dziecko po tozwodzie z ojcem!!!

05.02.08, 23:50
nasz znajomy sie rozwodzi, żona odeszła do kochanka z dzieckiem. on
nigdy nawet nie pomyślał,zeby ją zdradzić. bardzo mu zależy na
dziecku i szczerze uważam ,że powinno być z nim ( mimo,ze jestem
kobietą). niedługo rozprawa. czy był któryś z was w takiej sytuacji?
czy ma szanse? może macie jakieś sugestie...
    • mospin1 Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 06.02.08, 12:39
      niestety w naszym kraju raczej marne szanse na to ze dziecko
      przyznają ojcu choćby nie wiem co...
      • egon26 Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 06.02.08, 13:41
        Tu rozwodników jest niewielu polecam stronę: wstroneojca.pl
    • diin Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 06.02.08, 13:49
      a dlaczego uważasz, że dziecko powinno być z nim? tylko dlatego, że
      nigdy jej nie zdradził a ona do kochanka odeszła? bo to raczej lichy
      powód..
      • znikad Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 06.02.08, 15:35
        Tak uczciwie mowiac to dla dziecka/dzieci najlepszym jest rowiazanie
        gdy rozwodzacy sie rodzice potrafia sie dogadac i w miare zgodnie
        dzielic obowiazki rodzicielski, dzielic sie czasem spedzanym z
        dzieckiem. Wszelkie rozwiazania typu weekendowe spotkania z jednym z
        rodzicow + czesc wakacji to wciaz zubazanie dzieciaka i stawianie na
        glowie calego rodzicielstwa. Pisze to, bo skoro ci ludzie sie
        jeszcze nie rozwiedli i decyzje jeszcze nie zapadly, jest czas na
        mediacje i proby takiego ulozenia dalszego zycia zeby wszyscy (a
        glownie dziecko) jak najmniej na rozpadzie rodziny stracili.
        Najlepsze sa rozwiazania, w ktorych rozwiedzeni rodzice robia
        wysilek zeby mieszkac jak najblizej siebie, stwarzaja warunki w
        ktorych dziecko ma swoj pokoj u kazdego z rodzicow, ma tez wplyw na
        decyzje u kogo spi dzisiaj, u kogo jutro itp. Mozna sie podzielic
        iloscia dni w roku, wakacjami ale starac sie jak najmniej dzielic
        reszte dni szczegolnie jesli dziecko chodzi do szkoly. Jest to
        wybitnie niewychowawcze i niesprawiedliwe jesli np. dziecko spedza
        tygodnie z jednym z rodzicow a weekendy z drugim. Wtedy
        taki "tygodniowy" rodzic jest od obowiazkow i szarej codziennosci a
        ten "weekendowy" od odpoczynku i zabawy - moze to byc fatalne w
        skutkach zarowno dla dziecka jak i dla samych rodzicow. Naprawde
        trzeba ze soba rozmawiac - staroswieckie podejscie typu "kto ma
        dostac dziecko" nie sluzy nikomu. Oczywiscie, zakladam, ze oboje
        rodzice kochaja dziecko, nie robia krzywdy i ogolnie nadaja sie do
        bycia prawnymi opiekunami nieletniego.
        Pisze to z perspektywy rozwiedzionego ojca 3 dzieci, ktory dzieli
        bardzo uczciwie i solidnie obowiazki (i przyjemnosci!!!)
        rodzicielskie z moja ex mieszkajaca kilka tysiecy kilmetrow ode
        mnie. Jak sie NAPRAWDE ma dobro swoich dzieci na uwadze to mozna
        znalezc polubowne rozwiazania. To wymaga duzo wysilku i wzajemnej
        cierpliwosci ale warto!
        Cheers.
        • diin znikad 06.02.08, 22:20
          jakoś nie potrafię się z Tobą zgodzić.. tworzenie dziecku "dwóch
          domów" napewno nie podziała dobrze na psychikę dziecka i wg mnie
          właśnie to jest "wybitnie niewychowawcze".. jeśli chcesz wychować
          dziecko i nauczyć go życia w szczęśliwej rodzinie to takim
          rozdwojeniem jaźni możesz sprawić mu tylko psią przysługę. dziecko
          powinno żyć z dwojgiem ludzi, kochających, szanujących, musi to
          widzieć po to by kiedyś też mogło mieć taką rodzinę.
          Z tego względu nie lubię chorych układów typu: "jesteśmy ze sobą dla
          dziecka" i pewno fukamy na siebie codziennie a dziecko patrzy i się
          uczy a potem nie będzie potrafiło zbudować sobie szczęśliwej
          rodziny..
          podsumowując - dziecko powinno być głównie z jednym z rodziców, mieć
          jeden dom, i uczyć się szczęścia od swoich rodziców przyszywanych
          czy nie. wydaje mi się że jeden rodzic (w większości przypadków
          mężczyzna) musi być skazany na rolę weekendowego rodzica. oczywiście
          najlepiej byłoby gdyby rodzice byli razem ale tylko wtedy jeśli się
          kochają..
          • znikad Re: znikad 06.02.08, 22:44
            Nie musisz sie ze mna zgadzac - nigdy bym tego nie oczekiwal smile Nie
            mam pojecia jakie sama masz doswiadczenia rozwodowe ani ile sobie
            poczytalas na temat konsekwencji rozwodu itd. Nie wiem tez jak sie
            sprawy maja w Polsce, na ile "shared custody" jest wprowadzane w
            zycie - wypowiadam sie wylacznie w oparciu o wlasne doswiadczenia i
            studiowanie tematu w ostatnich latach odkad sam jestem rozwiedziony
            i pol-na-pol dziele z moja ex opieke nad dziecmi. Nie wiem tez
            dlaczego tak autorytatywnie piszesz "dziecko powinno byc..." - z
            moich obserwacji wynika, ze to, co dziecko "powinno" jest dosc
            plynne, zmienne z latami, rozwojem dziecka i zmianami w zyciu
            wszystkich zainteresowanych - tu sie nic nie da ustalic "raz na
            zawsze". Ale zeby to wszystko jakos tam mozna bylo dogrywac,
            niezbedna jest dobra wola i chec wspolpracy obu rozwodzacych sie
            stron. Przy czym zaznacze, ze ani ta wola, ani ta chec wspolpracy
            nie sa najczesciej sobie rowne - raz to ON jest bardziej sklonny isc
            na kompromis, innym razem ONA ale tak dlugo jak w obojgu kolacze sie
            chociaz kropla checi do porozumienia, cos sensownego da sie zrobic.
            Wcale nie musi byc tak (i nie POWINNO wink)), ze jeden rodzic ma
            dziecko "na stale" a drugi "na przychodne" - jest to stary model z
            lat 60-70-80 i juz od dosc dawna mocno krytykowany, kwestionowany i
            jesli tylko to mozliwe, unikany przez sady rodzinne. Nie chce sie tu
            rozpisywac na temat negatywnych konsekwencji z jakimi zyja dzis
            ludzie, ktorzy sie wychowali poddani temu modelowi (nawet na tym
            forum sa chyba panowie, ktorzy sa "ofiarami" takich rozwiazan), jest
            wystarczajaco duzo literatury na ten temat, ze nie musze tu chyba
            nic cytowac. Sam z siebie wiem, ze czym innym jest bycie tata 24x7 a
            czym innym wylacznie na weekend lub wakacje. Moje dzieci poddane sa
            duzej probie, bo jak wspomnialem, mnie i moja ex dzieli odleglosc
            kontynentu. W czasie gdy mieszkaja z Nia, ja latam do Nich jak
            czesto moge i mamy razem wakacje; gdy mieszkaja ze mna - Ona to
            robi. Dzieci maja 2 domy (plus domy dziadkow w Polsce smile i juz teraz
            2 rodziny, bo moja ex ma boyfrienda a ja mam moja girlfriend.
            Wszystkie te zabiegi wiaza sie ze zmianami szkol co 3 lata, z kupa
            forsy wydana na przeloty i komunikacje ale WARTO - warto sie starac
            porozumiec, warto szukac niekonwencjonalnych sposobow na
            kontynuowanie rodzicielstwa przez obie strony i na to zeby dzieci
            byly wlaczone we wszystkie zabiegi zwiazane z ukladaniem nowego
            zycia. Moje dzieci maja sie dobrze, wrecz mozna powiedziec bardzo
            dobrze mimo wymagan jakie postawilo Im zycie ale glownie dzieki
            temu, ze moja ex nigdy nie zakladala, ze zostane wylaczony z
            wychowywania dzieci i skazany wylacznie na weekendowe i wakacyjne
            gry i zabawy. W kwestii rozwodu kobiety maja duzo wiecej do
            powiedzenia niz mezczyzni i wylacznie od madrosci tych kobiet zalezy
            czy Ich dzieci beda po rozwodzie szczesliwe czy nie. Jak juz kiedys
            pisalem, ozenilem sie i rozwiodlem z sensowna kobieta i tego zycze
            wszystkim kolegom smile
            Cheers.
            • diin Re: znikad 06.02.08, 23:08
              ok masz rację - nie powinno i nie musi - nie myślę tak - poprostu
              tak mi się napisało..
              Zgadzam się też z Tobą że rodzice po rozstaniu powinni się po ludzku
              dogadywać w sprawie opieki nad dzieckiem.
              Tylko ta kwestia dwóch domów. Ja czytając o tym wyobraziłam sobie
              swojego exa, który ma drugi dom dla naszego syna "kilka metrów
              dalej" dla mnie to nie ma sensu. i a możliwość swobodnego wyboru
              dziecka gdzie chce być - to tak jakbym stawiała dziecko między
              młotem a kowadłem. poprostu nie widzę tego.. brak tu ładu a na
              dłuższą metę wywiązałaby się między rodzicami podświadoma walka o
              dziecko, albo głupia satysfakcja bo dziecko wolałoby być tu a nie
              tu..
              W Twoim przypadku faktycznie widzę tego sens bo nawet z racji
              odległości nie możesz być tylko weekendowym tatą..
              ale co dobrego w tym że dzieci zmieniają szkołę co trzy lata?
            • diin Re: znikad 06.02.08, 23:14
              znikad napisał:

              Moje dzieci maja sie dobrze, wrecz mozna powiedziec bardzo
              > dobrze mimo wym

              efekty naszych (jako rodziców) metod wychowania będą w przyszłości,
              gdy nasze dzieci będą dorosłe i samodzielne i wtedy dopiero będziesz
              mógł ocenić czy te metody były dobre czy też nie...
              • znikad Re: znikad 07.02.08, 01:51
                Nie no az tak dlugo nie bede czekal - staram sie oceniac sytuacje na
                biezaco i jesli trzeba korygowac bledy - tak chyba postepuja
                wszysycy rodzice. Myle sie?
                smile
                Co zas do 3 lat w slonecznej Kalafiorni z mama i 3 lat w zasypywanym
                wlasnie przez snieg Ontario ze mna, to jest to skutek naszych
                negocjacji z exa, dyskusji z psychologami i ponawianych rozmow z
                rosnacymi latoroslami. Wyszlo na to, ze szkolne przeprowadzki to
                tzw. mniejsze zlo niz inne opcje. I poki co (a weszlismy we wrzesniu
                w 7 rok ukladu, nieletni sa po raz kolejny u mamy od wrzesnia),
                wszystko gra i buczy z minimalnymi czkawkami. Ostatnia przezylismy
                jesienia gdy coreczka-Haneczka (lat juz prawie 14) nie chciala
                wracac po long-weekendzie u mnie do mamy. Nie z mojego powodu, boze
                bron wink)) Z powodu takiego jednego tez nieletniego, z ktorym
                chodzila tu do szkoly i w ten jeden jesienny weekend uczucia odzyly
                lub sie nasilily... kto to tam tego dojdzie wink Co ciekawe, uczucia
                pomiedzy jesienia a nowym rokiem zanikly lub zmalaly na tyle, ze
                powrot po swietach nie byl juz zadnym problemem. La donna es mobile,
                a juz na pewno donna nastoletnia smile
                Wiesz, my sie staramy jednak sluchac naszych dzieci i starac sie
                dostosowywac do Ich potrzeb w miare naszych mozliwosci. Przyznam tez
                szczerze, ze w miare stabilna sytuacja finansowa nas obojga z exa
                wiele pomaga. Wszystko wygladaloby na pewno duzo mniej rozowo
                gdybysmy oboje lub przynajmniej jedno z nas borykalo sie z
                problemami finansowymi. Pieniadze szczescia nie daja ale wiele
                ulatwiaja, eh smile
                Dodam jeszcze, ze mam bardzo krytyczny stosunek do calego systemu
                prawnego, ktory w wiekszosci przypadkow w zaden sposob nie wspiera
                rozwodzacych sie par w szukaniu najmniej drastycznych rozwiazan.
                Wielu prawnikow zyje z tego, ze przeciagaja sprawy, podburzaja
                strony jedna przeciw drugiej, prowokuja coraz podlejsze zachowania
                ludzi, ktorzy czesto jeszcze kilka miesiecy wczesniej spali ze soba,
                prowokuja eskalacje coraz gorszych uczuc. Dlatego jesli tylko mozna
                swoich rozwodzacych sie znajomych lub przyjaciol namowic na
                mediacje, jesli mozna im zasugerowac "pokojowe" rozwiazania, to to
                jest najlepszy prezent jaki mozna dac im i ich dzieciom. Nawet jesli
                mediacja tez przysporzy im bolu i problemow, to przynajmniej
                zaoszczedza pieniadze a powalczyc w sadzie zawsze zdaza.
                Tyle ode mnie. Oczywiscie, wszystko powyzsze wymaga dojrzalosci obu
                stron a to czasem wielkie wyzwanie. Wiem cos o tym smile
                Cheers.
                • diin Re: znikad 07.02.08, 07:49
                  nie mylisz się, bo nie zrozumiałeś co miałam na myśli.
                  oceniać sytuację na bieżąco - tak.. i na bieżąco korygować błędy -
                  jak najbardziej..
                  mówię tylko o tym, że efekty będą później.. teraz są szczęśliwe i to
                  jest najważniejsze, jednak to jacy jesteśmy w "dorosłym życiu" w
                  większej mierze zależy od tego co wpajają nam rozice i czego uczą
                  gdy jesteśmy jeszcze pod ich skrzydłami.. no i ten przykład - moim
                  zdaniem bardzo istotny.
                  W naszej sytuacji (jako ludzi, którzy rozstali się z drugimi
                  rodzicielami) każde wyjście będzie złe, bo przecież najlepiej byłoby
                  gdyby było ok i bylibyśmy razem. łoooo matko tyle że tak się nie da,
                  więc wybieramy to co jest najmniejszym "złem" dla naszych dzieci.

                  Co do Twoich poglądów apropo dwóch domów - nie gniewaj się, może ja
                  nie mam jeszcze w sobie tej dojżałości którą tak podkreślasz, pewnie
                  mnie w życiu przeszłam i mniej "się znam" no i mamą jestem dopiero
                  od dwóch lat. Jednak jak tak sobie czytam to co piszesz - na tym
                  etapie swojego rozumowania po pierwsze
                  zmieniłabym psychologów: choć to mniej prawdopodobne, żeby nie znali
                  się na swoim fachu.. Przypuszczam że chodzi tu o to, że mniejszym
                  złem wg nich są przeprowadzki dzieci co trzy lata tylko dlatego, że
                  obydwoje (Ty i Twoja ex) jesteście zawzięci, kochacie swoje dzieci i
                  żadne z Was nie chce być weekendowym rodzicem. Albo jest to typowe
                  zachowanie ludzkie gdzie "jak Ty masz je tyle, to ja też muszę"
                  Noooo to by dla mnie było wytłumaczeniem dlaczego psycholodzy
                  twierdzą, że przeprowadzki co trzy lata i na trzy lata będą złem
                  mniejszym..
                  Twoja córka ma 14 lat. Pamiętasz jeszcze jak to było?? pierwsza
                  miłość, pierwszy pocałunek, dotyk dłoni.. szczeniackie uczucia ale
                  jakie piękne, takie naiwne - niepowtarzalne..

                  "Co ciekawe, uczucia
                  > pomiedzy jesienia a nowym rokiem zanikly lub zmalaly na tyle, ze
                  > powrot po swietach nie byl juz zadnym problemem. La donna ..."

                  może tylko tak Ci się wydawało - 14 letnia kobietka nie zwierzy Ci
                  się do końca ze swoich uczuć..
                  więc czy to są te Twoje pokojowe rozwiązania??
                  uważaj, żeby nie okazało się że tylko dla Ciebie i Twojej ex.
                  Nie umiem przekonać się do "pozytywów" rzekomo wynikających z tego,
                  że dzieci mają dwa domy.. choć bardzo mnie tym zaciekawiłeś..
                  mówiłeś że sporo literatury na ten temat czytałeś, mógłbyś powołać
                  się na coś?? bo może faktycznie to jest dobre a ja żyję w błogiej
                  nieświadomości... i faktycznie stosuję metody z lat 60 - 80 tych..
                  choć wg mnie ludzie w tamtych czasach robili to co najgorsze -
                  męczyli się razem dla dzieci..
                  • babcia47 Re: znikad 07.02.08, 14:27
                    podłączę się do dyskusji i podzielę własnymi doswiadczeniami jako
                    osoba, która odchowała juz swoje pociechy..to co dzieci widza i
                    przeżywaja niestety będą w stanie opowiedzieć nam szczerze dopiero
                    kiedy sami stana sie pełnoletni..Moi synowie, mimo że mielismy
                    b.dobry kontakt "zeznali" mi takie rzeczy, których nigdy bym sie nie
                    spodziewała..nie spodziewałam się że taki wpływ na ich zycie
                    nieswiadomie wywarłam (mimo najlepszych chęci), że mi to
                    zapamiętali, ale jako że ja miałam głos decydujący jako rodzic nie
                    byli w stanie przeforsować swoich potrzeb lub czemus zapobiec.
                    Nie zgadzam sie również do konca z ideą podwójnych domów,
                    szczególnie na odległość! Dzieci potrzebuja stabilizacji w życiu jak
                    niczego innego i ciągłe ich wędrowanie raczej chyba
                    zaspokaja "potrzeby" rodziców, ich instynktów i uczuć niż dzieci!
                    Znam rodzine, gdzie byłe małżeństwo zamiaszkało w poblizu siebie,
                    ojciec jest stałym gościem w domu matki, gdzie dzieci
                    mieszkają..jest praktycznie przyjacielem rodziny a pozatym bierze
                    aktywny udział nie tylko w utrzymaniu i wychowaniu, razem we trójkę
                    podejmują wszystkie decyzje dotyczące dzieci. We trójke, bo z nowym
                    mężem kobieta tez ma dziecko a w sumie na codzień on jest dla
                    pasierbów również opiekunem i rodzicem..Czyli w Polsce też można
                    jeżeli się tylko chce!! Znam tez inną rodzine gdzie małżeństwo
                    rozwiodło sie "po polsku" czyli nie tylko ze sobą ale i z dziećmi!!
                    I co gorsza z dziecmi "rozwiedli" sie tez dziadkowie mimo, ze
                    mieszkali w sąsiedniej klatce!! Żal było patrzeć kiedy były tatuś
                    hołubił pasierba a właściwie syna swojej dziewczyny, a dla własnych
                    córek nie miał czasu ani nawet dobrego słowa i nie usprawiedliwia
                    tego fakt, że rozstanie małżonków odbyło sie w sposób b.burzliwy! W
                    Polsce ten drugi sposób rozstawania sie ludzi jest niestety na
                    porzadku dziennym..kobiety najczęściej "pogrywają" dzieckiem przeciw
                    byłemu, utrudniają kontakty,stosują wobec dziecka szantaż uczuciowy
                    (mamusia taka biedna), wrogo nastawiają lub nawet straszą
                    tatusiem..ten z zemsty przestaje łozyć na dzieci, interesować się
                    nimi a kiedy uda mu się spotkać z dzieckiem..niestety też stosuje
                    metody mamusi..Wiele jeszcze wody w Wiśle upłynie zanim te obyczaje
                    ulegna zmianie i ludzie zaczną myśleć z prawdziwą miłością i
                    odpowiedzialnościa o tym jakie będzie życie ich dzieci po tym kiedy
                    się rozstaną i kiedy nad własne poczucie krzywdy czy chore ambicje
                    (ja mu/jej pokażę) postawią dobro swoich dzieci
                    • znikad Diin 07.02.08, 16:40
                      Nie bardzo rozumiem dlaczego zakladasz, ze "korzysc" z ukladu 50/50
                      maja wylacznie lub glownie rozwiedzeni rodzice. "Korzysc" maja
                      przeciez tez/glownie/wylacznie/przede wszystkim dzieci! Wyobraz
                      sobie, ze jako kanadyjski ojciec kanadyjskich dzieci uparl bym sie
                      jak osiol, nie pozwolil na uklad 50/50 i zmusil moja ex do widywania
                      sie z dziecmi wylacznie w wakacje, ferie, sporadyczne weekendy - czy
                      Ty sobie wyobrazasz ile One by przez moj taki upor stracily?
                      Przeciez to jest Ich mama, Ona Im moze dac takie rzeczy jakich nikt
                      inny Im nie da - te wszystkie slowa, uczucia, nauki, to co tam
                      kobiety daja swoim dzieciom smile Tak samo to dziala w druga strone! To
                      dzieci potrzebuja obojga rodzicow i dlatego wszystkie rozwiazania z
                      przechylem na jedna strone sa w sumie krzywda dla dzieci, bo balans
                      jest zachwiany. Poza tym w imie czego ja bym mial byc np. przez
                      nastepne lata wylacznie rodzicem od nauki, obowiazkow domowych,
                      dyscypliny a moja ex od wakacji, przyjemnosci i odpoczynku? Ja tez
                      chce miec czas wolny i swobodny z moimi dziecmi i Jej sie tez nalezy
                      zeby zaznala "przyjemnosci" stawiania i egzekwowania wymagan itp.
                      Dla naszych dzieci to bardzo wazne zeby widzialy nas w obu rolach.
                      Ja nie mam powodu miec watpliwosci czy moje dzieci beda kiedys
                      zrownowazonymi, dobrze adaptujacymi sie doroslymi. Razem z Ich mama
                      i naszymi partnerami zyciowymi wkladamy wszyscy duzo wysilku,
                      pomyslu i przemyslu w to zeby cala trojka miala dobre wzorce i
                      szczesliwe dziecinstwo. Ile wlozysz, tyle dostaniesz smile
                      A tu o zwierzeniach nastolatek - moja corka jest typowa
                      zamerykanizowana Kanadyjka z polska hucpa wink) Ona dokladnie wie
                      czego chce, potrafi swoje potrzeby i uczucia werbalizowac, wie do
                      kogo o co sie zwracac i jak zabiegac o swoje. Bylem, jestem i
                      zapewne pozostane Jej Bogiem - pogodzilem sie z tym juz dawno choc
                      ma to czasem wiecej minusow niz plusow smile Powyzsze nalezy traktowac
                      z przymruzeniem oka! Reasumujac, Hanka sie zwierza, bo ma zaufanie.
                      To zaufanie nigdy nie zostalo zachwiane ani podwazone. W obie strony!
                      Stabilnosc zwiazkow miedzy-ludzkich jest bez porownania wazniejsza
                      niz stalosc adresu. Najlepszym przykladem na to sa dzieci z rodzin
                      wojskowych - tam, gdzie rodziny daja dzieciom poczucie milosci i
                      bezpieczenstwa, dziesiatki przeprowadzek po calym kraju (a Kanada to
                      DUZY kraj smile) nie odbieraja dzieciom radosci dziecinstwa ani nie
                      wplywaja negatywnie na ich dorosle zycie; tam, gdzie rodziny sa
                      podzielone wewnetrznie i "z problemami", kolejne przeprowadzki tylko
                      te problemy eskaluja. Dla moich dzieci latanie w te i nazad od mamy
                      do taty i od taty do mamy to kompletnie nieistotny element we
                      wszystkim, co zwiazane z rozwodem Ich rodzicow. Rozwniez zmiany
                      szkol sa sprawa marginalna - jak wszystko w zyciu, ma to wady i
                      zalety ale adaptacja do mobilnosci ma generalnie wiecej zalet niz
                      wad. To sa fajne, dzielne dzieci pelne radosci zycia i ciekawosci
                      swiata smile
                      Co ja Ci moge polecic do czytania? Wrzuc sobie w google "joint
                      custody" i sama zobaczysz ile tego jest - a skad ja mam wiedziec, co
                      Ciebie zainteresuje, jaki profil, jaki autor? My sie przeciez nie
                      znamy smile Nie czuje sie na silach polecic Ci nawet zupy a coz dopiero
                      lektury, wybacz!
                      Cheers.
                      • diin Re: Diin 07.02.08, 18:13
                        co do polecenia - znów nie zrozumiałeś - chciałam potwierdzenia
                        Twojej teorii, bo w nią nie wierzę....
                        • znikad Re: Diin 07.02.08, 20:13
                          diin napisała:

                          > co do polecenia - znów nie zrozumiałeś - chciałam potwierdzenia
                          > Twojej teorii, bo w nią nie wierzę....

                          No popatrz co za tepak - ZNOW nie zrozumial! Po lapach dac! ZNOW nie
                          zrozumial!
                          Co ma wiara do tego? Wszystko mozna sprawdzic... jak sie CHCE!
                          Moze Ci na weekend lektur wystarczy:
                          1. The Joint Custody Handbook - Cohen, M.
                          2. For the Sake of the Children: How to Share Your Child with Your
                          Ex-Spouse in Spite of Your Anger - Kline, K. & Pew, S.
                          3. Two home kids - Logrippo, R.
                          4. Separate Houses: A Practical Guide for Divorced Parents -
                          Shapiro, R.
                          5. Marriage, Divorce, and Children's Adjustment - Emery, R.E.
                          6. Renegotiating Family Relationships. Divorce, Child Custody, and
                          Mediation - Emery, R.E.
                          7. Divorce Mediation. Perspectives on the Field - Everett, C.A.
                          8. How to Help Your Child Overcome Your Divorce - Benedek, E.P &
                          Brown, C.F.
                          9. The Custody Solutions Sourcebook - Blackstone-Ford, J.
                          A zaczac mozesz od krociutkich tekstow takich jak:
                          members.tripod.com/~mdcrc/sharprnt.html
                          www.apa.org/releases/custody2.html
                          Ty nie musisz mi w nic wierzyc, ja zadnej religii nie glosze i
                          prawde mowiac jest mi to wysoce obojetne jakie Ty akurat masz zdanie
                          na temat po-rozwodowych decyzji dotyczacych dzieci. Ja Ci uczciwie
                          opisuje sytuacje, ktora sie sprawdza i sprawdza sie u wielu innych
                          ludzi. Co Ty z moim opisem zrobisz to juz naprawde jest wylacznie
                          Twoja sprawa. Zauwaz, ze ja nie poddaje w watpliwosc Twoich
                          komentarzy na temat jednego rodzica itd. Skoro to dziala dla Ciebie
                          i masz pewnosc, ze bedzie dzialac dla Twojego dziecka, bog z Toba.
                          Cheers.

                          • babcia47 Re: Diin 07.02.08, 21:06
                            chyba sie człowieku troche za bardzo zapędziłeś..Mozliwe, że forma
                            rodziny i wychowania, jaką stworzyliście swoim dzieciom się
                            sprawdzi..ale z drugiej strony sam sobie przeczysz..Piszesz, ze
                            córka Ci sie zwierza, a w jednym z poprzednich postów podajesz, że
                            niechęć do ostatniej przeprowadzki miała MOŻE zwiazek z miłym jej
                            rówieśnikiem..Czytanie książek to skłonnośc bardzo pozytywna, pomaga
                            w wychowywaniu dzieci ale nie można tego traktować jak "instrukcję
                            obsługi" Ja również szukałam podpowiedzi w literaturze fachowej i
                            nie tylko(polecam Dzieła Wszystkie J.Korczaka) od momentu urodzenia
                            pierworodnego. Jednak kazde dziecko jest inne, inaczej reaguje,
                            przezywa..wiele jest też jeszcze doświadczeń przed Tobą (mimo
                            przygotowania teoretycznego) ponieważ to dopiero początek wchodzenia
                            Twoich dzieci w okres dojrzewania!! Co do przeprowadzek..nie miałam
                            na mysli ich w znaczeniu sensu strikte lecz zmianą i to o wiele
                            stopni jaka siłą rzeczy zachodzi w kończąc, jeżeli chodzi o
                            traktowanie ich przez Ciebie i Twoja ex..kwestie stopniowania tego
                            na co kładziecie duży nacisk, a co mniej lub bardziej sobie i
                            dzieciom "odpuszczacie" Takie zachowania istnieją w rodzinach, które
                            są ze soba na codzień a co dopiero miedzy ludźmi, którzy są oddaleni
                            o tysiące kilometrów. Jedno z rodziców np. przykłada dużą wage do
                            wychowania i praktykowania religijnego..drugie traktuje to jako
                            jedynie część tradycji, jedno "wytrząsa" sie nad dojrzewającą córką
                            chce wszystko kontrolowac..drugie ma do niej zaufanie, jedno ma
                            ciągoty do wyręczania..drugie kategorycznie egzekwuje obowiązki itd.
                            Co do przeprowadzek wojskowych..w Polsce jest dokładnie tak samo
                            (pochodzę z takiej rodziny) ale dziecko przenosi sie z rodziną!! ..a
                            to duża różnica, bo choć poczatek pobytu w nowym miejscu jest
                            dyskomfortem (i to sporym) to jednak to co najważniejsze pozostaje
                            stałe. Nie piszę tego, żeby dyskredytować Wasze rozwiazanie jednak
                            byłabym daleka od tego by je proponować innym..wymaga b.dużej
                            świadomosci w wychowywaniu dzieci, zgodności w tym miedzy małżonkami
                            i szczęścia!!..bo jak pisałam poprzednio dzieci dopiero po pewnym
                            czasie są skłonne do dojrzałej, zdystansowanej co do emocji oceny
                            swojego dzieciństwa i dopiero wtedy sa w stanie ją
                            zwerbalizować..Dla małego dziecka urwane ucho misia może byc większą
                            tragedia niz np. smierć babci, ale inaczej sie interpretuje to mając
                            20 lat..sama miałam tak w kontaktach z moja Mamą i jak pisałam tego
                            sie doczekałam od moich, obecnie juz dorosłych synów..jedyne co im
                            mogłam poradzic, to to żeby zapamietali te swoje doświadczenia (moje
                            błedy) i nie robili tego swoim dzieciom
                            • znikad Re: Diin 07.02.08, 22:09
                              babcia47 napisała:

                              > chyba sie człowieku troche za bardzo zapędziłeś..Mozliwe, że forma
                              > rodziny i wychowania, jaką stworzyliście swoim dzieciom się
                              > sprawdzi..ale z drugiej strony sam sobie przeczysz..Piszesz, ze
                              > córka Ci sie zwierza, a w jednym z poprzednich postów podajesz, że
                              > niechęć do ostatniej przeprowadzki miała MOŻE zwiazek z miłym jej
                              > rówieśnikiem..

                              Przeczytaj jeszcze raz DOKLADNIE, co napisalem. A jak nie wystarczy
                              to przeczytaj drugi raz DOKLADNIE. Jesli i to za malo to przeczytaj
                              trzeci raz DOKLADNIE. Sarkazmu tlumaczyc nie bede, bo sie nie da -
                              musisz sobie sama poradzic.
                              I ja naprawde nie potrzebuje rad jak wychowywac moje dzieci! Ani o
                              nie nie prosze, ani sie ich nie spodziewam, ani tez ich nie przyjme,
                              szczegolnie od KOMPLETNIE mi obcych ludzi, z ktorymi mam przypadkowy
                              kontakt w sieci! Natomiast chetnie podziele sie swoim doswiadczeniem
                              rozwodowym, bo od tego sie ten watek zaczal. Wroce wiec do
                              wczesniejszego motywu - komunikacja i mediacja to jest to w czym
                              rozwodzacej sie parze moga pomoc przyjaciele. Reszte i tak ta para
                              musi sama.
                              Cheers.
                              • babcia47 Re: Diin 07.02.08, 22:37
                                Na pewno sie człowieku zapedziłeś!! Daleka jestem od dawania Ci rad
                                tym bardziej, ze zauważam plusy w Waszym rozwiązaniu! Mam chyba
                                jednak prawo wyrazić wątpliwośc czy jest to rozwiązanie, które można
                                polecić innym, szczególnie, ze Ty sam jeszcze wszystkich "raf" nie
                                przebrnąłes. Ja mam to już za sobą, ale nie stawiam sie w pozycji
                                osoby wszechwiedzącej raczej wyrażam wątpliwośc i pokazuję gdzie na
                                tym akwenie rafy mogą się znajdować..piszesz o sztuce konwersacji i
                                kompromisu..ale sorki Twoja wypowiedź wyżej trochę mi się kłóci z
                                Twoim dobrym samopoczyciem w tej materii. Jeżeli tak ostro reagujesz
                                w przypadku niezobowiazującej polemiki jak poradzisz sobie kiedy
                                córka uzna, że ma prawo do czegos czego ty nie tolerujesz???? Wiem,
                                że ostatnie zdanie to z mojej strony "bezinteresowna złosliwośc" a
                                cała powyzsza polemika zakłóciła Twoje dobre samopoczucie i dumę z
                                własnych decyzji..jak ktoś śmiał zakwestionować!! Wyluzuj..a tak
                                a'propos ja popełniłam ten sam błąd..byłam przekonana o własnej
                                nieomylności i trafnosci moich decyzji..i jak pisałam poprzednio nie
                                dlatego o tym wspominam, żeby Cie wkurzyc czy zadać kłam..ale czasem
                                dobrze robi kiedy ktoś nam przyjży sie "z boku". Pozdrawiam i życzę
                                wiecej spokoju..
                                • babcia47 Re: Diin 07.02.08, 22:44
                                  Ps..Tobie równiez zalecam przeczytanie tego co napisałam poprzednio
                                  powolutku i BARDZO UWAŻNIE..dopuszczalne kilkakrotne byle ze
                                  zrozumieniem..smile)
                          • diin Re: Diin 07.02.08, 21:23
                            to że tępak jesteś to sam powiedziałeś i upsss jaka cierpliwość u
                            Ciebie marna.. nie chciałam Cię zdenerwować, chciałam zrozumieć Twój
                            tok myślenia i bynajmniej nie po to, żeby Ci wierzyć i nie
                            powiedziałam, że robisz źle.
                            polemizować już mi się nie chce, bo widzę że i tak do porozumienia
                            nie dojdziemy. generalnie we wszystkim się z Tobą zgadzam tylko te
                            dwa domy i te przeprowadzki.. coś o tym wiem, niestety z autopsji i
                            nie polecam..
            • burza4 Re: znikad 08.02.08, 11:48
              znikad napisał:

              Wcale nie musi byc tak (i nie POWINNO wink)), ze jeden rodzic ma
              > dziecko "na stale" a drugi "na przychodne" - jest to stary model z
              > lat 60-70-80 i juz od dosc dawna mocno krytykowany, kwestionowany
              i > jesli tylko to mozliwe, unikany przez sady rodzinne.


              mylisz się - czytałam wyniki badan prowadzonych w Szwecji, gdzie
              opieka naprzemienna jest popularnym rozwiązaniem - przyniosły
              zupełnie odwrotne wnioski do tych, które prezentujesz, a popierające
              tezę powyżej. W ich świetle opieka naprzemienna robi więcej szkody
              niż pożytku.

              dziecko potrzebuje stabilizacji - w sensie środowiska życia,
              jasnych zasad, klarownego komunikatu co jest dobre, co złe itd.
              Dwa domy - siłą rzeczy z różnymi zasadami, zwyczajami, z różnym
              podejściem - tego nie gwarantują. Bardzo dużo dobrej woli trzeba po
              obu stronach żeby to jakoś funkcjonowało bez robienia dziecku wody z
              mózgu. Tylko że ludzie się rozwodzą - bo nie potrafią się dogadać,
              więc tym bardziej po rozwodzie wspólna linia jest mało prawdopodobna.
              • triss_merigold6 Re: znikad 08.02.08, 12:27
                Czekaj, z tego co pamiętam to szwedzki model opieki naprzemiennej
                zakładał przeprowadzki dzieci co tydzień lub co dwa tygodnia (w
                każdym razie często) a znikąd pisze o latach.
                W polskich warunkach ze względów finansowych - dwa mieszkania o
                podobnym standardzie w pobliżu - niewiele osób mogłoby sobie na
                takie rozwiązanie pozwolić. Nie bardzo widzę również funkcjonowanie
                opieki naprzemiennej kiedy ludzie po rozwodzie zakładają nowe
                rodziny i mają dzieci z nowych związków - starsze rodzeństwo się
                wyprowadza/przeprowadza a młodsze zostaje?
                Natomiast generalnie podejście jakie prezentuje znikąd bardzo mi się
                podoba: te mediacje, konsultacje z fachowcami, wypracowywanie modelu
                relacji pod kątem dobra dzieci, przemyślenie całości układu, dobra
                wiara, że ex małżonek/ka postąpi właściwie względem dzieci.
                • burza4 Re: znikad 10.02.08, 14:39
                  triss_merigold6 napisała:


                  > Natomiast generalnie podejście jakie prezentuje znikąd bardzo mi
                  się > podoba: te mediacje, konsultacje z fachowcami, wypracowywanie
                  modelu > relacji pod kątem dobra dzieci, przemyślenie całości
                  układu, dobra > wiara, że ex małżonek/ka postąpi właściwie względem
                  dzieci.

                  naturalnie, że to bardzo pomaga i powinno mieć szersze zastosowanie
                  i u nas.

                  Tylko ja jestem sceptyczna bo od teorii do praktyki długa droga - w
                  końcu gdyby ludzie się tak dobrze dogadywali, mieli spójne
                  priorytety i poglądy na życiowe kwestie, to by się nie rozwodzili.

                  nie wierzę w idylliczne małżeństwa, a co dopiero byłe małżeństwasmile
    • agatar-m Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 06.02.08, 19:01
      nie chodzi tylko o to kto kogo zdradził a kogo nie. nie chce po
      prostu rozpisywać sie z sytuacją, bo wiecie internet i
      anonimowość...nie moje życie i nie chce tu za kogoś pisać. polece tą
      stronę o ojcach jemu.niestety nie ma szans na polubowne zakończenie
      tej sprawy, a co ta kobieta wyprawia to głowa boli..mimo, że była
      moją kolezanka!!! naprawdę szkoda dzieciaczkasad
      • tata_tomek dziecko po rozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 08:30
        agatar-m napisała:

        > nie chodzi tylko o to kto kogo zdradził a kogo nie.

        Niestety właśnie o to chodzi, kto kogo a zwłaszcza _kiedy_.

        Jeżeli rozwód jest wynikiem zdrady matki dziecka, to wg mnie ojciec ma pewne szanse na przyznanie mu prawa opieki nad dzieckiem. Jeżeli natomiast zupełny rozpad związku nastąpił wcześniej a matka znalazła sobie kochanka dopiero później, to szanse maleją.

        Należy też pamiętać, że sąd może przyznać prawo do opieki nad dzieckiem także małżonkowi winnemu rozpadu małżeństwa, o ile jego dotychczasowe działania nie wskazują że będzie źle te opiekę sprawował (czytaj: wg sądu ktoś był mężem czy żoną do d**y, ale dobrym ojcem lub dobrą matką)
        • triss_merigold6 Re: dziecko po rozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 09:14
          Orzeczenie rozwodu z winy/bez winy nie powinno mieć wpływu na
          ustalanie stałego miejsca zamieszkania dziecka. Istotne są kwestie
          warunków mieszkaniowych, stabilizacji, możliwość zapewnienia opieki.
          • titta Re: dziecko po rozwodzie z ojcem!!! 09.02.08, 11:50
            Tak na logike to powinno miec wplyw. Bo od warunkow materialnych
            wazniejsze jest to, co ten ktos ma dziecia do przekazania - rowniez
            pod wzgledem moralnym. Znam kobiete, ktorej piatka dzieci, zostala
            przyznana mezowi, ze wzgledu na "warunki materialne" (on mial dom i
            prace, ona byla "kura domowa"). Nie wzieta pod uwage stylu zycia
            pana (notoryczne zdrady, dosc lekkie podejscie do uzywek). O
            konsekwencjach szkoda nawet mowic... Kobieta (bardzo dobry, spokojny
            czlowiek) resztka sil walczy o dzieci, ktore (za przykladem tatusia)
            od najgorszych potrafia ja zwyzywac... No i przynajmniej dwuch
            kandydatow na socjal sie szyluje...
            Niektorzy, za bledy mlodosci placa straszliwa cene. A wystarczylo
            ustalic odpowiednio wysokie alimenty...
    • mamusia38 Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 09:49
      Witam,

      Jak przeczytałam ten post to nawet pomyslalam, ze to poniekad o
      Mnie! wink a moj szanowny jeszcze nie ex tak strasznie biadoli, nic
      nie robiac, ze az znajomi za niego szukaja pomocy.
      Nie wiem co robi zona twojego kumpla dziecku - jak je krzywdzi? Ile
      dziecko ma lat?

      Bo widzisz w moim zyciu jest tak, ze córka jest dla mnie
      najwazniejsza i nigdy bym jej nie skrzywdziła. Wiem natomiast, ze ex
      przedstawia mnie własnie w zlym swietle - ze nie pozwalam sie
      spotykac z dzieckiem, ze je krzywdze i moglabym zrobic tu jeszcze
      dlugą liste - ale po co.

      Ex mimo ze wybudował rok temu dom - do tej pory w nim nie mieszka -
      mieszka kontem u znajomych, nie odwiedza córeczki bo mu jest za
      daleko. Do matki nie chce zeby ja zabierał bo ona mieszka z mezem
      alkoholikiem w malutkim mieszkanku i nie wyobrazam sobie, zeby to
      były dobre warunki dla wychowywania dziecka - szczegolnie ze nie
      jest juz niemowlakiem tylko 2,5 letnia dziewczynka.

      Straszył mnie juz, ze odbierze mi dziecko itp.
      Ale czy on jest odpowiedzialny i kieruje sie dobrem dziecka - tego
      bym juz teraz nie powiedziała.

      Moze porozmawiaj z kolega i postaraj sie złapac obiektywny punkt
      widzenia.

      Pozdrawiam
      • agatar-m Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 15:45
        nie mam ci łapać punktu, sama od niej to wiem, że tam gdzie mieszka
        mały nie ma nawet pokoiku czy łóżeczka, a dziecko ląduje u dziadkó(
        choć sa kochający, to też nie ma własnego kąta), a ona lata na
        imprezy. bez żadnej żenady. jak dowiedziała sie o tym ,że jej ( no
        jeszcze nie ex) bedzie walczył o dziecko (moze wziasc wychowawczy a
        potwm jak mały pójdzie do przedszkola tylko 1 zmiany) to napisala mu
        sms: koniec widywania z dzieckiem, co po 2 dniach oczywiście
        odwołała, no bo trzeba było iść na dyskoteke a dziadkowie nie mogli
        zostać, no to dziecko do tatusia. ja nie neguje tego ,że oni sie
        rozstali, ludzie sie rozstaja i tyle, ale uważam ,że dziecko powinno
        być przy ojcu. to tylko jeden z wielu przykładów jej zachowania. a
        kolega nawet nie wie ,ze tu pisze, nie prosi o pomoc, ma adwokata.
        tylko pomyślałam,ze doswiadczeni tatusiowie pomogą coś, podpowiedząsmile
      • znikad Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 15:53
        I tu jest wlasnie pies pogrzebany wiekszosci spraw rozwodowych i
        dyskusji z kim ma zostac dziecko - zakladanie z gory PRZEZ OBIE
        STRONY (lub najczesciej przez obie strony), ze ten drugi rodzic
        kocha mniej, troszczy sie mniej, mniej dba i tak dalej, i tak w
        kolko z przewodnimi haslami "ja mu/jej dziecka nie dam" jakby to byl
        parasol albo ciastko z dziurka. Bez dania sobie wzajemnie kredytu
        zaufania i bez wewnetrznej tolerancji na INNA milosc, opieke, troske
        jaka daje drugi rodzic, ciezko jest sie porozumiec. A w kontekscie i
        tak napietych rozwodem stosunkow to juz jest najkrotsza droga do
        otwartej walki. Juz sam ton w jakim jedna strona wypowiada sie o
        drugiej to poczatek niedogadania sie. Ze tez tak trudno jest sie
        doroslym ludziom pogodzic z tym, ze jesli drugiego rodzica swojego
        dziecka nie beda szanowac, nie beda miec checi wysluchac i nie beda
        gotowi na uznanie racji tej drugiej strony, to straci na tym przede
        wszystko wlasnie dziecko. Skad sie te dzieci wziely skoro teraz
        nawet uprzejmie nie da sie o wspoltworcach mowic?
        Tego nalezy oczekiwac od sadow i prawnikow - pomocy rozwodzacym sie
        ludziom w ulozeniu wspolpracy i porozumienia. Jest to zapewne
        wolanie na puszczy ale kiedys trzeba zaczac sie domagac tego, co
        faktycznie moze pomoc rodzinom i dzieciom. Mniej niz 100 lat temu
        przyznawano opieke nad dziecmi z zalozenia ojcom, potem wahadlo
        machnelo sie w druga strone - w ostatnim cwiercwieczu dzieci
        pozostaja glownie z matkami. Zadne z tych rozwiazan nie byly i nie
        sa rozwiazaniami nawet zblizajacymi sie do idealu. Czas na
        balansowanie wahadla!
        Cheers.
        • babcia47 Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 21:51
          i tu sie z Tobą zgadzam w 100% ..dużo składniej i treściwiej ubrałeś
          to w słowa niż ja kilka postów wyżej. To typowy "rozwód po polsku"
          bez liczenia się z dziećmi i odgrywaniem sie za ich pomoca i w sumie
          ich kosztem, na ex..
      • gary_o Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 08.02.08, 15:56
        Wydaje mi się, że są średnie szanse na to, że dostanie wyłączne prawa do opieki,
        cuda w Polsce bardzo rzadko się zdarzają, generalnie prawo w Polsce raczej nie
        sprzyja ojcom, nie mowiąc już o tych sędzinach- matkach polkach..
        • krzy.j Re: dziecko po tozwodzie z ojcem!!! 10.02.08, 18:52
          gary_o i agatar_m nie powinniście robić z facetów jakiś ofiar losu. Jest kilka
          organizacji, którte mogą pomóc, to może być jakaś forma rozwiązania tego
          problemu. Może najpierw do Centrum Praw ojca :
          www.smyk.com/index.php?option=com_forum&Itemid=0&action=category&c=74 tu
          jest ich forum, tam powinien udezryć na początek, powinni poradzić co dalej.
Pełna wersja