basai77
27.04.10, 10:12
psychicznie i emocjonalnie.
Juz od paru dni czulam sie jakas rozbita,w piatek lekarz-diagnosa:
"cysta na janiku,natychmiastowa operacja"
-Ja,operacja???Narkoza!?!Karmie 8 mc malucha,w nocy jeszcze po 3,4
razy!!!Ja nie moge,nie chce nie zagadzam sie!!!"
Mimo wszystko musialam pojsc do szpitala,gdzie od razu przygotowano
mnie do operacji,jednak godziny uplywaly a po mnie jak nie
przychodzono tak nie przychodzono.Poznym wieczorem byl lekarz:
"Poczekamy jeszcze z ta operacja,moze wchlonie sie sama ale i tak
jest ogromna infekcja,trzeba ja leczyc"
.Kroplowki,antybiotyki,leki...
Moj maluch ma 8 mc,zadnych szans aby miec go przy sobie w
szpitalu,raczkuje,rozrabia,nie siedzi nawet minuty na pupie.Nie
dalabym rady.W ciagu dnia jeszcze przychodzili do karmienia i
karmilam go wbrew tym co mowili lekarze,ze raczej nie powinnam.W
nocy jednak....ehhhh :( Butelczyna,moje proby odpompowywania mleka
spelzaly na niczym,pol malutkiej buteleczki,to wszystko.
Jemu zatem zaaplikowali mieszanke.Podobno,nic si eni eprzejal i spal
nawet duzo lepiej,budzil sie raz i po wszystkim.
Wczoraj wyszlam do domu ale z bardzo zla nowina,tylko termin
operacji sie odwlecze,raczej nie ma szans na samoistne wyleczenie
cysty.
Caly dzien probowalam karmic ale NIE MAM PRAWIE MLEKA!!!Dzieciak
odchodzi niezainteresowany,bo nie ma jego papu w
cycusiu,ehhhhh.Wieczorem juz kompletnie nic,troszke nad ranem o
5,zeby nie glodowal,oczywiscie butelczyna ale wiem,ze to bledne
kolo,bo wtedy laktacja nie powroci.Sama nie wiem,czy juz tak
zostawic,czy walczyc o mleczko?NIe radze sobie z tym ;(