Gość: grzegorz
IP: *.chello.pl
02.01.08, 17:47
Radio, internet napędzają ludziom strachu a urzędy robią swoje.
Przykład - proszę bardzo. W Październiku z żoną chcieliśmy złożyć
wnioski. W Urzędzie kolejka. Na stronie urzędu zaproszenie do
umawiania się przez telefon lub internet. Mimo wielu prób telefonu
nikt nie odebrał. Zapisaliśmy się (w Październiku) na termin przez
internet. Jaki termin nam wyznaczono - 25 Stycznia 2008!!! Moją
teściową żona zapisała parę dni później przez internet - termin 22
LUTY 2008!!! I co tu jest grane? I jak mamy rozumieć iformacje
powtarzane w mediach z uporem maniaka o ostatecznym terminie do
końca Grudnia 2007? Jak można obsługiwać setki ludzi a przez
internet wyznaczać tak odlegle terminy? 4 - 5 miesięcy na przyjęcie
od nas dokumentów tylko dlatego, że w godzinach pracy urzędu, ale i
naszej też, nie chcemy kwitnąć w bezsensownej kolejce. Przyjazny
Urząd? To chyba jednak o przyjazny dla urzędników chodziło bo ja
osobiście tego nie doświadczam. Wyjeżdzam dużo służbowo ale żeby
oddać papierki muszę stawić się osobiście!!! W Szwecji dowód
przysłano mi pocztą za potwierdzeniem odbioru a było to w 1991 roku,
przed erą internetu. Nasz Urząd jest tak przyjazny interesantom jak
ul Kartuska po przebudowie jest przyjazna rowerzystom - wielkie
brukowane wysepki po środku jezdni, szersze od pasa ruchu ale
ścieżki rowerowej nie ma!!!