Szpecąca reklama zniknęła z centrum Gdańska

IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.12, 21:04
" i najważniejsze, że właściciel już nie myśli, że wolno mu wszystko"
ha, czyli nie chodziło o żaden mur, ale zwyczajna ludzka zawiść ;) Najważniejsze, żeby komuś przeszkodzić. Chociaż wg mnie właściciel lokalu zrobił dokładnie to co chciał. Czyli narobił dużo szumu wokół swojego lokalu za małą kasę. Masa ludzi się o tym lokalu z tej niby 'nagonki' dowiedziała.
    • Gość: Hirohito Szpecąca reklama zniknęła z centrum Gdańska IP: *.eia.pl 14.12.12, 22:06
      Przecież to i tak Poseł Borowczak jednoosobowo załatwił, hihihiihiihi
    • Gość: gosc Raczej miasto się nie popisało...! IP: *.dynamic.chello.pl 15.12.12, 13:43
      "Zdaniem Macieja Lisickiego, zastępcy prezydenta Gdańska, ta sprawa będzie jednak ostrzeżeniem dla innych przedsiębiorców. - To przestroga dla tych, którym przeszłaby przez głowę myśl o wywieszeniu reklamy bez odpowiedniego pozwolenia" - to pobożne życzenie Lisickiego, bo patrząc na podejście miasta do łamania prawa, to poiwem raczej, że ono tylko zachceca do kolejnych samowoli.

      Bo co my tu mamy? Marcin Tymiński, rzecznik Konserwatora Zabytków, tłumaczy - Istnieje więc konieczność uzgadniania wszelkiego rodzaju prac przeprowadzanych na tym terenie z pomorskim wojewódzkim konserwatorem zabytków. Niezależnie od tego, czy chodzi o wzmocnienie konstrukcji, czy umieszczenie reklamy. W tym przypadku nic takiego nie miało miejsca. To jest kompletna samowola. - czyli mamy przepis, który został złamany, mamay samowolę, i mamy kary, kótre trzeba nałożyć.

      A co robi miasto? - Rozmawia z właścicielem i przekonuje go, żeby zdjął reklamę. "Możemy więc powiedzieć, że ten sukces to wynik działań formalnych połączonych z perswazyjnymi rozmowami." Hm, działania formalne, czyli wycieczka urzędników, do właścicela klubu, a "persfazyjne rozmowy", to wystosownana przez nich prośba, żeby właściciel raczył zdjąć reklamę.

      To niby dlaczego ma to być przestrogą dla innych? Przecież zamiast wniosków, zezwoleń, opłat, lepiej zrobić samowolkę, i poczekać kiedy urzednicy przyjdą i ładnie poproszą, zeby zdjął, czy poprawił. Zawsze istnieje szansa, że nikt sie nie przyczepi, bo urz.ędnicy znajdą sobie inny problem do "formalnego załatwianma i presfazyjnych rozmów".

      O przestodze dla innych, moglibyśmy mówić tylko wtedy, gdyby urzad na taką samowolę zareagowął wysoką karą pieniężną, i dopilnował natychmaistowej wykonalności. Rozmowy, to sobie zostawćie, kochani urzędnicy, do kielicha.
Pełna wersja