Dodaj do ulubionych

Czego się boją współcześni ojcowie?

20.07.09, 15:37
nachalne propagowanie zaangażowanego ojcostwa i ukazywanie profitów w postaci
satysfakcji i przyjemności z obcowania z dzieckiem budzi we mnie odruch
obronny i przekory. Chyba każdy z nas odbiera całą sytuację związaną z
ojcostwem po swojemu, ma swoje obawy lub nie, smutki i radości. Opisywanie
tego jako trendu, czegoś modnego, postaw które wypada ojcom obecnie
prezentować jest jak dla mnie denerwujące.
Obserwuj wątek
    • kosskoss Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 08:28
      przeciez nikt ci nie kaze klikac w te artykuly. czytaj ale miej swoj rozum, na
      tym tez polega inteligencja zeby miec wiedze z roznych zrodel i dzieki niej
      wypracowac sobie wlasne zdanie. ja do dzisiejszej roli ojca mam poki co stosunek
      ambiwalentny i wydaje mi sie ze tak juz zostanie. pytanie, czy jest to cos zlego
      (takie podejscie), wydaje mi sie ze nie. chwile radosci z maluchem (takiej
      naprawde szczerej radosci, smiech dziecka jest najbardziej szczerym smiechem
      jaki do tej pory slyszalem) przeplataja sie z niepewnoscia co do dnia jutrzejszego.
      • ve1ociraptor Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 08:58
        A ja myślę, że tzw "zaangażowane ojcostwo" należy taktować jako osiągnięcie cywilizacyjne a nie jako modę. Zbyt często trafiam na historie ludzi, którzy mają jakiś problem emocjonalny lub psychiczny. Okazuje się potem, że coś nie tak było z ich tatusiem w dzieciństwie. Sam posiadam wiele cech, które wynikają wprost z tego jak odebrałem mojego tatę - z tego co robił lub jakich dopuścił się zaniechań.
        kosskoss napisał o niepewności co do dnia jutrzejszego - fakt - świat zmierza w takim kierunku, że naszym dzieciom będzie trudniej niż nam. Faktycznie świat staje się mniejszy, bardziej dostępny, rozwija się, ale wydaje mi się, że życie staje się coraz trudniejsze. Kiedyś było łatwiej, wszystko było prostsze, bardziej czarno białe. I właśnie odpowiednie przygotowanie dzieci do radzenia sobie w takim świecie traktuję jako moje osobiste wyzwanie. Z całym szacunkiem dla kochanych żon, wydaje mi się to zbyt poważną sprawą by zostawić to tylko im. A nie da się według mnie dobrze przygotować do życia będąc ojcem "niezaangażowanym". Ta bliskość taty jest bardzo potrzebna dziecku. Mi zresztą tez jest bardzo potrzebna.
        Pozdrawiam
        • naimad.dangel Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 26.07.09, 16:37
          Jeśli idzie o osiągnięcie cywilizacyjne - "zaangażowane ojcostwo". To jest to
          conajmniej nie oczywiste osiągnięcie. A rzekłbym nawet mocno przekorne. Bo też
          kiedyś nie tyle było: łatwiej, biało-czarniej, prościej, ale inaczej. Było mniej
          osiągnięć cywilizacyjnych i mężczyzna w wychowywaniu dzieci miał jasną nie
          pieluchowatą rolę. Był głównym nauczycielem życia i przejmował stopniowo
          obowiązki wychowawcze od matki wraz z wzrastaniem dziecka. Teraz w momencie, w
          którym powinien wejść w swą rolę ojciec wchodzi: przedszkole, szkoła, balet. To
          nie tylko ojciec nie ma miejsca dla dziecka, ale i dziecko nie ma miejsca na
          ojca. Rola matki jest dzielona na dwoje, a rola ojca oddelegowywana do "wyższych
          instancji". Notabene koniec końców rolę ojca pełnią w 90% wyspecjalizowane
          kobiety. Tak czy siak mężczyźni są wyrugowani z dojrzewania dzieci i nikt
          (łącznie z mężczyznami) nie potrafi tak do końca ani z nimi być ani nimi być.
          Regres ojcostwa jest "osiągnięciem cywilizacyjnym", a "zaangażowane ojcostwo" -
          zastąpienie luki bycia ojcem - bycia drugą matką może nie tylko nie być
          antidotum, ale pogłębieniem problemu.
          • noida Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.06.10, 16:01
            Był głównym nauczycielem życia i przejmował stopniowo
            > obowiązki wychowawcze od matki wraz z wzrastaniem dziecka.

            Kiedy w historii coś takiego miało miejsce? Może w społeczeństwach pierwotnych, a i to też tylko w relacjach ojciec-syn, bo relacje ojciec-córka wyglądały zupełnie inaczej (najczęściej wcale).

            Przez całe wieki dziecko traktowane było albo jak pomoc w gospodarstwie na wsi, albo jako pętające się pod nogami nie wiadomo co na dworach czy w środowiskach mieszczańskich. Ojciec był najwyżej od wyznaczania granic i od wymierzania kar, a nie od nauczania życia. Historia dzieciństwa jest krótka, a zatem role matki i ojca wcale nie są takie oczywiste ani zdefiniowane, jak nam się może aktualnie wydawać.
    • jaknietytokto Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 10:09
      "Włączenie taty w opiekę nad maleństwem ma więc same plusy, poza tymi oczywistymi: gdy tatuś się zmęczy, też mu przejdzie ochota na seks."
      Ot plusy na tacy.
      Każdy normalny zapyta po tych tłumaczeniach: a dlaczego właściwie na własne życzenie być bez seksu, bez pieniędzy, bez kreatywności, bez wolnego czasu, bez wolności, wyglądać staro i być niedospanym? Bo ona ma ciśnienie na dziecko?
      Druga fala socjalistycznej równości kiedyś było "Kobiety na traktory" teraz brzmi "Faceci do pieluch". Brakuje jeszcze zorganizowanego pozbawiania jaj i podawania prolaktyny żeby wszystko szło jak należy .
      • sigford Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 11:23
        Dokładnie. Uważam, że każdy się angażuje w miarę sił i na ile uznaje to za
        słuszne. Wszechobecna dzisiaj masowa propaganda w kierunku jedynie słusznego
        wzoru ojca może być tak samo szkodliwa jak wszystko inne co zmierza w kierunku
        tłumienia indywidualizmu jednostki.
        • miacasa Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 12:10
          Wszechobecna dzisiaj masowa propaganda w kierunku jedynie słusznego
          > wzoru ojca może być tak samo szkodliwa jak wszystko inne co zmierza w kierunku
          > tłumienia indywidualizmu jednostki.

          Panowie, to Wasze pokolenie dokonuje przełomu na linii ojciec-dziecko, w dużej
          mierze jesteście pionierami. Gdy moja mama rodziła ojciec mógł co najwyżej przez
          szybkę popatrzeć sobie na mnie leżącą na sali noworodków, zgrabnie wykręcał się
          od zabiegów pielęgnacyjnych, wszak to domena matek i jakoś tak poszło dalej, że
          przecież jestem dziewczynką to lepiej żeby matka..., z matką.... taki
          niedostępny kosmita. U mojego męża było podobnie i u znakomitej większości
          znajomych również. Mnie bardzo cieszą wysiłki mojego męża, który bardzo się
          stara uczestniczyć w życiu naszych dzieci od samego początku.
          • sigford Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 12:46
            Bardzo pięknie i tylko chwalić takiego męża za starania. Chodzi tylko o to, żeby
            ojcowie brali udział w opiece nad noworodkiem, pielęgnacji, karmieniu itp. z
            wewnętrznej potrzeby, a nie dlatego że teraz następuje taka przemiana, że takie
            są oczekiwania wobec ojców, że żona ma prawo wymagać bo mężowie koleżanek to czy
            tamto. Cokolwiek nie zostało w tym temacie powiedziane mężczyzna ma bardziej pod
            górkę jeśli chodzi o nawiązywanie kontaktu z dzieckiem niż kobieta i nie zawsze
            wychodzi mu to naturalnie. Nie każdy musi chcieć. Przez wieki było inaczej a to
            nie znaczy, że kiedyś nie było dobrych ojców.
            • miacasa Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 14:16
              Chodzi tylko o to, żeb
              > y
              > ojcowie brali udział w opiece nad noworodkiem, pielęgnacji, karmieniu itp. z
              > wewnętrznej potrzeby, a nie dlatego że teraz następuje taka przemiana, że takie
              > są oczekiwania wobec ojców, że żona ma prawo wymagać bo mężowie koleżanek to cz
              > y
              > tamto.

              gdyby tylko o to chodziło, to żadne przemiany społeczne nie miały by miejsca bo
              nawet matki większość prac przy dziecku wykonują nie z wewnętrznej potrzeby a z
              potrzeb dziecka, tu jet ta różnica między pokoleniem naszych ojców i ojców
              naszych dzieci, ci drudzy zrobili krok milowy ponad własnymi kulturowymi
              ograniczeniami
              • frisky2 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 24.07.09, 12:22
                Wiesz co, nie przesadzaj z tymi "kulturowymi ograniczeniami". Ja nie czułem
                żadnych kulturowych ograniczen. Chcialem sie zajmowac dziecmi, to sie
                zajmowalem. I w ogole nie zastanawialem sie, co na to kultura, srodowisko czy
                otoczenie. Nie widze tu zadnego przelamywania stereotypow czy ograniczen.
            • noida Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.06.10, 16:06
              Przez wieki było inaczej a to
              > nie znaczy, że kiedyś nie było dobrych ojców.

              Przez wieki istniały też mamki, bony i opiekunki, żeby kobiety też
              nie musiały tego wszystkiego robić. Zajmowanie się dzieckiem przez
              biologicznych rodziców, a już zwłaszcza przez obojga rodziców, to
              stosunkowo nowy wynalazek. Historia dzieciństwa wcale nie jest tak
              oczywista, jak nam się teraz wydaje.
              • rock73 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.06.10, 17:20
                noida napisała:

                > Przez wieki istniały też mamki, bony i opiekunki, żeby kobiety też
                > nie musiały tego wszystkiego robić.

                Niestety, te płcie wyginęły i współcześnie istnieją tylko dwie: kobiety i
                mężczyźni, wskutek tego i kobiety, i mężczyźni muszą teraz zajmować się dziećmi.

                A tak serio mówiąc, to lekko przesadzasz: mamki, bony i opiekunki były przy
                dworach arystokracji. A jak radziło sobie pozostałe 90% społeczeństwa? Ktoś wie?
        • ve1ociraptor Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 12:57
          sigford napisał:
          > Dokładnie. Uważam, że każdy się angażuje w miarę sił i na ile uznaje to za
          > słuszne. Wszechobecna dzisiaj masowa propaganda w kierunku jedynie słusznego
          > wzoru ojca może być tak samo szkodliwa jak wszystko inne co zmierza w kierunku
          > tłumienia indywidualizmu jednostki.

          To, że wymaga się od ojca by zajmował się dobrze własnym dzieckiem to według
          ciebie tłumienie indywidualizmu? To raczej kwestia odpowiedzialności za swoje
          wybory w życiu - trzeba się nie decydować na dzieci, nie wiązać się z kobietą
          etc. A jeżeli już się jest ojcem to należy robić to dobrze, czyli dawać z siebie
          ile się da bo jest się odpowiedzialnym za życie innego człowieka.
          Każdy wybiera sam. Albo wolność i pląsanie w tańcu z własnymi marzeniami (w
          zależności oczywiście czego te marzenia dotyczą) albo bycie ojcem. Ja wybrałem
          że chcę być tatą w okresie, gdy już się w życiu trochę wyszalałem, kiedy mam na
          to siły by dać z siebie coś komuś, a marzenia o korzystaniu z wolności zostawiam
          sobie na "za parę" lat.
          Użycie przez ciebie określenia "wszechobecna propaganda" ma w mojej ocenie
          wymiar czysto demagogiczny. Przecież to, że się mówi zmienianiu się modelu
          ojcostwa wynika przecież z doświadczeń ludzi. To ludzie swoim zachowaniem kreują
          nowe trendy a nie odwrotnie. Kolejne pokolenia widząc błędy swoich rodziców
          starają się coś zmienić. A to, że w końcu ktoś docenia np. rolę ojca w rozwoju
          emocjonalnym dziecka to świetnie, a że potwierdzają to dodatkowo badania
          psychologiczne to już w ogóle super.
          Może to tez kwestia tego z jakimi rodzajami źródeł masz do czynienia - ja staram
          się mieć bardzo krytyczny stosunek do tego z czego czerpię i te źródła, które
          akurat mają na mnie jakiś wpływ, nigdy nie wprowadzały mnie w euforyczną wizję
          ojcostwa. Wiedziałem na co się piszę i ile mnie to będzie kosztowało. Nie mniej
          jednak uważam, że warto.
          Pozdrawiam
          • sigford Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 13:04
            "To, że wymaga się od ojca by zajmował się dobrze własnym dzieckiem to według
            > ciebie tłumienie indywidualizmu? To raczej kwestia odpowiedzialności za swoje
            > wybory w życiu - trzeba się nie decydować na dzieci, nie wiązać się z kobietą
            > etc. A jeżeli już się jest ojcem to należy robić to dobrze, czyli dawać z siebie"
            Powyższe słowa to właśnie efekt albo przejaw wszechobecnej propagandy jedynie
            słusznego modelu ojcostwa. To, że ktoś decyduje się zostać ojcem wcale nie
            znaczy, że ma to robić tak jak tego obecnie się oczekuje. Dobry, kochający
            ojciec wcale nie musi zmieniać pieluszek ani karmić niemowlaka z butelki. Wcale
            nie musi być też przy porodzie. Może nie robić tych rzeczy a mimo to stworzyć z
            dzieckiem głęboką więź i dać mu bardzo dużo z siebie, tak dużo jak może dać
            ojciec (nie matka). Ja akurat jestem "wzorowym" tatusiem z punktu widzenia
            propagandy zaangażownego ojcostwa, ale nie uważam żeby to była jedyna słuszna
            droga.
            • ve1ociraptor Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 13:27
              Mylisz zatem według mnie pojęcia. To czy jesteś przy porodzie czy nie, czy
              zaczynasz przewijać dziecko lewą czy prawą ręką to przecież kwestia detali i
              żaden tatuś nie jest taki jak inny. Dyskusja dotyczy przecież tego czy jest się
              tatą "zaangażowanym" czy nie. Wiadomo oczywiście, że pomiędzy tymi dwoma
              postawami są wartości pośrednie.
              Nie uważam, że nie wykonywanie jakichś czynności przy dziecku od razu czyni złym
              ojcem. Zgadzam się, że nie trzeba być specem od kupek by mieć dobre relacje z
              dzieckiem. Jednakże myślę, że nie można być "trochę tatą". Dla mnie historie o
              tym, że cały okres niemowlęctwa dziecka był na głowie matki a on zaczął się
              interesować dzieckiem jak dziecko mówiło już całymi zdaniami, dowodzą, że są
              faceci, którzy prawdopodobnie z powodu strachu a może lenistwa, tracą wiele.
              Ja również wpisuję się w model zaangażowanego tatusia i to czego do tej pory
              doświadczyłem jest nie do przecenienia. Wierzę w pozytywny skutego tego, ze ja
              wpływam na dziecko, że ono zmieniło też mnie, że dobrze to robi naszemu
              małżeństwu. pozdrawiam
              • sigford Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 13:47
                Generalnie się chyba z szanownym kolegą ojcem zgadzamy co do wizji ojcostwa. W
                moim poście, który był komentarzem do artykułu chodziło jedynie o wyrażenie
                dezaprobaty dla zbyt natrętnego, moim zdaniem, propagowania ojcostwa
                zaangażowanego. Może przewijanie dzieci, asysta przy porodzie to detale, ale za
                to bardzo często pojawiają się we wszystkich tekstach i programach na temat jaki
                powinien być współczesny dobry ojciec. Mnie taki trend w mediach po prostu
                drażni i tylko tyle chciałem powiedzieć. Nikt nie musi podzielać moich odczuć.
                • miacasa Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 14:11
                  Może przewijanie dzieci, asysta przy porodzie to detale, ale za
                  > to bardzo często pojawiają się we wszystkich tekstach i programach na temat jak
                  > i
                  > powinien być współczesny dobry ojciec. Mnie taki trend w mediach po prostu
                  > drażni i tylko tyle chciałem powiedzieć.

                  nie masz zwyczajnie świadomości, że osoby piszące/redagujące te teksty w
                  znakomitej większości są bezdzietnymi singlami a żyć z czegoś trzeba, robota w
                  "dzieciowej" redakcji nie jest zła
                • ve1ociraptor Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.07.09, 14:16
                  Różnica pomiędzy przekonywaniem a wywieraniem presji może być bardzo niewielka.
                  O ile ktoś zachwala sobie np. obecność przy porodzie dziecka (ja zachwalam) a
                  szanuje prawo innych do innego zdania - to spoko. Gdy natomiast ktoś używa
                  argumentu "musisz być przy mnie bo wszyscy są" to już bardzo nie spoko. Nie wiem
                  tylko na czym polega to, że nie ja odbieram propagowania ojcostwa zaangażowanego
                  jako zbyt natrętnego. Może w porównaniu z tym, ze jesteśmy bombardowani mnóstwem
                  innych bodźców i informacji to mi jakoś nieszczególnie przeszkadza albo umyka
                  gdzieś pośród tego wszystkiego. Pozdrawiam
            • axio-mat Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 13:19
              Ale mamusia musi zmieniac pieluchy, poniewaz innego wyboru nie ma? Chodzi
              glownie o to, zeby POMAGAC kobiecie, z ktora to dziecko sie ma, WSPOLNE dziecko.
              W dziejszych czasach do ludzi przemawia to co MODNE, wiec i takich argumetnow
              sie uzywa. Zajmowanie sie dzieckiem bylo zawsze obowiazkiem kobiety i nikt jej
              nie pytal, czy ma ochote zmienic pieluche, czy nie.
              • falka32 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 19.08.09, 20:10
                Dobry, kochający
                > ojciec wcale nie musi zmieniać pieluszek ani karmić niemowlaka z
                butelki.

                Hmm, a dobra, kochająca matka też nie musi zmieniać pieluszek ani karmić
                niemowlaka? Zostanie wtedy nazwana dobrą mamusią?
                No i zawsze pozostaje kwestia - ktoś MUSI to robić, żeby robić nie musiał ktoś.
                Jak ojciec "nie musi", to musi matka, babcia, opiekunka, pani w żłobku. Ktoś w
                każdym razie musi sprzątnąć kupę i wykonać czarną robotę, po której ma się już
                dużo mniej energii na budowanie więzi i pokazywanie dziecku świata.
            • zielony.raj Jesli facet uważa sie za ojca, to sam wpadnie na 28.06.10, 16:21
              to, że powinien zajmować się dzieckiem i je wychowywać. Jesli traktuje je jak
              kule u nogi, przeszkodę, to znaczy, że nie czuje sie ojcem i nie kocha dziecka.
              Po prostu go nie chce. Taka prawda. za to kobieta zawsze musi wszystko chcieć i
              z pokora przyjmować uncertain
              sigford napisał: "Powyższe słowa to właśnie efekt albo przejaw wszechobecnej
              propagandy jedynie
              słusznego modelu ojcostwa. To, że ktoś decyduje się zostać ojcem wcale nie
              znaczy, że ma to robić tak jak tego obecnie się oczekuje. Dobry, kochający
              ojciec wcale nie musi zmieniać pieluszek ani karmić niemowlaka z butelki. Wcale
              nie musi być też przy porodzie."
              Nie, wg ciebie ojciec nic nie musi by byc kochanym tatulkiem, wystarczy, że
              jest, tak? Za to mamusia musi zapie.ać za dwóch i robić te i wiele innych
              czynności przy dziecku, tak? Bo to tylko jej dziecko - sama sobie je zrobiła,
              sama urodziła, to niech je teraz sama wychowuje, czy tak?! Kobieta nie ma w
              genach wiedzy na temat wychowania dzieci, podobnie zresztą jak facet. Więc
              dlaczego oczekuje sie tylko od kobiet zaangażowania w opiekę i wychowanie nad
              dziećmi, a od faceta już niekoniecznie?! Dlaczego kobieta ma wszytko robić przy
              ich wspólnym dziecku, a facet to może ewentualnie pomóc i to w dodatku jak ma
              humor i chęć?! Podobnie jest zresztą z rodzicami/teściami - to zawsze kobieta
              musi sie nimi zajmować. Nikt nie oczekuje, ze własny syn zajmie się matka, to
              jego zona ma się nia zająć uncertain Kobiety, przestańcie tresować swoje córki na
              służące, pielęgniarki i niewolnice! Angażujcie swoich facetów tak samo, bo
              inaczej następne pokolenie będzie cierpieć przez tych farbowanych tatusiów i
              pseudo-tatusiów uncertain
              • sigford Re: Jesli facet uważa sie za ojca, to sam wpadnie 29.06.10, 15:12
                Kwestia podziału obowiązków rodzicielskich i ogólnie domowych jest sprawą umowy
                pomiędzy kobietą a mężczyzną. Jeśli kobieta ma naturalne zamiłowanie do
                wszelkich czynności związanych z pielęgnacja dziecka, a mężczyźnie jednocześnie
                takie rozrywki nie pasują to dlaczego uszczęśliwiać ich na siłę propagandą
                zaangażowanego ojcostwa? Znam takie mamusie, które dosłownie nic nie pozwolą
                tatusiowi przy dzidzi zrobić i o ile to ojcu nie przeszkadza to nikomu nic do
                tego. Ojciec może spełniać swoje role wobec dziecka w inny sposób.
                Myślę, że podejście użytkowniczki nicka zielony.raj do mężczyzn (jej wypowiedzi
                w stylu "Faceci sa jak psy, lubia wytarzac się w gó.wnie" na innym forum)bardzo
                ograniczają jej możliwości obiektywnej oceny problemu.
          • sigford Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 11:36
            Zawsze znajdzie się jakiś nędzarz umysłowy, który będzie atakował wszystkich,
            którzy mają inne poglądy.
            Twierdzenie, że ojciec który nie przewija i nie karmi butelką jest złym ojcem
            uwłacza pamięci milionów dobrych ojców, którzy w tradycyjnych rodzinach
            wychowali szczęśliwe dzieci przez wszystkie wieki od zarania cywilizacji.
            • falka32 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 19.08.09, 20:15
              > uwłacza pamięci milionów dobrych ojców, którzy w tradycyjnych rodzinach
              > wychowali szczęśliwe dzieci przez wszystkie wieki od zarania cywilizacji.

              Sami wychowali???????
              Od zarania cywilizacji szczęśliwe dzieci??????
              Miliony takich ojców było?????
              Jedno zadanie, a tyle w nim upchnąłeś demagogii smile
        • noida Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 23.06.10, 16:03
          Uważam, że każdy się angażuje w miarę sił i na ile uznaje to za
          > słuszne.

          Szkoda, że matka nie może sobie tak radośnie podejść do sprawy. Ktoś
          jednak musi za dziecko wziąć odpowiedzialność, nie można się nim
          niestety zająć "na pół gwizdka", więc jeśli nie zrobi tego ojciec,
          zostaje tylko matka.
    • wysoki.brunet ojcostwo jako cel?czy jako element miłości jedynie 23.07.09, 16:41
      Moim zdaniem w całym artykule brakuje podstawowego elementu: ojcem się nie stajesz się od uderzenia hormonów jak matką, tego trzeba się uczyć, a zaangażowanie i chęci do nauki wynikają z miłości do matki dziecka. To niby powtarzają poradniki, a nieprzerwanie jakoś dziwi kobiety jak chodźby w tym wątku na jaki uwagę zwróciła mi żona:
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,98026973,98027123,Re_Dobrze_zarlo_i_zdechlo.html

      Moje życiowe doświadczenie jest takie z pierwszą exżoną że matkowanie całkowicie przesłoniło jej nasz związek, jej oczekiwania co do mojego zaangażowania były olbrzymie, a wkład w relacje, miłość żaden. Odrzucała wyciągniętą dłoń, liczyłem się jedynie jako opiekun do dziecka i na nic innego nie było czasu, zawsze za mało i nie tak, katastrofa na całej linii. Nie czułem się ani mężem ani ojcem a jedynie wykorzystywany i wrobiony w jej bajkę.
      Nie myślałem wtedy że będę chciał mieć kolejne dzieci. Ale spotkałem kobietę wrażliwą która urzekła mnie i przebiła się przez moje rozczarowania i po paru wspaniałych latach bycia razem przekonała mnie że nie ma się czego obawiać nasza relacja i związek będzie najważniejszy a dziecko jego dopełnieniem który jest dla neij bardzo ważny. I jest córeczka i zarówno chęć na gorący seks jak i na wyjazdy weekendowe tylko we dwoje i także naprawdę mam chęć i zaangażowanie i czuje sie ojcem i nie jest to dla mnie ciężarem. Ale wszystko jest lekkie i proste jak czuję miłość mojej żony, jej uśmiech i córkę w której widzę nią.

        • ve1ociraptor Re: ojcostwo jako cel?czy jako element miłości je 24.07.09, 07:51
          Choć pisane to przez ciebie do bruneta to nie wytrzymałem, muszę coś napisać.
          masakra jakaś.
          Gdzie on napisał, że już nie jest ojcem dla pierwszego dziecka? Pisał coś w
          ogóle o relacji z dzieckiem? Pisał, że nie jest już z nie "teges" kocicą.
          Nie kumam skąd w ludziach tyle tego. Forum publiczne, nikt przecież nie leży tu
          na kozetce i nie pisze wszystkiego ze szczegółami o swoim życiu a tu pewne osoby
          tylko jak mają okazję wbić szpilę i przyczepić się to robią to bez
          zastanowienia. Coś mniej więcej jak komentowanie wyroków sądów przez gazety -
          bez znajomości sprawy, bez znajomości akt i bez znajomości prawa. Ehhh -
          miacaso, ... , po prostu "ehhh".
          • miacasa Re: ojcostwo jako cel?czy jako element miłości je 24.07.09, 10:33
            A znak zapytania dostrzegłeś? "ehhh"
            Wysoki często tu na forum obrusza się na swoją byłą co to sobie dziecko zrobiła
            za jego pomocą, ogon zawinęła i tylko łapę po kasę wyciągała a drugą owo dziecko
            do opieki wciskała. Skoro nowe dziecko łatwo jest kochać bo jego matka
            odpowiednio z ojcem żyje, zapytałam co ze starym dzieckiem: czy w związku z
            niewybaczalnymi zaniechaniami jego matki względem ojca, straciło ono jego miłość
            i troskę? Zwyczajne pytanie wobec wysnutej prze Bruneta tezy. Żaden tabloid.
            • ve1ociraptor Re: ojcostwo jako cel?czy jako element miłości je 24.07.09, 12:46
              Dostrzegłem znak zapytania, jednak nie za bardzo rozumiem co to zmienia? Nie ma
              sensu wykładać tu chyba zasad retoryki. W zadanych pytaniach zasugerowałaś zbyt
              wiele.

              W moim środowisku mówi się o tym "argument a'la Woody Allen", który zapędzany w
              kozi róg w dyskusji zadawał pytanie " a czy nie mówi mi pan tego bo jest pan
              antysemitą" sprawiając, że adwersarz zaczynał się bronić, zamiast bronić swoich
              tez.

      • demonii.larua Re: ojcostwo jako cel?czy jako element miłości je 24.07.09, 09:52
        Z tymi hormonami to różnie bywa, wg mnie to kwesta bardzo indywidualna. Chociaż
        formalnie rzecz biorąc ludzie rodzicami stają się w momencie gdy rodzi się
        dziecko i w obu przypadkach powinno to działać niejako z automatu, z praktyki
        wiadomo że nie tylko ojcowie muszą uczyć się rodzicielstwa, istotne wg mnie jest
        by odbywało się to w atmosferze (że się tak wyrażę) akceptacji, zrozumienia i
        nie działania na szkodę ani rodziców, ani dziecka smile Wszak dziecko jest wspólne,
        a na dziecku świat się nie kończy smile
    • ve1ociraptor Czego się boją współcześni ojcowie? 24.07.09, 14:03
      Najpierw cytat z komentowanego artykułu:
      "Na forum "etata" aż kipi od ojcowskich złości i obaw. Tutaj sfrustrowani
      tatusiowie mogą się bezpiecznie (nikt ich nie zdemaskuje) wyżalić. "
      Irytujący tekst. Forum etata nie jest bardzo żywym forum a wątki nie pojawiają
      się co 15 minut i używanie określenia, że coś tu kipi od złości i obaw to
      zdrowa przesada. Etata około 25 200 postów, emama - o 995 000 postów więcej.
      Biorąc pod uwagę to, że znaczny procent postów jest pisanych tu jednak przez
      kobiety myślę, że tatusiowie są grupą wyjątkowo spokojną, rozważną i
      zadowoloną z życia.
      A doszukiwanie się jako przyczyny żalenia się na forum tego, że nikt nie
      zdemaskuje i jest to bezpieczne, jest zwyczajnie śmieszne - przypuszczam, że
      żaden z cytowanych artykule facetów nie dusi w sobie żalu i wielokrotnie
      rozmawia o problemach z bliskimi a forum służy tylko jako poszerzenie
      horyzontu. Pozdrawiam

      • tomek.sawyer Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 25.07.09, 00:12
        "Na forum "etata" aż kipi od ojcowskich złości i obaw. Tutaj sfrustrowani
        tatusiowie mogą się bezpiecznie (nikt ich nie zdemaskuje) wyżalić."

        O żeż w mordę jeża - właśnie dzisiaj rozmawiałem sobie z kimś o tym jak
        dziennikarze fakty dopasowują do tezy swojego artykułu. Ma być o "sfrustrowanych
        e-tatach", to trzeba znaleźć jedną taką wypowiedź najlepiej sprzed dobrych kilku
        miesięcy i gotowe
        (tutaj
        link do postu wspomnianego w artykule konrada_777
        ). Z góry przepraszam
        "dziennikarzynę" za następne słowa, ale taka jest prawda - kryzys jest i trzeba
        coś napisać dla kasy, nie?
    • ojciec_karol Czego się boją współcześni ojcowie? 26.07.09, 19:21
      tekst chyba uderzył niektórych z panów w czuły puknt. poza tym: co za afera z
      tym, że nie ma tu o strachach kobiet, tylko o facetach, w końcu tytuł jest
      jasny no nie? o mamach wcześniej pisali) no i bez takich, że faceci wcale się
      nie kryją z lękami swoimi, ta jasne, znam paru i wiem jacy są spanikowani - na
      samą myśl o zwierzeniach, a co dopiero, żeby przyznać żonie: kochanie boję się
      mieć tego dziecka, bo mi pomysły w pracy zabierze. Jeszcze od żadnego faceta w
      życiu nie słyszałem: boje się!!
    • redant Czego się boją współcześni ojcowie? 26.07.09, 19:27
      No cóż - założenie rodziny to kosztowne, czasochłonne i bardzo męczące zajęcie.
      Jeśli ktoś się obawia, że np. seks nie będzie już taki sam, czy też będzie miał
      dodatkowe powody do bólów głowy to rada jest jedna - nie zakładać rodziny. Bo
      właśnie na tym to polega - wydatki, zasuwanie jak motorek, stresy, człowiek zaczyna
      się szybciej zużywać. Pół biedy jak kobieta zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego.
      Niestety często na początku jest chęć, a później same pretensje bo "jest uwięziona
      przez dziecko", "bo nie ma czasu dla siebie" i tak dalej. Jeśli nie siedzi się na gotówce to
      mężczyzna musi za to pracować ciężej, aby pokryć coraz większe wydatki. Wtedy
      pojawia się pretensja, "że nie interesuje się rodziną". Gdy zacznie pracować mniej (i
      mniej zarabiać) dostaje po głowie, że nie przynosi dość pieniędzy. To jest błędne koło.
      Trzeba być albo masochistą, albo mieć względnie dobrą sytuację finansową. Inaczej...
      szkoda gadać.

      A najbardziej zabawne w tym wszystkim jest to, że po tych wszystkich latach
      zasuwania, nasze "ukochane" dziecko może odstawić nas do domu starców. Tudzież
      "prorodzinny" rząd, za odchowanie nowej generacji podatników odwdzięczy się
      głodową emeryturą. No bo czym jest człowiek po wieku produkcyjnym dla systemu,
      jak nie tylko ciężarem i śmieciem, którego chce się jak najszybciej pozbyć?
      • ve1ociraptor Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 08:13
        O jaaaaacie. Ale smutne to co piszesz.
        pewnie czasami tak jest, ale to oczywiście tylko ta wersja ze szklanką do połowy
        pustą.
        Ja bym zaczął od tego, że w zasadzie jedynie kontakty międzyludzkie są jedyna
        dziedziną, która ciągle przynosi satysfakcję. Bez innych ludzi życie jest
        bezbarwne. Jaki jest bowiem sens zabawy, jeżeli nie bawimy się z kimś. Wszystko
        inne się prędzej czy później znudzi.
        Na na swoje ojcostwo patrzę jak na pasmo radosnych, satysfakcjonujących chwil.
        My teraz mamy dużo łatwiej niż mieli nasi przodkowie. Ładujesz dzieciaka w
        pieluchę jednorazową i nic nie bierzesz do głowy. Są nowoczesne lekarstwa,
        szczepionki, porady, mnóstwo całe zabawek, gadżetów - tego kiedyś prawie nie było.
        Nie trzeba teraz pracować po 16 godzin na dobę jak było na początku XIX wieku.
        A ile potrzeba by zapewnić dziecku byt? Paręset złotych miesięcznie? No chyba,
        że ktoś ma ambicje by dziecko było golfowym mistrzem świata juniorów albo
        następca Rafała Blechacza, to może trochę sprawę zmieniać wink
        To, by znaleźć odpowiedni dystans do tego co się w życiu robi jest bardzo ważne.
        Ważne by postanowić czy jest się zapieprzającym na utrzymanie rodziny mężem, czy
        tez kasa jest mniej ważna a ważne jest to by mieć czas dla rodziny.
        Według mojej opinii, pracę, która wymaga poświęcenia zbyt dużej ilości czasu,
        ograniczając ilość czasu dla rodziny, trzeba po prostu zmienić. Każdy oczywiście
        ma swoją granicę - ja mam fajnie bo z dojazdami praca nie angażuje mnie na
        więcej niż 45 godzin w tygodniu. Fajrant i koniec. Nie ma tematu po godzinach.
        Może w ten sposób przepadają czasami okazję do zarobienia - mam to gdzieś.
        Pozdrawiam
    • piotr_andrzej ...panowie!..o czym wy gadacie???... 26.07.09, 20:25
      ...pieluszki, niewyspanie ,przewijanie,strach bo się nie wyśpię!....myślałby
      ktoś że to jest w rodzicielstwie najważniejsze...jeśli się tak rozumuje to
      poczekać należy z przekazywaniem genów...miłość do własnego potomka,patrzenie
      jak rośnie , jak się rozwija, dzielenie z nim smutków i radości, zwycięstw i
      porażek ,i to na każdym etapie jego rozwoju dostarcza nam olbrzymiej
      satysfakcji...kto na to gotowy nie jest--cóż...jest kilka zawodów które
      propagują...wstrzemięźliwość seksualną i celibat...
    • iqat Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 00:31
      "Mężczyznom nawiązanie kontaktu z dzieckiem przychodzi trudniej niż matce,
      która niejako obcuje z maleństwem od samego początku. Ojciec musi się tego
      uczyć." Nie wiem kto pisze takie bzdury. Panowie, może to Was zaskoczy, ale
      matka też musi się uczyć miłości do dziecka, nie jest chodzącym,
      zaprogramowanym inkubatorem. Kobiety też nie zachwycają się kupkami swojego
      "słodkiego maleństwa". Szok! Prawda? Ale instynkt przekazania genów, chyba
      nawet kupki jest w stanie pokonać, a że to są wspólne geny kobiety i
      mężczyzny, no to trudno, to i kupki powinny być wspólne. Na pocieszenie mogę
      tylko dodać, że i tak natura tu bardziej kobietę obarczyła i w dodatku wmawia
      się jej, że powinna się z tym wszystkim czuć rewelacyjnie. Tak więc chyba
      wszyscy mamy przerąbane z tymi wszystkimi dobrymi radami, ekspertami,
      wmawianymi nam modelami zachowań, stereotypami, chyba jedyny sposób na
      przetrwanie i odrobinę szczęścia, to zupełna ignorancja.
    • 737ng Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 07:00
      Z wypowiedzi psycholożki społecznej Joanny Roszak o facetach wynika wlasciwie
      jedno: straszna z niej baba, z tych bab od ktorych lepiej trzymac sie z daleka.

      Na szczescie moja partnerka nie musi mnie "wrabiac" w opieke nad naszym mlodym
      w celu podstepnego pozbawienia mnie libido. Czytanie, ze sa tak myslace
      kobietony tylko zwieksza moje uwielbienie dla mojej pani.

      K.
    • caramel.macchiato Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 08:51
      Obawiam się, że praca nad tym artykułem wyglądała tak: autorka wymyśliła tezę,
      a następnie przewertowała forum etata i wyciągnęła z niego wypowiedzi, które
      choć trochę pasowały. Moim zdaniem, powinno być inaczej: forum powinno
      zainspirować do napisania RZECZYWISTEGO podejścia ojców do ojcostwa. Pełno tu
      stereotypów (mężczyźnie nie potrafią wyrażać uczuć) i krzywdzących mężczyzn
      założeń (gdy żona tylko urodzi, mężczyzna nie myśli o niczym innym, tylko o
      tym, żeby zaciągnąć ją do łóżka). Niestety, jest to kolejny tendencyjny artykuł.
      • ojciec_karol Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 09:13
        ludzie, co wy sie tych lęków tak boiciesmile? ja sie nie czuje obrażony. przeciez
        to jest o "strachach" (patrz: tytuł)a nie ogólnie o ojcostwie!!! też mam
        niektóre lęki z tych wymienionych, ale nie wszystkie i jest git!, i wcale mnie
        to nie obraza. w końcu to prawdziwe wypowiedzi ojców są, no nie?!
      • gojek75 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 09:28
        Zaczne od tego ze mam syna 5cio miesiecznego - wiec wszyscy Ci co maja dzieci
        wiedza jak wyglada moje zycie teraz...smile

        Czy sie balem gdy dowiedzialem ze zostane ojcem - nie bo chcialem tego, byla to
        z pelna premedytacja zaplananowana akcja i zakonczona sukcesem smile

        Ten artykul troszke wydaje mi sie anciagany i te obawy jakie maja faceci to
        chyba wzgledem tych co "wpadli"... jezeli jestes w zwiazku i chcesz miec dzieci
        to nie rozmawiasz z partnerem o tym, decydujecie wspolnie, wspolnie chcecie
        tego... jak to tylko zabawa kobiety z facetem, lub tez forma zmuszenia do slubu
        lub tez zwykly wypadek to wtedy zeczywiscie moze byc ten strach i uczucie
        wykorzystania u faceta...

        Ja WIEDZIALEM na co sie pisze, zdawalem sobie sprawe ze zmian jakie zajda w
        naszym zyciu (choc musze przyznac ze niektore przerosly moje oczekiwania), czy
        teraz po 5ciu miesiacach zrobilbym inaczej? NIE... nie wyobrazam sobie zycie bez
        mego syna teraz, codziennych zabaw z nim (jedyne czego zaluje to to ze nie moge
        spedzac z nim wiecej czawsu niz bym chcial), niestety praca i studia (niestety
        wciaz sie ksztalce pomimo tego ze 30stka juz za mna..smile, ale jednak godze to
        wszystko i wciaz mam czas dla zony i siebie - wciaz mamy aktywne zycie (nie
        takie jak wczesniej - ciezko wspinac sie ze szkrabem na plecach) smile

        pomagam jak moge zonie i nie boje sie ani pieluch (uwazam ze zmienianie to
        swietna okazja coby sie pobawic z dzieckiem) szczegolnie gdy suie smieje do
        CIebie i probuje Ci przeszkodzic smile

        wiec Panowie (ktorzy nie maja dzieci)nie ma sie czego bac - jedyny problem jaki
        ja widze w tej kwestii (aczkolwiek najwazniejszy) - pamietajcie o znalezieniu
        "odpowiedniego materialu genetycznego" - jezeli tutaj zwalicie sprawe to
        niestety pozniej bedzie wiecej problemow ze wszystkim - jednak jesli wybierzecie
        ta jedyna z ktora dogadujecie sie przed dzieckiem i jestescie sobie bliscy -
        pozniej nie powinno byc problemow...najwqazniejsze to rozmawiac o wszystkim -
        zamykanie sie i uciekanie od problemow to akurat nie pomaga i niczego nie
        rozwiazuje...
    • cwikson Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 11:51
      Jestem właśnie na etapie „walki z pieluchami” u mojego 2-letniego synka. W drodze jest już drugi potomek, wiec na wielce oczekiwane chwile odpoczynku raczej szybko się nie zanosi. Chciałbym powiedzieć jedno: bycie ojcem, takim prawdziwym ojcem to ciężka, fizyczna praca. Człowiek jest praktycznie non stop niewyspany i zmęczony. Powrót po pracy, szybki obiad, zabawa z dzieckiem (taki maluch nawet na sekundę nie usiądzie, ciągle w ruchu, wulkan energii, a ja po całym dniu męczącej pracy). Potem kąpiel, usypianie malucha i … jest 22.00. Rano znów do pracy, wiec samotne chwile z żoną to zaledwie godzina, dwie w ciągu dnia. Kino, romantyczna kolacja, impreza - od święta, jak uda się „załatwić” opiekę do malucha. I tak bez końca … Dodam tylko, ze synek jest dla mnie całym światem i nigdy, przenigdy nie żałowałem żadnej chwili mu poświęconej. „ Za młodu” „szalałem” do rana, na studiach znajomych liczyło się w setki, imprezy kilka razy w tygodniu. Teraz co parę tygodni wypad z kolegami na piwko lub spotkanie w gronie rodzinnym, tzn. znajomi i ich maluchy u nas lub u nich w domu. Czy tamto, „samotne życie” było lepsze? Nigdy ! Było po prostu inne. Na wszystko jest swój czas i miejsce. Nie chciałbym być ojcem w wieku dwudziestu lat, tak samo jak nie chciałbym być teraz „dwudziestolatkiem” . Do ojcostwa trzeba dorosnąć, a wtedy nieprzespane noce, pieluchy i inne zajecie nie są straszne.
      Jeśli ktoś twierdzi, ze można być dobrym ojcem bez wstawania w nocy, zaangażowania w pieluchy i inne czynności to może i ma rację. Może dobrą więź z dzieckiem można bez tego uzyskać. Nie można być jednak wtedy dobrym mężem, czy partnerem dla matki dziecka. Bo nasza, ojców „praca” przy dziecku to oprócz spełniania obowiązku wobec dziecka, również pomoc naszej partnerce. Właśnie „partnerce”, bo partnerstwo zobowiązuje do dzielenia się trudami, nie tylko radościami życia codziennego.
      • scanerboy Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 12:05
        Bez obrazy, ale pieprzysz z tą pomocą partnerce. Ona NIGDY W ŻYCIU
        TEGO NIE DOCENI, zawsze będzie jej mało... Cokolwiek nie zrobisz.
        Zyskasz tylko tyle, że z czasem uzna Cię za papcia i będzie tobą
        gardzić. Nie twierdzę, że nie należy się angażować, ale zawsze i
        przede wszystkim facet musi być facetem, jeśli szanuje siebie,
        bedzie szanowany przez rodzinę.
        Mam półroczną córkę i słyszę tylko dwa rodzaje pretensji, albo za
        mało zarabiam, albo nie zajmuję się dzieckiem. Przestałem się
        przejmować, robię swoje. P.S. seksu z żoną nie zaznałem od półtora
        roku.
        • gojek75 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 12:15
          scanerboy napisał:

          "> Bez obrazy, ale pieprzysz z tą pomocą partnerce. Ona NIGDY W ŻYCIU
          > TEGO NIE DOCENI, zawsze będzie jej mało...
          P.S. seksu z żoną nie zaznałem od półtora
          > roku."

          Wiesz to nie jest wina dziecka a Twoja - niestety wybrales zla partnerke na
          dzieci i bycie...

          Jesli nie potrafisz dojsc z nia do porozumienia np w kwestii sexu - to jestescie
          kiepskim malzenstwem - i jakbym byl w takim zwiazku to bym sie zastanowil jak to
          rozwiazac (roznmowy z nia) jak nic sie nie zmieni to zastanaowilbym sie nad
          odejsciem od zony - w sposob w jaki podchodzisz do tego nikogo nie
          uszczesliwiasz - ani siebie, ania zony (bo wciaz narzeka i dupe CI truje), ani
          dzieci - bo widza ze cos jest nie tak miedzy wami...

          po prostu odejdz od niej zamiast ja olewac...
        • mini-menstruacja loooooooooser 11.01.10, 21:33
          "Bez obrazy, ale pieprzysz z tą pomocą partnerce."

          Pomocą partnerce ???
          To opieka nad własnym dzieckiem jest pomocą partnerce ???
          Jeszcze powiedz, że zęby myjesz tylko dla niej a ona tego nie docenia.

          To nie szacunek do samego siebie tylko skrajny egoizm. Popaprana musi być
          rodzina co takiego szanuje.
          A seksu nie zaznałeś bo jesteś oferma. Bo może właśnie Małżonka Tobą gardzi. Nie
          dlatego że jesteś facetem co jest...facetem i się szanuje ( czy tak brzmi Twoja
          filozofia ? ) tylko dlatego żeś egoista.
      • sigford Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 12:06
        Zgadzam się w 100% i popieram. Udział w pielęgnacji dziecka od urodzenia nie
        jest warunkiem koniecznym do bycia dobrym ojcem, ale jest potrzebny do tego,
        żeby być dobrym mężem/partnerem. Pewnie i z tym można sobie dać radę w inny
        sposób (niańki, babcie itp.) ale nie zawsze jest to możliwe.
            • kckk Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 11.12.09, 10:40
              > To kobiety są stworzone do opieki nad dziećmi. Noworodek
              > potrzebuje matki, ojciec jest mu całkiem obojętny.

              To jest nieprawda.
              Noworodek potrzebuje opieki.
              Obojętne jest kto zostanie opiekunem.
              Ojcu nie jest obojętny los noworodka.
              Nie każdy ojciec noworodka potrafi. Nie każdy czuje że podoła. Nie każdy _musi_.
              Za to prawie każdy jest w stanie nauczyc się niezbędnych czynności przy dziecku.
              Prawie nikt z nas - mężczyzn, nie zna i nie wyobraża sobie poświęcenia i oddania
              jakiego wymaga jednoosobowe sprawowanie pieczy nad dzieckiem bez pomocy przez
              24h/dobę.

              Słowa uznania dla pełnych 100% - 99pań i 1panów
        • mini-menstruacja Warunki konieczne 11.01.10, 21:36
          "Zgadzam się w 100% i popieram. Udział w pielęgnacji dziecka od urodzenia nie
          jest warunkiem koniecznym do bycia dobrym ojcem"

          Udział w pielęgnacji dziecka od urodzenia nie jest warunkiem koniecznym do bycia
          dobrą matką, również.
    • altariel2 Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 27.07.09, 12:26
      Problemem jest nie tyle nachalne propagowanie nowoczesnego ojcostwa, co rodzicielstwa w ogóle. Nie rozumiem dlaczego nasze społeczeństwo w znacznej wiekszości uważa, że kiedy stajesz się rodzicem przestajesz być tym fajnym Maćkiem czy Jolą a stajesz się tatą/mamą Kasi czy Julka. I ze wszystkich pasji, rozrywek musisz zrezygnować, poświęcejąc się bez reszty kupkom, zupkom i klockom i jeszcze być z tego powodu najszczęsliwszym na świecie. A to nieprawda! Tak naprawdę to jest to nawet ze szkodą dla dziecka w dłuższej perspektywie czasu, bo dziecko czuje, że jest dla rodzica balastem, że oni się dla niego poświęcają, albo wyrasta na egoistę, który uważa, ze wszystko mu sie należy ma innych gdzieś. My z mężem nie zrezygnowalismy właściwie z niczego co robilismy przed narodzinami córki. Znajomi przewijają się przez nasz dom jak dawniej o różnych porach. Młoda jest w stanie zasnąć w każdych warunkach - specjalnie nie przyzwyczajalismy jej do zasypiania w ciszy i w ciemności. Jest otwarta i radosna, cieszy się, że ma tyle wujków i cioć. Pomimo, że jest jedynaczką(na razie) umie i lubi sie dzielić, dba o domowe zwierzęta, ale nie da sobie w przysłowiową kaszę dmuchać. A co do kreatywności, to trzeba na dziecko spojrzeć inaczej. Nie jak na kulę u nogi, ale jak na kopalnię pomysłów. No ale dziecko wychowywane tylko wśród edukacyjnych zabawek rodem z pisemek dla rodziców nie będzie miało takich pomysłów, bo kreatywne zabawki, są juz kreatywne za dziecko i zabijaja jego wyobraźnię... A dzieci potrafią mieć takie fantastyczne pomysły, na które mży doośli nie wpadlibyśmy, bo jesteśmy ju "wprasowani" w modele społeczne. Ja bardzo wiele pomysłów do pracy (tez mam kreatywna pracę) czerpię z niekończącej sie paplaniny córki. Żeby było jasne, nasza mała nie jest wychowywana bezstresowo. Niektórzy nawet twierdzą, że jest "trzymana krótko", ale jest wesołym, zywiołowym, choć w porównaniu z "normalnie wychowywanymi" dziećmi sąsiadów czy dalszych znajomych, bardzo grzecznym i dobrze wychowanym dzieckiem.
    • ula77777 Wszyscy jesteście pod wpływem propagandy 02.08.09, 17:27
      Najważniejsze w pierwszych miesiącach życia dziecka jest matka. Dziecko wiąże
      się z jednym obiektem. Gdy ojciec kocha matkę, wspiera ją to dziecko wtedy
      zyskuje.

      wymiana rolami nigdy nie wychodzi na plus. To ukryta demaskulinizacja
      mężczyzn, a więc z punktu widzenia kobiety - mniej dla niej.
    • miljka Re: Czego się boją współcześni ojcowie? 21.09.09, 22:27
      Dobry ojciec nie musi byc obecny w zyciu dziecka od poczatku i nie musi sie nim
      opiekowac? Dla mnie to nie dobry ojciec, tylko dostarczyciel plemnika - dziecko
      jest wspolne i nie po to, zeby kobieta musiala sie nim zajmowac. Dziecko robi
      sie razem i razem sie nim zajmuje! Jakby kobieta nie chciala sie zajmowac
      dzieckiem to zostalaby nazwana wyrodna macocha, a ojciec moze sie obijac, bo
      przeciez 'kochajacy tatus nie musi byc specem od kupek'. Niedobrze mi sie robi
      jak czytam wypowiedzi ojcow, ktorzy olewaja swoje dzieci od kiedy ono sie urodzi
      - bo jak to inaczej nazwac - od poelegnacji jest mama, a on moze piwko pic przed
      tv. Jasne, moze, ale skoro ma czas na piwo, niech znajdzie wczesniej czas na
      opieke nad wlasnym dzieckiem.
      • bracialwieserce Sigford 11.12.09, 01:11
        Z całym szacunkiem dla Ciebie, piszesz, że wypełniasz obowiązki wobec dziecka i
        bliżej Ci do ojca z poradników etc. ale jest jeden problem, sądząc po postach
        Twoich jest jakiś dysonans w tym wszystkim. Twoje "wnętrze" jest całkiem inne
        niż oblicze, które prezentujesz na co dzień. Bo nawet mając dość, nie pisałbyś w
        tym tonie.
        Czy doprawdy uważasz, że dla kobiety mającej swoje pasje, zainteresowania
        zmienianie pieluch i karmienie dziecka to zajęcie wysoce rozwijające? Oczywiście
        Ty piersią karmić nie będziesz, ale jeśli przejdzie dziecko na butelkę lub jeśli
        musi być ona od początku {niemożność karmienia piersią/niechęć do tego, etc } to
        czy nie uważasz, że {pomijam fakt opiekowania się własnym potomstwem}po prostu
        partnerce będzie łatwiej/lepiej się żyło/odciążysz ją - mniej zmęczona kobita to
        szczęśliwsza osoba także etc. jak Ty raz wstaniesz w nocy lub kiedy indziej? Tak
        kiedyś uważało się, że kobieta musi - nie ważne, czy chce/nie zajmować się
        dzieckiem bo urodziła - a wszystkie info zawarte są pewno w jajnikach i macicy.
        Oczywiście, ze więzi można budować w różny sposób ale jak się juz ma z kimś
        dziecko {zakładam, że nie z jakąś heterą} to po prostu traktuje się kobietę tak
        jak Ty byś chciał być traktowany! Trzeba po prostu pomóc, dzielić się
        obowiązkami, umieć wyśmiać całą sytuację, omówić - wiadomo czasem Ty czasem
        matka zrobi więcej ale chyba nie jest to normalne, że ona tyra i nawet nie wie
        jak się nazywa póki nie sprawdzi w dowodzie a Ty przychodzisz na "gotowe".
        Dziecko było wspólne/jest więc i odp po połowie, czasem szala się przechyli w
        prawo albo w lewo ale nie dobrze jak jest tylko w jedna stronę przesunięta!
        Do pana który pisał, że kobieta ciągle niezadowolona jest cokolwiek on by
        zrobił: nieprawda jest pan sam/albo ma nieciekawą partnerkę. Babka potrafi
        docenić zaangażowanie faceta, wiadomo, że bierze poprawkę, że jemu też może być
        ciężko i trudno - kwestia tego jakim się jest partnerem dla swego męża/faceta{ i
        jaki on jest}. Czasem jest trudno ale jeśli permanentnie to, to nie wróży to
        dobrze nie tylko związkowi.
        Do tych co uważają, że nie można burzyć ról, tak było przed wiekami etc- kiedyś
        nie było elektryczności tylko pochodnie/potem lampy naftowe - równie dobrze
        można by teraz wrócić do jaskiń odpadną rachunki za prąd!
        • sigford Re: Sigford 11.12.09, 15:21
          bracialwieserce wszystko co piszesz to bez wchodzenia w szczegóły prawda, ale
          skupiasz się na tym jak powinny wyglądać relacje partnerskie a ja poruszyłem
          trochę inny problem. Uważam, że kwestia przeżywania rodzicielstwa czy też
          podział ról w małżeństwie to sprawa indywidualna każdego człowieka i każdej
          pary. Sprawy takie powinny być przedmiotem ustaleń wewnątrz małżeństwa i jak
          najlepiej pasować do osobowości, upodobań, charakterów obojga małżonków. Nie
          podoba mi się natomiast propagowanie jakichkolwiek "modnych" wzorców
          rodzicielstwa. Takie jakby narzucanie odgórne przez media i wynikająca z tego
          oddziaływania presja społeczna bywa denerwująca.
          • matijas77 Tata 12.12.09, 00:47
            Też dorzucę swoje trzy grosze.
            Dziecko ma mamę i tatę. to co tu tłumaczyć? Oboje są od tego, żeby zajmować się
            rodziną. Kiedyś wszystkie niemiłe zajęcia spychano na kobiety, teraz są pralki i
            pieluchy jednorazowe, no i najważniejsze: zmieniają się modele macierzyństwa i
            ojcostwa, i to dla mnie fantastyczna sprawa. Normalne powinno być to, że facet
            może zajmować się więcej dzieciakiem, ale to sprawa każdej pary. U nas póki co
            jest tak, że ja mam luźną pracę, więc całe dnie spędzam z córą, a pracuję w
            nocy. Nie powiem, że to wymarzona sprawa, bo trochę męczący tryb życia, mam
            nadzieję, że kiedyś się odkuję, ale ma też swoje plusy, bo wiem, że córka wiele
            słówek nauczyła się ze mną, albo zna marki samochodów ze wspólnych spacerów, i
            tak dalej. Gdyby wyszło inaczej, to żona by z nią była więcej. I to może o to
            chodzi?
        • welcometopoland kariera, rodzicielstwo i materialistyczna żona .. 23.06.10, 16:44
          .. nie pasują do siebie.
          Zawsze coś ucierpi.
          > albo dziecko
          > albo kariera ojca
          > albo relacje małżeńskie
          > albo wszystko razem.



          bracialwieserce napisała:

          > Z całym szacunkiem dla Ciebie, piszesz, że wypełniasz obowiązki
          wobec dziecka i
          > bliżej Ci do ojca z poradników etc. ale jest jeden problem, sądząc
          po postach
          > Twoich jest jakiś dysonans w tym wszystkim. Twoje "wnętrze" jest
          całkiem inne
          > niż oblicze, które prezentujesz na co dzień. Bo nawet mając dość,
          nie pisałbyś
          > w
          > tym tonie.
          > Czy doprawdy uważasz, że dla kobiety mającej swoje pasje,
          zainteresowania
          > zmienianie pieluch i karmienie dziecka to zajęcie wysoce
          rozwijające? Oczywiści
          > e
          > Ty piersią karmić nie będziesz, ale jeśli przejdzie dziecko na
          butelkę lub jeśl
          > i
          > musi być ona od początku {niemożność karmienia piersią/niechęć do
          tego, etc } t
          > o
          > czy nie uważasz, że {pomijam fakt opiekowania się własnym
          potomstwem}po prostu
          > partnerce będzie łatwiej/lepiej się żyło/odciążysz ją - mniej
          zmęczona kobita t
          > o
          > szczęśliwsza osoba także etc. jak Ty raz wstaniesz w nocy lub
          kiedy indziej? Ta
          > k
          > kiedyś uważało się, że kobieta musi - nie ważne, czy chce/nie
          zajmować się
          > dzieckiem bo urodziła - a wszystkie info zawarte są pewno w
          jajnikach i macicy.
          > Oczywiście, ze więzi można budować w różny sposób ale jak się juz
          ma z kimś
          > dziecko {zakładam, że nie z jakąś heterą} to po prostu traktuje
          się kobietę tak
          > jak Ty byś chciał być traktowany! Trzeba po prostu pomóc, dzielić
          się
          > obowiązkami, umieć wyśmiać całą sytuację, omówić - wiadomo czasem
          Ty czasem
          > matka zrobi więcej ale chyba nie jest to normalne, że ona tyra i
          nawet nie wie
          > jak się nazywa póki nie sprawdzi w dowodzie a Ty przychodzisz
          na "gotowe".
          > Dziecko było wspólne/jest więc i odp po połowie, czasem szala się
          przechyli w
          > prawo albo w lewo ale nie dobrze jak jest tylko w jedna stronę
          przesunięta!
          > Do pana który pisał, że kobieta ciągle niezadowolona jest
          cokolwiek on by
          > zrobił: nieprawda jest pan sam/albo ma nieciekawą partnerkę. Babka
          potrafi
          > docenić zaangażowanie faceta, wiadomo, że bierze poprawkę, że jemu
          też może być
          > ciężko i trudno - kwestia tego jakim się jest partnerem dla swego
          męża/faceta{
          > i
          > jaki on jest}. Czasem jest trudno ale jeśli permanentnie to, to
          nie wróży to
          > dobrze nie tylko związkowi.
          > Do tych co uważają, że nie można burzyć ról, tak było przed
          wiekami etc- kiedyś
          > nie było elektryczności tylko pochodnie/potem lampy naftowe -
          równie dobrze
          > można by teraz wrócić do jaskiń odpadną rachunki za prąd!
    • lavinka Czego się boją współcześni ojcowie? 23.06.10, 13:41
      Nie podoba mi się traktowanie modelu "normalnego ojca", który
      interesuje się swoim potomstwem, jako coś, co nie istniało do tej
      pory. Istniało, kobiety pracowały od lat 50tych dość masowo i to nie
      prawda,że obsługiwały facetów pod każdym względem. Niektóre tak, ale
      na pewno to nie była masówka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka