Dodaj do ulubionych

Z serii dowcipy polityczne i militarne

12.11.08, 22:59
Siedzi Putin i Duma.


--
...na jakie święto przywieziono Was do Moskwy. - Rocznicę wygnania z Kremla
polskiej załogi w 1612 r. - odpowiedziała dziewczyna. - Ale Polacy byli tu z
polecenia Waszyngtonu i za pieniądze z USA - dodał zupełnie serio jej towarzysz.
Obserwuj wątek
    • wladca_pierscienii Goring, Guernica i Picasso 25.11.08, 08:18
      W czasie Hiszpańskiej Wojny Domowej 1936-1939
      niemiecki Legion Condor zbombardował hiszpańskie miasteczko
      Guernica - bez znaczenia militarnego
      odbyło się to w ramach "państwowego terroryzmu politycznego"

      malarz Picassso namalował obrac pt. "Guernica"
      (abstrakcyjny - jak to w jego stylu)

      marszałek Herman Goring
      (znany w całej Europie koneser dzieł sztuki)
      ogląda obraz "Guernica" i pyta się Picassa:
      - to twoje dzieło Mistrzu?
      - nie, to twoje dzieło Marszałku...
      ;-)
      • mechanior Re: Goring, Guernica i Picasso 25.11.08, 14:33
        Spotykają się Stalin,Hitler i Roosvelt.
        Roosvelt chwali się jak to u niego naród jest zdyscyplinowany i pracowity.
        Hitler chwali Niemców za posłuszeństwo.
        A Stalin mówi ,że w Rosji jest pełna szczęśliwość bo panuje dobrowolny przymus i
        posłuszeństwo.
        Obaj wodzowie nie zrozumieli co to "dobrowolny przymus" i pytają co to jest,na
        co Stalin odpowiada pytaniem ,czy wiedzą jak nakłonić psa do zjedzenia musztardy.
        Obaj stwierdzili,że to niemożliwe,na co Stalin kazał przyprowadzić psa i
        wysmarował mu tyłek musztardą.Psa zaczęło palić więc zabrał się do wylizywania
        tyłka.
        I teraz już wiecie co to dobrowolny przymus.

        --
        Kominy jeszcze dymią.
        • mechanior Re: Goring, Guernica i Picasso 16.12.08, 13:12
          II wojna światowa. Marszałek Żukow wychodzi z gabinetu Stalina zdenerwowany, na
          korytarzu zaklął i mruknął "A to skurwiel wąsaty!". Ale przed drzwiami stał
          oficer ochrany i zareagował natychmiast pytając:
          - Co powiedzieliście towarzyszu?
          Żukow na to, że nic.
          - No to wrócimy do gabinetu tow. Stalina i wyjaśnimy sprawę - powiedział oficer.
          Wrócili więc i oficer melduje:
          - Towarzyszu Stalin, ja będąc na służbie usłyszałem jak marszałek Żukow
          powiedział "A to skurwiel wąsaty!".
          Stalin popatrzył na Żukowa i zapytał:
          - Kogo mieliście na myśli towarzyszu?
          Żukow natychmiast odpowiedział:
          - Jak to kogo, Hitlera!
          Wtedy Stalin popatrzył przeciągle na oficera ochrany i zapytał:
          - A wy towarzyszu, kogo mieliście na myśli?
          --
          Kominy jeszcze dymią.
          • horpyna4 Re: Goring, Guernica i Picasso 11.04.11, 19:48
            Marszałek Żukow odwiedza jednostki w pobliżu frontu. Zima, silny mróz.

            - Nu, rebiata, ruki wam pamiorzli?
            - Niet, tawariszcz marszał!

            - A nogi wam pamiorzli?
            - Niet, tawariszcz marszał!

            - A jajca wam pamiorzli?
            - Niet, tawariszcz marszał!

            - Nu, charaszo!

            W następnym batalionie powtórzyło się to samo. Skierował się do trzeciego:

            - Nu, rebiata, ruki wam pamiorzli?
            - Da, tawariszcz marszał...

            - A nogi wam pamiorzli?
            - Da, tawariszcz marszał...

            - A jajca wam pamiorzli?
            - Niet, tawariszcz marszał...

            Na co towarzyszący oficer wyjaśnia mu po cichu: - Tawariszcz marszał, eto żenskij batalion.
    • wladca_pierscienii Legiony Polskie we Włoszech 06.01.09, 14:52

      Legiony Polskie we Włoszech

      gen. Dąbrowski wizytuje swoje wojsko
      widzi młodego oficera i pyta się go:
      - jak się nazywasz żołnierzu?
      oficer poczerwieniał:
      -... jestem oficerem, generale...
      - dobrze, proszę nie mówić mi swojego nazwiska. Zapapmiętam jedynego
      swojego oficera, który NIE jest żołnierzem - odpowiedział gen.
      Dąbrowski
      • bmc3i Re: Legiony Polskie we Włoszech 14.01.09, 23:12
        wladca_pierscienii napisał:

        >
        > Legiony Polskie we Włoszech
        >
        > gen. Dąbrowski wizytuje swoje wojsko
        > widzi młodego oficera i pyta się go:
        > - jak się nazywasz żołnierzu?
        > oficer poczerwieniał:
        > -... jestem oficerem, generale...
        > - dobrze, proszę nie mówić mi swojego nazwiska. Zapapmiętam jedynego
        > swojego oficera, który NIE jest żołnierzem - odpowiedział gen.
        > Dąbrowski

        To dowcip, czy jakas anegdota z jakaś czescia prawdy?

        --
        ...na jakie święto przywieziono Was do Moskwy. - Rocznicę wygnania z Kremla
        polskiej załogi w 1612 r. - odpowiedziała dziewczyna. - Ale Polacy byli tu z
        polecenia Waszyngtonu i za pieniądze z USA - dodał zupełnie serio jej towarzysz.
    • wladca_pierscienii nabój 7,92 x 57 mm Judenflinte 18.03.09, 15:27
      pod koniec XIX wieku w Niemczech opracowano karabin
      Gewehr 88
      pl.wikipedia.org/wiki/Karabin_Mannlicher-Mauser
      i karabin i amunicja miały początkowo wady
      z tego powodu prasa niemiecka nazwała ten karabin "Judenflinte"
      (fabrykanci broni i amunicji byli "Niemcami pochodzenia żydowskiego")

      ciekawostka:
      nabój 7,92 x 57 mm
      był później stosowany w karabinach Mauzer

      więc można by powiedzieć,

      że w czasie II Wojny Swiatowej
      armia niemiecka używała amunicji
      NIE nabój 7,92 x 57 mm Mauser
      lecz nabój 7,92 x 57 mm Judenflinte
      ;-)
    • wladca_pierscienii wojna, rozmowa i telefon 27.02.10, 15:52
      cytat z książeczki z serii "Żółty Tygrys(ek)"
      ROMAN RUNEK - "BITWA O SKALDĘ"
      Wydawnictwo Misterstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1978

      1944 rok
      walki o wyzwolenie części Holandii zwanej Skaldą

      19 września na lewo od Polaków, na korytarz terenowy leżący
      pomiędzy Kanałem Gandawskim a zatoką Braakman, uderzyło zgrupowanie
      brygadowe z kanadyjskiej 4 dywizji pancernej i do wieczora 21
      września również dotarło do Skaldy. Generał Simonds dostał do swojej
      dyspozycji całe przedmoście Terneuzen od brzegu do brzegu, ponieważ
      20 września 10 pułk dragonów - już pod rozkazami dowódcy brygady
      pancernej, zajął opuszczone przez hitlerowców Hulst.
      Wieczorem 20 września szef sztabu dywizji po.jechał ze sprawozdaniem
      do dowódcy korpusu.

      Po wejściu do sztabu usłyszał, że generał Foulkes nie tyle rozmawia
      z kimś, co krzyczy z najwyższym natężeniem głosu.
      - Na kogo on tak wrzeszczy? - zapytał pułkownik Stankiewicz
      kanadyjskiego oficera.
      - Rozmawia z Brukselą - wyjaśnił Kanadyjczyk.
      - To dlaczego nie użyje telefonu? - zdziwił się Stankiewicz.
    • wladca_pierscienii Re: z Orbisem do Związku Radzieckiego 29.09.10, 19:32
      dzisiaj podali informację o upadku "Orbis Travel"
      przypomniał mi się dowcip:

      Ślązak opowiada wnukowi o ZSRR. Dziadek z
      błyskiem w oku, zaczyna zachwalać jak wspaniale tam jest:
      - Słuchaj, nawet pojęcia nie masz, jak mozna świetnie sie zabawić. Gdy
      ja tam byłem wódka lała się strumieniami, stoły uginały się od
      żarcia... a jakie tancerki...
      Zachęcony przez dzidka wnuczek pojechał na wycieczke. Po powrocie
      dziadek pyta o wrażenia:
      - Oj dziadku, chyba ci się coś pomyliło. dziewczyny brzydkie, do
      jedzenia nic nie mozna kupić, a wódka niesmaczna... - z
      niechęcia wspomina wnuczek.
      - A z kim tam byłeś? - pyta dziadek.
      - Z Orbisem.
      - A widzisz, a ja byłem z Wehrmachtem.


      --
      zgodnie z zarządzeniem Unii Europejskiej "ślimak to ryba słodkowodna"
    • wladca_pierscienii Stirlitz, Stirlitz über alles ! ;-) 19.03.11, 22:21
      satelitarne KINO POLSKA
      powtarza radziecki serial "Siedemnaście mgnień wiosny"
      o losach radzieckiego szpiega w niemieckim mundurze ( SD czy jakoś tak)

      obejrzałem fragmenty dwóch odcinków
      STRASZLIWIE NUDNE !

      za to o serialu powstało kiedyś bardzo wiele dowcipów:

      Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.


      Stirlitz spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.
      - Oho, osiemnaste mgnienie wiosny - pomyślał.


      Szybkościomierz samochodu Bormana pokazywał 120 km/h. Obok szedł Stirlitz udając ze nigdzie się nie spieszy.


      Rocznica rewolucji październikowej. Stirlitz wkłada czapkę czerwonoarmisty,
      chwyta czerwony sztandar i maszeruje korytarzem Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, śpiewając Międzynarodówkę. Nagle przystaje, twarz mu tężeje. - O mały włos nie zostałem zdekonspirowany - mówi, schroniwszy się w swoim gabinecie. - Jeszcze nigdy nie byłem tak blisko wpadki.


      Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
      Stirlitz, polegając na swym instynkcie i wywiadowczym szkoleniu, momentalnie zaczyna coś podejrzewać.

      - Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Muller.
      - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz


      Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i patrząc prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
      - Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
      Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem:
      - Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej - odpowiada.



      Podczas wspólnej akcji Stirlitz i Kloss wpadli w zasadzkę i musieli ratować się ucieczką. Wbiegli w ciemny zaułek, na ma się gdzie ukryć. Kloss wskakuje do kubła na śmieci. Stirlitz chowa się pod ławkę. Po chwili Gestapo znajduje Stirlitza. Prowadzą delikwneta. Nagle Strilitz kopie w kubeł na śmieci, w którym jest Kloss.
      - "Wyłaź Hans, złapali nas"...



      Stirlitz wszedł do kawiarni Elefant.
      - To Stirlitz. Zaraz będzie zadyma - powiedział jeden z siedzących przy
      stole. Stirlitz wypił kawę i wyszedł.
      - Nie - odpowiedział drugi. - To nie on.
      - Jak to nie!? To Stirlitz!!! - krzyknął trzeci. No i zaczęła się zadyma.


      Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko zbliżył się do czytającego gazetę Muellera.



      Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy.
      Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
      Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.


      Stirlitz ukradkiem karmił głodne niemieckie dzieci. Od ukradka dzieci puchły i szybko umierały.


      Stirlitz idzie korytarzem kancelarii Rzeszy. Nagle widzi, że na tablicy
      przy drzwiach jego gabinetu wisi wielki apel o zgłaszanie się do udziału
      w czynie społecznym.
      - Wpadłem, wszystko wiedzą - pomyślał. Skierował się w kierunku gabinetu Muellera.
      - Gratuluję poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
      - Dobra, dobra Stirlitz... Odmaszerować! - odparł Mueller. Po chwili wykręcił
      numer Kaltenbrunera.
      - Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - zaśmiał się - żeby się wykręcić od roboty...


      Stirlitz szedł ulica, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
      - To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
      Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.


      Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy. - Otwieraj! - krzyknął Muller - Stirlitza nie ma w domu! -
      powiedział Stirlitz. Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz juz piąty raz przechytrzył gestapo.


      Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył.
      Uciekł przez wejście.


      Stirlitz, wychodząc z baru, poczuł silne uderzenie w potylicę.
      Szybko odwrócił się - to był asfalt...


      - Wpadliście Stirlitz - rzekł Müller - Pański paszport śmierdzi rosyjską wódką.
      - Nie wiem dlaczego ... Może jak Kaltenbrunner stawiał pieczątkę, zbyt głęboko oddychał?

      - Stirlitz jakiego koloru mam majtki? - spytał Muller.
      - Czerwone w białe grochy.
      - Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziała tylko rosyjska pianistka!
      - Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.


      Himmler wzywa jednego ze współpracowników:
      - Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
      - 45
      - A czemu nie 54?
      - Bo 45!
      Himmler zapisuje w aktach "charakter nordycki" i wzywa następnego:
      - Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
      - 28
      - A czemu nie 82?
      - Może być i 82, ale lepsza jest 28.
      Himmler zapisuje w aktach "charakter bliski nordyckiemu" i wzywa kolejnego:
      - Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
      - 33
      - A czemu nie... a to wy, Stirlitz.


      Stirlitz na popijawie u Muellera mocno przeholował. Następnego dnia, żeby rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Muellera i pyta:
      - Słuchajcie, czy domyśliliście się na wczorajszej popijawie, że jestem radzieckim agentem?
      - Nie - przyznał Mueller.
      Stirlitz odetchnął z ulgą.


      - Stirlitz jesteście Żydem! - stwierdził nagle Mueller, gdy standartenfurer opuszczał jego gabinet.
      - Nieprawda, jestem uczciwym Rosjaninem - dumnie odparł Stirlitz.


      - Stirlitz, ile jest dwa razy dwa? - zapytał Müller. Stirlitz wiedział, wiedział również że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wiedziała, więc musiał milczeć.


      Stirlitz wchodzi do gabinetu Muellera:
      - Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
      Zszokowany Mueller patrzy podejrzliwie. Stirlitz zmieszany idzie do drzwi. Przystaje:
      - Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta.
      Wie, że ludzie zapamiętują tylko koniec rozmowy.




      Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na salę depeszę. "Stirlitz, jesteście zwykła dupa!" - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy. Ale tylko Stirlitz wiedział, że właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

      Stołówka Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann
      cierpliwie stoją w kolejce. Stirlitz wchodzi i od ręki dostaje obiad.
      Mueller, Himmler i Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i Bohaterowie Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością.


      "Gratulujemy urodzenia syna" - przeczytał Stirlitz zaszyfrowaną depeszę. Rozczulił się.
      Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...


      Stirlitz wszedł do totalety. Załatwił się, podtarł i spuścił wodę. Szyfrogram
      dotarł do centrali.


      Stirlitz szedł przez Reichstag pijany i w rozchełstanym mundurze. Dziś, 23 lutego, w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy radziecki oficer



      Stirlitz spacerował po lesie. Podszedł do rozłożystego dębu i zerwawszy z niego największą kwitnącą gałązkę złupał z niej korę. Było niestety za późno. Wysłany przez Centralę nowy radiotelegrafista Siergiej już nie oddychał...


      W kawiarni "Elefant" Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego. Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.


      Stirlitz ustalił spotkanie z łącznikiem z centrali w Cafe Elefant w Berlinie. W umówiony dzień niedbałym krokiem wszedł do lokalu, zasiadł przy stoliku i zamówił wódkę.
      - Nie ma wódki - odpowiedział kelner.
      - W takim razie poproszę wino - ponowił Stirlitz.
      - Wina też nie ma.
      - A piwo jest? - zapytał podejrzliwie Stirlitz.
      - Piwa niestety też nie ma - odparł skonsternowany kelner.
      "Widocznie łącznik z Moskwy przybył dzień wcześniej..." domyślił się Stirlitz.



      Hitler dzwoni do Stalina:
      - Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
      - Zaraz wyjaśnię.
      Stalin dzwoni do Stirlitza:
      - Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
      - Tak jest, towarzyszu Stalin.
      - Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!
      • wladca_pierscienii 2) Stirlitz, Stirlitz über alles ! ;-) 19.03.11, 22:22
        Stirlitz po wojnie jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
        - Rozwodnione to piwo.
        A sąsiad na to:
        - Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heinekena.


        Idzie sobie Stirlitz poboczem drogi. Nagle minął go samochód Bormana. Idzie Stirlitz dalej. Po pewnym czasie znowu minął go samochód Bormana. Stirlitz idzie dalej przed siebie. Znów minął go samochód Bormana.
        - "Rondo", pomyślał Stirlitz .


        Stirlitz przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął mocniej. Bez skutku.
        - Pewnie zamknięte - pomyślał Stirlitz.


        Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i zauważył że nikogo nie ma. Podszedł do sejfu i pociągnął za uchwyt, żeby się tylko przekonać że się nie otworzy. Po upewnieniu się, że jest sam wyciągnął broń i wystrzelił; sejf znów się nie otworzył. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i usunął zawleczkę. Gdy dym opadł, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
        „Hmmmm ...”, doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował: „Musi być zamknięty”.


        Stirlitz podszedł do szafy i nacisnął guzik - szafa odsunęła się od ściany ukazując ukryte przejście. Nacisnął ponownie - i szafa przysunęła się z powrotem.
        - Ukryte przejście! - zrozumiał Stirlitz po chwili myślenia.


        Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było.
        - Pewnie nie sezon - pomyślał Stirlitz siadając na zaspie.


        Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Mullera leżącego na podłodze i nie dającego oznak życia.
        - Otruty - pomyślał Stirlitz przyglądając się rączce siekiery wystającej z piersi.


        Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.


        Stirlitz jedzie Mercedesem. Nagle dostrzega, że po obu stronach samochodu i z tyłu jedzie czterech motocyklistów z SS.
        "Paparazzi" pomyślał Stirlitz.


        Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
        - Bormann - pomyślał Stirlitz.
        - Ja - pomyślał Bormann.


        Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
        - Prostytutki - pomyślał Stirlitz.
        - Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.

        Idzie sobie Stirlitz lasem, i nagle słyszy za sobą: szur, szur, szur.
        -To chyba żaba - pomyślał Stirlitz
        -Tak, to ja - pomyślała żaba.

        Stirlitz szedł nocą przez las. Nagle zobaczył na drzewie świecące oczy.
        - Sowa - pomyślał Stirlitz.
        - Sam jesteś sowa - pomyślał Bormann.

        Stirlitz, spacerując zimą nad brzegiem jeziora, ujrzał na nim ludzi.
        - Łyżwiarze - pomyślał Stirlitz.
        - Stirlitz - pomyśleli wędkarze.


        Kaltenbrunner wygląda przez okno i widzi Stirlitza idącego ulicą.
        "Dokąd on idzie?"-myśli Kaltenbrunner
        "Nie Twój zasrany interes"- myśli Stirlitz
        • speedy13 Re: 2) Stirlitz, Stirlitz über alles ! ;-) 22.03.11, 16:10
          To jeszcze moje dwa ulubione:

          Stirlitz budzi się na straszliwym kacu, z bólem głowy, w więziennej celi. Leży na pryczy i myśli: "Gdzie ja jestem? Kurde, nic nie pamiętam...! Jeśli wejdzie strażnik w czarnym mundurze to znaczy że aresztowali mnie Niemcy, trzeba mu odpowiadać po niemiecku. A jeżeli w zielonym mundurze - to NKWDzista, znaczy że jestem wśród swoich i mogę mówić po rosyjsku. Ale jeśli to będzie niemiecki podstęp...?"
          Nagle otwierają się drzwi i wchodzi radziecki milicjant w niebieskim mundurze ze słowami: "Aleście się wczoraj popili, towarzyszu Tichonow! Nie wstyd wam? Niby znany człowiek, aktor, a schlaliście się jak świnia!"

          A drugi słabo przechodzi przez barierę językową, ale i tak mi się podoba:

          - Giń faszysto! - rzekł Stirlitz i strzelił Mullerowi prosto w serce. Kula jednak odbiła się, nie wyrządzając żadnej krzywdy. "Broniewoj!" - pomyślał Stirlitz.

          ("Broniewoj" to po rosyjski coś jakby "pancerny", od słowa bronia - pancerz. Aktor grający Mullera nazywał się Leonid Broniewoj)


          --
          Pozdrawiam
          Speedy
          • wladca_pierscienii Re: 2) Stirlitz, Stirlitz über alles ! ;-) 02.04.11, 09:58
            speedy13 napisał:

            > Nagle otwierają się drzwi i wchodzi radziecki milicjant w niebieskim mundurze z
            > e słowami: "Aleście się wczoraj popili, towarzyszu Tichonow! Nie wstyd wam? Nib
            > y znany człowiek, aktor, a schlaliście się jak świnia!"
            >

            w dowcipach występuje mundur szary

            > A drugi słabo przechodzi przez barierę językową, ale i tak mi się podoba:
            >
            > - Giń faszysto! - rzekł Stirlitz i strzelił Mullerowi prosto w serce. Kula jedn
            > ak odbiła się, nie wyrządzając żadnej krzywdy. "Broniewoj!" - pomyślał Stirlitz
            > .
            >
            > ("Broniewoj" to po rosyjski coś jakby "pancerny", od słowa bronia - pancerz. Ak
            > tor grający Mullera nazywał się Leonid Broniewoj)
            >

            ciekawostka: w ZSRR w innych filmach wojennych była zasada,
            że niemieckich oficerów i nazistów
            grali obywatele ZSRR z Estonii i Łotwy (jeden z Litwy)

            mieli odpowiedni wygląd - oraz przez Sowietów Łotysze i Estończycy
            byli odbierani jako "obcy" wieć dobrze wypadali w roli Niemców

            :-)

            mówi o tym łotwesko-estonski film dokumentalny
            "Naziści i blondyni"
            www.filmweb.pl/film/Nazi%C5%9Bci+i+blondyni-2008-365291
            który będzie powtarzany w poniedziałek 4 kwietnia
            w niekodowanej TVP Kultura

            --
            "Tylko prawda jest ciekawa. "
            Józef Mackiewicz
            • maxikasek Re: 2) Stirlitz, Stirlitz über alles ! ;-) 05.04.11, 09:42
              > ciekawostka: w ZSRR w innych filmach wojennych była zasada,
              > że niemieckich oficerów i nazistów
              > grali obywatele ZSRR z Estonii i Łotwy (jeden z Litwy)
              >
              > mieli odpowiedni wygląd - oraz przez Sowietów Łotysze i Estończycy
              > byli odbierani jako "obcy" wieć dobrze wypadali w roli Niemców
              >
              Nie dorabiałbym do tego "gęby" ;-). Po prostu szukano nordyckich twarzy- bo takie kojarzą się z Niemcami. A wśród Słowian trudno o takie. W dodatku ilu znano wówczas aktorów: kilkunastu tych na świeczniku, reszta to bezimienny tłum- więc mógł grac równie dobrze "Niemca" statysta. I tak nikt by go nie skojarzył, że to Litwin, czy Łotysz. A kto czyta obsadę aktorską....
    • wladca_pierscienii grupa rekonstrukcyjna jedzie na akcję 14.09.11, 09:04
      aktualne (16 IX - 22 IX 2011) pisemko z programem telewizyjnym "Tele Tydzień"
      dziennikarz na planie serialu "Czas Honoru 4" porozmawiał z członkami grupy rekonstrukcyjnej
      ++++++++++++++++++++++++
      (...)
      Lubimy to, co robimy i może dlatego koszty nie mają dla nas większego znaczenia - dodaje Krzysztof Zawidzki. - A nie są me małe. Za replikę ńemieckiego umundurowania trzeba zapłacić około czterech tysięcy zlotych, a za motor z czasów okupacji, który wymaga solidnej i kosztownej renowacji, nawet trzydzieści tysięcy. Najdroższe są oczywiście oryginalne detale, jak na przykład zegarek. Ale właśnie takie przedmioty z epoki są niezbędne, jeśli chce się idealnie oddać ducha tamtych czasów.
      (...)
      Podróż w mundurach, z bronią na plan, może prowadzić do... incydentów.
      - Kiedyś ubrani w amerykańskie mundury z okresu wojny w Wietnamie, podjechaliśmy na stację benzynową - mówi Artur Balana. - Gdy pracownik zauważył broń na tylnym siedzeniu, zapytał, po co nam ten arsenał. [b]Kolega zażartował, że jedziemy na akcję./b] Pół godziny później kilka radiowozów na sygnale zajechało nam drogę. Zanim się wszystko wyjaśniło, nie było nam do śmiechu.
      Artur Krasicki
    • wladca_pierscienii radziecka sprzątaczka wojskowa 01.06.13, 12:01
      dowcip z czasów PRL-u i "zimnej wojny"

      radziecka baza woskowa (rakiety balistyczne)

      sprzątaczka sprząta, pośliznęła się,
      straciła równowagę i oparła rękoma o pulpit z przyciskami

      coś zaczęło błyszczeć, wyć,
      w końcu ucichło...

      radziecki oficer krzyczy:
      "Nu..., paszła w pizdu Karolina!"

      urażona sprzątaczka protestuje:
      "jak możecie się tak do mnie odzywać, co prawda ja prosta sprzątaczka,
      ale komunistka jestem, zona komunisty,
      matka komsomolców...."

      "Nie wy!' - przerywa jej radziecki oficer - "Karolina Północna."
      ;-)

      --
      "Młodym jest ten, kto wieczorem czuje się tak samo, jak rano"
      prof. Kotarbiński
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka