Obojętność

    • smettka Szansa 13.12.07, 21:19
      Swietnie Cie rozumiem, bo sama nie mam i nigdy nie mialam tego
      biologicznego pedu do posiadania dzieci, a noworodki i maluszki
      budza we mnie takie uczucia jak w mezczyznach.

      Jak przecietny facet lapie kontakt z dzieckiem wtedy, kiedy jest to
      mozliwe, czyli wtedy gdy maly czlowiek zaczyna interesowac sie
      swiatem (a nie tylko samym soba) i kiedy zaczyna ten swiat odkrywac.

      Narazie masz stworzenie, ktorego istnienie sprowadza sie do
      zaspokajania czynnosci fizologicznych. Czysta biologia. Ale za pare
      lat to ty bedziesz temu czlowiekowi pokazywal swiat i - co
      najfajniejsze - zobaczysz w tym stworzeniu samego siebie.

      Pewno fakt, ze jestes DDA, nieco urtudnia ci zadanie, ale wszystko w
      twoich rekach. Jedyne nad czym warto by popracowac, to skapstwo.
      Ono, niestety, zawsze u kazdego czlowieka, POGLEBIA sie z wiekiem.
      Skoro juz teraz widzisz, ze masz z tym problemy, to...

      Co zas do stosukow z zona, to niestety, w kazym zwiazku namietnosc i
      gorace uczucia sie wypalaja. Jesli chcialbys ich doswiadczac na
      rownie wysokim poziomie, teoretycznie mogbys zmieniac kobiety co
      pare lat, potem co pare miesiecy, w koncu tygodni. Tak jestesmy
      skonstruowani, ze organizm przyzwyczaja sie do dodatkowych porcji
      dopaminy, noradrenaliny, itp., czyli tych zwiazkow, ktore powstaja
      na widok interesujacej, swiezutkiej partnerki. Dluzsze zycie na
      stalym haju jest po prostu niemozliwe, bo za bardzo wyczerpuje
      organizm. Wiec mozna sie tylko na pare lat oddac temu ciagowi
      erotycznemu, by potem ocknac sie na dnie samotnosci. Ze
      swiadomoscia, ze skrzywdzilo sie wielu ludzi.

      W sumie wyglada na to, ze jestes w fajnej sytuacji zyciowej, ze
      jestes tez czlowiekiem swiadomym siebie, swoich zalet i wad. Jesli
      kariera rozwija sie dobrze, masz dom, kobiete, to maly czlowiek jest
      zwykle najlepszym dopelnieniem na ludzkiej drodze zycia. A ojcowska
      milosc nie jest biologiczna, lecz jest procesem, pozwol jej dojrzec,
      nie uciekaj przed nia. Masz wielka szanse byc calkowicie spelnionym
      czlowiekiem smile
    • blotunga Re: Obojętność 13.12.07, 21:46
      Stary, jak nie chciałeś mieć dzieci to trzeba było zrobić sobie
      wasektomię i poinformowac o tym kandydatkę na żonę. Teraz to już
      tylko krzywdzisz dziecko, siebie i żonę...przestań płakać na forum
      tylko poszukaj fachowej pomocy skoro zrobiłeś jak zrobiłeś...
    • shamsa Re: Obojętność 13.12.07, 21:46
      minie
      więź rozwija się długo i powoli. to zupelnie normalne, nie zmuszaj sie do uczuć.
      tymczasem nie unikaj dziecka, poswiecaj mu czas, a samo przyjdzie, zobaczysz.
    • sierpniowka Re: Obojętność 13.12.07, 22:18
      kiedy piszesz o rozwiazywaniu malzenstwa i z dziecka robisz powod...
      a czy ty po prostu nie chcesz sie rozwiesc i nie szukasz argumentu?
      nie rob tego dziecku! lepiej pomysl dlaczego piszesz o rozwodzie w watku
      "obojetnosc"
      dobry terapeuta smile
      czym szybciej tym lepiej.
      powodzenia dla ciebie, zony i dziecka smile
    • rrosemary Re: Obojętność 13.12.07, 22:26
      nie mogę powiedzieć, że w pełni Cię rozumiem, ale myślę, że jestem temu bliska.
      Jestem młodą kobietą i nie chcę mieć dzieci (darujcie sobie teksty w stylu
      "odmieni ci się"). Jest to moja świadoma decyzja i mam nadzieję, że nigdy nie
      zajdę w ciążę by nie podejmować trudnych decyzji.

      Nie lubię dzieci i myślę, że to nieprawda iż mamy wdrukowany jakiś instynkt
      macierzyński czy tacierzyński. Rodzi się to to i zabiera nam wolność, czas,
      chęci do życia, trzeba z takim uważać i ma się taki balast na całe życie. Wydaje
      mi się, że to co napisał założyciel tego wątku jest bardzo ważne- ludzie, nie
      dajmy się zwariować presji, to nie jest tak że trzeba mieć dzieci i jeszcze je
      kochać i być dumnym, Myślę, że wiele osób myśli właśnie tak - w kategoriach nudy
      i straty czasu, tylko nie przyznaje się do tego bo presja społeczeństwa jest
      ogromna. Wcale nie trzeba mieć jakiejś traumy czy być niedojrzałym, żeby tak
      właśnie czuć. Zarówno kobiety jak i mężczyźni mają do tego prawo. Pozostaje
      życzyć pogody ducha i mam nadzieję, że jakoś z tego wybrniesz.
    • ivulspirit Re: Obojętność 13.12.07, 23:08
      Dziwne masz podejście do dziecka, do matki i w ogóle rodziny. Wygląda na to że
      popełniłeś sporo nieodwracalnych błędów. Ożeniłeś się z kobietą, której nie
      kochasz (już rozważasz rozwód) spłodziłeś potomka, który jest dla ciebie
      obojętny...

      > zaczyna mi brakować to tego teatru cierpliwości, poza tym dziecko w
      > koncu kiedyś się zorientuje że jest mi obojętne i wątpię żeby było z
      > tego powodu zadowolone

      Jak je zostawisz od razu to raczej też nie będzie zadowolone.

      Trzeba przyznać że prezentujesz się tu dosyć egoistycznie przedkładając dobra
      materialne nad dobro rodziny za którą powinieneś być odpowiedzialny. Powinieneś
      sie leczyć i to widać już na pierwszy rzut okiem. Życzę udanej terapii i
      szczęścia osobom, którym zacząłeś zadawać cierpienie.
    • chingachgook Re: Obojętność 14.12.07, 00:08
      krótko (chciałbym) i (mam nadzieję) na temat:
      1. Nikt (ani facet ani babka) nie ma obowiązku być urodzonym rodzicem. Jedni są,
      inni nie. Simple as that. Nazywanie faceta chorym - to jest dopiero chore.
      2. Rola ojca zaczyna się, gdy dziecko zaczyna kumać. Sam jestem ojcem, i choć
      bardzo lubię dzieciaki (nie tylko swoje, kiedyś pracowałem z dzieciakami -
      wyszło trochę przypadkowo, ale bardzo to polubiłem), bardziej się angażuję z tym
      starszym - dwulatkiem. Półroczne bobo już oczywiście kuma, śmieje się na mój
      widok, etc. ale zabawa jest z tym starszym. Bo faceci tak na ogół maja. Mnie
      bawi zabawa z młodszym, ale kilku godzin bym nie dał rady. Babki na ogół mogą
      patrzeć godzinami jak maluch je i je to bawi. Mnie bawi, ale zdecydowanie
      krócej. Tak mam - i już.
      3. Robienie dziecku krzywdy. Gorszą szkodą byłoby zostać i stworzyć zimną
      rodzinę, która tylko liczy kasę. Mój ojciec odszedł, a właściwie wywaliła go
      chyba w końcu mama. Po jakimś czasie przestał się interesować. No i pojawił się
      Ojczym, który nauczył mnie większości rzeczy, które wiem o świecie. Lepiej się
      rozstać - oczywiście nie jest to prosta sprawa i decyzja musi być przemyślana,
      przetrawiona i odłożona na jakiś czas - po to, żeby nie była pochopna.
      4. pisanie o dziecku, jakby było kimś obcym. Myślę, że to częściowo celowy
      zabieg, a częściowo Twój naturalny stosunek do dziecka.
      5. Zdaje się, że jesteś opanowanym (albo flegmatycznym wink ) facetem i
      podchodzisz do problemu z dystansem. Tym lepiej człowieku - daje Ci to większą
      szansę na właściwą ocenę sytuacji. I myślę, że jest to jedna z przyczyn Twojego
      stosunku do dziecka.
      6. Porównanie do odkurzacza - moim zdaniem wprawdzie mało szczęśliwe, ale chyba
      rozumiem, co za tym się kryje i co leży Ci na sercu.
      7. Ciekawy jestem, jaka jest Twoja matka. Bo zastanawia mnie stwierdzenie
      "uwolniło by mnie od odpowiedzialności". Pewnie chciała Ci wynagrodzić
      kiepskiego ojca i została nadopiekuńczą matką?
      8. Ciekawi mnie też, jak wygląda Wasze małżeństwo... tu może być przyczyna. Może
      zostałeś odstawiony na boczny tor, albo wręcz sam się odstawiłeś?

      Reasumując: moim zdaniem Twoje wątpliwości to normalna rzecz. Nie dziwię się, że
      je masz. (Tak jak nie dziwię się, że już forumowicze obrzucają się epitetami,
      ktoś z "Californi" pisze o polskich cechach, id. Jak powiedział Maxiu w
      Seksmisji o poceniu: "Organizm puszcza po hibernacji. ZWYKŁA RZECZ". Nie wiem,
      czy Ci "przejdzie" i oszalejesz na punkcie swojego dziecka, czy też nie. Mam
      nadzieję, że tak - bo dzieciaki to ubaw po pachy, a ucieczka od problemu
      (odpowiedzialności) to żadne rozwiązanie. Jeśli nie przejdzie - nie zazdroszczę,
      bo czeka Cię trudny wybór, bo to odpowiedzialność za przynajmniej dwa czyjeś
      życia. Jak sobie z tym wyborem poradzisz - Bóg raczy wiedzieć, pamiętaj tylko,
      że wszystko można zrobić z szacunkiem dla drugiego człowieka, nawet odejść.
      Wątpić - to ludzka rzecz.
      Trzymaj się, Kolego po fachu - Tato.

      Kolega Tata
      • lukrecja34 Re: Obojętność 14.12.07, 13:16
        chingachgook-to najmądrzejsza odpowiedź na tym wątku-póki co.w pęłni popieram
      • paskudek1 Re: Obojętność 14.12.07, 14:15
        też mam nadzieję że odpowiem krótko i na temat> 1. Nikt (ani facet
        ani babka) nie ma obowiązku być urodzonym rodzicem. Jedni są > inni
        nie. Simple as that. Nazywanie faceta chorym - to jest dopiero chore.
        jeżeli nie chcą być rodzicami niech zrobią WSZYSTKO CO IM DOSTĘPNE
        aby nimi NIGDY NIE BYĆ.
        > 2. Rola ojca zaczyna się, gdy dziecko zaczyna kumać. Sam jestem
        ojcem, i choć > bardzo lubię dzieciaki (...)a.
        rola RODZICA zaczyna się OD NARODZENIA DZIECK a nie od kiedy dziecko
        zaczyna "kumać". Kumają to żabki w stawie a dzieckiem masz zakichany
        obowiązek zaopiekować się od chwili kiedy się narodzi. matka ma
        jeszcze gorzej bo musi uwzględnić potrzeby potomstwa ZANIM ono ujrzy
        światło dzienne.
        > 3. Robienie dziecku krzywdy. Gorszą szkodą byłoby zostać i
        stworzyć zimną
        > rodzinę, która tylko liczy kasę. Mój ojciec odszedł, a właściwie
        wywaliła go
        > chyba w końcu mama. Po jakimś czasie przestał się interesować. No
        i pojawił się
        > Ojczym, który nauczył mnie większości rzeczy, które wiem o
        świecie. Lepiej się
        > rozstać - oczywiście nie jest to prosta sprawa i decyzja musi być
        przemyślana,
        > przetrawiona i odłożona na jakiś czas - po to, żeby nie była
        pochopna.
        lepiej to udać się do psychologa, ale jeśli rzeczywiście nie czuje
        się tatusiem bo go to przerasta to niech idzie w diabły i Pireneje.
        Współczuję dziecku i żonie.
        > 4. pisanie o dziecku, jakby było kimś obcym. Myślę, że to
        częściowo celowy
        > zabieg, a częściowo Twój naturalny stosunek do dziecka.
        > 5. Zdaje się, że jesteś opanowanym (albo flegmatycznym wink )
        facetem i
        > podchodzisz do problemu z dystansem. Tym lepiej człowieku - daje
        Ci to większą
        > szansę na właściwą ocenę sytuacji. I myślę, że jest to jedna z
        przyczyn Twojego
        > stosunku do dziecka.
        > 6. Porównanie do odkurzacza - moim zdaniem wprawdzie mało
        szczęśliwe, ale chyba rozumiem, co za tym się kryje i co leży Ci na
        sercu.
        > 7. Ciekawy jestem, jaka jest Twoja matka. Bo zastanawia mnie
        stwierdzenie> "uwolniło by mnie od odpowiedzialności". Pewnie
        chciała Ci wynagrodzić kiepskiego ojca i została nadopiekuńczą matką?
        > 8. Ciekawi mnie też, jak wygląda Wasze małżeństwo... tu może być
        przyczyna. Może zostałeś odstawiony na boczny tor, albo wręcz sam
        się odstawiłeś?
        jakie by małżeńśtwo nie było - dziecko to jest obowiązek, moze nie
        kochać już mamusi ale dzieckiem musi się zająć
        > Reasumując: moim zdaniem Twoje wątpliwości to normalna rzecz. Nie
        dziwię się, że je masz. (Tak jak nie dziwię się, że już forumowicze
        obrzucają się epitetami,
        > ktoś z "Californi" pisze o polskich cechach, id. Jak powiedział
        Maxiu w
        > Seksmisji o poceniu: "Organizm puszcza po hibernacji. ZWYKŁA
        RZECZ". Nie wiem,
        > czy Ci "przejdzie" i oszalejesz na punkcie swojego dziecka, czy
        też nie. Mam
        > nadzieję, że tak - bo dzieciaki to ubaw po pachy, a ucieczka od
        problemu
        > (odpowiedzialności) to żadne rozwiązanie. Jeśli nie przejdzie -
        nie zazdroszczę
        > ,
        > bo czeka Cię trudny wybór, bo to odpowiedzialność za przynajmniej
        dwa czyjeś
        > życia. Jak sobie z tym wyborem poradzisz - Bóg raczy wiedzieć,
        pamiętaj tylko,
        > że wszystko można zrobić z szacunkiem dla drugiego człowieka,
        nawet odejść.
        > Wątpić - to ludzka rzecz.
        > Trzymaj się, Kolego po fachu - Tato.
        >
        > Kolega Tata

    • agoko Re: Obojętność 14.12.07, 00:09
      drogi Tato, jesli pozwolisz... Czy Twoja kobieta wiedziala ze nie chcesz miec
      dzieci?
    • slayer33 [...] 14.12.07, 00:30
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • k2i podaj łapę 14.12.07, 04:50
      Oglądał z was ktoś "wpadkę" tam jest taki motyw jak koleś rzuca dzieciom patyk czy coś takiego, jest to scena bardzo śmieszna ale tez szokująca z drugiej strony.
      Powiem tyle że każdy facet chyba w życiu miał coś takiego, nie wiem jak to wytłumaczyć ale każdy facet do dziecka musi chyba dojrzeć, i wcale nie jest prawdą że facet się zmieni w stosunku do dzieci jak jego kobieta zajdzie w ciążę.

      Ale podziwiam autora bo napisał prawdę, ale gościu może w końcu wydorośleje. To przyjdzie do niego samo
    • sineira Re: Obojętność 14.12.07, 07:59
      Głowa do góry!
      Całkowicie Cię rozumiem. Miałam tak samo, choć jestem kobietą i - przynajmniej w
      teorii -powinnam kochać dziecko bezwarunkowo, oszaleć ze szczęścia na jego
      widok, dostać amoku przy pierwszym wzięciu za ręce i inne bla bla bla... Dziecko
      zaplanowane, chciane, a przez pierwsze kilka miesięcy jedyne, co czułam, to
      zmęczenie, irytację, znudzenie i obojętność. Mąż od początku oszalał na punkcie
      małego, z ochotą go "obskakiwał", a mi czasami chciało się wyć, kiedy myślałam,
      ile czasu "marnuję" na karmienie, przewijanie itp. Teraz się z tego śmieję, ale
      wtedy... oj, było ciężko. Stopniowo mój stosunek do synka się zmieniał, teraz
      dałabym się za niego pokroić. Niektórzy tak już są poskładani, że miłości uczą
      się z czasem.
      Bardzo mi sie spodobała Twoja szczerość. Powiedzmy sobie szczerze - wbrew
      cukierkowym wizjom z kolorowych gazetek, niemowlak to po prostu pożeracz zasobów
      - czasu, energii, pieniędzy. To inwestycja bezzwrotna i trzeba się z tym pogodzić.
    • phlora Więź się nawiąże 14.12.07, 08:32
      Więź się nawiąże jak Ty będziesz miał 70-90 lat i Ty będziesz tego potrzebował.
    • e-lula Re: Obojętność 14.12.07, 08:59
      To nie tak, ze mama od razu kocha a tata później. To stereotyp.
      Jakaś formułka z książki. U mnie było odwrotnie - przez wiele
      miesięcy przyglądałam się jak kochać dziecko. Mąż szalał z zachwytu,
      a ja wciąż czułam się zniewolona, przymuszona... Ale starałam się
      być blisko, żeby niczego nmie przeoczyć, w końcu to moje dzieci.
      Chętnie oddawałam pod opiekę babciom, żeby tylko wyjść z domu, pożyć
      własnym zyciem. I właściwie nie wiem kiedy to się stało, bo to był
      długi proces - od pojedynczych wzruszeń, sympatii... A teraz mają
      juz po dwa lata, kocham na zabój i nawet wyjazd w na moje ukochane
      narty mogłabym sobie ze spokojem serca odpuścić gdyby się okazało,
      że dzieci nie moga pojechac ze mną wink Wszystko się zmienia. Masz
      dobre nastawienie - martwisz się swoją obojętnością. Daj sobie i
      dzcieku czas. Nic na siłę. Ale bądź blisko. On cię "za chwilę" tak
      złapie za serce ... Wtedy zrozumiesz, ze nie ma nic ważniejszego na
      świecie. Mówię Ci to ja - matka długo dojrzewająca do miłości.
      P.S. do dzisiaj nie lubię dzieciaków poniżej 6 miesiąca życia wink
      Trzymaj się!
      • ajedr515 Re: Obojętność 14.12.07, 09:35
        A propos pierwszego postu. To po cholere masz dziecko. Ciekawe czy
        Twoi rodzice tez byli obojetni wobec Ciebie.
        Ale kompletna beznadzieja.
        Ja kocham swoje dziecko nad zycie i nigdy nie sadze, ze za duzo
        wydaje.
        Mam nadzieje, ze Twoje pogoni Cie do domu starcow.
      • magusia Re: Obojętność 14.12.07, 14:32
        Sineira i e-lula - dzięki za te słowa.
    • photo8 Tutaj nikt ci nie odpowie, bo... 14.12.07, 09:42
      ... tylko długa rozmowa, i to pewnie nie jedna, daje szansę. Rozmowa
      z psychologiem.
    • claratrueba Re: Obojętność 14.12.07, 09:45
      Dokładnie to samo powiedział mój mąż, najlepszy ojciec jakiego kiedykolwiek
      znałam (syn ma 13 lat). Po prostu miłość potrzebuje czasu. Wbrew stereotypom,
      które nam sie wpiera. Ojcowska może trochę więcej niż macierzyńska, a i ta nie
      przychodzi wcale od razu. Najpierw jest utrata wolności, strach (dlaczego płacze
      już dwie godziny), zmęczenie, finansowo się pogarsza. Mój mąż zajmował się dużo
      maluchem od początku. Myślę, że to pomogło oswoić się z "małym obcym". A potem
      zobaczył, że dzieciak go po prostu uwielbia- śmieje się do niego, powtarza tata,
      tata- a wtedy największym twardzielom mięknie serce. Kiedy synek miał 8-9 mies.
      ja zaczęłam czuć się trochę "z boku' tak wspaniale się bawili we dwóch. Zajmuj
      się maluchem jak dużo możesz, a twoje "obojętność" zniknie- chyba jednak nie
      "obojętność" skoro cię martwi. To samo co ty, czuje pewnie 90% młodych ojców,
      ale ty masz jaja, żeby się do tego przyznać.
    • rudi4 Re: Obojętność 14.12.07, 10:06
      Przeczytaj sobie dwa teksty z Dużego Formatu z poniedziałku(10.12)
      Podnoszą na duchu!
    • wilma.flintstone Re: Obojętność 14.12.07, 10:10

      Mozliwosci sa dwie: albo ten watek to prowokacja, albo masz,
      czlowieku, mentalnie lat 14.
    • p.pirx Re: Obojętność 14.12.07, 10:20
      Na moj rozum to masz powazny problem (niezwykle odkrywcze). Masz
      problem, bo najwyrazniej nieoczekiwane i negatywne emocje zwiazane z
      dzieckiem u ciebie samego wywoluja frustracje. Nie potepiam cie w
      zadnym wypadku, bo to oczywiscie nie twoja wina, ale szkoda mi
      ciebie, bo naprawde wiele tracisz, wzglednie stracisz. Historia
      stara jak swiat i w co drugim łzawym filmie opisana, ale jednak
      prawdziwa - ojciec pojawia sie po latach i probuje wynagrodzic cos
      co sam zaprzepascil. 10 razy zastanow sie zanim porzucisz to
      dziecko, bo za pare lat nastawionego na konsumpcje zycia mozesz
      zadac sobie pytanie - po co to wszystko?co tak naprawde osiagnalem?
      kto zajmie sie mna na stare lata>i przede wszystkim - dlaczego
      jestem taki samotny?
      Ja nie mam tego problemu co ty i tym bardziej mi Cie szkoda. Kiedy
      urodzil sie 9 miesiecy temu moj synek strzelilo mnie od pierwszego
      spojrzenia. Nie dlatego, ze malutki i kochany, pewnie nie do konca
      dlatego ze moj. Z pewnioscia jednak dlatego, że ten mały ludzik jest
      zupełnie nieporadny, że jestem mu potrzebny jak nigdy dotąd nikomu
      na swiecie, ze pomimo, iż nie moze tego pomyśleć liczy wlasnie na
      mnie i na swoja mame, bo inaczej zginie. To o czym pisze, to ten
      lepszy kawałek odpowiedzialności, to jednoczesnie zupelnie nowy sens
      zycia. W momencie przestalem przejmowac sie wiekiem (a jestesmy nim
      zblizeni) i uplywajacymi latami, bo wreszcie mam po co zyc, co
      wiecej mam obowiazek zyc wlasnie dla niego.
      Twoje dziecko tez jest mazgajem, ktory nic nie umie i nic nie wie,
      ale potrzebuje cie i wyobraz sobie, co samo w sobie jest
      niesamowite - jako jedyna osoba bedzie cie kochac niezaleznie kim
      jestes i bedziesz. Zdaj sobie sprawe z tego jak jestes dla tego
      ludzika wazny, ze jestes dla niego poza matka calym swiatem. Ludzie
      gineli za ojczyzne, poswiecali sie Bog wie czemu, ryzykowali zycie
      dla slawy. Poswiec troche swojego czasu, uwagi i pieniedzy dla
      kogos, kto nie ma wyboru i urodzil sie juz z podjetą (nie przez
      niego przeciez) inwestycja wlasnie w ciebie.
      Twoj czas i pieniadze włożone w to dziecko, to - wierz mi -
      najlepsza inwestycja jaka mozemy na tym podlym swiecie zrealizowac.
      Kiedys na pewno to zrozumiesz i bedziesz smial sie z dylematow,
      ktore masz teraz, bo ze pokochasz swoje dziecko - chocby w momencie
      gdy przestraszy sie czegos i przytuli do ciebie, jakbys mial potege
      obronic je przed wszystkimi i wszystkim - nie mam watpliwosci.
      Trzymaj sie i powodzenia!
      • ewa_madra Re: Obojętność 15.12.07, 11:03
        Pieknie Pan to napisal, az serce rosnie!!!
    • martha30 Re: Obojętność 14.12.07, 10:33
      Wydaje mi sie ze tak naprawde to problem jest inny miales ojca alkocholika i jestes DDA (dorosłe dzieci alkocholika) poczytaj sobie troche o tym a zobaczysz skad taka obojetnosc wobec swojego dziecka,zycze powodzenia
      • malypieniadz Re: Obojętność 15.12.07, 15:26
        wypowiedź tego pana chyba pozwoliła mi zrozumieć dlaczego mój ojciec nie chce
        mieć ze mną nic wspólnego. głupia byłam myśląc że facet ma obowiązek kochać
        swoje dziecko... mam 20 lat. już mnie to nie rusza. ale bolało długo i mocno.
    • nina_an Re: Obojętność 14.12.07, 10:38
      Nie no ewidentnie ten facet sobie jaja robi.Bo to chyba nie może byc na
      poważnie. Ja rozumiem wszelkie rozterki rodzicielstwa, sama przez nie
      przechodziłam i choć jestem matka to miłość do dziecka nie przyszła mi od tak za
      pstryknięciem palca... Ale rozwiodę się!? - a od kiedy to z dzieckiem można się
      rozwieść? Może to bardziej chodzi o relacje z żoną i zazdrość o pojawienie się
      konkurencji?
      • sineira Re: Obojętność 14.12.07, 21:44
        Nina_an, zapewniam Cię, że takie myśli wcale nie świadczą o "robieniu jaj".
        Przez pierwsze miesiące po pojawieniu się synka nieraz przychodziło mi do głowy,
        że cudownie byłoby się rozwieść i oddać dziecko tatusiowi. Kiedy świat zostaje
        postawiony na głowie, kiedy nagle nie ma się ani chwili dla siebie, kiedy jest
        się zmęczonym, przestraszonym, zagubionym - różne myśli przychodzą do głowy.
        Większość ludzi po prostu się do nich nie przyznaje, bo nie wypada, bo jakże to
        brzmi, bo otoczenie prychnie z pogardą. Oneraz ma odwagę nazwać swoje uczucia po
        imieniu i chwała Mu za to!
      • czosnek_mylove Re: Obojętność 15.12.07, 15:34
        obawiam się, że byłabym taką właśnie obojętną matką i dlatego właśnie nie chcę
        mieć dzieci
        rozumiem autora postu i życzę wyjścia z tej sytuacji, choć wydawać się to może
        niemożliwe
        pozdrawiam
    • ahhna Re: Obojętność 14.12.07, 10:52
      Jesteś biednym, uczuciowo upośledzonym człowiekiem. Naprawdę nie
      piszę tego z ironią, tylko ze wspólczuciem, bo nie wiesz nawet, co w
      życiu tracisz. Nie wiem, czy takie cos można wyleczyć. Jesli nic nie
      czujesz do własnego dziecka, to jak jest z pozostałymi ludźmi w
      twoim życiu? Inwestowanie w nich czasu i pieniędzy, ale bez zwrotu w
      postaci przyjemności, jest, jak rozumiem, stratą czasu? Co z twoimi
      rodzicami, przyjaciółmi? Pomogłeś któremuś bezinteresownie, bez
      profitu pod postacią przyjemności? Wydaje mi się, że instrumentalnie
      traktujesz ludzi. Twój syn to pewnie wierzchołek góry lodowej.

      W dodatku myślę, że jesteś nieodpowiedzialny. Rozumiem, że nie zmusi
      się nikogo do uczuć, których w nim nie ma. Ale nie zmienia to faktu,
      że jesteś ojcem, i jeśli ty się nie zajmiesz dzieckiem, to nikt tego
      za ciebie nie zrobi. Czas i byt to absolutna podstawa, która powinno
      dostać każde dziecko od każdego z rodziców. Niezależnie od uczuć.

      Tak na marginesie, rola rodzica to niejedyna trudna, nieprzynosząca
      profitów w postaci "zwrotów" rola w życiu dorosłego człowieka.
      Halo, czas dorosnąć.
      • shamsa Re: Obojętność 14.12.07, 23:05
        halo, czas zauważyć, ze są inni ludzie na świecie, rózniący się od nas
        doświadczeniami i emocjami. facet mówi o swoich emocjach, a ty mu kazanie ze
        szkoły niedzielnej prawisz? plus psychoanaliza dla ubogich.

        czas dorosnać ahhna
    • scubabe Re: Obojętność 14.12.07, 11:55
      To smutne i przykre jak pieniądze ludzią w głowie przewracają. Życie
      niegdy nie układa się po naszej myśli i w jedej chwili nagle to ty
      możesz być uciążeniem finansowym dla innych. Takie historie zdarzają
      się codziennie - ludzie mają wspaniałe życie prace marzeń i nagle
      bach jedno zdarzenie zmienia ich w ofiary losy, stają się zależni od
      innych i stają się ciężarem finansowym. Czy chciałbyś by kiedyś Twój
      syn napisał że jesteś mu obojętny i patrzy na Ciebie jak na strate
      czasu i strate pieniędzy ?
    • daaar0 Daj sobie czas. 14.12.07, 12:52
      Sobie, żonie i dziecku.
      Nie rób nic czego byś potem żałował.
      Szczególnie jeśli będzie to coś czego nie da się cofnąć.
      Niedługo, prawdopodobnie, spojrzysz na wszystko z innej perespektywy.
      Długo byłem singlem. Kiedy zacząłem angażować się w rodzinę zadawałem sobie
      pytania: Co ja do licha robię? Czy warto w to brnąć? Z tylu rzeczy muszę
      zrezygnować. Tyle poświęcić.
      Czasem jest ciężko. Wiem natomiast jedno. Kiedy patrzę na moje dwie córki wiem,
      że jest to najlepsze co mi się w życiu udało stworzyć.
    • magusia Re: Obojętność 14.12.07, 14:29
      Z tego co wiem mój ojciec był ciężko przerażony, kiedy - niezaplanowana -
      pojawiłam się na świecie. A miał już 35 lat i byłam pierwszym i jedynym jego
      potomkiem. Ponoć robił co trzeba, prał pieluchy, woził na spacery i nie wiem, co
      tam jeszcze, ale emocjonalnie traktował mnie jak warzywo, które nagle zaczęło
      mówić - był zdziwiony, nieufny i przestraszony. Dopiero kiedy dało się ze mną
      nawiązać kontakt werbalny (czytaj okazałam się być człowieczkiem, a nie
      szczającym/płaczącym ufoludkiem), coś zaskoczyło - relacja nie była
      automatyczna, emocjonalna, instynktowna, musiała się rozwinąć. Wtedy już nie
      miał poczucia, że traci czas, tylko ciekawił go rozwój małego móżdżku, cieszyło
      to, że może pokazywać świat i dzielić się tym, co sam zgromadził.
      Wpływ na mnie miało to na pewno duży - nie potrafił powiedzieć "kocham cię
      córeczko", a ja byłam za mała, żeby zrozumieć, że okazywał to w inny sposób. TŻ
      i jego rodzic do dziś się często przytulają - moje relacje z tatą były mocno
      intelektualne, wręcz partnerskie, ale nie emocjonalne.
      Jestem do niego podobna w zbyt wielu sprawach, by dało się to wyjaśnić tylko
      wychowaniem. Zresztą od matki, babć i ciotek miałam mocno uczuciowy model -
      spora dwoistość nawiasem mówiąc, tu traktowanie partnerskie ze wszystkimi
      plusami i minusami tego, tu rozpieszczane dziecko. Zmierzam jednak do tego, że
      sama nie przepadam za dziećmi, nie mam instynktu rodzicielskiego (lat 30).
      Wygląda na to, że powtórzę model swojego ojca, tylko będzie mi trudniej, bo po
      kobiecie oczekuje się czego innego, nie powinna trzy lata dojrzewać do
      zadowolenia z kontaktów z dzieckiem i to pod warunkiem, że okaże się bystrym i
      sympatycznym stworzeniem.
      Co do finansów, może jestem bezduszna, ale jest to jeden z aspektów posiadania
      dziecka - czasy są ciężkie, nie zamierzam się zaharowywać dla siebie, a co
      dopiero dla kogoś. Dziecko to swego rodzaju inwestycja - a nie wiadomo, co z
      niej wyniknie.
      Ale Oneraz pamiętaj, że to inwestycja nie tylko finansowa, także intelektualna i
      emocjonalna. Jakie uczucia pokażesz, takie będzie potrafiło odczuwać. Jakie
      narzędzia do poznawania i oceniania świata dasz, takimi będzie się posługiwać.
      • kropkacom Re: Obojętność 14.12.07, 15:09
        Są dwie odpowiedzi na Twój problem. Może za czas jakiś to się zmieni. Niektórzy
        łapią kontakt dopiero ze starszym dzieckiem. Może masz szok poporodowy
        opóźnionysmile) A może po prostu nigdy nie powinieneś zostać ojcem. No cóż nie
        wszyscy muszą mieć dzieci. Z tego co piszesz jesteś raczej egoistą i skąpcem.
        Wspaniały materiał na singla a nie na tatusia. Jeśli jest właśnie tak to żal mi
        Twojej żony i dziecka. Ciebie nie. Poradzisz sobie.

        • topolowka Twoj post jest dosc antypatyczny 14.12.07, 15:33
          i pewnie i ty jestes dosc antypatycznym facetem. Dzieci na ogol nie
          kocha sie od razu i automatycznie, kobiety tez tak nie maja, ale z
          czasem zwykle trudno jest sie nie przywiazac do malego dziecka,
          ktorym sie czlowiek opiekuje; czy jest wlasne, czy cudze. Dziecko
          trzymiesieczne jest nieduze, wiec moze jeszcze masz szanse nabrac do
          niego przynajmniej ludzkiego stosunku. Ale nie dalabym za to glowy,
          bo chlod twojego postu wskazuje, ze z ludzkimi uczuciami nie jest u
          ciebie jakos szczegolnie dobrze.
          Na razie - raczej zenada, paskudna oschlosc serca, tak dla dziecka,
          jak i dla zony, egoizm, i paskudne skapstwo.
          W sumie - i twoja zona, i twoje dziecko slabo trafili w zyciu.
          Wspolczuje im.
          • sineira Re: Twoj post jest dosc antypatyczny 14.12.07, 21:51
            Jak łatwo kogoś ocenić i potępić...
            Oneraz opisuje swoje uczucia szczerze i rzeczowo. Masz pretensje o chłodny ton
            postu? To nie jest Harlequin, tu nie chodzi o wyciskanie łez i epatowanie
            emocjami. Fakt, że autor potrafi zauważyć i nazwać po imieniu swoje wady,
            świadczy o nim bardzo DOBRZE. Uświadomienie sobie przyczyn problemu to pierwszy
            krok w stronę jego rozwiązania. Teksty w rodzaju "współczuje Twoim dzieciom",
            namiętnie serwowane na różnych forach w sytuacji braku argumentów, są po
            pierwsze bardzo krzywdzące, po drugie po prostu niesmaczne.
    • ooxoo jeśli to przeczytasz 14.12.07, 15:03
      Ja nie chciałam mieć dzieci. Robiłam karierę - dwa fakultety,
      świetna praca, publikacje, kontakty z ciekawymi i znanymi ludźmi,
      niezależność itd.

      Moja ciąża to była wpadka, poza tym okropnie się czułam, rzygałam,
      miałam mdłości nawet po wypiciu wody. A jednak do mojego organimu
      musiały się też wydzielać inne substancje - te, które sprawiły, że
      nawet przez moment nie żałowałam tego, jak się zmieniło moje życie
      oraz tego, co tracę. To, co dostałam w zamian, okazało się nawet
      bardziej satysfakcjonujące.

      Moje dziecko kocham ponad życie, chociaż było bardzo boleśnie
      (mężczyzna nie jest w stanie nawet wyobrazić sobie takiego bólu).
      Przyjemność jaką mam z bycia ze swoją córeczką jest większa niż
      wszystko, co miałam z życia do tej pory.

      Ty też być może za jakiś czas będziesz tak myślał i czuł. Za jakiś
      czas - bo do Twojego organizmu nie wydzielają się te substancje,
      które tak pomagają matce. Miłość ojcowska ma więc trochę inny
      charakter, nną "mechanikę" niż "chemiczna" miłość matki.

      Teraz jesteście w trudnym momencie - Twoja żona dopiero wyszłą z
      połogu, seksu pewnie nie było od paru miesięcy, a jeśli jest to na
      razie kiepski przez to, że ona jeszcze nie wróciła do formy (jest
      pewnie jeszcze zmęczona i być może jeszcze nie w pełni czuje się
      kobietą, a na pewno rola matki jest teraz dla niej najważniejsza).

      Nie skupiaj się tak na własnych emocjach. Miłość ojca przychodzi
      powoli, z czasem - to naturalne. Nie przejmuj się tym, że na razie
      nie reagujesz entuzjazmem na dziecko. Raczej pomóż żonie - pomóż jej
      poczuć się na nowo kobietą, do czego potrzebny jest między innymi
      odpoczynek i troszeczkę adoracji. Uwierz, że ona tego potrzebuje, i
      że jest zmęczona po ciąży, porodzie i połogu. Ty ze swoimi emocjami
      jesteś chwilowo mniej ważny, i to też jest naturalne, chociaż może
      Cię urazić.

      Wasze obecne problemy to czas krytycny, ale na szczęście to tylko
      etap, który szybko mija. Postaraj się więc znieść go cierpliwie, nie
      wymagaj teraz za dużo ani od siebie, ani od żony, ani od dziecka.

      Życzę Ci żebyś wytrwał i za kilka miesięcy, może nawet za rok był
      bardzo sczęśliwym ojcem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja