Spotkania z przyrodą

13.02.02, 16:24
To może wątek trochę z innej beczki:

Bardzo lubię spacery po sopockim molo. Jestem w tym raczej mało oryginylny, heh
heh:)A dwie eskapady wspominam szczególnie mile.

Późna jesień ubiegłego roku. Stoję sobie mniej więcej w połowie długości molo
i zafascynowany wpatruję w olbrzymią czarną chmurę nadciągającą znad Gdańska.
Chmura zbliża się wręcz w oczach, jest coraz większa i wkrótce molo spowijają
niemalże ciemności... a ja stoję z rozdziawioną gębą i zadzieram głowę w niebo.
Chmura oddala się równie szybko jak się pojawiła i za chwilę ledwie słychać to
fascynująco złowieszcze krakanie tysięcy czarnych wron i kruków..... Pisząc to,
nie oddaję nawet 10% wrażenia, jakie to na mnie wywarło... To było niesamowite.
Mogłem je obserwować, jak dosłownie w parę minut przemieściły się znad Gdańska
do Gdyni. Wspaniały widok.

I teraz, początek lutego, czas wielkich wichur. Idę posmakować sztormowej
pogody. Na końcu mola, za odnogą mierzącą w stronę Gdańska, woda bardziej
spokojna, jako że wiatr wiejący od plaży rozbijał się o „naturalny” falochron.
I co ja widzę w tym spokojnym basenie? Dosłownie setki kaczek, stałych
mieszkanek okolic mola. Ich tam było niesamowicie dużo, na oko bez przesady
dobre pół tysiąca. Normalnie kaczy sejmik, zjazd, krajowe sympozjum! :)))
Niesamowity, rzadki widok! Stałem urzeczony, współczując im, bo takie
zmarznięte były, ze szok.

Eeech, piękna ta nasza przyroda...:)))
    • Gość: Carioca Re: Spotkania z przyrodą IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.02, 17:17
      Moje ulubione wedrowki przez las w Polsce- Gd-Stogi:

      Mieszkalam w Gd. Stogi, mialam niedaleko na plaze, jeden przystanek ( chyba 9 )
      tranwajowy.
      Latem czesto szlismy ulica obok stawku, ale ja uwielbialam wedrowki przez las.
      Szliszmy czesto gesiego bardzo waska sciezka miedzy bagnami. Na nich bylo
      zycie, ptaszeta prawie nie do wystraszenia, dzikie kaczki i zmije, a las byl
      gesty, ciemny i prawde mowiac budzil niepokoj i strach.
      Po drodze napotykalismy bunkry, odwazniejsi zagladali tam.
      Te miejsca zamieszkiwaly tylko szczury, duze jak koty - brrrr....
      Najmilej wspominam ten las, byl dziki, naturalny, polamane drzewa zanurzone
      konarami w bagnistej wodzie. Promienie slonca docieraly tylko cieniutkimi
      strugami poprzez gestwine konarow drzew.
      Aktualnie ten las jest pociety/zniszczony, poprowadzono tam rurociag z
      rafinerii gdanskiej do portu polnocnego.
      Szkoda....
      • Gość: Killer Re: Spotkania z przyrodą IP: *.HH1.srv.t-online.de 13.02.02, 17:44
        Piknych przezyc to wszyscy mieli kupe. Ja mialem jedno, ktore zostalo mi w
        pamieci z dzicinstwa (wlasciwie wrylo sie).
        W wieku gdzies 7-8 lat (byly to wczesne 60-te) na oczach mojej nauczycielki od
        przyrody utluklem wrobla z wlasnorecznie wyprodukowanej procy.
        Biedny wrobel nie mial wcale ginac bo ja bylem pewny, ze nie trafie, a jeszcze
        ta nauczycielka sie napatoczyla. Byl wstyd i OPR ale ominely mnie jakies
        surowsze konsekwencje. Zasluzylem po prostu na tegie baty.
        Dzisiaj strzelam do ptakow z aparatu fotograficznego.
    • stefan4 Re: Spotkania z przyrodą 13.02.02, 23:32
      sombre:
      > Stoję sobie mniej więcej w połowie długości molo i zafascynowany wpatruję w
      > olbrzymią czarną chmurę nadciągającą znad Gdańska. Chmura zbliża się wręcz w
      > oczach, jest coraz większa i wkrótce molo spowijają niemalże ciemności... a ja
      > stoję z rozdziawioną gębą i zadzieram głowę w niebo. Chmura oddala się równie
      > szybko jak się pojawiła i za chwilę ledwie słychać to fascynująco złowieszcze
      > krakanie tysięcy czarnych wron i kruków.....

      Raczej gawronów niż kruków. One mają sypialnię na drzewach trochę na północ od
      Łazienek Północnych. Trzeba się było przejść plażą ze dwieście metrów w stronę
      Gdyni, to byś zabaczył, jak się kładą spać na tych drzewach.

      - Stefan

      • Gość: sombre Re: Spotkania z przyrodą IP: *.starogard.dialup.inetia.pl 13.02.02, 23:45
        Dzięki Stefan. Ja się na tych pticach nie znam. Kiedyś się na pewno przejdę
        popodglądać. A wiem jeszcze, że w Gdyni w parku nieopodal III LO wiele ich tam
        bywa. Pozdrowienia :)
    • balba Re: Spotkania z przyrodą 14.02.02, 10:42
      Idąc jarem z osiedla Ujeściska w stronę wsi Zakoniczyn (tak się chyba nazywa),
      mija sie po prawej stronie osiedle Szadółki. Te osiedla są ważne, ponieważ
      istnieją jeszcze wioski o tych samych nazwach, ale innych położeniach, sama się
      w tym jeszcze gubię ;)) Po jakimś kilometrze, po lewej stronie znajdują sie dwa
      duże gliniasto-żwirowe urobiska. Oba są nawiercone jak sitko przez brzegówki,
      które mają tam swoje gniazda, nad skarpą unoszą się całe wiecznie ruchliwe
      stadka. Zawsze mnie fascynowało, jak każda z nich trafia do własnego gniazda?
      Jest ich tam naprawdę potworna ilość. Można tam wypatrzyć również łasice, jak
      zwinnie wspinają się po pionowych ścianach i zaglądają (niestety, zawsze z
      efektem) do gniazd... Pod warunkiem, że jest conajmniej wiosna!
    • jarromir Re: Spotkania z przyrodą 14.02.02, 20:00
      Zdarzają ią takie zimy, że Zatoka zamarza...
      Stało się tak też kiedyś chyba w połowie lat osiemdziesiątych.
      A potem nadszedł sztorm, który skruszył lód na tafle o powierzchni kilku metrów
      kwadratowych.
      I wyrzucił je na plażę.
      I poukładał jedną taflę na drugiej, tak że powstały góry i wąwozy.
      Miejscami spietrzyły się te lodowe płyty o grubości 20-30 cm do wysokości 4
      metrów!
      Wypstykałem cały film, ale mój niezawodny FED spłatał mi figla i ponaświetlał
      tylko połówki klatek :-(


      A ptaki - obserwowałem kiedyś z okna jak jakieś niezidentyfikowane gatunkowo
      zbierały się... do odlotu?
      Wyglądało to jak rój pszczół goniących Lolka i Bolka: czarna ogromna kula, z
      której naraz wyrywał się jakiś osobnik, by pociągnąć za sobą resztę. Wtedy
      całość wyciągała się w ogon o długości może ze stu metrów, czoło zatrzymywało
      się po kilometrze i stado zbijało się ponownie w kulę. Za chwilę wszystko się
      powtarzało, ale w przeciwnym kierunku. I wciąż dolatywały nowe ptaki. Trwało to
      przez całe popołudnie!
Pełna wersja