niezmieszana
01.12.09, 13:01
Może ktoś mi podpowie, o co chodzi, bo załamuję się coraz bardziej. Opis może
być trochę długi i chaotyczny, bo wiadomo, dzieć na rękach. pisałam wcześniej,
że synek długo spi w nocy, to się w sumie nie zmieniło, mam natomiast inny
problem, ale po kolei.
Synek ma 18 dni. Miałam cesarkę, szpital przepełniony, leżałam na innym
oddziale, dziecko na innym. Dostałam synka po dwóch dobach. Przystawiałam do
piersi, chociaż położne mówiły, że mam mało mleka, że piersi płaskie. ale
uparłam się i jakoś poszło. Problem w tym, że bolały mnie mocno brodawki, były
pokaleczone, krwawiły. zaciskałam zęby i karmiłam. Nikt nie pokazał mi, jak
przystawiać dziecko, więc poprosiłam o wizytę położnej z poradni laktacyjnej.
Próbowała, ale nie udało jej się prawidłowo przystawić mi dziecka do piersi,
tłumaczyła, że mam spory biust, a brodawki płaskie, że synek ma cofniętą
bródkę i trudno mu chwytać. Kazała kupić kapturki.
Kupiłam, w sumie jakoś tam pomogło, bo synek zaczął jeść, ale ich nie znoszę.
Przez jakiś czas postanowiłam ich używać i stopniowo odstawiać. i teraz karmię
tak pół na pół, choć bez jest trudno, synek nie bardzo chce chwytać, piersi
bolą. ja płaczę, on się denerwuje...
Wcześniej synek jadał w dzień co dwie, dwie i pół godziny, czasem, rzadziej,
co godzinę. Zwykle jadł przez 20 do 40 minut.
Od soboty nagle coś się stało - najchętniej ciągle wisiałby przy piersi,
przerwy między karmieniami to kwadrans, czasem dwadzieścia minut. Nie dotyczy
to nocy, w nocy śpi podobnie jak wcześniej.
Dziś obudził się o ósmej rano i jadł dokładnie półtorej godziny. Potem nie
spał, rozglądał się, patrzył sobie na różne rzeczy. Znów cmokał i popłakiwał,
więc dałam mu pierś. Jadł prawie godzinę, zrobił sobie z dziesięć minut
przerwy i znów pchał piąstki do buzi i płakał.
Po kolejnym karmieniu znowu dał mi kwadrans (przez ten czas nosiłam go,
tuliłam, bo do łóżeczka nie chciał) i znowu zażyczył sobie jeść. Wczoraj było
podobnie, ponad godzinne maratony i kwadrans przerwy.
Je naprawdę długo, właściwie sam nie wypuszcza piersi, ewentualnie mniej
ciągnie i przysypia, ale gdy tylko chce go odłożyć do łóżeczka płacze.
W dodatku moje piersi są miękkie i mleko nie leci tak intensywnie jak
wcześniej, właściwie nie muszę już nosić wkładek, a wcześniej się wprost
zalewałam.
czy konczy mi sie pokarm? czy synek się nie najada moim mlekiem? może jest
chory? śpi duzo mniej niż wcześniej.
czy to może przez kapturki? wczoraj przez cały dzień karmiłam bez, w efekcie
piersi znów mnie potwornie bolały i miałam totalny kryzys.
czy pozwalać mu jeść tak długo? położna mówiła, żeby przerywać po 30 min., ale
jak to się ma do karmienia na żądanie? na razie nie przerywam, ale już sama
nie wiem.
i nie wiem, jak długo jeszcze tak pociągnę, rano jeszcze jakoś daję radę, bo
zależy mi na karmieniu piersią, ale pod wieczór myślę o mieszance... jestem w
domu sama, glupia sprawa, ale w takiej sytuacji zrobienie sobie śniadania
zajęło mi wczoraj czas od dziewiątej do dwunastej...