Dodaj do ulubionych

Dziecko zabrało mi miłość żony

05.05.09, 12:20
Odkąd mamy dziecko żona jest oschła, ciągle rozżalona, ma w stosunku do mnie same żale i negatywne emocje, a wszystkie pozytywne i czułość jest tylko dla dziecka. Myślałem ze to depresja, że minie, ale syn jest coraz większy, niedługo będzie miał 3,5 roku, a miedzy nami jest coraz gorzej. Już niechęcią myślę o powrotach do domu. Pracuje coraz więcej bo mamy problemy ze spłaceniem kredytów, biorę nadgodziny, a jak wracam wykończony, załatwiam urzędy, ciągnę sprawy mojej schorowanej samotnej matki i ciotki, wożę ją na leczenie, a potem jeszcze na dodatek żona rozżalona że nie pomagam jej przy dziecku, kiedy cały dzień siedzi w domu totalny bajzel i jeszcze tym muszę się zajmować. Ale najbardziej dołuje mnie brak jej uczuć, wsparcia, całkowity brak seksu miedzy nami jet katastrofą, na każda czułość dotkniecie reaguje złością albo obojętnością.
Ja już nie chcę być wcale ojcem, chcę kochająca wspierającą mnie zonę którą miałem kiedyś.
Czy ktoś tak miał?
Obserwuj wątek
      • sheefez Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 14:46
        Jako kobieta i jako osoba, która zna wiele kobiet i ich najskrytsze
        tajemnice to moge Ci powiedzieć, że często kobieta wychodzi za mąz
        za swoja wizje faceta, za swoja wizje milości, a co niektóre
        traktuja mężczyzn jak reproduktorów, aby mieć dziecko ( dzieci) -
        kobieta ktora nie pokocha mężczyzny jako tego czlowieka z ktorym
        jest ale tylko kocha wczesniej opisane wizje to tak wlasnie sie
        zachowuje ....smutne to ale prawdziwe......
        • uruk.hai smutna prawda - reproduktor:( 08.05.09, 16:37
          sheefez napisała:

          > Jako kobieta i jako osoba, która zna wiele kobiet i ich najskrytsze
          > tajemnice to moge Ci powiedzieć, że często kobieta wychodzi za mąz
          > za swoja wizje faceta, za swoja wizje milości, a co niektóre
          > traktuja mężczyzn jak reproduktorów, aby mieć dziecko ( dzieci) -
          > kobieta ktora nie pokocha mężczyzny jako tego czlowieka z ktorym
          > jest ale tylko kocha wczesniej opisane wizje to tak wlasnie sie
          > zachowuje ....smutne to ale prawdziwe......

          Tak to bywa niestety nazbyt często... Kobiety czuja presje czasu. Z
          macierzyństwem nie można czekać w nieskończoność. "Chwytają" faceta, który sie
          trafi, kiedy zaczynają odczuwać presję zegara biologicznego. Oczywiście nie
          chce tu powiedzieć, że to wyrachowanie - po prostu tak bardzo chcą już zaliczać
          sie do grona młodych matek , że wmawiają sobie miłość. Kiedy cel zostaje
          osiągnięty - dzieciątko jest na świecie - jest trudniej zmuszać się do miłości,
          której tak naprawdę nigdy nie byłosad(
          Kobieta, która kocha swojego mężczyznę, po urodzeniu dziecka kocha go jeszcze
          bardziej.
        • misiuras Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 09.05.09, 08:54
          Mężczyzni rówiez żenią się z własną wizją żony...potem przychodzi rozczarowanie. Kobieta jego marzen tak naorawde chciała jedynie zajsc w ciaze - teraz ma go gdzies. Zycie nie znosi prózni i w ten sposób powstały agencje towarzyskie, w ten sposób pojawiła sie instytucja kochanki, sekretarki w biurze, koleżanki w pracy...
          Moze potrzeba u kobiet wiekszej odpowiedzialnosci - nie tylko egocentrycznosci i realizacji swoich małych marzen?
      • tata_tomek Cytując Shreka: "A masz jakieś wsparcie"? 05.05.09, 15:53
        kckk napisał:

        > Musisz wpierw polubić swojego syneczka TATUŚKU wink Bez tego ani rusz!

        Adamie:
        Odwrotnie. Nie pozwól, żeby kłopoty z żoną zasugerowały ci, że dziecko jest im winne (bo się zaczęły jak przyszło na świat). Czyli: nie przestań lubić i kochać dziecka.

        Masz jakieś wsparcie od rodziny? Oni nie mogą pomóc?
        • tacx Re: "Wpierw" to on musi dojrzec!!! n/t 08.05.09, 11:49
          tak to jest jak się ślub bierze z kwoką a nie z kobietą. za chwilę zacznie
          hodować to dziecko a nie wychowywać i będzie już zupełny dramat. dookoła mam
          pełno przypadków kiedy facet frajer po bierze ślub caly w skowronkach a po
          ślubie i ciąży nagle budzi się w sytuacji kiedy zostaje sprowadzony do
          dostarczyciela dóbr doczesnych do chałupy w postaci kasy i żarcia a w zamian
          dostaje przykaz wetknięcia mordy w kubeł i podporządkowania się jedynemu
          życiowemu posłannictwu kwoki - wychowywania pisklaków. jełśi próbuje oponowac
          słyszy "bądź mężczyzną", "dojrzej" itd...
          A koniec tej historii jest znany.. Atrakcyjna koleżanka w pracy samotna albo
          rozwódka albo i niedopieszczona przez męża... czasem zwykła kochanka za kasę.
          Świat przerabia to od setek lat i nic się nie zmieni. jedni ludzie stworzeni są
          tylko do reprodukcji i niczego więcej . Dramat gdy ktoś taki omota i poślubi
          człowieka który oprócz spłodzenia potomstwa i histerycznej dbalosci o nie ma
          jeszcze inne aspiracje.
          Niemniej jednak szukalbym w tej sytuacji pozytywów... Ciesz się że twoją żoną
          nie jest jednak ta potencjalnie atrakcyjna koleżanka z pracy która mozesz sobie
          przegruchać. zresztą... co ja tu będę ci oczywiste oczywistosci wypisywał.
          • kretynofil Gwoli scislosci... 08.05.09, 13:40
            ...to Atrakcyjna Kolezanka z Biura okaze sie byc dokladnym klonem jego Kwoki -
            tylko ze po przejsciach, opuszczonym przez bylego meza w identycznej sytuacji,
            nauczonym ze w zyciu trzeba szanowac druga osobe. Kwoka z kolei, kiedy odkryje
            "uroki" braku wsparcia w zyciu okaze sie demonem seksu, pucharem czulosci i
            tytanem wsparcia - ale dopiero w drugim malzenstwie. Reszta sie zgadza smile

            Nie pisze wprawdzie ze swojego doswiadczenia; to raczej wiara w Wyzsza Sile
            Sprawcza, ktora ma wyjatkowo wredne poczucie humoru smile

            A do autora watku kilka pytan:
            - skoro macie problemy z kredytami to moze nie powinienes sie zapracowywac na
            smierc, tylko niech Szanowna Malzonka poprosi o podwyzke w swojej pracy, co?
            Heh, naiwny jestem smile
            - skoro Twoja zona dalej sie tak czuje to moze ma depresje, co? To naprawde
            trzeba leczyc!
            - bocian Wam to dziecko przyniosl i zabronil rozmawiac o podziale obowiazkow?
            Sorry, ale problemy ktore macie wynikaja z tego ze Was przerosla ta sytuacja - a
            stalo sie tak dlatego ze nie ustaliliscie najpierw co kto bedzie robil...

            No, powodzenia chlopie, bo jak przez trzy i pol roku nie daliscie rady pogadac
            jak dorosli ludzie, to chyba pozostaje poczekac nastepnych dwadziescia az Wam
            dzieciak dorosnie i przemowi do rozumu...
            • tmate Re: Gwoli scislosci... 08.05.09, 20:41
              Źle przeczytałeś:

              (...) kiedy ***cały dzień siedzi w domu*** totalny bajzel i jeszcze tym muszę
              się zajmować (...)

              z czego wynika, że małżonka nie ma pracy smile
              • kindofmagic Re: Gwoli scislosci... 08.05.09, 22:52
                i chwilowo przerasta ja zajmowanie sie dzieckiem i domem, co nie jest
                niewykonalne i tak bardzo trudne. Wiem, mam dziecko, zone i jakos to
                rozdzielilismy gdy nie pracowala. Tylko ze ten stan nie powinien trwac kilka
                lat, bo od czyszczenia garnkow i kup kazdy by w koncu zwariowal. Nawet
                najnudniejsza praca pozwala na kontakt z ludzmi i dowartosciowanie sie w innych
                dziedzinach niz mopowanie mieszkania. To blad obojga, ze tak rozplanowali sobie
                zycie z dzieckiem.
        • pyzz Re: "Wpierw" to on musi dojrzec!!! n/t 08.05.09, 11:55
          Seksistka!
          Do dojrzałości kobiet, które zachodzą w ciąże przy pomocy podstępu, czy
          szantażu, mając zdanie przyszłego ojca (albo tego któremu się tylko tak będzie
          wydawać) głęboko, bo one chcą mieć żywą wersję lalki-bobaska z dzieciństwa nie
          masz zastrzeżeń?

        • pikapikaczu Re: 32adam... dam Ci dobra rade... 08.05.09, 12:21
          tak właśnie robi sprawdzimy Macho co?? Współczuję twojej kobiecie bo za dwa lata
          zostanie "tą dziwką".
          Lepiej wymienić niż postarać się rozwiązać problem co?? Tchórz z Ciebie. Na
          łatwiznę każdy potrafi iść. A rada w tym stylu jest na poziomie przedszkolnym.
          • ranita_08 kobiety również bywają nie fair 08.05.09, 15:29
            Z doświadczenia mojej bliskiej przyjaciółki powiem ci że niestety
            czasami takie sytuacje jak opisana przez autora się zdarzają i
            rozmowy nic nie pomagają.

            Owa przyjaciółka ma dziecko , już 5 letnie. Znam całą rodzinę.
            Schemat podobny. Mąż ciężko pracuje bo bardzo ich kocha, mają ładne
            mieszkanie, 2 samochody, dziecko w prywatnym przedszkolu itp, ich
            jedynym problemem jest to, że żona od momentu urodzenia dziecka
            zapomniała że jest żoną ( nie będę opisywać bo schemat identyczny)


            Kiedy ją zapytałam o to odpowiedziała że cytuję " jakoś nie czuje do
            niego już tego samego", "woli spać w łożku z synem", " nie ma ochoty
            na sex z mężem" , dodam że z innym miała ( nie zdradziła, miała
            tylko ochotę).


            Kiedy znów zapytałam czemu się nie rozwiedze skoro już nie jest
            szczęśliwa i nie daje szczęścia mężowi ( czego sama jest świadoma),
            odpowiedziała, że ona na sobie i dziecku nie zapewni życia na takim
            poziomie na jakim zapewnia im mąż więc niech już tak zostanie.


            Tylko czy to jest fair? Chyba nie.
          • daga_1 Re: 32adam... dam Ci dobra rade... 08.05.09, 21:03
            Jestem kobietą i gardzę facetami, którzy zostawiają swoje żony, ale w tym
            przypadku, to nie dziwiłabym się jakby ją zostawił. Baby też potrafią być wredne
            albo głupie. Ona ma fochy i nerwy a przy tym jest jeszcze leniwa i nie widzi
            problemu, a on ma jeszcze z nią rozmawiać. A o czym, o tym, że ona nie sprząta
            domu, o tym, że on nie pomaga jej przy dziecku bo kiedy ma to robić jeśli długo
            pracuje, czy wreszcie o seksie, którego nie ma. Jeśli ona tego nie dostrzega, to
            rozmowa z nią nic nie da.
    • wysoki.brunet Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 05.05.09, 16:10
      Też tak miałem z pierwszą żoną, druga jest zupełnie inna. Trzeba było się lepiej
      przyglądać jak się wybierało. Dla jednych kobiet związek z mężczyzną jest celem,
      dla innych tylko środkiem do realizacji innego celu jakim jest macierzyństwo. To
      się nazywa syndrom modliszki.

    • miacasa Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 05.05.09, 17:22
      Myślałem ze to depresja, że minie, ale syn jest coraz większy, niedługo bę
      > dzie miał 3,5 roku, a miedzy nami jest coraz gorzej. Już niechęcią myślę o powr
      > otach do domu.

      To samo nie mija, o ile to faktycznie depresja. Kobiecie bardzo łatwo zapędzić
      się w kozi róg w podobnych okolicznościach. Ty się zaharowujesz, uciekasz w
      pracę i zaczynasz żywić niechęć do własnego dziecka, które "zabrało" Ci
      żonę/kochankę/przyjaciółkę a ona coraz dłużej kisi się sama z dzieckiem, coraz
      bardziej przytłacza ją uwiązanie do domu i dziecka, narasta frustracja i
      rozczarowanie zmianami a żale przelewa na Ciebie. Bardzo łatwo bezpowrotnie się
      oddalić. Wasze dziecko jest już spore, czas najwyższy by poszło do przedszkola
      by żona wróciła do świata dorosłych ludzi choć na kilka godzin dziennie. Na
      początek postaraj się z zaskoczenia wrócić z pracy wcześniej i postaraj się
      fajnie spędzić czas z żoną i synkiem, jesteście rodziną i możecie czerpać wiele
      przyjemności z bycia razem. Po kilku takich dobrych popołudniach poproś żonę o
      rozmowę i powiedz jej jak bardzo Ci jej brakuje, jak bardzo rani Cię odrzucenie
      i przytłacza życie w bałaganie i wzajemnych pretensjach.
      Czasu nie cofniesz, już zawsze będziesz ojcem więc nie ma co płakać nad rozlanym
      mlekiem. Po ciąży Twoja żona może mieć zaburzenia hormonalne, które spowodowały
      tak drastyczny spadek libido, może też mieć źle dobraną antykoncepcję hormonalną
      lub wspomnianą przez Ciebie depresję. Warto zrobić badania hormonalne.
      Dziecko będzie z Wami przez jakiś czas Waszego życia, później wyfrunie z domu,
      porozmawiaj z żoną jak ona widzi Wasze wspólne życie za kilka/kilkanaście lat.
      • erillzw Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 14:51
        miacasa napisała:
        >Na
        > początek postaraj się z zaskoczenia wrócić z pracy wcześniej i
        postaraj się
        > fajnie spędzić czas z żoną i synkiem, jesteście rodziną i możecie
        czerpać wiele
        > przyjemności z bycia razem.

        Zgadzam sie, ale...
        Nie w sytuacji gdy oni chca naprawic relacje miedzy soba.
        kazdy terapetua malezenstw powie Ci, ze jesli malzonkowie sie
        oddalaja to zeby mogli sie znow zblizyc MUSZA spedzic czas we dwoje.
        Wyjsc z perspektywy "ramie w ramie" i wejsc w "oko w oko".
        Bo to tego im brakuje.
        Nie brakuje im rodzinnego czasu ale tego we dwoje.
        Jak dla mnie to powinni synka tak raz w tygodniu zostawic i babci -
        ma 3.5 roku to nie jest niemowle, zeby sobie nie poradzilo bez
        rodzicow bedac pod opieka dziadkow - i spedzic czas we dwoje. Czyli
        tak jak bylo przed synkiem smile
        Po prostu.

        gacusia1 napisała:

        > Dziecko zabralo Ci uczucia zony,jaki ty biedny jestes,taki malutki
        > chlopczyk,ktoremu jakis KTOS zabral milosc i czulosc. No pewnie,ze
        > wazniejsza mamusia i ciotka niz wlasna zona i syn! No kto by sie
        tam
        > zajmowal WLASNA RODZINA gdy sie ma matke chora,no nie? I jeszcze
        > ciotke??? Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr........NIEDOJRZALY
        > MAMINSYNEK!!!!!!!!!!! Kopa w tylek powinienes od zony dostac a nie
        > UCZUCIA!

        Zawsze jakl czytam tego typu wypowiedzi to gleboko powatpiewam w
        dojrzalosc emocjonalna kobiet, ktora to niby jest standardowa cecha
        u damskiej czesci populacji.
        Przepraszam za mocne slowa, ale trzeba byc skonczona idiotka, zeby
        wypisywac takie farmazony!
        Jesli ktokolwiek w tej relacji jest niedojrzaly to ta zona. I mowie
        to jako kobieta, bo wstyd mi za wszystkie kobiety, ktora
        macierzynstwm zaslaniaja swoje uposledzenie w tworzeniu dojrzalego
        zwiazku partnerskiego.
        Tylko ktos kto ma podobnie uzna, ze to problem faceta.
        patriarchalne przeklenstwo przyzwolenia polegajace na tym, ze
        kobieta jest w pelni wytlumaczona rola matki z tego, ze ma w dupie
        swoje meza.. No super.. uncertain

        helenkq napisała:

        > hmm... nie wiem w sumie co siedzi w glowie twojej zony ale moze
        czas
        > sie zastanowic ile w tym twojej winy...

        chcialam zauwazyc, ze to kobieta jest osoba ktora ma wieksza latwosc
        w mowieniu o emocjach i to niestety na jej barkach spoczywa
        nauczenie tego mezczyzn, czy to synow czy to mezow. Jej fochy i zale
        w zaden sposob nie pomoga mu zrozumiec co sie z nia dzieje. A jej
        obojetnosc i zlosc szybciej zniecheci go do prob dowiedzenia sie o
        co chodzi...


        Aha i apropo tego, ze to 3.5 letnie dziecko wymaga takiej strasznej
        uwagi i człowiek jest niby tak strasznie zmeczony po spedzeniu dnia
        calego.. Poplakalam sie ze smiechu.
        To noworodek, dziecko do 12 miesica zycia absorbuje maksymalna ilosc
        uwagi, i faktycznie poziom zmeczenia jest ogromny - szczegolnie
        wtedy gdy matki nie stosuja sie do prostej zasady "spij wtedy gdy
        spi dziecko". Ale wypisywanie takich tekstow aoporo 3.5 rocznego
        dziecka albo swiadczy o braku znajomoscu tematu albo o tym, ze ma
        sie problem z opanowaniem tego dziecka..
        Znam calkiem sporo rodzin, które maja dzieci w tym wieku i nikt z
        nich takich bzdur nie wypisuje. A jeszcze zaznaczaja, ze dziecko w
        tym wieku jest o wiele bardziej samodzielne i nie trzeba nad nim
        skakac...
        • ahhna Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 16:22
          > Aha i apropo tego, ze to 3.5 letnie dziecko wymaga takiej strasznej
          > uwagi i człowiek jest niby tak strasznie zmeczony po spedzeniu dnia
          > calego.. Poplakalam sie ze smiechu.
          > To noworodek, dziecko do 12 miesica zycia absorbuje maksymalna ilosc
          > uwagi, i faktycznie poziom zmeczenia jest ogromny - szczegolnie
          > wtedy gdy matki nie stosuja sie do prostej zasady "spij wtedy gdy
          > spi dziecko". Ale wypisywanie takich tekstow aoporo 3.5 rocznego
          > dziecka albo swiadczy o braku znajomoscu tematu albo o tym, ze ma
          > sie problem z opanowaniem tego dziecka..
          > Znam calkiem sporo rodzin, które maja dzieci w tym wieku i nikt z
          > nich takich bzdur nie wypisuje. A jeszcze zaznaczaja, ze dziecko w
          > tym wieku jest o wiele bardziej samodzielne i nie trzeba nad nim
          > skakac...

          Zastanawiam sie, czy ty masz dziecko, czy wiesz o nim co nieco tylko od
          znajomych? Bo właśnie to ja płaczę ze śmiechu nad twoja wypowiedzią.
          zdajesz sobie sprawę, co to znaczy spędzać z trzylatkiem 24 h na dobę 7
          dni w tygodniu? Uwagi o noworodku (do roku!) też trafione, brawo. Zanim
          zaczniesz wypisywac farmazony pt "śpij wtedy kiedy dziecko" wejdź na forum
          Małe dziecko lub Niemowlę i poczytaj sobie, ile energii czsem trzeba
          włożyć, żeby dziecko zasnęło i ilu matkom udaje sie je bezproblemowo
          odłożyc śpiace do łóżeczka albo w nim uspić. A nawet jeśli, to jak wiesz,
          pranie, prasowanie, obiad - to nie robi się samo. to robi matka właśnie
          wtedy, kiedy dziecko spi. nie wypowiadaj sie na temat wychowywania
          dziecka, nie mając o tym zielonego pojęcia.
          • erillzw Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 16:49
            ahhna napisała:

            > Zastanawiam sie, czy ty masz dziecko, czy wiesz o nim co nieco
            tylko od
            > znajomych?

            Nie, nie jestem matka.
            Ale moj narzeczony ma prawie 4 letnia corke...
            I gro moich przyjaciol ma dzieci..

            > Bo właśnie to ja płaczę ze śmiechu nad twoja wypowiedzią.
            > zdajesz sobie sprawę, co to znaczy spędzać z trzylatkiem 24 h na
            dobę 7
            > dni w tygodniu?

            Wyobraz sobie, ze tak.
            Nie tylko matki maja do czynienia z kilkulatkami.
            Opiekunki w domach rowniez - nie tylko z zewnatrz ale i wtedy gdy
            robi sie przysluge rodzinie.
            Chcesz mi powiedziec, ze padasz na twarz po tygodniu z 3 latekiem?
            Ze tak Cie wyzbuwa z energii i tylko Ty mozesz sie nim/nia zajmowac
            i ledwo masz sile na cokolwiek innego..?
            Jaaasneee...
            Jakos mialam pod opieka 3 dzieciakow w przedziale wiekowym 3-7 przez
            dwa tygodnie.. [tak, tak dobe] I owszem bylo ciezko, tym bardziej
            osobie mlodej ale jakos nie przypominam sobie wykonczenia
            granicacego z wycienczeniem...



            > Uwagi o noworodku (do roku!) też trafione, brawo.

            Mhm.. czyzbys byla w gronie ludzi, ktorzy sa zdania ze tylko
            autopsja jest zrodlem wiedzy?

            > Zanim
            > zaczniesz wypisywac farmazony pt "śpij wtedy kiedy dziecko" wejdź
            na forum
            > Małe dziecko lub Niemowlę i poczytaj sobie, ile energii czsem
            trzeba
            > włożyć, żeby dziecko zasnęło i ilu matkom udaje sie je
            bezproblemowo
            > odłożyc śpiace do łóżeczka albo w nim uspić. A nawet jeśli, to jak
            wiesz,
            > pranie, prasowanie, obiad - to nie robi się samo.

            Wlasnie o to chodzi. A potem sie mowi, ze "ja cale zycie przestawiam
            pod dziecko" i to widac wtedy gdy spi sie po 3 godziny.. Bo przeciez
            ja-matka ZAWSZE spalam w nocy.. To teraz tez bede "spac" w nocy...
            Nie, pranie sie nie zrobi samo, obiad tez, ani prasowanie.. Ale
            wybacz z tych trzech rzeczy tylko prania nie mozesz zrobic w nocy..
            Poza tym nie wiem jakim wyczynem musialoby byc spanie tak dlugio jak
            noworodek.. Nie napisalam ze masz na sile spac tyle ile dziecko..
            ale zeby korzystac z tego, ze skoro spi to i ja moge sie zdrzemnac
            bo slaniam sie na nogach.
            Wybacz, ale fundowanie dziecku nerwicy na dzien dobry w pierwszym
            roku zycia bo mamusia usypia tulac je i czasem nie uslyszy jego
            kwilenia mimo, ze lezy tuz obok niego to nie jest cos co mam ochote
            fundowac moim dzieciom na poczatku zycia...
            Tak, wiem, ze kobiety slysza niskie tony..
            Znam gro matek ktore sie poukladaly z wychowaniem dzieci nie chodza
            jak zwłoki i nie jecza jaaakie to zmeeeeczoneee... uncertain

            Druga rzecz.. troche wiedzy o tym czym jest wrazliwosc macierzynska
            ktorej brakuje wielu matkom i jestem przekonana ze ich problemy z
            usypianiem dzieci spadly by dosc drastycznie. I nie, ze sobie
            teoretyzuje ale mam na to wiedze poparta badaniami smile
            I ku jasnosci, zanim mnie zlinczujecie. Ja nie osadzam matek ktore
            skupiaja sie tylko na dzieciach, ani nie osadzam tych ktore maja
            problemy z usypianiem ich [watki czytam regulanie, potrzebuje ich do
            poszerzania kompetancji i wiedzy, zawsze lepiej z pierwszej reki
            takie informacje], tylko zaznaczam, ze wiedza na temat wrazliwosci i
            kompetencji macierzynskich jest za mala u wielu ludzi i fajnie
            byloby to zmienic. DLa dobra wszystkich.



            > to robi matka właśnie
            > wtedy, kiedy dziecko spi. nie wypowiadaj sie na temat wychowywania
            > dziecka, nie mając o tym zielonego pojęcia.

            Ciekawe.. naukowcom badajacych mechanizmy przywiazania tez rzucisz
            tak ambitna tresc?
            To ze nie jestem matka nie znaczy ze nie mam pojecia o tym jak to
            jest nia byc. Moze bycie opiekunka nie rowna sie byciu matka ale ma
            sie pojecie o mechanice funkcjonowania dziecka...
            Poza tym.. wystarczy poczytac tutaj wypowiedzi kobiet, ktore
            wychowuja dzieci, utrzymuja dom w czystosci, gotuja obiady i jeszcze
            pracuja.. da sie.
            Sciema jest, ze nie.
            • ahhna Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 20:03
              > Jakos mialam pod opieka 3 dzieciakow w przedziale wiekowym 3-7
              przez
              > dwa tygodnie..

              Wybacz, nic do Ciebie nie mam, zapewne jesteś sympatyczną młodą
              osobą, ale dla mnie w tym momencie dyskusja sie kończy. Dwa tygodnie
              to matka wytrzymuje spanie na podłodze w szpitalu przy chorym
              dziecku. I więcej. Bez żadnego problemu zazwyczaj. My tu mówimy o
              3,5 roku.

              Ale
              > wybacz z tych trzech rzeczy tylko prania nie mozesz zrobic w nocy..

              Bo twoim zdaniem niemowlę ładnie śpi w nocy..? No, znam takie
              rzadkie przypadki, fakt.

              I nie, ze sobie
              > teoretyzuje ale mam na to wiedze poparta badaniami smile

              Wiedza, która nie musi być poparta żadnymi badaniami: noworodek jest
              do miesiąca. Potem do roku jest niemowlę.

              wystarczy poczytac tutaj wypowiedzi kobiet, ktore
              > wychowuja dzieci, utrzymuja dom w czystosci, gotuja obiady i
              jeszcze
              > pracuja.. da sie.
              > Sciema jest, ze nie.

              Oczywiście, że się da. Ja to wiem z autopsji. A ty skąd, że mówisz
              to z taką pewnością? Pytanie nie brzmi: czy się da. Pytanie brzmi:
              za jaką cenę? Otóż ta cena jest wysoka. Ale jak mówię: nikt, kto sam
              tego nie przeszedł, nie zrozumie smile
              Pzdr.
              • erillzw Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 22:07
                ahhna napisała:
                > Wybacz, nic do Ciebie nie mam, zapewne jesteś sympatyczną młodą
                > osobą, ale dla mnie w tym momencie dyskusja sie kończy. Dwa
                tygodnie
                > to matka wytrzymuje spanie na podłodze w szpitalu przy chorym
                > dziecku. I więcej. Bez żadnego problemu zazwyczaj. My tu mówimy o
                > 3,5 roku.

                Ale ja nie neguje jej poswiecenia, energii jaką włożyła w wychowanie
                dziecka i wszystkich zasobów jakie poświecała na jego wychowanie.
                I tak wiem, ze matka jest w stanie wiele zrobic.. Ale jakby moja
                trafila do szpitala to bym tez warowala przy jej lozku. Milosc
                bezwarunkowa po prostu. calkowicie zrozumiala.
                rzecz w tym, ze milosc malzenska nie jest tak beztrosko
                bezwarunkowo. I sztuka jest jednak umiec pogodzic obie.. A nie cala
                uwage skupic na dziecku i nie wprowadzic faceta w swoje uczucia..
                Bo tu lezy problem. On nie ma pojecia co ona czuje. A jedyne emocje
                jakimi go czestuje to obojetnosc lub zlosc..
                Caly czas zwracam uwage, zeby spojrzec na to z jego strony..
                Wszyscy bronia matek. Nie neguje ich rol, ale czasem warto sie
                zastanowic jak sie czuje w tym facet. To trojka jest rodzina a nie
                matka dziecka a maz to dodatek z kontem w banku..



                > Bo twoim zdaniem niemowlę ładnie śpi w nocy..? No, znam takie
                > rzadkie przypadki, fakt.

                Nie, napisałam cos dokładnie odwrotnego. Stad tez lincz prawie na
                mnie gdy powiedziałam, ze zaleca sie matkom by spaly wtedy gdy spia
                dzieci.
                Mowiac o nocy mialam na mysli to, ze gdy kobieta spi w dzien w
                dzieckiem moze byc tak, ze w nocy nie bedzie spala bo sie wyspi w
                dzien. Tylko i wylaczanie to.


                > Wiedza, która nie musi być poparta żadnymi badaniami: noworodek
                jest
                > do miesiąca. Potem do roku jest niemowlę.

                O przepraszam.. uzywam tego nieopatrznie widac naprzemiennie..



                > Oczywiście, że się da. Ja to wiem z autopsji. A ty skąd, że mówisz
                > to z taką pewnością?

                Z doswiadczen innych. Chcesz podwazac takie doswiadczenia tylko
                dlatego, ze ja sama ich nie przezylam?
                Nie sztuka jest uczyc sie tylko na podstwie tego co ja sama
                przezylam ale i na podstawie tego co przezyli inni. Nazywa to
                otwartoscia umyslowa.
                Ale, jak sie chce na sile mi pokazac, ze nie mam bladego pojecia o
                czym mowie bo przeciez tego nie przezylam to w takim razie poprosze
                tak powiedziec lekarzowi, ktory leczy chorych na raka w hospicjum,
                ze tez nie ma prawa sie wypowiadac z czystej empatii skoro nie wie
                jak to jest zmagac sie z ta choroba, prawda?
                To nie dziala tak, ze tylko autopsja daje Ci jedyna slusza wiedze..

                > Pytanie nie brzmi: czy się da. Pytanie brzmi:
                > za jaką cenę? Otóż ta cena jest wysoka. Ale jak mówię: nikt, kto
                sam
                > tego nie przeszedł, nie zrozumie smile
                > Pzdr.

                Opowiedz mi zatem o tej cenie...
                Brak kontaku z dzieckiem? Nie uczestniczenie w jego zyciu?
                Nawiazujac strikte do tematu.. mowimy o 3.5 letnim synu.. ktory
                powienen byc juz w przedszkolu. Autor nie skarzy nam sie na matke
                niemowlecia.. ale przedszkolaka..
                Dla rozwoju dziecka najbardziej znamienny jest pierwszy rok zycia.
                Bowlby u Harlow maja calkiem pokazne publikacje na ten temat. I nie
                mowie, ze kolejne lata nie sa wazne, ale mowie o tym, ze inaczej juz
                oddzialuja na dziecko gdy odróznia słowa i potrafi niektótre
                artykułowac a inaczej gdy nagrywa "tasmy" ze schematami na początku.
                3.5 letni chłopiec powinenen byc wyprowadzony w swoim zachowaniu do
                tego by fukncjonowac z innymi dziecmi na wlasciwym do swojego wieku
                poziomie i by matka nie musiala nad nich chcuac 24/h..
                nadopiekunczosc tez nie jest zdrowa..
                • gozal Re: do erellzw 08.05.09, 22:52
                  oj, przemądrzała jesteś i na wszystko masz gotową odpowiedź, aż się
                  nieprzyjemnie to wszystko czyta. jako osoba dotychczas obserwująca
                  ten wątek z boku, dam ci jedną radę: trochę pokory.

                  oczywiście możesz korzystać z wycinkowych doświadczeń swoich
                  znajomych (bo kto jest w stanie przedstawiać ci pełną analizę
                  sytuacji rodzicem?) oraz własnych, szczątkowych, jako opiekunka
                  (czego w ogóle nie można równać z byciem rodzicem non stop przez
                  kilka lat), ale nie udawaj mądrzejszej od tych, którzy mają LEPSZY
                  ogląd sprawy, ponieważ sami są rodzicami. w tym wypadku rodzicami o
                  odmiennych nieco doświadczeniach, co twoi znajomi (dzieci i ludzie
                  dorośli są przecież różni, ich sytuacja majątkowo-rodzinno-
                  charakterno-...jakaś tam jeszcze też się różni, w dodatku po
                  urodzeniu dziecka może się okazać, że jednym rodzicielstwo służy,
                  drugim nie, a niektórym innym po części - z różnych względów).

                  a te dyskusje o rodzicielstwie i rady cioci kloci dotyczące chowania
                  dzieci nadają się raczej na inny wątek.
                  • lia.13 Re: do erellzw 08.05.09, 23:44
                    a ja się akurat z ową "przemądrzałą" osóbką w 100% zgadzam wink a więcej pokory to
                    by się Tobie przydało, skoro nie radzisz sobie ze swoimi dziećmi ani mężem
                    • erillzw Re: do erellzw 09.05.09, 16:12
                      lia.13 napisała:

                      > a ja się akurat z ową "przemądrzałą" osóbką w 100% zgadzam wink a
                      więcej pokory t
                      > o
                      > by się Tobie przydało, skoro nie radzisz sobie ze swoimi dziećmi
                      ani mężem


                      smile
                  • erillzw do gozal 09.05.09, 16:04
                    gozal napisała:

                    > oj, przemądrzała jesteś i na wszystko masz gotową odpowiedź,

                    Byc moze tak moge brzmiec, a pisanie ze na wszystko mam gotowa
                    odpowiedz jest daleko idacym jednak uoglnieniem ktore nie ma tak
                    wiele wspolnego z rzeczywistoscia.

                    >
                    aż się
                    > nieprzyjemnie to wszystko czyta.

                    Zdaje sobie sprawe, ze mam czasem apodyktyczny ton. Ale dziwi mnie,
                    ze nieprzyjemnie czyta Ci sie wlasnie moje wypowiedzi a jakos nie
                    odczuwasz niesmaku gdy ludzie jada po człowieku jak po lysej kobyle
                    walac w niego inwektywami bo osmielil sie powiedziec, ze nie czuje
                    sie dobrze z tym, ze poszedl w odstawke.. smile

                    >jako osoba dotychczas obserwująca
                    > ten wątek z boku, dam ci jedną radę: trochę pokory.

                    Dziekuje. Zapamietam. Wiem, ze mi jej brakuje gdy naklade sobie do
                    glowy wiedzy ze studiow smile


                    > oczywiście możesz korzystać z wycinkowych doświadczeń swoich
                    > znajomych (bo kto jest w stanie przedstawiać ci pełną analizę
                    > sytuacji rodzicem?) oraz własnych, szczątkowych, jako opiekunka
                    > (czego w ogóle nie można równać z byciem rodzicem non stop przez
                    > kilka lat), ale nie udawaj mądrzejszej od tych, którzy mają LEPSZY
                    > ogląd sprawy, ponieważ sami są rodzicami.

                    Jesli brzmie jak ktos kto usilnie chce powiedziec, ze jest
                    madrzejszy od rodzicow to widac mam nieadekwatny ton wypowiedzi w
                    stosunku do tego co chce przekazac.
                    Po pierwsze nie chodzi mi o mowienie, ze mam patnent na racje ale
                    zalezalo mi na zwrocenie uwagi na druga strone medalu. Dla mnie
                    patologia tchnie wypowiedz ojca i meza, ktory kwituje obojetnosc i
                    zlosc zony czowieka "wiataj w swiecie ojcow, juz tu tak bedzie". To
                    nie jest normalne.
                    Po drugie, troche nie fair jest uwazanie, ze tylko osoba ktora jest
                    rodzicem moze sie wypowiadac na jakis temat i w "hierarchi" ma
                    wiecej racji niz osoba, ktora wypowiada sie przytaczajac przykady
                    znajomych ktorzy sa rodzicami. czyzby te przyklady byly mniej
                    rodzicami bo to nie autopsja? Nie koniecznie zrozumiana przeze mnie
                    logika.. Ale skoro to tak razi to konczy sie moje powolywanie na
                    dosiwadczenia innych rodzicow, skoro sa dyskredytowane...
                    Ponadto.. nikt nie przedstawi mi szczegolowej analizy.. ani rodzic
                    ktory sie tu wypowada ani ten ktory mi cos opowiada, nie sadzisz?
                    I jedni i drudzy sa zbyt subiketywni na jakas rzetelna analize
                    jedank..


                    > w tym wypadku rodzicami o
                    > odmiennych nieco doświadczeniach, co twoi znajomi (dzieci i ludzie
                    > dorośli są przecież różni, ich sytuacja majątkowo-rodzinno-
                    > charakterno-...jakaś tam jeszcze też się różni, w dodatku po
                    > urodzeniu dziecka może się okazać, że jednym rodzicielstwo służy,
                    > drugim nie, a niektórym innym po części - z różnych względów).

                    Dokladnie tak. Ale to nie znaczy, ze trzeba jednych i drugich
                    wartosciowac. Ani tym bardziej jechac epitetami po człowieku ktory
                    wybija sie ze schematu spolecznego ktory wyraza pelna zgode na to,
                    by meza i ojca odsuwac od zony bo przeciez ona zajmuje sie
                    dzieckiem.
                    I nie chodzi mi o wymiar seksu.. ale zwyczajnej bliskosci, ktora
                    umiera bo kobiety zapominaja zadbac i o meza, a maz nie domysli sie
                    co siedzi w glowie kobiety jesli ona mu tego nie powie..
                    Mimo, ze z moim narzeczonym mamy swiety kontakt on nie czyta mi w
                    myslach i wiele rzeczy musze mu powiedziec.
                    Caly czas rozbijam swoje wypowiedzi o poziom komunikacji...


                    > a te dyskusje o rodzicielstwie i rady cioci kloci dotyczące
                    chowania
                    > dzieci nadają się raczej na inny wątek.

                    rady cioci kloci.. obrazasz w tym momencie badania znanych
                    naukowcow.. :]
              • plodny Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 22:09
                ahhna napisała:

                > Bo twoim zdaniem niemowlę ładnie śpi w nocy..? No, znam takie
                > rzadkie przypadki, fakt.

                Zalezy co masz na mysli mowiac 'ladnie spi'. Pierwsze trzy miesiace sa
                rzeczywiscie maczace, ale potem juz jest duzo latwiej. Mam dziecku pare razy
                cyca w gebe wlozy, a poza tym dzieciaki spia.

                Generalnie to ja nie bardzo rozumiem ten caly kobiecy lament nad trudnoscia i
                znojem wychowywania malych dzieci. To jest chyba li tylko kwestia braku
                zorganizowania oraz niewlasciwego ustawienia priorytetow przez ten gatunek. Ja
                nie raz zostawalem z trojka dzieciakow w domu. Nakarmilem - robiac samodzielnie
                posilki, pozmywalem, popralem, na spacer zwykle poszedlem. I na dodatek zawsze
                musialem znalezc czas na moje sprawy zawodowe.
                Tak wiec, nasze wspolczesne drogie panie, ciekaw jestem jak byscie sie odnalzly
                z tym calym Waszym jojczeniem te 100 lat temu, kiedy nie bylo pralek, lodowek,
                zmywarek, itd.

                A ten numer, ze facet musi zarobic, znalezc czas na dzieci, znosic ze stoickim
                spokojem PMSy, byc zaangazowany w zwiazku (ktoras pani pisala o ciaglym
                zdobywaniu zony). Wspaniale zescie, drogie panie, to wykombinowaly. Ale czy
                przypadkiem nie zapomnialyscie o Waszych obowiazkach?
                • ahhna Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 22:56
                  > Zalezy co masz na mysli mowiac 'ladnie spi'. Pierwsze trzy
                  miesiace sa
                  > rzeczywiscie maczace, ale potem juz jest duzo latwiej. Mam dziecku
                  pare razy
                  > cyca w gebe wlozy, a poza tym dzieciaki spia.

                  Ja z autopsji miałam pierwszy rok b. ciężki, ppotem dwa kolejne lata
                  dość ciężkie. Naprawdę polecam lekturę forum Niemowlę i Małe
                  dziecko. Miałeś po prostu szczęście, zwłaszcza że to nie ty dawałeś
                  cyca w nocy. Dawanie cyca w nocy oznacza kilka pobudek. Nawet jeśli
                  jest to karmienie w półśnie, to nie jest to normalnie przespana noc.
                  Przerabiam to teraz z drugim dzieckiem, 3-miesięcznym synkiem.

                  Ja
                  > nie raz zostawalem z trojka dzieciakow w domu. Nakarmilem - robiac
                  samodzielnie
                  > posilki, pozmywalem, popralem, na spacer zwykle poszedlem. I na
                  dodatek zawsze
                  > musialem znalezc czas na moje sprawy zawodowe.

                  Naprawdę jest różnica między "nie raz" a 3,5 roku. Właśnie o to
                  chodzi, że "nie raz": to każdy daje radę. Spróbuj tak dzień w dzień
                  kilka lat.

                  > Tak wiec, nasze wspolczesne drogie panie, ciekaw jestem jak byscie
                  sie odnalzly
                  > z tym calym Waszym jojczeniem te 100 lat temu, kiedy nie bylo
                  pralek, lodowek,
                  > zmywarek, itd.

                  Ano właśnie. Uwielbiam ten argument. W obliczu braku zmywarek to my
                  mamy sie odnajdywać, a mnie ciekawi, jak wy byście się odnaleźli w
                  obliczu braku tego sprzętu te 100 lat temu? Nie byoby poprane ani
                  pozmywane. A kobiety? Zyły wtedy krócej, nie zarabiały na siebie,
                  nie miały żadnych praw, dzieci marły jak muchy. Tak by się
                  odnalazły, taka jest cena. Mamy do tego wrócić?

                  Porównajmy, co poświęca kobieta, co mężczyzna. Kobieta w ciąży: 9
                  miesięcy ogromnego wysiłku organizmu przy różnych sensacjach.
                  MEżczyzna: nic. Poród: kobieta: ból, nacięte krocze, krwawienie,
                  potem połóg, częst powikłania. M: nic. Laktacja: 700 kcal dziennie
                  dodatkowo, często na początku ból, trud, nieprzespane noce. M: nic.
                  Praca/kariera: kobieta min. 20 tygodni. M: jeśli nie chce, nic.
                  Zazwyczaj utrata figury. A na koniec wyzwiska od tłustych krów,
                  opasłych kwok. Mój mąż nawet na tenisa nie przestał chodzić. Od
                  mężczyzny wymaga się tylko, żeby zarabiał. Dla mnie jest to "tylko",
                  bo zarabiać też potrafię, mam teraz macierzyński. A o ile więcej ja
                  z siebie daję.

                  Nie mam pretensji, taka jest fizjologia. Przydałoby się jednak panom
                  trochę świadomości, ile nas to kosztuje.
          • kisielki Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 09.05.09, 08:35
            Ja mam bliźniaki, mają w tym momencie 5 lat. najtrudniejsze były pierwsze dwa
            lata, i przez ten czas ja byłam z nimi w domu a mój mąz pracował. On bardzo mi
            wtedy przy dziaciach pomagał, wieczorami i w weekendy. ale ja nawet przy
            bliźniakach rocznych miałąm w ciągu dnia czas na to żeby się z nimi zdrzemnąć,
            ugotowac obiad, posprzątac, pobawić się z dziecmi, iść na spaceritp...Więc
            jeżeli kobieta siedzi w domu z trzylatkiem to tym bardziej powinna sobie dać z
            tym radę. Z wypowiedzi załozyciela wątku wynika, że jest on jedynym "żywicielem
            rodziny". Trzeba się czasem zastanowic jak duża to presja_kredyty, czynsz,
            opłaty, jedzenie- wszystko na głowie jednej osoby. U nas było tak, że
            zdecydowaliśmy sie na dzieci z pełna swiadomością co to oznacza-dla mojego męża
            przez jakiś czas bycie odpowiedzialnym za utrzymanie wszystkich, dla mnie na
            jakis czas rezygnacja z kariery zawodowej. Jakoś się udało. Po dwóch latach
            wróciałam do pracy, po jakims czasie zmieniłąm ja na dużo lepszą, w tym momencie
            oboje pracujemy, oboje dzielimy obowiązki domowe, staramy się znależc równowagę
            miżedzy życiem rodzinnym a zawodowym i wspieramy się wzajemnie. Może ta
            dziewczyna ma przesyt bycia tylko mamą? Jej maż jeśli tyle pracuje, to sorki,
            ale dla mnie to zrozumiałe że nie ma siły wieczorem zmywać naczyń, usypiać
            dziecka i jeszcze może przygpootywać romantyczna lkolację dla dwojga...Zalecam
            poważna rozmowę o Waszej przyszłości, w ten sposób doprowadzicie do rozwodu,
            niczego więcej. Zona powinna iść do pracy i mieć po pierwsze udział w
            utrzymawaniu domu, po drugie pewnie polepszy się jej samoocena, a mąz wtedy
            będzie mógł zrezygnowac z nadgodzin i poświęcić więcej czasu rodzinie...
        • sir.vimes jeśli ktoś naprawdę zajmuje się dzieckiem 07.06.09, 12:26
          to 3 latek JEST bardziej męczący niż małe, które trzeba jedynie tulić, karmić i
          przewijać.

          A 3 latek przez 24h na dobę jest wybitnie męczący.


          "Aha i apropo tego, ze to 3.5 letnie dziecko wymaga takiej strasznej
          uwagi i człowiek jest niby tak strasznie zmeczony po spedzeniu dnia
          calego.. Poplakalam sie ze smiechu.
          To noworodek, dziecko do 12 miesica zycia absorbuje maksymalna ilosc
          uwagi, i faktycznie poziom zmeczenia jest ogromny "
          • erillzw Re: jeśli ktoś naprawdę zajmuje się dzieckiem 13.06.09, 00:23
            sir.vimes napisała:

            > to 3 latek JEST bardziej męczący niż małe, które trzeba jedynie
            tulić, karmić i
            > przewijać.
            >
            > A 3 latek przez 24h na dobę jest wybitnie męczący.

            Jakie 24h na dobe????
            3 latek od 8 do 15 spedza czas w przedszkolu. A poza tym potrzebuje
            przynajmniej 8 godzin snu. O jakich 24 godzin piszesz?
            Conajwyzej możemy mówic o 9 godzinach dnia...
    • gacusia1 Biedactwo...ojjj.... 05.05.09, 20:45
      Dziecko zabralo Ci uczucia zony,jaki ty biedny jestes,taki malutki
      chlopczyk,ktoremu jakis KTOS zabral milosc i czulosc. No pewnie,ze
      wazniejsza mamusia i ciotka niz wlasna zona i syn! No kto by sie tam
      zajmowal WLASNA RODZINA gdy sie ma matke chora,no nie? I jeszcze
      ciotke??? Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr........NIEDOJRZALY
      MAMINSYNEK!!!!!!!!!!! Kopa w tylek powinienes od zony dostac a nie
      UCZUCIA!
      • wysoki.brunet Kogo obchodzą uczucia woła pociągowego 06.05.09, 11:46
        gacusia1 napisała:

        > MAMINSYNEK!!!!!!!!!!! Kopa w tylek powinienes od zony dostac a nie
        > UCZUCIA!

        Wygląda na to że trzy baby zrobiły sobie woła pociągowego i sobie go wydzierają...
        Kogo obchodzą do cholery uczucia woła pociągowego. Jak piszesz kopa w tyłek i do
        roboty.
        Ty swojego widać lepiej widać wytresowałaś.
        Ewidentnie pisze to żona jest niedojrzała bo dziecko jej przesłania wszystko
        inne, sam to przeżyłem.
        Być może ty masz na myśli dojrzałość do myślenia macicą? Faktycznie z powodów
        biologicznych mężczyznom raczej sie to nie zdarza.
        • kckk Re: Kogo obchodzą uczucia woła pociągowego 06.05.09, 12:39
          > Ewidentnie pisze to żona jest niedojrzała bo dziecko jej przesłania wszystko

          Ewidentnie to Adaś chce żone na wyłączność, a najlepiej bez synka. I to się
          nadaje do prasy!
          No niestety obowiązki względem rodziny ma każdy, mówię Ci ciesz się z tych
          obowiązków póki masz je komu świadczyć smile
          • miacasa Re: Kogo obchodzą uczucia woła pociągowego 06.05.09, 13:11
            A ja myślę, że przygniotło ich nieprzyjemne życie: obowiązki względem dziecka,
            matki, banków, ciotki.... a zabrakło w ich życiu przyjemności i radości z bycia
            we dwoje, z bycia we troje i w pojedynkę również. Brak pieniędzy, ograniczenie
            wyjść i wydatków, ciągłe pretensje ale to wszystko idzie wyprostować, z tym, że
            zacząć trzeba od tego co w głowie i stopniowo będzie lepiej, równowaga w
            rodzinie powoli wróci ale samo się to nie stanie, trzeba zewrzeć szeregi.
            • wysoki.brunet Re: Kogo obchodzą uczucia woła pociągowego 06.05.09, 14:58
              miacasa napisała:

              > A ja myślę, że przygniotło ich nieprzyjemne życie: obowiązki względem dziecka,
              > matki, banków, ciotki.... a zabrakło w ich życiu przyjemności i radości z bycia
              > we dwoje, z bycia we troje i w pojedynkę również. Brak pieniędzy, ograniczenie
              > wyjść i wydatków, ciągłe pretensje ale to wszystko idzie wyprostować,

              Krótko mówiąc to facet jest po to żeby oczekiwania, potrzeby zobowiązania wszystkich dookoła spełniać zasuwać i taka jest jego rola, tylko jeszcze do swojej roli nie dorósł bo ma sam jakieś tam oczekiwania i potrzeby?
              • miacasa Re: Kogo obchodzą uczucia woła pociągowego 06.05.09, 16:10
                > Krótko mówiąc to facet jest po to żeby oczekiwania, potrzeby zobowiązania wszys
                > tkich dookoła spełniać zasuwać i taka jest jego rola,


                O nie, nie... niczego takiego nie napisałam, w małżeństwie ważne jest by tak
                dzielić obowiązki by wszyscy byli jednakowo wypoczęci/zmęczeni a skoro jest już
                tak beznadziejnie to trzeba zwiększyć wysiłek umysłowy by sytuację naprawić
                jeśli dotychczasowe starania i ogromny wysiłek nie szły w dobrym kierunku to
                wspólnie trzeba się zastanowić jak sobie życie poprawić i uprzyjemnić. W
                kieracie zwiększonego trudu związanego z odchowaniem dziecka, spłatą kredytów i
                koniecznością opieki nad ciężko chorą osobą bardzo łatwo popaść w przygnębienie
                i niemoc. Trzeba się wtedy na chwilę zatrzymać i wspólnie zastanowić nad dalszym
                życiem. Nie znam małżeństwa, którego nigdy nie dopadłby kryzys, ważne by go
                przezwyciężyć i ruszyć do przodu.
                • kindofmagic Re: Kogo obchodzą uczucia woła pociągowego 08.05.09, 14:16
                  Trzeba isc do poradni w takim przypadku.

                  Ja tam przeczytalem o zonie, ktora dostala depresji od siedzenia w domu. Brakuje
                  jej kontaktu z ludzmi, nie radzi sobie z tego powodu z domem. Maz zasuwa jak wol
                  i nie ma go w domu, wiec jest pretensja, ze nie dba o zone, o dom, o dziecko.
                  Wtedy maz sie zlosci, ze tyra i sie nie rozdwoi, a ona tylko umie wypominac.
                  Zarzucaja sobie niekochanie, brak uczuc, staran i wszystkiego innego, lacznie z
                  seksem.

                  Nie wroze dobrze jesli nie skorzystaja z profesjonalnej pomocy, bo przy tylu
                  pretensjach nie sluchaja sie nawzajem tylko obrzucaja pretensjami.
          • hella_79 Re: Masz racje! 08.05.09, 12:39
            Gacusia, czyli rozumiem, że jeżeli któreś z Twoich rodziców zachoruje, stanie sie niedołężne to nie będzie mogło liczyć na Twoją pomoc? niech sobie ojciec/matka sami radzą? w końcu to już nie jest Twoja rodzina... co Ciebie to obchodzi, nie?
          • daga_1 Re: Masz racje! 08.05.09, 21:14
            Jakby miał mądrą żonę, to miałby czas i dla rodziny i dla matki i dla ciotki.
            Matkę ma odstawic do kąta, bo ma żonę i dziecko. Nigdy nie wymagałabym tego od
            swojego męża, bo to jest jego matka i ona też potrzebuje pomocy. Może bardziej
            niż ja, bo jest już stara i niezaradna. Nie daj Bóg miec taką córkę albo synową
            jak Ty gacusiu.
        • troll_bagienny Kopniak w tyłek kwoce się nie opłaca 08.05.09, 12:11
          Bo nie wyżyje za 500 zł alimentów. Najgorzej, że gość tyra od rana
          do wieczora, a w domu czeka na niego zrzędząca wiedźma, która już
          pewnie zapomniała, jak to jest żyć bez garów i pieluch, takie
          przypadki to polska norma. Wystarczy pójść na plac zabaw i zobaczyć
          te roztyte balerony opieprzające przez telefon mężów, a czym taka
          może zabłysnąć? Praca-nie, dziecko-wymęcza, dom-bajzel, obiad-
          przypalony, a ona pół dnia na plotach z matką lub sąsiadką.
            • ofiara_przemian Re: Kopniak w tyłek kwoce się nie opłaca 08.05.09, 14:13
              Słuchaj, macierzyństwo to raczej żaden przymus. Ja rozwiązałam
              sprawę w sposób cywilizowany, oświadczając mężowi, że obowiązki będą
              dzielone na pół, a ja wracam w stosownym czasie do pracy, żeby nie
              było, że jestem na czyjejś łasce. Znam niewiele rodzin, które
              obiektywnie mogą sobie pozwolić na to, żeby jeden z partnerów nie
              pracował i zajmował się dzieckiem lub dziećmi. Moja znajoma
              pracowała w "Biedronce", a jej mąż w "Makro". Ona kasjerka, on
              magazynier. Zarobki, wiadomo, marne. I mimo, że dziecko dostało się
              do żłobka, a obok była chętna teściowa, która chciała pomóc im przy
              dziecku, młoda mamuśka do dziś nie pracuje, choć mały ma już prawie
              4 lata. Pieniędzy im brakuje, rachunki nie popłacone, a ona siedzi
              na tyłku i pół dnia spędza w parku albo placu zabaw plotkując z
              innymi mamuśkami. Oczywiście narzekają na biedę i niezaradnych
              mężów. Leniwe baby i tyle. Mąż tej dziewczyny zasuwa już teraz na
              dwóch etatach, a ona tylko obmyśla, jak tu wziąć pożyczkę na kolejny
              duperel do ich mieszkania. Mierzmy siły na zamiary. Mój mąż marzył o
              tym, żeby posiedzieć z dzieckiem w domu, tak dla przyjemności i w
              ramach urlopu wychowawczego, ale nas na to nie stać. Znam kilku
              facetów, którzy naprawdę by chcieli i mają ten luksus finansowy, ale
              z kolei ich żony wolą zostać w domu albo zatrudnić nianie, bo mąż w
              roli opiekunki to takie niemęskie.
      • phalaphael Re: Biedactwo...ojjj.... 08.05.09, 11:00
        Młoda jesteś, głupia...
        Ale dorośniesz... Tyle że wtedy to już będziesz stara i brzydka. I wtedy to Ty
        będziesz się musiała starać o faceta a nie odwrotnie.
        Trochę pokory dziecino.
        • ahhna Re: Biedactwo...ojjj.... 08.05.09, 21:41
          Mądra kobieta w życiu nie będzie się starać o faceta smile)) Moja
          ciotka 30 lat spędziła w marnym związku z pijakiem, w końcu
          owdowiała, wiedzie skromny i szczęśliwy zywot, a na pytanie o faceta
          odpowiada: a choćby ze złota był,to nawet dotknąć bym nie
          chciała smile)) Na nic jej uroda się nie przydała w tym jej ciężkim
          życiu, jeszcze, jak mówi, zaszkodziła, bo tak to może byłaby
          szczęśliwą starą panną i dorobiłaby się jakiegoś mająteczku. I
          młodość z urodą kupiłaby sobie teraz w jednym z licznych gabinetów
          kosmetycznych. I to jest dla mnie mądra doświadczona kobieta smile
      • mondego1 Re:bredzisz babo 08.05.09, 14:04
        to co facet ma kopnac w tylek swoja chora matke i ciotke bo ma
        rodzine.Matka to tez rodzina.zastanow sie co ty pieprzysz bo sie noz
        w kieszni otwiera.To ze gosc sie zajmuje swoja matka to tyko dobrze
        o nim swiadczy , jest dobrym synem!!
      • janznepomuka Re: Biedactwo...ojjj.... 08.05.09, 14:41
        Nie pisz głupot gacusiu jedna, bo facet ma przerąbane i mieć będzie,
        dopóki baby nie zostawi. Ja niestety swojej nie zostawiłem i cierpię
        tak już od 15 lat. Zero seksu, za to dziecko od samego urodzenia
        było tylko moje. W wypadku natomiast chorych osób, którym trzeba
        pomagać, to były to osoby z rodziny żony, którym jednakowoż
        pomagałem tylko ja.

        Są kobiety, których organizm po urodzeniu dziecka się przestawia
        diametralnie i trudno. W moim przypadku po latach rozmów nawet
        groźba złożenia pozwu rozwodowego w dniu 18 urodzin naszego dziecka
        (już napisany z odpowiednią datą) nie dała żadnego efektu. Żyjemy
        obok siebie, na zewnątrz pozory OK, ja już się zdecydowałem
    • helenkq Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 05.05.09, 22:03
      hmm... nie wiem w sumie co siedzi w glowie twojej zony ale moze czas
      sie zastanowic ile w tym twojej winy...
      owszem po porodzie targaja nami czasem bardzo sprzeczne emocje i
      dajemy sie wam we znaki ale czesto z doswiadczenia wiem ze to wasze
      zachowanie doprowadza do takich sytuacji a brak porozumienia
      pogarsza sytuacje... mimo ze moje malzenstwo uwazam za udane nie
      moge powiedziec ze jest latwo wink
      a wracajac do twojej zony... postaraj sie ja zrozumiec a z mojego
      punktu widzenia wyglada to tak ze wracasz do domu po wielu godzinach
      i chcialbys zeby zona zajela sie toba, mowisz ze jestes wykonczony a
      nie pomyslisz o tym jak ona sie czuje

      po calym dniu z trzylatkiem to ona jest bardziej zmeczona niz ty!!!!

      i nie dziwie sie jej ze nie chce sie kochac bo dla nas kobiet bardzo
      wazne jest samopoczucie i rozzalona napewno nie ma ochoty na seks...

      jak juz pisalam nie moge wiedziec jaka macie miedzy soba sytuacje
      ale ja chcialabym zeby maz wzial jeden dzien wolnego i zajal sie
      dzieckiem a zona niech wroci do poprzedniego zycia chociaz na jeden
      dzien wyslij ja do fryzjera, kosmetyczki czy kolezanki a nastepnego
      dna zostaw dziecko tesciowej i zabierz ja gdzies np na kolacje
      mysle ze jak wrocicie do domu bedziecie mieli czas porozmawiac
      szczerze i wazne zebys takze wysluchal co zona ma do powiedzenia a
      nie wpuscil jednym uchem a wypuscil drugim...
      to chyba nie bedzie duzy wysilek a napewno pomoze wink
      a potem sami zobaczycie co dalej...
    • lineczkaa Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 06.05.09, 22:47
      >załatwiam urzędy, ciągnę sprawy mojej schorowanej samotnej matki i
      ciotki, wożę ją na leczenie,>

      No normalnie forma i przekaz tego zdania dopełniło moje podejrzenie,
      że to zwykłe bajkopisarstwo tongue_out
      Jeśli jednak nie, to wieczorem usiądź z żoną i prostymi zdaniami
      przekaż o co Ci chodzi. Krótko i na temat, no i na tyle szybko, żeby
      Ci nie przerwała wink. Skoro proste komunikaty działają na mężczyzn to
      i działają na kobiety big_grin.
    • blackglass Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 07.05.09, 12:14
      32adam napisał:
      > Odkąd mamy dziecko żona jest oschła, ciągle rozżalona, ma w stosunku do mnie
      sa me żale i negatywne emocje, a wszystkie pozytywne i czułość jest tylko dla
      dziecka.
      Bycie zazdrosnym o uczucia żony do dziecka dla mnie osobiście nie są normalne...

      32adam napisał:
      > Pracuje coraz więcej bo mamy problemy ze spłaceniem kredytów,
      > biorę nadgodziny, a jak wracam wykończony,
      Pan egoista! Myślisz ze ona po całym dniu nie jest zmęczona/ wykonczona?

      32adam napisał:
      > załatwiam urzędy,ciągnę sprawy mojej schorowanej samotnej matki i > ciotki,
      wożę ją na leczenie, a potem jeszcze na do
      > datek żona rozżalona że nie pomagam jej przy dziecku,
      No i ma racje, bo z tego co piszesz nie pomagasz ale masz czas pomagać ciotce i
      matce?

      32adam napisał:
      > kiedy cały dzień siedzi w domu totalny bajzel i jeszcze tym muszę > się zajmować.
      No straszne, tak ciężko jest pomóc żonie w sprzątaniu?

      32adam napisał:
      > Ale najbardziej dołuje mnie brak jej uczuć, wsparcia, całkowity
      > brak seksu miedzy nami jet katastrofą,
      > na każda czułość dotkniecie reaguje złością albo obojętnością.

      Pytanie zasadnicze czy Ty (wg. niej) dajesz jej to czego sam oczekujesz?

      32adam napisał:
      > Ja już nie chcę być wcale ojcem, chcę kochająca wspierającą mnie zonę którą
      miałem kiedyś.
      Dorośnij na tym polega macierzyństwo/ojcostwo/rodzina.
      Wszyscy powinni się wspierać i pomagać sobie a nie patrzeć przez pryzmat
      własnego ja!
      Bo kiedy żenisz się i rodzi się dziecko jest my a nie jawink


    • purpurowa_komnata Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 07.05.09, 14:33
      To nie dziecko zabrało Ci miłość żony...Za zaistniałą sytuację
      jesteście odpowiedzialni tylko Ty i Żona.
      Co do porady to usiądź na spokojnie i przedyskutujcie swoje wzajemne
      oczekiwania i potrzeby-bez oskarżania.
      A i jeszcze jedno nie oczekuj,że się zmieni sytuacja: Ale
      najbardziej dołuje m
      > nie brak jej uczuć, wsparcia, całkowity brak seksu miedzy nami jet
      katastrofą,
      > na każda czułość dotkniecie reaguje złością albo obojętnością"
      skoro jak wynika z tego co napisałeś- Żona czuje się pozostawiona
      sama sobie...
      Na koniec:Twoja rodzina to na 1 miejscu Żona i synek-warto by
      poprosić kogoś o pomoc w załatwianiu spraw Twojej Mamy i Ciotki.
      Człowiek nie jest w stanie wszystkiego robić sam -bo nie jest
      cyborgiem.
      • ranita_08 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 15:57
        > Na koniec:Twoja rodzina to na 1 miejscu Żona i synek-warto by
        > poprosić kogoś o pomoc w załatwianiu spraw Twojej Mamy i Ciotki.
        > Człowiek nie jest w stanie wszystkiego robić sam -bo nie jest
        > cyborgiem.

        To chyba jednak powinno zależeć od tego na jaką chorobę cierpi
        rodzic. Jeśli jest to poważna choroba, to jeddnak wypadałoby pomóc
        matce w odwiezieniu do szpitala niż żonie w zmywaniu.


        Kwestia priorytetów i tego, która z osób jest aktualnie bardziej
        potrzebująca.
        Inaczej reaguje się na katar matki czy ojca a inaczej na np. raka,
        prawda?

        Wybacz ale absurdem byłoby gdyby syn, którego całe życie
        wychowywałaś w momencie kiedy zapadasz na ciężką chorobę wynajmował
        obcą osobę do podcierania ci pupy ponieważ on musi pozmywać.
        • purpurowa_komnata Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 09.05.09, 11:36
          > To chyba jednak powinno zależeć od tego na jaką chorobę cierpi
          > rodzic. Jeśli jest to poważna choroba, to jeddnak wypadałoby pomóc
          > matce w odwiezieniu do szpitala niż żonie w zmywaniu.
          >
          >
          > Kwestia priorytetów i tego, która z osób jest aktualnie bardziej
          > potrzebująca.
          > Inaczej reaguje się na katar matki czy ojca a inaczej na np. raka,
          > prawda?
          >
          > Wybacz ale absurdem byłoby gdyby syn, którego całe życie
          > wychowywałaś w momencie kiedy zapadasz na ciężką chorobę
          wynajmował
          > obcą osobę do podcierania ci pupy ponieważ on musi pozmywać.

          Nie żartuj-takie porównania są śmieszne.
          Tu nie chodzi o zmywanie.
          Tu nie chodzi o kilkumiesięczną stałą pomoc. Chodzi tu o
          fakt"mamusia cie urodziła to ty teraz masz się jej do końca życia
          odwdzięczać-a i tak niezależnie od tego co zrobisz mamusia i tak
          zrobiła więcej"
          Fakt wybiera się to co w danej chwili jest ważniejsze-ale jeśli
          najważniejsza zawsze jest mama-niezależnie od wszystkiego to wkrótce
          może nie być mażeństwa bo rodzina się rozpada.

          Powiem to mojemu synowi aby w przyszłości nie krzywdził swojej żony
          i dziecka.
          Mama wychowała i wiele poświęciła-ale kiedy jest żona i dziecko to
          nie wolno się zachowywać tak, jakby ich nie było...
          Czasem potrzebana jest całodobowa opieka przez wiele lat nad chorą
          matką, ojcem,żoną, mężem, dzieckiem...-czasem trzeba mieć pomoc
          obcych osób-nawet płatną-po to, żeby pozostali członkowie rodziny
          nie byli poozostawieni sami sobie.
          I nie chodziło mi tutaj o oddawanie do zakładu opiekuńczego-to
          indywidualna sprawa.
    • wj_2000 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 11:08
      Różne baby na tym forum próbują dodatkowo Cię dołować w trudnej
      sytuacji. Pieprzą coś jak to męczące mieć 3,5 latka pod całodzienną
      opieką. A co ma powiedzieć przedszkolanka z grupą 15-osobową? Twoja
      żona pracuje w domu na ...1/15 etatu.
      Feminizm zamulił jej głowę i zamiast się cieszyć, że może - dzięki
      Twoim adekwatnym zarobkom - spędzać czas ze swoim ukochanym
      dzieckiem, ma nieprawdopodobne MUCHY W NOSIE.
      A weź ty ją pieprznij i poszukaj sobie kochanki!
      • damap Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 11:37
        Przedszkolanka w czasie opieki nad dzieckiem nie pierze, nie
        prasuje, nie gotuje, nie sprząta itp. Poza tym to jej praca i to
        zazwyczaj 8 godzinna, a nie 24 godzinna, jak w przypadku matki
        siedzącej non stop w domu, pozostawionej bez pomocy męża, a to
        chyba różnica. Po powrocie do domu jeśli ma taką możliwość i
        normalnego męża, z którym dzieli obowiązki, może walnąć się na
        łóżko i obejrzeć TV, albo iść do fryzjera.
        A Twojemu dziecku- autorze postu- po prostu składam szczere wyrazy
        współczucia z powodu takiego "OJCA".
        • kaszalot-pl Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 11:46
          damap napisała:

          > jak w przypadku matki
          > siedzącej non stop w domu, pozostawionej bez pomocy męża, a to
          > chyba różnica.

          A moze zwrocisz uwage ze maz w tym czasie pracuje, ciezko to nazwac
          brakiem pomocy w sytuacji kiedy jest jedynym zywicielem rodziny.
          Gdzie wasze protesty w kwesti tego ze moze w ramach wspolnej
          odpowiedzialnosci ta pani tez zacznie zarabiac na dom?

          kaszalot
          • eye-witness Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 13:31
            adam nic napisal dlaczego zona nie pracuje, dlaczego dziecko jest w domu, nie w
            przedszkolu, wiec moze nie oceniajmy z gory. gdy pojawia sie dziecko, podzial
            obowiazkow staje sie dosc jasny, zgoda. ale chyba nic facetowi sie nie stanie,
            jesli po powrocie do domu pomoze TROCHE zonie, zajmie sie chwile dzieckiem, zeby
            ona mogla odpoczac (tak, zajmowanie sie dzieckiem 24h/dobe jest cholernie
            meczace), wyjsc na troche z domu, czy cos w tym stylu. dziecko w koncu jest nie
            tylko jej. a jak sie nie chce miec dziecka i 'wiedzmy' w domu, trzeba nalozyc gume.
        • ren95 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 14:03
          Praca przedszkolanki to 4 godziny dziennie-pełen etat, i wygląda
          zupełnie inaczej niż samodzielna całodobowa opieka nad dzieckiem
          plus dodatkowo zakupy, sprzatanie gotowanie, karmienie, zabawianie,
          itd (przedszkolanka zajmuje się dziećmi, kucharki w przedszkolu
          gotują, obsługa sprząta, panie "pomoce" pomagają karmić, itd
        • ewa1125 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 04.06.09, 20:26
          Mam pomysł, a właściwie prosty test, który sprawdzi czy żona autora
          wątku tak bardzo go potrzebuje-niech jej zada pytanie, czy zgodzi
          się na obniżenie statusu materialnego w zamian za to,że on będzie
          wcześniej wracał z pracy, pomagał jej w domu i przy dziecku,że w
          końcu będa dzielić po równo obowiązki rodzicielskie? Bo ja mnie się
          wydaje, że owa żona jest z tych,co to wybieraja sobie zaradnych
          facetów nie po to,żeby dzielić z nimi zycie,tylko miec źródło
          finansowania.Po urodzeniu dziecka,mąz zostaje bankomatem,a jej
          pretensje względem niego wynikają z tego,że ona go nie kocha i być
          może nigdy nie kochała.Potrzebowała tylko zamożnego opiekuna i,
          niestety,mam wrażenie,że opcja obniżenia poziomu życia w zamian za
          pomoc męża w domu, wpędzi ją w panikę.
      • axio-mat Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 11:40
        tiaaa, az slabo sie robi od glupoty niektorych.
        przeszkolanka nie jest sama z grupa dzieci, nie gotuje im obiadow, nie robi
        zakupow jednoczesnie, nie pierze, nie gotuje, jasne?
        proponuje, zebys sam zostal z dzieckiem w domu, niech kobieta idzie do pracy,
        zarabia, bedzie wsrod ludzi. jak tak sobie posiedzisz, pobawisz z dzieckiem,
        zmienisz pieluche, ugotujesz, popierzesz, poprasujesz, a potem jeszcze dasz dupy
        kobiecie, to moze zrozumiesz. i tylko sprobuj miec focha!
      • ahhna Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 20:14
        > Feminizm zamulił jej głowę i zamiast się cieszyć, że może - dzięki
        > Twoim adekwatnym zarobkom - spędzać czas ze swoim ukochanym
        > dzieckiem, ma nieprawdopodobne MUCHY W NOSIE.
        > A weź ty ją pieprznij i poszukaj sobie kochanki!

        Niewiele zrozumiałeś z postu autora wątku. Przecież właśnie jego
        żona nic innego nie robi, tylko cieszy się synkiem - całą miłośc na
        niego przelała. I nie pasuje mu to.
        W sumie to może i słuszna rada, niech poszuka kochanki: ma wszak
        duużo kaski, bo dużo pracuje. Tylko niech nastawi się na obiadki na
        mieście, z kochanką oczywiście, za które będzie płacił oczywiście, i
        naukę obsługi pralki. Bo kochanki "niezamulonej feminizmem" raczej
        nie znajdzie w 21 wieku.
      • limonka02 No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 11:44
        Facet się stara jak może, pracuje cały dzień, utrzymuje rodzinę,
        ogarnia chorą matkę! A jak wraca do domu to dostaje opieprz i
        pretensje! Może tak drogie panie wyobraziłybyście sobie sytuacje
        odwrotną. Wy cały dzień praca/szpitale/urzędy/nadgodziny, wracacie do
        domu a tam burdel i pretensje...

        Oburza mnie to, że kobiety nie doceniają mężczyzn utrzymujących
        rodzinę. A feminizm nie ma tu nic do rzeczy! To jego dobra wola i
        miłość sprawiają, że stara się dbać o rodzinę.

        A poza tym wy też kiedyś będziecie starymi schorowanymi matkami!!!!
        I lepiej żeby wasi synowie zechcieli się wami zająć.

        Ja widziałam już takie związki. Mąż od lat śpi w drugim pokoju, żonka
        siedzi w domu i nie jest w stanie ogarnąć dziecka, musi brać
        opiekunkę, a na obiad i tak są parówki i kanapki.

        Trochę pokory by się przydało.
        • pikapikaczu Re: No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 12:14
          No może i masz rację ale w niewielu przypadkach, ja z obserwacji wiem, że facet
          potrafi kota ogonem umiejętnie odwrócić i wychodzi zawsze na winę kobiety. Moja
          wypowiedz była troszkę przerysowana ale celowo.
          Ktoś tu już i tak mądrze odpowiedział, że należy porozmawiać szczerze, bo
          inaczej robi się z tej sytuacji błędne koło, czyli ja mam cię gdzieś bo nie
          sprzątasz i nie dbasz o mnie i dom, a Ty tego nie robisz, bo ja mam Cię gdzieś.
          Tylko rozmowa, ale bez użalania się nad sobą.
          Albo może niech żona wyjdzie załatwić mnie "ważne" urzędowe sprawy np z
          dzieciakiem, co jej pozwoli wyjść z domu i odetchnąć, a Tobie odejdzie trochę
          obowiązków.
          I więcej szacunku do drugiej osoby.
            • kindofmagic Re: No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 23:15
              Owszem jest usprawiedliwienie. To ciezsza robota niz sie wielu wydaje, zwlaszcza
              przez pierwszy rok ale bez przesady. Przez 8 miesiecy zona siedziala w domu z
              synem i dawala sobie rade ze wszystkim. Jakos nie bylo dramatu, raczej szczescie
              i niewyspanie. I nie jest mi obce wstawanie w nocy po 10 razy, czyszczenie
              tylka z kupy, wiec wiem jak to dziala.

              Po prostu kazdemu po 3,5 roku siedzenia przy pieluchach i garach moze odwalic
              korba i wtedy czlowiek nie radzi sobie z niczym. Pytanie - dlaczego ta pani
              siedzi nadal w domu i nianczy 3,5 letnie dziecko zamiast wyjsc do ludzi ? To
              jest raczej ich problem, bo takie rzeczy ustala sie wspolnie.
          • 90robson Re: No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 22:24
            Tak sobie czytam te wszystkie posty i trochę śmieszą mnie argumenty
            biorących w obronę zmęczone macierzyństwem żony; że facet po pracy
            na kilku etatach, po pomaganiu schorowanej matce nie ma prawa być
            zwyczajnie padnięty? Może gościu rzeczywiście pragnie od żony, by
            zainteresowała się jego problemami. I nie mówcie, że można o tym ze
            zmęczoną żoną porozmawiać. Cholernie dobrze znam problemy takich
            facetów, jak ten, ktory wrzucił ten temat na forum. Znam z autopsji.
            Takie kobiety nie silą się nawet na to by sojego faceta wysłuchać do
            końca, nie mówiąc już o rozmowie. Bo "TO ONE MAJĄ RACJĘ!!!!".
            Mimo wszystko jednak ne odważyłbym się powiedzieć, że dziecko
            zabrało mi miłość żony. Mam dwóch synów i tylko oni pozwalają mi
            jako tako funkcjonować w moim związku.
        • titta Re: No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 13:32
          No to prosz sobie wyobrazic ze facet siedzi caly dzien z dzieckiem,
          a potem wieczorem zjawia sie zona z pracy, obslugi mamy i cioci, nie
          zapyta sie co slychac tylko z fochem wyjezdza, ze nieposprzatane.
          Nie przytuli, nie usmiechnie sie tylko zyczy sobie jedzenia, potem
          czulosci i idzie spac. Jak szybko nabralibyscie panowie przekonania,
          ze w takim ukladzie trzyma was tylko aspekt finansowy?
        • eye-witness Re: No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 13:35
          masz racje. czesciowo. poniewaz kobiet, ktore zajmuja sie dzieckiem i domem tez
          nikt nie docenia. wiekszosc facetow uwaza, ze to zadne zajecie. nie zauwazylas?
          kobieta rodzac dziecko rezygnuje z wlasnego zycia, ona, nie ojciec dziecka. czy
          to ze facet pracuje na dom zwlania go z obowiazku dbania o dziecko i zone
          inaczej niz tylko finansowo?
          mezczyznom tez by sie troche pokory przydalo. nazywanie takiej kobiety wiedzma
          czy dziwka i radzenie facetowi, zeby znalazl sobie kochanke, chyba nie swiadczy
          dobrze. jak myslisz?
          • limonka02 Re: No bez przesady proszę państwa! 08.05.09, 13:46
            Uważam, że teksty o wiedźmie, dziwce i kochance nie są warte oceniania
            i komentowania. Ignoruję je. Radzę wszystkim to samo.

            Zgadzam się z tym, że bycie przy dziecku to TRUDNA I NIEDOCENIANA
            praca.
            Boli mnie tylko, że panie popadają w przesadę i obrażają kolesia,
            który chyba się stara. Są tysiące takich, którzy mają w dupie bardziej
            niż autor wątku.

            Życia w miłości i rodzinie trzeba się nauczyć. Nie róbmy z Adama
            histeryka, nieroba i maminsynka bo to naprawdę jest nie w porządku.
    • kaszalot-pl Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 11:27
      Hej
      Ja bym poszedl troche pod prad wojujacym feministkom dominujacych w
      tym watku, a czesciowo razem z nimi.
      1. Maja racje, powinienes podzielic sie z zona obowiazkami w domu i
      tymi zwiazanymi z dzieckiem, inaczej nie bedziesz mial z nimi
      dobrego kontaktu. Tylko na litosc boska, dlaczego zona ma nie
      dzielic sie z toba rowniez pozostalymi obowiazkami?
      a. poslij dziecko do przedszkola, ma 3,5 roku przyda mu sie
      kontakt z kims innym niz tylko toksyczna matka, sorki ale skoro nie
      ma czasu przez caly dzien na nic innego to jest toksyczna bo
      ogranicza i siebie i dziecko.
      b. poslij zone do pracy. zamiast pracowac po godzinach bedziesz
      mial czas dla niej i dla dziecka. to chyba dobrze?
      c. jesli zona w pracy nie wchodzi w rachube to moze w tym czasie
      zajmie sie domem, urzedami, pomoca twojej rodzinie? przypominam,
      dziecko w przedszkolu. bedziesz mial czas dla niej i dla dziecka. to
      chyba dobrze?
      d. razem sprzatacie, zajmuecie sie dzieckiem, gotujecie.
      chodzicie do kina, ty piwo, ona kosmetyczka. to jest czas dla niej i
      dla dziecka. to chyba dobrze?


      Kolacje, kosmetyczki, kino jest fajne ale nie rozwiazuje problemu ze
      twoja zona ma w dupie ze sobie nie radzisz ze wszyskim, sama sobie
      tez nie radzi wiec musicie popracowac.
      Drogie feministki, kiedy dzielenie sie obowiazkami zacznie obejmowac
      cale ich spektrum?

      kaszalot
    • e.cartman Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 11:48
      I jeszcze brakuje zdania.."zaraz zabiorę zabawki i pójdę z tej piaskownicy!!!"
      no i płacz i zgrzytanie zębów. hmm co by tu poradzić? może zachoruj na jakąś
      ciężką nieuleczalną chorobę. może wtedy docenisz to mozolne zwykłe życie?? może
      olśni cię że problemy się rozwiązuje a nie czeka aż same odejdą. szkoda słów na
      ciebie, bo z twojego postu wynika że nie masz sobie nic do zarzucenia
      • vijet Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:20
        Jestem w SZOKU, co wypisuja niektore (a nawet wiekszosc) kobiet w
        tym temacie. Jezeli jest tak, jak mowi autor watku, to jest on
        EWIDENTNIE pokrzywdzony. Chwala mu za to, ze zajmuje sie chora matka
        (do kobiety, ktora twierdzi, ze najwazniejsza jest rodzina - a matka
        to nie najblizsza rodzina??? jakby moja ewentualna zona by cos
        takiego wypomniala, to chyba wkrotce przestalaby byc zona), bierze
        nadgodziny i jeszcze zajmuje sie domem. Jak mozna krytykowac tego
        czlowieka? Sam bylem swiadkiem podobnych przemian kobiet... ktore
        jednak przyznawaly, ze postepowaly nie w porzadku. Przynajmniej
        mialy na tyle honoru, zeby przyznac, ze wina lezala po ich stronie.
        Precz pierd***** nastrojom uzaleznionym od hormonow, czy innych
        substancji. Precz z pieprzeniem, ze praca w domu to wielce meczace i
        stresujace zajecie. No chyba ze maz jest tyranem i pedantem w
        jednym. A ze nudne i nierozwijajace to inna sprawa. No wlasnie? Moze
        zona oszalala przez to siedzenie z dzieckiem? Moze lepiej juz poslac
        chlopczyka do przedszkola, a zone do pracy? Jak to nie pomoze, to
        nie wiem co pomoze. I nie sluchaj tych kobiet, co wypisuja takie
        bzdury, ze glowa od nich moze tylko rozbolec.
        • purpurowa_komnata Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:39
          Chwala mu za to, ze zajmuje sie chora matka
          > (do kobiety, ktora twierdzi, ze najwazniejsza jest rodzina - a
          matka
          > to nie najblizsza rodzina??? jakby moja ewentualna zona by cos
          > takiego wypomniala, to chyba wkrotce przestalaby byc zona),

          Tak to ja napisałam,że na pierwszym miejscu powinna być żona, mąż i
          dziecko...
          To samo twierdzi moja Teściowa-tak dokładnie.
          Proponuję czytać że zrozumieniem bo napisałam też,że Matci i Ciotce
          pomoc się należy ale nie kosztem zero czasu dla żony i dziecko-
          dlatego potrzebna jest pomoc kogoś innego-wszystko jedno czy będzie
          to ktoś bliski czy nawet od czasu do czasu żona.
          A co do bzdur to przeczytaj sobie jeszcze raz to co napisałeś
          człowieku-nie znasz relacji drugiej strony to nie oceniaj-proste.
          • vijet Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 13:01
            Po pierwsze na poczatku poczynilem zalozenie, ze "jezeli jest jak
            autor watku mowi". Po drugie: ma czas dla rodziny, co rowniez
            zostalo wyraznie napisane. Moze troche mniej, niz gdyby nie zajmowal
            sie matka i ciotka, ale jednak go ma. Uwierz mi - do maminsynka mi
            daleko, moja matka na mnie raczej narzeka, niz mnie chwali (w sensie
            traktowania jej), ale jakby byla chora, to bym sie nia na pewno
            zajal (zreszta juz mialem okazje). Beznadziejne egoistki, tyle mam
            do powiedzenia o kobietach w tym watku.
            • purpurowa_komnata Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 13:19
              Piszesz nie na temat i tyle chwaląc się jakim jesteś dobrym synem.
              Inna sprawa-nagła choroba a inna starszy wiek, kiedy człowiek czuje
              się niezdrów i nie jest tak sprawny jak za młodu.Pewnie,że wtedy
              byłoby miło mieć syna na codzień przy sobie-ale ten syn ma też inne
              zobowiązania-o to chodziło w mojej wypowiedzi.
              Co do egoizmu przywołanego przez Pana to oprócz wypowiadających się
              powinieneś powiedzieć też to samo o Matce i Ciotce-łatwo jest
              oceniać-bardzo łatwo.
              A założenie to chyba poczyniłeś jedynie w myślach-pozdrawiam
              • vijet Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 13:55
                Chwalac sie jakim jestem dobrym synem? Przeciez wyraznie napisalem,
                ze matka na mnie raczej narzeka. Z tego co napisal autor tematu,
                mozna wnioskowac, ze pomaga mamie/ciotce od czasu do czasu, a nie
                spedza z nimi cale dni. Mam tylko nadzieje, ze wypowiedzi w tym
                temacie nie sa reprezentacyjne i kobiety jednak nie sa tak
                egoistyczne i pozbawione obiektywizmu, jak mozna stad wnioskowac.
            • sojkaj2 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 16:06
              Vijet,

              musze sie z Tobą zgodzić, włosy staja na głowie, jak sie czyta
              niektóre komentarze babeczek. Też mam dziecko - bynajmniej nie
              aniołka i nie zgadzam sie z twierdzeniem, że opieka nad jednym
              dzieckiem to ciężka harówa. Wszystko to kwestia zorganizowania
              czasu. Pracuję, prowadzę dom, mam czas dla dziecka, męża i dalszej
              rodziny i nie ma z tym żadnego problemu. Fakt jest taki, że dzielimy
              się z mężem obowiązkami, z dzieckiem siedzi niania, potem pójdzie do
              przedszkola. Siedziałam w domu 9 miesięcy po urodzeniu dziecka i
              naprawdę opowieści o straszliwych zaharowaniu matek niepracujących
              to pin na wodę fotomontarz!
              • atina44 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 17:04
                Nikt nie ma pojęcia jak jest w tym przypadku, nie ma sensu
                kogokolwiek porównywać bo każdy przypadek jest inny.Jak ktos ma
                nianię to nich nie mówi ,że to kwestia oragnizacji i
                wychowywania,pracowania i czasu na wszystko.Znam też osoby, które
                palcem nie kiwneły przy własnych dzieciach mając 2 nianie na zmianę
                dzień/noc kucharkę i pania do sprzatania i też twierdzą,że pracuja ,
                dzieci wychowują i maja czas na wszystko.
                To bardziej wydatki finansowe niż praca i zorganizowanie.Bo dzieci
                czasami mówia do obcych kobiet mamo zamiast do własnej matki, którą
                kojarzą jako panią z dużą ilością makijażu i długimi paznokciami,
                która od czasu do czasu odzywa się do nich jak tatuś w domu.
                Te kobiety też uważaja ze wychowuja dzieci i ciężko pracują .
                Ja tego nie komentuję ,bo każdy ma prawo żyć po swojemu,a ludzie
                dorośli powinni mieć tego świadomość.
    • cegielka612 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:12
      Aż się we mnie gotuje jak czytam takie posty od umęczonych pracą
      zawodową. Byłam w domu z dzieckiem przez rok czasu, obecnie pracuje -
      na 1,5 etatu tj. raz normalnie w pracy plus zlecenia wieczorami,
      ale regularnie. Wstaje o 6 żeby na 7 dojechać do pracy, kładę się
      średnio koło 11-12. I jestem dużo mniej zmęczona niż jak "tylko"
      siedziałam w domu. Ja wiem że Panom się wydaje że zajmowanie się
      dzieckiem to jest praca na 1/10 etatu, sama zresztą dopóki
      nie "posiedziałam" w domu też miałam takie zdanie. Ale prawda jest
      taka że opieka nad dzieckiem plus sprzątanie, gotowanie, pranie i
      inne czynności jest dużo bardziej męcząca niż praca zawodowa.
      Autor postu znajduje czas dla wszystkich - ale nie ma czasu dla
      własnej rodziny, do tego jest przekonany że żona codzienie ma plażę.
      Rozumiem że powinno to wyglądać tak, że żona zajmuje się dzieckiem,
      pierze, sprząta i gotuje, a jak mąż przyjdzie z pracy, straaasznie
      zmęczony to zajmuje sie jeszcze nim do poźnych godzin wieczornych,
      bo w końcu nic nie robi i nie zasługuje na odpoczynek.
      Rozwiązaniem sytuacji faktycznie wydaje się przedszkole a żona do
      pracy. I wtedy jak oboje wrócą po pracy to raz posprząta mąż, raz
      żona, to samo z obiadami, praniem i innymi obowiązkami. A i dziecko
      ktoś będzie musiał z przedszkola odebrać i ciekawe kto to bedzie. A
      co do chorej matki to rozumiem że autor jest jedynakiem, a ciocia
      jest bezdzietna i nie ma innej rodziny. Bo inaczej to wygląda tak że
      matka z ciotką wykorzystują jedną osobę a ta osoba w związku z tym
      zrzuca wszystkie swoje obowiązki na żonę i jeszcze ma do niej
      pretensje że nie pieje z zachwytu, jakiego to ma dobrego męża.
    • evvik jesteś leniem i tyle 08.05.09, 12:18
      Żona cały dzień siedzi z dzieciakiem, musi się nim zajmować a ty się dziwisz że ma pretensje-dlaczego dla ciebi jast dziwnw, że po powrocie do domu masz posprzątać, czy zająć się dzieckiem?Żona siedzie w domu nie poto,by sprzątać tylko dobrze opiekować się synem.Równie dobrze ona może powiedzieć że cały dzień odpoczywasz w pracy a potem nic nie chcesz robić.Jak nie chcesz sprzątać to zatrudnij sprzątacza/czkę , a nie miej pretensj do żony.Co do seksu- nie dziwię się że przemęczona kobieta nie ma na to choty z takim dupkiem jak ty.
      • ofiara_przemian Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 12:46
        Ręce opadają, jakiż to "ciężki" żywot mają te "biedactwa" na
        macierzyńskim względnie wychowawczym. A obrazek jest aż nadto
        przerażający: zapasiona, zaniedbana, znerwicowana i obrażona na cały
        świat kwoka, która nie potrafi się ogarnąć i żyć, jak normalni
        ludzie. Pół dnia spędzone na oglądaniu seriali, pół dnia na
        ploteczkach z mamusią, jaki to mąż jest egoistyczny i jak to nie
        potrafi zadbać o dom i rodzinę. Jakoś nigdy nie żaliła mi się (a mam
        mnóstwo koleżanek mężatek-matek) żadna znajoma, która zaraz po
        macierzyńskim wróciła do pracy, mimo tego, że dziecko trzeba było
        zawieźć do żłobka na czas, odebrać na czas, w międzyczasie pracować
        na etacie, a po powrocie jeszcze zrobić zakupy. Otóż, nie ma nic
        gorszego, jak usiąść na tyłku w domu i czekać na oklaski. Niektórym
        paniom wydaje się, że macierzyństwo jest szczytem ich łaski
        wyrządzonej społeczeństwu i rodzinie. Siedzi taka na dupsku cały
        dzień i jeszcze narzeka. Mąż zarabia - źle, mąż nie zarabia - źle,
        najlepiej jakby wszystkie obowiązki przejął, a ona tylko by leżała i
        pachniała. Z nudów babom się w głowach przewraca. Każdy dzień taki
        sam - przerabiałam to: wstajesz, karmisz cycem, przewijasz,
        spacerek, obiadek, karmienie, sprzątanie. Ale to przecież nie
        przymus. Są żłobki, babcie, nianie. Jak baba ma zwariować od
        siedzenia w czterech ścianach i jeszcze tylko dziecku i małżeństwu
        zaszkodzić, to niech lepiej idzie do jakiejkolwiek pracy, jeśli
        przed urodzeniem dziecka sprawiało jej to przyjemność. Niestety,
        wiele bab to lenie. Moja macocha tłumaczyła i tłumaczy się do dziś,
        że nie pracuje, bo robi to dla dobra dziecka (brat ma 18 lat), a dla
        mnie baba po prostu kłamie, nie chce jej się wychodzić z domu, bo
        praca to konieczność przystosowania się do ram czasowych, nie można
        się spóźnić, trzeba przyjść na czas, słuchać innych. A w domu, z
        dzieckiem jest łatwiej, zwłaszcza, jeśli ma już 2-3 lata i może
        zająć się same sobą. Moja koleżanka odepchnęła męża po urodzeniu
        syna, po prostu, przyznała się, że wykorzystała faceta na zasadzie
        reproduktora, a zainteresowanie nim straciła po pojawieniu się
        dziecka. Wtedy skończył się seks i inne przyjemności. Dziewczyna
        siedziała w domu 3 lata i ciągle była na wszystko i wszystkich
        obrażona, a facet tyrał i tylko "opieprz" dostawał, że jest do
        niczego. Teraz koleś tyra dalej, a ona poszła do pracy i znalazła
        sobie faceta na boku, ale przed rodziną gra skrzywdzoną matkę,
        której nikt nie rozumie, a ona przecież urodziła i jest żoną! Ktoś
        napisał, że małżeństwo jest grobem miłości,"ona" od początku udaje
        kogoś, kim nie jest. Siostra mojego męża schudła przed ślubem 20 kg,
        żeby tylko pociągnąć faceta do ołtarza, a jak już było "po", zapasła
        się jak wielorybica, siedzi w domu i płacze nad "M jak Miłość".
        Gdyby jej facet nie zarabiał dużo i musiałaby iść do pracy, miałaby
        impuls do tego, żeby ładnie wyglądać i zachowywać się na poziomie, a
        tymczasem mamy 25-letniego kocmołucha, którego jedynym problemem
        jest "nieksiążkowy" kolor kupy dziecka i pomysł na obiad, który i
        tak zawsze wychodzi na kolację. Kobiety przestają dbać o siebie i
        związek tuż po podpisaniu magicznego papierka, a faceci - wzrokowcy
        szukają wrażeń dalej - w miejscu pracy, u sąsiadki, na delegacji, bo
        żonę-kurę permanentnie "boli głowa" lub jest w kolejnej ciąży (jak
        już dojdzie do przypadkowego seksu, bo "pani" ma dzień dobroci dla
        zwierząt.
        • titta Re: Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 13:36
          Slusznie. wroca do pracy i wtedy maz nie bedzie mial wymowek, ze
          nieposprzatane. Pracuja po rowno, wiec dziecko, gotowanie i porzadki
          tez po rowno. Wiec moze jednak docenic, ze zona siedzi w domu i
          zaczac sie z nia dogadywac?

          Choc zgodze sie ze siedzac w domu nawet z kilkorgiem malych dzieci,
          mozna, a nawet trzeba sie tym domem takze zajac. Jednak i tutaj
          uznanie dziala znacznie lepiej niz pretensje.
          • ofiara_przemian Re: Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 14:05
            Moja siostra skończyła dwa fakultety i całe życie kpiła z kobiet
            gorzej wykształconych, w tym własnej matki, która nigdy nie
            pracowała, tylko niańczyła ją i jej brata, póki nie osiągnęli
            pełnoletności. I co? Mentalność mamuśki przeniosła się na córeczkę.
            Córcia nigdy się nie przyzna, że woli siedzieć na tyłku w domu z
            gromadką dzieci, zamiast pracować i być pożyteczną społecznie, skoro
            już studiowała za darmo na państwowej uczelni przez 10 lat, a teraz
            nie daje z siebie nic. Dziewczyna nigdy nie pracowała i nie
            zamierza. Więc nie ważne, czy pani magister czy osoba z podstawowym
            wykształceniem, mentalność kury dziedziczy się w genach lub wynosi z
            domu. Mnie przerażało zawsze jedno: a jeśli facet straci pracę albo
            się mną znudzi, albo ulegnie wypadkowi, co gorsza...umrze, co zrobię
            po kilku latach siedzenia w garach i pieluchach, jeśli nagle będę
            musiała utrzymać dom? Dlatego nie tylko warto, będąc kurą domową,
            docenić ciężką pracę faceta, partnera, lecz również należy się
            zabezpieczyć w razie niespodziewanej odmiany losu, która może choć
            nie musi nastąpić, a upupienie w domu na łasce męża to najgorsze
            możliwe rozwiązanie. Ja jestem osobą, która nie lubi być na czyimś
            utrzymaniu, a jeśli tylko facet zarabia pieniądze, to prędzej czy
            później, przy pierwszej lepszej kłótni wypomni nam to lub zrobi to
            ktoś z jego rodziny, albo nawet nasza własna matka. Warto zarabiać
            choćby grosze, ale mieć te swoje pieniądze, poza tym, praca
            niesamowicie dowartościowuje, zwłaszcza, kiedy się parę miesięcy
            hodowało niemowlaka i nie było czasu na inne zajęcia.
            • titta Re: Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 18:12
              Nie rozumiem dlaczego uwazasz, ze sie jest na czyjejs "lasce". dla
              mnie to normalny podzial obowiazkow. Moga dwie strony identycznie
              zarabiac, zajmowac sie domem po rowno i dzieckiem, a moga sie
              wyspecjalizowac: jesdno zarabia, drugie zajmuje sie domem i
              potomstwem. Obydwa systemy sa jednakowo dobre i o zadnej "lasce" nie
              ma mowy.
              Inna sprawa, ze zawsze cos moze sie stac i wtedy jedna osoba bedzie
              musiala sobie poradzic z wszystkimi rolami. Latwiej jest tym
              niewyspecjalizowanym (dzielacym prace i dom). Jednak koszty takiego
              podzialu moga by spore lub moze byc on niemozliwy (male lub chore
              dzieci). Moze byc tez tak, ze godzi sie na ryzyko, z innych
              wzgladow.

              Ps. Jedno wypomnienie ze strony faceta i sam by musial robic
              absolutnie wszystko
            • wjw2 Re: Ogarnijcie się, kwoki! 13.05.09, 15:09
              > Córcia nigdy się nie przyzna, że woli siedzieć na tyłku w domu z
              > gromadką dzieci, zamiast pracować i być pożyteczną społecznie
              , skoro
              > już studiowała za darmo na państwowej uczelni przez 10 lat, a
              teraz
              > nie daje z siebie nic



              big_grinbig_grinbig_grin to jest hit tego wątku, "być pożyteczną społecznie"



              Pochwal się zatem, ja Ty jesteś pożyteczny/a społecznie???

          • kaszalot-pl Re: Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 14:20
            titta napisała:

            > Wiec moze jednak docenic, ze zona siedzi w domu i
            > zaczac sie z nia dogadywac?

            Co on ma docenic? Ze wraca z roboty to musi pojechac ogarnac dom,
            urzad i chora matke? Docenic to moze obiad i porzadek w domu ale
            niestety tego nie zastaje.

            Moj syn ma teraz 15 miesiecy i miedzy bajki mozna wlozyc ze dziecka
            na 2 minuty nie mozna spuscic z oka. Franek potrafi sam bawic sie 30
            minut bez niczyjej opieki. W tym czasie nawet ja jestem w stanie
            wstawic pranie.
            kaszalot
            • kzwti Re: Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 14:42
              Dobre dziecko masz i tyle. Nie wszystkie takie są. Moja starsza
              córka też taka była. A póltoraroczny syn to "żywe srebro" jak 3
              minuty go nie słychać to czy my czy babcia z dziadkiem mamy alarm,
              że coś broi, albo już coś takiego zmajstrował, ze jak to zobaczymy
              to nas zamuruje. A połączywszy tych dwoje powstaje już mieszanka
              wybuchowa "ciężkokontrolowalna" i nieprzewidywalna, więc trzeba mieć
              oczy naokoło głowy. Nie wrzucaj wszystkich dzieci do jednego wora bo
              to są dopiero bajki.
              Btw: nie bierz tego do siebie - to do wszystkich dyskutujących
              Pisał autor wątku jaki jest jego syn? (Według mnie jak siedzi non
              stop z mamusią, tatę widzi od czasu do czasu to pewnie jedynak
              typowy wydmuchany i wychuchany z niego rośnie). Skąd on ma to jednak
              wiedzieć skoro syna mało co widzi i ma niewielki wpływ na jego
              wychowanie (sfrustrowana żona, matka, ciotka, praca, nadgodziny,
              dodatkowa robota, banki, zagrożone kredyty, urzędy i Bóg raczy
              wiedzieć co jeszcze)?. A jeszcze niektóre lebiegi umysłowe do tego
              wszystkiego radzą mu kochankę. Jak ta bida to wydoli? I tak go
              podziwiam, że przy takiej organizacji życia jeszcze nie osiwiał i
              nie ołysiał do tego. Albo mu nie odbiło. Dobrze, ze mu jeszcze
              tesciowa nie dop......dala. Ja to bym sobie w główkę palnął jakbym
              miał tak zorganizowane życie. Dobry chłop z niego i radzić mu trzeba
              co zrobić, żeby się jakoś z tego pozbierać ... i to mądrze, nie
              piep....yć farmazony o kochankach, kopaniu w d..., kurach domowych,
              kwokach i dobrych czy złych dzieciach.
            • titta Re: Ogarnijcie się, kwoki! 08.05.09, 18:16
              Zakupy tez pewnie sam robi, gotuje dla siebie i dla dzieci?
              Ja tez opiekujac sie dwujka dzieci znajomych bylam w stanie (z
              nudow) posprzatac im mieszkanie. Co nie znaczy ze z innym jednym
              mozna miec na to czas.
              Poza tym sa osoby, ktorym balagan organicznie nie przeszkadza wink
            • wjw2 Re: Ogarnijcie się, kwoki! 13.05.09, 15:11
              > Co on ma docenic? Ze wraca z roboty to musi pojechac ogarnac dom,
              > urzad i chora matke?

              To się chłopina nie przepracowuje, zważywszy na fakt, że urzędy są
              czynne do 15-ej, raz w tygodniu do 17-ej lub 18-ejbig_grinbig_grinbig_grin
              • erillzw Re: Ogarnijcie się, kwoki! 17.05.09, 18:36
                wjw2 napisała:

                > > Co on ma docenic? Ze wraca z roboty to musi pojechac ogarnac
                dom,
                > > urzad i chora matke?
                >
                > To się chłopina nie przepracowuje, zważywszy na fakt, że urzędy są
                > czynne do 15-ej, raz w tygodniu do 17-ej lub 18-ejbig_grinbig_grinbig_grin

                uau, szacun, ze jestes w urzedach codziennie...
                Nie macie sie juz czego czepiac to i tego, ze gosc administracyjne
                rzeczy w domu ogarnia.. taaaa...
                Jeszcze mu zarzucie, ze nie terminowo z pracy wraca i to tez dowod
                na to jakim jest egoista i jak ma w dupie ta biedna, cierpiaca i
                zajmujaca sie domem zona, bo wlasnie stoi w korku ktory czasem trwa
                nie 20 min tylko 1.5 godz.. uncertain
        • welcometopoland Moja stara po porodzie też poczuła się Boginią 13.05.09, 18:54
          ..wszak to "ona" stworzyła życie. "Wyprodukowała z siebie" człowieczka,
          pozwoliła mu siedzieć w brzuchu 9 m-cy więc jest niemal jak Bóg ! Jest lepsza,
          jest mega-maszyną do tworzenia życia.

          A ja akurat w czasie porodu byłem bez pracy więc pluła i rzygała na mnie na
          każdym kroku. A to że zajmowałem się małym i domem miała w d..
      • barry.the.babtist jaja sobie robisz? 08.05.09, 15:44
        Ja rozumiem, ze niemowlę wymaga opieki 24 godziny na dobę ale dziecko
        3,5 letnie chyba potrafi się samo bawić przez chwilę.

        Ja mylę, że podział ról -tymczasowy lub nie- "ty zajmujesz się domem
        i synem, ja załatwiam sprawy urzędowe i pracuje" jest
        sprawiedliwy....o ile obie strony wywiązują się z obowiązków....
        • erillzw Re: jaja sobie robisz? 08.05.09, 15:48
          barry.the.babtist napisał:

          > Ja rozumiem, ze niemowlę wymaga opieki 24 godziny na dobę ale
          dziecko
          > 3,5 letnie chyba potrafi się samo bawić przez chwilę.


          Nawet nie przez chwilę.


          > Ja mylę, że podział ról -tymczasowy lub nie- "ty zajmujesz się
          domem
          > i synem, ja załatwiam sprawy urzędowe i pracuje" jest
          > sprawiedliwy....o ile obie strony wywiązują się z obowiązków....

          Podzial.. hmmm... generalnie chyba bardziej bym sie sklaniala do
          podzialu i wspolpracy..
    • kzwti Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:19
      Masz chłopie problem i to wielki !!! Bo albo ci oczy p...ką zaszły
      przed ślubem i się w "księżniczkę" dałeś wrobić, albo masz poważny
      problem ze sobą.
      Albo za miękki w stosunku do żonki byłeś na początku i teraz
      beczysz "baranku boży", albo do roli męża i ojca nie dorosłeś. Weź
      się zastanów nad sobą przede wszystkim!!!!
      Dopóki byliście we dwoje było superek, kupa czasu dla siebie, zero
      zobowiązań wobec innych itd. tju, tju, kocham Cię. Życie to nie
      bajka chłopie, weź się ogarnij i zacznij działać i mysleć co zrobić
      z waszym małżeństwem.
      Co ja mam powiedzieć? Żona, dwójka dzieci (jedno 3,5 roku, drugie
      1,5 roku), chorzy rodzice bez samochodu i jeszcze czasem teściom
      trzeba pomóc. Ja pracuję i podyplomowo studiuję zaocznie, żona
      pracuje, robi doktorat i jeszcze ostatnio musiała iść na studia
      podyplomowe (wymóg pracodawcy). Czasem wieczorem człowiek myśli
      tylko o łóżku i poduszce. I co? Mam płakać i użalać się nad sobą bo
      sobie wieczorem nie "potrzymałem"? Że młoda mnie nie posmerała bo
      padła na łóżko i usnęła? Czy twoja żona ma pomoc do dziecka? Może z
      domu wyjść, odpocząć? Może babcia czy ciocia w zamian za twoje
      zaangażowanie w ich sprawy czasem by dały twojej żonie wychodne. W
      końcu dzieciak nie jest już malutki.
      Też się czasem zżymałem, że moja siedziała z dwójką dzieci w domu
      cały dzień i nie zdążyła posprzątać. Dopóki nie musiałem też czasem
      z nimi zostawać ze względu na jej pracę i studia. Jak trzeba
      zostaję, przeżyłem to, wiem do czego są zdolne małe dzieci i
      rozumiem czemu jak wróciłem był czasem bałagan. 10 godzin w firmie z
      kontrahentami nawet upierdliwymi to pikuś przy tym samym czasie z
      dwójką maluchów. Człowiek madrzeje w miarę doświadczeń. I pchamy ten
      wózek razem, choć czasem nie jest różowo. Staramy się też być jak
      najwięcej z bąblami bo to dla nich przede wszystkim człowiek żyje i
      się stara.
      A i jeszcze jedno zacznijcie ze soba szczerze rozmawiać o tym
      wszystkim. Mówisz że jest oschła i zła. A jaka ma być "głowo
      rodziny"? Zwaliłeś kobiecie dzieciaka na wyłączność, nie robi nic
      innego tylko dziecko i dziecko na okrągło. Ty jesteś w pracy między
      ludźmi, co kawałek inne wyzwanie. A ona co? Dd trzech i pół roku
      dom, obiadek, najpierw był na okrągło cyc i pampers, teraz "mama bo
      chcę kupę, siku, zalałem się, umazałem podłogę" i tak naokoło
      Wojtek. Chćbyś pracował i 24 godziny na dobę to i tak powiem, że
      wygodny jesteś i tyle.
      Może czas dziecko do przedszkola wysłać i dać żonie możliwość
      samorealizacji w pracy, co? Ona też chce się dowartościować. Postaw
      sie w jej sytuacji siedzi na okragło w domu z dzieckiem ma zszarpane
      nerwy bo w koło to samo, jest niedowartościowana i sfrustrowana bo
      może też by coś chciała w życiu osiągnąć i tobie się jeszcze marzy
      że cie przytuli i d...py da? Pomyśl no trochę facet!!! Ogarnij się!!!
      Może zamiast brać nadgodziny, dodatkową robotę pomóż jej z dzieckiem
      i daj jej możliwość pójścia do pracy (choćby zarabiała tylko na
      przedszkole). Niech się poczuje dowartościowana, że ona też się
      dokłada do waszego budżetu, do tych waszych kredytów. Moja czasem
      żartuje i marudzi, że pół jej pensji idzie na spłaty (takie terminy
      płatności co zrobić), za to za moją pensję żyjemy smile.
      Jak wkrótce nie zaczniecie rozmawiać i starać się oboje wspólnie
      rozwiązywać problemy to zacznij się chłopie rozglądać za dobrym
      adwokatem, szykuj kasę na alimenty bo niedługo mozesz przestać być
      mężem i tatusiem bo, chyba do tego nie dorosłeś. A wtedy ona sobie
      sama radę da i z dzieckiem i z samorealizacją. I to bez dodatkowego
      dorosłego "dziecka" przy cycku. A i tobie będzie wygodniej raz w
      miesiącu zapłacić na dzieciaka i nie mieć taaaaaaaaaakich wielkich
      problemów. Sorry chłopie za ostre słowa, ale pytam jesteś facetem
      czy babą? Masz jaja czy wiatr w gaciach? Problemy sa po to aby je
      rozwiazywać. Tak czy inaczej spróbuj pomyśleć, wczuć się w sytuację
      swojej żony. Życzę Ci z całego serca żebyście wybrnęli z tej matni w
      którą wpadliście. Zacznij myśleć i działać!!! Już, nie jutro czy
      pojutrze!!! Uszy do góry, bedzie dobrze...
      Mówi ci to dumny ojciec dwójki babli i mąż swojej żony.
      Cześć i trzymaj się. W.
      • limonka02 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:33
        W większości zgadzam się z przedmówcą.

        Jednak z moich obserwacji wynika, że wiele pań domu NIE CHCE iśc
        znów do pracy.
        A na propozycę przedszkola dostają spazmów.
        Raczej proponują drugie dziecko.

        Może miałam pecha, ale naprawdę znam takie panie i to ona
        najczęściej mają wieczne pretensje do mężów.

        Trzeba facetowi podpowiedzieć rozwiązanie (przedszkole, żłobek,
        opiekunka, ciocia do pomocy,a może wrócę na pól etatu?) a nie tylko
        się boczyć, że on po 12 godzinach pracy nie wpada na pomysły jak
        ułatwić życie żonie.
        • kzwti Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:45
          Limonko
          A ja powiem tak, w większości obserwowanych przypadków z mojego
          otoczenia to faceci (moi koledzy zresztą?) są wygodni. Wolą
          zapiepszać 12 godzin dziennie niż zostać 4 godziny samemu z
          dzieckiem i taka jest prawda. Jeśli mądra żona nie wydębi na nich
          swojego powrotu do pracy, z różnych powodów będą unikać tego tematu
          jak ognia dopóki nie jest za późno (czyt. kryzys w małżeństwie czu
          nawet rozwód). Btw: tacy panowie nie wiedza co tracą - nie mówię tu
          o seksie ale o udanym związku i "tacieżyństwie" w ogóle. Takie
          przypadki życiowego wygodnictwa i malkontenctwa u kobiet a i owszem
          są, ale to margines. W takim przypadku trzeba próbować rozmawiać i
          mieć jaja żeby wiedzieć kiedy skończyć. Bo lepiej jest skończyć taki
          zwiazek póki wcześniej niż męczyć sie całe życie. Nawet ze względu
          na dobro dziecka. Takie jest moje zdanie. I kropka.
          • czwarty.wymiar Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 14:44
            kzwti napisał:

            A ja powiem tak, w większości obserwowanych przypadków z mojego otoczenia to faceci (moi koledzy zresztą?) są wygodni. Wolą
            zapiepszać 12 godzin dziennie niż zostać 4 godziny samemu z dzieckiem i taka jest prawda. Jeśli mądra żona nie wydębi na nich swojego powrotu do pracy, z różnych powodów będą unikać tego tematu jak ognia dopóki nie jest za późno [...]


            Ja obserwuję zazwyczaj coś dokładnie odwrotnego. Faceci namawiają swoje żony do powrotu do pracy (chociażby ze względów finansowych), ale one wolą siedzieć w domu, bo " dziecko za małe", "w przedszkolu będzie mu źle" itp.
            • kzwti Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 15:00
              Widać znamy inne kobiety przyjacielu. Chociaż może nie?
              Czekaj, czekaj ...hm. Znam taki przypadek. Oj chyba to się niewesoło
              skończyło. Coś mi się przypomina, że pani jednak poszła do pracy. W
              końcu. Po rozwodzie. Powiem ci coś. Jeśli kobieta jest ambitna to
              wróci do pracy bo będzie chciała się sprawdzić i cos osiągnąć. Jeśli
              jest typem kury domowej to powinna być raczej szczęśliwa w domu z
              dziećmi i nie robić męźowi wstętów i fochów. A jeśli byłaby typową
              niedodziumdzianą "księzniczką" to chłopak by się wcześniej
              zorientował, jaka to mimoza (chyba że jest totalnie niekumaty). Na
              mój rozum są dwa wyjścia: albo kobieta ma dość siedzenia w domu i
              chciałaby zacząć coś robić ze swoim życiem, ale wpadła w
              pułapkę "pieluchową", wcześniej odpuściła sobie pomoc ze strony męża
              bo ten utrzymywał rodzinę. Mąż się przyzwyczaił do takiej sytuacji i
              teraz na nic poza pracą czasu nie ma. I nie wiedzą oboje jak z tego
              wybrnąć, więc chyba najlepsza byłaby tu szybka pomoc specjalisty.
              Albo to żart oczywiścieniech chłopak popilnuje listonosza co
              listy przynosi smile. Może to coś da w wyjaśnieniu?.
              • sheefez Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 15:12
                udzie nie potrafia sie dobrać i tworzyć dojrzałych związków bo nawet
                nie znaja dobzre siebie. potem ratują sie u specjalistów smile nawet
                tak trzeba bo wtedy ktoś zarobi.....męczą się . tworzą sobie pieklo
                i domagaja sie, aby ich kochano ..... zadaj swojej zonie pytanie -
                czy czuje sie kochana przez Ciebie ? i powiedz też zonie że Ty sie
                czujesz niekochany przez nia ...a ze wspolnej rozmowy zobaczysz co
                wyniknie....ale to musi być rozmowa a nie kłotnia bo z tego co
                piszesz to między wami brak jest wzajemnej bliskości
        • eye-witness Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 13:47
          limonka, przyznam, ze nie znam kobiet, ktore nie chca pracowac i miec wlasnego
          zycia. znam natomiast to, co kzwti - kobieta w domu, facet ma wygodnie, wychodzi
          z domu, ma swoj swiat, a do domu nie chce mu sie wracasz, bo tak zmeczona i
          znudzona zona. jasne, po czesci zgadzam sie z tym co napisalas w kilku
          miejscach, ale powiem Ci tak - znam kilku facetow, ktorzy zajmowali sie
          dzieckiem, zas kobieta pracowala i dopiero wtedy dotarlo do nich, ze bycie
          ojcem, niania, kucharka, sprzataczka, praczka, itd. nie jest ani lekkie, ani
          zachwycajace. kij ma dwa konce. rozumiem, ze Adam ma dosc, ale tez nie dziwie
          sie zonie. powinna sie kobieta zmobilizowac i zajac swoim zyciem. na pewno
          pomoze to im obojgu.
            • kzwti Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 14:10
              I o to chodzi moje Panie. równouprawnienie, jak każdy kij ma dwa
              końce. Trzeba sobie to uzmysłowić. Żona też człowiek, a i mąż też
              czasem chciałby mieć trochę lżej i nie musieć sie borykać ze
              wszstkimi sprawami np. urzędowymi. Ja np. jestem happy jak żona
              pojedzie do np. skarbowego z papierami a ja z bąblami w domu zamiast
              za kółkiem posiedzę smile
    • jdylag75 Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:32
      Zona do pracy, dziecko do przedszkola. Ty nie bedziesz musial brać nadgodzin i
      wspolnie zajmiecie się domem.
      A jak żonie nie pasuje to się rozwiedź.
      Mam kilka tachich udomowionych koleżanek, chyba nikt bardziej niż one nie
      narzeka jakie to życie jest ciężkie i jakiego dola w związku z tym mają.
    • sparxx Re: Dziecko zabrało mi miłość żony 08.05.09, 12:34
      Przestać się mazać i bądź w końcu mężczyzną.
      Jak się ma dziecko to nie można powiedzieć "ale ja już nie chcę być ojcem", tak
      samo, kiedy kobieta jest w ciąży, nie może stwierdzić "ja już nie chcę być w
      ciąży". Dziecko jest - i to jest priorytet w życiu was OBOJGA. Jesteś ojcem i
      nigdy tego nie zmienisz. Twoja żona jest matką i tez tego nie zmieni.
      Zostawianie jej z tym samej, kiedy maluch absorbuje całą uwagę przez cały dzień
      - to jest proszenie się o kłopoty i brak seksu w małżeństwie.
      Jasne jest, że załatwianie tych wszystkich spraw, które załatwiasz - jest
      wyczerpujące. Ale jesteś w ruchu, nie przywiązany do jednego miejsca z oczami
      wkoło głowy, żeby mały sobie krzywdy nie zrobił. Jak mu się coś stanie to co byś
      powiedział? - cały dzień w domu siedzi, nic nie robi i nawet dzieciaka nie
      dopilnowała? Spróbuj się wysikać i spuścić dziecko z oczu na 2 minuty - jak się
      nie zabije, to możesz zagrać w totka i wygrać szóstkę. Spróbuj jedną ręką zrobić
      pranie, prasowanie, ugotować, posprzątać i nie być od dziecka dalej niż kilka
      kroków - żeby zdążyć zanim zrobi sobie krzywdę. I spróbuj sobie wyobrazić jak
      wyczerpujące to jest - dzień po dniu, bez wolnych weekendów, 24 na dobę, przez x
      lat, dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola.
      A do tego - mąż wraca "skądś" (bo po pracy zajmujesz się innymi osobami, nie
      swoja rodziną) i wyjeżdżasz z pretensjami o całokształt.
      Smutno się robi, czytając takie rzeczy. To jest jakiś problem dla Ciebie - pomóc
      żonie w domu, przy Twoim własnym dziecku?
      Jak ktoś napisał - weź wolny dzień z pracy, zostań z małym w domu, daj żonie
      wolne i zobacz co to znacz siedzieć z nim cały dzień i "nic nie robić". I
      postaraj się wykrzesać z siebie trochę dobrej woli. Dopóki Twoja żona będzie
      padała na twarz ze zmęczenia, dotąd nie będzie miała ochoty na seks, ani nic, co
      mogłoby do niego doprowadzić. Bo to oznacza więcej wysiłku i więcej zmęczenia.
      Nie oszukujmy się, nie nosisz jej na rękach za to że urodziła Ci dziecko. Nie
      dajesz jej odczuć, że podoba Ci się jako kobieta - więc nie czuje się ładna,
      pożądana i kochana. To jak ma mieć ochotę na seks?
      Rozumiem Twoje rozżalenie, ale jeżeli Ty czegoś nie zmienisz, nie masz co liczyć
      na to, że zmiany się dokonają same.
    • ginusia Ja, zmeczona zona i matka ;)) 08.05.09, 12:38
      Tez taka bylam przy pierwszym dziecku. Wiecznie nieszczesliwa,
      wiecznie z pretensjami do wszystkich... Potem wrocilam do pracy,
      synek mial 6 miesiacy, i wszystko sie zmienilo. Pracujac na caly
      etat mialm czas na wszystko nawet na psa.
      Twoja zona nudzi sie w domu, jest sfrustrowana. Musi cos zaczac
      robic bo moze sie to zle miedzy Wami skonczyc. Dziecko tu nie ma nic
      do rzeczy. To jej wina, tylko i wylacznie.
      Trzymaj sie, zycze Ci pomyslnosci.
      • ofiara_przemian Racja! 08.05.09, 12:54
        Ja na szczęście wybrałam macierzyństwo nieco później niż moje
        koleżanki i równolatki z rodziny, w związku z tym miałam okazję
        trochę przyjrzeć się związkom, które rozpadały się lub przechodziły
        głębokie kryzysy "z powodu dziecka". Jak kobieta się nie pozbiera do
        roku czasu, to już zostanie kurą domową, którą wszyscy będą omijać
        szerokim łukiem. Te zupki, kupki, ząbkowanie, spacerki do parku itp.
        nie mogą przesłonić całego życia, kiedyś dziecko staje się na tyle
        duże, że można je posłać do przedszkola i zrobić coś ze swoim
        życiem. Mnie najbardziej śmieszą argumenty w stylu:"poszłabym do
        pracy, ale mąż mi nie pozwala" lub "poczekam aż mały/mała skończy 6
        lat, to teraz trudny okres" etc. To jest takie oszukiwanie samej
        siebie. Jeśli nam dobrze z dzieckiem w domu, to ok. Ale przeważnie
        nie jest dobrze, bo "koleżanki" z parku nie zastąpią trzeźwo
        myślących znajomych, z którymi można porozmawiać nie tylko o zupkach
        Gerbera i promocjach na pieluchy.