Dziecko z pierwszego małżeństwa

18.03.08, 23:02
Kilka lat temu poznałem wspaniałą kobietę. Do tej pory życie
wydawało mi się pozbawione sensu. Ona pokazała mi, że może być
inaczej. Ona była już po zakończeniu nieudanego związku. Ja
uświadomiłem sobie, że z moim „jest coś nie tak”. Podjęliśmy decyzję
o dalszym, wspólnym życiu. Rozwiodłem się. Mam syna z pierwszego
małżeństwa. W chwili rozwodu miał 16 lat, właśnie wchodził w
okres „buntu”. Pierwsze chwile nowego związku były burzliwe. Mój syn
robił różne rzeczy, które przyprawiały o zawrót głowy. Na pewno nie
był miły, ani też nie okazywał mi szacunku mimo, że do tej pory
byliśmy „kumplami”. W wieku 17 lat (+ ok. 6 m-cy) został ojcem (6 m-
cy, bo dziecko urodziło się przedwcześnie). Do tej pory, a w tym
roku kończy 20 lat, często mnie oszukiwał (zwykle w kwestiach
pieniędzy). Tuż po rozwodzie, dręczony wyrzutami sumienia dawałem
byłej żonie i synowi spore sumy pieniędzy. Moja obecna żona miała za
to do mnie pretensje. Mimo, że wcześniej mówiła o akceptacji syna z
poprzedniego związku prosiła, abym ze względu na jego zachowanie
zerwał z nim kontakty, bo inaczej nie będzie mnie szanował (bo
zawsze ja wyciągałem rękę). Prawdopodobnie miała rację, szanuję jej
zdanie, ale było mi trudno i kontaktowałem się z nim co parę
miesięcy. Teraz, gdy w nowym związku również mamy syna (2,5 roku),
żona oskarża mnie o brak uczuć dla naszego dziecka i dla niej. Gdy
po miesiącach przerwy w moich kontaktach wraca temat dziecka z
pierwszego małżeństwa, żona mówi, że za dużo przez niego wycierpiała
i rozpoczyna się awantura o całą przeszłość, tzn., że gdy była w
ciąży, to martwiłem się o starszego syna… itd. To prawda, że
byłem „mocno” zagubiony i pewnie nie nazbyt miły i wylewny. Bardzo
przeżywałem to, co robił starszy syn, a dodam tylko, że i o
narkotyki się otarł. Żona jest ode mnie sporo młodsza i mówi, że
nigdy nie będzie normalnie, bo nie zaakceptuje bycia babcią.
Chciałbym, aby mój starszy syn mógł bywać w moim nowym domu. Co mam
zrobić? W życiu jest chyba tak, jak tutaj, tzn. piszę dużo o moim
starszym synu, ale to tam jest kłopot, którego nie mogę rozwiązać.
Gdy chcę porozmawiać o tym z żoną, ona mówi, że nie ma gwarancji, iż
się uspokoił i nie chce nic z tym zrobić, tzn. mówi „jeżeli tak
uważasz, to możesz się z nim od czasu do czasu spotkać”. Naprawdę
kocham moje dzieci. Nie jestem wylewny w pokazywaniu uczuć, ale
mam „miękkie serce”. Czy to wszystko moja wina? Nie wiem co robić.
Mamy ładny, duży dom, nie jest tak źle. Dlaczego wszyscy nie mogą
się porozumieć, przecież duża rodzina, to nie jest tak źle, nawet
jak są to różni ludzie i mniej się lubią. Nie chcę zniszczyć
obecnego związku, ale nie potrafię wybierać pomiędzy żoną czy jednym
i drugim synem. Czy muszę wybierać?
    • demarta Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 18.03.08, 23:18
      wybierać?
      mi się widzi, że to troszkę wcześniej należało bardziej wnikliwie
      dopasować wszystkie puzzle do siebie. teraz to już nijak obrazek w
      jednej całości z nich nie wyjdzie... mam wrażenie, że żaden z puzzli
      nie za bardzo chce się dać przyciąć, skrócić, ścisnąć...

      kilka podobnych sytuacji do twojej obserwowałam w życiu z bardzo
      bliska. nie da się z tego wyjść bez ofiar. i nigdy nie wiadomo, czy
      poswięcić siebie, czy którąś z bliskich sobie osób...

      spróbuj porozmawiać z psychologiem. z czasem może da się na to
      namówić też twoja aktualna wybranka? może i twój syn? a może przy
      pomocy "psychologa - mediatora" uda wam się znaleźć jakieś wyjscie
      was wszystkich satysfakcjonujące...?

      życzę optymalnych rozwiązań.

    • ankiol Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 18.03.08, 23:32
      Żona Cię rozstawia po kątach jak chce, co to znaczy wybierać między dziećmi?
      Masz dwóch synów i bądź dla nich ojcem, dla obu, bo rodzicem jest sie na całe
      życie. Żona wiążąc sie z Tobą znała sytuacje więc niech teraz nie ma pretensji,
      pewnie tajny plan polegał na tym aby Cie odciąć od starej rodziny definitywnie i
      skrupulatnie go realizuje a Ty sie potulnie na to zgadzasz.
      My tu na forum nie walniemy za Ciebie pięścią w stół, musisz zrobić to sam. Żona
      nie ma prawa zabraniać Ci kontaktów z synem, bez względu na to ile błędów
      popełnił. Może te błędy były jego sposobem na zwrócenie Twojej uwagi na jego
      osobę, może tylko tak czuł sie przez Ciebie zauważony...
      Szczera rozmowa z żoną i szczera rozmowa z synem, tyle Ci mogę poradzić
      Powodzenia.
      • wobbler Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 00:07
        Mam podobną sytuację.
        M.ma dwoje dorosłych dzieci z poprzedniego małżeństwa + jedno nasze.
        NIGDY nie przyszłoby mi do głowy zabraniać mu kontaktów z dziećmi.

        I tu już nie chodzi o to,ze przegrałabym taka konfrontację,a o to,że takie
        zachowanie byłoby po prostu nieprzyzwoite.
        Daj żonie do zrozumienia-w dowolny sposób-że po prostu nie ma prawa się w to
        wtrącać i dla własnego i Waszego dziecka dobra,powinna mieć z Twoim synem jak
        najlepsze kontakty,bo PRZEGRA.
        • croyance Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 12:33
          Absolutnie sie z Toba zgadzam.
      • lila1974 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 00:12
        Oj, tez to tak odebrałam.

        Nie daj sobą kołować. Przede wszystkim sam ze sobą pojdź do
        psychologa i przy jego pomocy poukładaj sobie w głowie, bo mam
        wrażenie, że niezły w niej chaos.

        Twój syn doznał niezlego szoku i to w chwili, gdy nawet w
        najcudniejszych rodzinach nastolatkom niexle odbija, więc tym
        bardziej jemu mogło. Teraz wchodzi w nieco inny etap swojego życia,
        więc może łatwiej Wam będzie o nic porozumienia.

        Z całą pewnością najgorsze co możesz zrobić, to w imię spokoju pod
        obecnym dachem, zrezygnować ze starszego syna.

        Mam tylko nadzieję, ze Twoja obecna żona nie jest idiotką i będzie
        potrafiła zachować klasę. Z cała pewnością nie jest jej łatwo i
        warto byś okazywał jej swoje zainteresowanie, ale nie pozwól, by Cię
        emocjonalnie szantażowała.
    • kicia031 [...] 19.03.08, 09:56
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • olaraf37 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 10:17
        kicia031 trzeba bylo nie zabierac glosu, jak nie masz nic madrego do
        powiedzenia. A co do opisanej sytuacji, to jest faktycznie trudna
        dla wszystkich. Twoja zone rozumiem, bo moj maz tez ma dziecko z
        poprzedniego zwiazku i wiem ze czasem nie jest latwo sie z tym
        pogodzic, ale to jest jego dziecko i dla mnie to jest najwazniejsze
        i robie wszystko zeby bylo dobrze w naszej rodzinie. A to sie wiaze
        z tym zeby zaakceptowac i jego dziecko. Twoja zona tez powinna. A ty
        faktycznie powinienes okazywac jej w takiej sytuacji wiecej uczuc,
        zeby czula sie naprawde kochana i wazna dla ciebie (zona rozwodnika
        z dzieckiem potrzebuje tego wiecej niz "pierwsza" zona) A z syna nie
        mozesz zrezygnowac. A co by twoja zona powiedziala gdyby chodzilo o
        jej dziecko? to chyba dobrze o tobie swiadczy jako o ojcu, ze ci
        zalezy na dziecku? Sprobuj rozmowy z kazdym z zainteresowanych, ale
        mysle ze najlepiej zwrocic sie o pomoc do specjalisty. Powodzenia
        • kicia031 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 16:04
          Ale ja wlasnie mam cos madrego do powiedzenia. Poniewaz sama mam to
          doswiadczenie, ze jestem macocha dla corki mojego partnera - a on
          jest ojczymem dla mojego dziecka, to sobie nie wyobrazam takiej
          sytuacji. Relacje rodzica z dzieckiem sa najwazniejsze, bo rodzic
          powolujac dziecko na swiat podejmuje zoboowiazanie i
          odpowiedzialnosc za nie. Nie wpadlo by mi do glowy stawac miedzy
          moim partnerem a jego corka w zadnych okolicznosciuach, zwlaszca
          gdyby miala jakies klopoty i szczegolnie potrzebowala jego wsparcia.

          Pan porzucil rodzine dla gowniary bez zasad moralnych, ktora
          chcialaby jego syna wymazac gumka myszka z jego zycia - niestety,
          trzeba bylo myslec glowa wybierajac nowa zone, a nie glówka.

          A najbardziej cierpia na tym dzieci.
    • croyance Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 12:32
      Jacenty, Twoja obecna zona jest emocjonalnie niedojrzala i robi
      wszystkim wiele szkody; Tobie, bo stawia Cie w sytuacji wyboru;
      synowi; bo staje miedzy Wami; Waszemu wspolnemu synowi; bo ogranicza
      jego kontakt i potencjalna wiez z bratem.

      To nie sa sprawy do negocjacji, Jacenty, postawa Twojej zony jest po
      prostu skandaliczna. Dziwie sie, ze tak spokojnie sie na to
      zgadzales - powinienies od poczatku ostro postawic sprawe.

      Wiem, co mowie - moj narzeczony ma syna z poprzedniego malzenstwa,
      chlopak ma lat 16 - i kocham go jak wlasna rodzine i nie wyobrazam
      sobie naszego zycia bez niego. Ojciec, ktory pozwala zonie stawac
      pomiedzy nim, a synem - chociazby doroslym - wybacz ... Kobieta musi
      byc naprawde niedojrzala, ze w ogole jest w stanie zobaczyc w tej
      relacji jakakolwiek konkurencje; to jest chore i na Twoim miejscu
      zrobilabym z tym porzadek.
      • triss_merigold6 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 12:45
        Z całą pewnością rozstanie rodziców i związek tatusia z młodszą
        panią + nowe dziecko nie wpłynęły dobrze na ocenę tatusia przez
        szesnastolatka. Tu do roli ojca należało wytrwałe zabieganie o
        akceptację przez syna i pogodzenie się z sytuacją a tak małolat w
        wyjątkowo trudnym wieku poczuł się odrzucony.
        Pani zachowuje się beznadziejnie. Związała się z dzieciatym to chyba
        nie oczekiwała cudów i super relacji z nastolatkiem więc kwasy, że
        coś tam przez niego wycierpiała są nie na miejscu. Pan powinien
        ustawić żonę, odbudować kontakt ze starszym synem, poznać ze sobą
        rodzeństwo.
        • myelegans Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 13:36
          Rodzice mojego meza rozwiedli sie gdy ten mial 14 a brat 12 lat.
          Tata zwiazal sie z nowa pania, dziecka sie co prawda niedorobili,
          ale jak sie pobrali to sprawy byly postawione jasno. Co drugi
          tydzien spedzali u taty, on ich tez zabieral na wakacje np. na 3-
          tygodniowa wyprawe po kraju, swieta tez co drugie spedzali u niego i
          nie bylo dyskusji.
          Wiem, ze na poczatku roznie bylo, nowa zona czesto wybywala z domu
          jak synowie tam byli, ale moj tesc jest wyjatkowym ojcem i ZAWSZE
          stawaial dobro dzieci nad humory zony. Do tej pory synowie maja z
          nim swietny kontakt, chociaz mlodszy brat dal im niezla jazde w
          liceum z narkotykami, powtarzaniem klasy wlacznie, ale tata nie
          odpuscil, stal za nim jak opoka i nigdy nie spuscil ich z oczu. Za
          to go bardzo szanuje.
          Teraz jest sytuacja taka, ze swieta spedzamy wszyscy wspolnie z
          obecna zona, tesciowa, tesciem, bratem z rodzina i nie ma niesnasek,
          a dla nas ulga, ze nie musimy czasu dzielic pomiedzy tescia i
          tesciowa, bo po drodze zakopali zale dla ... dobra rodziny.
          Uwazaj, bo stracisz syna jezeli dasz sie zonie zmanipulowac.
          Wchodzac w taki zwiazek bierze sie czlowieka z calym dobrm
          inwetarza, a nie zamiata problemy pod dywan.
          Powodzenia
          • jacenty-0 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.04.08, 20:21
            Zazdroszczę wszystkim, którym to się układa. Ja chyba nie potrafię z
            obecną żoną rozmawiać na ten temat. Złości się na mnie kiedy ja
            denerwuję się gdy, np. nie wiem co się dzieje ze starszym synem.
            Jestem chyba wtedy niemiły - to prawda. Na szczęście odzyskałem
            kontakt z nim i myślę, że od tej strony jest ok, tj. chyba ma jak
            kiedyś do mnie zaufanie i wie, że wybaczę mu to co on
            wyprawiał.Teraz żona jest na mnie zła, bo dzień przed jej urodzinami
            zapytałem czy mógłby przyjechać do nas. Powiedziała, że to był zły
            moment na takie pytanie. Cholerka - dlaczego? Czy to takie straszne?
            Nie potrafiłem z tym czekać. Wiem, że to egoistyczne, że myślałem o
            moim szczęściu, ale myślełem, że dzięki mojej radości, będę lepszy i
            łatwiejszy w ogóle. Pewnie dałem powody, żeby ją też to stresowało,
            ale ciężko mi, że nie umiem chyba już z nią na ten temat rozmawiać.
            Dziękuje za takie komentarze, bo pomagają mi, chociaż ciągle nie
            wiem jak dalej postępować. Byłem bardzo nieznośny jak "coś się
            działo" i zawsze te tematy wracają.
            • a.nancy Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 10.06.08, 11:46
              > Jestem chyba wtedy niemiły - to prawda

              to postaraj sie byc troche mniej niemily smile
              zgadzam sie z przedmowcami i przedmowczyniami, ze pani jest troche niedojrzala i
              upierdliwa, ale sam przyznajesz, ze dajesz jej pretekst. jesli widzi, ze klopoty
              z synem przekladaja sie na wasze stosunki, to czesciowo moge ja zrozumiec. a
              chyba mozna sie troszczyc i martwic o syna, nie uprzykrzajac sie jednoczesnie
              otoczeniu?

              > Teraz żona jest na mnie zła, bo dzień przed jej urodzinami
              > zapytałem czy mógłby przyjechać do nas. Powiedziała, że to był zły
              > moment na takie pytanie. Cholerka - dlaczego? Czy to takie straszne?

              sama w sobie wizyta syna nie jest straszna. ale jesli twoja zona uwaza, ze
              kontakt z synem ma na ciebie negatywny wplyw (stres i w rezultacie bycie
              niemilym), moze nie miec ochoty widziec go/ slyszec o nim w dniu swoich urodzin.
              mysle, ze kolejny krok nalezy do ciebie, pokaz jej, ze nic nie traci na tym, ze
              widujesz sie z synem czy ze martwisz sie o niego.
        • croyance Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.03.08, 13:36
          To zalezy. Jak ja poznalam mojego chlopa, byli wiele lat po rozwodze
          i zadnego szoku nie bylo. Mlody sie ucieszyl, ze stary znalazl sobie
          dziewczyne i nigdy nie bylo zadnych problemow. A tez jestem od
          chlopa mlodsza, wiec to nie w wieku tkwi problem.

          Dziwi mnie, ze wiele kobiet wychodzacych za maz za facetow z dziecmi
          z poprzednich zwiazkow w ogole sobie tego wczesniej nie przemysli.
          Ja wiedzialam, ze to nie o to chodzi, ze jakos to bedzie i mlody
          gdzies tam bedzie na marginesie; tylko stanie sie integralna czescia
          mojej rodziny, przyszlym bratem moich dzieci, i w ogole, ze biorac
          chlopa, dostaje dwupak smile Mlody jest zreszta fantastyczny i mamy
          swietne relacje, spedzamy ze soba kupe czasu, wyjezdzamy razem i
          jest bardzo fajnie. Nigdy nie bylo najmniejszych konfliktow.
          Uwazam, ze Jacenty powinien sie otrzasnac, i ustawic babe na swoim
          miejscu, bo pozwala sobie na stanowczo za duzo i wszystkim robi tym
          krzywde.
    • zawsze-zosia Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 20.03.08, 12:36
      Hmmmm... nie chcę Cię rozczarować, ale zdajesz sobie sprawę, że
      kobieta, którą " poznałeś kilka lat temu" nie jest jednak
      wspaniała? sad
      Mój mąż także ma dwoje dorosłych już dzieci i nie byłabym z nim
      nawet pięciu minut, gdyby próbował o nich zapomnieć!
      Pewnie, że nie było łatwo, bo dzieciaki dostarczały niezłych
      problemów w wieku nastu lat. Ale zawsze mąż był przy nich i za to go
      szanuję. Czasami jak miał chwile zwątpienia ( czy warto to, czy
      tamto robić) to zawsze stawałam w obronie dzieciaków, że są jakie
      są, ponieważ nie miały normalnej rodziny. I nie ma tu znaczenia kto
      tu jest mniej lub bardziej winny.
      Wracając do Twojej sytuacji. Porozmawiaj z żoną i może zapytaj, czy
      jeśli byście się rozstali ( wielu mężczyzn ma trzecią czy nawet
      czwartą żonę ), to również uważa, że powinieneś zapomnieć o waszym
      dziecku?
      • eliszka25 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 03.04.08, 23:38
        popieram poprzedniczke. moj maz tez ma dziecko z poprzedniego zwiazku. wiazac
        sie z nim wiedzialam, ze nie bedzie latwo, ale postanowilam sprobowac. na wlasne
        ryzyko. czasem bywa trudniej, niz kiedykolwiek przypusczalam, ale nigdy nawet
        nie przyszlo mi do glowy, zeby namawiac meza do zerwania kontaktow z synem. na
        poczatku kilka razy pomyslalam sobie, ze byloby prosciej, gdyby mlodego nie
        bylo, ale nigdy nawet nie wspomnialam o tym mezowi, bo mlody jest w naszym zyciu
        i nic tego nie zmieni. teraz mamy wspolnego synka i staramy sie stworzyc jak
        najlepsza wiez miedzy bracmi. chlopcy bardzo sie lubia, co cieszy nas oboje i
        nie wyobrazam sobie, zeby mialo byc inaczej. patrzac na to, jaka fajna wiez ma
        maz ze swoim starszym synem jestem spokojna, bo wiem, ze nawet jesli nam nie
        wyjdzie, to moje dziecko nie straci taty. gdyby mnie jakis facet postawil przed
        wyborem "dziecko albo ja" nie zastanawialabym sie ani chwili i wystawila mu
        walizki za drzwi.

        moim zdaniem od poczatku trzeba bylo postawic sprawe jasno i nie dac zepchnac
        starszego syna na margines zycia. czasu nie cofniesz, ale walnij piescia w stol
        i wytlumacz zonie, ze biorac sobie faceta z przeszloscia musi zaakceptowac caly
        jego "dobytek". jak najpredzej zabierz sie za naprawianie relacji ze starszym
        synem i zapytaj zone, czy jak wasze wspolne dziecko podrosnie i zacznie sprawiac
        problemy, to tez kaze mu sie wyprowadzic i zerwie z nim kontakty?
    • burza4 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 13.04.08, 17:45
      zastanawiam się, dlaczego większość skoncentrowała się na jednym
      zdaniu o "zerwaniu kontaktów ze względu na zachowanie syna"?

      pisząc maile zazwyczaj streszczamy sytuację, dość rzadko cytujemy
      dosłownie. Czy faktycznie intencją było zerwanie wszelkich kontaktów?
      czy też żona chciała zwrócić uwagę na zbytnią pobłażliwość, ulaganie
      kaprysom, czy wyciąganie za uszy z tarapatów bez ponoszenia
      konsekwencji?

      dziecko pakuje się w tarapaty, jak rodzic reaguje ostrzej - obraża
      się, chyba normalne, że ojciec powienien dać mu odczuć że nie jest
      to akceptowalne?

      nie doczytałam się żeby żona stawiała veto co do kontaktów ojca z
      synem, ona po prostu nie ma ochoty zacieśniać własnych relacji
      • diin każdy kij ma dwa końce 13.04.08, 22:06
        nie doczytałam do końca wszystkich komentarzy bo mi się serce
        krajało jak tu wszyscy na żonę naskoczyli - że to ta zła niby..

        przypomniiało mi to sytuacje sprzed dwóch lat jak to ojciec mojego
        dziecka osiadł na tym forum i "radził" się kolegów, przedstawiając
        swoją wersję wydarzeń. Koledzy jechali po mnie jak po łysej kobyle
        baaa jeden to się nawet mocno dziwił, że do mojej wersji knebla nie
        wydali (gosh bolesne to było) a ten robił jak koledzy radzili. a
        koledzy dobrze radzili tyle że nie do tego filmu. Jak się poradził
        tak ma - czyli weekendowym tatą został tongue_out

        a co do Twojej sytuacji mam wrażenie, że wsparcia od żony nie masz
        bo zapomniałeś, że masz drugiego syna. Sam piszesz, że wylewny w
        uczuciach to Ty nie jesteś. Czego więc oczekujesz od swojej żony?
        Skoro zaniedbujesz ją i Wasze dziecko?

        uważaj, żebyś walką o jednego syna nie stracił drugiego....
        • jacenty-0 Re: każdy kij ma dwa końce 19.04.08, 20:31
          Myślę, że nie jest aż tak źle. Bardziej prawdziwy chyba jest
          poprzedni post, ale chciałem kiedyś skasować cały temat, bo to
          prawda, że moja żona jest w trudnym położeniu itd. Szukam raczej
          uspawiedliwienia na moje emocje.
      • jacenty-0 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 19.04.08, 20:29
        To prawda. Często żona zarzuca mi brak konsekwencji i stanowczości.
        Teraz (pisałem w jednej z odpowiedzi) jest lepiej - pewnie z tego
        powodu. W moich odczuciach to trochę "i tak i tak", tzn. żona bywa
        czy może jest obiektywana, ja -mniej. Głownie chodzi raczej o to, że
        jest zła na mnie o fakt, że moje "nerwy" gdy coś się dzieje (raczej
        działo) odbijały się na obecnej sytuacji. Teraz chodzi raczej o
        załagodzenie sytuacji. Starszy syn kontaktował się ze mną i
        twierdzi, że chciałby wszystkich przeprosić. Żona - że nie wie czy
        jest gotowa, ja- chciałby żeby już było normalnie i ... ciągle są
        napięcia pomiędzy mną a żoną...
        • burza4 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 22.04.08, 17:36
          takie dwie strony medalu są mi skądinąd znane.
          Po pierwsze - osobiście nie miałabym nic przeciwko angażowaniu się
          ojca w pomoc czy wspieranie własnego dziecka, gdyby nie odbijało się
          to negatywnie na naszej sytuacji. Zaangażowanie w sprawy dziecka
          wywołuje w rodzicu czasem potworny stres, który kończy się
          odreagowywaniem na najbliższym otoczeniu. A trudno żeby kobieta
          czuła się dobrze w roli chłopca do bicia, bo dziecko partnera znowu
          wycięło jakiś numer. Brak konsekwencji, brak poszanowania dla innych
          członków układu jest kolejną sprawą, która w takich sytuacjach
          irytuje. Szczególnie jeśli jednocześnie konsekwencji i poszanowania
          zasad oczekuje się od partnerki czy drugiego dziecka. Z oddali widać
          lepiej - przede wszystkim negatywne konsekwencje tego co w imię
          miłości rodzicielskiej dla dzieci robimy. Chcemy dobrze - a czasem
          wypaczamy im charakter. Główny problem w rekonstruowanych rodzinach
          polega na tym, że automatycznie zakłada się złe nastawienie
          partnera, jakiekolwiek zwrócenie uwagi odbiera jak krytykę i
          czepialstwo, nawet jeśli 100 innych osób mówi to samo - to ich
          zdanie się rozważa, na identyczny komentarz ze strony partnera -
          zjeża. Czasem warto posłuchać.

          Niestety z dziećmi partnerów jest podobnie jak z teściową - łatwo
          zaleźć za skórę, potwornie ciężko odrobić straty.

          Na wygładzenie relacji z żoną przyjdzie czas, nic na siłę. Po
          tysiącu "jazd" nie jest ciepło nastawiona do twojego syna - i trudno
          się dziwić. Ją to przecież dotykało tylko dlatego, że widziała twoje
          nerwy i szarpaninę. Ty wybaczasz automatycznie - ona nigdy nie
          będzie, to nie jej dziecko. Oni nie muszą się przyjaźnić, żebyś był
          dla niego ojcem.
          • jacenty-0 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 02.05.08, 20:35
            ... to prawda, ale w takiej syuacji trudno mi sobie wyobrazić, że ze
            starszym synem będę się widywał tylko sam i raczej nigdy w
            moim "nowym" domu, itp. Co to za relacje ojcowskie, kiedy jest
            kłopot ze spotkaniem? Pewnie to "moje chciejstwo", ale jednak
            chciałbym czegoś innego. Święta bez dzieci (dziecka)? - to chyba nie
            tak. Niestety słyszę czasem, że jeżeli moglibyśmy się
            spotkać "normalnie" to może na rok, dwa, trzy,... Nie wiem, ale mam
            wrażenie, że zja upełnie inaczej zachowowałbym się w takiej
            sytuacji. Wydaje mie się, że cieszyłbym się z dobrych relacji
            wiedząc, że mój partner ich chce.
            • burza4 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 06.05.08, 13:16
              jacenty-0 napisał:

              > ... to prawda, ale w takiej syuacji trudno mi sobie wyobrazić, że
              ze > starszym synem będę się widywał tylko sam i raczej nigdy w
              > moim "nowym" domu, itp. Co to za relacje ojcowskie, kiedy jest
              > kłopot ze spotkaniem?

              Jacenty, relacje ojcowskie buduje się niezależnie od miejsca
              spotkań, bo one polegają bardziej na szczerych rozmowach niż na
              wspólnym siedzeniu przy obiedzie. Popatrz na to od drugiej strony -
              nie wydaje mi się, żeby twój syn miał ochotę na SZCZERĄ rozmowę w
              towarzystwie twojej żony. Ona jest i będzie dla niego OBCĄ osobą, po
              kiego grzyba miałaby się przysłuchiwać jego zwierzeniom? ja na jego
              miejscu czułabym się wybitnie niekomfortowo, nienawidzę prowadzenia
              jakichkolwiek rozmów przy kimś, za kim nie przepadam. Siłą rzeczy te
              relacje sprowadziłyby się do rozmów o niczym, nie da się budować
              relacji pod obstrzałem spojrzeń i w towarzystwie przyzwoitki.

              twój syn potrzebuje CIEBIE, twoja żona jest mu do szczęścia
              całkowicie zbędna.

              Nie wiem, ale mam
              > wrażenie, że zja upełnie inaczej zachowowałbym się w takiej
              > sytuacji. Wydaje mie się, że cieszyłbym się z dobrych relacji
              > wiedząc, że mój partner ich chce.

              szczerze wątpię, czybyś się cieszył gdyby np. w waszym domu
              zadomowiła się teściowa która zdążyła już solidnie zaleźć ci za
              skórę. To dokładnie takie same odczucia. Nie zmusisz żony, żeby go
              polubiła tylko dlatego, że jest twoim synem.

              jedyny rozsądny postulat to wspolne spędzanie świąt, tu już żona
              przegina
            • kicia031 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 09.05.08, 13:35
              że ze
              > starszym synem będę się widywał tylko sam i raczej nigdy w
              > moim "nowym" domu, itp. Co to za relacje ojcowskie, kiedy jest
              > kłopot ze spotkaniem?

              Tzn ty nie mozesz przyprowadzic swojego syna do domu, ktory jest
              rowniez twoim domem? To jakis zart?

              Niestety słyszę czasem, że jeżeli moglibyśmy się
              > spotkać "normalnie" to może na rok, dwa, trzy,...

              Wybacz chlopie, ale gdzie ty masz jaja? Zostawiles w poprzednim
              malzenstwie? Twoja zona nie musi sie widywac z twoim synem, jesli
              sobie tego nie zyczy, ale syn ma prawo bywac w domu ojca, no i twoje
              odpowiedzialnoscia jest zadbac o nawiazanie wiezi miedzy twoim synem
              i corka, to jest rodzenstwo!
    • widelczyk Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 03.06.08, 20:21
      oprócz tego, co napisali przedmówcy

      napisałeś, że nie jesteś wylewny w okazywaniu uczuć, było też o napiętych
      stosunkach na linii twoja żona-twój syn.

      a może ona się po prostu boi, że w momencie spotkania we czwórkę, ty, ona i
      synowie, twoja żona z młodszym synem pójdą w odstawkę?

      z tego co piszesz wynika, że nie tylko ty, ale i twoja żona dużo się
      nacierpieliście z powodu zachowania starszego syna. pewnie jest w niej dużo
      żalu, złości i uprzedzeń, nie dziw się, że po cyrkach z narkotykami obawia się
      starszego dziecka, żona pewnie mu nie jest w stanie mu zaufać i uwierzyć w
      poprawę. możliwe, że boi się też o wasze wspólnego dziecko.

      twoje słowa o jej irytacji na wzmiankę o synu i jej wyrzut, że jutro są jej
      urodziny i mógłbyś się z tym wstrzymać, pachną mi poczuciem zagrożenia, że w
      każdej chwili może się spodziewać kolejnego njusa i kolejnego suprajsa ze strony
      pierworodnego, a co za tym idzie - twojej irytacji, złości i tym wszystkim, co
      się na niej odbija [ty możesz tego nawet nie zauważać, ale ona dostrzega pewnie
      wszystkie gesty etc.]

      Pojawiła się opinia, że twoja żona wiedziała od początku o istnieniu twego syna
      etc. Ale co innego sam syn, co innego syn sprawiający niemałe problemy, co
      innego syn, który ma ojca z miękką dupą, zawalającego pewne kwestie wychowawcze.
      moim zdaniem przegapiłeś moment, w którym należało zadbać o poprawne stosunki
      syna i nowej partnerki, dobrze, jeżeli one się w ogóle pojawią, bo żona i syn
      nie będą chcieli ci sprawiać przykrości.

      no cóż, nie znam całej historii, taka specyfika forum i wyciągam jakieś tam
      wnioski na podstawie kilku zdań wink) ale na twoim miejscu najpierw zadbała o
      metody okazywania swoich uczuć wobec członków nowej rodziny, to dla nich też
      jest bardzo trudna sytuacja. a jak odsuniecie przyczyna niechęci twojej żony do
      starszego syna, wtedy przyjdzie czas na racjonalne argumenty i nawiązanie
      stosunków syn-żona.

      powodzenia
    • katrio_na Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 08.06.08, 21:45
      Żal mi w tej całej opowieści Twojego syna, biedny chłopak. To on
      powinien to wszystko rzucić w cholerę i się odizolować.
      Okropny bagaż mu dałeś na przestarcie dorosłego życia.

      I najbardziej podoba mi się zdanie "Ja uświadomiłem sobie, że z
      moim „jest coś nie tak”"...
      • adela38 Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 25.06.08, 00:15
        A ja mysle inaczej- twoj starszy syn jest juz dorosly.Sam jest juz ojcem.Masz
        jednak mlodsze dziecko, ktore potrzebuje ciebie bezwspolmiernie wiecej.Ozeniles
        siez mlodsza partnerka.To ona wybrala ciebie pomimo twoich obciazen.To ty
        wczesniej bedziesz stary i prawdopodobnie bedziesz potrzebowal jej
        wsparcia.Tymczasem zaniedbales ja i wasze male dziecko.Co wiecej zrobiles to
        bedac starszym ,bardziej dojrzalym i bardziej doswiadczonym.Ona jest/byla akurat
        poprzez fizjologie jeszcze bardziej zdana na ciebie.A ty dales plame.Z tego co
        piszesz nie probujesz poprawic relacji z nia tylko uparcie chcesz postawic na
        swoim.Efekt moze byc ten, ze po jakims czasie ona moze stwierdzic, ze "cos jest
        nie tak" i nie tylko ciebie zostawic, ale i pozbawic ciebie drugiego
        dziecka.Moze uznac, ze ktos inny bedzie dla niego lepszym wzorcem mezczyzny...
        Moim zdaniem powinienes rozroznic relacje i obowiazki.Jesli chcesz by starszy
        syn byl gosciem w waszym wspolnym domu to musisie to odbyc przy jej
        akceptacji.Moze na poczatku to nie bedzie mozliwe.Musisz wiec byc cierpliwy i
        zaufac jej.Badz wobec niej szczery i otwarty, ale nie zapominaj, ze to ona jest
        twoja zona, a synow masz dwoch i nie mozesz dbac o jednego kosztem drugiego.Nie
        sadze by ona zyczyla zle twojemu synowi.Musi sie jednak przekonac, ze twoj syn
        nie jest rywalem ani jej ani jej dziecka.A by tak sie stalo-ty musisz sie o to
        postarac.Moze latwiej jednak posluchac co onama tu do powiedzenia...
    • fartika Re: Dziecko z pierwszego małżeństwa 09.06.08, 14:24
      Nie musisz, ale musisz doprowadzić ta sytuacje do ładu..
Pełna wersja