Nie rozumiem.

04.01.08, 09:29
Mąż wrócił po trzech miesiącach z Niemiec, 1 stycznia poinformował mnie, że
chce sie wyprowadzić z domu, że nie jest już ze mną szczęśliwy, że nie wie czy
kocha...Stwierdził, że nasze kłótnie (bo były), sprzeczki (tez były) i ogólny
brak porozumienia (tego nie wiem) stwierdziły, że nie tęsknił za mną tak jak
powinien, że strasznie brakowało mu syna a mnie nie. Wyprowadził się i na
razie nie ma zamiaru wracać, nie chce. Ja staram sie jakoś trzymać choć to
trudne jak diabli. Nie wiem czy można tak o przestać kogoś kochać, nawet
gdybyśmy tylko i wyłącznie darli koty przez ostatnie dwa miesiące...dla mnie
to nie jest powód do rzucenia rodziny, bo synek tez wyczuwa całą sytuację w
domu, moje emocje mimo, że staram się niczego przy dziecku nie okazywać.
Rozmawiałam z nim dzisiaj i mamy oboje sobie dać czas. Tylko nie umiem
zrozumieć jak można po 7 latach po prostu przestać kochać? Może któryś z
Panów wyleje mi kubeł zimnej wody na głowę?
    • justi54 Re: Nie rozumiem. 04.01.08, 11:22
      Rozwiązanie jest proste - mąż ma kogoś i wydaje mu się, że ją kocha.
      I tyle.
      • yokimax Re: Nie rozumiem. 04.01.08, 11:40
        Albo kogoś ma, albo juz od dawna nie był z tobą szczęśliwy- a wyjazd tylko
        upewnił go w przekonaniu, że lepiej wam będzie osobno.
        Nagle nie można przestać kochać, ale w tym wypadku, z tego co piszesz byl to
        dłuższy proces.
    • megi.3 Re: Nie rozumiem. 05.01.08, 17:46
      Nie umiem Ci odpowiedzieć na pytanie czy można przestac nagle kochać. Nie wiem tego.
      Ale rzeczywiście czasem można dojśc do wniosku, ze lepiej nam bez kogoś niż z
      nim, co to oznacza? czy już go nie kochamy, czy raczej jesteśmy czymś
      rozczarowani, czy próbowac dalej czy nie? Czy jest możliwe że kogoś bardzo
      kochaliśmy, ale tyle razy zawiódł że jest nam lepiej samemu. Ze za dużo
      dawaliśmy od siebie, a ta druga strona za mało i teraz jest pustka. Nie wiem
      jak jest u Was. Sama musisz chyba to przemyśleć, jakaś przyczyna musi być...
      • dsz27 Re: Nie rozumiem. 18.01.08, 09:49
        Sytuacja nieco się zmieniła. Z mężem jest jak było, nadal nie mieszkamy razem,
        tylko się okazało, że w przypływie miłości lub czegoś innego zrobiliśmy w
        grudniu (zanim się jeszcze wyprowadził) dzidziusia. Trzy testy i badania krwi
        potwierdziły moje przypuszczenia. I teraz mamy rozmawiać, dokładnie jutro. Mój
        Mąż twierdzi ciągle, że nie podjął decyzji o zakończeniu naszego małżeństwa, tak
        też było przed inf. o dziecku. Ale nie wiem czego mam się jutro spodziewać.
        Szczerze mówiąc w obecnej sytuacji powinnam odłożyć emocje na bok i powiedzieć
        czego od Niego oczekuję. A oczekuję tego, że zważywszy na obecną sytuację wróci
        do domu, żeby się zając mną, synkiem i pomóc mi w czasie ciąży i po urodzeniu
        dziecka. A potem czas pokaże. Wydaje mi się, że tak powinien zachować się
        mężczyzna. Pomoc tzw. dochodząca, od czasu do czasu nie jest dla mnie
        wystarczająca. Oczywiście powrót do domu nie oznacza od razu lub w ogóle powrotu
        do mnie. Ale technicznie jego obecność w domu w codziennym życiu jest dla mnie
        chyba jedynym honorowym wyjściem. Dziadkowie nie prosili sie o to, żeby
        wychowywać mu dwójkę dzieci. Napisałam to bo mam straszną potrzebę wygadania
        sie. A na tym forum udzielają się głównie Panowie więc zawsze to jakieś inne
        spojrzenie na sytuację.
        Pozdrawiam wszystkich i życze powodzenia.
        Dominika
        • egon26 Re: Nie rozumiem. 18.01.08, 10:17
          Nie wiem czy dobrze odbieram to co piszesz, wiec się nie obraź bo pisze ogólnie
          o tym co mi twoja wypowiedź przypomniała.
          Mówi się że człowiek dostaje tyle szacunku ile sam wymaga. I wydaje mi się że to
          jest duży problem wielu kobiet i super układ dla wielu facetów. Często jest tak
          że facet dostaje czas na przemyślenie sprawy bo się odkochał. Wie że może sobie
          przemyśleć bo i tak żona poczeka i jeśli mu się odwidzi to i tak może wrócić.
          Tylko czemu ma się od wiedzieć?? Skoro z jednej strony jest wolny a z drugiej
          wie że jak by chciał to wrócić może. Nic nie stracił a zyskał wolność - układ
          idealny.
          Jak dla mnie to powinnaś pokazać mu że cię traci. Gdy to do niego dotrze jeśli
          mu na tobie- na was zależy to ruszy d... i zacznie o ciebie walczyć i tą walkę
          zapamięta na całe życie. I wtedy doceni to co ma. Jeśli mu na tobie naprawdę nie
          zależy - w co w sumie wątpię- to lepiej by ten związek rozpadł się teraz niż za
          15-20 lat. Bo wtedy będzie ci trudniej ułożyć sobie życie z kimś innym. Wiem że
          to pokazywanie mu że cię traci łatwe nie będzie ale postaraj się bo to naprawdę
          skutkuje. Nie rozmawiaj z nim o powrocie do drugiego dziecka ale o alimentach,
          lub o tym by przychodził do was po pracy i pomagał ci - nie o tym by się
          wprowadził. Umów się z jakimś facetem - choćby znajomym ze szkolnych lat- a w
          tym czasie niech twój mąż zajmie się dzieckiem. Niech poczuje że cię traci bo
          jeśli tego nie poczuje to nic się nie zmieni.
          Powodzenia
          • johnnysixcannons Re: Nie rozumiem. 19.01.08, 00:12
            A taka zupełnie przestarzła i niemodna odpwiedzialnośc za swoje
            czyny?Co ten dzieciak to taki wypadek i jakos to bedzie?A kochac go
            i wspierać to niby kto bedzie?Ja się chyba z innej epoki
            wyrwałem.Nie nie mogę nic doradzić uważam,że twoje podejście i
            Twojego męża to dziecinada.Pewnie Ci się to nie podoba,ale tak
            uważam.Ot co.
            • dsz27 Re: Nie rozumiem. 19.01.08, 12:25
              Dziecinada...oczywiście każdy ma prawo do własnego odbioru. Mi się wydaje, że
              staram się podchodzić do tematu odpowiedzialnie. Chciał czasu, dałam mu go.
              Oczywiście miałam świadomość, że skoro nie zatęsknił tak bardzo przez te 3 m-ce
              to co w tym czasie ma się zmienić. Mówiłam, tłumaczyłam, prosiłam o rozmowę i
              tak zrobił jak chciał. Uznałam to za kryzys i tak to traktowałam. Okazało się,
              że jestem w ciąży. Sama sobie tego dziecka nie zrobiłam więc uznałam, że emocje
              trzeba w końcu odłożyć na bok i porozmawiać o konkretach, o tym co się stało i
              co on zamierza. Sam nalega na tą rozmowę więc ona dojdzie do skutku. Pominę już
              fakt sytuacji finansowej chociaż jest ona bardzo istotna. Mam świadomość, że
              sama sobie poradzę, ale będzie bardzo ale to bardzo trudno. I szczerze mówiąc
              pomimo wszystko staram się podchodzić do tematu jak dorosły człowiek,
              odpowiedzialnie, staram się przewidywać co się stanie i jak wpłynie to na naszą
              rodzinę. Mam wątpliwości i wiem, że na tą chwilę niczego nie kontroluję a tylko
              czekam na to co on powie. Ale dzisiaj ma się większość wyjaśnić. Mam nadzieję,
              że dowiem się co myśli, co zamierza i jak podchodzi do pewnych kwestii. A jak
              będę miała te wszystkie inf. to wtedy mogę planować. I na dobrą sprawę uważam,
              że po 7 latach samo stwierdzenie, jestem nieszczęśliwy, bez wcześniejszej
              rozmowy, powiedzenia, że coś jest nie tak, sygnału, ze coś się dzieje,
              czegokolwiek to za mało.
              Dziękuję za wasze opinie, zawsze cenię sobie męski punkt widzenia Panów
              udzielających się na tym oto forum.
              życzę powodzenia Wam i sobie.
              Dominika
              • uny Re: Nie rozumiem. 19.01.08, 13:38
                mąż mówi, że jest nieszczęśliwy? no to mu powiedz, że będzie jeszcze
                bardziej nieszczęśliwy (wiem co mówie)
    • darek12345 Re: Nie rozumiem. 19.01.08, 14:19
      > Rozmawiałam z nim dzisiaj i mamy oboje sobie dać czas. Tylko nie
      umiem
      > zrozumieć jak można po 7 latach po prostu przestać kochać?

      Po pierwsze, potraktuj to co napiszę, jako wyłacznie moje prywatne
      zdanie.
      Wydaje mi się, że miłość i nienawiść to uczucia, które są bardzo
      blisko siebie i w zasadzie w ciągu kilku minut jedno może się
      przeistoczyć w drugie. A jak piszesz, że problemy występowały między
      Wami już wcześniej, to po prostu akurat teraz czara mogła się
      przelać.
      A poza tym niektóre kobiety uważam za "toksyczne" i przebywanie z
      nimi to żadna przyjemność, a wręcz przeciwnie. Chodzi mi o taki typ
      kobiety wiecznie niezadowolonej, naburmuszonej i mającej żal do
      wszystkich i wszystkiego (tego typu facetów chyba nie ma). Nawet
      jeśli są atrakcyjne i od czasu do czasu nawet miłe, to lepiej ich
      unikać dla dobra swojego zdrowia psychicznego. Mam nadzieję, że nie
      należysz do tej grupy, ale tak na wszelki wypadek to może spróbuj na
      siebie spojrzeć okiem Twojego męża.
      No i oczywiście powód może być taki, jak już tu padł, czyli inna
      kobieta. Niestety niektórzy faceci jakoś podlegają bardzo silnemu
      wpływowi kobiet i potem ich zachowanie staje się całkowicie
      nieracjonalne.
      • dsz27 Re: Nie rozumiem. 31.01.08, 09:00
        Witajcie,

        W skrócie sytuacja wygląda tak. Wrócił do domu kilka dni temu. Jest, zajmuje się
        dzieckiem, mną też. Rozmawiamy, żartujemy i chyba jest normalnie. Nie wyczuwam w
        tym wszystkim żadnej sztuczności czy zmuszania się do czegokolwiek. On twierdzi,
        że wszystko idzie w dobrym kierunku, jest dobrze jak jest. A czas pokaże co z
        tego wyjdzie.
        Zważywszy na mój stan i ciąże moja ocena sytuacji jest naszpikowana emocjami
        dlatego staram się być ostrożna w osądach.
        Darku12345 nie sądzę abym była kobietą "toksyczną" wiem, że takowe istnieją.
        Problemy między nami narastały od ok 2 miesięcy do jego wyprowadzki. Ja
        nieświadoma tego co mu nie pasuje żyłam sobie w błogim stanie nieświadomości.
        Nigdy nie usłyszałam: "Dominika nie podoba mi się to lub nie zachowuj się tak
        czy inaczej..." Dlatego jego zachowanie było dla mnie takim szokiem. Powody,
        które podał mi mąż są gabarytowo błahe. TZN. można je rozwiązać rozmową.
        Jeśli faktycznie jest ktoś trzeci to temat prędzej czy później wyjdzie. Na tą
        chwilę chyba jestem głupia i naiwna, bo Mu wierze.
        Dziękuję wszystkim i pozdrawiam
        • m.matkowski Re: Nie rozumiem. 31.01.08, 21:56
          może po prostu musiała przejść burza, żeby wyszło słońce :o)
          • dsz27 Re: Nie rozumiem. 01.02.08, 12:37
            Hej,

            Całkiem możliwe chociaż mam co do tego wątpliwości. Tak jak pisałam między nami
            jest ... poprawnie. Ale brakuje mi takiej bliskości, przytulania, okazywania
            uczuć. Całus na przywitanie czy na dobranoc to chyba dla mnie za mało... Tym
            bardziej teraz.
            Byliśmy dzisiaj na pierwszej wizycie i na badaniu usg. Dzidzia ma na razie
            niecałe 16 mmsmile
            • johnnysixcannons Re: Nie rozumiem. 02.02.08, 23:05
              Ba rdzo sie cieszę,że sprawy idą ku lepszemu.Przykro mi,że moja
              poprzednia wypowiedź była cierpka.Z jednej strony ja Cię chyba źle
              zrozumiałem, z drugiej strony ty nie zrozumiałaś mnie.Nie ważne.
              mam żonę w terminalnej fazie ciąży.Ma też różne nastroje.Ja jako mąż
              jestem przemęczony i z tego powodu też mam nastroje.Próbował bym z
              tego powodu zrozumiec Twojego męza,że może się dziwnie(czytaj mało
              czuło) zachowywać.Nie uważma takiego zachowania za własciwe,ale mogę
              sobie uważać,a życie płynie po swojemu.Najważniejsze,że jest
              dialog,więc są szanse na porozumienie.Tak na marginesie to moja
              poprzednia wypowiedź była skierowana raczej przeciw męzowi,niż
              Tobie.Tak czy inaczej szczęścia na Waszej drodze.
        • darek12345 Re: Nie rozumiem. 02.02.08, 22:43
          > Rozmawiamy, żartujemy i chyba jest normalnie. Nie wyczuwam w tym
          >wszystkim żadnej sztuczności czy zmuszania się do czegokolwiek. On
          >twierdzi, że wszystko idzie w dobrym kierunku, jest dobrze jak
          >jest.

          To życzę, żeby wszystko Wam się dobrze układało smile
Pełna wersja