Dodaj do ulubionych

1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce

04.06.08, 08:12
JERZY BORDZIŁOWSKI - urodzony w 1900 roku syn Polaka i Ukrainki,
obywatel radziecki, generał radziecki i polski, komunista radziecki
i polski.

Dziadek siedział w carskim więzieniu za sprzyjanie Powstaniu
Styczniowemu,
ojciec był oficerem-lekarzem w carskim wojsku,
on w 1919 roku przerwał studia i na ochotnika zgłosił się do Armii
Czerwonej.

W 1920 roku w czasie walk na Ukrainie dostał się do polskiej
niewoli, skąd po pewnym czasie uciekł (a właściwie odszedł)
korzystając z zamieszania wywołanego przez radziecką ofensywę.

Czystki stalinowskie go ominęły, chyba dlatego że wtedy służył na
radzieckim "Dalekim Wschodzie", gdzie czystek wśród oficerów prawie
nie było.

22 czerwca 1941 jego dywizja była załadowana do pociągów mając się
udać (jak i inne dywizje Kujbyszewskiego Okręgu Wojskowego ) znad
Wołgi ku zachodnim granicom na kilkumiesięczne manewry wojskowe.

Przez część bitwy stalingradzkiej dowodził jednostkami saperskimi
jednej z dwóch armii radzieckich, jakie walczyły w samym
Stalingradzie – do jego obowiązków należało zapewnienie przepraw
przez Wołgę.

W czasie bitwy na łuku kurskim był dowódcą oddziałów saperskich
Frontu Woroneskiego.

W 1944 został skierowany do (Ludowego) Wojska Polskiego.

W latach 60-ych przewodził delegacji polskich oficerów, która udała
się do ZSRR, by omówić sprawę przekazania LWP na początku III Wojny
światowej głowic jądrowych,
które to głowice miało użyć polskie lotnictwo i wojska rakietowe
przeciw celom w państwach NATO, w odpowiedzi na to NATO użyłoby
atomowego odwetu przeciwko Polsce.

W 1967 roku w radzieckiej ambasadzie w Warszawie dostał Order
Czerwonego Sztandaru za udział w Rewolucji Październikowej.

Polskę opuścił w 1968 roku jako ostatni oficer radziecki służący w
Wojsku Polskim.
www.allegro.pl/search.php?string=bordzi%C5%82owski

Obserwuj wątek
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej część 01 04.06.08, 08:18
      Kompania nasza była zgranym, zdyscyplinowanym zespołem. Spośród
      sześćdziesięciu służących w niej ludzi trzy czwarte stanowili
      żołnierze, a jedną czwartą młodzi, ochotnicy tacy jak ja. Prawie
      wszyscy byli Rosjanami. Pochodzili z proletariackich środowisk
      Moskwy lub Woroneża i całą duszą popierali rewolucję. Dobry nastrój
      nie opuszczał nas nawet na Ukrainie, z dala od stron rodzinnych.
      Nasze uzbrojenie, oprócz erkaemów w plutonach, stanowiły karabiny
      rosyjskie, z których tylko połowa posiadała bagnety. Początkowo
      prawie każdy żołnierz miał inny karabin, dopóki dowódca dywizji dla
      uproszczenia rozdziału amunicji nie nakazał wymiany broni w
      pododdziałach. Później w naszej kompanii tylko kadra dowódcza
      zatrzymała swoje zagraniczne karabiny. Pamiętam, jak podczas
      wspomnianej szarży kozackiej zwróciłem się do znajdujących się obok
      mnie dowódcy i szefa kompanii z prośbą o naboje, ładowałem bowiem
      ostatnie. Niestety, dowódca miał karabin japoński, a szef -
      austriacki.
      Ubrani byliśmy różnie. Ja na przykład nosiłem ojcowski brezentowy
      płaszcz wojskowy, a pod nim chłopską kurtkę. Buty miałem również z
      domu - dobrze dopasowane, mocne. Zimno nie dokuczało mi, a to
      przecież było najważniejsze.
      Niektórzy nosili walonki. Początkowo to typowo zimowe obuwie
      wzbudzało w nas uczucie zazdrości, lecz potem, kiedy okazało się, że
      zima nie była mroźna i roztopy często utrudniały marsze, koleżeńska
      zawiść ustępowała miejsca przyjacielskiej ironii. Gdy oddział
      zbliżał się do jakiejś kałuży, wesoło pokrzykiwaliśmy: - Walonki, na
      czoło! Suszyć drogę!
      Z wyżywieniem też było nienadzwyczajnie. Inne kompanie znajdowały
      się w lepszej sytuacji - miały własne kuchnie. Nam dawano tak zwany
      suchy prowiant - mięso, chleb, ser, sól. Ale co można ugotować w
      marszu? Oddawaliśmy te wiktuały ludności, która nas karmiła.
      Mimo tych istotnych braków w uzbrojeniu i zaopatrzeniu nasza
      kompania wyróżniała się hartem bojowym, pewnością siebie i
      opanowaniem w walce. Była zwarta, nie ulegała panice, nawet w
      najtrudniejszych sytuacjach

        • wladca_pierscienii Re: Bordziłowski 06.06.08, 08:10
          mosze_zblisko_daleka napisał:

          > Witam, czy mozesz napisac wiecej kim On byl dla Ciebie?


          dla mnie osobiście nikim

          ale chodzi mi o to, że od czasu do czasu propaganda rosyjska ( i
          Misza_Kazak też) sugerują, że w wojnie 1920 roku zginęło w polskich
          obozach jenieckich tak dużo jeńców sowieckich, bo celowo byli źle
          traktowani

          wspomnienia Bordziłowskiego są wspaniałym kontrargumentem
          bo on był obywatelem radzieckim z włąsnego wyboru
          i był w polskiej niewoli
          (i NIE przyznał się, że jest Polakiem)
          • jopekpl Re: Bordziłowski 06.06.08, 11:32
            wladca_pierscienii napisał:

            > mosze_zblisko_daleka napisał:
            >
            > > Witam, czy mozesz napisac wiecej kim On byl dla Ciebie?
            >
            >
            > dla mnie osobiście nikim
            >
            > ale chodzi mi o to, że od czasu do czasu propaganda rosyjska ( i
            > Misza_Kazak też) sugerują, że w wojnie 1920 roku zginęło w polskich
            > obozach jenieckich tak dużo jeńców sowieckich, bo celowo byli źle
            > traktowani
            >
            > wspomnienia Bordziłowskiego są wspaniałym kontrargumentem
            > bo on był obywatelem radzieckim z włąsnego wyboru
            > i był w polskiej niewoli
            > (i NIE przyznał się, że jest Polakiem)

            Misza kazak to pikuś jako że to Rosjanin można sie tego po nim spodziewać, ale weź takiego foxbata który twierdzi ze Katyń został urządzony polakom przez Stalina w zemście za te niby celowe ofiary w śród jeńców bolszewickich w polskich obozach całkowicie pomijając ilość zgonów polskich jeńców z tego okresu w obozach Rosjan.
            ps
            czyżby forum założone jako alternatywa przeciw rządom psychomaszyny????
            Pozdrawiam
            • wladca_pierscienii Re: alternatywa 06.06.08, 13:31
              jopekpl napisał:

              > ps
              > czyżby forum założone jako alternatywa przeciw rządom
              psychomaszyny????
              > Pozdrawiam

              Dokładnie

              na razie na tym forum zakaz pisania mają tylko dwie osoby:
              1) tornson
              2) axx611
              z foxbatem jeszcze się zastanowię...
              reszta ma pełną swobodę pisania...
              • jopekpl Re: alternatywa 06.06.08, 14:33
                wladca_pierscienii napisał:

                ???
                > > Pozdrawiam
                >
                > Dokładnie
                >
                > na razie na tym forum zakaz pisania mają tylko dwie osoby:
                > 1) tornson
                > 2) axx611
                > z foxbatem jeszcze się zastanowię...
                > reszta ma pełną swobodę pisania...

                Myślę że źle by sie stało gdybyś komukolwiek ograniczał dostęp do pisania nawet
                torsonowi czy axx bardziej normalne i bolesne dla tych osób było by wycinanie
                niemerytorycznych postów zostawiając te które może i nie bardzo tematyczne ale
                coś wnoszące do dyskusji a człowiek nawet kulturalny nieraz tez sobie musi po
                bluzgać;-)
                Pozdrawiam
                • mac-card Re: alternatywa 06.06.08, 16:11
                  Nie znam ani jednego merytorycznego postu tornsona. Niektóre mogą
                  sprawiać takie wrażenie, ale są tylko propagandowym bełkotem,
                  sprzecznym z historyczną prawdą, w aczesto i ze zdrowym rozsądkiem.

                  U axx widziałem ze dwa. :) Nawet billy.the.kid czasem pisze
                  sensownie, gdy mowa o Powstaniu Warszawskim. Ma w tej dziedzinie
                  niezłą wiedzę faktograficzną. Różnimy się oczywiście w ocenie tych
                  faktów, ale nie mogę zaprzeczyć, że Billy je zna.

            • mac-card Re: Bordziłowski 06.06.08, 16:15
              jopekpl napisał:

              > weź takiego foxbata który twierdzi ze Katyń został urządzony
              polakom przez Sta
              > lina w zemście za te niby celowe ofiary w śród jeńców
              bolszewickich w polskich
              > obozach

              Jeśli pisze o tym jako o motywach decyzji Stalina to ja nie mam nic
              przeciwko temu. Być może Stalin rzeczywiście tym się kierował, taka
              hipoteza nie jest całkiem głupia.
              Kiedyś z kolei gangut wyraził się, że jeńcy polscy zostali
              rozstrzelani za swoje przestępstwa wobec ZSRS. Przestępstwa owe
              miały polegać na tym, że przed wojną (sic!) strzelali do żołnierzy
              sowieckich. To jest dopiero rewelacja!
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 1 06.06.08, 08:22
      W niewoli

      W marszach i potyczkach doszliśmy do Winnicy. Tu na przełomie
      stycznia i lutego 1920 roku walczyliśmy z galicyjskimi jednostkami
      Petlury. Wkrótce oddziały te przeszły na stronę bolszewicką, a
      później znów na polską. W tym czasie gdy petlurowcy byli w
      przymierzu z nami, zachorowałem na TYFUS, który od dłuższego czasu
      raz po raz wyrywał kogoś z szeregów. Trafiłem do petlurowskiego
      szpitala w Winnicy, skąd później przeniesiono mnie do szpitala
      radzieckiego, utworzonego w tym samym mieście.
      Leżałem od lutego do kwietnia, trawiony gorączką i dreszczami.
      Wkrótce miasto zajęły wojska Piłsudskiego. Władze polskie nakazały
      wypisać wszystkich rekonwalescentów. U mnie nastąpiło już wprawdzie
      przesilenie choroby, ale byłem jeszcze bardzo słaby. W nadgorliwości
      jednak wypisywano i takich pacjentów jak ja. Ze szpitala
      poprowadzono mnie do więzienia. Ledwie trzymałem się na nogach. W
      dodatku przeżywałem wtedy okres pewnego załamania psychicznego,
      zwłaszcza gdy przekraczaliśmy most i płynąca pod nim rzeka zdawała
      się obiecywać wyzwolenie od wszelkiej udręki.
      W więzieniu, które — jak pamiętam — mieściło się obok toru
      kolejowego, były na ogół znośne warunki. Nie szykanowano nas ani nie
      znęcano się nad nami. Jedynym człowiekiem, który psuł nam krew, był
      szef kuchni — podoficer. Uwziął się, żeby strudzoną, zabiedzoną,
      schorzałą masę jeniecką nauczyć porządku przy pobieraniu posiłków. W
      ręku trzymał coś w rodzaju nahajki. Jeśli ktoś oparł naczynie na
      zupę o skraj kotła, chcąc ułatwić pracę kucharzowi, dostawał
      batem, gdyż jakoby brud sypał się do środka. Jeśli trzymało
      się miskę dalej — też było źle, bo zupa się rozlewała. Nijak nie
      można mu było dogodzić. Najwięcej obrywał biedny kucharz — też
      jeniec — gdyż rzekomo niejednakowo nalewał do menażek, marudził itd.
      W kancelarii więzienia przy spisywaniu personaliów urządzono egzamin
      ze znajomości nazwisk dostojników, których portrety wisiały na
      ścianie. Zapytano, wskazując jeden z nich:
      — Kto to jest?
      Wąsata, marsowa twarz była mi dobrze znana, odpowiedziałem więc bez
      namysłu:
      — Józef Piłsudski.
      — A tamten?
      Tym razem nie wiedziałem.
      — To generał Józef Haller — podpowiedziano mi.
      — Dobrze, będę pamiętał.
      Moja odpowiedź — choć drugiego portretu nie udało mi się
      zidentyfikować — wypadła widać zadowalająco, bo wdano się w rozmowę
      ze mną. Pytano o wykształcenie i pochodzenie społeczne, dziwiono
      się, że ja, syn lekarza, student, trzymam z czerwonymi. W
      świadomości przesłuchujących nas oficerów ukształtował się spaczony
      obraz rewolucji. Sądzili, że w jej zwycięstwie mogą być
      zainteresowani tylko przedstawiciele najniższych warstw społecznych,
      i z tego błędu nie dali się wyprowadzić.

    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 3 09.06.08, 08:31
      Z więzienia przesłano nas do obozu jenieckiego w Barze, oddalonego o
      około 70 kilometrów. Odległość tę pokonaliśmy w ciągu trzech dni w
      krytym wagonie towarowym bez ławek. W tym czasie nie dano nam nic do
      jedzenia. Pod koniec podróży zlitowała się nad nami żona kolejarza,
      która przyniosła nam garnek kartofli.
      Zapach, jaki się rozszedł po wagonie, nie zakłócił panującej
      dyscypliny, mimo że wszystkim głód szarpał trzewia. Ziemniaki
      policzono i sumiennie rozdzielono: kartofli było pięćdziesiąt
      siedem, jeńców — sześćdziesięciu, a więc trzy większe przekrojono na
      pół.
      W Barze dokładnie nas policzono, zarejestrowano i osadzono za
      drutami. Przez pierwsze dwa dni — znów z powodu braku zaopatrzenia —
      nic nie jedliśmy. Komendant obozu bezradnie rozkładał ręce. Chcąc
      ulżyć naszej niedoli, dał nam trochę śledzi, zastrzegając się, że
      nie jest to bynajmniej forma szykan. Daremne obawy! Ilość ta była
      tak mała, że nie mogła być ani narzędziem tortur, ani też,
      przynajmniej częściowo, zaspokoić głodu: jeden śledź przypadł na 16
      ludzi.
      Później sytuację żywnościową jako tako uregulowano. Ułożyły się też
      stosunki wewnątrz obozu. Komendant, widocznie dlatego, że chciał
      uszanować obowiązujące w naszej armii porządki, polecił nam wybrać
      dowódców, choć w tym czasie, o czym zapewne nie wiedział, w Armii
      Czerwonej obowiązywała już zasada nominacji. Równocześnie z masy
      jenieckiej zaczęto wydzielać oficerów, podoficerów i tych
      czerwonoarmistów, którzy zajmowali stanowiska dowódcze. Stopnie i
      stanowiska ujawniano z oporami, w obawie przed ewentualnymi
      represjami. Okazało się jednak, że kadrę dowódczą przeniesiono do
      lepszego baraku, lepiej ją traktowano i zwolniono od pracy.
      Zachęciło to pozostałych do ujawniania sprawowanych funkcji. Również
      i ja przyznałem się, że byłem dowódcą drużyny. Przeniesiono mnie do
      pomieszczenia dla podoficerów.
      Po kilku dniach dały znać o sobie skutki przebytej choroby: zacząłem
      odczuwać bezwład rąk i nóg. Odesłano mnie więc do szpitala i
      umieszczono w separatce. Byłem zdziwiony taką troskliwością, lecz
      później, gdy przeniesiono mnie do sali ogólnej, dowiedziałem się, że
      leżałem w pokoju dla... umierających. Tak określił stan mego zdrowia
      lekarz. I rzeczywiście, nie zauważyłem potem, żeby ktoś umieszczony
      w separatce powracał na salę ogólną. Po raz pierwszy opinia o moim
      zdrowiu, tym razem lekarska, okazała się fałszywa.
      Cały personel medyczny składał się z jeńców, z wyjątkiem naczelnego
      lekarza, petlurowca, który — szczerze mówiąc, zresztą na nasze
      szczęście/— był bardziej lekarzem niż petlurowcem. Tu ponownie
      zataiłem swoją funkcję, w rezultacie czego po dwutygodniowej kuracji
      powróciłem do ogólnego baraku w obozie. Czerwonoarmiści pochwalili
      moją decyzję. Tak oto przypadkowo uniknąłem losu mieszkańców baraków
      dla dowódców, których tymczasem wywieziono do obozu w głąb Polski,
      do Strzałkowa.
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 4 13.06.08, 08:27
      Wkrótce, po trzytygodniowym pobycie, opuściła barak również
      pozostała grupa jeńców. Konwojowani przez żołnierzy do nowego obozu
      w Płoskirowie, około 60-kilometrową drogę przemierzyliśmy w trzy
      dni. Majowe słońce piekło 'niemiłosiernie. Głębokie koleiny,
      utworzone w lessowej glebie przez wiosenne roztopy, teraz wyschły na
      kamień i stanowiły dodatkową udrękę. Łatwiej było tym na przedzie -
      widzieli drogę, a ponadto kurz wzbijany butami nie osiadał na nich
      cienką warstwą i nie tamował oddechu.
      Konwój składał się z poznańczyków - frontowych żołnierzy,
      zdyscyplinowanych i karnych.
      W pamięci utkwiła mi postać dowódcy konwoju, młodego, postawnego
      wachmistrza, w pedantycznie czystym mundurze z szykownym wówczas,
      białym, celuloidowym kołnierzykiem. Poznańczyk, służbista, rzetelnie
      wypełniał swoje obowiązki. Strzegł porządku w marszu, dbał o
      właściwe wykorzystanie czasu przeznaczonego na wypoczynek, pilnował
      sprawiedliwego dzielenia prowiantu, a jeszcze w Barze znany był z
      tego, że nie dopuszczał do okradania jeńców, co zdarzało się często,
      gdyż na przykład na dobre buty nigdy nie brakowało amatorów. Nie
      pozwalał jednak jeńcom rozmawiać z konwojentami ani oddalać się na
      krok.
      Wkrótce mieliśmy się przekonać, że w jego postępowaniu uwidaczniała
      się nie tylko troska o ścisłe wykonanie otrzymanego rozkazu, lecz
      przede wszystkim ludzka postawa.
      Zbliżaliśmy się do Płoskirowa, gdy nieoczekiwanie pojawił się na
      drodze jakiś oddział hajdamacki * [ Kontrrewolucyjne ukraińskie
      oddziały nacjonalistyczne hetmana Skoropadskiego, w których służyło
      przede wszystkim bogate chłopstwo (przyp. red.).]. Był to okres,
      kiedy petlurowcy ponownie przeszli na stronę Piłsudskiego. Napotkani
      stronnicy ukraińskiego atamana spięli ostrogami konie i z
      wyciągniętymi szablami ruszyli w kierunku naszej kolumny. Być może
      chcieli w ten sposób w oczach naszych konwojentów podreperować
      opinię swoich wojsk, nadszarpniętą ciągłym zmienianiem sojuszników,
      i dowieść, że są bardziej antybolszewiccy, niż się sądzi. W dodatku
      byli pijani. Napotkali jednak nieoczekiwany opór.
      Kolumna zatrzymała się. Konwojenci zrobili zwrot w lewo. Padła
      komenda: - Na rękę broń! - Hajdamacy nie wierzyli własnym oczom.
      - Kogo wy bronicie? - krzyczeli do poznańczyków. - To
      bolszewicy, to bandyci! - lecz konwojenci stali jak mur, a my
      za nimi w wielkim niepokoju, co będzie dalej.
      Na rozkaz wachmistrza konwój otoczył nas ścisłym kordonem i
      wymierzył karabiny w stronę petlurowców. Rozpoczął -się ożywiony
      dialog, prowadzony przy pomocy precyzyjnie dobieranych,
      komunikatywnych określeń żołnierskich.
      Hajdamacy nie ustępowali - krążyli wokół nas, szukając słabego
      miejsca w otaczającym nas pierścieniu osłony. Wówczas wachmistrz
      wydał ostrą komendę i podniósł rękę do góry. Opuszczenie jej miało
      oznaczać otwarcie ognia. Nagle nastąpiła cisza. Zrozumiano, że nie
      ma żartów. Dowódca konwoju z gniewem rzucił:
      - Chcecie jeńców? Szukajcie ich tam! - wskazał ręką na
      wschód.
      Hajdamacy jak niepyszni zawracali konie i dla pokrzepienia
      pokrzykiwali w naszą stronę:
      - Macie szczęście, żeście znaleźli takich obrońców! Już byłoby
      po was!
      W duchu przyznawaliśmy im rację.
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 5 30.06.08, 08:43
      Przed rewolucją stacjonował w Płoskirowie duży garnizon car¬skiej
      kawalerii. W koszarach utworzono teraz obóz jeniecki, w którym
      znaleźliśmy się wkrótce. Powoli sytuacja zaczęła się stabilizować.
      Zatrudniono nas przy przeładunku towarów, głów¬nie żywności, z
      pociągów normalnotorowych na szerokotorowe. Płacono nam nawet żołd -
      10 marek miesięcznie.
      Konwój poznańczyków zastąpili warszawiacy. Byli to prze¬ważnie
      młodzi chłopcy, niedawno wcieleni do wojska. Zwracali się do nas
      często: „bracie", ale... porządek się skończył. Podczas przemarszu
      ulicami miasta pozwalano na obrzucanie nas ziemią i kamieniami, w
      koszarach panował ustawiczny bałagan.
      Sama praca w praktyce nie była taka zła. Konwojenci poj¬mowali swoją
      służbę dość oryginalnie - przez cały czas trosz¬czyli się głównie o
      to, by coś uszczknąć z przeładowywanych zapasów. Łatwo się
      zrozumieliśmy i ich skryte marzenia dyskret¬nie realizowaliśmy.
      Suchary ginęły w kieszeniach, konserwy pod połami płaszczy, a cukier
      skrzętnie zsypywano do podwiązanych u dołu nogawek spodni.
      Po „uczciwym podzieleniu się" z kon¬wojentami zostawała nam
      wprawdzie tylko skromna część zdo¬byczy, ale i to miało dla nas duże
      znaczenie.
      Pewnego dnia przyjechał na inspekcję obozu dowódca frontu
      galicyjsko-wołyńskiego, generał Wacław Iwaszkiewicz. Urządził
      inspektorskie posłuchanie. Żadnych pretensji jednak nie mieliś¬my.
      Warunki życia w obozie ocenialiśmy jako znośne, a do trud¬ności
      aprowizacyjnych, o których komenda obozu nas informo¬wała, gdy tylko
      występowały, podchodziliśmy z wyrozumiałością. Generał nie zadowolił
      się naszym milczeniem i zapytał wprost: - A jak tam z chlebem?
      Przez szeregi jenieckie przeszedł szmer. Ostatnio bowiem chle¬ba nie
      dowożono i komendant obozu, kapitan, zapytał, czy w za¬mian zgodzimy
      się na zwiększoną porcję grochówki. Zgodziliś¬my się, bo cóż
      mieliśmy robić? Teraz byliśmy skłonni trakto¬wać ten fakt jako
      honorową umowę.
      Generał, widząc nasze ożywienie, zażądał wyjaśnień i wtedy ktoś
      wspomniał o naszej zgodzie na zamianę chleba na grochów¬kę.
      Komendant tłumaczył się, że chleba w tym czasie nawet jego żołnierze
      nie mieli. Usłyszał ostrą odpowiedź:
      - To nie jest żadne tłumaczenie! Żołnierz może kombinować, może
      kupić, a nawet ukraść chleb, jeniec zaś jest pod strażą.
      Po odjeździe dowódcy frontu ku naszemu zdziwieniu nie szy¬kanowano
      nas, lecz spytano, czy chcemy otrzymać zaległy chleb w całości, czy
      też w formie podwójnych racji dziennych.
      Żyliśmy tylko bieżącą chwilą. Nie mieliśmy zamiaru przebywać w
      obozie przez dłuższy czas. Wciąż dochodziły nas wieści o zbliżaniu
      się Armii Czerwonej. Wzięliśmy więc naszą należność od razu.

      *******************************

      informacja dla Rosjan (jakby zajrzeli na to forum)
      Poznań to były zabór pruski
      Warszawa to były zabór rosyjski

      podobno do dziś są różnice w charakterach Polaków zamieszkujących
      tereny zabórów pruskiego, rosyjskiego i austriackiego
      tym większe różnice musiały być tuż po zakończeniu zaborów

      Bordziłowski "między wierszami" wskazuje na rożnice między pruską
      dyscypliną a rosyjskim "jakoś tam będzie"...
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 6 07.07.08, 10:21
      Przy przeładunku pracowałem niedługo, spadła mi bowiem na nogę
      skrzynka z konserwami. Znowu znalazłem się w szpitalu. Ale i tu
      miałem trochę szczęścia. Kancelista wpisujący mnie na listę chorych
      nie był biegły w sprawach personalnych; ponieważ przyniesiono mnie
      razem z dwoma petlurowcami, umieścił mnie w wykazie jako żołnierza
      ukraińskiego. To, rzecz jasna, poprawiało moją sytuację. Uniknąłem
      różnych szykan, jakich dopuszczali się wobec czerwonoarmistów
      niektórzy, opanowani nacjonalistycznym fanatyzmem żołnierze, a nawet
      personel medyczny.
      Przeżyłem jednak chwile niepokoju. Trafiłem do jednej sali z
      Ukraińcami, którzy doskonale wiedzieli, kim jestem. Powoli
      nawiązywała się rozmowa. Okazało się, że jeden jest studentem
      Politechniki Kijowskiej, drugi zaś Lwowskiej. Nadmieniłem, że jestem
      z Politechniki Chersońskiej. Wieczorem kijowianin powiedział:
      - My nie zdradzimy, ale czy on będzie milczał? - wskazał
      głową na mego sąsiada z drugiej strony.
      Był to podoficer, hallerczyk, przywieziony tu razem z nami.
      Wszystkiego się czepiał.
      - Chcę jeść! - wołał do siostry.
      - Za godzinę obiad.
      - A ja chcę teraz.
      Zaproponowałem mu amerykańskie suchary wiadomego pochodzenia. Może
      był naprawdę głodny, może udawał, ale wziął. Za chwilę znów zwrócił
      się do siostry:
      - Chcę palić!
      - Zaraz przyniosę.
      Zaczął burczeć. Zaproponowałem mu tytoń.
      - Dziękuję - wziął.
      Dowiedziałem się później, że podobno coś nabroił, że groził mu nawet
      sąd polowy. Zwiał do szpitala ze starą raną. Na szczęście, nie wydał
      mnie. Snułem więc plany ucieczki ze szpitala, ale... nastąpiła
      ewakuacja i znaleźliśmy się na peronie.
    • wladca_pierscienii 1920 r. -amerykańska fasola w Wojsku Polskim 17.07.08, 12:39
      Parę lat temu oglądałem w telewizji wspomnienia polskiego weterana
      Wojny Polsko-Bolszewickiej.

      Wspomniał, że na froncie on i jego koledzy całymi tygodniami jedli
      amerykańską fasolę.

      W trakcie jedzenia kolejnego posiłku z fasolą, jego kolega
      zdenerwował się i powiedział: "a żeby tak zatonął ten statek z
      fasolą".

      Na to on odpowiedział: "co ty gadasz? gdyby nie ta fasola, tobyśmy z
      głodu zdechli".
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 7 02.10.08, 11:58
      Traf chciał, że tuż obok zatrzymali się moi przyjaciele z obozu -
      wracali z pracy. Znali mnie już trochę i od razu do mnie:
      - Jak się masz, jak noga?
      Na to sanitariusz:
      - Precz od chorego! - a do mnie:
      - Skąd ich znasz?
      Trudno, trzeba było przyznać się, że jestem jeńcem. Złapał
      moja kartę choroby: » .
      - Tu napisano, że jesteś Ukraińcem!
      - Ja nie wiem, co tam napisano, nie umiem czytać po polsku.
      Skończył się pomyślniejszy okres niewoli. Wepchnięto mnie
      do gromady chorych jeńców. Znów obóz. Pociąg sanitarny nie odchodził
      ze trzy dni. Pilnowano nas słabo i jeszcze słabiej lub wcale nie
      karmiono. Rankiem zobaczyłem mego hallerczyka w mundurze; samowolnie
      objął służbę, i to nie najgorszą - w kuchni. Kiedy mnie zauważył,
      podszedł i zapytał:
      - Poznali cię?
      - Tak jest.
      - Jadłeś?
      - Nie.
      Zaprowadził mnie do kuchni.
      - Dajcie mu więcej - dobry chłopak.
      Dziękuję ci, Stachu, karmiłeś mnie, bolszewika, trzy dni. Karmiłeś i
      dałeś dobrą radę: „Nasi cofają się, jutro będzie tu kawaleria, mogą
      was powystrzelać, lepiej uciekaj".
      ******************************************************************
      Włądca Pierścieni: ale nic takiego się NIE wydarzyło, o tym potem.
      ******************************************************************

      Uciekłem, i to w „bezczelny" sposób, wykorzystując moment, gdy
      konwojent bardziej interesował się rabunkiem stojącego obok wagonu
      niż nami. Zrzuciłem płaszcz żołnierski (miałem tylko kurtkę z
      białego płótna) i najzwyczajniej w świecie poszedłem gdzie oczy
      poniosą." Przedtem namówiłem do ucieczki jednego z jeńców - cywila,
      właśnie z Płoskirowa.
      Poleciłem mu, żeby śmiało szedł za mną i nie oglądał się. Po jakimś
      czasie, wykorzystawszy odpowiedni moment i zamieszanie, zacząłem,
      jak gdyby nigdy nic, spokojnie oddalać się od obozu. Idąc czekałem
      na okrzyk „Stój!", ale takiego wezwania nie usłyszałem. Zrozumiałem
      wtedy, że w panującym bałaganie ten nieskomplikowany fortel udał się
      całkowicie.

      Wraz z kolegą ruszyliśmy w kierunku pola, zachowując niezbędne
      środki ostrożności. W oddali widać już było okopy, skąd dochodziły
      odgłosy walki. Staraliśmy się niepostrzeżenie zbliżyć do miasta,
      gdzie mogliśmy już liczyć na pomoc rodziny mego towarzysza.
      Chcąc sobie skrócić drogę, ruszyliśmy przez rozległe bagno.
      Niestety, mój współtowarzysz był niski i grzęzawisko sięgało mu już
      po szyję. Trzeba się było cofnąć. Wyczerpani do ostatnich granic,
      ukryliśmy się w jakimś załamaniu terenu i choć padał ulewny deszcz,
      nie wiadomo kiedy zmorzył nas sen.
      Po otwarciu oczu stwierdziliśmy, że odgłosy walki oddaliły się.
      Kto znajduje się w mieście? W czyich jest rękach? Wokół ani żywej
      duszy. Dopiero po jakimś czasie zobaczyliśmy po drugiej stronie
      stawu mężczyznę, najspokojniej w świecie łowiącego ryby. Ostrożnie
      podeszliśmy pytając, kto jest w mieście. On jednak próbował najpierw
      ustalić, kim my jesteśmy. Oczywiście, nie byliśmy skorzy do
      wyjaśnień ani do przedstawiania się. Wziąłem go na krzyk. Wędkarz
      plątał się, lecz, niestety, nic konkretnego nie potrafił powiedzieć.
      - Wczoraj byli jeszcze Polacy, ale sytuacja przecież tak szybko się
      zmienia...
      Mimo to ruszyliśmy w stronę miasta. Już za pierwszym zakrętem drogi
      wzrok nasz padł na uzbrojonego żołnierza - nie było najmniejszej
      wątpliwości. Wszystko wyjaśniła wielka czerwona kokarda, przypięta
      do jego piersi. Rzuciłem mu się w ramiona. Byliśmy wolni!
    • wladca_pierscienii 1920 r. - Bordziłowski w niewoli polskiej cz. 8 20.01.09, 14:38
      W międzynarodowym batalionie


      Komenda garnizonu w Płoskirowie, gdzie natychmiast się zameldowałem,
      skierowała mnie do międzynarodowego batalionu, który w tym czasie
      stacjonował w Kijowie, na Pieczersku. Drogę do stolicy Ukrainy
      odbyłem na własną rękę, z kawałkiem chleba, suszoną wobłą (* Gatunek
      ryby z Morza Kaspijskiego (przyp. red.)) i skierowaniem w kieszeni.

      Batalion - jeden z wielu międzynarodowych oddziałów istniejących w
      czasie rewolucji - wchodził w skład 12 armii. Dowodził nim były
      carski oficer. Całą duszą był po stronie rewolucji, zarówno ze
      względu na swe pochodzenie - wywodził się bowiem z tak zwanych
      kucharskich dzieci - jak i dlatego, że jego brata powiesili biali.

      W sztabie armii, któremu bezpośrednio podlegał batalion,
      przesłuchano mnie skrupulatnie w sprawie pobytu w obozie jenieckim i
      okoliczności ucieczki z niewoli, po czym otrzymałem przydział
      służbowy.

      Batalion, składający się z trzech kompanii i szwadronu kawalerii,
      liczył około 600 ludzi. W pierwszej kompanii służyli Rosjanie i
      Chińczycy, w drugiej - Łotysze, w mojej, trzeciej - Polacy, w
      szwadronie kawalerii zaś - kubańscy Kozacy i Węgrzy.

      Moja kompania liczyła ponad stu starannie dobranych żołnierzy,
      REKRUTUJĄCYCH SIĘ GŁÓWNIE Z LUDZI, KTÓRZY ZAZNALI GORZKIEGO SMAKU
      NIEWOLI, a przed rewolucją - trudnych warunków życia. Była to
      przeważnie biedota polska z Ukrainy. Tylko ja jeden pochodziłem z
      rodziny inteligenckiej, ale moją pozycję w kompanii umacniał fakt,
      że uciekłem z niewoli, nie czekając biernie na wyzwolenie.

      Kompanią dowodził Polak, były podoficer carski, Radzikow-ski,
      pochodzący spod Nikołajewa. Jego zastępcą nieoczekiwanie został...
      kucharz kompanijny. Okazało się bowiem, że był dawniej oficerem, ale
      swój stopień starannie ukrywał przed dowództwem. Fakt ten wyszedł na
      jaw dopiero wtedy, gdy pochwalił się jednej z niewiast, o której
      względy gorliwie zabiegał.
      Rozmowa dowódcy batalionu z kucharzem miała ponoć wyglądać
      następująco:
      - Stopień i nazwisko?
      Milczenie.
      - Stopień i nazwisko?
      - Porucznik, dowódca kompanii - wykrztusił wreszcie kucharz.
      - Dlaczego się ukrywasz?
      - Z początku bałem się represji. A później... wstyd było się
      przyznać.
      - Dobrze, obejmiecie funkcję zastępcy dowódcy trzeciej kompanii. W
      tył zwrot, odmaszerować!

      Kucharz odszedł i zjawił się u nas nawet z ostrogami. Był dobrym
      dowódcą.

      Batalion pełnił rolę ODDZIAŁU ZAPOROWEGO, ale jego uzbrojenie nie
      różniło się niczym od uzbrojenia innych batalionów. Kompania, w
      której służyłem, dysponowała jednym cekaemem i kilkoma erkaemami.

      Z umundurowaniem też były kłopoty: w lecie zrzucaliśmy posiadane
      łachy, koszule zaś ściągaliśmy pasem jak bluzy i w ten sposób
      bielizna zastępowała mundur. Jeśli chodzi o obuwie, to sprawa
      wyglądała również kiepsko: przeważnie nosiliśmy łapcie. Prawdziwe
      buty pojawiły się w kompanii dopiero po dwóch miesiącach, a ponieważ
      bosych było dużo, rozdział butów, nadchodzących małymi partiami,
      odbywał się w drodze losowania.

      Strawa była skromna i nie dostarczała nam większych „przeżyć
      kulinarnych", śniadanie składało się z reguły z cienkiej, wodnistej
      zupy i kawałka chleba, a obiad i kolacja niczym się nie różniły od
      śniadania. Chyba tym, że na kolację była często tylko herbata.
      Jedynym produktem, którego mieliśmy więcej niż ludność cywilna, był
      cukier. Toteż nietrudno było go spieniężyć i tą drogą częściowo
      wyrównywać luki w codziennym jadłospisie. Zwykle kupowaliśmy chleb,
      ziemniaki i... sacharynę, która zastępowała sprzedany cukier.

      Początkowo, gdy batalion stacjonował w Kijowie, przestrzegano
      porządku dnia określonego regulaminem. Pobudkę wygrywał nam wąsaty
      trębacz, który sprawiał wrażenie starego żołnierza, bardziej
      przywiązanego do budynku niż do jakiejś określonej jednostki
      wojskowej.
      Czas między posiłkami wypełniało szkolenie i wypoczynek. Na program
      doskonalenia naszych żołnierskich umiejętności składały się
      ćwiczenia z bronią, musztra, zajęcia taktyczne, w których zazwyczaj
      przeważał atak tyralierą i okopywanie się. Zajęcia polityczne w
      dzisiejszym tego słowa znaczeniu odbywały się na ogół rzadko;
      edukację polityczną zastępowały wydarzenia, w których
      uczestniczyliśmy. Zwykle podczas tych zajęć komisarz batalionu i
      oficer oświatowy wygłaszali pogadanki o sytuacji międzynarodowej,
      wydarzeniach na froncie rewolucji, podziale ziemi obszarniczej i
      innych problemach, którymi wtedy żyliśmy. Czytaliśmy także głośno
      gazety, drukowane wtedy na szarym papierze.

      Spośród książek, jakie w tym czasie wpadły mi w rękę, największy
      wpływ wywarła na mnie mała, popularnie napisana książeczka Abecadło
      komunizmu. Zawsze pociągały mnie zasady logicznego rozumowania.
      Abecadło komunizmu przemawiało do mnie z niespotykaną siłą, trafną,
      konsekwentnie przeprowadzaną argumentacją. Formy agitacji
      komunistycznej, z jakimi się przeważnie stykałem, trafiały mi raczej
      do serca. Teraz po raz pierwszy zetknąłem się z logicznym, naukowym
      sposobem dowodzenia słuszności przemian rewolucyjnych zachodzących w
      Rosji.
      (...)
      Pamiętam, był w kompanii młody żołnierz, KTÓREGO ZNAŁEM Z OKRESU
      POBYTU W NIEWOLI. Tam wzbudzał ogólną litość, połączoną z odcieniem
      wzgardy. Mały, chudy, mizerny grzebał nawet w śmietniku, byle tylko
      zdobyć więcej pożywienia, niż nam przydzielano. Nie wiem, może to
      instynkt samozachowawczy kazał mu troskę o wątłe zdrowie fizyczne
      przedkładać nad opinię ogółu. Tu, w kompanii, zmienił się
      całkowicie, jakby stał się innym człowiekiem. Wesoły, dowcipny,
      rozumny, lgnął do kolegów i wszyscy darzyli go sympatią. Spał koło
      mnie i bardzo się do mnie przywiązał. Był niejako moim-
      „.adiutantem". Podczas wyborów do samorządu w kompanii wysunął moją
      kandydaturę, podkreślając, że do tego rodzaju funkcji potrzeba
      przede wszystkim „ludzi mocnych w słowie i piśmie".
      (...)
      Kompania była zgranym zespołem ludzi zawsze gotowych do niełatwych
      zadań, jakie wykonywaliśmy. Zgodnie bowiem z charakterem naszego
      batalionu stanowiliśmy niejako straż pożarną na odcinku frontu
      zajmowanym przez naszą armię. Jeśli gdzieś przedarła się jakaś
      nieprzyjacielska grupa, natychmiast w batalionie ogłaszano alarm.
      Zasada: wszyscy za jednego - jeden za wszystkich, zawsze nam
      przyświecała i ujawniała się w wielu okolicznościach.
      (...)
      Atmosfera tej frontowej solidarności udzieliła się również i mnie;
      gdy pewnego dnia wezwał mnie dowódca, proponując wysłanie do szkoły
      oficerskiej, odmówiłem. Nie chciałem opuszczać kolegów, zanim na
      naszym odcinku frontu sytuacja całkowicie się nie wyjaśni. Widząc,
      że nie dam się namówić, dowódca uścisnął mi rękę i powiedział:
      - Dobry z was kolega. Wracajcie do kompanii. Szkoła wam nie ucieknie.
      Później jednak, gdy zapanował spokój (batalion rozlokowano w
      Kijowie) i dowództwo ponowiło propozycję, uzupełniając ją
      argumentem: przecież byliście studentem politechniki, teraz też
      pójdziecie do szkoły inżynieryjnej, tylko że wojskowej - wyraziłem
      zgodę.
      • wladca_pierscienii Re: życiorys Bordziłowskiego - poprawka nr 2 26.10.09, 09:15
        pisałem, że nie był represjonowany

        niestety nie czytałem całej książki
        lecz tylko "po łebkach"

        Bordziłowski jednak BYŁ ofiarą stalinowskich czystek

        tylko wspomniało tym zaledwie dwoma zdaniami

        PRZEDMOWA

        Koniec lat trzydziestych był dla mnie ciężki. Różnie wówczas bywało,
        ale w moim wypadku prawda wyszła na wierzch. Wróciłem do szeregów
        partii i do wojska. Latem 1939 roku zostałem zrehabilitowany, po
        czym skierowano mnie do Moskwy, gdzie miałem otrzymać nominację na
        nowe stanowisko.




        WSPOMNIENIA

        Niejednokrotnie kult jednostki utożsamia się z kultem samego
        Stalina. Niestety, zjawisko to było bardziej złożone. Wadliwy styl
        pracy kierownictwa często naśladowały niższe instancje i ogniwa
        władzy partyjnej i administracyjnej. Czasem nie tylko naśladowały,
        lecz potęgowały.
        (...)
        Przykrości nie ominęły i mnie. W lecie 1939 roku zostałem jednak
        zrehabilitowany i skierowany do Moskwy, gdzie miałem otrzymać
        nominację na nowe stanowisko. (...)
        W pociągu l września wysłuchałem komunikatu o napadzie faszystów na
        Polskę.
      • prokontrik Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 07.12.09, 13:08
        rusek11 napisał:

        > napisz fachofcu o prikazie pilsudzkiego do wiesnioskow polskich o
        > dobijanie uczekajacych czerwonoarmijcow.
        > fakt jest znany i calkiem mozliwy do wykorzystania przez ruskich dla
        > zalozenia "rodzin tucholskich",hehe

        Uciekający żołnierz nadal pozostaje żołnierzem, dopóki się nie podda i nie złoży
        broni.
        Twoi rodacy zabijali najchętniej tych, którzy już byli w niewoli.
      • wladca_pierscienii Re: Rusku11 - szczegóły poproszę 14.12.09, 09:01
        rusek11 napisał:

        > napisz fachofcu o prikazie pilsudzkiego do wiesnioskow polskich o
        > dobijanie uczekajacych czerwonoarmijcow.
        > fakt jest znany i calkiem mozliwy do wykorzystania przez ruskich
        dla
        > zalozenia "rodzin tucholskich",hehe

        w polsce ten "fakt" jest zupełnie nieznany
        PODAJ SZCZEGÓŁY
        • kazik.k Re: Rusku11 - szczegóły poproszę 04.02.10, 16:01
          w polsce nie jest znanych wiele faktow ukrywanych szczegolnie teraz przed opinia
          publiczna np strzelanie do chlopow-wiesz ile bylo ofiar?przypominam ci ze te
          tysiace bolszewickich ofiar to bylo znacznie wiecej i znacznie wczesniej jak w
          katyniu!!!!kwestionujac te bolszewickie ofiary jako tak jak mowisz "zgineli w
          walce-po prostu bredzisz kto by ich wozil w bory tucholskie by ich tam
          pochowac?!nie plec glupot!!chodzi mi tylko o to by pokazac ze "tacy swieci " to
          nie jestesmy a mordowanie jencow "w imie najswietszej panienki" to nam sie
          nieraz zdarzalo!!!pa!!
      • kazik.k Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 17.01.10, 10:21
        w borach tucholskich pochowano tysiace krasnoarmiejcow!!znacznie wiecej jak w
        katyniu ale dyzurni pismacy bardzo pobozni i pryncypialni nie napisza o tym
        slowa!!gadanie o tyfusie czy chorobach na ktore ci bojcy umierali jak muchy jest
        tylko obludnym wykretem!wystarczy wyglodzic i nie udzielic zadnej pomocy tym
        jencom a wymra sami!!endecka hipokryzja smierdzi z daleka!!!pewnie tacy jak
        semka czy warzecha zabiora glos w tej sprawie??!!!ciekawe!!!
        • golarz-filip Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 18.01.10, 19:35
          kazik.k napisał:

          > w borach tucholskich pochowano tysiace krasnoarmiejcow!!znacznie wiecej jak w
          > katyniu ale dyzurni pismacy bardzo pobozni i pryncypialni nie napisza o tym
          > slowa!!

          Ciekawe Kazimierzu Kazimierzowiczu jest to, że w latach 1945-1956 Sowieci byli
          właścicielami Polski. Mieli wtedy dostęp do wszystkich archiwów i robili z nimi
          co chcieli. W latach 1956 - 1989 też nie mieli kłopotów z dotarciem do nich,
          tylko musieli już napisać co im potrzebne. I ciekawe, że dopiero na początku XXI
          wieku Rosja zdecydowała się zbadać sprawę w sposób obiektywny. Powołano w tym
          celu wspólną komisję, o której pracach dobrze pisze wiki:
          pl.wikipedia.org/wiki/Je%C5%84cy_sowieccy_w_niewoli_polskiej_%281919-1921%29
          Jako jeszcze lepszą ciekawostkę, o której pryncypialni pismacy wyznania
          bolszewickiego nigdy nie wspominają, dodam że z niewoli polskiej nie powróciło
          ok. 25% jeńców sowieckich. W tym samym czasie z niewoli sowieckiej nie wróciło
          ok. 39% żołnierzy polskich. Bo pismacy wiary bolszewickiej nigdy nie pamiętają,
          że do niewoli trafiali również Polacy.
          Ciekawe co się stało z tymi 39% Polaków? Może też uciekli do Mandżurii?
          • kazik.k Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.01.10, 13:02
            mozemy przerzucac sie liczbami! i co ztego wynika?ja te groby w borach
            tucholskich widzialem osbiscie!!chodzi mi tylko o to by zachowac chociaz
            odrobine obiektywizmu!!my to bohaterscy "ulani z szabelkami wyglansowani i
            sliczni oraz niewatpliwie pachnacy" broniacy oczywiscie krzyza i ojczyzny a oni
            to smierdzace kundle bolszewicki ktorych nalezaloby poprostu utopic w dolach
            kloacznych co z dobrymi efektami zreszta czyniono!oczywiscie ze to byli chlopi
            prosci i pogonieni bagnetami na polske-JENCY! zapominajac!!jezeli chcesz byc
            traktowany jak czlowiek sam badz czlowiekiem!!te refleksje snuje ci syn zolnierz
            armii krajowej -czlonek rodziny ktora stracila w czasie wojny kilkoro swoich
            czlonkow!!nawet moj ojciec z perspektywy czasu nie mial juz w sobie nienawisci
            do niemcow/zaliczony stutthof/ ani do ubowcow/odkiblowal za ak wiezienie w
            bialymstoku/!ile masz lat ty przyjacielu co wiesz o tych czasach?wspomnienia
            ojca mam przez niego napisane-nawet z podaniem nazwisk prokuratorow sb
            zadajacych dla niego ks podczas rozprawy!!!ale i w sb byli ludzie i wlasnie
            jeden z nich /pulkownik/uratowal ojcu zycie!!!mialem nawet telefon z ipn w tej
            sprawie!!powiedzialem p...sie!!!
            • wladca_pierscienii Re: 1920 r. - Bory Tucholskie 21.01.10, 10:20
              kazik.k napisał:

              > mozemy przerzucac sie liczbami! i co ztego wynika?ja te groby w
              borach
              > tucholskich widzialem osbiscie!!

              1) skąd wiesz, że ci Bolszewicy nie zginęli w walce?

              2) jak polscy chłopi z widłami mieliby pozabijać
              krasnoarmiejców uzbrojonych w Mosiny ?

              --
              Paweł Kukiz - 17 września (Polsza nie zagranica)
              www.youtube.com/watch?v=8zwxIQ-tD3Q
              • kazik.k Re: 1920 r. - Bory Tucholskie 04.02.10, 15:54
                "wladco pierscieni" jedz w te bory i zobaczysz ze to sa zolnierze pochowani jako
                jency obozowi!!!o jakiej "walce" mowisz?mozna bredzic o "epidemii" w tych
                oobozach i tysiacach ofiar ale przeciez dobrze wiesz ze wystarczy nie dac opieki
                medycznej i zywnosci a ofir bedzie tysiace!!znacznie przyjacielu wiecej jak w
                katyniu!!smutne to ale tak przeciez jest!!
                • golarz-filip Re: 1920 r. - Bory Tucholskie 04.02.10, 20:16
                  kazik.k napisał:

                  > "wladco pierscieni" jedz w te bory i zobaczysz ze to sa zolnierze pochowani jak
                  > o
                  > jency obozowi!!!o jakiej "walce" mowisz?mozna bredzic o "epidemii" w tych
                  > oobozach i tysiacach ofiar ale przeciez dobrze wiesz ze wystarczy nie dac opiek
                  > i
                  > medycznej i zywnosci a ofir bedzie tysiace!!znacznie przyjacielu wiecej jak w
                  > katyniu!!smutne to ale tak przeciez jest!!

                  Ale cały czas unikasz odpowiedzi na pytanie o los tych 39% polskich jeńców w
                  niewoli bolszewickiej. W liczbach bezwzględnych to było ok. 20.000 ludzi, a więc
                  porównywalna ilość do zmarłych jeńców sowieckich, których było 20.000 - 25.000.

                  Jaki był los tych Polaków i gdzie są ich groby?

                  Jak to wyjaśnisz, będziemy mogli zacząć rozmawiać o Katyniu.
                • wladca_pierscienii Re: 1920 r. - Bory Tucholskie 07.02.10, 11:06
                  kazik.k napisał:

                  > "wladco pierscieni" jedz w te bory i zobaczysz ze to sa zolnierze
                  > pochowani jako
                  > jency obozowi!!!o jakiej "walce" mowisz?

                  o tej "walce" o której pisał rusek11
                  forum.gazeta.pl/forum/w,56801,80399925,103668744,Re_1920_r_jency_sowieccy_radzieccy_w_Polsce.html
                  napisz fachofcu o prikazie pilsudzkiego do wiesnioskow polskich o
                  dobijanie uczekajacych czerwonoarmijcow.
                  fakt jest znany i calkiem mozliwy do wykorzystania przez ruskich dla
                  zalozenia "rodzin tucholskich",hehe


                  znaczy się rusek11 kłamał...

                  kazik.k napisał:

                  > "wladco pierscieni" jedz w te bory i zobaczysz ze to sa zolnierze
                  > pochowani jako
                  > jency obozowi!!!
                  > mozna bredzic o "epidemii" w tych
                  > oobozach i tysiacach ofiar

                  rok 1812
                  z 25 tys. żołnierzy Wielkiej Armii napoleńskiej
                  którzy zaleźli się w szpitalach w Wilnie
                  22 tys. z nich zmarło na tyfus

                  rok 1920
                  rodzi się Karol Wojtyła bardziej znany jako papież Jan Paweł II
                  przed jego narodzinami zmarł jego straszy brat
                  był lekarzem
        • big_gadu nie bredź synku ! 13.04.11, 18:32
          Za komuny w wojskowym kwartalniku historycznym pisano o obozach dla jenców sowieckich w 1920 roku !
          Jakie były kontrole sanitarne i kto umierał na tyfus.
          Wtedy w Polsce był wielki głód, ale co ty o tym wiesz ?
          Mnie mój ojciec opowiadał !
    • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:21
      Мельтюхов М.И. Советско-польские войны. Военно-политическое противостояние 1918-1939 гг. — М.: Вече, 2001. Часть первая. Хаос (1917—март 1921 г.)
      militera.lib.ru/research/meltyukhov2/01.html, militera.lib.ru/research/meltyukhov2/ rapidshare.com/files/32250859/Meltukhov.rar.html, natahaus.ifolder.ru/2066410 www.infanata.org/2007/05/20/sovetskopolskie_vojjny.html, www.ei1918.ru/foreign_history/print/pol_skoe_gosudarstvo.html www.molgvardia.ru/opinions/2009/09/16/9528


      Неудачи польской армии лишь подстегнули ее мстительный вандализм. Как сообщалось в советской ноте от 2 июня, направленной Англии, Франции, Италии, США, после того как во время майского наступления советского Западного фронта польские войска оставили Борисов, они с другого берега Березины подвергли его уничтожающему артиллерийскому обстрелу и превратили в груды дымящихся развалин. В огне погибли сотни людей, а 10 тыс. населения оказались под открытым небом. Не менее варварски вели себя польские части, отступавшие из Киева. В городе были выведены из строя электростанция, городская канализация, пассажирская и товарная станции. Правительства РСФСР и УССР указывали в обращенной к странам Антанты ноте от 11 июня, что «прекрасный собор Святого Владимира, эта не имеющая себе равных жемчужина русского религиозного зодчества и уникальный памятник с бесценными фресками Васнецова, был
      уничтожен поляками при отступлении только потому, что они желали выместить свою злобу, хотя бы на неодушевленных предметах...»

      Появились претензии и с противоположной стороны.
      • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:22
        . В июне ПОКК направил протест в Международную организацию Красного Креста по поводу того, что при отступлении Красной армии в Бердичеве, Житомире и Киеве были взяты заложники из гражданского населения и вывезены далеко в тыл, что при возвращении в Бердичев «красноармейцы выбрасывали из лазаретов Красного Креста всех больных и раненых, не щадя чести и жизни врачебного персонала». «Большевики пытают пленных, - говорилось в документе, чтобы получить от них военные сведения, поступая против азбучного понимания о правилах ведения войны». Но была ли свободна от подобных эксцессов польская армия, если в составе ее находились такие части, как отряд С. Булак-Балаховича, о котором один из польских офицеров писал в письме к жене: «Это человек без идеологии, бандит и убийца и такие же у него товарищи-подчиненные... Они не знают стыда и похожи на варваров. При мне бросали ему под ноги головы большевиков, отсеченные саблями... Я пил с ним всю нынешнюю ночь, а утром он со своей группой и я с полком пошли на дело. Избиение большевиков было страшное».

        • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:22
          К сожалению, до сих пор не ясны потери сторон в войне 1919-1920 гг. Согласно
          польским данным, польская армия только с апреля по октябрь 1920 г. потеряла 184
          246 человек, правда, о каких потерях идет речь, не уточняется. Потери Красной
          армии неизвестны. Известно лишь, что за время войны польские войска взяли в плен
          более 146 тыс. человек, содержание которых в Польше было очень далеко от
          каких-либо гуманитарных стандартов. Особым издевательствам подвергались
          коммунисты или заподозренные в принадлежности к ним, а пленные
          красноармейцы-немцы вообще расстреливались на месте. Но даже и простые пленные
          зачастую становились жертвами произвола польских военных властей. Широко было
          распространено ограбление пленных, издевательство над пленными женщинами.
          Видимо, подобное отношение к советским военнопленным явилось в значительной
          степени результатом многолетней пропаганды «вины» России перед Польшей.
          • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:23
            Все это привело к тому, что около 60 тыс. советских военнопленных умерли в польских лагерях. К 21 ноября 1921 г. из Польши вернулись 75 699 бывших военнопленных (932 человека отказались возвращаться), а из Германии - 40 986 интернированных. Польских пленных в Советской России было около 60 тыс. (видимо, это число включает также гражданских пленных, заложников и интернированных лиц) и их содержание не преследовало цели уничтожить или унизить их. Наоборот, подавляющее большинство пленных рассматривалось как «братья по классу» и какие-либо репрессии в отношении них были просто немыслимы. Политическая работа в лагерях военнопленных преследовала цель развить у них «классовое» сознание. Конечно, нельзя отрицать, что в условиях боевых действий имели место отдельные эксцессы в отношении пленных, особенно офицеров, но советское командование стремилось пресекать их и наказывать виновных. На содержании пленных в РСФСР, безусловно, сказывалась общая экономическая разруха. По окончании войны в Польшу вернулось 27 598 бывших военнопленных, а около 2 тыс. осталось в РСФСР.
    • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:24
      Мельтюхов М.И. Советско-польские войны. Военно-политическое противостояние 1918-1939 гг. — М.: Вече, 2001. Часть первая. Хаос (1917—март 1921 г.)
      militera.lib.ru/research/meltyukhov2/01.html, militera.lib.ru/research/meltyukhov2/ rapidshare.com/files/32250859/Meltukhov.rar.html, natahaus.ifolder.ru/2066410 www.infanata.org/2007/05/20/sovetskopolskie_vojjny.html, www.ei1918.ru/foreign_history/print/pol_skoe_gosudarstvo.html www.molgvardia.ru/opinions/2009/09/16/9528

      Неудачи польской армии лишь подстегнули ее мстительный вандализм. Как сообщалось в советской ноте от 2 июня, направленной Англии, Франции, Италии, США, после того как во время майского наступления советского Западного фронта польские войска оставили Борисов, они с другого берега Березины подвергли его уничтожающему артиллерийскому обстрелу и превратили в груды дымящихся развалин. В огне погибли сотни людей, а 10 тыс. населения оказались под открытым небом. Не менее варварски вели себя польские части, отступавшие из Киева. В городе были выведены из строя электростанция, городская канализация, пассажирская и товарная станции. Правительства РСФСР и УССР указывали в обращенной к странам Антанты ноте от 11 июня, что «прекрасный собор Святого Владимира, эта не имеющая себе равных жемчужина русского религиозного зодчества и уникальный памятник с бесценными фресками Васнецова, был
      уничтожен поляками при отступлении только потому, что они желали выместить свою злобу, хотя бы на неодушевленных предметах...»

      Появились претензии и с противоположной стороны. &#
    • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:25
      Появились претензии и с противоположной стороны. В июне ПОКК направил протест в
      Международную организацию Красного Креста по поводу того, что при отступлении
      Красной армии в Бердичеве, Житомире и Киеве были взяты заложники из гражданского
      населения и вывезены далеко в тыл, что при возвращении в Бердичев «красноармейцы
      выбрасывали из лазаретов Красного Креста всех больных и раненых, не щадя чести и
      жизни врачебного персонала». «Большевики пытают пленных, - говорилось в
      документе, чтобы получить от них военные сведения, поступая против азбучного
      понимания о правилах ведения войны». Но была ли свободна от подобных эксцессов
      польская армия, если в составе ее находились такие части, как отряд С.
      Булак-Балаховича, о котором один из польских офицеров писал в письме к жене:
      «Это человек без идеологии, бандит и убийца и такие же у него
      товарищи-подчиненные... Они не знают стыда и похожи на варваров. При мне бросали
      ему под ноги головы большевиков, отсеченные саблями... Я пил с ним всю нынешнюю
      ночь, а утром он со своей группой и я с полком пошли на дело. Избиение
      большевиков было страшное».
      • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:26
        Pochód armii polskiej na wschód, który zaczął się w lutym 1919 r., nie różnił
        się niczym od działań innych zbrojnych oddziałów. Okrutne bombardowałi i
        ostrzeliwałi z artylerii miasta, gdzie nie było garnizonów. Obiektami obstrzału
        często były instytucje medyczne, oznakowane symbolem Czerwonego Krzyża. Po
        zajęciu miast i osad żołnierzy bez sądu i śledztwa dokonywały morderstw
        miejscowych przedstawicieli radzieckiej władzy, a także żydowskich pogromów, że
        wydawało się za akty wykorzeniania bolszewizmu. Tak, po zajęciu Pińska na rozkaz
        komendanta polskiego garnizonu na miejscu bez sądu było rozstrzelano blisko 40
        Żydów, że przyszły dla modlitwy, których przyjęły za zebranie bolszewików. Był
        zaaresztowany personel medyczny szpitala i kilku sanitariuszy były rozstrzelane.
        Chociaż te fakty zyskały szeroki rozgłos, wojskowe dowództwo odmówiło
        administracji cywilnej prawa dostępu do dokumentów. Przestępstwo było
        usprawedliwione nerwowym napięciem oficerów w bojach z bolszewikami, a jego
        bezpośredni sprawca został przeniesiony do pełnienia służby w innej miejscowości
        i był awansowan na wyższy stopień wojskowy. Nie patrząc na to, że niektóre
        polskie gazety jeszcze w marcu z oburzeniem pisałi o przestępstwach armii na
        wschodzie, zabór Wilna stał się znamiennym trwającej kilka tygodni bachanalią
        gwałtu nad obrońcami albo prosto sympatykami władzy radzieckiej: aresztami,
        wysyłką do kacetów, katuszami i torturami w więzieniach, rozstrzeliwaniami bez
        sądu, wśród innych, ludzi niemłodego wieku, kobiet i dzieci, żydowskim pogromem
        i masowymi rabunkami. Krajowce okazywały się absolutnie bezbronnymi przed
        samowolą i maniackimi działaniami armii kraju, który nazywał siebie bastionem
        chrześcijańskiej cywilizacji w walce przeciw bolszewizmowi i w ogóle
        „wschodniemu barbarzyństwu. Według zeznań przedstawiciela administracji polskiej
        na okupowanych terytoriach — Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich (ZCZW) M.
        Kossakowskiego, "komuś do sprutego brzucha zaszyły żywego kota i zakładano się,
        kto pierwszy zdechnie, człowiek czy kot?"

        Pułkownik Sikorski: "Ekspedycja karna skutku tu nie odniesie, tu trzeba zmienić
        system traktowania ludzi, trzeba karać winnych, a nie mordować biednie ubranych
        — oto nowy kurs".. Zachowała się ocena sytuacji, tak jak ją widział w w rozmowie
        z Kossakowskim: Jeśli na rewii w obecności gen. Listowskiego zastrzelono malca,
        bo uśmiechał się rzekomo złośliwie, jeśli Wehr strzelał ludzi dziesiątkami, bo
        ubrani biednie wyglądali na bolszewików, jeżeli wygnańców, przybyłych zza frontu
        na skutek odezwy gen. Listowskiego, zamordowano kilkunastu, aż im pod głowy
        podłożyli chłopi po egzemplarzu odezwy dowódcy w znak protestu, jeżeli się tych
        ludzi, grabiło, siekło pętlicami z drutów kolczastych, przypalano żelazem dla
        wyciągnięcia sztucznych zeznań, to nie można się dziwić obecnej kampanii
        ludności przeciwko pojedyńczym oddziałom wojskowym.

        W okrutnych czynach Polaków podczas polski-bolszewickiej wojny nie ma logiki, a
        więc siłą rzeczy jest to argument na rzecz sadyzmu. Podobne cechy wykazuje
        znamienny cytat ze wspomnień późniejszego ministra Józefa Becka z działań na
        zrewoltowanej Ukrainie, który miał się zwierzać swemu ojcu, że „We wsiach
        zabijaliśmy wszystkich i wszystko paliliśmy przy najmniejszym podejrzeniu
        nieszczerości. Ja sam własnoręcznie dawałem przykład".


        - Piotr Bojko: Rewolucja na czas kryzysu - Recenzja w "Trybunie Robotniczej".
        Książka Andrzeja Witkowicza "Wokół terroru białego i czerwonego, 1917–1923",
        Biblioteka Le Monde Diplomatique, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa
        2008, s. 520.
        www.lewica.pl/?id=18004
        - Dzieje najnowsze, T. 29; № 3–4. Instytut Historii (Polska Akademia Nauk).
        Państwowe Wydawn. Naukowe, Oddział w Łodzi, 1997 - s. 223

        - Weronika Gostyńska. Tajne rokowania polsko-radzieckie w 1919 r. Polska
        Akademia Nauk. Wydział I--Nauk Społecznych. Państwowe Wydawn. Nauk., 1986 - 412
        s. (S. 154). ISBN 8301018933, 9788301018931
        - Józef Lewandowski. Szkło bolesne, obraz dni: eseje nieprzedawnione. Ex libris,
        1991 - 127 s. (S. 48) ISBN 9197165212, 9789197165211
        - Józef Lewandowski. Federalizm: Litwa i Białoruś w polityce obozu
        belwederskiego, XI. 1918 - IV. 1920. Pánstwowe Wydawn. Naukowe, 1962. - s. 269
        (S. 222).
        - Ukraine and Poland in documents, 1918-1922, T. 2 // Sources for the history of
        Ruś-Ukraine (T. 12). Naukove tovarystvo im. Shevchenka - Shevchenko Scientific
        Society, 1983 – S. 292. ISBN 0880541024, 9780880541022
    • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:28
      Мельтюхов М.И. Советско-польские войны. Военно-политическое противостояние 1918-1939 гг. — М.: Вече, 2001. Часть первая. Хаос (1917—март 1921 г.)
      militera.lib.ru/research/meltyukhov2/01.html, militera.lib.ru/research/meltyukhov2/ rapidshare.com/files/32250859/Meltukhov.rar.html, natahaus.ifolder.ru/2066410 www.infanata.org/2007/05/20/sovetskopolskie_vojjny.html, www.ei1918.ru/foreign_history/print/pol_skoe_gosudarstvo.html www.molgvardia.ru/opinions/2009/09/16/9528
      - Александр ТЮРИН. Миф о "польско-большевистской войне" и реальность советско-польской войны 1919-1921 гг. - www.hrono.ru/statii/2008/pol2tyurin.html
      - Владислав Швед. С ними обращались, как с рабами. Гибель красноармейцев в польском плену: 1919-1922 - www.hrono.ru/statii/2008/shwed_pol.html
      - Владислав ШВЕД - ТАЙНА КАТЫНИ. Москва, Алгоритм, 2007 -katynbooks.narod.ru/shved/mysteryofkatyn.html
      - Анти-Kатынь, или красноармейцы в польском плену
      http://ursa-tm.ru/forum/index.php?/topic/122-%D1%82%D1%80%D0%B0%D0%B3%D0%B5%D0%B4%D0%B8%D1%8F-%D0%BA%D1%80%D0%B0%D1%81%D0%BD%D0%BE%D0%B0%D1%80%D0%BC%D0%B5%D0%B9%D1%86%D0%B5%D0%B2-%D0%B2-%D0%BF%D0%BE%D0%BB%D1%8C%D1%81%D0%BA%D0%BE%D0%BC-%D0%BF%D0%BB%D0%B5%D0%BD%D1%83/

      • mongolszuudan Re: 1920 r. - jeńcy sowieccy/radzieccy w Polsce 20.12.09, 15:29
        Pochód armii polskiej na wschód, który zaczął się w lutym 1919 r., nie różnił się niczym od działań innych zbrojnych oddziałów. Okrutne bombardowałi i ostrzeliwałi z artylerii miasta, gdzie nie było garnizonów. Obiektami obstrzału często były instytucje medyczne, oznakowane symbolem Czerwonego Krzyża. Po zajęciu miast i osad żołnierzy bez sądu i śledztwa dokonywały morderstw miejscowych przedstawicieli radzieckiej władzy, a także żydowskich pogromów, że wydawało się za akty wykorzeniania bolszewizmu. Tak, po zajęciu Pińska na rozkaz komendanta polskiego garnizonu na miejscu bez sądu było rozstrzelano blisko 40 Żydów, że przyszły dla modlitwy, których przyjęły za zebranie bolszewików. Był zaaresztowany personel medyczny szpitala i kilku sanitariuszy były rozstrzelane. Chociaż te fakty zyskały szeroki rozgłos, wojskowe dowództwo odmówiło administracji cywilnej prawa dostępu do dokumentów. Przestępstwo było usprawedliwione nerwowym napięciem oficerów w bojach z bolszewikami, a jego bezpośredni sprawca został przeniesiony do pełnienia służby w innej miejscowości i był awansowan na wyższy stopień wojskowy. Nie patrząc na to, że niektóre polskie gazety jeszcze w marcu z oburzeniem pisałi o przestępstwach armii na wschodzie, zabór Wilna stał się znamiennym trwającej kilka tygodni bachanalią gwałtu nad obrońcami albo prosto sympatykami władzy radzieckiej: aresztami, wysyłką do kacetów, katuszami i torturami w więzieniach, rozstrzeliwaniami bez sądu, wśród innych, ludzi niemłodego wieku, kobiet i dzieci, żydowskim pogromem i masowymi rabunkami. Krajowce okazywały się absolutnie bezbronnymi przed samowolą i maniackimi działaniami armii kraju, który nazywał siebie bastionem chrześcijańskiej cywilizacji w walce przeciw bolszewizmowi i w ogóle „wschodniemu barbarzyństwu. Według zeznań przedstawiciela administracji polskiej na okupowanych terytoriach — Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich (ZCZW) M. Kossakowskiego, "komuś do sprutego brzucha zaszyły żywego kota i zakładano się, kto pierwszy zdechnie, człowiek czy kot?"

        Pułkownik Sikorski: "Ekspedycja karna skutku tu nie odniesie, tu trzeba zmienić system traktowania ludzi, trzeba karać winnych, a nie mordować biednie ubranych — oto nowy kurs".. Zachowała się ocena sytuacji, tak jak ją widział w w rozmowie z Kossakowskim: Jeśli na rewii w obecności gen. Listowskiego zastrzelono malca, bo uśmiechał się rzekomo złośliwie, jeśli Wehr strzelał ludzi dziesiątkami, bo ubrani biednie wyglądali na bolszewików, jeżeli wygnańców, przybyłych zza frontu na skutek odezwy gen. Listowskiego, zamordowano kilkunastu, aż im pod głowy podłożyli chłopi po egzemplarzu odezwy dowódcy w znak protestu, jeżeli się tych ludzi, grabiło, siekło pętlicami z drutów kolczastych, przypalano żelazem dla wyciągnięcia sztucznych zeznań, to nie można się dziwić obecnej kampanii ludności przeciwko pojedyńczym oddziałom wojskowym.

        W okrutnych czynach Polaków podczas polski-bolszewickiej wojny nie ma logiki, a więc siłą rzeczy jest to argument na rzecz sadyzmu. Podobne cechy wykazuje znamienny cytat ze wspomnień późniejszego ministra Józefa Becka z działań na zrewoltowanej Ukrainie, który miał się zwierzać swemu ojcu, że „We wsiach zabijaliśmy wszystkich i wszystko paliliśmy przy najmniejszym podejrzeniu nieszczerości. Ja sam własnoręcznie dawałem przykład".


        - Piotr Bojko: Rewolucja na czas kryzysu - Recenzja w "Trybunie Robotniczej". Książka Andrzeja Witkowicza "Wokół terroru białego i czerwonego, 1917–1923", Biblioteka Le Monde Diplomatique, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2008, s. 520.
        www.lewica.pl/?id=18004
        - Dzieje najnowsze, T. 29; № 3–4. Instytut Historii (Polska Akademia Nauk). Państwowe Wydawn. Naukowe, Oddział w Łodzi, 1997 - s. 223

        - Weronika Gostyńska. Tajne rokowania polsko-radzieckie w 1919 r. Polska Akademia Nauk. Wydział I--Nauk Społecznych. Państwowe Wydawn. Nauk., 1986 - 412 s. (S. 154). ISBN 8301018933, 9788301018931
        - Józef Lewandowski. Szkło bolesne, obraz dni: eseje nieprzedawnione. Ex libris, 1991 - 127 s. (S. 48) ISBN 9197165212, 9789197165211
        - Józef Lewandowski. Federalizm: Litwa i Białoruś w polityce obozu belwederskiego, XI. 1918 - IV. 1920. Pánstwowe Wydawn. Naukowe, 1962. - s. 269 (S. 222).
        - Ukraine and Poland in documents, 1918-1922, T. 2 // Sources for the history of Ruś-Ukraine (T. 12). Naukove tovarystvo im. Shevchenka - Shevchenko Scientific Society, 1983 – S. 292. ISBN 0880541024, 9780880541022
    • wladca_pierscienii rosyjskie usprawiedliwianie zbrodni katyńskiej 20.01.10, 08:46
      w ramach zbrodni katyńskiej Stalin podpisał wyrok na 22 tysiące
      polskich obywateli

      14 tys. z obozów wKozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie

      i 8 tys. z więzień

      z 14 tys. z obozów tylko 8 tys. było oficerami (jeńcami wojennymi)

      pozostałe 6 tys. to policjanci sędziowie itd.
      pojęcie "jeniec wojenny" ich nie dotyczy


      z 8 tys. zamordowanych z więzień
      przeważająca większość NIE była "jeńcami wojennymi"


      tak więc szukanie na siłę przez Rosjan fałszywych dowodów
      na "polskie zbrodnie" w 1920 r.
      i tak nie ma sensu
    • wladca_pierscienii TYFUS na wolności 04.03.10, 22:39
      program "Było nie minęło" z 13 lutego 2010 r.
      www.tvp.pl/historia/magazyny-historyczne/bylo-nie-minelo/wideo/zapomniane-lotnisko-w-zielonce
      wrzesień 1939
      już po agresji i niemieckiej i radzieckiej
      kilkunastu polskich żołnierzy zachorowało na tyfus
      i zmarło w polskim szpitalu
      • wladca_pierscienii Re: TYFUS i "Było nie minęło" 06.03.10, 10:22
        PS.

        warto obejrzeć program do końca

        w drugim temacie pokazują mapkę
        z sektorami na jakie były podzielone okolice Warszawy
        w ramach naprowadzania przez radio
        samolotów z Brygady Pościgowej


        w trzecim temacie
        podają, że mieszanka octu i sody
        to "lżejsza mieszanka do metali kolorowych"
        do oczyszczania starych przedmiotów


        tydzień czy dwa tygodnie później była informacja,
        że są różne mieszanki (nie podali składu)
        w zależności od rodzaju oczyszczanego metalu:
        złoto, srebro, miedź, cyna
    • wladca_pierscienii film/powieść "Cichy Don" 10.04.10, 07:37
      o cóż, widzę, że "czerwoni" Rosjanie
      mordowali nie tylko polskich jeńców-oficerów w 1920 roku


      radziecki film "Cichy Don" z 1957 roku
      (rok po zakończeniu "epoki stalinowskiej")
      (na podstawie powieści szołochowa nagrodzonej Nagrodą Nobla)


      czasy walk "czerwonych" Rosjan z "białymi"

      "czerwoni" po wzięciu do niewoli mordowali
      "białych" oficerów-Kozaków

      a jak zajęli chutory kozackie
      to "profilaktycznie" mordowali Kozaków za poglądy
      (tzn. tych, którzy zostali we wsi i nie brali udziału w walkach)
    • krzysiek.wa_wa 1945-1950 r. - jeńcy niemieccy w Warszawie 06.07.11, 15:52
      "Życie Warszawy" 23 czerwca 2011
      www.zyciewarszawy.pl/artykul/257088,610552_Dobrze-im-tak-.html
      (...)
      Nieliczni warszawiacy, widząc pracujących wrogów, mówili – dobrze im tak! A paradoksalnie tak samo myśleli Niemcy, bo udało im się uniknąć sowieckiej niewoli. Szacuje się, że powróciło ich ze Wschodu niewiele ponad 10 procent. Więc Warszawa była niemal sanatorium...
      (...)
      Na początku 1948 roku w tygodniku „Stolica" ukazał się dziwny artykuł – niby-reportaż, opisujący dobre warunki, w jakich przyszło żyć jeńcom na Polu Mokotowskim. Otóż nad bramą widniał czerwonymi literami wystawiony napis – „Obóz pracy dla jeńców niemieckich w Warszawie".

      Żyli dobrze, mieli co jeść, a mieszkali w barakach malowanych na ciemnozielony kolor. Byli jednak jacyś osowiali, co kładziono na karb apatii, trapiącej po paru latach wszystkich jeńców wojennych. Ta depresja, zdaniem autora, wynikała z oddalenia od rodzin i braku kontaktów z niemiecką kulturą. Tylko szwajcarski Czerwony Krzyż przysłał im kilkadziesiąt książek w języku niemieckim.

      Jeńcy na Śląsku uciekali z obozów na zachód, mogąc liczyć na pomoc mieszkającej tam jeszcze ludności niemieckiej, natomiast z Warszawy nie było gdzie uciekać – na Mazowsze, do Wielkopolski? Stąd i stresy. Zresztą cały ten artykuł robi wrażenie napisanego na zamówienie i nie zdziwiłbym się, gdyby był odpowiedzią na jakąś międzynarodową interwencję w interesie osadzonych. Depresja skutkowała nie tylko samobójstwami, ale i osłabieniem organizmu oraz instynktu samozachowawczego. Zmarłych z wypadków, z przyczyn naturalnych i z powodu zamachów samobójczych chowano na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim. Co ciekawe, zezwolono nawet jeńcom na składanie kwiatów oraz zapalanie zniczy na grobach kolegów.
      (...)
      Rafał Jabłoński
    • grba Stara rosyjska tradycja 07.11.12, 09:07
      Żołnierz rosyjski nigdy nie miał łatwo... Przykładem wojna z Napoleonem 1812:

      Kutuzow zostawił w Moskwie 20 tysięcy rannych rosyjskich żołnierzy, a Rastopczyn ich spalił... Potem Kutuzow zgromadził armię w słynnym obozie tarutińskim i miesiąc przesiedział, a o odzieży i butach dla swoich żołnierzy nie pomyślał, odziany w bobrowe futro sądził zapewne, że Ruski nie marznie... Nie mówiąc o papu.

      Napoleon wycofuje się z Rosji, więcej, jego armia mocno poobijana z niej wychodzi, a powinna w niej szczeznąć wraz z cesarzem, ale Kutuzow geniusz taktyki, szedł za nią marszem "paralelnym", bo dwa razy dostał już lanie pod Austerlitz i Borodino - tutaj wystąpiło zadziwiające zjawisko, bo atakujący z koalicji francuskiej ponieśli mniejsze straty od broniących się Rosjan- więc trzeci raz już nie próbował.

      Kutuzow... jego armia dopiero sublimowała, z obozu tarutińskiego wywiódł 130 tysięcy do granicy z Litwą przyprowadził 27 tysięcy... Potem nie dziwne, że we Francji zbiegła 1/3 armii rosyjskiej - 40 tysięcy ludzi rozlazło się po "la belle France" i Aleksander I prosił grubego Ludwika XVIII zwróćcie mi moich żołnierzy, a ów odpowiadał my ich nie trzymamy...

      PS. Mój dziadek rocznik 1902 opowiadał mi, że w 1939 r. jednym z pierwszych aresztowanych przez NKWD w jego mieście był Rosjanin były żołnierz AC i jeniec z 1920... Na studiach miałem kolegę noszącego rosyjskie nazwisko - zapytałem go o nie - wyjaśnił mi, że jego dziadek był jeńcem w 1920 r., został w Polsce ożenił się z Polką i umarł na zawał przed wybuchem II wś.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka