David Gilmour w Przestrzeni Wolności

    • polusia_s Re: David Gilmour w Przestrzeni Wolności 27.08.06, 20:47
      czipsy, coca-cola,ubikacja - to mozna było załatwic wcześniej- w czasie
      koncertu nawet o tym nie pomyślałam- czekałam na kolejny utwór
      do toma - jasne ze sygnowane DG - tak jak cały koncert :)Wszystkim marudom
      krytykującym pierwszą część przypominam to samo :) - utworów Floydów mogło
      wcale na nie być bo Gilmour ma na koncie trzy solowe płyty i spokojnie możnaby
      nimi wypełnić cały koncert.spędziłam w pociągu w sumie 20 godzin i nie załuję
      ani minuty - w Gdańsku było wspaniale!
      • Gość: tom Re: David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: *.softlab.gda.pl 27.08.06, 22:46
        No, to nie marudzę już. Cieszy mnie, że ktoś się cieszy. :)
    • Gość: P David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: *.eia.pl 27.08.06, 21:44
      Było cudnie
    • Gość: poznaniak David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.06, 00:31
      typisch polnisch czyli gdańska kopromitacja

      Pojechaliśmy tam we cztery osoby z Poznania. Ustawiono kilkadziesiąt tysięcy
      ludzi w idiotycznych kolejkach po równie idiotyczne opaski na rękę, których
      zresztą zabrakło. Nikt nie uprzedzał ludzi o tym, że będą musieli w nich
      kwitnąć i w tym celu zjawić się tam muszą kilka godzin wcześniej. Gdy ogłoszono
      że wpuszczają już bez rzeczonych opasek (na kwadrans przed godziną "W"), przed
      bramami dochodziło do tratowania mniej krzepkich fanów. "Ochrona" dokonywała
      przede wszystkim bezprawnego zaboru parasoli i parasolek, które niedbale
      rzucała pod stoczniowy płot bez wydawania jakichkolwiek pokwitowań (informacja
      na biletach zabraniała wnoszenia nie parasoli, lecz aparatów fotograficznych i
      kamer, podczas gdy błyski fleszy rozświetlały publikę przez cały czas trwania
      koncertu). Wybaczę Davidowi niedyspozycję (dopiero pod koniec dało się słyszeć
      brzmienie dla Niego typowe), akustykowi brak profesjonalizmu (muzyka brzmiała
      za cicho), a studentom udającym ochronę strach, jaki wyzierał im z oczu.
      Zapytać jednak muszę, kto za niemałe przecież pieniądze potraktował
      kilkudziesięciotysięczną armię fanów jak złomiarzy, ustawiając ich w debilnych,
      niezapowiedzianych kolejkach i taplając ich w rozmokłej glinie? Do Gdańska,
      gdyby nie fakt iż mam tam rodzinę, nie pojechałbym nigdy więcej! Włodarzom
      miasta polecam moje słowa pod rozwagę, Davidowi G. zaś, którego ubóstwiam,
      który zaś zapewne nie miał pojęcia o sposobie w jaki nas potraktowano, życzę
      dobrego samopoczucia. Niechaj nie psuje mu go fakt dość chłodnego przyjęcia
      przez publiczność. Spowodowane było ono faktem, iż wyjąwszy tzw. VIP-ów była
      ona pod głębokim wrażeniem profesjonalizmu gdańskich organizatorów tego
      wydarzenia i zdołała się z niego otrząsnąć dopiero pod koniec koncertu.
      Producentowi nieszczęsnych opasek wysłałbym pocztówkę z poznańskimi Koziołkami,
      nie wiem jednak do którego z upalnych kurortów udał się aby uczcić ubity
      interes. Obraźliwe powiedzenie "typisch polnisch" od wczoraj wydaje mi się już
      jedynie sarkastyczne. Gdański Neptun nie powinien dźwigać swojego trójzębu.
      Powinien się nim podpierać.

      zawstydzony gdańską porażką

      Poznaniak

      Autor: poznaniak
      lungo@o2.pl 2006-08-28 00:30
      • Gość: Magda Re: David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: 62.29.137.* 28.08.06, 18:22
        Krytykujesz Gdańsk, ale w Poznaniu na Ca Irze wcale nie bylo rewelacyjnie.
        Miejsca stojace byly beznadziejne - prawie nic nie bylo widac, chyba ze byles
        wysoki i stales na palcach (ale i tak wtedy tylko wycinek sceny), a libretto na
        telebimach było za małe i niewyraźne, zeby je można było przeczytac bez
        wytężania wzroku (a i to z miernym skutkiem).
    • Gość: b David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: 216.240.133.* 28.08.06, 01:07
      wspaniale...
    • Gość: Pink Fluid David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.06, 01:47
      Było jak było... i tak jest to niezapomniane przezycie. Jesli chodzi o organizację to nie ma się co dziwic.. wyczytałem przed koncertem gdzieś taki tekst: "Rozpoczął się już montaż sceny, na której wystąpią artyści. Będzie ona miała wysokość 18 metrów. Jak podkreślają organizatorzy do tej pory w Polsce żaden artysta nie występował na tak dużej scenie."
      Chciałem powiedziec, że od killkunastu lat Jurek Owsiak organizuje Przystanek Woodstock, gdzie scena ma 20 m wysokości i zagrały na niej setki zespołów małych i wielkich. Gdyby organizatorzy o tym wiedzieli, może wypozyczyliby tez od WOSP nagłosnienie, które obsługuje Przystanek o mocy 150 tys. wat na jeden kanał. Może byłoby zaje***scie. A tak, było jak było......
    • gtw100 David Gilmour w Przestrzeni Wolności 28.08.06, 09:19
      20 lat temu byłem w Berlinie na tym koncercie. Było nieżle. W Gdańsku po 20
      latach było 20 razy słabiej. Po latach wciąż tęsknimy do przebojów młodości.
      Wszystko przemija.... Fundacja Gdańska robi niezłą kasę na takich imprezach i
      zbiera na kampanię prezia.
      • cze67 Re: David Gilmour w Przestrzeni Wolności 28.08.06, 11:47
        Track lista:

        Breathe/Time/Breathe (reprise)
        Castellorizon
        On An Island
        The Blue
        Red Sky At Nightd
        This Heaven
        Then I Close My Eyes
        Smile
        Take A Breath
        A Pocketful Of Stones
        Where We Start

        Shine on you crazy diamond
        Astronomy Domine
        Wot' s ..Uh The Deal
        Fat Old Sun
        High Hopes
        Echoes

        Wish you were here
        A Great Day for Freedom
        Comfortably Numb
    • queenet moja opinia... 28.08.06, 11:46
      Witam.Również byłam na koncercie Davida, w sektorze A1. bardzo blisko sceny,
      widzialam i słyszałam wszystko doskonale. Obie części koncertu zrobiły na mnie
      wrażenie, chociaż oczywiście druga o wiele większe. Zaśpiewane wraz z
      publicznością "Wish you were here", wysłuchane "Echoes" i "High Hopes" to po
      prostu mistrzostwo świata."On an island" w wersji koncertowej o wiele ciekawsze
      i mocniejsze,niż na płycie. Miałam obok siebie fanów którzy śpiewali wraz ze
      łzami wzruszenia w oczach każdy utwór. Dla marudzących na głos Davida i sposób
      wykonania: czy nie ma on prawa do godnego starzenia się jak każdy z nas? Nikt
      nie jest idealny. Stwierdzenie "nie grali jak 20 lat temu",to już szczyt
      wszystkiego.Nie grają tak nie dla tego,że im sie nie chce, minęło 20 lat a
      pierwotny sklad PF już nie istnieje więc nie można tego porównywać. Niektórzy
      tymczasem piszą,jakby fakt, że artysta się starzeje obrażał ich osobiście. DG
      był,jest i będzie artystą doskonałym, ponadczasowym.Cieszmy się,że w ogóle
      zgodził się przyjechac i wystąpić. Mógł przecież odmówić i tym spobem mogliśmy
      nigdy nie zobaczyć ani jego,ani reszty składu PF poza Watersem z operą Ca Ira w
      Poznaniu,która jak wypadła-wszyscy widzieli w TVP, o ile nie przełączyli po 10
      minutach.A co do efektów wizualnych, nie oczekiwałam takich jak podczas trasy
      PULSE,tym razem miało być to widowisko przede wszystkim muzyczne. Nie
      zapowiadano przecież tego koncertu jako podobnego do JMJ,na tym polu więc
      również nie byłam rozczarowana.

      Teraz kilka minusów wyłącznie organizacyjnych: buractwo ochroniarzy oraz
      zorganizowanie wyjścia po koncercie z sektora A1 było szczytem głupoty -kilka
      tysięcy ludzi przeciskało się wąskimi przejściami, bo nikt nie pomyślał o
      przesunięciu barierek między A1 i A4 czy też A2.I podczas gdy wszyscy już
      wyszli, A1 dzielnie brnął prze krzaki i błoto klnąc pod nosem. Co do
      nagłośnienia,w moim sektorze było ono dobre, ale rozumiem,że ktoś kto kupił
      bilet w sektorze C również miał prawo słyszeć dobrze, zwłaszcza,że
      organizatorzy zapewniali,że ekipa Davida jest wyczulona na sprawy nagłośnienia
      i zapewni europejskie standardy.

      Poza tym:
      1) bramy miały być otwarte od 17, pierwsze osoby weszły jednak dopiero o 18-
      godzina czekania w tłumie, gwizdy i wrzaski narastały z każdą półgodziną.
      2) brak informacji o zakazie wnoszenia składanych parasoli oraz nawet wody
      mineralnej 1L o czym nie było w regulaminie mowy, wydawało mi się,że ochrona
      koncentruje sie na wyłapywaniu tych z wodą i parasolem,gdyby ktoś chciał
      niebezpieczne narzędzia, pewnie ze spokojem by wniósł.
      3) za mało toalet
      4) błoto

      Na następnym koncercie, aby nie obchody nie straciły swojej klasy pod względem
      artystów chiałabym zobaczyć tak jak ronin13 Petera Gabriela albo U2, może Phila
      Collinsa.Jestem naprawdę ciekawa kto wystapi za rok...
      • aga_piet Re: moja opinia... 28.08.06, 12:30
        Nic dodać, nic ująć :)
        No, może z małym wyjątkiem. Za rok chętnie zobaczyłabym AC/DC albo Chemical
        Brothers >:>
      • muka77 Re: moja opinia... 28.08.06, 16:13
        Queenet podpisuje sie pod Twoim postem (w calosci)- organizacja fatalna,
        szczegolnie te polowania na napoje - zenujace i to stanie pod brama bez
        informacji dlaczego opoznione zostalo wpuszczanie na sektory. Bylam w sektorze
        a1 :) bylo cudownie, nie moge uwierzyc jesli chodzi o naglosnienie, ze bylo
        zle, skoro bylam poza stocznia w czasie proby i bylo te probe slychac idealnie.
        W sektorze a1 naglosnienie bylo genialne i profesjonalne, najwyzszej swiatowej
        klasy :). Koncert cudowny, oczywiscie najwazniejszy w moim zyciu :))).
        Pozdrawiam fanow!
        • marpie2 Re: moja opinia... 28.08.06, 18:13
          Zaczęło się wspaniale, "Time" na rozpoczęcie koncertu w takim miejscu i pod takim tytułem dużo obiecywało. "On An Island" w całości było zupełnie niezłe. Gilmour dał pokaz wirtuozerii i w wielu solowych popisach odszedł znacznie od materiału nagranego na płycie. Niestety zbyt mało jej słuchałem przed koncertem żebym mógł wiele więcej powiedzieć, niemniej jednak mimo ogólnie sennego charakteru płyty, popisy gitarowe dawały dużą na dzieję na drugą część koncertu.
          Niestety, niezbyt udany był już początek drugiej części, gdzie zmienione partie wokalnie w "Shine On You Crazy Diamond" były moim zdaniem na gorsze (chociaż ktoś napisał że to specjalnie było tak grobowo zaśpiewane w hołdzie Barretowi, który zmarł niedawno). Następujący potem porywający popis gitarowych pasaży w "Astronomy Domine" był chyba jednym z najlepszych fragmentów koncertu. Po poprawnych "Fat Old Sun" i "High Hopes" przyszedł czas na to, co zapowiadało się jako kulminacja koncertu czyli suita "Echoes". I właściwie od drugiej połowy "Echoes" było już coraz gorzej. Fragment, o którym Tomasz Beksiński mówił kiedyś, że to chwila dla której warto żyć (początek 19 minuty na płycie studyjnej) był zupełnie niesłyszalny (źle wykonany), przez co popsuty został cały efekt suity. Co prawda najmniejsza w tym wina Gilmoura, ponieważ te partie odgrywają głównie klawiszowcy, no ale to on był odpowiedzialny za cały koncert. Kończące występ "Wish You Were Here", "Great Day For Freedom" I "Comfortably Numb" zostały zagrane już bez tej werwy co początkowe utwory. Szczególnie rozczarowałem się ostatnim kawałkiem, gdzie wspaniała i znana mi z innych wykonań solówka (przez Tomasza Beksińskiego w wersji z "Delicate Sond Of Thunder" nazwana wręcz najwybitniejszą solówką gitarową w historii) została zagrana niespecjalnie z polotem i była tylko cieniem partii z "Pulse". Na koniec okazało się, że zespół nie zamierza grać nic więcej niż było zaplanowane i mimo kilkuminutowego klaskania i wywoływania muzycy nie pojawili się na bis.
          Wizualnie oczywiście zabrakło słynnego okrągłego ekranu, no ale to w końcu była wizytówka Pink Floyd a nie Gilmoura. Nie licząc tego mogę powiedzieć że było dosyć poprawnie z niewieloma momentami. Szczególnie oprawa środkowego fragmentu "Echoes" kiedy to dym spowił całą scenę i przebijały się tylko niesamowite światła z tła. Wspaniałe były również stożkowe światła kilkunastu reflektorów zbierające postać Gilmoura lub innych muzyków wykonujących istotne partie utworów.
          Na koniec (last but not least) hołd należy się Dickowi Parry, który dał wspaniały pokaz gry, szczególnie w jednym z utworów (to chyba było "Wish You Were Here"), gdzie grał na dwóch saksofonach, w tym jednym dorównującym mu prawie wielkością. Czapki z głów.
          Z "Przestrzeni Wolności" ostała się tylko jedna krótka zapowiedź Gilmoura, kiedy odniósł się do 26-lecia Solidarności, która "zmieniła świat". I to było wszystko na ten temat.
          Było to prawdopodobnie moje pierwsze i jedyne spotkanie na żywo z muzyką Pink Floyd. Była gęsia skórka kilka razy (najbardziej na początku "Echoes"), ale ostatecznie pewien niedosyt pozostał… Choć z drugiej strony porównania do Pulse czy jeszcze lepiej koncertów sprzed 20 lat są trochę nie na miejscu. Po pierwsze to był Gilmour a nie Pink Floyd, a po drugie facet ma w końcu ponad 60 lat. Nie wszyscy są wiecznie młodzi jak Stonesi (ciekawym jak im wychodzi trasa - mam nadzieję że jednak przyjadą do Polski).
          Sprawy organizacyjne - raczej same minusy
          1. Nagłośnienie - faktycznie było wielokrotnie słychać głosy "Głośniej!" dochodzące z tylnych sektorów. Ja stałem w sektorze A2 (gdzie jest miś???) na wysokości konsolety (czyli około 100m od sceny), więc było poprawnie. Ale faktycznie jak ktoś był pod koniec ostatnich sektorów to nie dość że nic nie widział to jeszcze pewnie nic nie słyszał. Organizatorzy powinni również szanować tych co kupowali najtańsze bilety, zwłaszcza że końcowe sektory były znacznie większe od A i B.
          2. Opaski - pomysł znany z innych koncertów, tylko tragicznie wykonany. No i po co, skoro w końcu z niego zrezygnowano? Ja przyjechałem około 18, więc załapałem się jeszcze na Opaska-gate. W pierwszym namiocie informacyjnym opasek nie było (a na bilecie stało, że w każdym punkcie informacyjym są). Przy stoczni kolejka do Starego Miasta niemalże. Po drugiej wizycie w namiocie dowiedzieliśmy się o jeszcze innych kilku namiotach, gdzie zakłądali te cholerne opaski. Tak że w sumie straciłem prze to jakieś pół godziny. Byłem na kilku innych koncertach i organizatorzy jakoś sobie z tym radzili.
          3. Napoje - sprawa okazała się dla mnie jasna, jak zobaczyłem namioty Coca-Coli, gdzie mała woda kosztowała 6 zł.
          4. WC - na szczęście nie korzystałem, ale faktycznie było za mało.
          5. Komunikacja - ja przyjechałem kolejką i muszę powiedzieć że do transportu zbiorowego nie mam żadnych zastrzeżeń.
          • cze67 Re: moja opinia... 29.08.06, 10:05
            marpie2 napisał:

            > Na koniec (last but not least) hołd należy się Dickowi Parry, który dał
            wspaniały pokaz gry, szczególnie w jednym z utworów (to chyba było "Wish You
            Were Here"), gdzie grał na dwóch saksofonach, w tym jednym dorównującym mu
            prawie wielkością.

            Na dwóch saksofonach zagrał w Shine You Crazy Diamond...
    • Gość: yes Romku!!!!!!!!!! IP: *.axelspringer.pl / 195.205.40.* 28.08.06, 14:40
      Piszę do Romka Daszczyńskiego. Romeczku, a czemu żeś dzisiaj w pięknym
      komentarzu napisał zamiast "High Hopes" "Division Bell"? Czyżby taki wielki fan
      Floydów nie wiedział, że "Division Bell" to tytuł płyty, z którego pochodzi
      "High Hopes"?
      • Gość: Daszcz Re: Romku!!!!!!!!!! IP: *.gdansk.agora.pl 29.08.06, 21:38
        Mea Culpa. Chciałem, żeby każdy kojarzył o który kawałek chodzi - a High Hopes
        kojarzą tylko fani. W sumie wyszło na błąd - bez sensu, więc przepraszam Tych,
        którzy poczuli się urażeni. Co do postów o nagłośnieniu. Chyba rzeczywiście był
        z tym jakiś poważny problem. Ja miałem szczęście trafić do sektora A1, a tam
        brzmiało świetnie. Prawdopodobnie inne sektory miały dużo gorzej. Szkoda, bo
        ten koncert po przerwie był świetny i nie trzeba mi tłumaczyć dlaczego tak
        wiele osób ze szczęścia miało łzy w oczach. Druga rzecz to pewna prawidłowość -
        jak ktoś lubi Watersa, to chętnie dokopuje Gilmourowi. I na odwrót. Dziecinada.
        Oni obaj są wielcy.
        Pozdrowienia dla wszystkich fanów PF.
        • Gość: JA_cek Re: Romku!!!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.06, 13:17
          > Druga rzecz to pewna prawidłowość -
          >
          > jak ktoś lubi Watersa, to chętnie dokopuje Gilmourowi. I na odwrót.
          >Dziecinada.

          Nie zgodzę się. Lubię i Watersa i Gilmoura. Byłem zarówno w Poznaniu na Ca Ira
          (a parę lat temu we Wszawie na koncercie Watersa) no i w Gdańsku. Jestem pod
          ogromnym wrażeniem dorobku artystycznego obu tych Panów.
    • Gość: gosc Re: David Gilmour w Przestrzeni Wolności IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:21
      byle, widzialem, i bardzo sie podobalo qqryq.wrzuta.pl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja