Rok temu.......

09.07.02, 09:51
Czy to było 9-go czy 10 tego??? Piszę o powodzi w Gdańsku??? Ja tu na forum
weszłam szukając informacji o moim mieście. Wtedy redakcja pracowała na forum
pełną parą tak jak kolejni forumowicze udzielając sobie różnych informacji, bo
ludzie znaleźli się w różnych punktach miasta i nie wiedzieli co się dzieje..
I pisali ludzie z całej Polski ze słowami współczucia.....
Ja już tu zostałam:)))))
A może napiszecie co kto robił w tym czasie i gdzie był???
    • petelka Re: Rok temu....... 09.07.02, 09:57
      A wiesz Lucy, że własnie chciałam poruszyć ten temat? Tylko, że zachciało mi się
      pobawić nowym forum i wejść z nowym wątkiem jako z komentarzem do artykułu z
      gdańskiej gazety. Nic z tego nie wyszło.:((( No tak, ale trzeba uzbroić się w
      cierpliwość, bo to jeszcze ciągle okres próbny...
      Tak to było równy rok temu - 9 lipca 2001. Wracałam własnie z New Port, ale udało
      mi sie dojechać tylko do Klinicznej. dalej "płynęłam" na piechotę...
    • petelka Re: Rok temu....... 09.07.02, 10:10
      Minął rok. Nadal 50 rodzin powodzian czeka na mieszkania. Zabezpieczenia
      przeciwpowodziowe? Nie ma na nie pieniędzy. Ale za to mamy tablice pamiątkowe...
      Ciekawe co one tak naprawdę uwieczniają???
      • Gość: ktoś Re: Rok temu....... IP: *.funky-nation.ht.pl 09.07.02, 13:18
        Uwieczniają głupotę pewnych osób ;)
        • belissarius Re: Rok temu....... 10.07.02, 07:08
          Pamiętam tamten dzień. Po raz pierwszy chyba od 1980 roku (może się mylę, ale chyba nie bardzo) w
          amerykańskiej telewizji pokazano nasze miasto i te wodospady lejące się na torowisko koło dworca. To
          była tragedia! Oby się nie powtórzyła, ale klimat się zmienia, nadchodzi czas wielkich kataklizmów z winy
          człowieka. Mnie najbardziej boli to, że złe atakuje nasz kraj w czasie, gdy każda złotówka jest potrzebna.
          To jakaś straszna niesprawiedliwość... A może kara za... Za co?
    • zoppoter Re: Rok temu....... 10.07.02, 09:31
      Byłem na kilkutygodniowej praktyce zawodowej ponad tysiąc kilometrów od domu. Przestraszyłem się
      o swoich, bo wiesci miałem dość szczątkowe, nie wiedziałem, że Sopot uniknął tragedii.
      A potem wracałem pociągiem od strony Tczewa i widziałem Orunię zniszczoną z workami piachu na
      ulicach, zawaloną skarpę i prowizorycznie uprzątnięte tory kolejowe.
      To nie był radosny powrót do mojej "małej ojczyzny".
    • szaszka Re: Rok temu....... 10.07.02, 10:23
      Ha, ha. Ja bralam udzial w splywie samochodowym ulica Kartuska. Żolta, spieniona
      woda rwala cala szerokoscia ulicy. Samochody powoutku w tym pelzly. I wtedy
      dostrzeglam niebezpieczenstwo: woda pozrywala pokrywy studzienek kanalizacyjnych.
      W tych miejscach tworzyly sie lekko dostrzegalne wiry i wybrzuszenia - studzienki
      pluly woda jak studnie artezyjskie. Wyminelam jeden samochod, ktory wlasnie wpadl
      jednym kolem w cos takiego. Juz chyba wiem, co to znaczy chodzic po polu
      minowym... Niestety, gdzies tak w polowie drogi w mojej amfibii nastapilo krotkie
      spiecie. I utknelam na skraju ulicy, slyszac tylko deszcz i ciurkanie wody
      obmywajacej moje autko. Na szczescie jacys mili chlopcy z poswieceniem wypchneli
      mnie z tego spienionego Gangesu i wepchneli na boczna ulice.
      Postanowilam wracac na piechote. Podeszlam do Kartuskiej. Przede mna rozciagala
      sie Huang-Ho. Nic juz nie jezdzilo. Dzika zolta rzeka rwala cala szerokoscia
      ulicy, torow tramwajowych, chodnika.
      Najbardziej rozsmieszylo mnie, ze sygnalizacja swietlna ciagle dzialala:
      czerwone, zolte, zielone... Wygladalo to po prostu absurdalnie.
      Wzdluz calej ulicy staly w roznych konfiguracjach wypchniete z niej samochody.
      Wygladaly jak lawica ryb, wyrzucona na brzeg.
      Nastepnego dnia na Kartuskiej lezaly prawdziwe ryby, porozjezdzane przez
      samochody...
      Szaszka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja