Co zrobić...

04.04.08, 19:58
... żeby ojciec nie bił swego dwuletniego syna?
Tylko mi nie piszcie, żeby tłumaczyć, odwoływać się do rozsądku i
autorytetów w dziedzinie pedagogiki. NIC nie działa.
Niby normalny facet, kochający swe dziecko, tak twierdzi
przynajmniej. Ale uderzyć je, tak na zimno - żaden problem.
Oczywiście wówczas, kiedyjego zdaniem należy -na przykład jak po raz
enty dzieckonie słucha polecenia czy zakazu. Na przykład nie reaguje
na polecenie, by nie rzucał jedzeniem przy stole. No to trach po
łapach aż zaboli, wcale nie musigowyprowdzićz równowagi. Facet nie
przyjmuje do wiadomości, że to dwlatek, który próbuje granice
rodzica, a ten musi reagowac adekwatnie do jego wieku a nie biciem,
aż dziecko zaczyna kwilić z bólu ima czerwone ślady, jak mu ściśnie
rękę.sad To nie są metody! Tym bardziej, że na dłuższą metę i tak nie
skutkują.
Mnie jako matce serce sie kroi i już nie mam pojęcia co robić.
Prosiłam, groziłam, nawet tym, że się nasz związek na tym rozjedzie.
Nic z tego. On wie lepiej i robi do konsekwentnie do bólu.
    • egon26 Re: Co zrobić... 07.04.08, 09:09
      zielona_wrona napisała:
      > ... żeby ojciec nie bił swego dwuletniego syna?
      > Tylko mi nie piszcie, żeby tłumaczyć, odwoływać się do rozsądku i
      > autorytetów w dziedzinie pedagogiki.

      Jeśli to nie działa, proponuje iść do pediatry poprosić o cudowną pigułkę i po
      niej ojciec przestanie bić dzieckowink Można też iść z mężem do klubu bokserskiego
      i poprosić by się zmierzył z kimś swoich rozmiarów. Sposobów jest wile tyle że
      trzeba umieć je przedstawić mężowi i być twardym, powiedz mu że sobie tego nie
      życzysz i tyle i jeśli dalej będzie tka postępował to coś tam coś na czym mu
      zależy. Trzeba być twardym przy wychowywaniu dzieci i partnerów.
    • m_zonka Re: Co zrobić... 07.04.08, 19:00
      Postrasz, że to jest przestępstwo ścigane z urzędu i go podasz do
      prokuratury. Znam przypadki gdzie dorosłe bite dzieci mają wielki
      żal o to,że ich nie obroniły matki, które "szły za mężem".
    • babcia47 Re: Co zrobić... 07.04.08, 19:48
      uprzedziłabym "na poważnie", ze oddam w imieniu dziecka!!..a że
      jestem z lekka "ćwirkowata" mój na pewno by uwierzył!!..a ja bym na
      pewno oddała za dziecko, jeżeli tłumaczenia by nie skutkowały! Niech
      sie zdecyduje czy chce dziecko wychować, wytresować..czy odreagować
      na nim własne kompleksy! Dla mnie dopuszczalna jedynie pierwsza
      opcja..zdarzały mi sie również sporadycznie klapsy, ale jedynie w
      sytuacji kiedy dziecko zagrażało sobie lub innym (np. bratu).. a i
      to po dwukrotnym tłumaczeniu i ostrzeżeniu za drugim razem, że
      będzie "klaps"(po 2-3 takich akcjach nie musiałam dochodzić do
      klapsa, dziecko znało granicę za która kategorycznie!! nie wolno
      wykraczać).. ale to co robi Twój małż to gruuuba przesada! Jeżeli
      posuwa sie do przemocy z tak "błachych" powodów to do czego dojdzie
      gdy mały będzie robił coś naprawdę groźnego? zatłucze na śmierć???
      • matijas77 Re: Co zrobić... 07.04.08, 22:25
        powiedz, że się z nim rozejdziesz, a jeśli to nie poskutkuje, to
        zrób to! gdzie i kiedy znajdziesz granicę tego, co robi twój mąż?
        bicie po łapach, a potem po czym i czym, im dziecko będzie większe?
        facet, z tego co piszesz, ma zapędy sadystyczne; to, co robicie z
        dzieckiem teraz, ustawia je przecież na całe życie!
        • matijas77 Re: Co zrobić... 07.04.08, 23:33
          chociaż ja też chyba jestem sadystą trochę, dziecko wyje potwornie
          drugą noc i mi już wszystko jedno, zostawiłbym je w łóżeczku, niech
          sobie wyje aż przestanie... straszne, niby. ale ile można???
          • jaremax Re: Co zrobić... 08.04.08, 00:27
            E tam zaraz sadysta winkCierpliwości tylko Ci brak.Poważnie mówięsmile))
            A cierpliwość to coś co nam ojcom nie wyrasta jak włosy na głowie,
            lecz można powiedzieć , że wręcz odwrotnie.Spojrzenie trzeba
            zmienić na nowy świat.czyt.DZIECKO smile)).Pzdr.
            • adamlysy Re: Co zrobić... 08.04.08, 17:29
              Ja tez jestem chyba sadysta...

              Wychodzimy na spacer, idziemy i ma byc sympatycznie, a tu malec
              wskakuje w gleboka kaluze, buty mokre, skarpety, czesciowo
              spodnie... trzeba wracac bo smarka przy byle oziebnieciu. No i nici
              ze spaceru, czasu z zona i dziecmi na zewnatrz nie spedzimy,
              starszyego syna mi szkoda bo to juz madrzejszy chlopak (4 lata)....

              Jak zareagowac, jak to juz 15sty raz. Zaczynalo sie od tlumeczenia,
              trzymania z reke (wyszarpuje sie i to bardzo agresywnie), w koncu
              ucieka ... czasami jeszcze stanie na chwile przed kaluza i wskoczy.
              Ale czasami - sporadycznie - nie wskoczy...
              To jedna z wielu sytuacji.... bardzo wielu...

              Starszy nie dostal klapsa juz z poltora roku. Rozmawiamy. Ale nie ma
              rozmowy z mlodszym. (2 lata)

              No i jestem sadysta...

              Wole wymuc jednak to chodzenie za reke i karanie za kazde wyrywanie
              sie niz zbierac go potem z ulicy.

              ;-(
              • egon26 Re: Co zrobić... 08.04.08, 20:00
                adamlysy napisał:
                > Ja tez jestem chyba sadysta...

                No chyba jesteśwink Dziecko to też człowiek też ma swoje potrzeby i słabości.
                Bicie może jest dobre na krótką metę ale naprawdę na krótką, znam ludzi którzy
                biją swoje 5 letnie dziecko i teraz to już nic nie daje naprawę nic - chłopak
                się uodpornił i dalej jest niegrzeczny. Jak wasz mały wskakuje do kałuży to
                trzeba go powstrzymać i wyraźnie powiedzieć że nie. Będzie się wił będzie się
                darł ale z czasem odpuści choć mogą to być np. 2-4 tygodnie. Ale powinniście go
                przełamać i tyle.
                Jak że dziecko ma też swoje potrzeby można by też kupić mu kalosze i płaszczyk i
                czasem iść na spacer taki jak jemu się podoba. 2 latek to już rozumna bestia-
                mój ma 2 i 2 miesiące- łatwiej odpuści gdy będzie wiedział że teraz nie może ale
                jutro będzie mógł lub pojutrze. Same spacery dla dziecka też nie są super
                fascynujące więc można wymyślić coś ciekawszego dla małego zbója. Nasz lubi
                wrzucać kamyki do wody- nie zawsze jest na to czas, ale czasem biorę go na
                spacer tylko po to by stanąć nad rzeką i wrzucić 50-100 kamieniwink Lepszy jest
                kompromis z dzieckiem niż dyktatura, dziecko musi umieć walczyć o swoje ale też
                musi znać granice.
                • diin Re: Co zrobić... 08.04.08, 22:40
                  no ja to raczej z egonem się zgadzam i tak od siebie jeszcze to to
                  że:
                  każde dziecko jest inne i na każde inny sposób trzeba znaleźć.
                  jak sobie czytam o tych kałużach, pewno na Twoim miejscu
                  pozwoliłabym tak wskoczyć kilka razy ale po każdym takim wskoczeniu
                  pokazałabym, że teraz jest mokry i mu zimno no i oczywiście
                  konsekwencje tego są - czyli koniec spaceru, powrót do domu.. Jak
                  znam swoje dziecko max po dwóch takich skokach dotarłoby już do
                  niego, że nie warto...
                  .. bez krzyku, klapsów, nerwów i uniesień.. tongue_out
                  • adamlysy Re: Co zrobić... 21.04.08, 21:30
                    Czesc Ziomy!!

                    dwa tygdnie bez klapsa!
                    I pracujemy nad tym dalej!!


                    Dobrze Was poczytac!
    • johnnysixcannons Re: Co zrobić... 08.04.08, 22:43
      bicie jest złą metodą wychowawczą,ale czasem nerwy puszczają.Sama
      jednak piszesz,że robi to nazimno,po wielokrotnym upomnieniu,nie
      wali na odlew,tylko po łapie,która rzuca jedzenie.Chyba nie katuje
      dzieciaka?Takie zwyczaje wyniósł z domu.To chyba nie jest szczególna
      patologia,ale piszesz,że nie skutkuje.To jest argument.Ja swojego
      nie biję,tylko uprzedzam,że dam w tyłek jak nie przestanie,czasem
      czekam aż się uspokoi i mówię co miałem do powiedzenia(ma 3
      lata,więc dużo rozumie).
      znajdźcie taką metodę,żeby działała.
      • egon26 Re: Co zrobić... 08.04.08, 23:40
        johnnysixcannons napisał:
        > bicie jest złą metodą wychowawczą,ale czasem nerwy puszczają
        Pewnie masz racje ale ja bym się bał by mi aż tak puściły, bo kiedyś mogły by
        puścić jeszcze bardziej co przy starciu 13 kg mojego syna i moich 92 mogło by
        kiepsko wyglądać. Myślę że my jako dorośli powinniśmy przewidywać dużo sytuacji
        by później nie reagować w nerwach lub ambicjonalnie. Wymagać tyle ile dziecko
        jest w stanie przyjąć i nie "kusić" go kałużami jak idzie w ładnych butachwink I
        to jest chyba sztuka zapanować nad tym wszystkim - mi niestety nie zawsze się
        udaje.
      • babcia47 Re: Co zrobić... 09.04.08, 11:36
        "ten musi reagowac adekwatnie do jego wieku a nie biciem,
        aż dziecko zaczyna kwilić z bólu ima czerwone ślady, jak mu ściśnie
        rękę.sad To nie są metody! Tym bardziej, że na dłuższą metę i tak nie
        skutkują."
        Jeżeli czasem puszczą nerwy..to jest to o tyle usprawiedliwione,
        że "stało się", ale jeżeli rodzic z wyrachowaniem ściska rączke
        dziecka..to mi sie to kojarzy jednak z maltretowaniem, szczególnie,
        że ta metoda nie skutkuje..wyglada na odreagowanie własnej
        frustracji lub z racji wykonywania jej "na zimno" z egzekucją..i z
        własnego doświadczenia pamietam, że taka kara jest przez dziecko
        odbierana jako szczególnie okrutna, jeżeli nie wie za co jest kara
        lub jest niesprawiedliwa. Mi na podwórku jedno z dzieci podbierało
        zabawki i rodzice uznali, ze ich nie pilnuję, nie słuchali moich
        wyjaśnień, po czym nastapiła "egzekucja" poprzedzona najpierw
        wyniesieniem przeze mnie smieci(potem moze bym nie mogła), potem
        przyniesieniem pasa i ułozeniem się na taborecie, wszystkie
        polecenia wydawane wręcz z uśmiechem..do dziś to pamietam i mam
        żal..a po tym, jak o tym opowiedziałam na podwórku winowajca wskazał
        mi miejsce gdzie ukrywał moje zabawki, ale "egzekucji" nie dało się
        juz cofnąć i przywrócic mojego zaufania do rodziców..autorka wątku
        co prawda pisze w jakich sytuacjach i za co dziecko jest karane ale
        nie ma informacji czy ojciec zakazuje "bo nie" czy zadał sobie trud
        wytłumaczenia dlaczego "nie" i czy zastosował lub choć próbował
        innych metod..np. jezeli dziecko zamiast jeść jak człowiek rozrzuca
        jedzenie..to kończymy posiłek do nastepnego (bez podjadania w
        międzyczasie..potem bedzie tak głodne, że będzie wcinać i nic do
        rozrzucania nie zostanie..no i jak sie "przegłodzi" to się zastanowi
        czy warto.. ewentualnie zastosowanie "mojej" metody, która opisałam
        powyzej..wykorzystywane z doskonałym skutkiem na 2 synach..a reakcja
        była poprzedzona najpierw tłumaczeniem, potem powtórka +
        ostrzeżenie, ze będzie klaps..a dopiero sama kara..działało
        błyskawicznie i po 2-3 razach nigdy juz nie dochodzilismy do 3-go
        etapu
Pełna wersja