Gość: @
IP: *.85-237-171.tkchopin.pl
18.08.10, 21:59
po raz pierwszy uczestniczyłem w sondażu telefonicznym, pracuję w Sopocie i
skłamałem że tam mieszkam, by móc uczestniczyć w badaniu (chciałem zobaczyć,
jak to wygląda od środka, taki sondaż).
Poraził mnie brak profesjonalizmu ankiety. Na pierwsze pytanie (nie licząc
metryczki) odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie pójdę głosować (bo nie
chodzę, jestem zwolennikiem demokracji bezpośredniej, przedstawicielską
olewam). Następne pytanie "a na kogo pan zagłosuje" troszkę mnie zaskoczyło,
zważywszy moją odpowiedź na pierwsze pytanie. Pogadałem chwilę z ankieterką i
postanowiłem bawić się dalej.
Zakładając że wszystkie badania sondażowe w sprawie preferencji wyborczych
Polaków są przeprowadzane w ten sposób, nie dziwi mnie że nie wychodzą. Nie
dziwi mnie też wysoka frekwencja osób deklarujących uczestnictwo w wyborach w
Sopocie, skoro przepytywani byli stawiani w takiej samej sytuacji jak ja,
skoro zadeklarowanie nieuczestniczenia w wyborach nie powodowało wyłączenia
reszty pytań... .
Nie piszę tego żeby bronić Karnowskiego, którego uważam za przykład do jakiej
deprawacji prowadzi posiadanie władzy, ale jako ostrzeżenie dla ludzi, żeby
nie do końca wierzyć sondażom - bo często są one używane do manipulowania
społeczeństwem i jego wyborami.
A wszystkich których nieobojętny jest los swojego miasta, wszystkich
odpowiedzialnych i mądrych ludzi zachęcam do bojkotu wyborów i brania spraw w
swoje ręce. Zamiast chodzić na wybory organizujcie się i przejmujcie władzę od
polityków.