kasa małżeńska

    • ewikom Re: kasa małżeńska 28.07.09, 15:13
      U mnie jest tak samo, tzn mąż wszystko opłaca ale ja ze swojej
      pensji również robie zakupy , kupuję ciuchy i oszczędzam tak że mam
      na płytki podłogowe, na jakiś sprzęt itp a zarabiam podobnie do
      Twojej żony.
    • evrin Re: kasa małżeńska 28.07.09, 15:18
      mamy z mezem wpsolne konto. ja zarabiam ok 1500 zl, maz znacznie wiecej. mamy wspolne konto. wszystkimi wydatkami/rachunkami/kredytem hipotecznym/oszczednosciami zarzadzam ja, zakupy jedzeniowe i kazde inne robie ja, ubieram meza ja itd. I szlag mnie trafia jak moj kochany malzonek mowi, "na co tyle kasy poszlo!" Meżczyzni ktorzy nie zarzadzaja domowym budzetem nie maja pojecia co ile kosztuje i mysle, ze stad jest wiele nieporozumien. Maz mowi,. ze wie, ze nie wydaja pieniedzy na glupoty ale nie jest w stanie pojac ile kosztuje "życie".

      Czasem jak idzie nan zakupy to zaskoczony, ze tyle kasy wydal w markecie a tak naprawde nie kupil nic konkretnego do jedzenia.

      Jak moj maz probuje dojsc co ile kosztuje i czemu tak drogo, to mu zawsze proponuje, zeby on sie zajal teraz naszym budzetem. Jakoś nigdy sie na to nie zdecydowal.
    • kasinek07 Re: kasa małżeńska 28.07.09, 16:40
      My mamy wspólną kasę, raz mąż zarobi więcej, raz ja, zdarza nam się
      sprzeczac czasem o kasę,zwłaszcza jak już jej brakuje, ale ogólnie,
      to potem kwitujemy to śmiechem, bo nie ma o co drzec kotów( 2, 3 tys-
      ja, mąż i mały)Po zrobieniu opłat i większych zakupów w markecie na
      pocz. mies zostaje ok. 600 zł na resztę miesiąca i jakoś się kręci.
      Ale mój mąż ma taki talent, że gdyby mógł przepuścic 10 000
      miesięcznie, bez problemu by to zrobił, ja nie mam tendencji do
      przewalania kasy na byle co, ale oszczędzac też nie potrafię-
      zresztą teraz to serio nie ma z czego odłożyc. Dobrze, że są ratywink,
      na to MUSI się znaleźc! Pozdrawiam.P.S 3 stówy na ubranka dla
      dziecka- łał- musi miec żona gwarancję, że mąż ma pieniądze i w
      razie czego da, ja tak nie mam i wydaje 3 ale dychysmile
    • mika_007 Re: kasa małżeńska 28.07.09, 16:41
      u nas jest zupełnie inny układ
      chyba mąż ma do mnie ogromne zaufanie (no ale sama sobie na nie
      zapracowałam)
      układ jest taki,że ja nie pracuję w ogóle,mąż ma etat+własna
      działalność
      konto wspólne na które wpływa jedna kasa idąca na rachunki,duże
      zakupy -to co zostanie jest na moje "przyjemności" i oszczędności
      kasa z drugiego etatu idzie na biezące zakupy
      (chleb,wędlina,wszystko co co kupuje się częściej) z tej kasy
      również opłaca dzieciom angielski,utrzymuje swój samochód i dorzuca
      mi kiedy potrzebuję szybkiej gotówki

      z samochodem,a raczej samochodami też nie ma mój-twój
      oba są zarejestrowane na mnie,mąż jest współwłaścicielem -zawsze
      gdzieś któreś z nas ma większe zniżki wink
      fakt -jednym jeździ tylko mąż,drugim z reguły ja

      nigdy nie zostałam wyliczona czy sprawdzona ile wydaję
      tylko ja mam dostęp do konta w necie -on wie,że nie przebimbam kasy
      on ma tylko swoją kartę kredytową ale każde użycie mi "zgłasza" -nie
      na zasadzie mojej kontroli tylko żebym ja mogła zapanować nad jej
      spłatą
      i tak najcześciej to ja robię zakupy,a on za nie ową kartą płaci
      nasze konsultacje dużych wydatków polegają tylko na jego
      zapytaniu "jeśli nas na to stać to spoko" bo wie,że 100 razy
      przemyślę,wyszukam najtaniej i mierzę siły na zamiary
      tym sposobem zrobiłam remonty 2 pokoi z kompletną wymianą
      wszystkiego,bez konsultacji -tylko farbę widział,bo kupiliśmy ją
      razem
      czasem dostaję spory przelew od ojca-to też są wspólne pieniądze -a
      to ja dorzucę coś do mężowskiego samochodu,a to on później kupi np.
      opony do mojego czy dorzucę do jakiś rachunków/puli "na cośtam"

      dla mnie to zdrowy układ
      i sprawiedliwy
      moją pracą jest dom,dzieci i opanowanie naszej płynności materialnej-
      mam co robić i za to mąż "oddaje" mi swoją jedną pensję
      ja mam swoją,on swoją,a i tak wszystko ląduje w jednym worze

      a gospodarowania kasą trzeba się nauczyć,bo apetyt rośnie w miarę
      jedzenia-znam z autopsji wink tylko jeszcze umiem się kontrolować
      pomijając ciuchy to za 1,5 tys. jestem w stanie wyżywić 5-osobową
      rodzinę łącznie ze wspomnianymi wcześniej
      oliwkami,mozarellą,paluszkami krabowymi i tzw. "lepszym" żarełkiem
      • frisky2 Re: kasa małżeńska 28.07.09, 17:34
        Aż mi sie jesc zachcialo, jak czytam o tej wedlinie, krabach i lepszych zarelkachsmile
      • kropkacom Re: kasa małżeńska 28.07.09, 18:01
        > dziewcze nie potrafi gospodarować, bo 1,5 tyg.
        > po wypłacie praktycznie nie ma już pieniędzy na swoim koncie

        Tysiąc złotych to naprawdę niewiele. Radzę podyskutować z żoną a nie wątki
        zakładać na forum.
        • the_vicious_one Re: kasa małżeńska 28.07.09, 22:52
          U nas bywało już różnie. Generalnie z moim poprzednim facetem mieliśmy taką
          wspólną rozdzielność, tzn. płacił ten, kto akurat wyjął portfel. On zarabiał
          znacznie więcej, więc generalnie pod koniec miesiąca często mi brakowało i
          zarzucał mi rozrzutność nie zdając sobie sprawy, że prawie wszystkie wydatki na
          jedzenie pokrywałam ja (wracałam wcześniej z pracy i po drodze robiłam zakupy).
          Z moim obecnym jest inaczej. On prowadzi działalność i często (szczególnie w
          sezonie) prosi mnie o pomoc, więc można powiedzieć, że dorabiamy się razem. Nie
          wypłaca mi oczywiście pensji, bo przecież i tak mamy wspólne wydatki. Nie mamy
          także wspólnego konta, ja mam swoje, na którym zazwyczaj nie ma pieniędzy, a on
          ma swoje. Jeśli potrzebuję na jakieś zakupy, po prostu sobie biorę (zazwyczaj
          informuję, że zamierzam iść na zakupy). Poza sezonem bywa różnie. Był czas, że
          dostałam stypendium zagraniczne (do kraju, którego języka on nie zna),
          studiowałam tam i zarabiałam na bieżące wydatki, a on przygotowywał firmę do
          kolejnego sezonu.
          Myślę, że liczy się przede wszystkim to, żeby układ obydwojgu odpowiadał. Jeśli
          jedno jest rozrzutne, a drugie zbiera rachunki, to chyba lepiej mieć oddzielne
          konta...
          Natomiast żona autora topicu niekoniecznie musi być rozrzutna. Być może to
          właśnie sam autor nie bardzo zdaje sobie sprawę, ile tak naprawdę MUSI wydać.
          Proponuję zrobić inaczej: Obydwoje zostawcie sobie po 1000 zł na własne wydatki
          (tak, tak, też będziesz musiał się ograniczać), a resztę przeznaczcie na wydatki
          domowe. I wypadałoby żeby obydwoje małżonkowie w nich uczestniczyli, wtedy nie
          będzie wątpliwości, że wydajecie na to, co trzeba.
          • ligaturka Re: kasa małżeńska 28.07.09, 23:51
            Nie chce sie wymadrzac, ale jestem ogolnie za osobami ktore maja wspolny budzet.
            Latwo jest dzielic sie na jakis sztywnych zasadach 50/50 albo proporcjonalnie
            itp., ale te uklady sa dobre jak ma sie tylko stabilna sytuacje. A zycie przez
            50 lat wspolnie tego nie gwaranntuje, bedzie 'raz na wozie raz pod wozem'.

            Abstrakcyjna (czesta jednak) sytuacja: obydwoje wykonujecie swoje zawody i
            jestescie rozdzielni majatkowo. Kazdy 'reszte' swojej pensji wydaje na swoje
            hobby, samorozwoj. Ok, sielanka. A teraz wyobrasmy sobie, ze maz/zona dostala
            propozycje pracy za granica, w miejscu gdzie my nie znajdziemy pracy bo np.nasze
            kwalifikacje sa nieprzydatne, niewystarczajace, i pozostaje nam siedzenie w domu
            (z dzieckiem czy bez). Co robimy? Zostajemy w Polsce aby zarabiac na siebie za
            wszelka cene? Jedziemy i toniemy w poczuciu winy, ze nie potrafimy zarobic nawet
            na waciki? A co z pracami, w ktorych maz (tak jak moj), przenosi sie co pol roku
            o setki km, i w zawodzie ktorego 90% zon nie pracuje bo pracy dla nich nie ma i
            nikt na kilka miesiecy nie zatrudni do porzadnej firmy?

            Glupota jest dla kobiety godzenie sie na jakies wydzielanie/dzielenie pieniedzy.
            Jest wspolnosc majatkowa i jest ona naturalnym rozwiazaniem na zmieniajace sie
            sytuacje zyciowe. A jak ktos za duzo wydaje wystarczy rozmawiac o wydatkach i
            zrezygnowac z kart kredytowych/platniczych wink
    • kary73 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 07:35
      Ale kasa na ubranka dla dzieci i obiady to chyba nie jest wydana na
      siebie ???
    • a.k.77 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 08:34

      No, cóż każdy ma swój patent na domowe finanse. U nas działa tak: z
      gróbsza liczy sie jaki procent domowego budżetu zarabia żona a jaki
      mąż. Załóżmy, że żona 40% a mąż 60%. I tak partycypujemy w opłatach,
      wydatkach itp. Nie liczymy kasy co do grosza. Raz jedno da więcej
      raz drugie. Chodziło nam o to, żeby z jednej strony każdy miał
      udział w utrzymaniu domu, każdy wiedzieł ile na co idzie, ale żeby
      mieć też własne finanse. W końcu jak chcę mężowi kupić prezent, to
      nie będę go prosić o kasę na tosmile Choć konta mamy osobne, kase
      traktujemy wspólnie. Tyle, że zostawiamy sobie też na własne
      wydatki, jeśli coś z tej pensji zostaje po wydatkach. U nas ten
      model sprawdza się świetniesmile
    • olala_29 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 11:15
      U mnie jest tak: każde z nas ma kilka kont własnych - nie wiem ile i gdzie mój
      mąż ma pieniędzy, to samo w druga stronę (on zarabia 2,5 razy tyle co ja).
      Kiedyś założyliśmy wspólne konto na wydatki bieżące ale okazał się to zupełnie
      niefunkcjonalny (dla nas) pomysł.
      Każde z nas kupuje to co trzeba do domu i nie wyliczamy ile kto wydał. Mąż
      bardzo dba o zaplecze finansowe rodziny, wiem, że mogę spać spokojnie, ja z
      wydatkami nie szaleję (wyjątek ostatnie 3 miesiące wink). U nas tak jest dobrze,
      ale to nie musi sprawdzić się u innych.
    • rudaswiruska Re: kasa małżeńska 29.07.09, 11:25
      Cześć.
      Przede wszystkim wspólna pensja to zaufanie oraz dystans do partnera.
      Osobiście mam przykre doświadczenia, gdzie to ja musiałam się martwić o rachunki, mąż natomiast swoją pensję przeznaczał na swoje zbytki.
      Najgorzej było wtedy, kiedy pieniążki już mu się skończyły, a jeść się chciało...
      Nie zdecyduję się więcej na taką wspólnotę.
      Złóżmy się na rachunki, na jedzenie... Przeznaczmy wspólną kwotę na dziecko... Reszta niech pozostanie do dyspozycji osobistej.
      Pozdrawiam!
      • mieszaniec Re: kasa małżeńska 29.07.09, 11:37
        Hmm, ja miałem ciekawe doświadczenie w tym temacie ...
        Mieszkałem z dziewczyna, która dobrze zarabiała (rzędu 10
        tys/miesiąc), ja też dobrze zarabiam. Ona twierdziła, że jest
        feministką i stać ją, żeby pokrywać połowę wydatków na życie
        (jedzenie itd.). Potem jednak zobaczyła, że ja jem więcej od niej i
        stwierdziła, żeby każdy płacił za swoje jedzenie. Skończyło się tak,
        że ja płaciłem za wszystko ...
        Fajny ten feminizm ....


      • demonii.larua Rudaswirusko 29.07.09, 20:08
        Proszę usunąć z sygnaturki link do sklepu.

        Pozdrawiam
        demonii.larua
    • pyzz Re: kasa małżeńska 29.07.09, 15:08
      W życiu bym się nie zgodził na taki układ!
      Każdy powinien mieć swoje własne konto i w przypadku dużej dysproporcji zarobków
      należałoby dążyć do jej zniwelowania.
      Żona-utrzymanka jest zawsze osobą czerpiącą wszelkie korzyści ze związku:
      dostaje utrzymanie, może sama, a często wręcz w opozycji do ojca budować relacje
      z dziećmi, a w razie rozwodu wszystkie te korzyści powszechnie uznaje się za
      krzywdy. Mężczyzna w takim związku bierze na siebie znakomitą większość stresu
      (co się kończy krótszym średnio o 8 lat życiem i znacznie gorszą jego jakością),
      ograniczane mu są kontakty z dziećmi (już PRZED rozwodem), a w razie rozwodu
      wszystkie tego typu niesprawiedliwości poczytywane są mu za winy i kończą się
      dalszymi zobowiązaniami dla niego (i odseparowaniem od dzieci).
      Jeżeli żona trwoni majątek to naprawdę radzę rozważyć możliwość wystąpienia do
      sądu o wprowadzenie formalnej rozdzielności majątkowej. Masz do tego prawo,
      nawet jednostronnie (bez jej zgody), choć oczywiście polskie sądy rodzinne są
      seksistowskie i ta sama sytuacja jest inaczej traktowana, gdy to mężczyzna
      zarabia mniej, niż gdy kobieta. Ale radzę spróbować.
      • babcia47 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 19:20
        > Żona-utrzymanka jest zawsze osobą czerpiącą wszelkie korzyści ze
        związku:
        ..gorąco radzę nie wchodzić w jakiekolwiek zwiazki..do tego trzeba
        chociaż trochę dojrzeć..
        • pyzz Re: kasa małżeńska 29.07.09, 23:04
          > > Żona-utrzymanka jest zawsze osobą czerpiącą wszelkie korzyści ze
          > związku:
          > ..gorąco radzę nie wchodzić w jakiekolwiek zwiazki..do tego trzeba
          > chociaż trochę dojrzeć..
          Otóż za późno. Co więcej, mój związek trwa już dużo dłużej, niż większość z
          tych, o których czytamy na takich forach, jak "Rozwód i co dalej", czy "ojcowie
          walczą o dzieci". I nic nie wskazuje na to, aby się to miało zmienić.
          Chyba, że chodzi, Ci o małżeństwo - w takim wypadku, to spokojna Twoja
          rozczochrana. Związek można budować tylko na równych prawach, więc małżeństwo
          odpada.

          A swoją drogą, to byłabyś skłonna może jakoś uargumentować? Przedstawiłem pewną
          tezę (używając nieco hiperbolizacji, to prawda), którą bardzo pokrótce
          uargumentowałem. Ty natomiast poczęstowałaś mnie jedynie jakimiś osobistymi
          wycieczkami. Gratuluję!
          • babcia47 Re: kasa małżeńska 30.07.09, 16:06
            > A swoją drogą, to byłabyś skłonna może jakoś uargumentować?
            współczuję "doswiadczenia" życiowego, jednak to nie powód by
            generalizować i do jednego worka wrzucać kobiety bedące na
            utrzymaniu męża..często na jego zyczenie, za obopólna zgoda lub
            dlatego, ze nie ma innego wyboru..Najczęściej kobieta "pozostaje" w
            domu lub z racji obowiązkóww domowi-rodzicielskich ma ograniczone
            mozliwości zawodowe, zarabianie..ale nie znaczy, że zawsze sprawia
            jej to szaloną przyjemność..osobiście, gdy wreszcie poszłam do
            pracy, po czterech latach wychowaczego, co uzgodniliśmy wcześniej z
            małżonem, ze tak bedzie najlepiej dla naszych synów..to wreszcie
            odpoczęłam, odetchnęłam..i odżyłam. Co prawda małż mi nie skąpił o
            nie wyliczał, ale akurat równolegle budowaliśmy dom (w kryzysie,
            kiedy jak "rzucili" cement to trzeba było brać, bo nastepna dostawa
            za kwartał i 2-giego byliśmy "po wypłacie", zostawało na absolutnie
            niezbedne wydatki) i wiem jaka to "przyjemność", gdy człowiek chodzi
            po mieście (na plac zabaw), mając 50 gr w kieszeni i nie mogąc
            dzieciom kupić choć wafelka od loda (tyle wówczas kosztował
            jeden)..gdyby małż skąpił na utrzymanie rodziny z tego tytułu, że
            ja "nie zarabiam", to na drugi dzien napisałabym pozew rozwodowy..ja
            małżeństwo wyobrażam sobie inaczej! Małżonkowie są jak dwa konie w
            zaprzęgu..każde ciągnie ten sam wóz wspólny dom i dzieci, w miarę
            włąsnych sił i możliwości, jeżeli nie idą w tym samym kierunku i nie
            mają na uwadze podziału obowiązków, zrozumienia dla takiej
            konieczności..to lepiej sobie darowac i rozstać się
            Nawiasem mówiąc, jak pisałem powyzej, bywały takie okresy, idące
            wręcz w lata, kiedy to ja w wiekszej części lub wyłącznie
            utrzymywałam rodzinę..tak też bywa..czy powinnam napisać, na
            podstawie moich doswiadczeń, w takim tonie jak Ty to zrobiłeś,
            generalizując, co sądzę o mężach-utrzymankach?? Obecnie to równie
            powszechne zjawisko, zrozumiałe i wręcz korzystne dla niektórych
            rodzin
            • jaremax Re: kasa małżeńska 31.07.09, 09:28
              Babcia smile Za te dwa konie w zaprzęgu masz u mnie dobre winko winkPzdr.
              • babcia47 Re: kasa małżeńska 31.07.09, 14:05
                3mam za słowo smile)
    • jaad33 Re: kasa małżeńska 31.07.09, 10:41
      Jedno konto, wejściowe, na które wpływają wszystkie dochody nas obojga. Z zarobkami różnie bywa, czasem żóna zarabia więcej, czasem ja, czasem wpadnie coś ekstra. Z tego konta jest rozdział - na konto na bieżące wydatki, uzupełnienie do ustalonej kwoty. Stąd się płaci za wszelkie zakupy. Z konta wejściowego płacone są stałe rachunki, mieszkanie, abonamenty, składki itp. Z tego co zostaje idzie stały przelew na konto Młodego, na które oprócz tego są wpłacane wszelkie datki od dziadków, wujków i innych chętnych. Jeszcze do końca nie wiadomo na co to będzie, ale niech się zbiera. Resztę z tego co zostaje (jeżeli cokolwiek zostaje) albo zostawiam "na wszelki wypadek" albo wrzucam w nasze oszczędności, na wydatki grubsze, na wypadki losowe a jak się nie zdarzą (oby), to po prostu na kupę, może jakiś dodatek do zasiłku geriatrycznego, zwanego szumnie emeryturą się z tego kiedyś wykroi.
      Kontami zarządzam ja, żona się nie wtrąca bo nie ma takiej potrzeby.
      Nam taki model wystarcza i pasuje. Nie bardzo jakoś sobie wyobrażam osobne konta i potem negocjowanie kto ile za co komu - to jakieś takie dziwne dla mnie jest, w końcu jesteśmy ze sobą z wyboru i mamy do siebie zaufanie, to po co cokolwiek dzielić.
    • bazylea1 Re: kasa małżeńska 10.08.09, 14:38
      mamy wspólne konto od momentu kiedy zamieszkaliśmy razem sporo przed
      ślubem. jakoś nie wyobrażam sobie dzielenia wydatków na pół czy w
      proporcji do dochodów. ja zarabiam sporo wiecej niż mąż ale byłam
      też na wychowawczym kiedy utrzymywaliśmy się z jego zarobków i
      oszczędności. małżeństwo to dla mnie wspólnota m.in. finansowa.
      większe wydatki omawiamy ze sobą. nie przeszkadza to realizacji
      ewentualnych zachcianek czy wydatków na hooby jednej strony. oboje
      jestesmy odpowiedzialni i nie szastamy kasą. oboje jesteśmy dorośli.
    • rmroczek Re: kasa małżeńska 05.02.10, 18:34
      W czym problem. Ja zarabiam 4 razy tyle co żona. Mamy osoben konta -
      ale jak chce to mnie prosi i jej kasiore daje. Jak zwykle wydumany
      problem. Nie ma już o czym pisac na forum chyba.
    • masafiu Re: kasa małżeńska 08.02.10, 12:13
      Przeczytalam polowe postow i dalej juz nie mam sily wink
      My od zawsze (7lat) mamy wspolne konto. Jakos nigdy mi nie przyszlo
      do glowy aby miec osobne. Duza roznica jest w naszyh zarobkach jak
      2:1 ale nie mamy klotni o wydatki. Jedno chce perkusje, dyskutujemy
      czy nas stac, czy nie mamy planow wazniejszych i kupujemy jesli sa
      pieniadze na to. Jesli chodzi o ciuchy to po prostu oboje kupujemy co
      chcemy. Oboje sobie ufamy,ze ani jedno ani drugie nie pojdzie nagle
      do Armaniego i nie wykupi najnowszej kolekcji.
      To sa nasze pieniadze i kazde z nas dba aby sie na koncie odkladalo.
    • masafiu Re: kasa małżeńska 08.02.10, 12:21
      > (stwierdziła np. że ostatnio 3 stówy na ubranka dla dziecka+100 zł
      na
      > kilka obiadów które przynosi z pracy - kupuje na stołówce) .... i
      tu
      > pojawia się problem - dziewcze nie potrafi gospodarować, bo 1,5
      tyg.

      No wiesz.... jakbym z 1tys miala kupic dziecku ubrania i obiady,tez
      po 1,5tyg bym nic nie miala na koncie.

      Troche niejasne jest to co piszesz. Raz piszesz to co powyzej
      zacytowalam a potem ,ze kredyty,jedzenie itp sa oplacane za 'twoja'
      kase. No to jesli ona wyda 100zl na obiad,ktory ty tez jesz, i na
      wasze wspolne dziecko, to dlaczego ona na to daje ze swojej pensji??
      To jej pozniej oddaj to co ona wydala na dziecko czy jedzenie dla
      ciebie.
      Wielki brak zaufania miedzy wami chyba jest, albo nie umiecie sie
      dogadac?
    • nawalonych7krasnali Re: kasa małżeńska 11.02.10, 21:06
      Niestety facet nieżonaty jest tylko bogaty, bo mało wydaje. Po co mu makijaż, zmywacze makijażu, mleczka body i inne smrody...
      Pierwsza sprawa. Jeśli jesteście małżeństwem to nie ma kwestii JA zarabiam, a ONA tyle. To są wszystkie WASZE pieniądze i wyliczanie kto ile nie ma racji byty. "Przed" ołtarzem powiedzenie TAK to była Twoja ostatnia decyzja podjęta samodzielnie. Teraz jest Was dwoje i nie ma JA i ONA, ani MOJE pieniądze i JEJ. Jest WASZE. Ale jeśli któreś z Was ma problem z nietrzymaniem... pieniędzy to, to drugie musi przynajmniej przejąć pałeczkę w przewidywaniu wydatków.
      Można ustalić sumę zakupów indywidualnych bez konsultacji np 100 zł - powyżej trzeba skonsultować, ale pamiętaj, że i ilość tych tanich też może zabić.

      Nie czytałem całego wątku, bo długi, więc przepraszam jeśli coś powielam.
    • lunak1 Re: kasa małżeńska 25.03.10, 11:42
      i niby jest teraz ok. ja czasami mam problemy tak pod koniec
      miesiąca
      gdy wpadną jakieś niekontrolowane wydatki, na siebie nie wydaje
      wiele, podstawa -raz w miesiącu: fryzjer, nie zawsze
      kosmetyczka, "waciki", nie zawsze jakiś ciuch. w tym budżecie nie
      mogę sobie na zbyt dużo pozwolić.
      kochany małżonek - zajęcia typu judo, squosh, sauny, masaże,
      i to też mi nie przeszkadza.
      ale jest coś co mnie irytuje.
      taaaaaaki gest wobec dzieci. ja tu kombinuje jak dotrwać do
      pierwszego, a on nagle wyskakuje z wyjazdem bóg wie gdzie, kupuje
      im co chcą, tysiąc pomysłów na wydanie kasy na minutę. niby zarabia
      więc stać go. mnie nie. a ja - jak kupie "sobie" nowe talerze to już
      jestem rozrzutna.
      kiedyś kupił sobie motocyk bez informowania mnie o tym (salonowy-
      nowy, a koszt samych akcesorii doprowadził mnie do bólu głowy -
      takie hooby
      szkoda że mnie nie stać na takie hooby.

      czuje żal, bo to nie tak, że pozycje którą teraz posiada zawdzięcza
      tylko sobie, to ja z obiecującej pracy zawodowej zrezygnowałam dla
      córki, całymi dniami prowadziłam rehabilitację, to ja wszystkim się
      w domu zajmuję - od wymiany żarówek poprzez przywiercenie półki do
      napraw hydraulicznych włącznie. a on mógł w tym czasie robić tysiąc
      studiów podyplomowych i piąć się po szczeblach kariery. A start
      zawodowy mieliśmy identyczny.
      ale co tam się przejmować, w końcu mój wkład w budżet domowy jest
      żaden.
      jeszcze większe zero niż u twojej żony.
      a tak naprawdę poświęć chwile i spiszcie z żoną na co niby ma jej
      starczyć ta jej pensja, to nie chodzi o kontrole, ale o ustalenie
      skali koniecznych wydatków. może twoje wyobrażenie ma się ni jak do
      realiów.
      u nas tak było.
      • lunak1 Re: kasa małżeńska 25.03.10, 11:46
        ścieło mi początek tekstu a był taki:

        ja - kobieta zrezygnowałam z pracy bo mamy chore dziecko, ale od
        czasu do czasu dorabiam -ale są to zarobki nie stałe, więc ogólnie
        na utrzymaniu męża,
        on- zarabia sporo, więc finansuje właściwie wszystko
        u nas po kilku awanturach jest tak:
        mam pule na miesiąc przelewana na oddzielne konto i w tym mam
        utrzymać dom, mieszkanie, samochód, dzieci z ich dodatkowymi
        zajęciami, psy koty itp, ale wakacje, ferie są w ramach gestii męża.
        a awantury były o kwotę, początkowa na rachunki mi nie starczała,
        ale pojawienie się pana z energetyki, który chciał odciąć prąd
        podziałało.
    • quelquechose Re: kasa małżeńska 15.04.10, 10:18
      Ale sie naczytalam...

      Wniosek nasuwa se jeden - dla kazdej rodziny sprawdzi sie inne rozwiazanie.
      Jedni czuja potrzebe wspolnoty finansowej i dobrze sie z tym czuja, inni beda
      czuli sie kontrolowani lub oszukani (jesli jeden partner nadmiernie jest
      rozrzutny). Trzeba wypracowac rozwiazanie, ktore zadowoli wszystkich.

      Ja osobiscie lubie niezaleznosc - do tego zarabiam dwukrotnie wiecej niz moj
      partner. Mamy 3 konta - kazdy swoje, na ktore to wplywaja pensje oraz jedno
      wspolne, na ktore przelewamy ustalona stala kwote, oraz dodatki na dziecko,
      ktore to ja dostaje od pracodawcy. Ze wspolnego konta placimy wszystkie
      rachunki, zlobek, jedzenie itp. Gdy trzeba kupic cos wiekszego (np. mebel) to
      robimy zrzute. Pozostala kasą, ktora nam zostaje, dysponujemy wg wlasnego uznania.

      U nas to sie bardzo sprawdza - nie musimy tlumaczyc sie z zachcianek i potrzeb -
      po prostu kupujemy, co nam sie zachce.

      Dodam, ze moj facet jest ode mnie 14 lat starszy i mial juz swoj czas, zeby sie
      dorobic. Nie wydaje mi sie wiec sprawiedliwym, zeby moje zarobki byly teraz
      uwspolnione, bo np. pomimo iz mieszkamy w jego mieszkaniu, to w razie rozstania
      on je zatrzyma (rzecz oczywista), a ja nie bede miala nic. Ktos moze udowadniac,
      ze takie zalozenie nie pomaga w budowaniu zwizaku, ale brak poczucia
      bezpieczenstwa rowniez. Widac taka mam nieufna nature, ze wole zadbac o swoj
      interes zanim cos sie wydarzy. Mieszkam w obcym kraju (ktorego on jest
      obywatelem) i musze liczyc tylko na siebie. O dziecko dbamy wspolnie i nie ma tu
      najmniejszych konfliktow. Rowniez obowiazki domowe i opieka nad dzieckiem sa w
      miare rowno podzielone.
    • ciemny_ja pelnomocnictwa do kont macie? 15.04.10, 11:58
      Czytam ten watek i przy okazji artykulu o trudnej sytuacji rodzin
      poslow, ktorzy zgineli 10 kwietnia, a ktore nagle jak sie okazuje
      zotaly bez pieniedzy, zastanawiam sie czy wszyscy zwolennicy
      oddzielnych kont posiadaja pelnomocnictwa do kont malzonkow, na
      wypadek takich nieprzewidzianych sytuacji? Myslicie o tym?
      • dorotaniejest Re: pelnomocnictwa do kont macie? 24.04.10, 01:38
        pełnomocnictwo wygasa z chwilą śmierci właściciela konta, a jego zawartość jest
        blokowana przez bank, stając się częścią masy spadkowej.
        • fogito Re: 26.04.10, 14:42
          Przeczytałam sobie ten wątek i smutno mi się zrobiło. To jak
          niektórzy mężczyźni traktuja swoje żony jest przerażające. I nie
          pozostaje nic innego jak powiedzieć nie żeńcie się i nie powołujcie
          na świat dzieci to będziecie szczęśliwi i bogaci sami ze swoimi
          pieniędzmi.
          Kobieta ma rodzić, wychowywać, prowadzić dom i zarabiać
          wystarczająco dużo, żeby nie umniejszać zarobków męża. I
          jednocześnie musi dbać o siebie (za przysłowiowe sto złotych), żeby
          Pan nie odszedł z młodszym modelem uncertain
          A mężczyzna w większości jedynie zarabia, bo ci co jednocześnie
          wychowują i prowadzą dom to sa naprawdę wyjątki. O zaniedbanym
          wyglądzie polskich mężczyzn nie wspominając.
    • sefora74 Re: kasa małżeńska 29.04.10, 11:18
      U nas w domu jest podobnie. Ja pracuję w budżetówce więc nie
      zarabiam dużo ale za to zawsze mogę wyjść wcześniej z pracy lub iść
      na zwolnienie gdy dzieciaki są chore. Mój mąż zarabia kilka razy
      więcej (ale więcej pracuje) i to zjego dochodów głównie utrzymujemy
      siebie i dom. Moja kasa jest w zasadzie na moje wydatki typu
      fryzjer, kosmetyczka ciuch dla siebie lub dzieciaków. Mój mąż nie ma
      z tym problemu i nigdy nie powiedział mi że za szybko wysuszam konto
      bez problemu potem korzystam z "Jego" kasy, ale to wyjątkowy facet
      prawdziwy skarb smile
    • atena12345 Re: kasa małżeńska 03.05.10, 14:11
      jak czytam niektóre posty, to nie moge wyjśc z podziwu...
      Co to za zwiazki są wogóle?
      U nas jest wspólne kąto, dwie karty, zero kart kredytowych.
      Aktualnie na wychowawczym, więc pensja tylko męża.
      Płacę z tego konta rachunki, kupuje co potrzebne i co mi sie zachce
      (w ramach rozsądku) większe zakupy konsultujemy, inwestycje
      konsultujemy.
      Nie rozumiem jak może być inaczej..
      Wychowuję dzieci, gotuję, sprzatam jak mi sie chce. Nie wiem jak
      można prosić się o pieniądze od M. Dla nas to tak naturalne jak
      oczywiste.
      • atena12345 konto - oczywiście, sorki 03.05.10, 14:12
    • aniaurszula [...] 30.06.10, 19:18
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • demonii.larua aniaurszula 15.11.10, 13:03
        proszę zmniejsz sygnaturkę.
    • foczkaka Re: kasa małżeńska 16.07.10, 16:33
      U nas jest tak:
      Mąż zarabia prawie 2 razy więcej niz ja (ostatnio roznica jest mniejsza bo
      doszły mi rozne premie). Dzieci nie mamy.
      2 wspolne konta - jedno na codzienne wydatki, drugie na oszczednosci.
      Z góry ustaliliśmy ile idzie na konto oszczednosciowe, wiadomo tez ile mniej
      wiecej mozemy wydac zeby starczyło. I w ramach tego ile możemy - kazde wydaje
      ile chce/potrzebuje, wieksze wydatki są konsultowane.

      Wydaje mi się ze oboje czujemy się w takim samym stopniu odpowiedzialni za
      domowe finanse, choć mozliwosci mamy rózne. Nie wyobrażam zeby któres szastało
      kasą bez opamiętania, podczas gdy sa wspolne potrzeby jak kredyt, jedzenie,
      mieszkanie itd. Ale tez czemu któres nie miałoby sobie zaszalec jesli jest
      nadwyżka - stopien takich szalenstw ze soba konsultujemy.
      Zadne z nas nie jest rozrzutne, wydajemy na to co jest potrzebne + niewielkie
      przyjemnosci, do tego kazde z nas wie jakie mamy potrzeby finansowe i co ile
      kosztuje, Moze dlatego nikt nie ma do nikogo pretensji.

      Poniewaz przewidujemy potomstwo w dosc niedługim czasie - wiadomo ze bede
      musiała zrezygnowac z pracy. Kasa zarabiana przez męza bedzie wtedy wspolna no
      bo jak miałoby byc inaczej. Jesli z czasem uda mi się dorobic lub podjąc znow
      jakas prace na stałe, niezaleznie od wysokosci zarobków model bedzie taki jak do
      tej pory. Nie rozumiem innej opcji.
    • ten_co_ma_racje zabrać jej kasę i zrobić tygodniówki 05.12.10, 01:11
      zabrać jej kasę którą zarabia i podzielić na tygodniówki po 250zł.
      Ja jak ma uzasadnione wydatki to niech ciebie posyła - kilka miesięcy się pomęczysz ale może się kobieta nauczy.
    • jac-uch Re: kasa małżeńska 30.01.11, 03:06
      Jeśli nie macie intercyzy, cala twoja kasa jest też jej kasą i ma prawo wydawać ile chce. Oczywiście jej kasa jest także twoja.

      Jeśli nie potrafi gospodarować staraj się ją edukować w tym zakresie, nie pozostawiaj spraw swojemu biegowi. Nikt tego za ciebie nie zrobi.
      • malgorzata.brzezinka Re: kasa małżeńska 05.03.11, 11:26
        Ludzie...!!! Co Wy piszecie????
        Intercyzy??
        Osobne konta???
        Po kiego grzyba żeście wchodzili w związek małżeński????
        Może ja jestem zacofana, może za smarkata, może niedoedukowana ale w życiu bym nie wpadła na to, żeby takie cuda-wianki wyprawiać. Ja jestem na macierzyńskim ale jak pracowałam, mąż zarabiał 2 razy więcej niż ja, ale też nie zawsze, bo czasem to ja miałam większe przychody od niego w miesiącu i zawsze kasa była wspólna! Co prawda płacić rachunki i kupować art. spożywcze jeżdżę ja, ale rzeczy osobiste kupujemy niezależnie a jeśli ktoś chce coś droższego, rozmawiamy na temat, czy nas stać czy nie, ewentualnie przekładamy taki wydatek na przyszły miesiąc. I nie ma problemów typu "bo za dużo wydałaś/eś".
    • camel_3d 300 setki na ubranka?? 09.02.11, 09:06
      no..niezle wywala kase..serio..ja tez bym pogadal...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja