jacenty-0
18.03.08, 23:02
Kilka lat temu poznałem wspaniałą kobietę. Do tej pory życie
wydawało mi się pozbawione sensu. Ona pokazała mi, że może być
inaczej. Ona była już po zakończeniu nieudanego związku. Ja
uświadomiłem sobie, że z moim „jest coś nie tak”. Podjęliśmy decyzję
o dalszym, wspólnym życiu. Rozwiodłem się. Mam syna z pierwszego
małżeństwa. W chwili rozwodu miał 16 lat, właśnie wchodził w
okres „buntu”. Pierwsze chwile nowego związku były burzliwe. Mój syn
robił różne rzeczy, które przyprawiały o zawrót głowy. Na pewno nie
był miły, ani też nie okazywał mi szacunku mimo, że do tej pory
byliśmy „kumplami”. W wieku 17 lat (+ ok. 6 m-cy) został ojcem (6 m-
cy, bo dziecko urodziło się przedwcześnie). Do tej pory, a w tym
roku kończy 20 lat, często mnie oszukiwał (zwykle w kwestiach
pieniędzy). Tuż po rozwodzie, dręczony wyrzutami sumienia dawałem
byłej żonie i synowi spore sumy pieniędzy. Moja obecna żona miała za
to do mnie pretensje. Mimo, że wcześniej mówiła o akceptacji syna z
poprzedniego związku prosiła, abym ze względu na jego zachowanie
zerwał z nim kontakty, bo inaczej nie będzie mnie szanował (bo
zawsze ja wyciągałem rękę). Prawdopodobnie miała rację, szanuję jej
zdanie, ale było mi trudno i kontaktowałem się z nim co parę
miesięcy. Teraz, gdy w nowym związku również mamy syna (2,5 roku),
żona oskarża mnie o brak uczuć dla naszego dziecka i dla niej. Gdy
po miesiącach przerwy w moich kontaktach wraca temat dziecka z
pierwszego małżeństwa, żona mówi, że za dużo przez niego wycierpiała
i rozpoczyna się awantura o całą przeszłość, tzn., że gdy była w
ciąży, to martwiłem się o starszego syna… itd. To prawda, że
byłem „mocno” zagubiony i pewnie nie nazbyt miły i wylewny. Bardzo
przeżywałem to, co robił starszy syn, a dodam tylko, że i o
narkotyki się otarł. Żona jest ode mnie sporo młodsza i mówi, że
nigdy nie będzie normalnie, bo nie zaakceptuje bycia babcią.
Chciałbym, aby mój starszy syn mógł bywać w moim nowym domu. Co mam
zrobić? W życiu jest chyba tak, jak tutaj, tzn. piszę dużo o moim
starszym synu, ale to tam jest kłopot, którego nie mogę rozwiązać.
Gdy chcę porozmawiać o tym z żoną, ona mówi, że nie ma gwarancji, iż
się uspokoił i nie chce nic z tym zrobić, tzn. mówi „jeżeli tak
uważasz, to możesz się z nim od czasu do czasu spotkać”. Naprawdę
kocham moje dzieci. Nie jestem wylewny w pokazywaniu uczuć, ale
mam „miękkie serce”. Czy to wszystko moja wina? Nie wiem co robić.
Mamy ładny, duży dom, nie jest tak źle. Dlaczego wszyscy nie mogą
się porozumieć, przecież duża rodzina, to nie jest tak źle, nawet
jak są to różni ludzie i mniej się lubią. Nie chcę zniszczyć
obecnego związku, ale nie potrafię wybierać pomiędzy żoną czy jednym
i drugim synem. Czy muszę wybierać?