molestowanie dzieci w gdyniskich domach dziecka

02.10.08, 21:34
jestem mocno poruszona wiadomoscia o wykorzystywaniu seksualnym
dzieci w gdynskich domach dziecka.chcialabym sie zapytac i rozwiac
pewne plotki co do wiadomosci jakie do mnie docieraly :czy to prawda
ze wladze miasta nic nie wiedzialy bo przeciez finansuja mops i maja
tam swojego przedztawiciela w osobie pana bronka ktory byl
dyrektorem jednego domu w czasie popelnianych czynow.stawia to jego
w bardzo niezrecznej sytuacji bo nie wiedzial co sie dzieje w srod
jego podopiecznych?to co to za dyrektor ciepla posadka dla niego i
dla rodziny?a co z tym pomyslem zeby w tym domu dziecka zrobic
hotel!!panie dla kogo to ma byc hotel dla pedofili??a moze wladze
miasta beda kozystac z takiego hotelu w koncu nic takiego sie nie
stalo to tylko dzieci panie prezydencie.
    • Gość: B. Re: molestowanie dzieci w gdyniskich domach dziec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.08, 09:38
      Przemoc i kłamstwa 2008.10.02
      Mieli pomagać dzieciom. Ofiarom gwałtów i przemocy. Dziś
      psychotraumatolodzy z Gdyni już nie pracują w poradni. - Stało się
      tak, bo wykryliśmy nadużycia seksualne w miejskiej placówce - mówią.
      To nieprawda - twierdzą urzędnicy.


      Od lewej: dr ALFRED WALTER – niemiecki psychoanalityk gotowy
      przyjechać do Gdyni, by pomóc, ELA BRIZ – psychotraumatolog
      szkoleniowy, a obok była dyrektor gdyńskiej poradni. Zdjęcie
      zrobione podczas I Międzynarodowej Konferencji
      Psychotraumatologicznej w Gdańsku (fot. archiwum )
      Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie był
      kiedyś oczkiem w głowie władz Gdyni. Poradnia powstała, by pomagać
      ofiarom gwałtów i przemocy, dzieciom samookaleczającym się, z
      myślami samobójczymi. Problemy zaczęły się, gdy terapeutki
      zasygnalizowały urzędnikom, że na terenie domu dziecka w Demptowie
      nadal dochodzi do seksualnych nadużyć. Franciszek Bronk bezpośrednio
      nadzorujący pracę poradni, a wcześniej dyr. tegoż domu dziecka,
      razem z Michałem Guciem, wiceprezydentem Gdyni, zażądali wydania
      kart pacjentów. Zaczęła się, jak twierdzą terapeuci, nagonka na
      nich. Zespół nie wytrzymał. Specjaliści zaczęli się zwalniać. Na
      końcu miasto podziękowało za pracę dyrektorce placówki.
      - One nie mówiły prawdy - mówi Michał Guć. - W domu dziecka nic się
      nie dzieje.
      - Całe środowisko terapeutyczne w Europie wie o sytuacji i jest
      poruszone, że doszło do przerwania leczenia dzieci i działalności,
      która w Polsce była zaledwie w zalążku - mówi Ela Briz,
      psychotraumatolog polskiego pochodzenia, wykładająca na europejskich
      uniwersytetach.
      ...
      Środowisko terapeutyczne w Polsce i Unii Europejskiej jest poruszone
      tym, że w Gdyni doszło do zniszczenia pionierskiej, terapeutycznej
      pracy z ofiarami przemocy. Urzędnicy twierdzą, że to nieprawda.
      Sprawa wkrótce ma trafić do premiera.

      W 2006 r odbyło się szkolenie 16 gdyńskich psychologów i pedagogów.
      Dzięki unijnym funduszom poznali nieznane w Polsce tajniki pracy z
      dziećmi, które doświadczyły np. gwałtu czy przemocy. W oparciu o tę
      wiedzę terapeuci z gdyńskiego Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla
      Ofiar Przemocy w Rodzinie diagnozowali m.in. wychowanków z domu
      dziecka w Demptowie. W trakcie rozmów zaczęły się ujawniać
      dramatyczne fakty: w domu dziecka nadal dochodzi do nadużyć
      seksualnych miedzy wychowankami.

      Szybko oddzielić
      - Terapeutki stwierdziły, że należy szybko oddzielić ofiary od
      sprawców przemocy i zrobić szkolenie dla wychowawców i opiekunów
      rodzinnych domów dziecka. Poszły z tym do prezydenta Gucia
      (nadzoruje pracę MOPS - red.) - opowiada Justyna Zalewska-Klóska,
      autorytet w dziedzinie psychoterapii, która nadzorowała pracę
      gdyńskiego zespołu. - Prezydent Guć zamiast zaradzić tej sytuacji,
      stwierdził, że terapeutki są niekompetentne i kłamią.
      Od tego czasu zaczęły się problemy poradni. Nie było miesiąca bez
      kontroli. Urzędnicy żądali wydania kart pacjentów, co jest
      niedopuszczalne w psychoterapii i niezgodne z prawem.
      Wątpiąc w kompetencje terapeutek, miasto zleciło wykonanie analizy
      pracy ośrodka prof. Marii Beisert z Uniwersytetu Poznańskiego. Ocena
      wypadła pozytywnie: "ośrodek prowadzi działania pionierskie i
      powinien otrzymać wszelką możliwą pomoc".

      Atmosfera na nie
      Pozytywna ocena fachowców nie przekonała urzędników. Przeciwnie,
      terapeutki coraz częściej kontrolowano, odsuwano od diagnozowania.
      - Atmosfera w poradni stała się nie do zniesienia, a one pracowały
      tam z trudnymi przypadkami. Nie wytrzymały. Zaczęły się zwalniać -
      tłumaczy Zalewska-Klóska, reprezentująca zespół terapeutyczny, który
      nie chce się wypowiadać.
      W czerwcu tego roku dyrektorka gdyńskiej poradni w ramach
      prowadzonej fundacji zorganizowała w Gdańsku pierwszą w Polsce
      konferencję psychotraumatologów. O sytuacji w Gdyni powiedziano
      kilka gorzkich słów. Po miesiącu odebrała zwolnienie z pracy.
      Obecnie w poradni nie ma żadnego psychotraumatologa, było pięć.
      Terapia dzieci została przerwana.

      Żona i rodzina
      Żeby poznać okoliczności sprawy poszliśmy na spotkanie do Franciszka
      Bronka, wicedyrektora MOPS, który nadzorował poradnię. Tak się
      składa, że to także były dyrektor domu dziecka w Demptowie. Pod
      adresem byłej dyrektorki Bronk wysuwa wachlarz zarzutów: nieudolna w
      zarządzaniu, terapeutki zbyt krótko pracowały, długo przygotowywano
      diagnozy, zawyżała statystyki, domagała się etatów, itp. Dużo mówi o
      swoich zasługach np. o utworzeniu rodzinnych domów dziecka.
      Nie widzi też nic złego w tym, że to on, były dyrektor Domu Dziecka
      w Demptowie nadzorował pracę specjalistów, którzy stwierdzili
      nadużycia w jego byłej placówce. Miejscu, gdzie nadal pracuje jego
      żona i rodzina.

      Zawiodły się
      Tę samą pewność ma wiceprezydent Michał Guć.
      - Panie stworzyły sobie świetną przystań, pracowały krótko, nieźle
      zarabiały - mówi Guć. - Poza tym poradnia dalej istnieje, nic się
      nie stało.
      Bogdan Krzyżankowski, przewodniczący komisji zdrowia RM Gdyni, jest
      innego zdania.
      - Łatwiej wybić oko, które za dużo widzi, niż podjąć działania -
      komentuje. - Niefortunnie się stało, że poradnia znalazła się w
      strukturach MOPS. To działalność terapeutyczna, a nie opiekuńcza.
      Sprawę komplikuje dyrektor Bronk, który mógł się czuć oceniany.
      Dzieci, które tam przyjmowano to najtrudniejsze przypadki. Pracę
      tych terapeutek można porównać do leczenia nowotworu. Najgorsze jest
      to, że dzieci znowu zawiodły się na dorosłych.



      Alina Wiśniewska
      alina.wisniewska@echomiasta.pl

      Boimy się prawdy 2008.10.02
      Rozmawiamy z psychotraumatologiem Elą Briz, która wykłada na kilku
      uniwersytetach w Europie. Szkoliła także gdyńskich specjalistów.

      Alina Wiśniewska: Jak pani interpretuje to, co stało się w Gdyni?
      Ela Briz: - Myślę, że dzieje się tam to, przez co przechodziła
      Europa Zachodnia w latach 80. Kiedy profesjonalnie zaczęto
      podchodzić do leczenia nadużyć seksualnych, terapeuci nie mieli
      łatwego życia. Niszczono im samochody, grożono i zarzucano kłamstwa.
      W społeczeństwie jest duży opór przed zetknięciem się z prawdą, że
      takie okropieństwa się dzieją i to znacznie częściej, niż się
      wydaje.

      A dlaczego osoby, które doświadczyły takiej krzywdy, powinny trafić
      do specjalisty?
      - Jeśli nie zajmiemy się ofiarą, w przyszłości może stać się ona
      sprawcą. Dlatego ważne jest, by przerwać ten łańcuch. Chcemy spotkać
      się w tej sprawie z premierem, by uświadomić mu, jak ważny to jest
      temat. Dziecko zgwałcone nie może płacić za terapię. Tu potrzebne
      jest poważne wsparcie państwa, a tego brakuje.

      Terapeutkom z Gdyni zarzuca się kłamstwo i niekompetencję. Dlaczego?
      - Moim zdaniem działa tu mechanizm wypierania. Prawda o tym, co
      spotyka dzieci, jest przez niektóre osoby nie do udźwignięcia.
      Najprostszym sposobem poradzenia sobie z sytuacją jest zaprzeczanie:
      czegoś takiego nie ma. Jedna z terapeutek tego ośrodka jest uznawana
      w Niemczech za fachowca najwyższej klasy. Dostała nagrodę roku dla
      najlepszego psychotraumatogola UE od Fundacji Dzieci Europy. W
      Polsce jest traktowana jako niewiarygodna. To absurd.

      Gdyńscy urzędnicy chcieli też mieć wgląd w karty pacjentów…
      - To niedopuszczalne. Podstawą pracy psychoterapeutycznej jest
      zachowanie tajemnicy zawodowej. Naruszenie zasady powoduje
      zniszczenie procesu terapeutycznego. Analiza sytuacji ośrodka
      ujawnia, że władze nie były wstanie zaakceptować struktury pracy w
      ośrodku, opartej na międzynarodowych standardach obowiązujących w
      Unii Europejskiej.



    • turhotel ta dyskusja toczy sie w innym miejscu --> 03.10.08, 09:43
      ta dyskusja toczy sie w innym miejscu (pod właściwym artykułem).
      niepotrzebnie ja rozmywacie i dublujecie:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=769&w=85456878
      gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/905430.html
      • Gość: B. kolego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.08, 10:46
        Nic nie rozmywamy i nie dublujemy. Tak sie sklada, ze sprawe wykrylo
        Echo Miasta i to od ich artykulu trzeba zaczac, bo oni przedstawili
        sprawe pierwsi. Reszta artykulow jest wlasnie rozmywaniem. A
        niestety tu dajesz linki tylko do artykulow ktore sa zwyklum
        dublowaniem zrodla.
        • Gość: B. od tego trzeba zaczac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.08, 10:47
          echomiasta.pl/index.php?option=com_content&task=view&city=trojmiasto&id=14336&Itemid=46
Pełna wersja