było tylko
        te 10 min. Ciegle było (do dzis jest) "ale ja chcę!" "ale ja nie
        chcę!". Jak dzieci były trochę starsze to zaczęły mówic ze nie chcą
        jechac samochodem... Tak to sie powoli w naturalny sposób srodek
        cieżkości przeniósł w moją stronę. Z reszta on sam przyznaje, ze
        tak było dla niego po prostu wygodniej. Kiedy dzieci były małe
        mówił z pewną, nie wiem: dumą? że "Od dzieci to jest żona". Jak sie
        urodziło drugie to jedyne co potrafił o nim powiedziec to: "Fajny
        zwierzak".
        Żeby mnie tu nie posądzono o jednostronność całkowitą dodam, ze Ten
        sam człowiek bardzo często deklaruje ogromna miłośc do dzieci i
        myśle, że nie kłamie. Ma jedynie problem ze sklejeniem
        wyidealizowanej miłosci do dzieci z życiem z nimi dzień po dniu
        kiedy wspólnie trzeba pokonywać rózne trudości, czy zwykła
        monotonię, czy chocby zdobyć się na cierpliwość, a nie tylko o niej
        gadać. Teraz kiedy są wieksze potrafi sie juz z nimi bawic,
        aczkolwiek unika jak ognia tego żeby np. odrobic z dzieckiem
        lekcje - nawet gdy go o to proszę. Już prędzej zrobiłby w szkole
        awanturę o to, że dzieci maja tyle zadane niż zaplanował razem z
        dzieckiem ile czasu na rozrywke a ile na naukę. Tutaj akurat staram
        sie mu to tłumaczyć (jak dziecku?) że przede wszystkim obowiązki.
        Że jesli dziecko ma wiecej czasu bo jest wolny dzien to trzeba te
        lekcje rozłozyc mądrze, aby odrobiło je nawet nie zauważywszy
        swojego wysiłku, a nie zostawiac na wieczór kiedy pada na nos.

        To takie tam moje ecie-pecie, ale myśle ze odpowiadajace na
        pytanie: "Co zrobiłam, zeby to zmienic"

        W kwestii utrzymania i finansów. Kilka lat temu rozwodzili sie nasi
        znajomi. Układ był taki, że żona pojawiałą sie +/- raz na miesiac w
        domu na weekend. Ojciec zajmował sie wszystkim od prania skarpet,
        gotowania, kupowania butów na zimę po zwyczajne bycie na codzień i
        gadanie z dziecmi. Chodził przy tym do pracy. Rozwiedli sie bo w
        końcu znalazł sobie kobietę (nie dziwie się...) Pech jednak chciał,
        ze żona obarczyła go winą za rozpad małzeństwa a poza tym ma duzo
        wieksze dochody od niego i dzieci zostały jej przyznane. No i co z
        tego, ze potrafi im zapewnic utrzymanie? Lepsza byłaby dla nich
        choćby nawet bieda ale z ojcem.

        Pytasz jeszcze czy sprawa o rozwód została założona - nie.
        Rozwód jest dla mnie tak po prawdzie nieunikniony (nie wyobrażam
        sobie życia przez nastepne 10 lat z tym facetem) jednak jeśli mam
        wybrać swoją wolność kosztem krzywdy dzieci - nie umiem.
        • tosina Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 10:21
          A jesli dobro dzieci to wasz rozwod.TAk jak np. bylo u Egona? Sama
          piszesz ze wasze wspolne zycie to jedynie wieczne spory i klotnie.
          Do jakiejs ytuacji musi dojsc bys w konuc podjela Jakas decyzje.? Bo
          sama piszesz ze tak jak zyjecie nie jest dobre ani dla meza,ani dla
          corek ani dla Ciebie. Moze pora przestac uciekac przed problemem i
          albo porania malzenska i psycholog,albo np. separacja lub rozwod.
          • indy72 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 11:32
            Praktycznie żadnych kłótni nie ma. Nie ma też zrozumienia, ale
            doraźne porozumienie jest. Tak samo jak jest w poprawnie
            działającej firmie. Jedyne co z uczuć zostało to miłość do dzieci.

            Poradnia jest dobrym pomysłem, jednak nieakceptowanym przez mojego
            meża - proponowałam.
            • triss_merigold6 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 12:02
              To idź sama do poradni rodzinnej i spróbuj skorzystać z
              profesjonalnej pomocy. Jesli chodzi o ustalenie stałego miejsca
              zamieszkania dzieci przy którymś z rodziców po rozwodzie to zawsze
              możesz wystąpić do RODK o przeprowadzenie badań dzieci (procedury na
              samodzielnej mamie znajdziesz). Dziecko po ukończeniu 13 roku życia
              może samodzielnie decydować przy którym z rodziców chce zostać.
              Orzeczenie o winie nie ma wpływu na ustalanie miejsca pobytu
              dziecka, chyba, że zachodzi ryzyko narażania zdrowia lub zycia
              małoletniego, ryzyko demoralizacji albo rodzic nie jest w stanie
              realizować obowiązków opiekuńczo-wychowawczych np. ma pracę
              wyjazdową.
              Zawsze też mozecie przed pierwszą rozprawą spróbować mediacji.
            • tosina Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 15:47
              indy72 napisała:
              Nie kocham meża od dawna. on
              nie kochał mnie chyba nigdy. Nawet nie zaprzecza kiedy to mówię.
              Sam twierdzi, ze gdyby nie dzieci nie byłby ze mną. Kiedyś nawet
              uprzejmie mi oswiadczył, że "nie miałby nic przeciwko temu, zebym
              zgineła w wypadku samochodowym".Nie ma też zrozumienia

              Wiesz jesli to wszystko nie stanowi dla ciebie powodu by cos zrobic
              z swoim zyciem to moze Ty poprostu lubisz byc niesczesliwa?Widzisz
              jestem osoba ktora nie wierzy w teksty"sczesliwa matka , sczesliwe
              dziecko" Ale wiem ze zycie w rodzinie w ktorej nie ma podstawowych
              elementow spojnosci- milosci, zrozumienia. A jedynie jestobojetnosc
              na drugiego czlowieka nie sa dobre dla zadnego dziecka. JAki to
              przyklad dla dziecka? Jakie wzorce wyciagnie na dalsza dorosla droge?
              Jak zapamieta was? I co ma powielac wasz model.? Niesczesliwa matka
              godzaca sie na obojetnego meza?Przeciez za rok dwa Ty poprostu
              staniesz sie zgorzchniala baba zyjaca w mie i dla dobra
              dzieci.Tylko ze zadne dziecko by tego nie chcialo. Bo one pojda
              swoja za kilka lat swoja droga a co z Toba?
        • tata_tomek Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 21.11.07, 08:44
          indy72 napisała:

          > dodam, ze Ten
          > sam człowiek bardzo często deklaruje ogromna miłośc do dzieci i
          > myśle, że nie kłamie. Ma jedynie problem ze sklejeniem
          > wyidealizowanej miłosci do dzieci z życiem z nimi dzień po dniu
          > kiedy wspólnie trzeba pokonywać rózne trudości, czy zwykła
          > monotonię, czy chocby zdobyć się na cierpliwość, a nie tylko o niej
          > gadać.

          Znaczy - trzeba wychować tatę od podstaw sad( To jednak rudowłosa czarodziejka ma
          rację sugerując wspólną terapię. Myślę, że dla dzieci to lepsze niż rozwód.

          > Rozwód jest dla mnie tak po prawdzie nieunikniony (nie wyobrażam
          > sobie życia przez nastepne 10 lat z tym facetem) jednak jeśli mam
          > wybrać swoją wolność kosztem krzywdy dzieci - nie umiem

          Skąd ja to znam...
    • 18_lipcowa1 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 20.11.07, 20:24
      pan jest lekko zwichrowany
      taki wniosek po tym jak przeczytalam ze nie ma nic przeciwko zebys w
      wypadku zginela.....boszzzz!
    • pucia14 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 21.11.07, 07:34
      hm . rok przed rozwodem słyszałam takie słowa gdy tylko napomykałam o tym że
      czas się rozstac. paraliżował mnie strach o to że tak może się stać ,o sprawy w
      sądzie itp. ale w końcu nie wytrzymałam . odeszłam. z dziećmi. Mój eks nigdy nie
      posunął sie dalej niż do gróźb nigdy faktycznie nie próbował mi ich odebrać ( i
      nie wnikam w motywy jego postępowania)dziś jestem 8 lat po rozwodzie i temat
      "zabrania" dzieci nigdy nie powrócił.Mysle że podobnie jest w Twoim przypadku.
      nie daj sie wystraszyć!jeśli naprawdę chcesz od niego odejść- zrób to.Sady są
      dla ludzi a w wiekszosci przypadków(co straszne jest) dłużej trwaja spory o
      majątek niż o dzieci
      • indy72 Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 21.11.07, 09:55
        dzięki chłopaki i dziewczyny.

        do taty_tomka: z tym wychowaniem od podstaw przez babę której
        zdanie nie jest całkiem serio brane pod uwagę wcale nie jest
        łatwo wink)). myslę, sobie, że sam doszedłby do podobnych wnisków jak
        ja na temat podstawowych obowiązków dzieci jesli częściej miałby
        okazję zostawać z nimi sam na sam i w realny sposób za nie
        odpowiadać. paradoksalnie po rozwodzie będzie to częstsze (weekendy
        bez mamy która zadba o lekcje na poniedziałek).

        jakoś będę musiała wziąć się w garść i namówić go na wizytę (i to
        nie jedną) w poradni. pewnie jak przed tym stchórzę nie będę umiała
        sobie wybaczyć rozwodząc się.

        względem gróźb bez pokrycia - mam nadzieję ze tak to własnie jest,
        ale strach gdzieś tam lata po plecach.
        • znikad Re: Nigdy nie oddam Ci dzieci 22.11.07, 00:48
          Jestem po rozwodzie. To w ramach wstepu zeby nie bylo, ze nie wiem,
          o czym pisze. A rozwine tak: rozwod to koniec malzenstwa ale jesli
          sa dzieci to nie jest w zadnym razie koniec rodziny. Wielu ludzi,
          lacznie z sedziami rodzinnymi i innymi prawnikami, czesto o tym
          zapomina a to jest wlasciwie najwazniejsza kwestia w tym calym
          balaganie. Bo to, ze ja juz nie mam wspolnego adresu z moja ex ani
          ze Ona mi juz nie kupuje skarpet na urodziny to ma sie nijak do
          tego, ze udalo nam sie wzbogacic ten swiat o troje super-ludzi, za
          ktorych wciaz i po wiek weiekow bedziemy we dwoje odpowiedzialni.
          Rodzina wciaz trwa i wlasciwie trwac bedzie juz na zawsze, bo kiedys
          bedziemy miec jeszcze wspolne a wnuki a kto wie, moze i prawnuki. I
          tego sie nie da przekreslic jakims zapisem sadowym typu kto komu
          oddal czy odebral dzieci. Dzieci to nie parasol - ani dac, ani
          zabrac sie Ich nie da. Mozna Je tylko poumieszczac pod roznymi
          adresami ale ani ojcostwa, ani macierzystwa tym sie nie przekresli.
          Wkurza mnie gdy czytam, ze ludzie tak beznadziejnie ze soba walcza
          gdy sie rozstaja i ze wisi Im kompletnie to takie nudne i przyziemne
          poczucie obowiazku wobec rodziny, ktora sie zalozylo. Najgorsze zas
          jest to, ze instytucje powolane do wspierania rodzin najczesciej
          wiecej szkodza niz pomagaja. Zeby skonczyc bardziej konstruktywnie
          moze dodam, ze my z moja ex nauczylismy sie sensownie rozmawiac i
          komunikowac wlasciwie dopiero z okazji rozwodu i po nim. Na poczatku
          oboje musielismy sie BARDZO starac zeby emocje nas nie podzielily
          gdy rozmawialismy o dzieciach ale z czasem jest coraz latwiej i bywa
          nawet przyjemnie. Bo w koncu ja mam 1000% pewnosci, ze Jej na
          naszych dzieciach zalezy najbardziej na swiecie i jestem przekonany,
          ze Ona ma taka sama pewnosc w stosunku do mnie. Jesli ma sie taka
          pewnosc, latwiej jest isc na kompromisy. Ale zeby miec taka pewnosc
          trzeba sie zdobyc na chociaz krztyne wyrozumialosci dla gadziny, z
          ktora sie czlowiek wlasnie rozwodzi.
          Cheers.
    • majka003 Do adellante 21.11.07, 16:26
      Mylisz się.U mnie była tylko JEGO wina.Zdradzał choć miał
      wszystko.Wydaje mi się,że z nudów,bo wszystko było
      posprzatane,ugotowane,wyprane itd. duzo miłości itd....
      Nie popieram że wyrok=kasa.Jest sprawiedliwość.Zbieraj wszystko,rób
      fotki jak dziecko ma jakieś zadrapania itd.Chcę cie zastraszyć.A
      skoro masz mniejsze doch. to sa alimenty.
      • adellante1 Re: Do adellante 22.11.07, 01:23
        majka003 napisała:

        > Mylisz się.U mnie była tylko JEGO wina.Zdradzał choć miał
        > wszystko.

        a moja matka jest dziewica......
        • indy72 Do :) 22.11.07, 09:48
          Zikad - podpisuję sie w 1000% pod tym co mówisz. Moim marzeniem
          jest żeby ewentualny (a myślę że nieunikniony) rozwód był
          przeprowadzony w rozsadny sposób. Bez jeżdżaenia po dzieciach.

          Do Majki - zapewne są nieliczne przypadki na świecie kiedy wina
          leży po jednej stronie (choc zawsze mozna powiedziec stronie
          niewinnej: dlaczego byłaś aż tak ślepa idąc w to?). Wiekszosć to
          jednak wina rozłożona jakoś tam da dwie części (moze niekoniecznie
          po 50%). A zadrapań fotografować nie będę, bo samo fotografowanie
          jest dla dziecka w tym momencie inwazyjne. Poza tym, to chyba nie
          chodzi o to żeby sie przeciw sobie zbroić i doły pod sobą kopać. Co
          innego gdyby to był facet który katuje dzieci, ale wtedy już dawno
          by mnie w tym domu nie było ani dzieci. To co pisałam o tym uchu to
          była tylko ilustracja głupiej według mnie popędliwosci w
          reagowaniu. Gorsze od tego natomiast jest nie to co zrobił, ale to,
          że uznał to za słuszne...
          • majka003 Re: Do :) 22.11.07, 10:58
            Bo o niczym nie wiedziałam,a między nami było wszystko ok.Zero
            kłótni..Cóż jestem chyba tym wyjątkiem.....Kochałamsad Nie opisałaś
            dokładnie jak jest(może nie aż tak).Chciałaś porady to powiedziałm
            co myślę.A skoro rozmowy z nim nie pomagają...Popieram,że rozwód nie
            powinien odbić się "znacząco" na dzieciach.
            • indy72 Re: Do :) 22.11.07, 15:42
              nie mam nic do Ciebie Majko - Tylko Ty wiesz jak było.
              A przede mną batalia i tak - taka czy inna.
              Pierwsza sie pewnie stoczy o to żeby pójść do poradni bez tej
              pierwszej nie będzie innych.
Pełna wersja