Wehikułem czasu do Unii Europejskiej

19.05.03, 03:09
Kilka myśli z Jasienicy Polska Piastów.

Archeologia wybitnie pomnożyła naszą wiedzę. Wielkie prace
wykopaliskowe odsłoniły tajniki dwóch miast, założonych i w
całości zbudowanych za panowania Miaszka I. Mowa o Gdańsku i
Opolu.

Oba stanęły od jednego zamachu, wzniesione widać w myśl z góry
opracowanego projektu. Oba miasta były całkowicie drewniane,
zabudowane ciasno i zwarcie domami na zrąb. Ulice moszczono
drewnem, dranicami. Nie może ulegać wątpliwości, że je
zamiatano, usuwając śmieci poza obręd grodu. Co pewien czas –
mniej więcej co dwazieścia pięć lat – układano nowe „jezdnie”;
poziom ulicy podwyższał się stopniowo. To samo działo się z
podłogami chat, które również przebudowywano wznosząc nowe na
odziomkach starych, jakby na fundamencie. Tak przez wieki
grubiało złoże bezcennych pamiątek odkopywanych dziś przez
uczonych.

Progi zarówno gdańskich, jak i opolskich domów były szczególnie
wysokie. Bardzo możliwe, że od tego prastarego zwyczaju wyszło
znane w całej Polsce przysłowie.

Najstarszy Gdańsk mieścił się w widłach Raduni i Motławy, nad
którą leżał jego port. Miasto stanęło około roku 980. Opasane
było typowymi dla polskiego budownictwa wałami, wysokimi może na
dziesięć, a szerokimi w podstawie na całych czternaście metrów.
W owalu, o osiach długości stu sześćdziesięciu i dwustu
piętnastu metrów, stać mogło około dwustu pięćdziesięciu domów.
A więc w Gdańsku ówczesnym mieszkało jakichś tysiąc dwustu
pięćdziesięciu ludzi.

Gdańszczanie za Mieszaka nie byli biedakami, skoro posiadali
pieniądze, srebro, jedwab i brokat, równie cenny jak złoto.
Uprawiali rozmaite rzemiosła, wśród nich odlewnictwo
metalikolorowych, oraz handel morski z dalekimi stronami – z
zachidnią Europą, Skandynawią i ruskim Nowogrodem. Najmnije
kupczono z tym krajem, który leżał najbliżej – z ziemiami Prusów.

Mieszkańcy miasta, które od razu po założeniu nazywało się tak
jak dziś (po łacinie brzmiało to: ubs Gyddanyz), ubierali się na
szaro. Zajmowali się rolnictwe i hodowlą, wypływali na połowy
morskie.

Sprawa Gdańska zasługuje na specjalną uwagę. Miasto zbudowano w
tym samym czasie, kiedy Polska opanowała deltę Odry i poddała
swemu zwierzchnictwu Szczecin i Wolin, od dawna potężne i
bogate. I oto u ujścia dalekiej Wisły, rzeki naówczas
granicznej, bo oddzielającej państwo od kraju Prusów, wyrasta
zupełnie nowe osiedle rzemieślnicze i kupieckie, zaopatrzone w
port i obwarowane. Taki stan rzeczy przemiawia wyraźniej od
jakichkolwiek dokumentów pisanych.

Polityczni kierownicy Polski ówczesnej dążyli widocznie do
rozwoju i wyzyskania wszystkich możliwości obszaru państwowego,
który za rządów Mieszka został tak wydatnie powiększony.
Rozumieli konieczność oparcia się o dwie duże rzeki, stanowiącw
naturalne osie ziem polskich. Cenili znaczenie miast, ich wolną
ludność pomnażającą bogactwa kraju. Panowali więc myślą nad
całokształtem zagadnień epoki.

Koniec cytatów.

Interesujące, prawda?
Ciekawe, co z tego zobaczymy w skansenie na Zamczysku.
A niektóre myśli (te o państwie) kieruję do ... wiadomo kogo.
Jak widać od Mieszka można się sporo nauczyć.
    • pumeks Re: Wehikułem czasu do Unii Europejskiej 19.05.03, 11:00
      Tak :)))) Jasienicą się za bardzo nie sugeruj, pewne rzeczy się
      wtedy, na fali entuzjazmu związanego z "powrotem ziem
      piastowskich do macierzy" i z milenium powstania państwa Polan
      pisało bardzo patetycznie. Skomentuję tylko, że według całkiem
      niedawnej publikacji znakomitego fachowca prof. Władysława
      Łosińskiego ("Slavia Antiqua" z roku 2001) umocniony wałami gród
      w rejonie Zamczyska nie mógł powstać przed rokiem 1000, tylko
      raczej gdzieś pod koniec panowania Bolesława Chr. Czyli że urbs
      Gyddanyzc świętego Wojciecha musiałby leżeć w innym miejscu,
      może przy Długim Targu - tam są ślady konstrukcji drewnianych
      odkrytych swego czasu przez A. Zbierskiego, całkiem niedawno
      datowane niepodważalną metodą dendrochronologiczną na rok 932.
      Inna sprawa że od trzydziestu lat nie udało się natrafic na
      dalsze ślady tamtej osady przy Długim Targu... wszystko jeszcze
      jest do znalezienia :)
      • zoppoter Re: Wehikułem czasu do Unii Europejskiej 19.05.03, 11:18
        > Czyli że urbs
        > Gyddanyzc świętego Wojciecha musiałby leżeć w innym miejscu,
        > może przy Długim Targu - tam są ślady konstrukcji drewnianych
        > odkrytych swego czasu przez A. Zbierskiego, całkiem niedawno
        > datowane niepodważalną metodą dendrochronologiczną na rok 932.

        Ano własnie. Rok, czy dwa lata temu czytałem o odkryciach archologiocznych
        swiadczących o istnieniu miasta w początkach X wieku, czyli w czasach, gdy o
        żadnym polskim państwie nie było mowy. Zapewne czytałem własnie to, co Pumeks
        podał powyżej bardziej szczegółowo.

        Co wiecej owo "towrzenie" państwa przez Mieszka, czy przez Bolesława to nic
        innego jak krwawe podboje sąsiednich krain, w tym i Pomorza. Które to Pomorze
        uniezależniało się na powrót od Piastów, gdy tylko ci się z tych stron
        wycofywali.
        • pumeks Re: Wehikułem czasu do Unii Europejskiej 19.05.03, 11:28
          zoppoter napisał:

          > Co wiecej owo "towrzenie" państwa przez Mieszka, czy przez Bolesława to nic
          > innego jak krwawe podboje sąsiednich krain, w tym i Pomorza. Które to Pomorze
          > uniezależniało się na powrót od Piastów, gdy tylko ci się z tych stron
          > wycofywali.

          Tego nikt dokładnie nie wie, choć oczywiście historycy podają rózne hipotezy za
          pewniki. Na pewno wiemy że w marcu 997 r. Gdańsk leżał w zasięgu władzy księcia
          Bolesława (na skraju, jak napisał autor Żywotu). Nie ma żadnych dat, kiedy ta
          część Pomorza odpadła od Polski, ani co się z nią działo potem - to znaczy
          wiadomo że była już na powrót przyłączona w 1138 r., roku smierci Bolesława
          Krzywoustego. Niestety, wiele więcej nie będziemy nigdy wiedzieć.
          • germanus Re: Skasen Zamczysko 19.05.03, 16:27
            Jasienica, jaki jest, każdy wie. Jako i jakie były czasy. O ile dobrze
            pamiętam, zmarł on w roku 1970, a dziełka swoje (przez jednych tak lubiane,
            przez innych odżegnywane od czci i wiary) pisał znacznie wcześniej, więc siłą
            rzeczy mamy teraz wiedzę starszą o 40 lat. Wcale się nie zdziwię, gdy pewnego
            dnia okaże się, że jakaś osada, odpowiednio słowiańska lub typu biskupińskiego
            czyli kultury łużyckiej, jeśli mnie pamięć nie myli, istniała w tym miejscu (w
            przybliżeniu dzisiejszy stary Gdańsk, najlepiej Główne Miasto, ale Wyspa
            Spichrzów też by była ok) ileś tam więcej wieków temu. Tak się właśnie (znaczy
            20 czy coś lat temu) okazało ze Szczecinem, kiedy to cofnięto mu urodziny o
            jakieś dziesięć wieków.

            To był po prostu jakiś opisik Gdańska z tego okresu, który miałem od ręką.
            Przecież nie taki zły, więcej, bardzo prawdopodobny. O ile same skanseny można
            nieraz traktować z dużym przymrużeniem oka (znam takich, co omijają Biskupin
            dużym łukiem, natomiast chętnie wpadają do Wdzydz), to nie da się nie docenić
            ich roli edukacyjnej, o ile są one odpowiednio zorganizowane. Zapytałem:
            ciekawe, co z tego zobaczymy w naszym skansenie? Pytanie jest mocno zaczepne,
            bo o ile znam życie, w skasenie Zamczysko łazić będziemy wytyczonymi
            ścieżynkami, widać będzie niewiele, objaśnienia będą bardzo naukowe, a wszystko
            pod rygorem utraty życia w wypadku oparcia się o gablotkę. Moje dzieci
            zdecydowanie odmawiają wizyt w polskich muzeach po lekcjach, jakie dostały od
            obsługi np. w Wilanowie i na Zamku Królewskim w Wwie. (jakże inaczej jest w
            Wersalu) A ponieważ ten skansen ma być w całości rekonstrukcją, sugerowałbym
            zorganizowanie czegoś na kształt ogródka archeologiczno-historycznego, gdzie
            będzie można dotknąć, sprawdzić, obejrzeć ze wszystkich stron, podagać,
            popytać, rozszerzyć zainteresowania, a potem zjeść (jak kto lubi), napić się,
            odpocząć, by ruszyć w drugą część przygody. Przygody właśnie, a nie sztywnego i
            nudnego łażenia i patrzenia tylko.

            Co zaś do myśli Jasienicy o państwie, władcach i rządzeniu, to czy nie dlatego
            miał takie kłopoty z publikacją swoich (nazwijmy to) esejów historycznych?
Pełna wersja