Dodaj do ulubionych

mniejszości narodowe w II Rzeczypospolitej

19.08.08, 11:16

Obserwuj wątek
    • wladca_pierscienii OUN - Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów 19.08.08, 11:25
      Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (ukr. Організація Українських
      Націоналістів, OUN) - ukraińska nacjonalistyczna organizacja
      polityczno-wojskowa, dążąca do zbudowania niepodległego państwa
      Ukrainy na ziemiach wchodzących w skład II Rzeczypospolitej i ZSRR.
      W konsekwencji przyjętych założeń programowych - antypolska,
      antysowiecka i antykomunistyczna.


      Powstała w 1929 roku w wyniku połączenia radykalnych grup
      nacjonalistów. OUN powstała na I Kongresie OUN w dniach 27 stycznia –
      3 lutego 1929 w Wiedniu, w wyniku połączenia trzech emigracyjnych
      organizacji:

      Ukraińskiej Wojskowej Organizacji (UWO)
      Związku Ukraińskiej Młodzieży Nacjonalistycznej (SUNM)
      Legii Ukraińskich Nacjonalistów (LUN)



      Celem OUN była walka z Polską oraz ZSRR w celu utworzenia
      niepodzielnej, niepodległej Ukrainy, w granicach etnograficznych -
      od Donu aż po Małopolskę.

      OUN była od początku w II Rzeczypospolitej organizacją nielegalną i
      opowiadała się przeciwko polityce ugody polsko-ukraińskiej,
      reprezentowanej przez ze strony ukraińskiej przez UNDO - ukraińską
      partię legalnie działającą w Polsce (byli petlurowcy i umiarkowane
      partie galicyjskie), ze strony zaś polskiej - przez wpływową część
      obozu piłsudczyków z Tadeuszem Hołówką - wiceprezesem BBWR i
      Henrykiem Józewskim, byłym członkiem rządu URL, długoletnim (1928 -
      1938 ) wojewodą wołyńskim i redakcją Buntu Młodych, później Polityki
      pod redakcją Jerzego Giedroycia (oprócz niego - Adolf Bocheński,
      Aleksander Bocheński, Piotr Dunin-Borkowski, Ksawery Pruszyński
      i.in.).

      Polityka ugody polsko-ukraińskiej zaistniała po zmianie polityki
      wewnętrznej ZSRR w r. 1929 - odejście przez bolszewików od polityki
      ukrainizacji, rozpoczęcie przymusowej kolektywizacji rolnictwa i w
      konsekwencji klęski głodu na Ukrainie sowieckiej (1932).

      Polityka ugody załamała się w r. 1938 wobec zbliżenia rządzącej
      części obozu sanacyjnego (Edward Rydz-Śmigły, Adam Koc) do haseł
      nacjonalistycznych środowisk obozu endecji w Polsce.

      Henryk Józewski został zdymisjonowany, a Wojsko Polskie
      przeprowadziło akcję tzw. drugiej pacyfikacji
      (połączonej np. z masowym burzeniem cerkwi na terenach etnicznie
      mieszanych - wyróżnił się gen. Gustaw Paszkiewicz)
      i próbą organizacji ruchów antyukraińskich odwołujących się do
      anachronicznych tradycji szlachty zagrodowej i separatyzmów
      regionalnych (Huculi, Bojkowie). Uzasadniano to potrzebą
      konsolidacji narodowej w obliczu zaostrzającej się sytuacji
      międzynarodowej.

      W konsekwencji przeciwstawiło to kilka milionów obywateli RP
      narodowości ukraińskiej (minimum 4,5 mln - zgodnie ze spisem 1931)
      państwu polskiemu i Polakom zamieszkującym tereny mieszane etniczne.
      Miało to znaczące konsekwencje, gdy aparatu państwa polskiego na tym
      obszarze miało po wrześniu 1939 zabraknąć.

      Po agresji sowieckiej na Polskę legalne partie ukraińskie, próbując
      ratować swych członków przed terrorem NKWD oficjalnie rozwiązały
      się, co zresztą nie ustrzegło ich działaczy od sowieckich represji.

      W konsekwencji jedyną czynną organizacją ukraińską pozostała po 17
      września 1939 r. - cały czas zakonspirowana - OUN.

      OUN od samego początku współpracowała z Niemcami (Abwehra), którzy
      jednak w okresie odprężenia stosunków z Polską po podpisaniu w
      styczniu 1934 polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu
      przemocy, w latach 1934 - 1938 ograniczyli kontakty z OUN do
      minimum. Ożywienie kontaktów nastąpiło na wiosnę 1939, w ramach
      przygotowań Niemiec do wojny z Polską.

      Po zamordowaniu Konowalca w roku 1938 przez agenta NKWD Pawła
      Sudopłatowa, na czele Głównego Prowydu stanął Andrij Melnyk (na II
      Wielkim Kongresie OUN w sierpniu 1939 roku w Rzymie). Melnyk
      traktował współpracę z Niemcami strategicznie (zgodnie z tradycją
      austro-węgierską), Stepan Bandera i współpracownicy traktowali
      współpracę z Niemcami instrumentalnie - jako narzędzie do stworzenia
      niepodległego państwa ukraińskiego.



      We wrześniu 1939 r. tzw. Krajowy Prowyd (Zarząd Krajowy) OUN pod
      kierownictwem Lwa Rebeta odmówił jednak kategorycznie wykonania
      polecenia zarządu zagranicznego OUN (pod kierownictwem Andrija
      Melnyka) wszczęcia powstania antypolskiego, jako dywersji na rzecz
      Niemiec.

      Po 10 września 1939, kiedy sytuacja Wojska Polskiego stała się
      niekorzystna, nastawienie OUN uległo zmianie, doszło do licznych
      ukraińskich dezercji i dywersji, ruch ten nie przybrał jednak formy
      masowej. Akcje dywersyjne OUN były tłumione przez siły Wojska
      Polskiego, zwłaszcza po próbie opanowania Stryja przez grupy
      specjalne OUN w nocy z 12 na 13 września, mającej charakter
      lokalnego powstania. W dniach następnych doszło do podobnych
      wystąpień OUN w powiatach mieszanych narodowościowo, dywersje miały
      miejsce m. in. w Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, Mraźnicy,
      Żukotynie, Uryczu, w okolicach Mikołajowa i Żydaczowa.
      Niejednokrotnie celem OUN było przejęcie władzy w poszczególnych
      miejscowościach przed wkroczeniem wojsk sowieckich i niemieckich.
      Dochodziło także do rozbrajania polskich żołnierzy, a nawet do
      sporadycznych potyczek z cofającymi się oddziałami Wojska Polskiego
      i policji.

      Przeciwko działaniom dywersyjnym Polacy wysłali duże siły policji
      oraz wojska. Stłumiono w ten sposób wystąpienia ukraińskie w
      Mikołajewie i Żydaczowie, po stoczeniu zaciętych walk. Członków OUN
      schwytanych z bronią w ręku zwykle rozstrzeliwano na miejscu, m. in.
      rozstrzelano w ten sposób 6 Ukraińców w wiosce Duliby, z kolei w
      Stryju rozstrzelano 40 Ukraińców. Wsie, z których padały strzały w
      stronę patroli WP, zwykle palono. Wywołało to kontrakcję bojówek
      OUN. Na tle walk między OUN i polskimi siłami wojskowymi dochodziło
      do mordowania polskiej ludności cywilnej, w licznych akcjach brali
      także członkowie OUN, część miejscowej ludności, a także bojówki
      komunistyczne i margines społeczny, m. in. we wsi Koniuchy i
      Potutory zginęło łącznie ok. 100 Polaków, a w Kolonii Jakubowice
      spalono 57 zagród i zamordowano ok. 20 Polaków. We wsi Sławentyn w
      powiecie Podhajce zabito dalszych 85 osób. Szczególne nasilenie
      akcji ukraińskich akcji przeciwko Polakom miało miejsce w powiatach
      Brzeżany i Podhajce.
      Ogółem w akcjach przeciwko polskiej ludności cywilnej we wrześniu i
      pażdzierniku 1939 zginęło ok. 2000 Polaków w Galicji Wschodniej i
      około 1000 na Wołyniu.

      Ogółem, w akcjach dywersyjnych prowadzonych przez oddziały specjalne
      OUN, w dniach pomiędzy 29 sierpnia a 23 września 1939, wzięło udział
      7729 osób, w większości członków grup militarnych OUN.
      Akcje te objęły 183 miejscowości polskie.

      Członkowie OUN zdobyli jeden czołg, kilka samolotów i dział, 23
      ciężkie i 80 lekkich karabinów maszynowych, 3757 karabinów, 3445
      pistoletów i 25 samochodów.

      Wzięto do niewoli 3610 Polaków, zabito 769, raniono 37. OUN, głównie
      na skutek akcji oddziałów Wojska Polskiego i policji, straciła 160
      zabitych i 53 rannych. Spalono co najmniej 4 polskie miejscowości i
      zniszczono 1 most. Polska kontrakcja spowodowała spalenie 5 wsi
      ukraińskich.

      Istniały kontrowersje co do celowości antypolskich wystąpień we
      wrześniu 1939, Rebet uważał, że wobec paktu Ribbentrop-Mołotow
      będzie to działanie wyłącznie w interesie ZSRR, którego uważał za
      głownego przeciwnika Ukrainy. Decyzja Rebeta podjęta w zastępstwie
      Bandery (Stepan Bandera został po wybuchu wojny wypuszczony 13
      września 1939 z więzienia w Brześciu nad Bugiem, gdzie odbywał wyrok
      dożywotniego więzienia za zorganizowanie zabójstwa ministra spraw
      wewnętrznych Bronisława Pierackiego - zaaprobował następnie decyzję
      Rebeta) była podstawą rozłamu w OUN na frakcję OUN (M) (Andrij
      Melnyk, Omelian Senyk, Mykoła Sciborski) i OUN(B) (Stepan Bandera,
      Le
      • kolejar Re: OUN - Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów 26.10.08, 21:15
        Z mniejszościami bywało dziwnie. Pochodzę z typowo POLSKIEJ rodziny ze wschodu.
        Stryj mojego Starego był biskupem pomocniczym Archidiecezji Lwowskiej...
        ukr-biz-kat! Zresztą jego szefem był Metropolita Szeptycki. Moi bezpośredni
        przodkowie wszyscy rom-kat. Tak to z tymi mniejszościami. Naprawdę etnicznie
        jestem narodowości żydowsko-ukraińsko-ormiańsko-austriacko-polskiej + nie
        wiadomo, co jeszcze (pewnie tatarskiej, jakiejś mołdawskiej + nie wiadomo
        jakiej). Niektórzy twierdzą, że mam pochodzenie aborygeńskie - tak z wyglądu...
        • ignorant11 Re: OUN - Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów 01.11.08, 16:17
          kolejar napisał:

          > Z mniejszościami bywało dziwnie. Pochodzę z typowo POLSKIEJ rodziny ze wschodu.
          > Stryj mojego Starego był biskupem pomocniczym Archidiecezji Lwowskiej...
          > ukr-biz-kat! Zresztą jego szefem był Metropolita Szeptycki. Moi bezpośredni
          > przodkowie wszyscy rom-kat. Tak to z tymi mniejszościami. Naprawdę etnicznie
          > jestem narodowości żydowsko-ukraińsko-ormiańsko-austriacko-polskiej + nie
          > wiadomo, co jeszcze (pewnie tatarskiej, jakiejś mołdawskiej + nie wiadomo
          > jakiej). Niektórzy twierdzą, że mam pochodzenie aborygeńskie - tak z wyglądu...


          Sława!

          Do twoich korzeni warto dodac Niemców, Szwedow, Baltów WEgrów, Wołochów i Tatarow...

          No tylko Murzynów i Eskimosów u nas brakowało...
          :))
          A najbardziej własnie Aborygenów i Hotentotów...

          Forum Słowiańskie
          gg 1728585
      • kolejar Re: II W. Św. - Żydzi w polskim mundurze 26.10.08, 21:08
        Widziałem zdjęcie z lat międzywojennych, na którym był generał z dużą brodą,
        długimi włosami i zwisającymi spod czapki-rogatywki pejsami. To Gł. Rabin
        Generał - Szef Ordynariatu Polowego Wyznania Mojżeszowego. Teraz, zdaje się, też
        już jest? Bo np. prawosławny JEST.
        A swoją drogą Wojsko Polskie jest chyba trochę fenomenem, że kapelani nie są na
        kontraktach cywilnych, tylko służą jako czynni oficerowie.
        • wladca_pierscienii Re: II W. Św. - Żydzi w polskim mundurze 04.03.10, 22:52
          kolejar napisał:

          > Widziałem zdjęcie z lat międzywojennych, na którym był generał z
          > dużą brodą, długimi włosami i zwisającymi spod czapki-rogatywki
          > pejsami. To Gł. Rabin Generał - Szef Ordynariatu Polowego
          > Wyznania Mojżeszowego. Teraz, zdaje się, też
          > już jest? Bo np. prawosławny JEST.

          przed wojną było w Polsce oficjalnie 3 mln 400 tys. Żydów

          według spisu powszechnego z 2002 roku
          jest w Polsce 1,2 tys. Żydów

          faktycznie pewnie jest więcej
          (sądząc np. po różnych festiwalach kultury)

          ale ci pozostali NIE chodzą do synagogi
          to i w wojsku rabin jest im niepotrzebny


          w filmie "Ucieczka z Sobiboru" ("Escape from Sobibor")
          więźniowie z obozu zagłady zaplanowali ucieczkę
          w dzień żydowskiego święta
          (faktycznie uciekli dzień później, bo wtedy przyjechali do obozowej
          kantyny esesmani z zewnątrz obozu)

          dwóch więźniów rozmawia o tej dacie:
          - "Bóg nam wybaczy"
          - "Niektórzy z nas się zastanawiają, czy my wybaczymy Bogu"
    • wladca_pierscienii Volksdojcze i inni 28.11.08, 12:31
      Wilhelm Brasse
      przed wojną utalentowany fotograf z Katowic

      w czasie wojny za odmowę podpisania Volkslisty
      i wstąpienia do armii niemieckiej
      trafił 31 sierpnia 1940 r.
      do Oświęcimia jako więzień nr 3440
      • bmc3i Re: XIX wiek - "czerta osiedłosti" Żydów rosyjski 28.01.09, 20:58
        wladca_pierscienii napisał:

        > XIX wiek (?)
        > w ramach "czerta osiedłosti" następuje wyparcie Żydów z rdzennej
        > Rosji do zachodnich guberni imperium rosyjskiego
        > napływ tzw. "Litwaków"
        > (zeszyciku tego nie czytałem - znam tylko temat)
        >
        > to by tłumaczyło trochę sympatię części Żydów na Białorusi i
        > Ukrainie do Sowietów w 1939 roku...

        Problem w tym, z nie tylko na Bialorusi i Ukrainie, lecz także na dzisiejszym
        polskim Podlasiu.
        • wladca_pierscienii Re: XIX wiek - "czerta osiedłosti" Żydów rosyjski 10.02.09, 09:06
          bmc3i napisał:

          > > to by tłumaczyło trochę sympatię części Żydów na Białorusi i
          > > Ukrainie do Sowietów w 1939 roku...
          >
          > Problem w tym, z nie tylko na Bialorusi i Ukrainie, lecz także na
          dzisiejszym
          > polskim Podlasiu.
          >

          według Wikipedii większość Podlasia w czasie
          zaborów była pod panowaniem rosyjskim
          więc "czerta osiedłosti" też tam mogła być

          poza tym Podlasie znajdyje się na pograniczu
          więc jakieś wpływy Białoruskie czy Ukraińskie
          mogły tam być
    • wladca_pierscienii film "Opór" - partyzant Tewje Bielski 27.01.09, 09:08
      Hollywood nakręciło film „Opór” (Daniel Craig jako Tewje Bielski).
      ponieważ psychomaszyna wspominał o animozjach między GW i
      Rzeczpospolitą
      artykuł skróciłem, kto chce, może sobie z linka zrzucić na dysk cały
      artykuł ********************************

      www.rp.pl/artykul/61991,252943_Opor_przed_rzeczywistoscia_.html

      Amerykański film „Opór” o Tewje Bielskim i rodzinnej partyzantce
      żydowskiej na polskich Kresach Wschodnich w latach 1941 – 1944 jak w
      soczewce pokazuje najpoważniejszy problem historiografii światowej –
      tu rozumianej jako zbiór historiografii narodowych, europejskich i
      amerykańskiej, dotyczących lat II wojny światowej. Jest nim
      utrwalanie z jej pomocą wśród masowego odbiorcy (nie pogardzając
      jednakże elitami) wizji przeszłości, której centralnym i zasadniczo
      jedynym punktem odniesienia stają się XX-wieczne dzieje narodu
      żydowskiego, a przede wszystkim Holokaust – zjawisko jedyne,
      wszechogarniające i niemające swojego odpowiednika w całej pisanej
      historii ludzkości.
      Jednakże dzieje człowieka obfitują w ogrom katastrof i przykro, gdy
      jeden naród przypisuje sobie całą sumę cierpień ludzkości. Tymczasem
      według szacunkowych obliczeń zrobionych dla okresu między 3600
      rokiem p.n.e. a połową XX wieku ludzkość doświadczyła 14 513
      konfliktów zbrojnych, w których zginęło ponad 1,2 mld ludzi. Straty
      ogólne II wojny światowej są po wielokroć większe od wszystkich
      żydowskich razem wziętych, nie wspominając, iż w wersji dziejów
      wylansowanej za sprawą badaczy pochodzenia żydowskiego brakuje
      miejsca dla wielkiego głodu, wielkiego terroru, wielkiej liczby
      ofiar rosyjskich i innych, rzezi Ormian czy zupełnie zapomnianych
      kataklizmów, jak średniowieczna czarna śmierć czy doszczętne
      wymordowanie w tym okresie Prusów i Jaćwingów.
      (...)
      W latach 1939 – 1941 na Kresach Wschodnich (choć ta uwaga na ogół
      dotyczy całej sowieckiej strefy okupacyjnej w tamtym okresie) możemy
      zaobserwować – i to są właśnie owe zapomniane fundamenty, parter i
      pierwsze piętro budowli – co najmniej 11 zjawisk ze znaczącym lub
      dominującym udziałem Żydów, spośród których sześć nosi charakter
      masowy.
      Z owych 11 zjawisk sześć podlegało według ówczesnego prawodawstwa
      polskiego surowym karom, w warunkach wojennych na ogół karze śmierci
      (analogiczne rozwiązania obowiązywały w innych państwach),
      pozostałych pięć, choć niekaralnych, podlega zazwyczaj negatywnym
      ocenom moralnym.
      Zjawiska te, naturalnie, na ogół nie występują w postaci
      krystalicznie czystej i dzieją się z udziałem Białorusinów lub
      Ukraińców, a nawet pojedynczych Polaków. W miastach na ogół
      zdecydowanie dominują w nich Żydzi, a zawsze nadają im ton.
      Typologia tych zjawisk przedstawia się następująco:
      1 Powitania obcych wojsk i pierwsze z nimi kontakty (niekaralne;
      masowe). (...)
      2 Rozbrajanie żołnierzy, zajmowanie mienia wojskowego, rebelie,
      strzały zza węgła – tu na wyróżnienie zasługują wydarzenia w
      Grodnie, Białymstoku czy Skidlu (karalne, skala nieduża). Udział
      Żydów na poziomie kilku tysięcy.
      3 Tworzenie milicji i gwardii robotniczych oraz udział w nich
      (karalne, skala masowa, jeśli idzie o zasięg terytorialny, liczebnie
      nieduże). (...)
      4 Rabunki (karalne; skala ograniczona) (...)
      5 Komitety rewolucyjne (rewkomy) i inne, późniejsze struktury władzy
      sowieckiej (karalne, występuje w wielu miejscowościach, lecz
      liczbowo ograniczone). (...)
      6 Aktywny udział w organizacji i przeprowadzenie wyborów (22
      października 1939), w efekcie których nastąpiła inkorporacja ziem
      polskich w skład ZSRR (karalne, występuje na ogół w większości
      miejscowości, także trochę na terenach wiejskich). (...)
      7 Partycypowanie w rugach z urzędów (niekaralne, powszechne) (...)
      8 Donosicielstwo, powodujące na ogół aresztowania i więzienno-
      łagierną epopeję (karalne, nieskwantyfikowane). (...).
      9 Obojętność Żydów wobec upadku państwa polskiego i losów Polaków
      (niekaralne; powszechne). (...)
      10 Antypolskie złośliwości powtarzane do upadłego, nawet w skrajnie
      ekstremalnych sytuacjach (niekaralne, powszechne). (...)
      11 Spekulacja (niekaralne, powszechne); (...).
      I tak dochodzimy do czerwca 1941 roku, III Rzesza uderza na ZSRR,
      różni Bielscy uciekają na wschód z Sowietami, lecz dużo więcej
      zostaje ich na miejscu, w pułapce, w otoczeniu, które nie ma
      powodów, by im pomagać, i wśród Niemców, których intencje na tych
      terytoriach od razu są czytelne. Szansa jest tylko w lesie.
      Partyzantkę sowiecką początkowo tworzą dwie kategorie osób: tzw.
      okrużnicy, czyli żołnierze z rozbitych jednostek odcięci z powodu
      olbrzymiego tempa ofensywy niemieckiej, i tzw. wostocznicy, czyli
      rozmaitego rodzaju czynownicy, ściągnięci do pracy na Kresach
      Wschodnich z głębi ZSRR, którzy nie zdołali się ewakuować. Dołączają
      do nich pojedynczy przedstawiciele „miejscowego aktywu”,
      owi „wydwiżeńcy”, szczególnie ci, którzy mają coś na sumieniu lub
      zbyt gorliwie służyli sowieckim panom. Niekoniecznie są to Żydzi,
      ale tych też nie brakuje.
      Dodajmy, że dla naszych rozważań bez znaczenia jest fakt, czy
      partyzanci żydowscy i osobiście bracia Bielscy wymordowali część
      polskiej ludności Naliboków 8 maja 1943 roku, czy też zrobił to inny
      oddział sowiecki z udziałem lub bez udziału partyzantów od
      Bielskego; zresztą może przebieg tamtych wydarzeń był jeszcze inny.
      Ogromna próżnia społeczna, w jakiej znalazła się społeczność
      żydowska wskutek postaw własnych opisanych w powyżej wymienionych 11
      zjawiskach, oraz brak w przeszłości bliższych związków z
      nieżydowskim otoczeniem powodują, że w sposób naturalny jedyną formą
      żydowskiego oporu stają się żydowskie obozy rodzinne („siemiejne”)
      niemające swoich odpowiedników w innych krajach Europy, właśnie z
      tych powodów i licznie mieszkającej tu przed wojną diaspory. Nikt
      nie wie, ile powstało, zwłaszcza malutkich, grupek żydowskich
      szukających przetrwania po lasach. Do klęski Niemców utrzymały się
      tylko dwa duże obozy (oddziały) rodzinne.
      Ideę wymyślił „wydwiżeniec” Anatolij (Tewje) Bielski z Nowogródka,
      który z grupką znajomych i rodziną stworzył w lipcu 1941 roku jeden
      z pierwszych oddziałów partyzantki sowieckiej (im. Ordżonikidze)
      działający w rejonie nowogródzkim i lidzkim. Bielski był też
      organizatorem ucieczek Żydów z okolicznych gett do Puszczy
      Nalibockiej, zasilających jego obóz. W 1944 roku oddział Bielskiego
      liczył wedle dokumentacji sowieckiej 941 osób, z których uzbrojone
      były zaledwie 162.
      Około 30 km od Mińska powstał w 1941 roku i przetrwał do końca wojny
      jeszcze jeden duży obóz żydowski dowodzony przez Szołoma (Siemiona)
      Zorina, a działający w rejonie iwienieckim. W kwietniu 1944 roku
      liczył 562 ludzi, z tego 73 uzbrojonych.
      Według informacji I sekretarza CK KP (b) Białorusi, a zarazem szefa
      Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego P. Ponomarienki skierowanej
      do Stalina w 1944 roku partyzantka na całej Białorusi liczyła 192
      tys. osób zgrupowanych w 723 oddziałach i brygadach partyzanckich;
      jej nieuzbrojone rezerwy wynosiły 200 tys. ludzi. Oddziały żydowskie
      nie przedstawiały zatem żadnej siły bojowej, ale Żydzi z gett
      stanowili trzecią co do liczebności grupę narodowościową wśród
      stricte sowieckich formacji.
      Głównym celem obozów rodzinnych – jak pisze jeden z żydowskich
      historyków (Leonid Smiłowicki) – było nie tylko przeciwstawienie się
      nazistom, lecz i ratowanie Żydów.
      (...)
      Według własnego raportu, obejmującego okres od powstania do połowy
      listopada 1943 roku, Bielski donosił, że jego oddział zlikwidował 14
      Niemców, 17 policjantów, 33 osoby jako szpiegów, spalił kilka mostów
      i zniszczył (czytaj: ograbił) osiem majątków państwowych, de facto
      polskich, w których dawni właściciele bądź ich rodziny byli
      za
      • wladca_pierscienii 2: film "Opór" - partyzant Tewje Bielski 27.01.09, 09:09
        (...)
        Według własnego raportu, obejmującego okres od powstania do połowy
        listopada 1943 roku, Bielski donosił, że jego oddział zlikwidował 14
        Niemców, 17 policjantów, 33 osoby jako szpiegów, spalił kilka mostów
        i zniszczył (czytaj: ograbił) osiem majątków państwowych, de facto
        polskich, w których dawni właściciele bądź ich rodziny byli
        zatrudnieni w roli administratorów lub innego fachowego personelu.
        Liczby zlikiwdowanych osób 17 i 33, a nawet owych 14 Niemców mogą
        ukrywać zupełnie inne zdarzenia.
        (...)
        Obraz Bielskiego (a także Zorina) zachowany przez jego sowieckich
        współtowarzyszy i otoczenie bynajmniej nie obfituje w czyny
        bohaterskie. Tewje jawi się jako człowiek kochający wystawne życie i
        handelek na dużą skalę. Bez skrupułów wyłudza złoto od swoich
        współplemieńców na broń, której nie dostarcza.
        (...)
        Krzysztof Jasiewicz
        Historyk, politolog, prof. zw. dr hab. w Instytucie Studiów
        Politycznych PAN, członek Polskiego PEN-Clubu, (...)
    • wladca_pierscienii Ślązacy 19.02.09, 15:47
      wiadomosci.onet.pl/1532142,1292,1,zapomniany_wybawca,kioskart.html
      (...)
      Mieszkał w Koszęcinie pod Lublińcem. Dziś ta wieś jest znana jako
      siedziba Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk". Augustyn nie chciał jednak
      podpisać volkslisty, a za to na Śląsku można było trafić do obozu
      koncentracyjnego. Chłopak uciekł więc ze Śląska w głąb Polski, do
      Generalnej Guberni. – Ukrywał się tam, ale w końcu Niemcy go
      znaleźli i aresztowali – kiwa głową Klara. – Mieli go wysłać do
      Auschwitz, ale nie zdążyli. Bo akurat wtedy dwóch braci mojego męża
      Niemcy wcielili do Wehrmachtu. Ze względu na rodzinę mój August
      został więc zwolniony z więzienia – wspomina.

      Do końca wojny chłopak, były oficer Wojska Polskiego, rozładowywał
      węgiel z wagonów jako robotnik przymusowy.

      Dziadek z Wehrmachtu

      Bracia Augustyna trafili do Wehrmachtu, bo zdecydowali się przyjąć
      volkslistę. Mieszkańcy centralnej i wschodniej Polski czasem
      obruszają się, słysząc, że Ślązacy i mieszkańcy Pomorza przyjmowali
      w czasie okupacji niemiecką listę narodowościową. Starsi od razu
      porównują ich do folksdojczów z centralnej Polski, którzy akurat
      rzeczywiście bywali renegatami i sprzedawczykami. Tymczasem na
      terenach "wcielonych do Rzeszy" było inaczej. Odmowa przyjęcia
      volkslisty była tu bohaterstwem. Kto się na to odważył, był często
      wywożony do obozu koncentracyjnego. Miał szczęście, jeśli Niemcy
      poprzestali na odebraniu mu domu. Jak wymagać takiego bohaterstwa od
      ludzi, którzy mieli małe dzieci? Dlatego wielu Pomorzan i Ślązaków
      poczuło się dotkniętych, kiedy poseł Jacek Kurski atakował Donalda
      Tuska za jego "dziadka z Wehrmachtu".

      Kurski być może nie wie, że do podpisywania volkslisty zachęcał
      Ślązaków w audycjach radiowych nawet... polski rząd na uchodźstwie
      generała Sikorskiego. To samo powtarzał biskup katowicki Stanisław
      Adamski. Chodziło im o to, żeby polska ludność przetrwała na Śląsku
      do końca okupacji. To miało pomóc w powojennym powrocie Śląska do
      Polski.

      Większości Ślązaków niemieccy urzędnicy przydzielili volkslistę nr
      3. Hitlerowcy nie uznawali ich za Niemców. Trójka oznaczała
      tubylców, którzy są co prawda troszkę spolonizowani, ale nadają się
      w przyszłości do zgermanizowania. Takiego niepełnego Niemca według
      prawa można było jednak wcielić do Wehrmachtu i wysłać na front.

      A jednak volkslista, która ratowała życie Ślązakom w czasie
      okupacji, przyczyniła się do ich tragedii w 1945 roku.

      Ślązak, czyli Niemiec

      19 stycznia 1945 roku przez Koszęcin przetoczył się front. Niemcy
      uciekali przed Armią Czerwoną. Augustyna sowiecka ofensywa zastała
      pod Kłobuckiem. – Mąż opowiedział mi, że przy przejściu frontu
      bardzo przeżył spotkanie z dwoma młodymi chłopcami w niemieckich
      mundurach. Prosili po polsku o pomoc. Byli spod Opola – wspomina
      Klara Uflik. Opole po raz ostatni należało do Polski we wczesnym
      średniowieczu, potem było już tylko czeskie, austriackie lub
      pruskie. – A mimo to oni mówili czystym, literackim polskim, a nie
      tylko gwarą. Mąż z kolegami już wyciągali im cywilne ubrania, ale
      nie zdążyli. Weszli Sowieci. Wyprowadzili tych chłopców na zewnątrz.
      Zebrani usłyszeli strzały. Mój mąż, kiedy mi to opowiadał parę lat
      później, płakał – mówi Klara.

      W kwietniu 1945 roku, po przejściu frontu, Augustyn dostał powołanie
      do Ludowego Wojska Polskiego. Służył w Częstochowie.

      Wkrótce zaczęły się wywózki Ślązaków, uznanych przez władze za
      Niemców. Wielu trafiło do Niemiec. Śląscy mężczyźni jechali jednak
      też w bydlęcych wagonach w drugą stronę: do pracy w kopalniach
      Kazachstanu i Syberii.

      Sowieci kompletnie nie przejmowali się rozróżnianiem niuansów między
      volkslistami z numerami 2, 3 lub 4.
      Wywozili jako Niemców nawet byłych więźniów hitlerowskich obozów
      koncentracyjnych, weteranów powstań śląskich i śląskich żołnierzy
      AK.

      W kopalni "Bobrek" w Bytomiu i "Prezydent" w Chorzowie Sowieci
      otoczyli całe załogi zmianowe górników, zaprowadzili ich pod lufami
      karabinów prosto na dworzec i wysłali na Wschód. – Taki los spotkał
      mojego wujka Jana z Bytomia, który czuł się Polakiem – mówi Klara
      Uflik. – Wujek pewnego dnia nie wrócił z szychty do domu. A ciotka
      Helena została z sześciorgiem dzieci bez środków do życia – wspomina.

      Historycy szacują, że wywiezionych do pracy na Wschodzie Ślązaków
      mogło być nawet 90 tysięcy. Większość z nich zmarła tam z
      wyczerpania.
      (...)

      ************
      W_P:
      Kurski zarzucał (bez dowodó) że dziadek Tuska na ochotnika
      zgłosiłsię do Wehrmachtu.
    • wladca_pierscienii odwrotnie - Polacy na Kresach po wojnie 02.01.11, 23:04
      dodatek do „Rzeczpospolitej”
      „Księga Kresów Wschodnich” nr 48 z 30 grudnia 2010 r.

      (...)
      Polskie archipelagi
      Według powojennego spisu ludności ZSRR z 1959 roku, w całym państwie ży­ło i 380 282 Polaków. Na Białorusi 538 881, Ukrainie 363 297, Litwie 230 107, Łotwie 59 774. Na Litwie naj­więcej Polaków mieszkało w Wilnie i okolicach; stanowili tam większość. W rejonie wileńskim 81 proc. (Litwini 6 proc.), trockim 48 proc. (Litwini 33 proc.), niemenczyńskirn 73 proc. (Litwi­ni 11 proc.), solecznickim 84 proc. (Li­twini 6 proc.) i ejszyskim 67 proc. (Litwi­ni 28 proc.). W samym Wilnie 1/5 miesz­kańców to Polacy (47 226 osób). Ten obszar polskiej dominacji rozciągał się na południe, na terytorium Białorusi. W rejonach woronowskim i raduńskim Polacy stanowili 87 proc. mieszkańców.

      Na Ukrainie nie było już regionów, gdzie polska mniejszość stanowiła większość mieszkańców. Trzeba jednak pamiętać, że po wojnie wyjechało stąd najwięcej naszych rodaków. W przeci­wieństwie do Litwy i Białorusi większa część Polaków na Ukrainie nie mieszka­ła na terenach dawnych Kresów II RP, lecz na obszarze, który przed wojną po­zostawał poza Polską. Największe sku­pisko ludności polskiej to obwód żytomierski i chmielnicki. W obwodzie lwowskim było ich już tylko 59,1 tyś. (2,8 proc.), tarnopolskim 23,5 tyś. (2,2 proc.), iwanofrankowskim (stani­sławowskim) 10,4 tyś. (i proc.), rówieńskim 4,4 tyś. (0,5 proc.). Dla obwodu wo­łyńskiego brak było danych.

      W 1989 roku, kiedy przeprowadzono ostatni spis ludności w ZSRR, liczba Polaków była mniejsza. Na Białorusi pozostało ich 417 720, na Litwie 257 994, a na Ukrainie 219 179. Jednak specyfika pogranicza litewsko-białoruskiego (dawne województwo wileńskie i część nowogródzkiego) po­została taka jak wcześniej. Polacy ciągle tam dominowali. Na Litwie w rejonie wileńskim stanowili 64 proc. mieszkań­ców (Litwini 21 proc.), w solecznickim 80 proc. (Litwini 9 proc.). W rejonie trockim odsetek Polaków zmniejszył się do 24 proc. (Litwini 58 proc.). Dwa pozostałe rejony, niemenczyński i ejszyski, włączono do sąsiednich. W sa­mym Wilnie Polacy nadal stanowili ok. 1/5 mieszkańców (18,8 proc. -108 239 osób).

      Na Białorusi Polacy nadal domino­wali w sąsiadującym z Litwą rejonie woronowskim (83 proc. mieszkańców), szczuczyńskim (50 proc.) i lidzkim (44 proc.). W pozostałych rejonach ob­wodu grodzieńskiego Polacy pozosta­wali już w mniejszości. Na Ukrainie w rejonach obwodu lwowskiego Polacy byli zdecydowaną mniejszością - łącz­nie było ich tam zaledwie 26,9 tys., czy­li 1 proc. mieszkańców. W obwodzie tarnopolskim było ich jeszcze mniej, bo 6,7 tys. (0,6 proc.). Znacznie więcej Polaków mieszkało na wschodniej Ukrainie w obwodzie żytomierskim 69,4 tyś. (4,5 proc.) i chmielnickim 36,7 tyś. (2,4 proc.).

      Te różnice to wynik dwóch fal powo­jennych przesiedleń, ale także postę­pującej akulturacji i asymilacji. Jednym z jej efektów było zatracanie języka oj­czystego. O ile na Białorusi w 1959 roku język polski był uznawany za ojczysty przez 49 proc. Polaków, o tyle w ro­ku 1989 już tylko 13 proc. Na Ukrainie było to odpowiednio 19 proc. i 13 proc., na Litwie 97 proc. i 85 proc. Dyspropor­cja między Litwą, gdzie stan zachowa­nia języka ojczystego był ciągle wysoki, a pozostałymi republikami to wynik niejednorodnej polityki władz radziec­kich wobec Polaków.

      Sowieckie polskie szkoły
      Pod względem zachowania języka polskiego najlepsza sytuacja była na Li­twie, gdzie Polacy mieli pewne możli­wości nauki języka oraz wydawania polskojęzycznej prasy i książek.
      (…)
      Używana powyżej nazwa szkoły pol­skie to jedynie skrót myślowy. W rze­czywistości były to zwykłe radzieckie placówki oświatowe realizujące ogól­nozwiązkowy program nauczania, tyle że odbywało się to w języku polskim, a uczniowie otrzymywali podręczniki przetłumaczone na język polski. Pol­skie dzieci podlegały tej samej propa­gandzie co reszta uczniów w ZSRR. W podręczniku do gramatyki języka polskiego do klasy VII i VIII podstawą do rozbioru morfologicznego zdania był wiersz o Leninie. Jeszcze gorzej było w wypadku historii, gdzie nie było osobnych podręczników do historii Polski. Całą wiedzę czerpano z przetłu­maczonych podręczników radzieckich przygotowanych w myśl linii partyjnej.

      Mimo to sam fakt istnienia sieci szkół polskich miał ogromne znaczenie dla zachowania świadomości narodowej Polaków. Infrastruktura szkolna pozwa­lała na podejmowanie pewnych inicja­tyw, jak np. tworzenie dziecięcych ze­społów folklorystycznych. Poza wzmac­nianiem świadomości narodowej były one miejscem, gdzie młodzież uczyła się działać społecznie, co zaowocowało w momencie odrodzenia narodowego na przełomie lat 80. i 90.
      Ogromną rolę w podtrzymywaniu polskości odegrały wysiłki takich osób, jak siostry Irena i Jadwiga Zappe ze Lwowa oraz Irena Sandecka z Krze­mieńca, prowadzących tajne nauczanie polskiej historii i literatury.


      (…)


      Prawdziwy ambaras był z nazwiska­mi (i takim też pozostał po dziś dzień). Potomkowie Tatarów, zachowujący wy­znanie mahometańskie, nosili polskie nazwisko Kalina. Chłop litewski nazy­wający się Gryszus lub Wajtkus zapisy­wany był przez polskich księży jako Gryszewicz czy Wojtkiewicz. Rodziny chłopskie z dóbr polskich magnatów zwały się Potoccy czy Lanckorońscy.
      Rodowodami starolitewskich bojar­skich nazwisk zainteresował się Franci­szek Karp, Polak, w trzech czwartych niemieckiego pochodzenia. Doszedł on do wniosku, że tylko niektórzy spośród tych bojarów mieli litewski rodo­wód. I tak Bułhak i Korsak to Tatarzy, a nazwiska kończące się na „rym", „but", „ort", „ird" pochodzą od Wikingów. Dla porównania posłużył się książką telefo­niczną Kopenhagi. „Twierdził - opowia­dał Edward Zagięli - że czyta się ją jak starą heraldykę litewską, tyle tam na­zwisk zbliżonych do litewskich nazwisk arystokratycznych, a żadnego podo­bieństwa do typowo ludowych. Nato­miast nazwiska kończące się na „ajłło" były bezspornie litewskie, w odróżnie­niu od najpospolitszych na „wicz", które były naleciałością ruską, świadczącą nie o pochodzeniu, a o modzie dodawa­nia tej końcówki. Pracę Karpia druko­wał „Dzień Polski" w Kownie w odcin­kach, póki autor nie doszedł do wikingowskich konkluzji. Wówczas cenzura wstrzymała druk".
      A Franciszek Karp nie skusił się na „Karpowicza", pozostając Karpiem i Po­lakiem.
      • wladca_pierscienii Re: odwrotnie - Polacy na Kresach po wojnie 31.01.11, 18:44
        uzupełnienie:
        ++++++++++++++++++
        Mimo że w sąsiedniej Grodzieńszczyźnie Polacy stanowili równie zwartą i liczną społeczność, podobnej uchwały na Białorusi nie podjęto. Wynikało to z tego, że inspirowana z Moskwy decyzja litewskich komunistów, mimo że odnosząca się do ludności polskiej, faktycznie miała okiełznać Litwę, gdzie długo po wojnie działała antyradziecka partyzantka. Rosjanie postanowili zagrać polską kartą na zasadzie dziel i rządź. Liczyli na to, że przeciwdziałając wynarodowieniu Polaków na Wileńszczyźnie stworzą podstawy konfliktu, który zaabsorbuje litewskich nacjonalistów. Na Ukrainie polska społeczność była zbyt słaba, a na Białorusi udawało się już prowadzić ogólną rusyfikację republiki. Wspieranie tam Polaków z perspektywy Moskwy nie miało sensu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka