Gość: ja
IP: *.dynamic.mm.pl
09.05.12, 12:10
pamietam jak pare lat temu przywiezli mnie z wypadku z podejrzeniem pekniecia sledziony i dwoch panow niezle musialo sie nasapac zeby mnie wtargac na pietro na usg - chcialem na piechote ale procedury nie pozwalaly. Gdybym sie porzadnie nie trzymal to bym raz zlecial na schody. Szczerze im wtedy wspolczulem bo pare kilo zywej wagi mieli w rekach.
A i tak najlepszy byl snieg sypiacy sie przez nieszczelne okna do sali i fakt ze nie starczylo dla mnie pidzamki (kolega dostal ostatnia:)