panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdrosne

16.10.03, 02:36
Piszę to, ponieważ chcę się dowiedzieć o co chodzi.Mam nadzieję, że panowie w
odpowiedziach nie pokierują się męską solidarnością, a i panie odpowiedzą i
podpowiedzą...
Mój małżonek długo pracuje, czyli od dziewiątej rano często do 23 ej a i
później się zdarzało. Fakt, że zarabia bardzo dobrze przestaje mnie cieszyć.
Mamy trzymiesięcznego bobaska i mam wrażenie, że jestem samotną
matką.Zastanawiam się często czy nie prowadzi drugiego życia, czy się z kimś
nie spotyka...Ostatnio zrobił się bardziej namiętny w łóżku, zupełnie jakby
robił to nie ze mną...
Mam tendencję do bycia zazdrosną i on o tym zawsze wiedział.Wie też, że
staram się zmienić. Nigdy nie dawał mi wprost powodów, nie znalazłam niczego
podejżanego.Czasem jednak w zwykłej rozmowie pytam o cokolwiek, np. co robił,
z kim był, czy co jadł i on się wtedy denerwuje i od razu zarzuca mi, że z
zazdrości pytam. A przecież to zwykłe pytania i zadane zupełnie przypadkiem.
I sam napędza w ten sposób tę moją zazdrość.Czasem żartuje, że nie jestem
jego, że go nie obchodzę i takie tam, drażni się ze mną, a ja nie wiem co
jest na poważnie i aż mi się płakać chce.Po co to robi? Przecież widzi, że
robi mi przykrość. Znamy się siedem lat, mieszkamy od sześciu, jednak nie
pracował nigdy aż tyle.
Teraz na przykład jest na wyjeździe. Mają spotkanie, a wieczorem impreza.
Zostaje na noc. Zadzwonił ale chciał szybko skończyć rozmowę, kiedy
przedłużałam powiedział, że właśnie z kims idzie i nie może już ze mną
rozmawiać bo nie wypada. A ja miałam po jego tonie wrażenie, że nie wypada mu
rozmawiać z żoną, bo obok atrakcyjna kobieta idzie. I ten krótki telefon do
mnie to też miał być wykonany pod krótką nieobecność tego kogoś.Takie
odniosłam wrażenie. Jestem poirytowana, bo wydaje mi się, że nawet jeśli nie
mam być o co zazdrosna, to rozmowa z żoną wstydu nie przynosi. Mam rację?
Szczerze odpowiedzcie, co Waszym zdaniem mam myśleć o tym wszystkim.
A wogóle to mam wrażenie, że nie przychodzi do domu, bo mu się znudziłam, już
prawie ze mną nie rozmawia. Tylko w sobotę i niedzielę.Choć i wtedy pracuje z
laptopem zupełnie tak, jakby nadrabiał czego nie zrobił w tygodniu, bo
przecież prowadzi podwójne życie....

Panowie, co mam robić by z ochotą wracał do domu i jak mam z nim o tym
wszystkim rozmawiać, by się porozumieć?

Pozdrawiam i proszę o pomoc!
Gretka
    • ivek Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 16.10.03, 08:59

      Faktycznie opisane przez Ciebie symptomy niebezpiecznie wskazuja na to, ze Twoj
      malzonek Cie zdradza.
      Te telefony, zarty (w wiekszosci przypadkow w tego typu tekstach jest czesc
      prawdy), a szczegolnie fakt, iz ostatnio dluzej pracuje - chociaz wczesniej to
      nie mialo tak czesto miejsca. obym sie mylil.

      Na Twoje pytania odnosnie jak sprawic, zeby ponownie sie Toba intensywniej
      zainteresowal nie potrafie Tobie odpowiedziec.
      Polecam za to artykul z GW (dodatek Wysokie Obcasy) Siła zdradzonych:

      Pozdrawiam,
      Ivek
      PS A jaki jest jego stosunek do Waszego dziecka?
      Moze to tylko chec ucieczki przed obowiazkami zwiazanymi z pielegnacja niemowlecia?

      • soucoupe Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 18.12.03, 15:49
        jest normalne ze faceci zwiewaja gdzie pieprz rosnie
        od rozwrzeszczanych dzieciaków,
        zwłaszcza jeśli mają odpowiedzialną pracę i muszą zarobić kasę.

        Teraz mam trochę luzu, ale jeszcze do niedawna też w takim rytmie pracowałem i
        kilka razy żonę opieprzyłem za robienie mi scen, bo tak sie złożyło, że
        musiałem w pracy siedzieć do 1 rano, a ta mi lamentowała. A czasem tak jest ze
        NAPRAWDE nie można wstać i sobie wyjść, nawet kiedy małżonka ma fochy albo doła.

        Ciężka praca po prostu czasami bardzo absorbuje i wymaga tolerancji. Poza tym,
        powiem cos politycznie nieporawnego, każdy żonaty facet lubi rzucić okiem na
        ładną kobitkę, to jest jak dorzucić cytrynę do koli. Ale z tego nie wynika że
        od razu będzie zdradzać swoją żonę. Jeśli facet twierdzi że tego nie robi to
        jest hipokrytą. Wyluzuj.
        • marypuch Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 20.01.04, 14:14
          Tylko tchurze zwiewaja z domu. Trzeba najpierw pomyslec zanim sie zalozy
          rodzine.Rola mezczyzny nie polega tylko na przynoszeniu pieniedzy do domu.
          Nie potrzebujemy maszynek do robienia banknotow tylko partnera.

          Jesli chodzi o dodawanie cytrynki do coli kobiety tez lubia sobie dodac
          czekolady do lodow tylko ze mezczyzni nie sa tego swiadomi.
          Nie tylko w meskiej naturze jest chec spogladania na atrakcyjne osoby.
          Sadze ze nie jestescie z tego nabardziej zadowoleni poniewaz do tej pory
          kobiety nie mogly okreslac swojej natury.
          Oczywiscie ze nie jest to zdrada jednak szukanie pokusy w innych osobach czesto
          do niej prowadzi.

          Pozdrawiam
        • maadzik3 Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 03.02.04, 11:03
          Dziecko jest wspolne, tak sie sklada, ze do tego trzeba dwojga. Wiele kobiet
          tez ma czasem dosc rozwrzeszczanej mordki szczegolnie w pare dni po porodzie,
          ale nie wychodza z domu i niie uciekaja (wiekszosc). Po prostu za dziecko sie
          jest odpowiedzialnym. To my sprowadzilismy je na swiat i mamy sie nim
          opiekowac, kochac, byc przy nim. Kazdy czasem marzy o chwili swietego spokoju i
          zwykle da sie to tak zorganizowac zeby i tata i mama ja mieli (czasem), ale
          ucieczka przed dzieckiem do pracy zwykle prowadzi do oddalenia sie malzonkow od
          siebie. Nie wiedza nic o swoim zyciu - a na rozmowe czasu nie ma. Facet czuje
          sie niedoceniany za kase (na niej swiat sie nie konczy), a kobieta ma dosc
          tego, ze czasem nie ma kiedy wyjsc do lazienki czy nalac sobie szklanki wody.
          Efekt... po paru latach takich zabaw zastanawiamy sie kim jest ta osoba, ktora
          przebywa w moim mieszkaniu?
          M.
    • shuriken Re: panowie-jak długo pracujecie 16.10.03, 13:38
      Cóż powiedzieć... od kiedy zostałem tatą, staram się być w domu jak najwcześniej, chociaż w
      pracy mam szybki internet i telefon za darmo wink Ale rodzina ważniejsza. I pewnie, gdyby
      zaproponowano mi pracę od 9 do 23 za większe pieniądze, to bym się nie zdecydował.
      Wszystko ma swoją cenę.

      Może być tak, że mąż Cię zdradza. Ale może być też tak, że nie pociąga go życie rodzinne,
      domowe itp. Że woli swoje nowoczesne biuro, towarzystwo wyluzowanych kolegów i koleżanek
      niekarmiących piersią, zapach knajpy a nie zużytych pampersów. Że woli karierę i
      popularność niż rodzinę. Niestety, nie każdy ojciec dorasta do bycia tatą indifferent

      Tak jak Ivek, nie bardzo mam co poradzić. Być może Twój mąż jest niereformowalny i jeśli
      nie "widziały gały, co brały", to teraz będą musiały zobaczyć.

      PS. Moja żona i tak bywa zazdrosna, mimo iż pracuję najczęściej od 9 do 17-18 i od wieków
      nie byłem na żadnym wyjeździe czy spotkaniu towarzyskim bez niej <smile
      • ivek właśnie zdałem sobie sprawę.. 16.10.03, 13:56
        ..że nie odpowiedziałem na pytanie w temacie Twojego posta Gretka.
        Otóż część z nas w tych trudnych czasach (cięzkiej sytuacji na rynku pracy)
        pracuje dłużej niż 8 godzin, są wprawdzie szczęśliwcy, którzy pracują od-do, ale
        czasem trzeba zostać w pracy dłużej.
        Na pewno nie może być to pojedynczy powód, dla którego trzeba Twojego męża
        posądzać o nieuczciwe zachowanie.

        Spróbuj wyłożyć mu w prostych słowach Twój obecny stan umysłu i ducha i postaraj
        się, żeby nie uciekał się do obrony przez zdenerwowanie, ponieważ jest o coś tam
        podejrzewany. Bądź rzeczowa i nie daj się wyprowadzić z równowagi. Sądzę, że
        osiągniesz to będąc całkowicie szczera wobec niego (nie masz w tym wypadku nic
        do stracenia). Jeśli będziesz go odpytywać to faktycznie będzie się czuć, jak na
        przesłuchaniu a tego nikt przecież nie lubi.

        Pozdrawiam,
        Ivek
        • gretka1 Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 16.10.03, 16:05
          Dzięki za rady. Już sam fakt, że napisałam o tym w poście mi pomógł. I widzę,
          że można też rozsądnie tu porozmawiać.
          Nie moim celem jest zrzędliwość która do niczego zresztą nie doprowadzi. Ale
          moje pytania choćby najbardziej rzeczowe i tak odbierze pewnie za
          przesłuchanie. Jak to zrobić? Chętnie skorzystam z artykułu, tylko nie wiem jak
          go znaleźć, bo w Twoim poście miał być chyba link do niego lub numer, a został
          sam dwukropek na końcu zdania.
          Jak mam się postarać, żeby nie uciekał się do obrony przez zdenerwowanie? Jeśli
          przecież pytanie nie jest mu wygodne, to zawsze powie że jest zmęczony, i żeby
          np. przełożyć tę rozmowę na sobotę, czy niedzielę (ale wtedy to mówi, że nie
          pamięta sytuacji i znów się niecierpliwi). Czasem też słyszę "no proszę cię,
          jak możesz być zazdrosna" i myśli chyba że to wystarczy. Czy ma mi wystarczyć?
          Czy się czepiam?
          Potrzebuję jakiegoś słowa, sformułowania, które zatrzyma go na chwilę i trafi
          do niego.Ja jednak swoje zapasy już wyczerpałam, może mi coś podpowiesz.

          Jeśli chodzi o dziecko to bardzo się cieszył, że będzie, był przy porodzie. Nie
          przeszkadza mu nocne karmienie z niejednokrotnym płaczem który budzi i jego,
          nigdy nie chciał spać w innym pokoju. Jest w małej zakochany i to widać. Stara
          się zapewnić jej wszystko - płatni lekarze, szczepionki, kupuje co trzeba bez
          marudzenia.
          Pozdrawiam,
          Gretka

          Ps.A może znasz dobrego psychologa rodzinnego? No tak, ale pewnie mąż powie, że
          nie ma na to czasu smile
          • shuriken Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 16.10.03, 16:56
            <http://www2.gazeta.pl/kobieta/1,24365,1626405.html>
            smile
            • shuriken Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 16.10.03, 16:56
              Znaczy:
              www2.gazeta.pl/kobieta/1,24365,1626405.htmlsmile)
              • shuriken Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 16.10.03, 16:57
                Oj! wink Znaczy:
                www2.gazeta.pl/kobieta/1,24365,1626405.html
                • ivek tresc artykulu 17.10.03, 08:41
                  Sorry za brak link'a.
                  ponizej zalaczam tresc artykulu gdyby umiescili go w archiwum zanim tam zagladniesz:

                  Zdrada nie leczy kryzysu małżeńskiego lecz go zwielokratnia. Uratować związek
                  może siła i determinacja strony zdradzanej - Zofia Milska-Wrzosińska radzi
                  zdradzanym

                  Według socjobiologów niewierność jest korzystna, bo prowadzi do urozmaicenia
                  genetycznego, co doskonali przyszłe pokolenia. Być może. Ale jeśli nawet sprzyja
                  ona narodzinom lepszej rasy, to pogarsza jakość związku, niszczy psychikę
                  zdradzanych i zdradzających. Niech ewolucja robi, co musi, ale niekoniecznie w
                  naszym małżeństwie.

                  Zdrada niszczy, a przekonanie, że romans uratował czyjeś małżeństwo, jest
                  obronną racjonalizacją. Nie leczy kryzysu, lecz go zwielokrotnia, wtedy uratować
                  związek może siła i determinacja zdradzanego. Aby walczyć, trzeba wyzbyć się
                  iluzji, choćby takich jak poniższe:

                  Iluzja pierwsza: u nas to się nie zdarzy, nasz związek jest inny.

                  Dobry związek tworzy mitologię, która go cementuje, poczucie wspólnoty opartej
                  na wartościach i miłości jest jej ważną składową. Jednak żadne małżeństwo -
                  zwłaszcza w trudnych chwilach - nie jest odporne na zewnętrzne pokusy. Lepiej od
                  razu przyjąć zasadę ograniczonego zaufania, niż ufać ślepo, a potem na sali
                  sądowej demonizować wyidealizowanego małżonka.

                  Wczesne wykrycie - gdy romans jest na starcie, a my się jeszcze liczymy w grze -
                  to lepsze rokowanie. Pewne sygnały powinny zastanowić, np. częste wzmianki o
                  koleżance z pracy: "Wiesz, ta Kamila, o której ci mówiłem, bardzo mi pomogła
                  przy tym projekcie", "Kamila - wspominałem ci o niej - mówi, że to świetny
                  film", "Jedna moja koleżanka z pracy, Kamila, nie pamiętam, czy ci o niej
                  mówiłem, chodzi z dziećmi do chińskiego lekarza, może dać nam do niego adres,
                  gdybyś chciała", a już zwłaszcza jeśli nagle następuje embargo na informacje:
                  "Kamila? A dlaczego pytasz? Przecież jej nie znasz". Nagłe zainteresowanie
                  teatrem ogródkowym, walkami sumo, sezonem połowu troci czy składem Rady Polityki
                  Pieniężnej powinno dać do myślenia najbardziej ufnemu z małżonków.

                  Jeśli nawet zauważamy zastanawiające oznaki, to uspokajamy siebie, że to
                  fałszywy alarm, bo w naszym małżeństwie nic takiego zdarzyć się nie może... Mąż
                  od kilku tygodni wraca z pracy później? Jest nowy szef, trzeba się wykazać.
                  Dlatego mąż raz pracował w sobotę, a jak będzie bilans, to może i w niedzielę
                  będzie musiał pójść. Żona po położeniu dziecka zamyka się w kuchni z laptopem -
                  włączyła się w dyskusyjną grupę kobiecą. Nie pokaże, co tam piszą, bo to nie dla
                  mężczyzn.

                  Mąż chodzi na siłownię? Żona zmieniła odwieczne dżinsy na wydekoltowane
                  sukienki? To dla mnie, zawsze mi na tym zależało. Nie sypiamy ze sobą od
                  miesięcy? Jesteśmy zmęczeni. Pracą, dzieckiem, walką o byt, niepokojem o spłatę
                  kredytu.

                  Gdy trudniej we własnym zakresie rozwiać wątpliwości, zwracamy się do
                  współmałżonka. On (ona) udziela absolutnie przekonujących wyjaśnień. Męża nie
                  było wieczorem w firmie, choć zapowiadał, że będzie pracował nad projektem? No
                  skąd, po prostu telefon odebrała przypadkowa osoba, która nie orientowała się,
                  że wyszedł na papierosa.

                  Żona dzwoni po kryjomu z komórki? Poznała dietetyczkę, która pomaga jej
                  schudnąć, to miała być niespodzianka. Dlaczego takie częste te telefony? No jak
                  to, musi na bieżąco informować, co zjadła. SMS: "Całuję, mój jeżyku"? Nie mam
                  pojęcia, to pomyłka, czy ja ci wyglądam na jeżyka? Rachunek za wysłanie róż do
                  Szczecina? Kolega poprosił, sam nie mógł, nie powiem który, bo obiecałem
                  dyskrecję. Po co ci na służbowy wyjazd ta fikuśna bielizna? A, bo firma
                  szkoleniowa w ramach integracji proponuje konkurs drag queens i faceci prosili,
                  żeby coś pożyczyć. Dlaczego tak często wychodzę wieczorami? Bo czuję wreszcie,
                  że jestem niezależnym człowiekiem, nie poddam się szowinistycznemu (babskiemu)
                  dyktatowi i nie będę się nikomu opowiadać.

                  I wyszło na to, że jesteśmy małostkową, podejrzliwą osobą, która niszczy
                  małżeństwo obsesyjną zazdrością i utrudnia partnerowi rozwój.

                  Iluzja druga: nawet jeśli zdradza, to pewnych rzeczy nie zrobi.

                  Nie bądźmy pewni. Pod wpływem intensywnej fascynacji człowiek otwiera się na
                  nowe grzechy. Kłamstwa, nielojalność, oszustwa stają się chlebem powszednim.
                  Spotkania z kochanką w wigilijny wieczór ("Śledzik w firmie się przedłużył,
                  kochanie"), zapominanie w miłosnym ferworze o odebraniu dziecka z przedszkola,
                  organizowanie partnerowi życia, by pozbyć się go choćby na trochę ("Musisz
                  odwiedzić mamę, to nie w porządku, że ją tak zaniedbujesz"), seks z kochankiem w
                  dziewiątym miesiącu legalnej małżeńskiej ciąży, ognisty romans, gdy żona w
                  połogu, oprowadzanie kochanka po miejscach sentymentalnych małżeńskich
                  wspomnień, kupowanie prezentów ze wspólnych oszczędności. Gdzie zaczyna się
                  romans, kończą się pryncypia.

                  Specjalne kłamstwo zdradzających brzmi: "To tylko platoniczna znajomość". Po
                  pierwsze - wcale nie "tylko", bo jeśli mąż jest tak zajęty jakąś panią, że o
                  północy zamyka się z komórką w łazience, by zamienić kilka ciepłych słów, nie
                  jest to o wiele lepsze niż relacja skonsumowana. Do której zresztą i tak
                  dojdzie. Jeśli strona zdradzana nie zainterweniuje, może spodziewać się
                  eskalacji. Najpierw słyszymy: "Przecież wiesz, że cię kocham, z nim tylko
                  rozmawiam, mamy wspólne zainteresowania, nic fizycznego nas nie łączy", potem:
                  "Kocham was obu, ale to nie jest to, o czym myślisz, on mnie nawet nie pociąga",
                  następnie: "Kocham go, ale ty jesteś mi bliski jako przyjaciel", wreszcie:
                  "Właściwie nigdy nie miałam orgazmu, nie obwiniam cię, ale teraz wiem, że może
                  być inaczej", na koniec: "Nie umiałeś mnie kochać, przez ciebie zmarnowałam tyle
                  czasu".

                  Iluzja trzecia: godność

                  Gdy wyczuwamy aurę zdrady, mamy trzy dobre możliwości. Pierwsza, najczęściej
                  wybierana przez ludzi młodych: nie zamierzamy znosić tego, że nasz idealny
                  związek został skalany, wobec tego odchodzimy raz na zawsze. Druga, uzasadniana
                  dobrem dzieci, wspólnotą interesów lub wygodą: po paru nieskutecznych potyczkach
                  - lub zgoła bez nich - robimy dobrą minę do złej gry i przeczekujemy. Trzecia,
                  zostajemy i podejmujemy walkę, w której wszystkie chwyty są dozwolone.
                  Przeszukiwanie kieszeni, przeglądanie kalendarzyka, włamywanie się do skrzynki
                  elektronicznej, czatowanie w bramie, wywiad z rywalką - niektórym wydaje się to
                  poniżające, a przecież większość zdrad została wykryta na wczesnym etapie
                  właśnie dzięki takim "niegodnym" zabiegom. Jeśli nie możemy znieść siebie w roli
                  nękającego kontrolera, lepiej od razu odejdźmy, oszczędzimy sobie rozczarowań.
                  Gdy jednak chcemy próbować, uzbrójmy się w determinację i nie liczmy na
                  natychmiastowe oprzytomnienie współmałżonka. Kiedy wszystko się wydało i
                  zdradzający przysięga, że to koniec, należy zdwoić czujność, bo bitwa dopiero
                  się rozpoczyna. Wieczorna praca nad projektem? Zróbmy pracowitemu mężowi
                  niespodziankę - odwiedźmy go w firmie z córeczką, która chciała powiedzieć
                  tatusiowi dobranoc. Żona telefonuje o 11 wieczorem? Do siostry? "Pokaż, proszę,
                  komórkę, zobaczę, czy to numer Basi". Na wyrzuty: "Nie masz do mnie zaufania,
                  zachowujesz się bez godności", odpowiadamy: "Ow- szem, zaufania nie mam za
                  grosz, i nie bez powodu, a godność widać rozumiem inaczej niż ty".

                  Iluzja czwarta: trzeba dać czas na ochłonięcie

                  Zdrada kończy się natychmiast albo wlecze latami. Gdy już wszystko się wydało,
                  strona zdradzająca chciałaby - z przyzwoleniem naiwnego współmałżonka - uzyskać
                  odroczenie, jeszcze nasycić się romansem. Ten ekstatyczny "ostatni raz", te
                  pożegnania kochanków, których rozdziela proza życia... Zasilone dramatem uczucia
                  rozpłomieniają się od nowa i wyrozumiały współmałżonek dowiaduje się, że jego
                  cierpliwość nie na wiele się zdała - bo "to jednak tkwi we mnie, muszę mieć
                  jeszcze trochę czasu". Uwaga również na deklaracje: "Potrzebuję samotności i
                  spokoju, by wszystko przemyśleć" czy "Muszę pobyć bez niej i bez ciebie, by
                  zrozumieć, czego chcę, i p
          • ivek Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 17.10.03, 09:51
            gretka1 napisała:

            > Nie moim celem jest zrzędliwość która do niczego zresztą nie doprowadzi. Ale
            > moje pytania choćby najbardziej rzeczowe i tak odbierze pewnie za
            > przesłuchanie. Jak to zrobić? Chętnie skorzystam z artykułu, tylko nie wiem jak
            >
            > go znaleźć, bo w Twoim poście miał być chyba link do niego lub numer, a został
            > sam dwukropek na końcu zdania.

            Przepraszam, za ta nieuwage.
            Shuriken przeslal Ci juz linka jak widze, natomiast ja zamiescilem w innym
            poscie tresc tego artykulu.
            Dobrych psychologow znam niestety tylko w moim rodzinnym miescie Walbrzychu.
            Jesli przypadkiem jestes z tego miasta lub okolic to tylko wowczas moglbym Ci
            kogos z czystym sumieniem polecic.
            Z tym ze jesli Twoj maz nie bedzie chcial rozmawiac, to tez wlasciwie male sa
            szanse na to, ze zgodzi sie na terapie rodzinna.

            Nie znam Twojego meza na tyle, zeby Ci powiedziec jak masz z nim porozmawiac,
            jakich slow powinnas uzywac, bo nie wiem jakie stosuje mechanizmy obronne. Jedno
            jest pewne, jesli nie bedzie chcial rozmawiac, to nie za wiele zdzialasz.
            Metoda zdartej plyty nie jest rozwiazaniem w tym wypadku (za kazdym razem prosby
            o rzeczowa rozmowe) bo istnieje ryzyko, iz bedzie traktowal to jako pretekst do
            ucieczek w nadgodziny i wyjazdy sluzbowe.

            Jesli chodzi o slowa wytrychy do szczerej rozmowy to nie ma czegos takiego
            obawiam sie, co dzialaloby na wszystkich.
            To co moge Tobie zaproponowac, to wyczucie dobrego momentu na taka rozmowe.
            Poczekaj na dobry nastroj Twojego meza, i po prostu powiedz mu co czujesz (nie
            pytaj sie czy kogos ma itp bo to go jak zwykle zirytuje). Jesli Ci sie jednak z
            jego powodu, czy wlasnego zdenerwowania nie dopiac celu wowczas sie nie zalamuj
            i sprobuj innym razem.
            Zdecydowalas sie zyc z Twoim mezem dlatego proponuje byc na 100% szczerym. Po
            prostu powiedz mu o tym co napisalas nam tutaj, iz jego uniki sa denerwujace,
            dodaj moze jeszcze ze sposob w jaki konczy romowy na ten tamat sa conajmniej
            infantylne i tylko utwierdzaja Cie w przekonaniu, ze cos jest nie tak, dlatego
            nie rozumiesz, z jakiego powodu stosuje te wszystkie uniki.

            Pocieszajace jest to, ze jest zzyty z Wasza corka, to ze darzy ja uczuciem.
            Musze przyznac, ze nie raz mialem ochote, z egoistycznych pobudek, przeniesc sie
            spac do innego pokoju w czasie nocnego karmienia, bo pozniej nie dosypialem i w
            pracy mialem problemy z koncentracja. To co piszesz o stosunku Twojego meza do
            corki jest bardzo pozytywna sprawa.

            pozdrawiam
            Ivek
            Znow zdalem sobie sprawe, ze nie odpowiedzialem na Twoje pytanie do konca, wiec
            robie to ostatecznie.
            Tak, moja zona mysle jest troche zazdrosna z powodu czasu jaki poswiecam na
            ulubionych forach GW.





            > Potrzebuję jakiegoś słowa, sformułowania, które zatrzyma go na chwilę i trafi
            > do niego.Ja jednak swoje zapasy już wyczerpałam, może mi coś podpowiesz.
            >
            > Jeśli chodzi o dziecko to bardzo się cieszył, że będzie, był przy porodzie. Nie
            >
            > przeszkadza mu nocne karmienie z niejednokrotnym płaczem który budzi i jego,
            > nigdy nie chciał spać w innym pokoju. Jest w małej zakochany i to widać. Stara
            > się zapewnić jej wszystko - płatni lekarze, szczepionki, kupuje co trzeba bez
            > marudzenia.
            > Pozdrawiam,
            > Gretka
            >
            > Ps.A może znasz dobrego psychologa rodzinnego? No tak, ale pewnie mąż powie, że
            >
            > nie ma na to czasu smile
            • gretka1 Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 22.10.03, 18:56
              Hej,
              Dzięki Waszym radom i po przeczytaniu tekstu, jestem po rozmowie. On jest po
              prostu niechętny do rozmów, bo wyczówa ton zazdrości i to go męczy. Ja jednak
              wybrałam moment jazdy samochodem. Wtedy przecież nie mógł mi uciec /he,he/ do
              innego tematu, czy drugiego pokoju. Jechaliśmy ok. pól godziny na imieniny
              mojej koleżanki, ja prowadziłam, oczywiście próbował nie rozwijać tematu, więc
              się popłakałam/niestetyjestem wrażliwa i płaczę często/, makijaż szlag trafił,
              ale nie przestałam prowadzić auta i...rozmowy. Powiedziałam mu mniej więcej co
              tu napisałam Wam. Podobno nie mam być o kogo zazdrosna. Nie obiecywał poprawy w
              traktowaniu mnie, ale się poprawił.Dzwoni do mnie w ciągu dnia, prychodzi
              ok.21ej, czyli wcześniej i stara się słuchać jak mówię i słyszeć co mówię. Już
              nie czuję się zepchnięta, jest lepiej. W naszych kontaktach pomogła też
              sytuacja - mamy kłopoty z małą, a takie kłopoty zcalają.
              Pozdrawiam,dam znać jak coś się zmieni.
              Gretka
              • ivek Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 23.10.03, 14:39
                gretka1 napisała:

                >ale się poprawił.Dzwoni do mnie w ciągu dnia, prychodzi
                > ok.21ej, czyli wcześniej i stara się słuchać jak mówię i słyszeć co mówię. Już
                > nie czuję się zepchnięta, jest lepiej.

                No to swietnie, bo z tego co napisalas wynika, ze najprawdopodobniej
                niepotrzebnie podejrzewalismy wspolnie wlasciwie Twego malzonka o zdrade.
                Zycze Wam takze zeby jednak z mala bylo wszystko w jak najlepszym porzadku.
                pozdrawiam
                Ivek
                • mlodamama Re: właśnie zdałem sobie sprawę.. 04.11.03, 22:19
                  Też nie rozumiem, dlaczego wszyscy od razu założyli, że twój mąż cie zdradza?
                  Ja mam podobna sytuację i oczywiście często sie na niego wściekam ale nie
                  wydaje mi się, żeby mnie zdradzał. Mamy 2 miesięcznego synka, mąż też jest w
                  nim zakochany ale też pracuje od rana do 23. Też jeździ na szkolenia z
                  imprezami i noclegiem, też niezbyt czesto dzwoni i szybko kończy bo jest
                  zajęty. Tylko u mnie nie było jakiejś takiej zmiany, że nagle bez powodu zaczął
                  więcej pracować. Po prostu awansował i musi sie "wykazać". Ale generalnie czasy
                  są ciężkie i wszyscy chyba zapieprzają. Wydaje mi się, że jeszcz jest coś
                  takiego, jak taki "kop" życiowy, którego faceci dostają po narodzinach dziecka.
                  Chcą się wykazać jako głowa rodziny, osoba na nia zarabiajaca.
                  Myślę, że nie musisz się martwić, że Twój mąż cię zdradza. Natomiast masz
                  podstawę mieć pretensje, że nie spędza z rodziną czasu. W końcu pieniądze to
                  nie wszystko. Ja ciągle mojemu mężowi powtarzam, że jeszcze troche dziecko
                  podrośnie i nie bedzie tatusia poznawać, jak nie będzie wczesniej wracał do
                  domu. Na razie niewielki jest efekt moich próśb.
                  Na pewno jednak nie jestem kobieta, która by ufała w 100% w wierność męża. Po
                  prostu facetom sie nie ufa - takie jest moje zdanie. Nie chodzi tu może o bycie
                  non stop czujnym ale nie zakładanie, że mój to mnie na pewno nie zdradzi itp.
                  Myśle, że ważne jest, szczególnie po porodzie, dbanie o siebie. Przy małym
                  dziecku jestem często zmęczona lub nie mam czasu ale staram się ładnie
                  wyglądać, jak mój mąż wraca z pracy. Poza tym, choć kobietom nie bardzo się
                  równiez po porodzie chce myśleć o seksie, to chyba ze względu na faceta i jego
                  potrzeby należy się w miare możliwości starać przełamywać.
                  Co wy na to, panowie?
                  p.s.i zawsze też stawiam na szczere rozmowy - u nas tez to jest ciężkie, bo mąż
                  nie jest zbyt rozmowny a raczej zamknięty w sobie
    • bob_budowniczy Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 27.11.03, 09:41
      No no no! Na Twoim miejscu greciu to bym się zmartwił wink Nie jestem w stanie
      uwierzyć aby ktokolwiek w Polsce pracował od 9:00 do 23:00. Ale z drugiej
      strony nie rozumiem Ciebie, bo nic prostszego nie ma nad to by to po prostu raz
      sprawdzić. Będziesz miała wtedy pewność, że jest w stosunku do Ciebie uczciwy
      bądź nie. I jeszcze coś Ci powiem ciekawego smile)) Nie widzę takiej możliwości
      aby jakikolwiek mężczyzna potrafił porozmawiać z żoną (lub inną kobietą) w taki
      sposób w jaki my ... faceci rozmawiamy między sobą wink No chyba, że jest
      pedałem i nie patrzy na kobietę jako na potencjalny obiekt pożądania hahaha.
      Nie ma w tym nic dziwnego, bo tak było jest i będzie smile)) Acha i jeszcze coś ;-
      ) Skoro mówisz, że 7 lat .... to dla faceta ....... superdługo hehehe. Nie praw
      mu morałów i nie czyń wyrzutó, że się za innymi ogląda, bo to normalne smile))
      Niech se oko nacieszy ale wiedz przy tym, że z wiernością to nie ma nic
      wspólnego wink Jam swojej nigdy nie zdradziłem a głowy na ulicy w jednym
      kierunku nie utrzymam minuty hahahahha
      • libra.alicja Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 27.11.03, 21:24
        bob_budowniczy napisał:
        > Nie jestem w stanie
        > uwierzyć aby ktokolwiek w Polsce pracował od 9:00 do 23:00.

        To jest aż tak niewiarygodne?
        Mój mąż tez tak pracował przez kilka tygodni (trudny okres w firmie), nawet
        dłużej. W normalnym okresie, pracuje od 9 do 20, czyli z dojazdami nie ma go
        ponad pół doby. Wielu moich znajomych tak pracuje, chociaz jest to ze szkodą
        dla zycia rodzinnego.
        Shuriken napisał: "Ale rodzina ważniejsza. I pewnie, gdyby zaproponowano mi
        pracę od 9 do 23 za większe pieniądze, to bym się nie zdecydował."
        Racja, tylko nie każdy ma taki wybór. Ja tez chciałabym pracować tylko na poł
        etatu za pół pensji, zeby być dłużej z córką. Nie mam takiej możliwości, więc
        nie pracuję wcale, ale mój mąż nie może sobie na to pozwolić.


        > Nie widzę takiej możliwości
        > aby jakikolwiek mężczyzna potrafił porozmawiać z żoną (lub inną kobietą) w
        > taki sposób w jaki my ... faceci rozmawiamy między sobą wink

        Ależ kobiety nie oczekują, że będziecie z nimi rozmawiać tak, jak faceci między
        sobą (to nawet mogłoby być trudne do słuchania smile). Chodzi o to, żeby rozmawiać
        jak z żoną, czyli najbliższą osobą, partnerką i towarzyszką doli i niedoli.
      • mopek1 Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 28.11.03, 09:51
        No nie!
        Ja właśnie nie mogę uwierzyć, żeby ktoś kto bardzo dobrze zarabia pracował
        krócej smile)
        Mój mąż, mam czasami wrażenie, pracuje 24 h na dobę. Jak ma trochę wolnego
        czasu to stara się go spędzać ze mną, ciągnie mnie we wszystkie możliwe podróże
        służbowe, bo jest okazja pobyć razem, chociaż w samochodzie smile) Jedyne co mnie
        uderzyło to fakt, że Twój mąż nie chce rozmawiać, Michał ma odwrotnie, zarzuca
        mi, że się nie dopytuje i nie interesuję, a ja po prostu czasami już mam dość
        opowieści o firmie...
        • gretka1 Re: panowie-jak długo pracujecie i czy żony zazdr 04.03.04, 18:25
          Hej mlodamama, moze oni pracuja w tej samej firmie? Jestescie z warszawy?
          Wlasnie weszlam na moj wątek a nie zaglądałam tu długo... Ale u nas poprawa
          nieaznaczna. Tyle, że już tak się panicznie nie martwię.Może czsami mam tylko
          doły. Np ostatnio bylam w babykine na "Nigdy w życiu" i polecialy mi łzy jak
          Jan Frycz mówił,że Stenki nie zdradza, a potem, że facet przecież nigdy się nie
          przyzna...
          U nas było już tak,że znowu wracał późno ale od kilku tygodni znowu szczerze
          się stara wracac i różnie mu to wychodzi ale kaja się przynajmniej, widzi
          przynajmniej problem, zabiera do domu to, co zabrać się da.
          Teraz jednak wyłania się dla mnie nowa sytuacja do bycia zazdrosną i nie wiem,
          czy już zaczynać się niepokoić ? - Mąż pracuje nad różnymi projektami, a
          ostatnio nad kilkoma z tą samą kobitką. Nie z jego wyboru. W to wierzę. Ale
          zastanawiam się co będzie dalej, ponieważ sama wiem, że praca z kimś dłuższy
          czas /ona jest nadal panną, mówi że jest gruba i nie jest w jego guście i zaraz
          dodając, że nikt nie jest w jego guście oprócz mnie/ może zaowocować romansem
          tymbardziej jeśli ona zechce go uwieść. Wiem, że kobiety są straszne i
          uwiedzenie faceta nie stanowi problemu... Wyjeżdżają razem do spółek w innych
          miastach /wyjazdy jednodniowe bez nocek/, samochodem, pociągiem. No wiecie,
          spędzają dużo czasu choćby w podróży a to zbliża.
          Mąż twierdzi, że zawsze muszę mieć obiekt lub powód do zazdrości. Faktycznie,
          ma trochę racji. Ale ja nie chcę wcale być taka, wiem, że zazdrość niszczy i w
          pewnym sesnsie popycha do zrobienia tego o co jest się podejrzewanym. Ale cóż,
          to od męża przecież dostaję sygnały, jeśli o kimś nadmiernie mówi, znaczy że
          osoba go interesuje, albo nie chce o czyms mówić, widać,że temat kłopotliwy,
          albo inne sygnały opisane w pierwszym moim liście.
          Sama już nie wiem co o tym myśleć.
          Jakie jest Wasze zdanie? Przesadzam z tą panną?
          Pozdr
          • gretka1 Re: panowie-jak długo... do Bob_budowniczy 05.03.04, 13:03

            No no no! Na Twoim miejscu greciu to bym się zmartwił wink Nie jestem w stanie
            uwierzyć aby ktokolwiek w Polsce pracował od 9:00 do 23:00. Ale z drugiej
            strony nie rozumiem Ciebie, bo nic prostszego nie ma nad to by to po prostu raz
            sprawdzić.

            To mój drogi podsuń mi pomysł jak to sprawdzić, ponieważ stanie za rogiem
            odpada smile Mąż pracuje w dużym biurowcu, dzień spędza w różnych pomieszczeniasz
            biura na spotkaniach, wyjeżdża w ciągu dnia na spotkania, pozostaje mi tylko
            detektyw?
            Pozdrawiam i czekam, Gretka
Pełna wersja