Dodaj do ulubionych

Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola

IP: *.chello.pl 14.05.05, 17:30
Leczenie zwierzat domowych to horror. Lecza choroby nie istniejące, zadaja
leki bez potrzeby, podejscie do tych ukochanych maja jak rzeżnicy. Kasa i
tylko kasa. W przychodni na ul.Kartuskiej w Gdańsku tak mi leczyli 10-cio
letniego dalmatyńczyka, że zdechł bez diagnozy. Pewnie inny skład w tej samej
lecznicy tak przyjażnie i ciepło pobierał krew do badania, ,że suka sznaucera
sredniego padła na zawał na stole szklanym ze stresu. Takie przyjazne
warunki.. Pare dni temu w Oliwie ( ul Kaprów) szczepiłem dwa psy p-ko
wściekliżnie. I wszczepiono im tzw czipy. Dwie panie zachowywały sie jakby
nie wiedziały o co chodzi. Wypisanie dwóch papierków to był duZy problem. A
zwierzęta to jakby przypadek nie wiadomo po co. Wszczepiono czipy ale
posiadany czytnik nie działał. I to jest podejście do zwierzat weterynarzy.
Zwierze to tylko forsa. Kto tych rzeżników kontroluje. Przeciętny posiadacz
psa czy kota idzie do takiego cwaniola jak do wyroczni. A ten : brak witamin i
50 żł. kąpać co dwa dni i 50 zł, co 5 dni do konrtolii 50 zł za wizyttę.Tak
zdemoralizoweanych ludzi chyba poza politykami i ginekologami nie ma
Obserwuj wątek
    • Gość: Remek Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.chello.pl 14.05.05, 18:20
      No i co? Nikt w Trójmieście nie ma takiego wrażenia.? Ze najgłópszy weterynarz
      okrada go? W chorobach tzw.ludzkich, kazdy ma tzw autoryttety, leki lekarzy itd.
      W zwierzecych, za podanie witaminy, prócz jej ceny 50 zł za wizytę. Potrzebne
      czy nie 50 zet.I do kontroli ci kilka dni po 50 zet. To pies albo kot. A
      inne?Najpazerniesza grupa zawodowa poza ginekologami
              • Gość: mania Re: jedno wielkie złodziejstwo ?!! IP: 212.244.198.* 27.05.05, 10:26
                A może ma ktoś dobrego wet. Zamiast tylko narzekać, należy podać do publicznej
                wiadomości listę wet. których należy omijać z daleka. Oraz reklamować tych,
                których warto. Kiedy stajesz przed problemem szybkiej pomocy dla swojego pupila
                zapominasz, gdzie nie należy szukać pomocy. Z weterynarzami trudna sprawa.
                Zwierzaki nie mają ochrony praw konsumenta, a źle zdiagnozowane odchodzą od
                nas. Najczęściej są utylizowane (za duże pieniądze)i znika dowód rzeczowy. Nie
                słyszałam przypadku wniesienia sprawy do sądu na źle leczącego wet. ani
                pozbawienia praw wykonywania zawodu. Zwierzak nie ma głosu, więc bronić się nie
                będzie.
              • Gość: cytrusowa Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.h.pppool.de 15.05.05, 10:02
                co do gabinetu na hallera to bym uważala. Mieszkam w pobliżu, zdarzylo mi sie z
                moim psem do nich chodzic, ale na samym początku - jak pies byl szczeniakiem i
                pare razy pozniej - byle blahe pytanie - trzeba bylo placic za to.
                poza tym nie potrafili zdiagnozowac horoby mojego psa (nowotwor lagodny
                tarczycy), tylko wciaz cos wymyslali i brali kase.
                zdecydowanie ja odradzam
                inni wpakowali kupe kasy za leczenie psow - kolega chodzil tam ze swoim
                pieknym, dosc mlodym dobermanem - ktorys z "fachowców" doprowadzil psa do
                zejscia:-(, ale wczesniej kupe kasy zainkasowal za rozne "kuracje"
              • Gość: ANETA Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.05, 10:18
                Zgadzam sie co do wetwrynarza na Kartuskiej. niestety musiałam tam jeździc z
                kotem.Obsługa była raczej niemiła, brak poprawy zdrowia kota. W końcu z
                polecenia trafiłam na Hallera i Weterynarz miał ludzkie podejście. Nie traktował
                kota jak rzecz,dokładnie przepadał,zrobił USG i nie wziąl astronomicznej
                zapłaty. Był bardzo miły, czego nie doswiadczyłam na Kartuskiej choć byłam chyba
                u wszystkich tam pracujacych Wetwrynarzy. Kot powrócił do zdrowia, jest radosny
                pełen życia
              • Gość: aneczka Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.gdansk.agora.pl 20.05.05, 15:08
                a mojego psa wlasnie ci panowie tak leczyli na prostate ze wyladowal w szpitalu
                z wodniakiem na nerce.
                Leczylam go na cysty na nerkach (USG co tydzien), prostaty nie kazal operowac
                bo to nic nie da...
                Po pol rocznym leczeniu pies padl i dostal ataku padaczki. Pojechalam do
                Krzemisnkiego a na USG wyszedl wielki wodniak. Efekt? Nerka usunieta, na
                padaczke jest leczony no i 1000 zl poszlo.
                Jak Gorka&Kamisnki nie zawuazyli tak wielkiego wodniaka? Tego juz nie wiem bo
                tam nie chodze, mimo ze gabinet mam pod nosem.
                Szkoda ze pies nie powie co go boli...
                • cytrusowa Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola 20.05.05, 15:18
                  no i chcialam, by tu sie pojawialy negatywne opinie o drach z Hallera, nie
                  ukrywam tego. a to dlatego, ze na początku chodzilam tam z moim psem, ale nie
                  potrafili zdiagnozowac u psa powaznego schorzenia - guz na tarczycy. tylko
                  biorą kasę.
                  a wiem tez, ze wielu ludzi placi ciezkie pieniądze za ich niewiedze i
                  wyimaginowane choroby pieskow.
                  trafilam przez przypadek do jedynego specjalisty od nowotworów - facet
                  zakrecony jak papierek w kontaktach miedzyludzkich, ale jesli chodzi o
                  zwierzeta, to bezapelacyjnie doskonaly.
            • gregor_1976 Panowie Cz. 15.05.05, 13:23
              Gość portalu: Remek napisał(a):

              > Batorego, byłem zapłacilem 50 zł razy dwa i tyle efektu. tj. - 100 zl. A pies
              > nadal ma problem bez zdiagnozowania. Nota bene, nazwisko lekarza wet
              > koresponduje z umiejętnosciami.

              No widzisz, a ja leczylem swojego psa u obu panow na Batorego przez 14 lat i
              naprawde wydobywali go z najgorszych opresji. Kiedy byl juz w wieku srednim
              zaczely sie problemy z kregoslupem (jamnik) - przywozilismy go obolalego na
              rekach, a niemalze wychodzil o wlasnych silach. Zdarzalo sie, ze za drobne
              rzeczy (obciecie pazurow, z moim psem proste to nie bylo) nie musialem placic
              wcale, bywalo, ze nie brali nawet za wizyte, jesli nic nie trzeba bylo robic. A
              co do wyciagania kasy - kiedy psiak byl malutki zaczelismy go szczepic na
              Matejki we Wrzeszczu - tej lekarki juz tam chyba nie ma. Szprycowala go czym
              tylko sie dalo, wreszcie wkurzeni poszlismy na Batorego i tam uslyszelismy ze
              wiekszosc z tych rzeczy jest niepotrzebna... No ale ludzie sie zmieniaja, moze
              panowie Cz. faktycznie nie sa juz tak dobrzy jak kiedys? Ja jednak bardzo dobrze
              ich wspominam. Pozdrawiam i powodzenia w szukaniu dobrego weta :)
            • gregor_1976 Jeszcze jedno 15.05.05, 13:27
              Gość portalu: Remek napisał(a):

              > A pies nadal ma problem bez zdiagnozowania.

              Jeszcze jedno mi przyszlo do glowy - czesto jest tak, ze pewne schorzenia sa
              charakterystyczne dla rasy - jamnik+kregoslup to najlepszy przyklad. Moze, jesli
              Twoj psiak jest rasowy, warto skontaktowac sie z jakimis hodowcami i tam
              popytac, ewentualnie poszukac tam namiaru na jakiegos lekarza? Powodzenia.
    • Gość: czubek Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.range217-43.btcentralplus.com 15.05.05, 13:03
      Z moim pierwszym psem bylo podobnie. Kartuska, jakis facet na Niepodleglosci w
      Sopocie, zastrzyki i inne cuda. Okazalo sie, ze pies po prostu stary byl...
      ale co forse wyciagneli to ich.

      Z drugim psem chodzilismy do malej przychodni kolo rynku we Wrzeszczu, teraz
      pan ma gabinet kolo biblioteki (rejon pl. Komorowskiego). Nie wiem jakim
      specem jest ale jak szlam moja suke uspic to byl pelen zrozumienia. Dal mi z
      Niunia tyle czasu ile chcialam zeby sie pozegnac mimo, ze mial klientow w
      poczekalni. Mama sie opiekuje tez bezdomnymi kotami to jej leki dla kociakow
      daje za darmo albo za mala oplata.
        • Gość: ewa Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.05, 10:18
          Mam hodowlę psów.Od 12 lat.Chodzę obecnie od 6 lat do pana z Lelewela(kiedyś
          miał gabinet przy rynku).Jest przynajmniej uczciwy.Nie leczy zwierząt na siłę,
          mówi uczciwie o metodach leczenia, kosztach.Nie wymysla chorób (tu
          góruje "klinika" na Łąkowej).Jak czegos nie wie, to mówi że nie wie i dzwoni do
          kolegów po konsultacje.Wolę to (nie każdy musi byc alfa i omegą)niż leczenie w
          ciemno.Widać że lubi zwierzeta(sam ma sunie ,b.stara ze schroniska,pracował w
          schronisku).Ostatnio w Sopocie (nie wiem gdzie)wzieli od znajomej 180 zł za
          szczepienie i odrobaczenie szczeniaka-skandal.babka podjechała zbyt drogim
          samochodem.Normalnie kosztuje to ok.50 zł.Kartuska -syf.Leczyli kiedyś moją sukę
          (jak sie okazało potem, nieuleczalnie chorą)i tylko brali kase(straszna)a ja
          płaciłam bo chciałam ja ratować.To chamstwo.Nie lepiej na Batorego,Matejki no i
          słynna Łakowa.Od Łąkowej z daleka-tam robią operacje zdrowym psom-wiem, to nie
          plota.Podkładają zdjecia chorych psów, i mamią nieznajcych sie
          właścicieli.Znajoma sprzedała psa z hodowli i ludzie poszli tam, wet stwierdził
          po prześwietleniu u 4 mies.szczeniaka dysplazję i konieczność operacji.Nie
          chciał oddac zdjecia, po awanturze odał, ale zdjęcie starego psa,
          dysplastycznego.Trafiło to do hodowcy i była heca.Dzis pies(bez operacji) jest
          dorosły, zdrowy(po prześwietleniu=ale nie na Łąkowej),jest championem i
          rweproduktorem.
          • Gość: niecia Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 00:25
            moja suczka jest pod opieką weterynarza z ul. Matejki od 8 lat; nie mam żadnych
            zastrzeżeń - a gdyby poszukać to pewno w mojej suce dałoby się znaleźć parę
            niegroźnych i nieuciążliwych dolegliwości, za leczenie których zapłaciłabym bez
            zmrużenia oka... raz do roku szczepię suczkę, pan nie wymyśla niepotrzebynych
            zabiegów a gdy trzeba było ją leczyć to nie było ani wyciągania pieniędzy ani
            wydumanych problemów; na zasugerowaną parę lat temu w związku z ropomaciczem
            konsultację (USG) pojechaliśmy na Kaprów; gdy czytam posty to myślę, że to jest
            tak jak z każdym lekarzem - są pacjenci, którzy zdrowieją a są i tacy, którzy
            umierają...ja na Matejki czuję się bezpiecznie!
              • Gość: niecia Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 23:51
                "To w końcu kto się tam leczy: Ty czy Twój pies?????"
                Cóż, jeśli chodzi Ci o zdanie, że "...czuję się bezpieczna..." to dotyczyło ono
                mnie jako właścicielki psa rodzaju żeńskiego; moja suka zawsze czuje lęk... ale
                to ja ją tam wożę bez pytania jej o zgodę (a może należałoby jej zorganizować
                casting na weterynarza? to jest pomysł, który część z dyskutantów by zadowolił
                zdejmując z nich odpowiedzialność a wybór lekarza należałby do pacejenta -
                czyli zwierzaka!); suka nie chodzi do weterynarza sama... możesz to
                zakwalifikować jako dręczenie zwierzęcia - ale ja naprawdę w ciągu ośmiu lat
                tylko w jednym roku leczyłam sukę z choróbska, pozostałe lata to jednorazowe
                wizyty na szczepieniach; prawda, suka nigdy nie wyglądała na zadowoloną -
                mogłam skrócić jej żywot narażając ją na zachorowanie na wściekliznę lub
                nosówkę ale w swoim egoiźmie postanowiłam jednak, że zrobię wszystko by żyła
                jak najdłużej;
                rzeczywiście, oddając pokłon Twojej czujności językowej, powinnam była napisać,
                że ja jako właścicielka suki wierzę weterynarzowi z ul. Matejki i z tego
                właśnie wynika moje właścicielskie poczucie bezpieczeństwa;
                nie narzekam natomiast na to, że w razie choroby suki będę płacić za leczenie -
                zwierzaki, które są ze mną to moja odpowiedzialność.
                    • Gość: bolton Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola IP: *.sm-rozstaje.pl 22.05.05, 23:19
                      Ja stanowczo nie polecam lecznicy na Kaprow. A szczegolnie dr. Roczniaka. To
                      niedouczony rzeznik. Moja kotke z niewydolnoscia nerek leczyl na zapalenie
                      pecherza. Nawet jej badan krwi nie zrobil. Na Matejki weterynarz nazwal mojego,
                      wyjacego i wyrywajacego sie z bolu przy sciaganiu szwow, kota - histerykiem. O
                      Szpitalu Krzeminskiego slyszalam tyle zlego co dobrego. Ale jesli ktos ma
                      zwierze w ciezkim stanie i nie wie co robic to radze jechac tam. Otwarci sa
                      calodobowo i maja bardzo dobry sprzet. A to w stawianiu trafnych diagnoz w
                      ciezkich przypadkach jest bardzo wazne.
    • dajankowicz Re: Weterynarze, zawód poza wszelka kontrola 10.09.18, 13:09
      Mysle, ze w kazdym zawodzie mozna trafic na kogos zarowno kompetentnego, jak i mniej. Nie ma sensu uogólniać. Zawod lekarza weterynarii jest bardzo trudny, wymaga kilku lat ciezkiej nauki, zdobywania doswiadczenia, ciaglego doksztalcania sie. Wiadomo, ze czesto leczenie zwierzat jest kosztowne, ale mysle, ze dla zdrowia pupila mozna zrobic duzo :)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka