Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pytać...

IP: 195.82.180.* 24.02.13, 09:39
Ja bym do tego dodał jeszcze piętnowanie oszustwa już od najmłodszych lat.

Przecież to chore, że popularne "ściąganie" nie niesie za sobą ŻADNYCH konsekwencji (no może oprócz konieczności "poprawienia klasówki"). W polskich szkołach panuje ciche przyzwolenie kopiowania nie swoich prac, więc trudno się spodziewać tego, że studenci również próbują oszukiwać.

Prosta recepta, nie wymagająca jakichś dużych zmian - pierwsze przyłapanie, wizyta rodziców u dyrektora i obniżenie oceny z zachowania, drugie przyłapanie i wylotka ze szkoły.
    • Gość: smerf Re: Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pyt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.13, 10:51
      zgadzam się z Tobą. Tylko, że to nie jest takie proste, bo panuje ogólne przyzwolenie na oszukiwanie i cwaniakowanie: ściągnął, dostał dobrą ocenę bez straty czasu na naukę - to jest gość. A ten, co się nauczył? frajer. fajnie, że się nauczył, bo od kogoś trzeba było ściągnąć, ale frajer. W ogóle mam wrażenie, że zbyt często uczciwi postrzegani są jako frajerzy. Więc kto ma tych uczniów karać za ściąganie czy inne oszukiwanie, skoro panuje na nie powszechne przyzwolenie
      • graphen Rzeczpospolita Cwaniaków 24.02.13, 11:12
        -> smerf
        W Polsce w mojej opinii ścierają się dwie kultury: jedna oparta na pochwale cwaniactwa i druga podkreślająca wartość pracy. Nie wiem, czy pochodzi to w prostej linii jeszcze od podziałów feudalnych na szlachtę i chłopów. Na pewno, nasi decydenci - w tym politycy, nauczyciele, kadra uczelni - powinni wspierać te drugą cechę. Może powinni, ale część z nich wypłynęła dzięki właśnie cwaniactwu a nie pracy.
    • graphen Trzeba studentów pytać z pracy 24.02.13, 11:01
      Popieram wniosek autorki, by pytać studenta dogłębnie z pracy. Do tego trzeba mieć jednak członków komisji kompetentnych z danego tematu lub przynajmniej takich, którzy zadali sobie trud jej przejrzenia przed obroną. Pani spostrzeżenia dotyczące kadry mówią, że na taki wysiłek intelektualny większości nie stać lub nie zrobi tego z lenistwa. To cecha naszych uczelni, że fatalną dydaktykę i powierzchowne egzaminy łatwo ukryć, bo odpowiada to większości zainteresowanych: studentów i wykładowców.
      • galois Re: Trzeba studentów pytać z pracy 24.02.13, 21:54
        To mógłby być problem. Promotorzy mają często tak dużo magistrantów, że sami nie mają pojęcia o tematyce pracy. Z recenzentami bywa jeszcze gorzej.
      • tomek854 Re: Trzeba studentów pytać z pracy 24.02.13, 22:28
        graphen napisał:

        > Popieram wniosek autorki, by pytać studenta dogłębnie z pracy. Do tego trzeba m
        > ieć jednak członków komisji kompetentnych z danego tematu lub przynajmniej taki
        > ch, którzy zadali sobie trud jej przejrzenia przed obroną. Pani spostrzeżenia d
        > otyczące kadry mówią, że na taki wysiłek intelektualny większości nie stać lub
        > nie zrobi tego z lenistwa. To cecha naszych uczelni, że fatalną dydaktykę i pow
        > ierzchowne egzaminy łatwo ukryć, bo odpowiada to większości zainteresowanych: s
        > tudentów i wykładowców.

        No właśnie. Ale możliwa jest też inna opcja. Ja swój licencjat pisałem w Polsce, patrzono się na mnie krzywo, bo wymyśliłem sobie zrobienie własnego researchu. Na szczęscie miałem fajnego promotora który sprawę postawił jasno: jak chcesz to zrobić porządnie (a nie ankietką w internecie) to Cię wspieram. Jak masz robić byle jak - to rób jak wszyscy.

        I tu jest własnie problem: w Polsce przyjęło się, że jak sie przepisze z dwóch książek to jest plagiat, a jak się sparafrazuje 20 książek to jest magisterka. Nie wiem, co takie prace nowego wnoszą do nauki.

        Teraz studiuję w Wielkiej Brytanii. Tu podejście jest diametralne inne. Tu praca odtwórcza jest niemile widziana, tu student musi coś wnieść do nauki, jakieś oryginalne myśli, badania...

        Pracę piszę z pogranicza nauk społecznych, historii i literatury - zajmuję się tym jak teksty rockowe w polsce lat 80tych opisywały nastroje i codzienne życie ludzi w PRLu. Materiałów na ten temat jest mało, więc większość pracy opiera się na wywiadach z artystami (zarówno tymi z podziemia jak i z pierwszej ligi polskiej piosenki) i innymi ludźmi którzy mogą wnieść cos ciekawego do tematu. Do tego wśród źródeł mam wywiady z artystami dla prasy, analizę listów młodzieży do Świata Młodych, artykuły prasowe tak z epoki jak i współczesne, oraz kilka ogólnych opracowań z historii rocka powstałych na zachodzie.

        Mój promotor dokładnie wie, co robię, bo mam obowiązek regularnie meldować mu o postępach pracy. Co więcej wszystkie moje wywiady muszą być zapisane - muszę mieć poarchiwizowane wszystkie e-maile i nagrane rozmowy telefoniczne i osobiste. Do tego zgody od wszystkich biorących udział. Po złożeniu gotowej pracy na wydział mają oni prawo zażądać ode mnie okazania moich źródeł. Dopiero po ocenieniu pracy mam prawo je zniszczyć, jeśli taka była wola osób z którymi rozmawiałem.

        Tu nie ma miejsca na ghost writera, bo po pierwsze promotor ma dla nas czas i chce mu się (ma nas trzech, a nie czterdziestu), po drugie skoro sam przeprowadzam te wywiady, to siłą rzeczy muszę byc na nich nagrany, po trzecie muszę dostarczyć oficjalne pisma z autografami udzielających mi wywiadów.

        Znacznie bardziej skomplikowane byłoby podrobienie przeprowadzonego przez kogoś innego oryginalnego researchu w taki sposób, żeby było, że to ja go przeprowadzam - już łatwiej by to było samemu zrobić. Jeśli chodzi zaś o pisanie - moje spotkania z promotorem wyglądają tak, ze idziemy do restauracji i siedzimy tam nad stekiem i kawą i rozmawiamy o tym, co piszę przez kilka godzin. Promotor jest zafascynowany tematem, bo choć obraca się w podobnej tematyce, 90% tego, o czym piszę moją pracę jest dla niego nowością. Dlatego trudno byłoby oczekiwać, żeby udało się znaleźć komisję egzaminacyjną która by była w temacie bardziej obeznana niż ja. Nie tędy droga.

        Jak dla mnie problem leży gdzie indziej: nie każdy musi być magistrem. A jesli nawet, nie każdy musi być naukowcem. Po co nam rzesze magistrów, którzy napisali nic niewarte i nikomu na nic nie przydatne prace magisterskie? Powinien być wybór: ogólne egzaminy "magisterskie" dla tych, którzy chcą pracowac w zawodzie, natomiast pisanie prac zostawić jedynie tym, którzy chcą się faktycznie zajmować badaniami naukowymi. Przy czym w tym drugim przypadku prowadzić prawidłowy nadzór nad tymi, którzy obrali tą drogę.

        Moją pracę oddaję za miesiąc (jest juz z grubsza gotowa). Zostanie ona oczywiście oceniona przez mojego promotora, przez innego naukowca z naszego uniwersytetu oraz przez człowieka z zewnątrz zajmującego się podobną tematyką. Egzaminu z pracy nie będzie - bo po co. Przez rok współpracowałem z promotorem, on doskonale wie, że pracę napisałem sam.
    • Gość: pd Po co w ogóle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.13, 13:13
      nakazywać pisanie prac. W krajach zachodniej Europy na wielu uczelniach w ramach pracy magisterskiej wymaga się na przykład wykonania projektu w grupie na żywym organizmie pod nadzorem wykładowcy i fachowca z danej branży. Przykład: otwarcie nowego oddziału firmy, wykonanie projektu, wdrożenie konkretnego działania w firmie, itd. Prosto, praktycznie i faktycznie sprawdza umiejętności absolwenta, a nie zmusza go do pisania tony bzdur nikomu niepotrzebnych.
    • Gość: Iv Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pytać... IP: *.opera-mini.net 24.02.13, 13:54
      Prawdą jest to, że najłatwiej jest "podrobić" prace humanistyczne. Nawet ja, choć studiowałam fizykę i matematykę pewnie mogłabym napisać kilka prac z tematów humanistycznych i nie sprawiłoby mi to zbytnich kłopotów :)

      Niestety mojej pracy magisterskiej humanista nie mógłby napisać, bo to są praktycznie same wzory i obliczenia. Obliczenia, które musiałam sama etapami wykonywać, aby potem można je było sprawdzać z obliczeniami wykonywanymi w tym samym czasie przez mojego promotora. Ja nie mogłam nie wiedzieć co robię i co pisze w swojej pracy ! Tym bardziej, że w żadnej innej pracy nie było takich samych obliczeń. Stąd jest pewność, że praca nie jest plagiatem i jest napisana samodzielnie. Potem jako asystentka mojego byłego promotora uczestniczyłam w procesie pisania prac magisterskich innych studentów i wątek się powtarzał. Oni sami musieli liczyć, więc nikt im pracy nie mógł napisać ! Na dodatek byli pod stałą kontrolą.

      Niestety w pracach humanistycznych jest łatwiej i o plagiat i o "napisaną" przez kogoś innego pracę. Dlatego właśnie obowiązkiem promotorów na takich kierunkach jest ściślejsza kontrola.
      I nie ma żadnego tłumaczenia, że się nie da, że to niewykonalne. Po prostu trzeba włożyć w etap opieki nad magistrantami więcej czasu i uwagi.

      Skoro mój promotor miał czas aby wykonywać równolegle ze mną skomplikowane obliczenia, po to, aby sprawdzać moje, to inni promotorzy też chyba mogą się przyłożyć lepiej do swoich obowiązków. Inaczej stanie się tak, że "fałszywych" magistrów będzie przybywać i będą coraz głośniej bezczelnie biadolić, jak to oni ciężko harowali na swój tytuł, a tu pracy dla nich nie ma i sama na nich nie czeka:) Jeśli ktoś nie nauczył się na studiach, że na wykształcenie i tytuł trzeba ciężko samemu zapracować ( bo przecież ktoś inny za pieniądze może to zrobić), to jaki z tego kogoś będzie później pracownik?

      Jak ktoś posmakował "bumelanactwa", to jest ryzyko, że bumelantem zostanie.
      • big.ot Re: Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pyt 24.02.13, 21:03
        Gość portalu: Iv napisał(a):

        > Prawdą jest to, że najłatwiej jest "podrobić" prace humanistyczne. Nawet ja, c
        > hoć studiowałam fizykę i matematykę pewnie mogłabym napisać kilka prac z temat
        > ów humanistycznych i nie sprawiłoby mi to zbytnich kłopotów :)
        >
        > Niestety mojej pracy magisterskiej humanista nie mógłby napisać, bo to są pra
        > ktycznie same wzory i obliczenia

        Skąd się bierze to buractwo i wywyższanie się studentów kierunków "ścisłych" od "humanistycznych"?a Niedobrze się robi jak to się czyta.

        Studiowałem kierunek "ścisły", właściwie to stricte techniczny i naprawdę nie ma się czym podniecać. Można i całą pracę wypełnić wzorami, ale bez odpowiednich założeń, analizy problemu i wniosków, napisanych poprawną i przejrzystą polszczyzną, a następnie przedstawionych w sposób jasny i logiczny to taką prace można do kibla spuścić. Z resztą tych wzorów też nie odkrywasz, tylko bierzesz ze źródeł, a następnie podstawiasz wartości i wyliczasz niepewności. Podstawić do wzoru to i małpa potrafi -oboje wiemy, że nie to jest istotą prac magisterskich.

        Pokora jest cnotą ludzi inteligentnych, a arogancja głupich.
        • Gość: LM Re: Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pyt IP: *.216.81.33.dyn.user.ono.com 24.02.13, 21:41
          Ja skończyłam socjologię, moja praca magisterka byłaby niemożliwa do napisania przez ghostwritera, ponieważ była to analiza wyników badań. Od pomysłu na padanie, zaprojektowanie, przeprowadzenie wywiadów, ich analizę i opisanie tego w sposób zwięzły i wyczerpujący temat.
          Promotorka kontrolowała cały etap, czyli jak zrobiłam wywiady, zażądała wglądu, po wywiadzie pilotażowym zgłosiła swoje uwagi, co poprawić przy kolejnych. Oczywiście trzeba było także zachować oryginały nagrań na wypadek chęci wglądu komisji egzaminacyjnej. W sumie 7 miesięcy bardzo ścisłej współpracy z promotorem (spotkań raz na jakiś czas ale także uwag dostarczanych w trybie "śledź zmiany").
          Sam egzamin zaś był formalnością: 3 pytania z których miałam podane z czego mam się przygotować (tematyka), wszystkie związane raczej z tematyką pracy i metodologią badań.
    • krysztofiak1963 Re: Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pyt 24.02.13, 14:11
      Zapraszam do lektury rankingu najgorszych szkół wyższych w Polsce
      blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/667041,uniwersytety-polskie-naga-smutna-prawda-ii.html
      Na liście najgorszych szkół wyższych znajdują się takie szkoły, które poprawiły w sposób znaczący swoją pozycję w rankingu światowym. Pokazuje to, że w ciągu ostatniego semestru administratorzy tych szkół podjęli trud poprawienia ich wizerunku akademickiego w sieci. Trud ten nie przyniósł wymiernych korzyści. Szkoły te nadal tkwią w „ściemnianej akademickiej otchłani”.
      Tekst powyżej jest bardzo rozsądny; przyczyny ściemy są zawsze takie same - niski poziom pseudo-naukowców; szczególnie w dyscyplinach humanistycznych; w matematyce jest inaczej - tam poziom jest pilnowany; w matematyce (tzn. w podstawach - m.in. w Banachu jestesmy 10 potega na świecie). A tak poza tym - nalezy pogratulować autorce ciekawego tematu; bardzo filozoficznego. Zajmowanie się Banachem rozszerza nasze horyzonty w spojrzeniu na istotę poznania matematycznego; a więc tym samym istoty człowieczeństwa.
    • Gość: Iv Poziom nauczania IP: *.opera-mini.net 24.02.13, 14:28
      Co do obniżającego się poziomu nauczania akademickiego, to tak się składa, że uczyłam kilka lat na uniwersytecie... na początku było jeszcze znośnie, studenci wprawdzie lubili leniuchować, ale byli i zdolni i mieli dostateczną wiedzę, więc wystarczyło trochę przycisnąć, a dawało się z nimi (z przyjemnością) pracować. Lubiłam tych zdolnych "leniuchów", bo wiedziałam, że koniec końców będą z nich "wartościowe jednostki społeczne" :)
      Z czasem jednak zaczęło się dziać coś niedobrego, na studia przychodzili ludzie o coraz mniejszej wiedzy, nawet nie żeby mało zdolni, czy głupi, ale po prostu potwornie niedouczeni !
      Doszło do tego, że na wyrównawczych zajęciach z matematyki i fizyki ( na pierwszym roku) byłam zmuszona przerabiać dodawanie ułamków!!!!

      Nie wiem skąd tak niski poziom nauczania w szkołach średnich, czy to wina programu nauczania, czy złych i niedouczonych nauczycieli ? A może to wina tych nauczycieli, którzy zapłacili za swoje prace magisterskie?

      • Gość: xyz błędne koło IP: 195.82.180.* 24.02.13, 23:05
        Ależ nie ma się co dziwić, że poziom od podstawówki, aż po szkołę średnią leci na łeb i szyję.

        Z racji niżu demograficznego mamy nadmiar nauczycieli, a klasy nadal są przepełnione. Zlikwidowano tzw. "zajęcia wyrównawcze". Nie ma tzw. fakultetów dla osób zdających konkretny przedmiot na maturze. Program z czterech lat trzeba -na wielu przedmiotach- przerabiać w trzy lata.

        Ale to tylko jedna strona medalu. Winne są same uczelnie, które zaniżają progi przyjęć, a później nie weryfikują rzetelnie wiedzy w czasie egzaminów. W czasie studiów myślałem o tym, że mantra studentów "przecież nie mogą oblać całego roku" jest tylko legendą, a teraz -gdy paru znajomych postanowiło brnąć dalej w to szambo- okazuje się, że rzeczywiście są naciski, od prowadzących przedmioty, kierowników jednostek i dziekanów.

        Wynika to z wadliwego systemu finansowania, który uzależnia finansowanie od poroża studenckiego, a nie jakości wykonywanej pracy (tak i naukowej jak i dydaktycznej). Ale tutaj nawet nie łudzę się, że coś się zmieni bo wtedy trzeba by zamknąć kilka uniwersytetów/politechnik, kilkanaście wydziałów, kilkadziesiąt katedr i pewnie kilkaset instytutów. Sitwa akademicka nigdy nie przystanie na to, żeby oczyścić się ze zbędnych jednostek.

        Znacznie łatwiej jest przerzucać odpowiedzialność na szkoły średnie, te przerzucają winę na MEN, Ministerstwo udaje, że coś reformuje, ale nic to nie daje bo system na uczelniach jest ten sam więc koło się zamyka.
    • Gość: Piotrrr Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pytać... IP: *.dynamic.chello.pl 24.02.13, 17:24
      Czy Szanowna Autorka listu wie jak liczy się dydaktykę za magistranta? (cytując: "Jedynym rozwiązaniem jest stały, bezpośredni kontakt ze studentem, czyli to, za co płacą promotorowi..."). Otóż zmartwię Panią Szanowną. Na prowadzenie magistranta otrzymuję... 15 godzin. Jako, że pracuję w dziedzinie "biochemia" wszelkie odczynniki, czas sprzętowy, materiał biologiczny itp. itd. muszę zorganizować... SAM (sic!). Tj. muszę kombinować np. pieniądze ze środków grantowych na wykształcenie magistranta ponieważ Dyrektor Administracyjny rządzący środkami na dydaktykę może obiecać mi jakieś tam pieniądze (podkreślam: nie dla mnie tylko na materiały do pracy, której w tych naukach za darmo się nie zrobi) np. za trzy miesiące a jako że nie mogę większości rzeczy kupić ot tak, wypisując zamówienie sprawa przeciąga się o kolejne miesiące (przynajmniej jeśli ktoś nie wie jak sobie radzić). Zgodnie z wymysłem administracji (ponieważ przepisy sobie a administracja sobie) prawie każda rzecz podlega przetargowi. Często trwa to kolejne długie miesiące. I tak w koło Macieju.
      Powracając do zasadniczego wątku. Czy ktoś z Szanownych Komentatorów wyobraża sobie nauczenie delikwenta warsztatu pracy biochemika, wykonanie pracy eksperymentalnej (lub nadzorowanie jej) na przyzwoitym poziomie, opracowanie wyników (i ew. publikację), napisanie pracy magisterskiej i opanowanie teorii w 15 GODZIN??? Szczęśliwie często naginam przepisy, żeby nie wstydzić się potem za magistranta na rynku pracy wielokrotnie przekraczając czas nauczania, za który mi płacą.
    • Gość: Gość portalu Re: Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pyt IP: *.dynamic.chello.pl 24.02.13, 21:42
      Proszę administratora o usunięcie tej (nawet nie krypto) reklamy.
    • Gość: madzialena Magisterka za pieniądze. Trzeba studentów pytać... IP: *.master.pl 24.02.13, 22:41
      Sama pisałam swoją magisterkę, nota bene o twórczości Sapkowskiego, w roku 1994 :), czyli wszystko musiałam zanalizować i napisać sama, bo materiałów nie było po prostu żadnych. Były tylko 2 tomy opowidań, trochę jego felietonów, a o panu S. słyszeli wtedy jeszcze tylko zaciekli fani fantastyki.
      A pytania do magisterki były po prostu kosmosem... np. takie o poezję okresu odwilży po śmierci Stalina :P, bo to tez przecież literatura współczesna... :)))) generalnie -wolne żarty..
      a dziś, jak widzę, nadal te same bzdury...

      co do twierdzenia, że każdy może napisać magisterkę z kierunków humanistycznych, to nie zasługuje ono nawet na wyśmianie. powiem tylko jeszcze, ze jako humanistka poprawiałam naprawdę sporo prac licencjackich i magisterskich moim znajomym i kolegom (za kawę i Bóg zapłać :)) i mało która była napisana wystarczająco znośnym językiem, zaś ścisłowcy sadzili błąd na błędzie.. :)
    • lurk3r żeby pytać należy temat znać 25.02.13, 01:03
      z perspektywy czasu żałuję że o rok przedłużyłem studia żeby pogodzić pisanie pracy magisterskiej z pracą w zawodzie. Obrona trwała może 10 minut - pytań nie było, a jeśli były to nie w temacie bo się nikt na tym nie znał. Promotor pracuje na 2-3 uczelniach i nie ma czasu/ochoty na czytanie prac. Prace sam napisałem, a poprawki jakie musiałem nanieść dotyczyły raczej formy a nie treści. Generalnie 2 lata pracy na pełnym etacie zamiast tytułu mgr byłyby dla mnie korzystniejsze tym bardziej że inżyniera tytuł miałem.
      Może podobnie jak u lekarzy wprowadzić ograniczenia na ilość studentów/uczelni jakich może nauczać jak u lekarzy etatów i dyżurów. Jakość kosztem ilości.
    • fukolt Centralne twierdz. graniczne w przestrz. Banacha 25.02.13, 09:30
      To tu Cię chyba cytowali ?
      Kuelbs, J. Zinn: Another view of the CLT in Banach spaces J. Theor. Probab. 2008
Inne wątki na temat:
Pełna wersja