Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ...

    • Gość: aqq Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 23:20
      a kto wam każe takim obibokom dawać zaliczenie ? skoro nie umie i przyszedł 40-ty raz to odesłać go na drzewo po raz kolejny, a nie się użalać nad sobą że jest za dużo roboty. to są konsekwencje rynkowej gospodarki - ma być dużo studentów to jest, nie płaczcie że macie setki leni do obsłużenia, wasi podopieczni mają taki sam zap*.* po rozpoczęciu pracy w każdej korporacji.
      zapomniał wół jak student całował klamkę bo jaśnie pan nie raczył przyjść na konsultacje. i nie wciskajcie że największym złem są zaoczni którzy pracują i często dojeżdżają z innych miast - to z nich często jest utrzymywana spora część budżetu, poza tym imho to jest spory wyczyn pozaliczać wszystko w terminie pracując i dojeżdżając tylko w weekend.
      w ramach wyjaśnienia: skończyłem studia zaocznie i wszystko w ramach max. poprawkowej sesji.
    • Gość: cała_prawda A teraz kilka słów o wykładowcach.. IP: *.i.i24.pl 02.12.12, 23:24
      Jako absolwentka dwóch kierunków przedstawię swoje obserwacje od drugiej strony, aby obraz był pełny..
      Wykładowcy - zdarzają się perełki, świetni ludzie z powołaniem, którzy wiedzą jak zainteresować studenta, przekazać wiedzę, nauczyć kreatywnego myślenia.Przy tym odnoszą się do studenta z szacunkiem - nie obrażają i nie wyśmiewają przed całą grupą, są w stanie zrozumieć, że np. każdy może się czasem spóźnić (nie mówię o notorycznych przypadkach) i nie wrzeszczą przy tym na pół budynku o wielkiej obrazie ich "majestatu". Jak już wspomniałam, to są perełki, około 10-15% kadry.
      Pozostałych podzieliłabym na dwie grupy:
      1) doktorków, ktorzy pozostali na uczelni tylko dzięki temu, że wiedzieli komu i jak się podlizać . Jako studenci nie wykazywail się szczególną inteligencją i wiedzą i chyba ciężko by im było otrzymać dobrą pracę na otwartym rynku pracy. W nauczaniu studentów są beznadziejni - nie mają pomysłu na ciekawe zajęcia. Mają bardzoo przerośnięte ego, lubią ośmiesząć..
      2) Profesorowie i doktorzy starej daty, którzy nie potrafią zreformować swojego myślenia i sposobu nauczania. Często ich wykłady są bardzo nudne, nic więc dziwnego że studenci je opuszczają, bo więcej w ciągu tych dwóch godzin można nauczyć się z książki. Wielu z nich jest agresywnych werbalnie, uważają wręcz, że student to takie "coś" co można poniżyć . W ich rozumeniu student nie ma prawa na spóźnienie (on jednakże ma), student nie ma prawa zwrócić uwagę wykładowcy (on natomiast ma prawo zmieszać z błotem). Uważają, że robią studentom WIELKĄ ŁASKĘ wykładając, i za to powinni być noszeni na rękach.

      Moje powyższe wywody nie mają za zadanie obrony studentów, bo wielu z nich jest takich jak opisani w komentowanym artykule. Chciałam jednak zwrócić uwagę na pewien problem w naszym szkolnictwie (dotyczy on nie tylko szkolnictwa wyższego), a mianowicie na BEZNADZIEJNĄ KADRĘ NAUCZYCIELI I WYKŁADOWCÓW. Nie potrafią oni chyba zrozumieć, że otrzymują pieniądze za wykonywanie pewnych usług, i gdyby wykonywaliby je tak na prywatnych rynkach to dawno wylecieliby na zbity pysk. Oni natomiast trzymają się swoich ciepłych posadek i nikt nawet nie weryfikuje ich umiejętności i wiedzy. I szczerze mówiąc wyrządzają kolejnym pokoleniem, a przy tym całemu społeczeństwu, wielką krzywdę.
    • Gość: 32lk Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 23:26
      Szanownych wykładowców zapraszam do prowadzenia zajęć w gimnazjum. Wówczas zatęsknią za swoimi cieplutkimi posadkami na uczelni i "niekulturalnymi" studentami.
    • ziutekliv21 anonimowa 02.12.12, 23:33
      Wyglada na to, ze ta piewrwsza "anonimowa na Wydziale Filologii Uniwersytetu Gdańskiego"
      jest typowa przedstawicielka klasy profesorskiej, ktora uwaza , ze uniwersytet jest storzony dla niej, i tylko po to zeby mogla zarabiac pieniadze. Studentow traktuja jako natretow, ktorzy im tylko przeszkadzaja w nic nie robieniu. I jak widac swiat moze sie zmieniac ale ta pani tego nie widzi, i sama tez sie nie zmienila od 50 lat.
    • Gość: aqq Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 23:37
      a co wam przeszkadza to witam w mailach ?
      może macie jakieś inne propozycje ? jeśli wysyłasz mail na xyz@costam.com i nie wiesz kto to odbierze to jaki nagłówek zaproponujesz ?
      • titta przylaczam sie do pytania 03.12.12, 00:44
        Nawet jak sie wie, kto odbierze?
        Pisze czasem do mojej bylej promotor i zaczynam Droga Pani Profesor, ale do niej mam autentyczny szacunek i duzo sympati. Ale jak zwracas sie do nieznajomych osob?
        Pytam powaznie.
      • Gość: jorge Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 01:36
        Szanowny Panie/ Szanowna Pani
        Dzień dobry

      • bezpocztyonline Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 03.12.12, 10:21
        Gość portalu: aqq napisał(a):

        > a co wam przeszkadza to witam w mailach ?
        > może macie jakieś inne propozycje ? jeśli wysyłasz mail na xyz@costam.com i nie
        > wiesz kto to odbierze to jaki nagłówek zaproponujesz ?

        Tak, przeszkadza mi to "witam" w mailu.

        Mail to list, tyle, ze przesyłany elektronicznie, a nie Poczta Polską, więc pisze się go podobnie, jak list.

        "Szanowna Pani", "Szanowny Panie", "Szanowni Państwo".
        Jeśli znamy osobę, do której go kierujemy, a nie piszemy prywatnie, to wypada użyć tytułu naukowego/służbowego danej osoby.

        Czyli do wykładowcy czy prowadzącej zajęcia:
        "Szanowny Panie Profesorze/Doktorze" czy: "Szanowna Pani Profesor/Doktor" lub mniej oficjalnie: "Panie Profesorze/Doktorze" czy: "Pani Profesor/Doktor".
        Zgodnie z jej/jego tytułem.

        Po drugie: Co za pomysł, pisać maila do wykładowcy z zapytaniem, co było na zajęciach, "bo mnie nie było"?
        Skoro cię nie było, to zapytaj kolegów/koleżanki z grupy, wykładowca kolegą/koleżanką nie jest.
    • Gość: Jolanta A mnie to cieszy! IP: *.warszawa.vectranet.pl 03.12.12, 00:09
      A mnie to cieszy.
      Zaczęłam studia w ostanich latach "komuny", dostałam przez pięć lat taki wycisk, że nie wiedziałam czasami, jaki jest dzień tygodnia, ale dzięki temu teraz mogę spać spokojnie. Wiedza zdobyta na studiach, doświadczenie, języki - młodzi mnie nie przeskoczą. Ja też miałam różnych wykładowców, ale wszyscy musieliśmy ryć do upadłego i każdy z nas czuł do prowadzących swego rodzaju respekt, czasem też szacunek.
      Nie dziwcie się, Młodzi, ze nie możecie znaleźć zatrudnienia, skoro po większości uczelni kompletnie nic nie potraficie.
      Przykład? Zatrudniona u nas studentka polonistyki, miała za zadanie redagowanie pism do kluczowych klientów tak, żeby były pisane poprawną polszczyzną, jasno i zrozumiale. Dziewczę było wybrane z tuzika kandydatek - studentek UW. Panienka jednak z językiem ojczystym po prostu sobie nie radziła. Kiedy miała coś powiedzieć "a vista", bełkotała, "ikała","ykała" itd. Rozumiem, że nie każdy musi być tak zdolny jak Demostenes, ale jeśli studentka polonistyki mówi "statystYka", "praktYka", "logIka" - to ma się poważne wątpliwości, czy powinna ona w ogóle zdać maturę.
      • titta Re: A mnie to cieszy! 03.12.12, 00:30
        I co cie cieszy? Pojdziesz na starosc do lekarza, a on zujac gume stwierdzi, zebys sobie zazyl paracetamol jak masz problem.
        Nie tak dawno pewna siksa, o przepraszam, pani sedzia ni w zab nie mogla pojac roznicy miedzy osoba fizyczna, a prawna.
        A kto mosty bedzie projektowal, jak PRL-owskie pokolenie na emeryture pojdzie?
    • Gość: thegreatmongo Polscy wykladowcy to mieronoty... IP: *.unitymediagroup.de 03.12.12, 00:09
      Sorry, ale zaden nie odnosi miedzynarodowych sukcesow, zaden nie pracowal dla najlepsych firm...

      Polscy wykladowcy to miernoty i tyle.... bylem na kilku konferencjach naukowych na zachodzie (pracuje dla przemyslu) i zawsze polski profesor mowil po angielsku zenujaco.... nie mowiac, juz o tym, ze ilosc ciekawych badan moze policzyc na palcach jednej reki czesto pijacy drwal.


      Jestescie chlopaki i dziewczyny nauczycielami w miernych instytucjach z 6 setki, ktore tylko z nazwy sa uniwersytetami...
      • Gość: zzz Re: Polscy wykladowcy to mieronoty... IP: *.xdsl.centertel.pl 03.12.12, 00:13
        A ty odnosisz międzynarodowe sukcesy na zmywaku w Irlandii.... Gratuluję!
      • sto-szesc Re: Polscy wykladowcy to mieronoty... 03.12.12, 00:18
        Gość portalu: thegreatmongo napisał(a):

        > Sorry, ale zaden nie odnosi miedzynarodowych sukcesow, zaden nie pracowal dla n
        > ajlepsych firm...
        >
        > Polscy wykladowcy to miernoty i tyle.... bylem na kilku konferencjach naukowych
        > na zachodzie (pracuje dla przemyslu) i zawsze polski profesor mowil po angiels
        > ku zenujaco.... nie mowiac, juz o tym, ze ilosc ciekawych badan moze policzyc n
        > a palcach jednej reki czesto pijacy drwal.

        Nie oceniaj na podstawie jednej dziedziny. Spojrzyj np. na matematykę.
    • Gość: natalia pozdrawiam pana IP: *.cpe.netcabo.pt 03.12.12, 00:11
      Pozdrawiam Pana Szalewskiego - była studentka
    • Gość: Assakari Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:22
      Uwaga trafna niestety podana w formie niegodnej inteligenta.
    • Gość: Adam Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.metrolink.pl 03.12.12, 00:23
      z przykroscia stwierdzam, ze smiechu wart jest ten artykul. po pierwsze wypowiadali sie glownie 'naukowcy' wydzialow niszowych (np. AWFiS) - przeciez nie od dzis wiadomo, ze przyglupy ida na hotelarstwo. inny poglad miala juz kobieta z psychologii - jak widac im bardziej prestizowy kierunek, tym lepsze zdanie maja wykladowcy na temat swoich studentow. po drugie ewidentnie oczekuje kontraataku od studentow - wykladowcy tez nie swieca przykladem, a wrecz mieszaja z blotem studentow, traktuja ich jak popychadla i nie maja do nich ZADNEGO szacunku (patrz: wydzial prawa).
    • wmc-33 Przyganiał kocioł garnkowi 03.12.12, 00:23
      1. Średni poziom studentów musiał się radykalnie obniżyć w porównaniu do siermiężnych czasów komuny, skoro obecnie studiuje około połowy populacji, a nie tylko tak zwana elita.
      2. Im słabsza uczelnia, tym słabsi studenci. Słabość uczelni wynika głównie ze słabości kadry, a poziom studentów na wejściu jest tego wynikiem, a nie przyczyną.
      3. Kiedyś studenta było (na ogół) stać na studiowanie: nie musiał pracować, mógł się uczyć i bawić. Dzisiejszy student częściej pracuje i ma ważniejsze sprawy na głowie, niż wykłady odbywające się tylko po to, żeby wykładowca miał zajęcie.
      4. Jeżeli studenci są tacy beznadziejni, to jaki problem ich oblać i skreślić?
      5. Studenci zawsze byli dużymi dziećmi. Ludzie mający z uczelniami stały kontakt od wejścia w dorosłe życie powinni o tym wiedzieć. Powinni też znać opowieści starszych od siebie wykładowców. Jeśli nie, to wystarczyłoby trochę książek poczytać.

      Mam wrażenie, że wykładowcy wypowiadający się dla potrzeb artykułu te kwestie pominęli w swoim rozumowaniu. Świadczy to o nich jak najgorzej. Czekam na ripostę pod tytułem "Studenci o wykładowcach. Nie mają wiedzy, brak im kultury, uważają, że wszystko im się należy"
      • Gość: gosc portalu Re: Przyganiał kocioł garnkowi IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 06:24
        Trafione w samo sedno.

        Dodam jeszcze, że:
        1.Każdemu zawsze się wydaje, że jego/jej pokolenie było mądrzejsze/lepsze/zdolniejsze/itd.
        2.Rozbawiło mnie zdanie: Myślą, że jak narobią ściąg, to zdadzą. A potem zaliczają po 15 razy Brak konsekwencji? Hipokryzja? Gdyby mi wykładowca pozwolił poprawiać egzamin 15 razy to sama zaczęłabym zastanawiać się nad sensem studiowania na danej uczelni.

    • titta Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... 03.12.12, 00:25
      Sami sobie szafot stawiamy. Oceniac sprawiedliwie, wedlog wymagan. JAk nie zdadza, to do wydzenia. Reszta zabierze sie do nauki. Ale sie nie da, bo kochane pieniazki... i wspolczynik wyksztalcenia musi byc. Potem bedzie tylko zdziwienie, ze lekarze, prawnicy nie tylko chamscy ale tez totalnie neidouczeni.
      Po poziomie portalu gazety to juz widac: dziennikazyny pewnych dzialow coraz czesciej ciesza sie jak ktos kogos oszuka, nie mowiac juz o totalnej nieznajomosci jezyka...
      • Gość: "wykładowca" Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.home.aster.pl 03.12.12, 01:30
        Szafot to już jest od dawna jakieś 10-15 lat temu zaczęto go stawiać i teraz już dobrze działa.
        O mnie - absolwent b dobrego LO w końcu komuny (z medale, pamiątkowym było ich 5 na ponad 200 osób), olimpijczyk, dwa kierunki dziennych studiów państwowych (jeden bardziej humanistyczny, drugi bardziej ścisły), roczne studia za granicą, dwa jęyki obce biegle, niedoszły doktor (zrezygnowałem z uczelni dla biznesu) W domu żona naukowiec, kończy habilitację - naukowiec łączący naukę i dydaktykę z praktyką
        Przed wojną do lat 60ych włącznie matura to było coś . Jak spotykałem przedwojennych maturzystów z mojego liceum to mi szczęka opadała - wiedza 70-latków ze zmianami starczymi, po wielu latach , porównywalną z współczesną moją, mimo że miałem 40-50 at mniej
        Później matura powoli powszedniała (szkoły wieczorowe, dla pracujących etc), przeszła następnie fala ta na uczelnie (lata 80-e) . Teraz to już rozpacz, matura na poziomie dobrej podstawówki, wymagania w liceum jak dla szkoły specjalnej.
        Wiedza żadna, zdawanie tylko testów, brak myślenia inwencji, a logicznie myślenie to rzecz obca
        Żona jak opowiada co się na uczelni dzieje- na seminarium magisterskim wymagać musi od każdego przeczytania jednej książki na miesiąc, bo nie umieją się przyszli mgr posługiwać językiem zawodowym z danej dziedziny nauki (muszą mieć tzw aparat pojęciowy).
        Przez półtora rok to przeczytają kilkanaście książek i może będą mogli zrozumieć fachowy język jak pójdą do roboty (ale ok 1/3 seminarzystów od niej uciekła, a reszta płacze z bólu ale wie że nie znajdzie nikogo kto łączy praktykę z nauką w takim stopniu).
        O znajomości literatury, kultury, historii, sztuki to już nic nie mówię. Tzw kod cywilizacyjny jest im obcy, a mój syn widział i wie więcej o świecie (a ma 15 lat), niż jej studenci.
        Oni z tymi dziadkami sprzed wojny toby się w ogóle nie zrozumieli operując językiem polskim
        Wiedza z nauk ścisłych - ufff to dawno trzy dna przebite. Obecnie jak ktoś nie kończył klasy mat-fiz w dobrym liceum to ma problemy z obliczeniem procentów skapitalizowanych, prawem Ohma. podstawami przewodnictwa cieplnego, jak i znajomością najbardziej popularnych pierwiastków, czy znajomością zasad genetyki na poziomie praw Mendla.
        To zaś ja wyniosłem z liceum i przydaje mi si ę na moim stanowisku (członek zarządu w dużej firmie).
        Naukowcy oczywiście nie są bez winy ale studenci to w przeważającej masie niedouczeni aroganci, intelektualne prawie zera, do tego rozkapryszeni, butni, pewni siebie, roszczeniowcy
        Dla mnie dziś zaś niektóre pożółkłe notatki doświadczonego człowieka, są więcej warte niż prezentacja super multimedialna młodego absolwenta.
        Tak z mojego epizodu na uczelni to był chyba koniec lat 90-ych. Super znawca danego tematu, top piątka ogólnopolska w tej dziedzinie, wykładowca na uczelniach na zachodzie, w wieku przed 50-tką, chodząca wiedza (bez notatek z głowy mówił na dany temat). Facet z doświadczeniem praktycznym a więc idealny wykładowca.
        I co - studenci (płatni ze studiów zaocznych czy wieczorowych) na niego się poskarżyli do dziekana i rektora, że za dużo wymaga na egzaminie (oblał chyba ponad 50%), że jest zbyt surowy (skala stopni od lat była taka sama u niego - pow 90% -5, pow 80% -4, pod 2/3 - 3, poniżej - 2, jak ktoś miał poniżej 1/3 musiał zaliczać całość materiału z przedmiotu na poprawce) , że pyta o coś co oni przerabiali no na poprzednim roku u kogoś innego już zdali i nie muszą tego wiedzieć (a były podstawy przedmiotu). Gość zrezygnował z tych studentów, miał wyłącznie magistrantów z dziennych, doktorantów i podyplomowe specjalistyczne no i poszedł do biznesu (dziś już uczelnie traktuje ubocznie, jeździ jako konsultant i doradcą samochodem z własnym kierowcą). Niestety dopóki nie spojrzymy, prawdzie w oczy i nie powiemy, że niestety wyższe wykształcenie może mieć tak do 15% a maturę co najwyżej połowa, to nic się nie zmieni.
        Przepraszam za błędy stylistyczno-literowe i interpunkcję ale padam ze zmęczenia




        • knightnoir Re: Wykładowcy o studentach 03.12.12, 07:48
          WOW! Tak madry i wyksztalcony czlowiek (zadnego sarkazmu!) powinien rozumiec co jest przyczyna tego zjawiska! Na pewno nie uczniowie i studenci!
    • titta Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... 03.12.12, 00:39
      Sporo w tym racji. W Szwecji do wszytskich mowi sie po imieniu, do szefa, do 50 lat starszego profesora i do dziekana tez. To jedank nie ma nic wspolnego (i nie tlumaczy) z chamstwem i z niedouczeniem. (co nie znaczy, ze oba te zjawiska nie wystepuja we wspomnianym kraju). Czlowiek, ktory ma troche zyczliwosci i szacunku dla innych bedzie sie zachowywal przyzwoicie, nie zaleznie od tego czy mowi po imieniu i jak sie ubiera.
    • Gość: panTymianek Proszę pana - źle, "dobra" - też niedobrze? IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:57
      Pani z filologii jest chyba lekko przewrażliwiona.
      Nie rozumiem oburzenia na to, że ktoś powiedział "dobra". To nie przekleństwo i żadne spoufalanie się. Język nieformalny Panią drażni?
      Powiedzenie "proszę pana" zamiast "panie dziekanie" to też nie jest poważny błąd. Na pewno nie dyskryminujący. Trzeba tkwić w jakimś ścisłym akademickim systemie kastowym, żeby się czepiać takich szczegółów.
      W moim wyobrażeniu anonimowa Pani z filologii to jedna z tych osób, które w książce telefonicznej figurują razem z tytułem naukowym.
      • bezpocztyonline Re: Proszę pana - źle, "dobra" - też niedobrze? 03.12.12, 10:08
        Gość portalu: panTymianek napisał(a):

        > Pani z filologii jest chyba lekko przewrażliwiona.
        > Nie rozumiem oburzenia na to, że ktoś powiedział "dobra". To nie przekleństwo i
        > żadne spoufalanie się. Język nieformalny Panią drażni?

        Skoro studentka jest studentką filologii, to powinna na uczelni w obecności pracownika naukowego unikać powiedzeń typu "aaa, dobra".

        Zadała pytanie wykładowcy, wykładowca jej uprzejmie odpowiedział, powinna za uprzejmą odpowiedzieć podziękować.

        Właśnie "dziękuję" byłoby tu właściwą reakcją.
        Kiedyś takiego zachowania uczono już dzieci w pierwszych klasach podstawówki.
        Może - i powinno! - zatem pracownika naukowego na filologii szokować, ze student tejże filologii nie potrafi zastosować powszechnie obowiązujących norm zachowania.

        > Powiedzenie "proszę pana" zamiast "panie dziekanie" to też nie jest poważny błąd.

        Sama nigdy do dziekana nie powiedziałam "panie dziekanie".
        Nawet by mi do głowy nie przyszło.

        Zawsze wiedziałam, kto jest dziekanem na wydziale, znałam jego/jej stopień naukowy i zwracałam się poprzez tytuł naukowy tej osoby.
        Tak też w czasie moich studiów robiły całe roczniki studentów, do pracowników naukowych zwracało się się po ich tytułach naukowych.
        Taki jest zresztą zwyczaj uświęcony tradycją wielowiekową.

        "Proszę pana"/ "proszę pani" mogło być odpowiednie do doktorantów, ci bowiem nie życzyli sobie, by ich tytułować per "panie magistrze"/ "pani magister".

        Problem polega na tym, że ponad 20 lat temu specjaliści od wychowania i edukacji wymyślili, że należy wyrobić w młodych Polakach poczucie pewności siebie, bo poprzednim pokoleniom wiedzy nie brakowało, ale poczucia pewności siebie i poczucia własnej wartości tak.

        Efekty właśnie widzimy: poczucie pewności siebie młodych Polaków jest ogromne, niestety wiedzy im jednak brak.
        Nie mają przy tym nawet tej świadomości, że czegoś (wiedzy) im może brakować.
        A co dopiero mówić o znajomości zasad dobrego wychowania i norm kulturowych obowiązujących w naszym kraju?
        • Gość: panTymianek Re: Proszę pana - źle, "dobra" - też niedobrze? IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 10:51
          Tak, "dobra" to nie najlepszy wybór w takiej sytuacji, ale nie uważam, żeby studentka w ten sposób się 'spoufalała'.

          > Właśnie "dziękuję" byłoby tu właściwą reakcją.
          > Kiedyś takiego zachowania uczono już dzieci w pierwszych klasach podstawówki.
          > Może - i powinno! - zatem pracownika naukowego na filologii szokować, ze stude
          > nt tejże filologii nie potrafi zastosować powszechnie obowiązujących norm zacho
          > wania.

          Ech kiedyś... Arkadia, kraina szczęśliwości.
          20 lat temu słyszałem od starszych ludzi: przed wojną to była kindersztuba! Mężczyzna przy całowaniu w rękę powinien pokazać kark. Ci dzisiaj nie mają za grosz kultury!
          10 lat temu w tramwaju słyszałem: zaraz po wojnie to była kultura! jeden drugiemu rękę podał, nikt się tak nie zachowywał jak ci młodzi teraz.
          Może w pierwszej klasie uczyli kultury, ale tłukli też po łapach i mówili, że "dzieci i ryby głosu nie mają".

          > Zawsze wiedziałam, kto jest dziekanem na wydziale, znałam jego/jej stopień nauk
          > owy i zwracałam się poprzez tytuł naukowy tej osoby.
          > Tak też w czasie moich studiów robiły całe roczniki studentów, do pracowników n
          > aukowych zwracało się się po ich tytułach naukowych.
          > Taki jest zresztą zwyczaj uświęcony tradycją wielowiekową.

          W uczelnianym savoir vivre to idealnie rozwiązanie.
          Ale co jeżeli ktoś nie zna tytułu naukowego pracownika uczelni? Np. przypadkiem nastąpi na stopę nieznanego mu doktora habilitowanego (nietrudno kogoś nadepnąć na przepełnionych uczelniach).
          Czy "przepraszam Pana!" zamiast "przepraszam Panie doktorze!" uwłacza nadepniętemu doktorowi habilitowanemu?
          • bezpocztyonline Re: Proszę pana - źle, "dobra" - też niedobrze? 03.12.12, 12:39
            Gość portalu: panTymianek napisał(a):


            > Ale co jeżeli ktoś nie zna tytułu naukowego pracownika uczelni? Np. przypadkiem
            > nastąpi na stopę nieznanego mu doktora habilitowanego (nietrudno kogoś nadepną
            > ć na przepełnionych uczelniach).
            > Czy "przepraszam Pana!" zamiast "przepraszam Panie doktorze!" uwłacza nadepnięt
            > emu doktorowi habilitowanemu?

            1. Nie należy deptać po nogach nikomu.

            2. Należy znać pracowników naukowych swojego wydziału, ich nazwiska i stopnie naukowe oraz obszar wiedzy, którą się zajmują, nawet jeśli się nie miało z nimi do tej pory zajęć.

            3. W sytuacji opisanej przez ciebie wystarczy "Och, przepraszam najmocniej!" (ale nie: "Sorki!" czy "Sorry").

            4. Opisane w artykule sytuacje dotyczyły studentów, którzy mają ciągły kontakt z tymi konkretnymi pracownikami naukowymi, wiec powinni znać ich i ich tytuły.
            • Gość: gość portalu Ty tak serio? IP: *.sds.uw.edu.pl 03.12.12, 13:16
              bezpocztyonline napisała:
              > 2. Należy znać pracowników naukowych swojego wydziału, ich nazwiska i stopnie n
              > aukowe oraz obszar wiedzy, którą się zajmują, nawet jeśli się nie miało z nimi
              > do tej pory zajęć.

              Czytając takie i inne posty ma się wrażenie, że kluczową informacją dla studentów powinna być sztywność kija od szczotki umieszczonego w odbytnicy danego pracownika naukowego.
              Naprawdę uważasz, że studenci mają obowiązek znać wszystkich wykładowców z danego wydziału i ich zainteresowania naukowe (o ile jeszcze ci tzw. naukowcy rzeczywiście jakieś badania prowadzą)? A może jeszcze numer buta i ulubione marki obuwia, żeby było wiadomo, komu się na ten but lub też odcisk nadepnęło? Jak to sobie wyobrażasz? Skąd studenci mieliby znać wszystkich pracowników, w tym takich, którzy są na emeryturze i na wydziale pojawiają się raz na pół roku? Mają wyznaczyć wartę i czatować przy drzwiach, żeby zrobić im zdjęcia i rozpowszechniać informacje wśród pozostałych studentów? Przecież to niewątpliwie przez połykaczy kijów od szczotek zostałoby uznane za obrazę majestatu :D Poza tym nawet gdyby studenci pałali żądzą poznania składu osobowego wydziału, to na oficjalnych stronach często ciężko znaleźć chociażby informacje o kontakcie z danym pracownikiem lub terminie konsultacji, a co dopiero jego zdjęcie.

              > 3. W sytuacji opisanej przez ciebie wystarczy "Och, przepraszam najmocniej!" (a
              > le nie: "Sorki!" czy "Sorry").

              Jeżeli jako student potrącę na korytarzu pana lub panią z tytułem dra hab., który/która wygląda na co najwyżej na 25 lat, czyli raczej jak student, i nie wiem, że ów tytuł posiada, to mam wygłaszać podniosłe zdanie zamiast zwyczajnie przeprosić?
              A, sorki! Przecież mam obowiązek znać wszystkich pracowników...
              • bezpocztyonline Serio 03.12.12, 14:56
                Gość portalu: gość portalu napisał(a):

                > Jeżeli jako student potrącę na korytarzu pana lub panią z tytułem dra hab., któ
                > ry/która wygląda na co najwyżej na 25 lat, czyli raczej jak student, i nie wiem
                > , że ów tytuł posiada, to mam wygłaszać podniosłe zdanie zamiast zwyczajnie prz
                > eprosić?

                "Przepraszam najmocniej" to według ciebie "podniosłe zdanie"?
                Myślałam, że zwykłe przeproszenie kogoś, komu się nadepnęło na odcisk.


                Nawiasem mówiąc w artykule nie było mowy o przypadkowym potrąceniu kogoś przechodzącego chodnikiem przed budynkiem uczelni, kto akurat się okazuje być nowym pracownikiem naukowym jeszcze studentowi nie znanym, tylko o studentach studiujących już kilka semestrów, którzy na swoim wydziale do swoich wykładowców nie potrafią się właściwie zwracać.

                Jeśli taka osoba po kilku semestrach nie wie, jaki ma stopień naukowy i jak wygląda pracownik naukowy, z którym ma zajęcia lub wykład, to co ta osoba jeszcze na tej uczelni robi?

                Ach, no tak - pieniądze idą za studentem, jeszcze jedna osoba = kilka złotych więcej dla uczelni...
                • Gość: gość portalu Re: Serio IP: *.sds.uw.edu.pl 03.12.12, 15:51
                  bezpocztyonline napisała:
                  > "Przepraszam najmocniej" to według ciebie "podniosłe zdanie"?
                  > Myślałam, że zwykłe przeproszenie kogoś, komu się nadepnęło na odcisk.

                  Nie, to akurat ironia...

                  > Nawiasem mówiąc w artykule nie było mowy o przypadkowym potrąceniu kogoś przech
                  > odzącego chodnikiem przed budynkiem uczelni, kto akurat się okazuje być nowym p
                  > racownikiem naukowym jeszcze studentowi nie znanym, tylko o studentach studiują
                  > cych już kilka semestrów, którzy na swoim wydziale do swoich wykładowców
                  > nie potrafią się właściwie zwracać.
                  > Jeśli taka osoba po kilku semestrach nie wie, jaki ma stopień naukowy i jak wyg
                  > ląda pracownik naukowy, z którym ma zajęcia lub wykład, to co ta osoba jeszcze
                  > na tej uczelni robi?

                  2. Należy znać pracowników naukowych swojego wydziału, ich nazwiska i stopnie naukowe oraz obszar wiedzy, którą się zajmują, nawet jeśli się nie miało z nimi do tej pory zajęć.

                  Zdecyduj się, o jakiej sytuacji piszesz.
                  • bezpocztyonline Re: Serio 03.12.12, 16:52
                    Gość portalu: gość portalu napisał(a):

                    > bezpocztyonline napisała:
                    > > "Przepraszam najmocniej" to według ciebie "podniosłe zdanie"?
                    > > Myślałam, że zwykłe przeproszenie kogoś, komu się nadepnęło na odcisk.
                    >
                    > Nie, to akurat ironia...

                    ???

                    Ironia?
                    Ironia to może ewentualnie byłoby coś w stylu "Łaskawy pan raczy mi wybaczyć", ale "przepraszam najmocniej" jest całkiem neutralnym przeproszeniem.

                    "Sorki" jest zaś niegrzecznym zbyciem kogoś.
                    Ewentualnie można tak powiedzieć do swojego kumpla, ale nie do osoby, z którą nie jesteśmy w bliskich relacjach.

                    > > Nawiasem mówiąc w artykule nie było mowy o przypadkowym potrąceniu kogoś
                    > przech
                    > > odzącego chodnikiem przed budynkiem uczelni, kto akurat się okazuje być n
                    > owym p
                    > > racownikiem naukowym jeszcze studentowi nie znanym, tylko o studentach st
                    > udiują
                    > > cych już kilka semestrów, którzy na swoim wydziale do swoich wykładowc
                    > ów

                    > > nie potrafią się właściwie zwracać.
                    > > Jeśli taka osoba po kilku semestrach nie wie, jaki ma stopień naukowy i j
                    > ak wyg
                    > > ląda pracownik naukowy, z którym ma zajęcia lub wykład, to co ta osoba je
                    > szcze
                    > > na tej uczelni robi?
                    >
                    > 2. Należy znać pracowników naukowych swojego wydziału, ich nazwiska i stopni
                    > e naukowe oraz obszar wiedzy, którą się zajmują, nawet jeśli się nie miało z ni
                    > mi do tej pory zajęć.

                    >
                    > Zdecyduj się, o jakiej sytuacji piszesz.

                    O obu.

                    Pracowników naukowych na wydziale raczej nie ma kilku tysięcy, to zazwyczaj grono ledwie kilkudziesięciu osób.

                    No, może na większych wydziałach i stu kilkudziesięciu.

                    Na mniejszych: około dwudziestu.

                    Student, który bywa na uczelni ma z reguły okazję widywać te osoby, nawet jeśli nie w jego sali podczas zajęć, powinien wiedzieć, kto zacz, czym się zajmuje i kiedy, w którym semestrze będzie z tym człowiekiem miał zajęcia, albo która grupa z tą osobą zajęcia ma.

                    Nie jest to wiedza tajemna.
                    Za moich studenckich czasów cały wydział wiedział, kto - z naukowców - jak wygląda i czym się zajmuje, choć nawet jeszcze nawet nie istniało pojęcie "internet" czy "strona internetowa".
                    • Gość: gość portalu Re: Serio IP: *.sds.uw.edu.pl 03.12.12, 17:09
                      bezpocztyonline napisała:

                      > Gość portalu: gość portalu napisał(a):
                      >
                      > > bezpocztyonline napisała:
                      > > > "Przepraszam najmocniej" to według ciebie "podniosłe zdanie"?
                      > > > Myślałam, że zwykłe przeproszenie kogoś, komu się nadepnęło na odcisk.
                      > >
                      > > Nie, to akurat ironia...
                      >
                      > ???
                      >
                      > Ironia?
                      > Ironia to może ewentualnie byłoby coś w stylu "Łaskawy pan raczy mi wybaczyć",
                      > ale "przepraszam najmocniej" jest całkiem neutralnym przeproszeniem.

                      "Podniosłe zdanie" to ironia. A "Przepraszam najmocniej" jest neutralne - ale chyba dla pokolenia 50+.

                      > Pracowników naukowych na wydziale raczej nie ma kilku tysięcy, to zazwyczaj gro
                      > no ledwie kilkudziesięciu osób.
                      > No, może na większych wydziałach i stu kilkudziesięciu.
                      > Na mniejszych: około dwudziestu.
                      > Student, który bywa na uczelni ma z reguły okazję widywać te osoby, nawet jeśli
                      > nie w jego sali podczas zajęć, powinien wiedzieć, kto zacz, czym się zajmuje i
                      > kiedy, w którym semestrze będzie z tym człowiekiem miał zajęcia, albo która gr
                      > upa z tą osobą zajęcia ma.
                      >
                      > Nie jest to wiedza tajemna.
                      > Za moich studenckich czasów cały wydział wiedział, kto - z naukowców - jak wyg
                      > ląda i czym się zajmuje, choć nawet jeszcze nawet nie istniało pojęcie "interne
                      > t" czy "strona internetowa".

                      Proszę bardzo, losowo (!) wybrany wydział UW - 330 pracowników:
                      www.mimuw.edu.pl/wydzial/organizacja/struktura/struktura.xml#pracownicy
                      I serio uważasz, że obowiązkiem studenta MIMUW jest:
                      - znać te 330 osób po nazwisku, z widzenia
                      - wiedzieć, czym się zajmują naukowo
                      - kiedy będzie miał z nim zajęcia
                      - jaka grupa ma z nim zajęcia
                      ???

                      Nie lepiej te zasoby pamięci przeznaczyć na coś bardziej przydatnego?
                      • bezpocztyonline Re: Serio 03.12.12, 18:25
                        Gość portalu: gość portalu napisał(a):


                        > Nie lepiej te zasoby pamięci przeznaczyć na coś bardziej przydatnego?

                        To znaczy na co?

                        Na zwroty grzecznościowe powszechnie obowiązujące - nie.
                        Na wiedzę merytoryczną - nie.
                        Na wiedzę ogólną - nie.
                        Na znajomość własnego dziekana - nie.
                        Na znajomość własnego wykładowcy - nie.
                        Na znajomość zasad dobrego wychowania - nie.

                        To na co?
                        To ma być polska inteligencja?
                    • Gość: b Re: Serio IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 17:40
                      Proszę wybaczyć ale to stek bzdur. Na studia idzie się uczyć konkretnych rzeczy, a nie marnować czas na zapamiętywanie nazwisk pracowników, ich tytułów itd. Zresztą, nie każdy ma pamięć do nazwisk, twarzy, a może być dobry z jakiś przedmiotów.
            • Gość: panTymianek Re: Proszę pana - źle, "dobra" - też niedobrze? IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 15:47
              Strasznie smutne jest to, co Pani napisała.
              > 2. Należy znać pracowników naukowych swojego wydziału, ich nazwiska i stopnie n
              > aukowe oraz obszar wiedzy, którą się zajmują, nawet jeśli się nie miało z nimi
              > do tej pory zajęć.
              Szkoda czasu na wkuwanie list nazwisk i tytułów ludz, z którymi nie mam zajęć. Na moim wydziale to było 200-300 osób.
              Naprawdę należy znać? Nie dam się przekonać, że tak.
              > 3. W sytuacji opisanej przez ciebie wystarczy "Och, przepraszam najmocniej!" (a
              > le nie: "Sorki!" czy "Sorry").
              "Przepraszam najmocniej" zamiast "Przepraszam Pana"? Nie wiem czy byłbym w stanie na prędce, po nastąpnięciu na doktora, wymyślić konstrukcję omijającą 2 os. liczby pojedynczej.
              Ludzie zadają sobie dużo trudu byle uniknąć form drugoosobowych.
              W przychodniach panie mówią: usiądzie, poczeka, dowód ubezpieczenia ma?

              W "przepraszam Pana" Intecją jest wyrażenie skruchy, a nie ,przez pominięcie pełnego tytułu, dezawuowanie dorobku akademickiego.
              Gdyby to na mnie ktoś nadepnął, nawet nie obraziłbym się na "sorry". Ale ja jestem tylko magistrem.

              > 4. Opisane w artykule sytuacje dotyczyły studentów, którzy mają ciągły kontakt
              > z tymi konkretnymi pracownikami naukowymi, wiec powinni znać ich i ich tytuły.
              Dziewczyna, która powiedziała "dobra" do pani-bez-dystansu-do-siebie, miała prawo nie znać statusu obrażonej.
              Cytat z tekstu: Ostatnio kserowałam coś w dziekanacie, wchodzi młoda dziewczyna i pyta mnie, gdzie jest pani Kasia. Mówię: - Powinna za kilka minut wrócić. A ona mi odpowiada: "Aaa, no to dobra!". Jaka dobra? - pytam. - Wydaje mi się, że ja z panią nie przyjaźnimy się, żeby tak ze sobą rozmawiać.
              Moim skromnym zdaniem - ktoś tu ma muchy w nosie.

              Pozostałych bohaterów tekstu rozumiem i podzielam ich opinię. Pani nr 1 - marszczę nos i czoło.
        • genialna_oxford Re: Proszę pana - źle, "dobra" - też niedobrze? 04.12.12, 15:39
          a nie wiesz, ze tytulomania wynika z kompleksow?
    • Gość: gosc inż Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 01:01
      Dobrze obecnie mamy zwykle 2 stopniowy system studiów, obecnie jestem na 2 stopniu, mam tytuł inż, ale jakoś u mnie na uczelni żaden prowadzący nie zwracał się, chyba że w formie chwilowego zwrócenia uwagi, na to co powinniśmy wiedzieć, do studentów per 'pan(i) inż' i szczerze wątpię, żeby szanowni wykładowcy z artykułu zwracali się w ten sposób do studentów, którzy już jakiś tytuł posiadają. A jeszcze ktoś mi wytłumaczy co jest złego w formie 'witam'?
    • Gość: lemur doczytalem raptem do polowy, beznadzieja IP: *.as13285.net 03.12.12, 01:11
      studiuje w Londynie, kiedys wyslalem emaila zaczynajacego sie od "Hi Steve" do swojego wykladowcy po 23ej w Piatek a odpowiedz dostalem kilka minut po polnocy.
      Pozdrawiam "Pania Profesor" i zycze kompetencji i fachowowsci ktory wzbudzi autentyczny szacunek u studenta.
      • Gość: jorge Re: doczytalem raptem do polowy, beznadzieja IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 01:20
        To zrozumiałe, w końcu reprezentujesz pokolenie, od którego już nikt nie wymaga, by czytało do końca.
    • aleatoria Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 03.12.12, 02:54
      Ja mam inne doświadczenia. Na mojej uczelni (fakt, niby najlepsza w kraju) i tzw. elitarnym kierunku (20+ osób na miejsce) nie ma ani jednego wykładowcy, o którym można by powiedzieć złe słowo. Natomiast mimo (niby) wyśrubowanych zasad rekrutacji, poziom studentów w ciągu ostatnich kilku lat drastycznie się obniżył. A dokładnie od kiedy wprowadzono gimnazja, nową maturę i zniesiono egzaminy wstępne. Sama byłam ostatnim "starym" rocznikiem, więc studia już skończyłam, ale mam kontakt z młodszymi studentami i widzę, że to zupełnie inne, nowe pokolenie: obrazkowe, konspumpcyjne, a na dodatek na każdym kroku roszczeniowe. Pamiętam, że u mnie na egzaminach po pierwszym roku były z góry do dołu piątki (sporadycznie czwórki z plusem), nie dlatego, że było łatwo, bo wcale nie było, ale dlatego, że wszyscy się uczyli. Osoby z trójkami z własnej woli rezygnowały, bo czuły, że sobie nie radzą i odstają poziomem od reszty grupy. Dzisiaj połowa pierwszaków ma poprawki z absolutnie kluczowych przedmiotów. Logiczne byłoby wyrzucenie ich ze studiów, bo na starszych latach będzie z nimi tylko gorzej, ale po pierwsze, zostałoby wtedy tylko 50% studentów, po drugie, cwane nieuki znajdą zawsze jakąś lukę w regulaminie, która pozwoli im utrzymać się pazurami na studiach. Pewnie nawet kiedyś je skończą. Byle tylko jak najmniej wysiłku.
    • spoter Jaki pan taki kram - to nie wina studentów 03.12.12, 03:03
      Mówiąc krótko Rzeczpospolita Cwaniacka "kształci" nowe zastępy cwaniaków z dyplomami magistrów...
      Dopóki studia nie będą odpłatne, tak jak na Zachodzie, dopóty większość studentów nie będzie wiedziała po co tam przychodzi. Jest tyle możliowści ustalenia odpowiednich standardów, zmuszenia studenta do pracy i odpowiedniego zachowania, ale w Polsce jak zwykle najłatwiej jest narzekać, a pomyśleć logicznie i twórczo, zobaczyć np. jak inne nacje sobie z tym problemem radzą, to rzecz po prostu niepojęta. Zawsze intrygowało mnie, jak można zarządzać edukacją, skoro ci, którzy to robią, sami nie potrafią się uczyć. To państwo ustaliło, że płaci za liczbę studentów. Wynika z tego, że państwo ma w nosie jakość uczenia. W takiej sytuacji, to nie jest wina studentów tylko wina systemu, a konkretnie tych wszystkich tępaków i nieuków zasiadających w rządzie, którzy nie potrafią stworzyć nowoczesnego i wydajnego systemu kształcenia. Ktoś zarzuca studentowi brak logiki w myśleniu, a sam nie potrafi wydukać tak podstawowych zależności. Jedna wielka beznadzieja.
      • sto-szesc Re: Jaki pan taki kram - to nie wina studentów 03.12.12, 04:03
        > Dopóki studia nie będą odpłatne, tak jak na Zachodzie, dopóty większość student
        > ów nie będzie wiedziała po co tam przychodzi.

        Kiedy będą odpłatne, będzie jak na Zachodzie: studenci będą przychodzić kupić papierek, który w przyszłości umożliwi im osiąganie wyższych zarobków.
        • spoter Re: Jaki pan taki kram - to nie wina studentów 03.12.12, 04:39
          Przez kilka lat będą musieli tak chodzić, o pożyczki się starać i kupować ten papierek... Nie wiem jaki Zachód masz na myśli, ale chyba jakiś urojony... Tutaj gdzie jestem żeby zaliczyć kurs to trzeba się wysilić. Taki jeden kurs to kilka różnych aktywności, które składają się na wynik końcowy. Poza tym, wykładowca z góry ustala standardy obowiązujące na kursie, czyli co student może i czego mu nie wolno. Nie przyjdziesz na dwa wykłady to możesz zapomnieć o zaliczeniu. Ale to jest zupełnie inny wymiar rzeczywistości... Oczywiście bogaci lawiranci, którzy studiują sla kaprysu (np. G.W. Bush), też się zdarzają, ale są to raczej wyjątki potwierdzające regułę.
    • Gość: antytularyzm Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 03:14
      Zgadzam się z wieloma zastrzeżeniami do studentów, ale można sobie odpuścić tutułomanie. Przepraszam pana jest formą formalną i grzeczną, nie widzę nic złego aby jej używać zamiast panie profesorze, docencie, profesorze dziekanie itd. Swoją drogą tytuły używa się tylko do pewnych zawodów, tych raczej prestiżowych. Jakoś nikt nie mówi panie fryzjerze, pani kasjerko, panie hydrauliku. Rozumiem, osoby wykonujące prestiżowe zawody musiały poświecić wiele czasu na naukę , wpinać się w hierarchii, no i fajnie mają z tego satysfakcję pracę, nie oznacza to, że wszyscy muszą im się kłaniać i tytułować. Osoby z niższych klas też często wkładają wiele lat w doskonalenie umiejętności. Nie jestem skrajnym lewakiem, nie domagam się używania towarzyszu, czy też liberalnej formy bezpośredniej. Pan pani wystarczy i nie ma się o co oburzać.
    • Gość: antytularyzm Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 03:23
      "Student na kierunek bardzo często trafia przez przypadek, bo takie przedmioty zdawał na maturze. A ja uważam, że studiowanie powinno być dla wybranych."
      A niby czemu? Społeczeństwa się zmieniają, studia nie są obecnie wyznacznikiem bycia elity intelektualnej - to kolejny etap w życiu wielu ludzi aby potem mieć w miarę przyzwoitą pracę, a nie aby zostać intelektualistą, akademikiem, wykładowcą. Społeczeństwo na tym korzysta, mimo wszystko nawet miernoty po skończeniu wyższych uczelni są lepiej wykształcone, obyte od miernot po podstawówce. Lepszy ćwierćinteligent od półgłówka.
      • nikodem_73 Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 03.12.12, 03:49
        Proste pytanie - ilu potrzebujemy magistrów?

        Powiedz mi co jest celem wyższego wykształcenia? Hydraulik z magistrem z antropologii? Rzeźnik z doktoratem z sinologii? No to polecam opowiadanie Janusza Zajdla "Dokąd jedzie ten tramwaj".

        Wykształcenie nie jest wartością samą w sobie. "Darmowa edukacja" ma służyć temu, że wykształcony w określonym kierunku człowiek wykorzysta zdobytą wiedzę aby lepiej służyć innym. To jest cel.

        Kształcenie ludzi w sytuacji gdy ich wiedza później nie jest wykorzystywana jest zwykłym marnotrawieniem pieniędzy.

        PS. Jakiś czas temu zrobiłem sobie doktorat z dziedziny, która nijak się ma do mojej pracy zawodowej - a co - naciągnąłem system na zasponsorowanie swojego hobby. No bezczelnie uznałem, że skoro tyle płacę podatków to przeprowadzę sobie przewód. A co.
        • Gość: b Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 18:54
          Oj już nie przeszkadzajmy z tym służeniem innym. Edukacja służy zarówno społeczeństwu jak i konkretnej jednostce. Moim celem edukacji były moje egoistyczne cele, lepsza praca, wygodniejsze życie, a pomoc innym to skutek uboczny który daje mi satysfakcje, innymi słowy sprawia mi przyjemność i poczucie użyteczności. Są lekarze z powołania, pomagający innym ale nawet wśród nich wielu wykonuje ten zawód dla własnych korzyści, dla pieniędzy, prestiżu. Egoizm nie jest zły, o ile nie jest skrajnie samolubny, wiem to brzmi jak oksymoron, ale da się to pogodzić, można robić wiele rzeczy dla swoich korzyści dla własnej satysfakcji a jednoczesne unikać działań które szkodzą innym. Korzyści dla społeczeństwa są często skutkiem ubocznym zadowolenia własnych aspiracji, ambicji. Jedne naukowiec może pracować nad rozwiązaniem jakiegoś problemu aby pomóc innym, inni robi to tylko z pobudek osobistych, zaspokojenia ciekawości, rozwiązania problemu dla własnej satysfakcji, zdobycia pozycji zawodowej. A społeczeństwo korzysta bez względu na pobudki.
    • chomskybornagain1 Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... 03.12.12, 03:36
      "Ja już teraz robię zdjęcia ze swoich zajęć, żeby potem nie było, że czegoś nie mówiłem." Hm, zdjęcia dźwiękowe.
    • sselrats No przeciez to Polska, o co chodzi? 03.12.12, 03:45
      ...
    • prof-antoni bezmyslne nasladowanie amerykanskich wzrocow; 03.12.12, 04:13
      W usa elita ksztalci ci w tzw Ivy League,
      a reszta w
      wiekszosci konczy jakies studia - na poziomie naszych prywatnych
      • jasiekiera Re: bezmyslne nasladowanie amerykanskich wzrocow; 03.12.12, 06:45
        I znowu kros inny winny, teraz "amerykanskie wzory". A na swoich sie wzorach sie opierac nie laska?
    • Gość: gosc Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.lsanca.fios.verizon.net 03.12.12, 04:30
      No wlasnie 300 komentarzy , kazdy sie broni i mowi to nie ja to oni< skad my to znamy?. Czy ktos powiedzial "akceptuje to ze jestes mna rozczarowany(a)." Okolo 99% ludzi tego nie mowi tylko charakteryzuje innych "a bo profesorowie sa do niczego , a nie potrafia uczyc dobrze , a to nudza, a to uwazaja sie za panow, lepszych, nie programow, oderwane wszystko od przemyslu potrzeb gospodarki itp itd. I wiecie co to jest "EGO", kazdy z was ma to wielkie "EGO" i mowi ja wiem lepiej, ja sie znam na tym , co ty mozesz mi mowic? co ty mozesz o tym wiedziec? jestes gowniarzem dla mnie,
      Druga strona medalu : profesor tez rodzic, takie zachowanie jak dzieci chowanie, czyli przyganial kociol garnkowi. 15 scie razy zaliczac przedmiot?Jezeli takie sa regulaminy to trudno wymagac wiekszej motywacji. Jezeli kazdy magister ma zarobic 1200 zl to rowniez trudno zrozumiec motywacje . Jednak nalezy powiedziec tak: Zalozmy ze na studia chce pojsc w roku 300 tys mlodych ludzi , przyjmiemy tylko 20 tys, egzamin wstepny, jedno podejscie do egzamniu, ot taki regulamin reszta niech uczy sie zawodu spawacza, elektryka itp. Albo przyjmiemy jeszcze 20 tys dodatkowo ale musza zaplacic 100 tys zl za nauke rocznie a my stworzymy im drugi Harvard. co wy na to? Kazdy udaje w tym kraju kogos kim nie jest,udaje ze cos robi a tak naprawde drepcze w miejscu
    • prof-antoni to oni sa winni 03.12.12, 04:55
      Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, iż będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i odmawiania wykonywania rozkazów?
      Autor: Przemysław Gosiewski
      Opis: fragment zapytania poselskiego nr 2496 z 23 września 2008 roku.
      Czy rząd zamierza tolerować tego typu elementy rozprężenia [tak w oryginale] oraz nieprzystojące żołnierzom zawodowym tchórzostwo w obecności Głowy Państwa?
      Autor: Karol Karski
      • jasiekiera Re: to oni sa winni 03.12.12, 06:48

        Jasne, ze oni. Zawsze sa winni jacys ONI. MY? My oczywiscie jestesmy wspaniali.:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja