Gość: og77
IP: *.holicon.pl
09.07.13, 12:06
Czy zawsze teatr coś musi mowić. Czasami ważna jest sama gra aktorów. Może o to chodziło Warlikowskiemu. Jak sami aktorzy mówili w pierwszej części wykorzystał burzliwe dzieje związku Magdaleny Cieleckiej i Andrzeja Chyry. MOże po to aby coś u nich 'przemielić". Natomiast jesli chodzi o ten performance to uważam, że był zbyt długi i niezbyt wielki. Ale czasami reżyser musi także zrobić coś dla samego siebie. Akurat na premierze siedziałem obok Krzysztofa Warlikowskiego i widziałem jak intensywnie reagował na każdą nutę muzyki towarzyszącej tej części spektaklu.