Dodaj do ulubionych

Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasze?

07.12.08, 12:17
Dzrodzy Panowie,prosze o opinie gdyz bardzo mnie ciekawi co Wy,
Panowie uwazacie na temat pogladow mojego meza i czy taki sposob
myslenia jest ewenementem czy ogolne spotykany wsrod plci
meskiej.Otoz razem z mezem staramy sie o dziecko i rozmawiamy duzo o
ciazy jak i o porodzie. Maz bardzo przejmuje sie perspektywa obu,
ogromu cierpienia i wysilku przez jaki bede musiala przejsc zeby dac
mu upagnione dziecko i mowi, ze nie bedzie mogl ze mna rodzic, gdyz
nie wytrzyma moich krzykow, patrzenia na moje cierpienie, itp..
Troszke mi smutno, bo bede potrzebowala kogos w ta trudnej chwili,
ale nie moge go przeciez zmusic..
Mowi rowniez, ze sam nigdy w zyciu nie moglby przejsc przezcos
takiego i ze nigdy mi sie nie odplaci/ zrewanzuje za to przez co ja
musze przejsc.. Gdy ja bede zwijac sie w rozrywajacych bolach
godzinami, on bedzie przeciez tylko czekal...
Czy Wy Panowie macie takie same podejscie do calej sprawy ciazy i
porodu czy uwazacie ze wasz wklad w dziecko jest taki sam jak i
zony??
Bardzo prosze o opinie, i do Panow ktorzy przeszli porod z zonami-
co czuliszcie, zal do zony, strach, panike, podziw dla jej wysilku?
Czy jednak dalo sie przezyc??
Pozdrawiam cieplo!!
Obserwuj wątek
    • kasik_85 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 14:16
      Pozwolę podpiąć się do tego pytania, ponieważ mój partner również ma podobne
      podejście tyle, że my już jesteśmy w ciąży a on nie może się zdecydować czy chce
      ze mną rodzić czy nie. Nie chcę na niego naciskać, chociaż wolałabym go mieć
      przy sobie. Ale nic na siłę smile Z drugiej strony słyszałam bardzo pozytywne
      opinie ojców którzy jednak się zdecydowali.
      Muszę go jednak przycisnąć, żeby w końcu się na coś zdecydował, bo ja będę
      pewna, że on jednak będzie ze mną podczas porodu a on wtedy stwierdzi, że jednak
      nie i wiem, że wtedy się na niego wkurzę i będę mu to wypominać do końca życia...uncertain

      W każdym bądź razie ja również proszę o opiniesmile
    • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 14:45
      Nie dziw się swojemu mężowi, że nie chce on brać udziału w porodzie. Sam jestem ojcem trójki dzieci i nie byłem obecny przy narodzinach żadnego z nich. Zawsze też dziwiło mnie określenia typu "rodzenie razem", "rodziliśmy" itp. Wszak asystowanie nie jest bezpośrednim udziałem.

      Jak pisałem - nie byłem obecny przy porodach mojej zony. Czy oznacza to, że nie byłem emocjonalnie zaangażowany w żaden z nich? Nie. Po prostu moja żona doskonale rozumiała to, że nie chcę być obecny przy porodzie. Dlaczego mnie tam nie było? Może też nie potrafiłbym znieść tego wszystkiego co towarzyszy porodowi - krzyku, widoku bólu itp. Czy oznacza to, że nie darzę miłością i szacunkiem żony? Też nie. Obecność przy porodzie wcale nie musi być przejawem miłości lub innych wyższych uczuć. Może przecież być sposobem na zaspokojenie ciekawości, chęci przeżycia czegoś ekstremalnego. Czy nieobecność przy porodzie osłabia wzajemne uczucia? Raczej nie - przecież trudno zmuszać człowieka do postępowania wbrew jego wolnej woli. Czy nieobecność przy porodzie osłabia uczucia ojca do dziecka? Nie wiem, ale na swoim przykładzie tego nie zauważyłem - każde z moich dzieci jest dla mnie wazne i każde z nich otoczone jest taką samą miłością...

      Owszem - podziwiam moją żonę za trzykrotny trud i poświęcenie. Wiem, że każdy z trzech porodów był dla niej wyzwaniem i trudnym do przejścia momentem życia. Jestem jej wdzięczny za każdy z nich.

      malutka.magda napisała:

      > Czy Wy Panowie macie takie same podejscie do calej sprawy ciazy i
      > porodu czy uwazacie ze wasz wklad w dziecko jest taki sam jak i
      > zony??

      Przyznam, że nie lubię takiego wartościowania "wkładu w dziecko". Kobiety lubia akcentować fakt noszenia dziecka, jego porodu itp. Pomijają jednak przy tym to, że owym "wkładem" jest nie tylko sama ciąża, ale tez to w jakich warunkach ona przebiega. Czy umiejętność stworzenia żonie dobrych i korzystnych dla jej stanu warunków nie jest "wkładem"? Czy zwykła troska o komfort psychiczny dla żony i rosnącego w niej dziecka nie jest "wkładem"? Zawsze uważałem, że ciąża i "wkład w dziecko" to nie tylko plemnik i komórka jajowa. To nie tylko to, co dzieje się po zainicjowaniu procesu podziału komórek. O zaangażowaniu ojca wcale nie musi świadczyć to, że będzie on obecny przy porodzie (dla zapokojenia ciekawości mozna wszak się poświecić). Zaangażowanie to także banalne czynności - przygotowanie dobrych i zdrowych posiłków dla żony; to przytulenie i pocieszenie żony w chwilach, gdy dopadają ją rozterki związane z jej stanem; to wreszcie pomoc chocby przy założeniu i zdjęciu obuwia...

      Powim Ci pewna ciekawostke - gdy odpwiadam na Twój post jestesmy juz po obiedzie, moja zona połozyła sie, by odpoczac. Ja zas siedze przy komputerze i pisze te słowa jedna reka. Na drugiej trzymam pieciodniowa córeczke. która własnie powoli zapada w swoja poobiednia drzemke. I mam swiadomosc tego, ze (mimo nieobecnosci przy porodzie) wnosze swój "wkład w dziecko". Kochajac je (oraz pozostała dwójke) oraz swoja zone. I ten "wkład" wnosic bede codziennie. A przeciez od połaczenia plemnika i komórki jajowej mineło juz tyle czasu... Nasze maleństwo własnie przysnęłosmile
      • egon26 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 20:02
        w.s2 napisał:
        > Może też nie potrafiłbym znieść tego wszystkiego co towarzyszy
        > porodowi -krzyku, widoku bólu itp.

        A żona miała jakiś wybór ?! Mogła powiedzieć nie zniosę tego itd. Pewnie miała
        ale wtedy nie mieli byście dzieci. Jak dla mnie cały ten dyskomfort spowodowany
        widokiem cierpiącej żony, jest niczym w porównaniu do tego co ona przechodzi.
        Więc nie wiem czemu ona miała by mnie rozumieć że ja nie chce bo będę się z tym
        źle czuł. Fakt nie było miłe patrzyć na żonę jak cierpi i nie mieć możliwości
        jej pomóc, ale to było nasze wspólne poświęcenie- bo dziecko też jest nasze
        wspólne. Nasz poród trwał też bardzo długo i w sumie nie wiem jak bym się
        denerwował gdybym tam nie był. Zostawił byś żonę gdyby była ciężko chora bo nie
        mógłbyś patrzeć na jej cierpienie ?! Ja nie, nie to jej ślubowałem. Poza tym
        wydaje mi się że mężczyzna powinien przeciwstawiać się swoim słabością a nie
        poddawać się im.

        Do autorki, jeśli tego potrzebujesz to wytłumacz mężowi że masz w d... ten jego
        dyskomfort ty poświęcasz się o wiele bardziej. Jak dla mnie to jest początek
        zwalania odpowiedzialności za dziecko na żonę- a dziecko przecież ma być wasze.
        • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 20:27
          W styczniu mam planowany zabieg operacyjny. Czy w ramach poprawy swojego komfortu mam oczekiwać, że zona bedzie obecna na sali operacyjnej? Wszak dla mnie sytuacja bedzie równie niekomfortowa.

          egon26 napisał:

          > Nasz poród trwał też bardzo długo i w sumie nie wiem jak bym się
          > denerwował gdybym tam nie był.

          Jaki "wasz poród"? Zawsze bawi mnie, gdy mężczyzna usiłuje wejść w rolę kobiety mówiąc niemalże o współrodzeniu. Nie rodziłeś, nie rodzisz i nie masz szansy na rodzenie, więc stwierdzenia "nasz poród" są górnolotną nowomową. Wszystko co wiąże się z samym przebiegiem porodu zależy wyłącznie od możliwości organizmu kobiety, a asystujący mężczyzna (czy ktokolwiek inny) jest, był i będzie jedynie obserwatorem. I tylko tyle.

          Poza tym niech mężczyznę będzie stać na codzienne poświęcenie, a nie tylko na zaspokojenie swojej trywialnej ciekawości i pokazanie jakim to nie jest "twardzielem".
          • egon26 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 20:58
            w.s2 napisał:
            > W styczniu mam planowany zabieg operacyjny. Czy w ramach poprawy swojego komfor
            > tu mam oczekiwać, że zona bedzie obecna na sali operacyjnej? Wszak dla mnie syt
            > uacja bedzie równie niekomfortowa.

            To przez żonę masz ten zabieg, czy może dla niej?? Będziesz pod narkozą? Jest
            realna szansa na to by żona uczestniczyła w operacji?? Jeśli nie to o czym
            rozmawiamy.

            > Jaki "wasz poród"? Zawsze bawi mnie, gdy mężczyzna usiłuje wejść w rolę kobiety
            Ten cały wywód ma odwrócić uwagę od sedna sprawy? Czy to tylko zazdrość że inni
            mają na tyle odwagi by spróbować? "Nasze życie", "nasze małżeństwo", "nasze
            dzieci", "nasze pieniądze", "nasz dom", "nasza ciąż", "nasz poród" - nie
            zależnie od tego kto jaki wkład ma w te sprawy.

            > Poza tym niech mężczyznę będzie stać na codzienne poświęcenie
            Na codzienne TEŻ niech będzie stać, tu się z tobą zgodzę.
            Ja poszedłem na poród też z ciekawości i też jako "twardziel", gdybym miał tam
            zostać tylko z tych powodów wyszedł bym po pierwszych minutach. Zostałem bo żona
            tego potrzebowała a że realizowała nasze wspólne marzenia nie mogłem jej
            zostawić i wiem ile ta moja obecność dla niej znaczyła.
            • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 23:48
              egon26 napisał:

              > w.s2 napisał:
              > > Jaki "wasz poród"? Zawsze bawi mnie, gdy mężczyzna usiłuje wejść w rolę k
              > obiety
              > Ten cały wywód ma odwrócić uwagę od sedna sprawy? Czy to tylko zazdrość że inni
              > mają na tyle odwagi by spróbować? "Nasze życie", "nasze małżeństwo", "nasze
              > dzieci", "nasze pieniądze", "nasz dom", "nasza ciąż", "nasz poród" - nie
              > zależnie od tego kto jaki wkład ma w te sprawy.

              Zarzut "zazdrości" brzmi tu nieco dziwnie. Czego niby miałbym zazdrościć (tylko proszę precyzyjnie, bez lania wody)?

              Nie bardzo rozumiem skąd wzięte zostało podejrzenie, jakobym chciał odwrócic uwagę od "sedna sprawy"? Co jest sednem? To, że niektórzy mężczyźni mają skłonności do ulegania dość dziwnym trendom? Trendom, które uznają za modne uzurpowanie sobie wcielania się w role, które sa dla nich obce. Powtórze - pojęcia "nasza ciąża" i "nasz poród" są jedynie sztucznymi pojęciami i stawianie ich na równi z realnie wspólnymi przeżyciami i doświadczeniami (jak przytaczane powyżej "nasze pieniądze", "nasz dom" itp.) jest nieuprawnione. Co to znaczy "nasz poród"? To, że "rodzimy razem"? Nie. To kobieta rodzi, a mężczyzna (lub ktokolwiek inny) jedynie obserwuje to z boku. Tylko i wyłącznie tyle. Nie próbujmy może dokonywac manipulacji znaczeniem słów. Powtórzę - "nasze" to coś realnie wspólne.
              • miacasa Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 08.12.08, 00:07
                To tylko forum internetowe, tu nikt nie przyzna się, że zwiódł swoją żonę
                odmawiając jej swojej pomocy w czasie gdy bardzo tego potrzebowała. Bo obecność
                osoby bliskiej na sali porodowej jest bardzo pomocna i różne sytuacje mają
                miejsce, jak choćby przedmiotowe traktowanie ubezwłasnowolnionej bólem i
                fizjologią porodu rodzącej kobiety. Jakichkolwiek słów nie włożyłbyś teraz w
                usta swojej żony w jej świadomości pozostanie zawód/rozczarowanie, że nawet nie
                zaproponowałeś swojej pomocy, że nie spróbowałeś choć części tego czasu spędzić
                z nią.
                • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 08.12.08, 01:18
                  miacasa napisała:

                  > Jakichkolwiek słów nie włożyłbyś teraz w
                  > usta swojej żony w jej świadomości pozostanie zawód/rozczarowanie, że nawet nie
                  > zaproponowałeś swojej pomocy, że nie spróbowałeś choć części tego czasu spędzić
                  > z nią.

                  Ciekawy sposób przekonywania i argumentacji - wkładanie w czyjeś usta swoich domysłów i przypuszczeń. Dalekie to od merytoryczności i z lekka pozbawione sensu. Chyba, że chodzi o rozmycie tematu i uciekanie od istoty dyskusji.
                  • miacasa Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 08.12.08, 08:44
                    ale czego nie zrozumiałeś w mojej wypowiedzi? Zapytaj swojej żony wprost jak
                    czuła się sama na porodówce i jak czuła się później na sali poporodowej widząc
                    rozpromienione pary, które przez poród przeszły trzymając się za ręce. I jej
                    wyrozumiałość dla twoich obaw i wyobrażeń na temat akcji porodowej niewiele ma
                    tu do rzeczy, uczucie smutku i zawodu po czymś takim pozostaje w kobiecie. Czasy
                    się zmieniły, kobiety najczęściej nie rodzą w domu otoczone innymi wspierającymi
                    je kobietami. Rodzimy w szpitalach, często odarte z intymności, bez poszanowania
                    praw pacjenta. Stąd między innymi potrzeba rodzenia z bliską osobą a kto może
                    być bliższy niż mąż w takich okolicznościach.
                    • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 17.12.08, 12:08
                      miacasa napisała:

                      > ale czego nie zrozumiałeś w mojej wypowiedzi? Zapytaj swojej żony wprost jak
                      > czuła się sama na porodówce i jak czuła się później na sali poporodowej widząc
                      > rozpromienione pary,

                      Gdyby nawet osobiscie powiedziała Ci, że nie odczuwała żadnego dyskomfortu z tego powodu, ze nie było mie przy porodzi to oczywiście usłyszałbym, że wypowiedź była zmanipulowana. Dlatego rego typu "argumentację" uznaje za jałową.
              • egon26 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 08.12.08, 01:31
                Odwagi bycia z partnerką w tak trudnej chwili.

                To całe twoje dowalanie się do tego określenia "nasz poród" jest śmieszne. I co
                to ma do rzeczy. To tylko określenie, które nie umniejsza roli kobiety a chyba
                tylko jakiś osioł mógłby pomyśleć że dziecko urodził mężczyzna. Moim zdaniem też
                jest to twoja próba "obrony" przed ludźmi którzy tą odwagę mieli. Ktoś chwali ci
                się wspólnym porodem a ty go atakujesz dowalając się do tego określenia. Nie
                ładnie.
                • lineczkaa Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 19.12.08, 22:00
                  egon26 napisał:

                  > Odwagi bycia z partnerką w tak trudnej chwili.
                  >

                  Co za patetyczny, nudny zwrot. To nie ma nic wspólnego z odwagą lub jej brakiem.
                  Doskonale rozumiem męża autorki. Kiedy mój mąż wszedł na porodówkę, to miał minę
                  jakby chciał się zamienić, żebym ja tak nie cierpiała tylko on, a na położne i
                  na lekarza patrzył się tak, że musiałam go wyprosić. O ile nie chciałam rozlewu
                  krwi smile.

                  Nie każdy musi lubić, nie każdy musi chcieć, nie każdy jest w stanie znieść
                  widok krwi. Gadanie o odwadze i "dzieleniu" porodu jest krzywdzące i
                  niesprawiedliwe. Nie każdy może być, nie każdy da radę z biologicznych czy
                  psychologicznych przyczyn.
                  Czy to że byłeś przy porodzie własnego dziecka czyni Cię lepszym ojcem? Otóż
                  nie, nie czyni.
                  • egon26 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 23.12.08, 12:48
                    lineczkaa napisała:
                    > a na położne i
                    > na lekarza patrzył się tak, że musiałam go wyprosić. O ile nie chciałam rozlewu
                    > krwi smile.

                    Wypada tylko współczuć takiego męża który nie potrafi nad sobą zapanować w
                    takiej chwili. Poza tym wspólny poród to nie tylko sama "akcja" porodowa ale i
                    całe długie i męczące czekanie. U nas trwało ono 19 godzin i w ciągu tych godzin
                    byłem żonie najbardziej potrzebny. Samą "akcję" z krwią itd. jeśli ktoś jest
                    wrażliwy na tym punkcie może sobie odpuścić i nic mu nie powiem. Jeśli ma mdleć
                    i zawracać d... personelowi to lepiej by go tam nie było. Ale oczekiwanie w
                    pokoju z żoną gdy jest zestresowana i ma skurcze i tak naprawdę nie wiadomo czy
                    skończy się to za godzinę czy za 15 - moim zdaniem nie jest to nic czego
                    mężczyzna dla kobiety którą kocha nie mógł zrobić. I dla mnie ten okres był
                    najgorszy, później przynajmniej widać że to już koniec męczarni. Tyle.
                        • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 23.12.08, 20:45
                          egon26 napisał:

                          > w.s2 napisał:
                          > > Wiesz co, daruj sobie swoje "współczucie".
                          >
                          > A ja rozmawiam z tobą?!
                          >

                          Masz pecha - forum jest publiczne. Z wszelkimi tego konsekwencjami. Ale chyba musiałem Cię czymś poruszyć.

                          I przy okazji - wszystkiego dobrego z okazji Świąt Bożego Narodzenia.
                          • egon26 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 05.01.09, 10:28
                            w.s2 napisał:

                            > egon26 napisał:
                            > > A ja rozmawiam z tobą?!
                            > >
                            >
                            > Masz pecha - forum jest publiczne. Z wszelkimi tego konsekwencjami.
                            > Ale chyba m usiałem Cię czymś poruszyć.

                            No tak pewnie użyłem zbyt trudnego słowa: nick. I nie zrozumiałeś. Wtrąciłeś się
                            do rozmowy jak bym pisał do Ciebie a pisałem do lineczkaa i wygląda to jak
                            częsty błąd trolli którzy mają dwie netowe tożsamości.

                            Za życzenia dziękuje, ja swoje życzenie złożyłem w wątku z życzeniami, tu ci
                            mogę życzyć: szczęśliwego nowego roku.
                            • w.s2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 05.01.09, 14:24
                              egon26 napisał:

                              > No tak pewnie użyłem zbyt trudnego słowa: nick. I nie zrozumiałeś. Wtrąciłeś si
                              > ę
                              > do rozmowy jak bym pisał do Ciebie a pisałem do lineczkaa i wygląda to jak
                              > częsty błąd trolli którzy mają dwie netowe tożsamości.
                              >

                              Przypuszczam, że na temat trolli (i ich szkodliwgo wpływu) wiem duzo wiecej od Ciebie. Ponieważ jest to jednak forum publiczne (a konsekwencje publikowania wypowiedzi w takich miejscach powinnym być Ci znane) napiszę tylko tyle, że w pełni zgadzam się z wypowiedzią userki lineczkaa (którą z niezrozumiałych powódów nazywasz moja "druga osobowością"):
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=568&w=88219533&a=88921861
                              Nie obrażaj nikogo tylko dlatego, że ma inny pogląd!

                              Na przyszłość polecam lekturę tego ciekawego tekstu: forum.gazeta.pl/forum/0,62605,1617503.html
                    • lineczkaa Egon! 23.12.08, 21:02
                      Widzę, że jasnowidz z ciebie, bo doskonale wiesz jaka to była faza porodu. Jak
                      również wiesz co się działo.
                      Wypraszam sobie obrażanie mojego męża! Współczuj sobie, że nie potrafisz się
                      powstrzymać od personalnych wycieczek w stronę kogoś, kogo nawet nie znasz.
                      • w.s2 Re: Egon! 23.12.08, 21:09
                        Z całym szacunkiem, ale obawiam się, że Twoje nerwy są zbedne. Brak umiejętności otwarcia sie na zdanie innych to powazny problem.

                        Życzę Wam spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.
                      • egon26 Re: Egon! 05.01.09, 10:39
                        lineczkaa napisała:
                        > Wypraszam sobie obrażanie mojego męża!

                        Ja nie obrażam twojego męża, wyrażam tylko zdanie na jego temat na podstawie
                        informacji które przedstawiłaś. Jasnowidzem też nie jestem ale wydaje mi się że
                        biorąc męża do porodu, chodzi o to by przeżyć go w spokoju i z osobą bliską.
                        Konieczność wyproszenia męża z sali wcale nie kojarzy mi się ze spokojem.
                        • lineczkaa Re: Egon! 05.01.09, 12:27
                          To ja może przypomnę co napisałeś.
                          "Wypada tylko współczuć takiego męża który nie potrafi nad sobą zapanować w
                          takiej chwili." To Twój tekst na podstawie tego co napisałam, ale bez szczegółów, nie wiesz nic na temat tego co się działo, że nie wspomnę o tym, że słabo odczytujesz emotki.
                          Kaliber taki sam jakbym ci napisała "Wypada tylko współczuć takiej żony, która sama sobie podczas porodu nie radzi."

                          Tym kończę naszą wymianę zdań. Bez odbioru.
                          • egon26 Re: Egon! 05.01.09, 20:24
                            lineczkaa napisała:

                            > To ja może przypomnę co napisałeś.
                            > "Wypada tylko współczuć takiego męża który nie potrafi nad sobą zapanować w
                            > takiej chwili." To Twój tekst na podstawie tego co napisałam, ale bez szczegółó
                            > w, nie wiesz nic na temat tego co się działo, że nie wspomnę o tym, że słabo od
                            > czytujesz emotki.

                            Jeśli tak strasznie gnębi Cię to co ja napisałem na podstawie tego co ty
                            napisałaś to możesz opisać sprawę głębiej, bo teraz mam po prostu taki obraz
                            twojego męża i tyle, chętnie Cię przeproszę jeśli uznam że się myliłem.

                            > Wypada tylko współczuć takiej żony, która sama sobie podczas
                            > porodu nie radzi.

                            Możesz też tak twierdzić, pewnie są też kobiety które uważają że jak facet ich
                            nie bije to znaczy że o nie nie dba.
          • tata_tomek Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 08.12.08, 10:21
            w.s2 napisał:

            > W styczniu mam planowany zabieg operacyjny. Czy w ramach poprawy swojego komfor
            > tu mam oczekiwać, że zona bedzie obecna na sali operacyjnej?

            Jeżeli dostałeś zawału serca bo zobaczyłeś wyciąg ze swej karty kredytowej która udostępniłeś żonie, to... zdecydowanie powinna być przy tobie. Niech patrzy co ci narobiła smile
          • ve1ociraptor Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 09.12.08, 08:55
            Poród to nie zabieg operacyjny. Tata może być obecny tylko przy porodzie
            naturalnym bo przy cesarce już nie. Nie można porównywać tych rzeczy bo poród
            jest jedyną taką sytuacją.
            A jeżeli chodzi o "nasz poród". Moja ukochana miała bardzo szybki i niezwykle
            bolesny poród. To ja leżałem na podłodze z żoną, która zwijała się z bólu i
            wbijał mi paznokcie w ramiona, to moją rolą było przypominanie jej o tym i owym
            i tylko ja mogłem z czułością szeptać jej do ucha. Gdyby mnie tam nie było nie
            miałbym pojęcia co przeżyła i nie byłbym taki bliski współodczuwania. Jej
            opowieści o bólu kojarzyłbym ewentualnie z bólem przy jakiejś grypie żołądkowej.
            Owszem. Można być i dobrym tatą bez tego ale uważam, że z tym dużo lepiej. Ot -
            wartość dodana. A że to średnio przyjemne - cóż, kobieta dostaje od natury
            niezwykle dawki hormonów by przeżyć poród. A panowie - są w życiu trudniejsze
            rzeczy niż to. Wiem - przeżyłem niejedną.
          • madeleine.b Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 21.01.09, 12:54
            w.s2 napisał:

            > Jaki "wasz poród"? Zawsze bawi mnie, gdy mężczyzna usiłuje wejść w rolę kobiety
            > mówiąc niemalże o współrodzeniu. Nie rodziłeś, nie rodzisz i nie masz szansy n
            > a rodzenie, więc stwierdzenia "nasz poród" są górnolotną nowomową. Wszystko co
            > wiąże się z samym przebiegiem porodu zależy wyłącznie od możliwości organizmu k
            > obiety, a asystujący mężczyzna (czy ktokolwiek inny) jest, był i będzie jedynie
            > obserwatorem. I tylko tyle.

            No...tak to jest jak się traktuje poród jako czynność czysto fizjologiczną wink
        • croyance Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 09.01.09, 15:17
          'A żona miała jakiś wybór ?!'

          Miala. Mogla nie decydowac sie na dzieci. Skoro sie jednak
          zdecydowala, to IMHO nie powinna do konca zycia wypominac mezowi,
          jak to sie nie nameczyla.

          Wiesz, ilu mezczyzn ginie podczas wojen obronnych? Kobieta nie ma
          monopolu na cierpienie. Idz podziekuj zolnierzom i strazakom, ktorzy
          ratuja czyjes zycie czesto kosztem wlasnego; ale co z tego, ze
          zrobia z siebie mieso armatnie, zeby ochronic kobiety i dzieci: oni
          nie rodzili!
    • miacasa Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 15:30
      Magdo, jestem po 2 porodach. Pierwszy naturalny o czasie, długi, nudny ale
      szczęśliwie w obecności męża, który towarzyszył mi w tych niemiłosiernie
      dłużących się nocnych godzinach oczekiwania na rozwarcie. Poród ze
      znieczuleniem, nie wrzeszczałam co najwyżej wątpiłam czy dam radę. Jeśli twój
      mąż nie chce rodzić z tobą to go nie zmuszaj ale weź ze sobą matkę bądź
      przyjaciółkę, która już rodziła i będzie twoim rzecznikiem na sali porodowej,
      zawoła położną gdy trzeba, zaprowadzi pod prysznic, porozmawia z tobą,
      pożartuje. No i zdecydowanie przydałaby się wiedza mężowi na temat faz porodu bo
      może się biedak filmów naoglądał i Bóg wie co sobie wyobraża.
      • znikad Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 07.12.08, 21:42
        Wiecie co, Kobiety, sa takie sprawy, o ktorych naprawde trzeba
        rozmawiac tylko we dwoje bez powolywania sie na opinie innych. Czy
        akurat ten konkretny maz winien byc przy porodzie czy nie, to sprawa
        wylacznie tej jednej, konkretnej pary - nikomu nic do tego i zadne
        zbieranie opinii publicznej obu plci na forach nie ma sensu. Jak
        rowniez trzeba byc swiadomym tego, ze obecnosc mezczyzny przy
        porodzie lub jego nieobecnosc maja dokladnie zerowy wplw na to jakim
        ten akurat facet jest lub bedzie ojcem.
        Autorko watku - jesli Tobie wlasnie zalezy na obecnosci Twojego meza
        przy porodzie to gadaj z Nim i Jego przekonuj, ale przeciez nie przy
        pomocy argumentow obcych, anonimowych facetow i kobitek z cyber
        space! Czy przed poczeciem dziecka tez zbieralas opinie publiczna za
        i przeciw?
        Zycze Ci zdrowej ciazy, szybkiego i bezbolesnego porodu, zdrowego
        dziecka i szczescia rodzinnego niezaleznie od wyborow Twoich i
        Twojego meza w kwestii obecnosci faceta przy porodzie.
        Cheers.
        • aga_rn Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 01.02.09, 08:35
          Znikad, bardzo madry post smile
          Ja jestem bardzo liberalna jezeli chodzi o obecnosc ojcow przy
          porodzie - od totalnego zakazu (wlaczajac w to odwiedziny po po
          porodzie w Polsce lat 1985-86) do doswiadczen w Kanadzie circa 1994 -
          przepisowe znieczulenie no bo "wszyscy biora" a ojciec musi tkwic
          przy rodzacej. Przy pierwszym dziecku meza wyslalam zeby sie
          przespal w pokoju dla ojcow (byl po 12-godzianach pracy), poprosilam
          pielegniarki zebu go obudzily na nas koniec porodu; przy drugim ja
          sama czekalam do prawie samego konca w domu (srodek nocy,maz spal a
          ja nie chcialam go budzic bo sama czulam sie najlepiej). Obudzilam
          go dopiero kiedy stwierdzilam ze czas jechac do szpitala, a syna
          urodzilam pod jego nieobecnosc (bo maz MUSIAL zostac w poczekalni
          nasza corka ktora miala 7 lat). Nie uwazam ze to wplynelo w
          jakikolwiek stopniu na stosunek meza do naszych dzieci, szczegolnie
          naszego syna. Dla mnie obecnosc meza przy porodzie nie byla
          niezbedna (mimo ze mielismy taka opcje dostepna bez zadnych
          ograniczen). Wyszlo tak jak wyszlo, a my nie doswiadczylismy jakich
          strasznych skutkow ubocznych wink



          www.youtube.com/watch?v=7i7nTEapfkE&feature=related
    • tata_tomek I znów te nieszczęsne wspólne porody... 08.12.08, 10:17
      I znów te nieszczęsne wspólne porody...

      malutka.magda napisała:

      > Maz bardzo przejmuje sie

      To chyba dobrze, że się przejmuje

      > cierpienia i wysilku przez jaki bede musiala przejsc zeby dac
      > mu upagnione dziecko

      "MU"?! Dać _mu_?! A nie _WAM_?!

      > Mowi rowniez, ze sam nigdy w zyciu nie moglby przejsc przezcos
      > takiego

      Oczywiście. Medycyna jeszcze tak daleko się nie posunęła.

      > Gdy ja bede zwijac sie w rozrywajacych bolach
      > godzinami, on bedzie przeciez tylko czekal...

      To niech ruszy sempiternam suam, i nich ci rozciera plecy albo pomaga chodzić po pokoju albo sie odpowiednio ułożyć, albo sto innych rzeczy. Jak ma tylko siedzieć i czekać, to może to robić w szpitalnej poczekalni.

      > czy uwazacie ze wasz wklad w dziecko jest taki sam jak i
      > zony??

      Dziewięć miesięcy wcześniej - tak smile

      > co czuliszcie, zal do zony,

      nie

      > strach

      tak

      > panike

      nie

      > podziw dla jej wysilku?

      tak

      > Czy jednak dalo sie przezyc??

      tak
      • jaremax Re: I znów te nieszczęsne wspólne porody... 11.12.08, 19:32
        Temat wałkowany na naszym for. jest co jakiś czas smileMoja małża
        rodziła sama , mało tego do szpitala dojechała sama autem.Tak ,
        tak smile Miała rodzić tydzień póżniej ,ale,że w ten dzień poczuła się
        nieszczególnie pojechała do zaprzyjażnionej pani gin.i podczas
        badania okazało się ,że już jest niewielkie rozwarcie. Wsiadła w
        auto podjechała po drodze do swojej siostry u której miała zapasową
        na wszelki wypadek bieliznę , kilometr dalej był szpital.Urodziła a
        ja byłem w pracy.Miała wtedy 35 lat.Pierwsze dziecko. Ktoś tu
        napisał.Czy kocham gorzej dziecko i żonę nie będąc przy porodzie? W
        życiu! smile)).
        P.s. Dla mam które panicznie boją się bólu polecam c.c.
        Ja też leczę zęby pod znieczuleniem wink Pzdr.
        • jaremax Re: I znów te nieszczęsne wspólne porody... 11.12.08, 21:33
          smile Zapomniałem napisać ,że żona podchodziła do mojej ew.obecności
          przy porodzie bez większego entuzjazmu.Może dlatego , bo to
          pielęgniarka jest smile)).
          Gdybym nie był w pracy pewnie byłbym przy porodzie.Dla nas obojga
          nie była to jakaś jednak sytuacja wyjątkowa.Najważniejsze ,żeby
          dziecko się zdrowe urodziło i dobrze się chowało smile.Pzdr.
            • miacasa Re: I znów te nieszczęsne wspólne porody... 12.12.08, 01:06
              no pewnie, że bez urazy, u mnie anestezjolog się nie popisał i na stole przed
              cięciem nóżkami fikałam a w trakcie cedziłam przez zęby, że boli brzuch (jakoś
              dziwnie nie szło wrzeszczeć jak hakami powłoki rozciągali a znieczulenie nie
              działało w pełni)- stąd pewnie taka przeczulona jestem wink
              a wracając do tematu to myślę, że pewne rzeczy warto mieć ustalone wcześniej ale
              raczej elastycznie, bo jak sam zauważyłeś życie robi nam niespodzianki smile
              • jaremax Re: I znów te nieszczęsne wspólne porody... 12.12.08, 01:19
                Nispodzianki mówisz smile Fakt cała nocna zmiana piła szampany , lekko
                zmurszały pojawiłem się raniutko na salismile z czapeczką i miśkiem dla
                córy.Była taka malutka , tak się bałem zakładając czapeczkę na jej
                malutką główkę smile Miśka porwała jakiś czas potem smile
                    • miacasa Re: I znów te nieszczęsne wspólne porody... 12.12.08, 09:25
                      Nawet jak nie było całkiem komfortowo to trzeba przyznać, że życie małej
                      uratowali, a znieczulenie przy cc podają w kręgosłup i tylko w szczególnych
                      sytuacjach jest znieczulenie ogólne (pretensji mieć nie mogę, bo takie wkłucie
                      podpajęczynówkowe wymaga ogromnej precyzji a okoliczności zabiegu były dość
                      dramatyczne więc wyszło jak wyszło).
                      Przy pierwszym porodzie naturalnym był mąż i dla nas to jak najbardziej
                      pozytywne doświadczenie. Myślę, że zważywszy na sytuację w większości
                      państwowych szpitali, obecność kogoś z rodziny przy porodzie jest nie do
                      przecenienia. Ból ubezwłasnowolnia, potrzebny jest rzecznik rodzącej no i wesoły
                      towarzysz wlekących się godzin oczekiwania.
                      Jaremax, jak napisałeś o żonie, która się sama do porodu zawiozła to
                      przypomniała mi się moja koleżanka, która upchnęła się za kierownicą malucha i
                      prowadziła między skurczami smile
    • vienetta Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 17.12.08, 13:53
      Micasa powiedziała: "miacasa 08.12.08, 08:44 Odpowiedz ale czego nie
      zrozumiałeś w mojej wypowiedzi? Zapytaj swojej żony wprost jak
      czuła się sama na porodówce i jak czuła się później na sali
      poporodowej widząc
      rozpromienione pary, które przez poród przeszły trzymając się za
      ręce. I jej
      wyrozumiałość dla twoich obaw i wyobrażeń na temat akcji porodowej
      niewiele ma
      tu do rzeczy, uczucie smutku i zawodu po czymś takim pozostaje w
      kobiecie. Czasy
      się zmieniły, kobiety najczęściej nie rodzą w domu otoczone innymi
      wspierającymi
      je kobietami. Rodzimy w szpitalach, często odarte z intymności, bez
      poszanowania
      praw pacjenta. Stąd między innymi potrzeba rodzenia z bliską osobą a
      kto może
      być bliższy niż mąż w takich okolicznościach"

      Sedno sprawy - czytajcie to faceci! Urodziłam dwoje dzieci bez męża
      a przy trzecim powiedziałam "masz być ze mną na dobre i na złe, nic
      mnie nie obchodzi Twój dyskomfort, bo ja potrzebuję WSPARCIA!".
      Dosyć miałam strasznej samotności na porodówce i do tej pory żałuję,
      że pierwsze dwa porody byłam sama i rozpaczliwie czułam się samotna.
      Wspierajcie swoje kobiety! Samotność i bezradność rodzącej jest
      straszna!
      • babcia47 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 24.01.09, 19:13
        Samotność i bezradność rodzącej jest
        > straszna!
        dokładnie tak! z bólem sobie kobieta poradzi a jak nie to sa od tego
        lekarze (podobno, bo mi troche nanmieszali)..ale najgorsze jest
        poczucie bezradności, bezbronności i (niestety jeszcze bardzo
        często) traktowania jak zawadzający przedmiot przez personel
        medyczny. Kobieta w bólach nie ma mozliwości sie bronic upominać o
        coś, zareagowac na chamskie zachowanie (miałam to nieszczęście).
        Często nikt nią sie nie interesuje zbytnio, nie ma kto podac wody
        lub przetrzeć ust wacikiem i czoła otrzeć z potu..oczywiście bywaja
        chlubne wyjatki ale słuchając przez dziesieciolecia relacji z
        porodów i pamietając własne żałuję, ze nie miałam przy sobie kogoś
        kto mógłby mi w tych chwilach pomóc chocby pytajac czy na pewno
        wszystko przebiega prawidłowo lub swoja "trzeźwoą" i wolną
        obecnościa powstrzymujac pielegniarki, które czasem zmeczone przy
        innych pacjentkach nieświadomie "wyzywają" sie na innych. Przy
        pierwszym porodzie, w ostatniej chwili zrobiono mi cesarke, bo nikt
        się mną zwiniętą z bólu na łózku w szpitalu nie zainteresował, wody
        odeszły, zaczeły sie bóle (co zgłosiłam) zaordynowano wczesniej
        zabieg z powodu złego ułozenia płodu na rano dnia
        nastepnego..dopiero po kilkunastu godzinach przyszła na dyzur
        doswiadczona połozna, którą tknęło, że na mojej szafce stoi
        nietknieta kolacja a ja nie mam siły odpowiadać na jej
        pytania..odklejało mi sie juz łozysko, dziecko urodziło się
        praktycznie jako trupek (2 pkt) po reanimacji, podaniu tlenu i cós
        tam jeszcze 8..Kiedyś kobiety rodziły w domu i upatruje się w tym
        przyczyny duzej umieralności. Fakt, z higiena było wtedy słabo,
        zawsze moga wystapic powikłania, ale kobieta rodziła w przyjaznym
        sobie otoczeniu wśród kochajacych ją lub zyczliwych osób (kobiety z
        rodziny, akuszerki), jednak uważam ze poczucie bezpieczeństwa było
        wyzsze a kobieta dzięki temu silniejsza psychicznie i mogła się
        skupić jedynie na samym porodzie..Szpitale dały noworodkom większe
        możliwosci przeżycia..ale kobiety na tym tylko straciły z powodów,
        które opisałam wyżej i właśnie porody rodzinne, bo niekoniecznie
        musi to byc mąż są moim zdaniem naprawieniem tego stanu. Mój syn był
        do wspólnego porodu dobrze przygotowany, chodził razem z żona na
        zajęcia w szkole rodzenia..mógł jej pomóc nie tylko przez zrobienie
        masażu, podanie picia czy poszukaniem pomocy gdy coś szło
        nieprawidłowo (niestety tak sie stało), ale nawet gdy doszło do
        fazy "7 cm" opanować niepokój zony, uspokoić ją, przypomnieć, że
        jezeli juz jest "tak żle" to juz niedługo będzie miała to za
        sobą..kiedys to robiła połozna lub akuszerka a teraz gdy trafi się
        na "tłok" na porodówce lub personel ma rodzące w nosie zostają z tym
        same..
        • babcia47 Re: errata 24.01.09, 20:11
          lub swoja "trzeźwoą" i wolną
          > obecnościa powstrzymujac pielegniarki, które czasem zmeczone przy
          > innych pacjentkach nieświadomie "wyzywają" sie na innych.

          lub swoją "trzeźwą" i wolną od bólu obecnością powstrzymują
          pielęgniarki od nieprzyjemnych zachowań, bo te, czasem zmeczone przy
          innych pacjentkach, "wyżywają" się na innych
    • soemi Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 17.12.08, 17:32
      sorki, ale co ma znaczyć "ze nie bedzie mogl ze mna rodzic, gdyz
      nie wytrzyma moich krzykow, patrzenia na moje cierpienie, itp.. "
      taki facet co chce widzieć tylko żonę umalowaną w pełnym zdrowiu, tak by
      pięknie wygladała a tchórzy na widok wydania na świat waszego dziecka. denne
      tłumaczenie egoisty!
      • frisky2 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 18.12.08, 18:17
        Nie rozumiem czego facet moze sie obawiac przy porodzie. Jestem facetem bylem
        przy porodzie i zawsze chcialem byc. Jedyne czym sie martwilem, to czy nie bede
        przeszkadzal. Ale o dziwo zona byla zadowolona ze jestem i mowila nawet pozniej,
        ze jej to pomoglo. Z mojej strony to bylo nic - zwilzenie usk, scisniecie dloni,
        pomoc przy przewroceniu sie z boku na bok, poproszenie poloznej zeby cos tam
        zrobila. Naprawde nie wiem co w tym strasznego.
        • jaremax Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 20.12.08, 00:03
          Friski2 No właśnie urodzenie dziecka przez kobietę to żadna łaska
          zwłaszcza gdy jest w ciąży smileTowarzyszenie kobiecie, żonie ,
          partnerce, jak zwał tak zwał z własnego wyboru lub w porozumieniu
          stron smile uważam , że nie powinno być PROPAGANDĄ.Zwłaszcza w
          dzisiejszych wyzwolonych czasach wink .
          P.s Muszę przyznać ,że te wyzwolenie ma się z jakiejś tam
          propagandy smile.
          Tylko patrzeć a ojce będą zachodzić w ... wink
    • smerfetka8801 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 23.12.08, 11:03
      a ja tam męża na porodówce nie chciałam bo miał właśnie podejście-jak ja
      wytrzymam jak ty będziesz krzyczeć.nie miałam zamiaru jeszcze nim się przejmować
      póki mogłam wychodziłam do niego potem pisałam smsy a potem się darłam tongue_out a on
      omal nie zemdlał pod drzwiami a jak wydarł się na lekarza to mi dziecię wreszcie
      z brzucha wygnietli (dosłownie) tongue_out daj chłopu spokój. wielu facetów nie rozumie
      jak wielki to wysiłek wiec ciesz się,że twój rozumie i odpuść a jak tak bardzo
      kogoś potrzebujesz weź mamę lub przyjaciółkę choć ja tam wolałam być sama...
      • verdana Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 24.12.08, 14:36
        Urodzilam dwoje dieci , gdy jeszcze nie bylo porodow rodzinnych. I
        trzecie - gdy byly.
        I co - powiedzialam, ze przyporodzie bedzie albo mąż, albo ja. Nie
        wszystkie kobiety chcą rodzić w towarzystwie bliskich. Ja nie
        chciałam - ani męża, ani matki, ani przyjaciółki od serca. Gdybym
        mogla, to chcialabym, owszem, wynajetą osobista położną. Dla mnie
        prorod 'w towarzystwie" byłby koszmarem - nie mam ochoty zastanawiac
        się, co czuja moi bliscy, gdy ja krzycze, albo zwijam się z bolu.
        Przy czym nie ma tez co z gory przesadzac, ze porod bedzie
        koszmarem. Moj drugi porod był praktycznie bezbolesny.
        Czyli - to akurat trzba ustalic sobie samemu i zgodzić się na
        obecność czy nie powinny dwie osoby. Zmuszenie opornego męża mojej
        kolezanki do uczestnictwa w porodzie (piatym zresztą), zaowocowalo
        tym, ze oficjalnie mowił o tym, jak bylo pięknie, a nieoficjalnie ,
        ze gdyby jeszcze miał wybor, to nigdy by na te salę nie wszedł. I że
        znacznie trudniej bylo mu pokochac to dziecko, niż poprzednie.
    • nihiru Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 04.01.09, 21:01
      Jak czytam o facetach, którzy tłumaczą się że nie będą przy porodzie bo nie
      zniosą cierpienia swojej żony to przypominają mi się dwie kwestie:
      1. dowcip "kochanie, nie mogę patrzeć jak się męczysz przy sprzątaniu - zamknij
      proszę drzwi do pokoju"smile)

      2. na innym forum facet tłumaczył że nie powiedział potencjalnej kochance o
      swojej żonie żeby jej nie robić przykroścismile))

      jednym słowem panowie - myślcie może mniej o swojej przyjemności a więcej o
      potrzebach innych.

      ps. swojego męża nie zamierzam zmuszać do asystowania przy porodzie, aczkolwiek
      byłoby miło...
      • egon26 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 05.01.09, 10:40
        nihiru napisała:
        > Jak czytam o facetach, którzy tłumaczą się że nie będą przy porodzie bo nie
        > zniosą cierpienia swojej żony to przypominają mi się dwie kwestie:
        > 1. dowcip "kochanie, nie mogę patrzeć jak się męczysz przy sprzątaniu - zamknij
        > proszę drzwi do pokoju"smile)
        >
        > 2. na innym forum facet tłumaczył że nie powiedział potencjalnej kochance o
        > swojej żonie żeby jej nie robić przykroścismile))

        I o to chodzi z facetami my po prostu zbyt litościwi jesteśmy wink
        • lukrecja34 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 05.01.09, 14:41
          u nas było tak-pierwszy poród,oznajmiam małżowi,że ma być ze mną i już na co on
          bez większych oporów się zgodził.poród był ani długi ani krótki,bardzo bolesny i
          dziękuję opatrzności,że mój dostał wtedy przepustkę z wojska i mógł przy mnie
          być.okazał się niezastąpiony w każdej sytuacji i nie wiem jak bym bez niego
          urodziła.
          drugi poród-stwierdziłam,że spróbuję urodzić sama.małż trochę się opierał,że on
          niby musi być i takie tam ale się zaparłam zadnimi łapami,że nie i koniec.poza
          tym przyznaję,że poskąpiłam tych 300zł na poród rodzinny.okazało się w
          trakcie,że mnie się fantastycznie rodzi w samotności i nie chcę nikogo wokół
          siebie.w efekcie małż zobaczył córkę dopiero po kilku minutach.
          co z tego wszystkiego wynika? ano nic..dla syna,przy którego urodzinach małż
          był,jest średnim ojcem,choć bardzo go kocha.dla córki,której urodzin nie
          widział,oszalał ze szczęścia i jest o niebo lepszym ojcem niż ja matką..
          więc chyba nie o obecność przy porodzie tutaj chodzi?
    • kama_mama_olka Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 08.01.09, 18:30
      Wiesz mój mąż też był bardzo niechętny,więc go nie zmuszałam...umówiliśmy się
      więc,że zostanie dopóki nie zacznę rodzić,tzn siedział przy mnie jak miałam
      skurcze i trzymał za rękę,bardzo mi to pomogło.Kiedy lekarz stwierdził pełne
      rozwarcie mąż wyszedł,a po 20minutach przyszedł na świat nasz synek.Może to
      dobre rozwiązanie,aby był tylko do tego czasu,by oszczędzić mu niemiłych
      widoków,skoro nie wie,jak zareaguje?
    • croyance Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 09.01.09, 15:14
      Z calym szacunkiem, ale niektore kobiety maja niestety w zwyczaju
      umniejszanie roli ojca i nadmierne podkreslanie swojego wielkiego i
      krwawego poswiecenia.

      Wszystko sie zgadza, ale - na litosc boska - jak na razie jest tak,
      ze to kobiety rodza. Moze kiedys bedzie inaczej, ale poki co to
      kobieta, jesli chce miec dziecko, musi przejsc przez porod. Nie fair
      jest wypominanie facetowi, jak to sie nameczyla i wpedzanie go w
      jakies poczucie nizszosci.

      Wielu facetow, gdyby moglo, chetnie urodziloby samo. Moj maz
      zazdrosci kobietom w ciazy i gdyby mogl, sam by chetnie w nia
      zaszedl. Ale poniewaz nie moze, ostateczna decyzje pozostawil mi -
      jako ze to ja, jak by co do czego przyszlo, lezalabym na porodowce.

      Ten terror 'wspolnego rodzenia' jest gorszy niz terror laktacyjny, a
      narzedzie do manipulowania wstretne - 'zobacz kochanie jak sie
      poswiecam'.
      • croyance Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 09.01.09, 15:23
        Osobiscie, nie wiem, czy chcialaby, zeby maz byl ze mna. Moze tak,
        bo lubie, jak jest ze mna w roznych dziwnych albo ciezkich
        momentach. Generalnie lubie dzielic z nim doswiadczenia. On zreszta,
        znajac jego, pewnie sam by sie pchal.

        Ale nie mozna zrobic z tego jakiegos wyznacznika moralnosci czy
        milosci.

        Ja np. mam fobie i nie moge patrzec na pobieranie krwi. Kocham
        mojego meza bardzo, i gdyby potrzebowal transfuzji, chcialabym byc z
        nim. Staralabym sie byc dzielna i trzymac go za reke - ale mam
        rowniez prawie 100% pewnosci, ze na widok kroplowki bym zemdlala, i
        tyle by bylo po moim wsparciu. I co, mniej kocham?
        • vienetta Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 20.01.09, 08:47
          Tu nie chodzi o fobie (jak jesteś chora to się lecz!Bo rozumiem
          tylko taka fobia usprawiedliwia niewspieranie partnera!), tylko o
          przezwyciężenie siebie w imię wsparcia dla drugiej osoby.
          I nie chodzi o poświęcenie, ani o presje "rodznieowe"
          czy "laktacyjne", tylko o współodpowiedzialność i pomoc.
          I ja to "własnoręcznie" odkryłam podczas urodzin kolejnego dziecka.
          Jak chodzi o przełamanie się w jakimś kierunku, to nagle wszyscy są
          tacy delikatni i wrażliwi...Ludzie, trzeba mieć trochę charakteru, a
          nie ciągle tylko szukać usprawiedliwień w jakiś wymyślonych fobiach
          i lękach. Tak chcecie przejsć przez życie - półgwizdkiem?
          I, Droga Croyance, mozna zrobić z tego (poświęcenia dla partnera)
          wyznacznik miłości i moralności.
    • lubie_gazete Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 23.01.09, 14:35
      Ja czułem głównie smród (mało kto zwraca uwagę na to,że w czasie porodu
      zwyczajnie śmierdzi,gorzej niż z obory,na to się facetów jakoś nie uczula).
      Podkoniec porodu widziałem jak sra pod siebie,wrzeszczy jak zarzynane cielę i na
      koniec osikała wszystkich wokół.
      Potem się rozwiedliśmy.Nie polecam nikomu takich atrakcji.Fuj,fuj
      i jeszcze raz fuj!
    • listek_a Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 27.01.09, 14:29
      A mnie wkurza, ze facet sobie wybiera, bo nie wie czy bedzie mógł
      zniesc widok bolu. kobieta po prostu musi rodzic i tyle. Nie powie,
      ze nie chce i nie pojdzie rodzic, bo sie boi. Facet powinien myslec
      o zonie, myslec nie o sobie, ale o tym czy pomoze zonie swoją
      obecnoscia czy nie. Moze sie boi, ale powinien zrobic to dla niej i
      dziecka. jak pisze autorka watku, dla kobiety to ogromny wysilek,
      nieprzecietny bol fizyczny a nieraz i psychiczny. Dlatego tez
      podejmujac decyzje o dziecku, facet powinien byc przygotowany na
      pomoc zonie juz od poczatku.

      (zeby nie bylo watpliwosci, jestem po ciezkim porodzie, ktory bylby
      dla mnie jeszcze bardziej druzgocący gdyby nie moj kochany mąż).
      • lubie_gazete Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 27.01.09, 14:53
        listek_a napisała:

        > A mnie wkurza, ze facet sobie wybiera, bo nie wie czy bedzie mógł
        > zniesc widok bolu. kobieta po prostu musi rodzic i tyle. Nie powie,
        > ze nie chce i nie pojdzie rodzic, bo sie boi. Facet powinien myslec
        > o zonie, myslec nie o sobie, ale o tym czy pomoze zonie swoją
        > obecnoscia czy nie. Moze sie boi, ale powinien zrobic to dla niej i
        > dziecka. jak pisze autorka watku, dla kobiety to ogromny wysilek,
        > nieprzecietny bol fizyczny a nieraz i psychiczny. Dlatego tez
        > podejmujac decyzje o dziecku, facet powinien byc przygotowany na
        > pomoc zonie juz od poczatku.
        >
        > (zeby nie bylo watpliwosci, jestem po ciezkim porodzie, ktory bylby
        > dla mnie jeszcze bardziej druzgocący gdyby nie moj kochany mąż).

        Bzdury piszesz,od kiedy to w dobie tak rozwiniętej antykoncepcji
        plus dozwolonej w zasadzie wszędzie aborcji kobieta musi rodzić?
        Rodzisz bo podjęłaś taką a nie inną decyzję-nikt Cię nie zmuszał,jak nie czujesz
        się na siłach znieść takiej naturalnej od wieków fizjologii jak poród to zawsze
        są pigułki dla kobiet lub aborcja zagraniczna.
        Nie ma obowiązku posiadania dziecka i rodzenia-jesteś słaba psychicznie lub
        fizycznie: nie robisz dziecka i po kłopocie.
        Zdecydowałaś inaczej-to ródź i nie histeryzuj.
        To tak jakbyś poszła dobrowolnie na wyjątkowo ciężkie studia a potem wszystkim
        dookoła płakała,że trzeba tak dużo się uczyć do egzaminu.
        • prezes_pan Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 29.01.09, 23:05
          Mnie też wkurzają takie słodkie piardy o rzekomo wspólnym rodzeniu! Rodzi
          kobieta, a nie facet!!! Jaka pomoc? Że stoi obok i się gapi jak schodzą
          śmierdzące zgniłozielone wody płodowe? Że widzi jak w cipę jego kobiety rąbnął
          granat? Że słucha ryku, wrzasków i doświadcza obecności kogoś kto się zwija z
          bólu? Przez tysiące lat mężczyzna NIE UCZESTNICZYŁ w porodzie i jakoś ludzkość
          miała się dobrze. Teraz trzeba za to golić jaja i pachy oraz siedzieć na
          porodówce żeby zasłużyć na miano "faceta". Bleee
          • kckk Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 30.01.09, 09:17
            Az dziw bierze, ze twoja wysublimowana delikatnosc wrodzona nie idzie w parze z
            kultura wypowiedzi. Cos tu nie gra lub badz co badz faktycznie delikutasnie
            oklaples. Twoja racja. I to sie zdarza.

            Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Kazdy z nas powinien indywidualnie + wespol z
            zainteresowana podejmowac decyzje.
            Wiadomo, nic na sile.
    • layqa20 Re: Uczucia mojego meza do wysilku porodu..A Wasz 02.02.09, 19:58
      Mój mąż był ze mną, właściwie od początku chciał być ( śmiał się że skoro
      widział jak krowa rodzi to nie ma się czego czego bać mojego porodutongue_out)Jasne że
      można powiedzieć że tylko asystował, ale dla mnie jego obecność była bardzo
      pomocna, a i nie można powiedzieć że nic nie cierpiał, skoro np. wbijałam mu
      paznokcie w ręce przy skurczachsmileMówił że przecież poród to coś "normalnego",
      potem to on miał pierwszy naszego synka na rekach (co ciekawe mały przestał
      płakać kiedy tata do niego mówił - może pamiętał jego głos zza brzuchasmile). Chce
      mieć jeszcze dzieci i wiemy że jeśli się uda to zawsze będziemy razem w czasie
      porodu. Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka