abigail83
07.05.10, 22:26
...mamy tygodniowego dziecka. Otóż łatwo nie jest :( Urodziłam w
szpitalu słynącym ze wsparcia w tej kwestii (niektórzy nazywają
to "terrorem lakatcyjnym" :), mnie ta perspektywa pomocy odpowiadała).
Faktycznie są procedury okołoporodowe, przystawiono mi dziecko zaraz
po. Ale później nikt, kto się rzeczywiście na tym zna, mi nie pomógł.
Wołana położna poswięcała mnie i malej dwie minuty, szybko szybko, nic
tak naprawdę nie tlumaczac. Nikt mi nie powiedzial, ze karmienie na
lezaco jest wygodne po porodzie, bo jest sie obolalym, ale ze to trudna
pozycja na poczatek! Na moje skargi, ze boli - "a no bo musi pobolec".
Mala poranila mi brodawki, ma bardzo silny odruch ssania wychodzimy z
tego dzieki bardzo fachowej, ale słono płatnej, pomocy doradcy
laktacyjnej, która przyjechała do nas do domu, nauczyla mnie
przystawiac i poradzila jak karmic, zeby brodawki mialy szanse sie
zagoic.
Co robia kobiety, ktorych nie stac na 250 pln opłaty za taką pomoc?
Moze gdyby gdzies pojechac, a nie wzywac do domu, byloby taniej, ale ja
nie czuje sie na silach na podroze z tygodniowym oseskiem (za oknem
sciana deszczu).
Nie wierzę, zeby tylko dla mnie karmienie bylo sztuką, a nie czynnoscią
intuicyjną.