Dodaj do ulubionych

Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły..............

22.11.07, 08:34
Witam!!!!
Mam 12-to letniego, superfajnego syna. Ale mam też poważny problem.
Żona od samego początku jest stanowczo nadopiekuńcza. Zaczynając od
rana - pakowanie tornistra do szkoły, wkładanie kanapek, pomoc w
zakładaniu kurtki. A już totalnie mnie dobija poranne układanie jego
ubrania na łóżku tak jakby syn sam nie mógł sobie z szafy wyjąć.
Oczywiście po wyjściu do szkoły mamusia poprawia synka łóżko, chowa
kapcie itp. Kiedy chlopak wraca ze szkoły - mamusia już stoi w oknie
i stawia obiadek na stole zanim syn umyje ręce. W tym czasie mamusia
sprawdza co ma zadane, wyjmuje z teczki resztki śniadania i po
obiedzie siada z synem do lekcji. Nie ma mowy o cotygodniowym
sprzątaniu przez syna swojego pokoju, wunoszeniu śmieci czy wysłania
go po jakieś zakupy.
Ja robię co mogę - próbuję rozmawiać, podsuwam książki, artykuły. I
nic !!!!!!!!!!! Coraz czściej kłócimy się na temat wychowania syna,
tłumaczę że obudzimy się z "ręką w nocniku" jeżeli chodzi o
samodzielność syna. Ja wychodzę rano do pracy i wracam późnym
popołudniem więć "niestety" żona robi co chce. Zostają tylko
weekendy ale coraz częściej widzę, że w oczach chłopaka wychodzę na
tego 'złego" rodzica, który wymaga.
Do tego wszystkiego żona ma zero konsekwencji - mówi, że przez
tydzień nie zagra na kompie a za chwilkę daje synowi pół godziny na
grę.................Normalnie koszmar !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ręce mi opadają.....................Nie chcę mieć syna ciapciaka, bo
jego mamusia traktuje go ciągle jak pięciolatka !!!!!!!!!!

POMOCY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • abigejl24 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 09:10
      Hmmm.. no to jest problem,wyglada na to ze moja 2,5 letnia corcia jest bardziej
      samodzielna.Musisz byc stanowczy.Moj maz mial,a raczej ma taka mame i to mi sie
      dostaje bo zekomo o niego nie dbam,w jej mniemaniu,bo mu nie kupilam butow nie
      wyslalam do fryzjera i td i tp.Tragedia.Walcz.Mysle ze syn niedlugo tez zacznie
      protestowac.
        • mis22 Drugie dziecko powinno pomóc 24.11.07, 13:29
          jacek226315 napisał:
          > postaraj sie o drugie dziecko. Jedynak to albo niezdara lub sierota

          Zgadzam się, że drugie dziecko powinno pomóc, bo mamusia będzie
          musiała więcej czasu poświęcić malutkiemu dziecku. Jeśli drugie nie
          pomoże, to potrzebne będzie trzecie, czwarte ...

          Jestem jedynakiem. Fakt, że jestem już sierotą, bo mama mi umarła 13
          lat temu w wieku 80 lat. Ale nie jestem niezdarą. Kiedyś zgłosiłem
          się nawet na ochotnika na obóz wojskowy gdzie nie było mamuś aby
          słały łózka i pakowały plecak. Wyjechałem sam do USA i poradziłem
          sobie zarówno w drodze, załatwianiu dokumentów legalnej emigracji,
          jak i dorabianiu się domu i oszczędności na emeryturę. Sprowadziłem
          potem swoją rodzinę. Dzieci już skończyły studia i też radzą sobie
          samodzielnie. Czyli bycie jedynakiem nie robi automatycznie z
          człowieka inwalidy psychicznego aczkolwiek nadopiekuńcza mamusia
          może tak zrobić.

          Ale poco mamy dzieci? W Stanach wiele ludzi ma pets - psy lub koty,
          które stają się członkami rodziny i pozwalają wyładować instynkt
          opiekuńczy. Dzieci w rozwiniętych krajach też pełnią tę samą
          funkcję - funkcję peta, zabawki. Więc Twoja żona traktuje syna jak
          kotka, którym może ciągle się opiekować.

          W krajach ubogich - dzieci to siła robocza, a gdy rodzice się
          zestarzeją i zniedołężnieją mają one obowiązek zaopiekować się
          rodzicami. Dlatego 4-te przykazanie mówi "Czcij ojca swego i matkę
          swoją", a 5-te "Nie zabijaj". W Europie mówi się raczej "Nie oddawaj
          rodziców do domu starców i nie stosuj eutanazji".
          • Gość: jacek226315 Re: Drugie dziecko powinno pomóc IP: *.proxy.aol.com 15.01.08, 02:37
            mis22 ja nie twierdze,ze wszyscy jedynacy sa niezdary,ale wiekszosc
            tak.Rodzice huhaja dmuchaja ,nie pozwalaja by sie dziecko
            przemeczylo wiec wszystko za takiego osobnika robia.Widac miales
            bardzo rozsadnych rodzicow co sie bardzo liczy i ceni.Ja mam w
            rodzinie kilka jedynakow,wujeczna siostre i bratanice obie odnogi od
            piekla ,rodzice slepi nie docieraly do nich zadne uwagi a teraz
            placz i zalamyanie rak.
            • ogia Re: Drugie dziecko powinno pomóc 04.04.08, 20:52
              nie zgadzam się z opinią dotyczącą jedynaków! sama co prawda mam
              brata, więc nie czuję się dotknięta osobiście, ale moje dwie bliskie
              kumpele to jedynaczki, super babki pod każdym względem - konie można
              z nimi kraść smile
              • carinica011 Re: Drugie dziecko powinno pomóc 18.04.08, 14:20
                mój mąż jest jedynakiem. matka zrobiła z niego kalekę. oczywiście nie przestaje
                na niego narzekać, ale to inna sprawa. mąż dopóki nie pokarzę mu palcem nie
                ruszy sie i nie posprząta, a ja gdy zaczynam jej delikatnie dawać do
                zrozumienia, ze to jej wina, to mówi, że to cały charakterek tatusia.
                po raz pierwszy przekonałam się o tym przed ślubem, gdy przygotowywałysmy
                święta. poprosiłam, zeby coś wyniósł, przyniósł, zrobił coś, cokolwiek. mamusia
                powiedziała, że nie, że niech siedzi i sobie film ogląda. wtedy zobaczyłam, ze
                nad nim będę musiała popracować.

    • egon26 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 09:19
      Twoja zona powinna iść do pracy, przynajmniej 9-10 lat temu. I to nawet nie po
      to by zarabiać pieniądze, ale by mieć co robić. Przypuszczam że całym światem
      twojej żony jest teraz syn, a to nie wróży najlepiej bo będzie robiła straszne
      problemy kiedy on będzie chciał się usamodzielnić. Już nie mówiąc o tym że nikt
      nie chciałby mieć takiej teściowej co może skutecznie utrudnić mu później życie
      w związku.
      Dobrym rozwiązaniem też jest drugie dziecko, choć teraz to już trochę późno. Ale
      praca to dobre rozwiązanie, będzie miała mniej czasu i mniej siły by być
      nadopiekuńczą, może też zobaczy jak żyją inni co da jej do myślenia.
      Jeśli nie praca to może spróbuj jej wytłumaczyć że to też będzie kiedyś dorosły
      mężczyzna- w sumie już niedługo. I czy ona chciała by z taką ciapą na jakiego go
      wychowuje żyć. Jeśli chce jego szczęścia w przyszłości musi tak go wychować by
      sam potrafił ułożyć sobie z kimś życie. A już teraz jest mało kobiet które
      uważają że ich zadaniem jest dogadzanie i obsługiwanie męża a za 10-15 lat gdy
      twój syn będzie zakładał jakiś związek to już w ogóle ciężko będzie znaleźć
      takie panie. Chyba że mieszkacie koło wioski amiszów wink
      Fajnie by było gdybyś też zabierał czasem syna gdzieś na kilka dni od matki, pod
      namiot, w góry, na ryby itd. Wtedy możesz też mu pokazać że świat wygląda trochę
      inaczej niż mu go mama kreuje. Powodzenia
      • elske Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 09:30
        Mam taka ciotke w rodzinie.Zaczela sie opiekowac dzieckiem
        siostrzenicy,kiedy maly mial 3 mies.W tej chwili jest w
        gimnazjum,ostatnia klasa.Ciotka do tej pory go co chwila
        dokarmiala,w nocy wstawala kilka razy zeby go przykryc,byla pod
        wrazeniem ze chlopak sobie sam jablko obral.Ciotce nie szlo
        przetlumaczyc ze to juz dorsly prawie chlopak, a nie male dziecko.W
        wakacje chlopak przeprowadzil sie z rodzicami do Danii
        i w ten sposob uwolnil sie od nadopiekunczej cioci.
        Powrot do pracy twojej zony, to chyba najlepszy pomysl.
        "Mamo nie boj się, to tylko Hehalump trąbi."
      • danka1100 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 18:08
        cytuję:"Fajnie by było gdybyś też zabierał czasem syna gdzieś na
        kilka dni od matki, pod
        namiot, w góry, na ryby itd. Wtedy możesz też mu pokazać że świat
        wygląda trochę
        inaczej niż mu go mama kreuje".
        Popieram. "Męska wyprawa" to jest to. Po takich wypadach nie można
        być "tym złym"
      • oliwija Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 25.11.07, 07:56
        straszne ale juz moze byc za póżno. syn znajomego ma 14 lat i jest
        taka sama ciapą jak twój syn. też mamusia od zawsze wroiła za niego
        wszystko. zmarnowany dzieciak. nie umie sobie nawet wdody w
        elektrycznym czajniku nastawic nie moze sam sobie zrobic herbarty
        bo sie poparzy. Szok. jak pomyśle ze ja w wieku 8 lat sama gotowałm
        obiady biegałam rano po zakupy i porównuje sie fdo tego chłopca to
        nebo a ziemia. amatka nie chce zrozumiec zedziecko ma juz na starcie
        przegrane zycie1 . jeszcze do tego zle sie uczy a matka pozwala mu
        do woli grac na kompie! i mówi ze widocznie jego powołaniem nie jest
        nauka! pytam sie a co w tym wieku moze byc powołaniem dziecka?
        durnowate gry?
    • indy72 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 10:23
      chciałoby sie powiedzieć o kur...
      Syn nie wyrosnie na ciapciaka cirrus. Będzie gorzej.
      Prawdopodobnie wyrosnie na faceta który będzie oczekiwał i wymagał
      obsługi od innych ludzi (między innymi od żony). Kiedy nie będzie
      jej dostawał zaraz i natychmiast będzie sie wściekał i będzie
      nieszczęśliwy. Do tego będzie miał małe mniemanie o sobie (poczucie
      wartości we własnych oczach kształtuje sie dzieki samodzielnosci na
      zasadzie jestem gość - bo potrafię!), które prawdopodobnie będzie
      maskował wywyższaniem sie nad innych.
      Myśle, że to co ona robi temu przyszłemu męzczyźnie jest bardzo
      niebezpieczne. Poza tym. Czytałeś "Żelaznego Jana?" - ksiazka o
      dojrzewaniu meskiej osobowosci. We wszystkich plemionach
      pierwotnych chłopiec miedzy 12 i 14 rokiem życia zostaje odebrany
      (w sposób symboliczny, ale czasem całkiem realny) matce po to aby,
      dorósl jako mężczyzna i aby mógł kiedyś nawiązac jako meżczyzna
      normalny kontakt z kobietą. Myslę, że powinieneś jak najcześciej
      brac go na "męskie wypady" gdzie nie tyle zmusisz go do robienia
      koło siebie co dasz mu szansę na to po prostu nie zauwazajac że
      czeka na obsługę. To wszystko w atmosferze przyjaźni i wsparcia.
      Z zoną bym porozmawiała jakos w tym guście:
      - Widzę i doceniam, że bardzo kochasz syna. Zawsze byłaś dla niego
      najlepszą matką jaką mógł mieć. Jestem przekonany, że chcesz aby
      wyrósł na mądrego dojrzałego meżczyznę który będzie oparciem dla
      swojej żony i dzieci... itp.
      Taki wstęp jest konieczny aby poczuła sie zrozumiana doceniona i
      zeby "zmiękła" wink))
      Jesli bedziesz ją oskarżał i zaczniesz rozmowę od tego co robi źle
      prawdopodobnie uzyskasz odwrotny efekt.
      Jak mówi moja madra znajoma jest taka metoda "kanapki" kiedy dajesz
      do przełkniecia osobie rzeczy trudne dla niej.
      1. Najpierw mówisz rzeczy dobre doceniajace itp.
      2. Mówisz bez oskarżania co na ten temat sądzisz i o co prosisz.
      3. Na koniec kilka ciepłych słów np. wyrażających Twoja ufność w
      jej mądrosc i wyczucie.

      To trza przemysleć. Są dopbre ksiażki o wywieraniu wpływu wink
      Poczytaj cos moze o NLP. W imię dobra syna musisz nauczyć sie tak
      mówić do żony, zeby myślała że sama taka madra i to wymysliła smile)))
      Jest o co zawalczyć. Tu nie wojna a dyplomacja potrzebna.
    • indy72 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 10:33
      acha, podpisuję sie pod tym, że powinna pójsc do pracy. (jak
      obiecasz jej ze pomozesz w domowych obowiazkach na które będzie
      miała przecież mniej czasu, to moze sie skusi)

      Moja córka najchętniej by siedziała i czekała aż ją obsłużą i muszę
      wkładać realny wysiłek w to, żeby nawet kosztem czasu (bo przeciez
      sama zrobie szybciej i lepiej) nakłaniac ją do tego, zeby sama sie
      pakowała do szkoły, ubierała i... generalnie samodzielnie myślała.
      Taki ma chrakter. Nic prostrzego tylko być "kochającą
      mamusią" "ukochaną mamusią" i dowodzić całym światem córci.
      Miałabym bezposrednia nagrodę za to tu i teraz w postaci
      wpatrzonych we mnie jak w obraz oczu dziecka. Tylko potem jako
      stara kobieta już jej nie pomogę żyć.
        • cirrrus Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 12:45
          Tak sobie pomyślałem, że wydrukuję Wasze opinie na ten temat,
          usiądziemy przy kawie i pogadamy ( który to już raz ???). Z drugiej
          jednak strony - Micasa może mieć rację............sad((
          Żona obiecuje że się zmieni, że powoli itd. Tylko że nic z tego nie
          wychodzi a czas ucieka i pewnych spraw może nie dać się naprawić...
          Najgorsze jest to, że syn jest nie raz "między młotem a kowadłem" -
          moje nerwy też nie są ze stali ( utwardzam je jak mogę). Boję się,
          żeby dodatkowo na tym nie ucierpiał.
              • mis22 Homoseksualizm mógł go uodpornić na mamusię 24.11.07, 13:36
                marcin5051 napisał:
                > Pierwsze słyszę, aby miłość matki, przyznajmy
                > nadopiekuńczej była powodem homoseksualizmu u faceta.

                Fakt, że homoseksualizm jest wrodzony, gentycznie uwarunkowany. Ale
                homoseksualizm mógł uodpornić Aleksandra na nadopiekuńczość matki.
                Mógł spowodować, że ignorował on matkę interesując się mężczyznami.
                • redmiss Re: Homoseksualizm mógł go uodpornić na mamusię 25.11.07, 11:44
                  mis22 napisał:

                  > marcin5051 napisał:
                  > > Pierwsze słyszę, aby miłość matki, przyznajmy
                  > > nadopiekuńczej była powodem homoseksualizmu u faceta.
                  >
                  > Fakt, że homoseksualizm jest wrodzony, gentycznie uwarunkowany.


                  fakt to to nie jest...

                  nie takie tęgie głowy nad tym siedzą a jednak takich stwierdzeń nie
                  głoszą... więc powściągnij faktowanie, bo wprowadzasz w błąd...

          • ezechieloss Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 24.11.07, 16:18
            Wiesz mialem podobna sytuacje (o tym kilkanascie postow ponizej przed chwila) i
            takich rozmow o mnie za moimi plecami nienawidzilem (dziecko potrafi bardzo duzo
            uslyszec, jesli tylko jest w chacie). Czuc sie obco we wlasnym domu to nie jest
            fajne.

            I przestan gadac ze zona to, zona tamto, to rola kobiety, by byla opiekuncza,
            ma prawo czasem byc glupia, tym bardziej ze im dalej latami wstecz tym glupiej i
            naiwniej kobiety byly wychowywane.

            Wiec byc moze twoja wina jest nawet wieksza.

            W koncu to ty chyba powinenes byc "THE MAN"
            • mhr-cs Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 25.11.07, 11:24
              co to znaczy rola kobiety
              a kiedy sie urodziles sa madre kobiety
              a ze mezczyzna jest mezczyzna nie znaczy ze jest
              madrzejszy a tak sie zawsze slyszy
              a jak kobieta mosi sie cale zycie
              z mezczyznami meczyc
              bo oni i tak maja racie
              ale czy kobieta czy mezczyzna
              wychowanie dzeci zalezy od inteligenci
              do tego nie trzeba miec wyksztalcenia
              albo to masz albo nie
              dla kobiet troche odwagi
              a czy kobieta juz napisala ze maz
              nie o niczym pojecia HA
          • grafix2 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 24.11.07, 18:23
            Gdy moja córka miałą 3 lata szłam z koleżanką na zakupy i
            plotkowałam o znajomej nadopiekuńczej mamie, obydwie mocno ją
            krytykowałyśmy. Nagle koleżanka pyta się mnie po co idę, mówię że po
            pantofelki z gumką bo dziecko idzie do przedszkola i żeby było jej
            łatwiej wkładać samej, a koleżanka na to.... no i taka sama
            jesteś.... kupiłam pantofelki ze sznurówkami i po tygodniu córka
            świetnie sobie radziła. Bardzo łatwo stać się nadopiekuńczą mamą.
            Moja córka jedynaczka jest już dorosła, bardzo samodzielna i
            odpowiedzialna. Widzę obok siebie rozpacz rodziców, którzy poszli
            drogą "wszystko dla dziecka". Najlepsza rada jaka padła to praca,
            praca i jeszcze raz praca. Niech twoja żona pójdzie do pracy, nie
            zawsze będzie posprzątane, obiad też bedzie gorszy, musisz tylko jej
            wytłumaczyć, że to dla jej dobra, ruszy się z domu, będzie wśród
            ludzi, dowartościowuje się, oderwie się od garów
        • jacua.0 Re: Musze skomentowacc, bo nie wytrzymam..... 24.11.07, 01:55
          Twoja uwaga jest kretynska i idiotyczna.

          Jak stracisz dziecko, jak bedziesz patrzec jak sie stacza z roku na
          rok, i jak sie zastanowisz co moglas/es zrobic wczesniej zeby do
          tego nie doszlo, wtedy zrozumiesz.

          Teraz bierzesz strone tej glupiej cipy, eufemistycznie rzecz
          ujmujac, zeby jej bron Boze nie urazic? Za dziesiec lat, gwarantuje,
          ojciec bedze sie zastanawial czy aby nie byloby lepiej gdyby mamuska
          byla w pore umarla. Ja sie zastanawiam nad losem wlasnego dziecka,
          ktore mialo i nadal ma taka wlasnie mamuske.
          • miacasa Re: Musze skomentowacc, bo nie wytrzymam..... 24.11.07, 11:20
            Jacua, błędnie zrozumiałeś moją wypowiedź, w żadnym wypadku niczyjej strony tu
            nie biorę, zauważyłam tylko, że pokazywanie kobiecie wypowiedzi anonimowych/
            czyt. nie będących dla niej autorytetem ludzi, nie wywoła u niej głębszej
            refleksji nad tym, jaką krzywdę dziecku robi, a jedynie spowoduje, że już
            zupełnie się zabarykaduje, fosą okopie i w tej zapiekłości będzie trwać i
            niszczyć swoją rodzinę. Sytuacja ich wszystkich jest smutna, Ty przeżywasz to na
            co dzień, ja tylko mogę się domyślać jakim dramatem może się to zakończyć.
            Wydaje mi się, że tu potrzebna jest interwencja specjalisty a nasze opinie mogą
            tylko podbudować autora wątku i być przyczynkiem po podjęcia zdecydowanych
            działań, samo pokazanie postów niczego nie zmieni.
          • ezechieloss Juz Pisatowie zauwazyli, ze wychowaniem syna 24.11.07, 16:40
            winien zajmowac sie ojciec, i po postrzyzynach syn szedl pod jego opieke. I tak
            bylo, jest i chyba bedzie, ze wlasnie on jest za syna odpowiedzialny w o wiele
            wiekszej mierze...

            Matka sama nie jest w stanie mezczyzny wychowac. Jesli zabiera sie samotnie za
            to zadanie, to pozostaje tylko liczyc, ze syn trafi w inteligentne towarzystwo
            no i na jego wlasne inteligencje...
    • purpurowa_komnata Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 22.11.07, 13:48
      To niestety klasyka:kobieta chce być perfekcyjną matką, która musi być w dodatku komuś potrzebna- wręcz niezbędna. Tylko,że przesadza. Wg mnie jej całodobowy pobyt w domu nie służy tak naprawdę nikomu; ani Jej, ani Tobie ani dziecku...Pewnie najlepszym lekiem byłaby Jej praca zawodowa. Ona nie miałaby już tyle czasu na wyręcznie syna. Nie miałaby nawet na to siły i popatrzyłaby na życie z trochę innej perspektywy. Łaczy się to oczywiście z Waszym (Twoim i syna) większym zainteresowaniem sprawami domowymi. Życzę podzenia wink
        • panistrusia Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 12:22
          No ale coś w tym jest, że kobieta zaczęła traktować syna jak męża. Powinno być
          tak, że małżonek jest na pierwszym miejscu, a potem dzieci. I to nie traktowane
          jako osobista własność, którą można się zabawiać, gdy w małżeństwie czegoś brakuje.
          Wydaje mi się, ze gdyby relacje między małżonkami były ok, to nie byłoby
          problemu z wychowywaniem syna.
          Jeśli żona nie pracuje zawodowo, to może chciała udowodnić, że jest idealną
          panią domu - i się trochę zagalopowała? Może brakuje jej czegoś? No i dlaczego
          przelewa uczucia należne mężowi(bo jak rozumiem, w jej mniemaniu mężczyźnie
          należy usługiwać) na syna? I gdzie do tej pory w wychowaniu syna był ojciec?
          A może urządzić postrzyżyny: odbierasz rytualnie syna matce i teraz tylko Ty go
          wychowujeszwink
          Myślę, że przydałaby się wspólna wizyta u psychologa. Synek też powinien
          zrozumieć i zaakceptować konieczność zmian, tylko trzeba mu to umiejętnie
          uświadomić.
    • monis74 Boże, sama taka jestem, przynajmniej byłam, kiedy 23.11.07, 11:49
      siedziałam w domu, teraz gdy pracuję i nie mam siły czy czasu, zeby
      go we wszystkim wyręczać, troszkę się to zmieniło na lepsze, ale
      najbardziej podziałało na mnie, gdy oglądając "super nianię"
      uświadomiłam sobie, że mniejsze dzieci potrafią więcej niż moje,
      dotarło do mnie, że wychowuję życiowego kalekę i od tamtej pory
      bardziej się przykładam w uczeniu go samodzielności, ale jeszcze
      dużo pracy przed nami
      • kiovec Re: Boże, sama taka jestem, przynajmniej byłam, k 23.11.07, 13:16
        Na tym forum zapanowało błędne i dla wielu krzywdzące przekonanie, że kobieta
        niepracująca zawodowo, automatycznie dochodzi do tego, co praktykuje żona
        cirrrusa. Proszę, spójrzmy na to szerzej i mniej stereotypowo. Wiadomo, że
        niektórym mamom pójście do pracy nie pomoże - i tak będą nadopiekuńcze. Również
        we własnym imieniu, chciałam stanąć w obronie kobiet rezygnujących z pracy
        zawodowej. Czy taki wybór skazuje na bezmyślność i wypaczenie metod
        wychowawczych? Absolutnie nie! Moja córka przestała korzystać z wózka w wieku 11
        miesięcy. Wtedy, kiedy nauczyła się chodzić. Nigdy nie spała z rodzicami w
        jednym łóżku, a tylko 3 tygodnie w jednym pokoju. Ze zgrozą patrzę na "kobiety
        sukcesu" na szpilkach, wożące w wózku czterolatki, w dodatku ze smoczkiem! Albo
        słucham opowieści o 10-latce, która nie może pojechać na kolonie, bo nigdy nie
        spała bez mamusi... również pracującej. Ta pani w nocy wynagradza dziecku swoją
        nieobecność w dzień.
        Jeżeli kobietę trzeba wysłać z domu, żeby nie robiła dziecku krzywdy, to jest to
        bardzo ciężki przypadek. Jako "mama w domu", cenię sobie szczególnie to, że mam
        czas i siłę, żeby to wszystko przemyśleć i nie robić głupot.
        • mhr-cs Re: Boże, sama taka jestem, przynajmniej byłam, k 26.11.07, 16:06
          a mamusia w domu to cos wspanialego
          moje diecko urodzone posniej
          moglo ogladac telewizie,grac
          z gazety bajki-grajki od wtedy kiedy chcialo
          nigdy nie zabronilam
          nawet teraz horo ale to zalezy od tego
          jak byla wychowana
          wie sama kiedy jest koniec
          jest teraz w 5 klasie i nie ma problemu
          moz nie umie komputera ect.a ana zna wszystko

    • a_dlaczego_nie Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 11:59
      Ja myślę, że dobrze byś zrobił gdybyś sam więcej czasu spędzał z
      synem i pokazał mu to czego chcesz go nauczyć. Mamy są od kochania i
      dawania dziecku poczucia bezpieczeństwa, a tatusiowie od uczenia
      dziecka samodzielności, znoszenia porażek itd. Jeśli chcesz by Twoje
      dziecko było wychowywane inaczej poświęć temu czas, a żonie pozwól
      robić to po swojemu. Ja też się złoszczę na mojego męża kiedy mi
      mówi jak i co mam robić i krytykuje moje metody, a sam się nie
      angażuje w wychowanie dziecka, tak jest najwygodniej.
      • panistrusia Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 12:42
        Wyręczanie w domowych obowiązkach, uczenie, że mama zawsze wszystko za dziecko
        załatwi to raczej dziwnie pojęta miłość.

        Poza tym rodzice powinni mieć wobec dziecka wspólny front, a nie każde
        wychowywać jak uważa za słuszne. Gdzieś w tym wszystkim jest młody, żywy,
        myślący, czujący młody człowiek.

        No i dlaczego ojciec ma grać rolę tego "złego policjanta"?
      • triss_merigold6 No trafia mnie ten jak czytam... 23.11.07, 13:08
        Trafia mnie jak czytam o takich sterotypach, że matka od kochania a
        ojciec od wymagań. Idealne, żeby zamącić dziecku w głowie i nauczyc
        je wykorzystywać rywalizację między rodzicami. I wychować syneczka
        mamusi a w przyszłości domowego trutnia. Osobiście uważam, że równie
        dobrze o ile nie lepiej od męża uczę dziecko samodzielności i
        znoszenia porażek, bo nie mam kwoczych odruchów.
        Jesli jeden z rodziców postępuje głupio czy szkodliwie to nie można
        mu pozwolić działać po swojemu.
    • morekac Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 12:33
      Kilka pytań:
      1.Czy sam korzystasz z obsługi full service?
      2.Jaki jest twój stosunek do nieposprzątanego mieszkania, nieumytych
      naczyń, nieuprasowanych koszul i braku obiadu? Samo się nie robi.
      Swoją drogą, gdyby twoja żona pracowała, to nie miałaby czasu na
      pucowanie domu, męża i syna. Jeśli odpowiex na pytanie 1 jest TAK, a
      na pytanie 2- TO JEST ZAWSZE, to posłanie małżonki do pracy
      zaowocuje konfliktami, awanturami etc - zwłaszcza jeśli ona nie chce
      iść do pracy poza domem (prawdopodobnie udowodniłaby ci wkrótce, że
      był to poroniony pomysł). Może powinieneś mniej siedzieć w pracy a
      czasem więcej czasu pobyć z młodym? Wakacje z synem we dwóch -
      pranie i gotowanie własnoręczne, a żona w tym czasie w SPA...
    • triss_merigold6 A ja mam pomysł 23.11.07, 13:00
      Chyba mam pomysł, który nie wiąże się z podważaniem roli Twojej żony
      jako matki a może być skuteczny. Zapisz chłopaka na jakieś
      intensywne zajęcia sportowe, najlepiej ze sportów walki - zazwyczaj
      trenerzy są sensowni i oprócz uczenia technik kształtują też w
      małolatach pewne pożądane postawy. Potem wakacje - co najmniej
      miesiąc obozu w hm... niesterylnych warunkach, z dużym wysiłkiem
      fizycznym i koniecznością współpracy z grupą przy wszystkich
      codziennych czynnościach - sami robią porządki w namiotach,
      przygotowują jedzenie, zmywają etc. Usamodzielni się jak złoto.
      Równie dobre jest harcerstwo i obozy harcerskie.

      W ustalaniu obowiązków w domu pomiń żonę i porozmawiaj z synem
      bezpośrednio. Że dorasta, że nie wypada aby staremu koniowi matka
      słała łóżko i odrabiała z nim lekcje, że przecież nie jest
      upośledzony tylko normalny. Syna dowartościuj - że chcesz go
      traktować po partnersku a nie jak szczeciolatka, któremu się pomaga
      spakować rzeczy do zerówki. Że za chwilę wejdzie w wiek dojrzewania
      i jeśli teraz matka kontroluje każdy jego krok to potem będzie to
      dla niego bardzo uciążliwe jak mu będzie panny oceniać.
      Jako ojciec TY masz pełne prawo do umawiania się z synem na
      określone obowiązki i zachowania. W zamian za to spędź z nim czas
      SAM na SAM - muzeum wojska; obejrzenie fortów; strzelnica;
      paintball; biwak ze spaniem pod gołym niebem; "męski" film; mecz czy
      inne zawody sportowe etc.
      • jacua.0 Triss....Jestes po prostu naiwna 24.11.07, 01:31
        Na nic sie zdadza wysilki ojca, kiedy w domu po tym paintball'u
        bedzie czekac mamuska z zalmanymi rekami i matczyna miloscia.
        Gowniarzowi ponadto juz jest z tym wygodnie i stad tylko krok do
        otwartego buntu, zwlaszcza ze z poparciem matki. Pisze tak bo znam
        to z wlasnego doswiadczenia. Moja szanowna malzonka przyznala mi w
        koncu racje, ale dokladnie dziesiec lat za pozno.

        Ten wpis to nawet nie polemika. Ja stwierdzam fakt i stawiam teze,
        ze dopoki matka jest w zasiegu wzroku, nic nie da sie zrobic.
        Mamuska jest oczywiscie przekonana o wlasnej nieomylnosci i to
        musialoby sie zmienic, na co praktycznie nie ma szans. Krotko
        mowiac, na glupote nie ma lekarstwa, chociaz jak mowia, ziemia
        wszystko wyciagnie. A wiec praktycznie rzecz ujmujac, tylko ta
        ostatnia okolicznosc ma szanse uzdrowic sytuacje. Nieszczesny Cirrus
        i jego syn juz sa skonczeni. Kropka.
    • konix Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 13:19
      Kurcze stary nie zazdroszcze, tym bardziej ze mnie czeka podobna sytuacja.
      Spodziewamy sie syna, zona byla wychowana przez taka wlasnie matke, wyrosla na
      wspaniala kobiete, niestety nie potrafi stawic czola prostym sprawą. I juz
      niestety widze ze bedzie popelniac podobne bledy! Ale jak zobacze ze przegina,
      to chrzanie to, ona idzie do pracy, ja zostaje z dzieciakiem. A na teraz to
      jedyne wyjscie zmienic prace, na taka ktora mniej absorbuje czasu, zebys mogl
      wrocic z pracy o normalnej h i pobyc z synem. Wyslij zone do roboty!!!
    • justyna04 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 15:15
      a ja mam inny pomysł, choć podpisuję się pod większością opinii na forum
      Wyślij żonę na 2 tygodnie do jakiegoś Spa i udowodnij, że Ty i syn poradzicie sobie świetnie.
      to tylko jeden ze środków choć myślę, że bez psychologa i tak się nie obędzie. Ale jest przecież forum eksperckie więc może zadaj tam pytanie a odpowiedź pokaż żonie
    • tomasz_szymacha Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 15:24
      Już za późno, na cokolwiek, choć mędrcy mówią, że lepiej późno niż
      wcale.

      Nie chcę oceniać, które z Was jest bardziej winne. Ty od conajmniej
      dziesięciu lat popełniasz grzech zaniedbania. I jesteście na
      najlepszej drodze do wykreowania kolejnego obiektu "listu
      osiemnastolatki" (zob. Wysokie Obcasy jakoś w tym roku).

      Nie będę udzielał żadnych rad
    • mbucz Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 15:57
      Moja mama robiła podobnie. Niestety potrzebowałem duuuzo czasu, żeby z tego
      wyjść i zacząć funkcjonować samodzielnie, a potem z dziewczyną. Do tej pory nie
      mogę jej tego wybaczyć. Na szczęście z różnych powodów szybko musiałem się
      usamodzielnić i to to mnie uratowało. Cirrrus, ratuj swoje dziecko, bo wyjdzie z
      niego rozwydrzony, patrzący tylko na siebie, ni eliczący się z nikim i niczym, a
      co najważniejsze nie szanujący Cię nastolatek. I dopiero będziesz mieć problem.

      Pozdrawiam.
      • ewa.11 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 17:18
        Moi rodzice pracowali, bylam bardzo samodzielna i od swoich dzieci(trzech synow)
        tez tej samodzielnosci wymagalam.Pracowalam oczywiscie duzo, chlopcy swietnie
        sobie radzili, wszystko bylo ok.Ale najstarszy nie dal sobie rady z ta
        przedwczesna samodzielnoscia i po maturze zaczely sie duze
        problemy.Zrezygnowalam z pracy i od kilku lat odrabiam zaleglosci uslugujac w
        domu.Kochajaca mama w domu, codzienny obiadek itd to super posag na przyszlosc
        naszych dzieci.Swiat jest dosc trudny i gdzies mozna miec luksus
        nadopiekunczosci zeby zbierac sily na trudy zycia.
        trenowac samodzielnosc mozna na obozach letnich, w sporcie, mozna kupic
        psa.Wszystko w zaleznosci od charakteru dziecka.
        • calusek70 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 18:18
          Cirrusie twoja żona robi wielką krzywdę synowi uzależniając go od
          siebie no i ten "wspólny front " przeciwko "złemu " tatusiowi.
          Wypisz wymaluj mój mąż jedynak maminsynek i teściowa, krórej całym
          światem jest miłość do syna-jedynego parnera życiowego- i nienawiść
          do w jej mniemaniu rywalki-synowej.
          Nadopiekuńczość matki męża mającej 76 lat przekracza normane granice
          np. myje samochód męża nosząc kilkakrotnie litrowe butelki z wodą na
          parking żeby synkowi żyłka w dupci nie pękła z wysiłku. Nie będę
          pisała jak uciążliwe jest życie z osobą która nie ma żadnych
          zainteresowań, spraw i myśli poza synem. To horror...także dla męża.
    • basia6666 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 18:41
      Ja pochodze z rodziny ze nie wymagano za duzo tylko nauka byla najwazniejsza.
      Sprzatanie pokoju wogole mnie nie obchodzilo a tym bardziej gotowanie.Przyszedl
      czas ze jak sie wyprowadzilam z domu to wszystkiego nauczylam sie robic i wcale
      nie bylam zagubiona jak trzeba to kazdy sie nauczy.Moj maz natomiast robil
      wszystko w domu byl zmuszany do gotowania, sprzatania itd teraz wrecz nienawidzi
      gotowac a sprzatac to poprostu musi bo mamy podzielone obawiazki.Twoja zona
      poprostu sie stara jak wie najlepiej.Lepsza taka mama niz taka ktorej nigdy
      niema w domu i niewie co sie dzieje w dziecka zyciu.Ja wspominam te chwile jak
      wracalam do domu po szkole a moja mamusia gotowala obiad i zawsze jak mnie
      zobaczyla to calowala mnie i pytala jak w szkole kochanie.
    • askazbielan Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 18:44
      1. Zajmij żonie czas, żebyś Ty stał się dla niej najważniejszy,
      doprowadź do tego, żebyście znowu byli razem. Ja tu widzę kłopoty w
      waszym związku. Chyba poświęcasz/poświęcałeś żonie zbyt mało
      czasu.Ona już nie jest Twoją partnerką, ale wyłącznie matką
      i ...kurą domową. Ale ją kochasz, czego obrazem jest wyrażona tu
      troska o nią ( bo nie o syna wink
      2. 12 latek to już duży człowiek. Znajdź mu męskie zajęcia. Musi
      więcej czasu spędzać z facetami. Chyba te lekcje z mamusią to tak
      nie codziennie?
      . Zona MUSI iśc do pracy. Za raz dzieciak się usamodzielni, a Ty nie
      będziesz miał z nią o czym rozmawiać. Żadnych innych tematów
      niż...dziecko, które już będzie miało swoją rodzinę.

      Zauważyłam, że kiedy mojego męża b. często nie było w domu stawał
      się dla mnie, kiedy wracał, bardzo ...uciązliwy. Po powrocie z pracy
      zajmowałam się wyłącznie dzieckiem (bo go wiecznie nie było) i nawet
      jak był, to i tak zajmowałam się wyłącznie dzieckiem. Teraz, kiedy
      jest częściej, jest super.

      powodzenia
    • kwiat_aloesu Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 18:54
      Oj, stary, interweniuj czym prędzej.

      Mój niedoszły ma brata. Z jakiegoś powodu niedoszłemu udało się uniknąć
      niektórych zachowań zmamusianego synka, ale brat...
      Kiedy mieszkałam u nich, o mało nie płakałam z wściekłości widząc jak niedoszła
      teściowa swojemu zdrowemu jak koń osiemnastoletniemu synowi:
      - nalewała wody do wanny i wołała, że już kąpiel czeka;
      - słała łóżko;
      - gotowała osobne obiadki (bo biedulek wybredny) i podawała je do stołu;
      - sprzątała w pokoju;
      - zbierała po nim ubrania do prania
      - i tak dalej.
      Mój niedoszły też był niezły. Będąc poza domem potrafił dzwonić do mamusi trzy
      razy dziennie (w wieku dzwudziestu pięciu lat).
      Kiedy wyjeżdżała, liczyła na to, że ja zajmę jej miejsce... Wszystko skończyło
      się wkrótce po propozycji niedoszłych teściów, żebyśmy zamieszkali we trójkę
      (znaczy ja, były i braciszek).

      Interweniuj, bo od takiego maminsynka każda normalna dziewczyna ucieknie, gdzie
      pieprz rośnie.
      Tylko nie bardzo wiem, jak... sad Może porozmawiaj z psychologiem? Sam? I
      psycholog coś poradzi?
    • ewwa40 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 23.11.07, 19:28
      Witajsmile
      Twoja żona kocha dziecko- ale kocha dość ułomnie. To się często
      zdara. Proponuję Wam , zarówno żonie jak i Tobie udział w
      warsztatach smirkzkoła dla rodziców)- bardzo dobra rzecz....prowadzona
      jest przez kazdą Poradnie Psychologiczno-PEdagogiczną, która z
      pewnością znajduje się również w TWojej miejscowości. Pracuję w
      takiej Poradni i wierz mi, takie zajęcia dają bardzo dużo i na
      pewno rozwiązą Wasz problem.
      Pozdrawiamsmilesmile
      Jsmile
    • jacua.0 Re: Szkoda chlopaka, Cirrus,............ 24.11.07, 01:09
      Szkoda - wiem z doswiadczenia. Mnie nie udalo sie odkrecic corki w
      wieku lat pietnastu. Mialem dokladnie te sama sytuacje, z tym, ze
      mnie nie bylo w domu; praca za granica. Ale jak w koncu zona z
      corka dojechaly do mnie wyszlo szydlo z worka.

      Oczywiscie probowalem jak moglem, prosba i grozba, zachecic i corke
      i zone do zmiany, nic to nie dalo. Malzonka oczywiscie uwazala ze
      nie mam racji i jestem zlym ojcem poniewaz zmuszam "dziecko" do
      uczestnictwa w codziennym zyciu domowym, przejecia czesci
      obowiazkow, zainteresowania wlasna przyszloscia, do nauki i
      rzetelnej pracy, itd, itd.

      Nic to nie dalo. Natrafilem na twardy opor obydwoch i spisek aby
      wyrazne prosby i polecenia ojca obchodzic czy wrecz lekcewazyc.
      Zostalem zmarginalizowany. Skutki? Corka po kilkakrtonych probach
      utrzymania sie na studiach, zostala kazdorazowo skreslona z listy
      studentow juz w pierwszym semestrze. Eskalacja klamstw, wykretow,
      drobnych oszustw prob manipulacji. Teraz, dziesiec lat pozniej,
      corka jest kelnerka, bez wyksztalcenia, bez cienia szans na lepsza
      przyszlosc. Znow liczy tyko na to ze dziany ojciec znow ja wybawi z
      klopotow.

      Cirrus. Beznadziejna sytuacja. Na ludzka glupote, na brak wyobrazni
      i poczucia odpowiedzialnosci za wlasne dziecko lekarstw nie ma.
      Mozesz wziac rozwod, ale przeciez nic to nie da jezeli chlopak
      zostanie z matka. Matki zabic nie mozesz, choc byloby to jakies
      rozwiazanie. Nie zartuje, sam sie przekonasz.

      Zycze powodzenia, aczkolwiek marnie wroze i dobrej rady dla ciebie
      nie mam. Lepiej z madrym zgubic niz z glupim znalezc, ot co, Cirrus.
      Wydaje sie ze robisz co mozesz i co do ciebie nalezy. Druga strona,
      czyli szanowna malzonka najwyrazniej ma za dobrze i za duzo wolnego
      czasu. Nie wspomne o zbyt duzej i pustej przestrzeni miedzy uszami,
      ale na to akurat wplywu nie masz. Za zly wybor, bracie, bedziesz
      placil do konca zycia, wraz z synem, ktory jeszcze o tym nie wie.
      To nasz taki meski los. Trzymaj sie i nie daj sie. Modl sie o
      zdrowie bo nic innego ci nie pozostalo.
      • Gość: jacek226315 Re: Szkoda chlopaka, Cirrus,............ IP: *.proxy.aol.com 27.11.07, 15:39
        jacua.0 piszesz ,cyt"Znow liczy tylko na to ze dziany ojciec znowu
        ja wywabi z klopotow"-widocznie za kazdym razem wywabiasz ja, to nie
        wywabial badz konsekwentny. Moj starszy jak wpadl w towarzystwo
        szemrane i nie pomogly tlumaczenia to pewnego razy razem z zona
        spakowalismy jego rzeczy i wystawili przed drzwi,oo trzech
        tygodniach wrocil skroszony i zmieniony o 180%
    • nela42 Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 24.11.07, 02:29
      Nie ma rady jak zdrowy rozsądek, znam takie mamusie,pępowiną jest
      zrośnieta z synem/zwłaszcza z synem!
      dzieciaka powinienes nakłonić do wyjazdu na obóz harcerski,
      zimowiska,kolonie ,obóz tam zobaczy ,ze inni radzą sobie i może sam
      sie obudzi.
      Z żoną na terapię rodzinną do poradni psychologicznej, to jej
      wytłumaczą ,ze działa nieprawidłowo jest szansa ,że zrozumie.Rada
      dla ciebie ;jesteś autorytetem dla syna i lepiej abyś nie mówił
      bzdur typu nic nie rób matka zrobi za ciebie, bo On to bierze na
      poważnie a ty myslisz,że on rozumie twoje kpiny!!!
      W wolnym czasie zabieraj go sam na basen do parku grać w piłkę niech
      pobiega daj mu zadanie do wykonania i rozlicz skrupulatnie z niego.
      I nie udawaj ,ze nie ma cie w domu i nic nie możesz!!!
      Najłatwiej jest zrzucać odpowiedzialność na żonę.
      Zacznij być OJCEM dla syna.
      On nie jest "Głupi" i rozgrywa swoja grę jak widzi jak się
      zachowujecie wobec siebie.
      Na szczescie jestem matka 2 córek!!!
      • ezechieloss Re: Nadopiekuńcza mamusia - nie mam siły......... 24.11.07, 16:27
        > Nie ma rady jak zdrowy rozsądek, znam takie mamusie,pępowiną jest
        > zrośnieta z synem/zwłaszcza z synem!
        > dzieciaka powinienes nakłonić do wyjazdu na obóz harcerski,
        > zimowiska,kolonie ,obóz tam zobaczy ,ze inni radzą sobie i może sam
        > sie obudzi.

        A to zalezy od syna, jaki jest, bo jesli jest niesmialy to takie kolonie moga go
        jeszcze dobic suspicious

        > Z żoną na terapię rodzinną do poradni psychologicznej, to jej
        > wytłumaczą ,ze działa nieprawidłowo jest szansa ,że zrozumie.Rada
        > dla ciebie ;jesteś autorytetem dla syna i lepiej abyś nie mówił
        > bzdur typu nic nie rób matka zrobi za ciebie, bo On to bierze na
        > poważnie a ty myslisz,że on rozumie twoje kpiny!!!

        No taka kpine chyba dwunastolatek powinien wyczuc... Inna sprawa ze takie
        odzywki raczej nic dobrego nie dadza, moga wrecz zmniejszyc autorytet, bo skoro
        ojciec chodzi po chacie i rzuca takie hasla, a nic z tego nie wynika to znaczy
        ze jest bezsilny i slaby...

        > W wolnym czasie zabieraj go sam na basen do parku grać w piłkę niech
        > pobiega daj mu zadanie do wykonania i rozlicz skrupulatnie z niego.

        Lepiej zrobic cos razem.
        Czego chetniej sie uczyles, tego czym nauczyciel potrafil zainteresowac, czy
        tego przedmiotu ktorego uczyla "kosa" ?

        > I nie udawaj ,ze nie ma cie w domu i nic nie możesz!!!
        > Najłatwiej jest zrzucać odpowiedzialność na żonę.
        > Zacznij być OJCEM dla syna.

        Dokladnie.
        Tylko boje sie, ze autor postu moze miec nieco skrzywione podejscie do tego
        zadania...suspicious

        > On nie jest "Głupi" i rozgrywa swoja grę jak widzi jak się
        > zachowujecie wobec siebie.

        On pewno wiele widzi, ale moze nie odgrywac zadnej gry, moze byc zwyczajnie
        samotny we wlasnym domu, skoro matka tylk onan chucha i dmucha, a ojciec tylko
        stara sie wymagac...



Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka