karmienie piersią w Polsce - refleksja...

07.05.10, 22:26
...mamy tygodniowego dziecka. Otóż łatwo nie jest :( Urodziłam w
szpitalu słynącym ze wsparcia w tej kwestii (niektórzy nazywają
to "terrorem lakatcyjnym" :), mnie ta perspektywa pomocy odpowiadała).
Faktycznie są procedury okołoporodowe, przystawiono mi dziecko zaraz
po. Ale później nikt, kto się rzeczywiście na tym zna, mi nie pomógł.
Wołana położna poswięcała mnie i malej dwie minuty, szybko szybko, nic
tak naprawdę nie tlumaczac. Nikt mi nie powiedzial, ze karmienie na
lezaco jest wygodne po porodzie, bo jest sie obolalym, ale ze to trudna
pozycja na poczatek! Na moje skargi, ze boli - "a no bo musi pobolec".
Mala poranila mi brodawki, ma bardzo silny odruch ssania wychodzimy z
tego dzieki bardzo fachowej, ale słono płatnej, pomocy doradcy
laktacyjnej, która przyjechała do nas do domu, nauczyla mnie
przystawiac i poradzila jak karmic, zeby brodawki mialy szanse sie
zagoic.
Co robia kobiety, ktorych nie stac na 250 pln opłaty za taką pomoc?
Moze gdyby gdzies pojechac, a nie wzywac do domu, byloby taniej, ale ja
nie czuje sie na silach na podroze z tygodniowym oseskiem (za oknem
sciana deszczu).
Nie wierzę, zeby tylko dla mnie karmienie bylo sztuką, a nie czynnoscią
intuicyjną.
    • iv-o Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 08.05.10, 15:19
      Niestety tak jest, jeszcze lata minął zanim coś się zmieni, w zasadzie może
      nasze córki lub synowe dopiero będą karmiły piersią. W moim otoczeniu ja jestem
      jedyna, która karmi piersią i to też dzięki wizytom płatnej położnej. Te z
      którymi się zetknęłam podczas 2 porodów nie pomogły mi, a nawet zaszkodziły.
    • babecior Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 08.05.10, 17:12
      u nas w szpitalu absolutnie nie bylo terroru laktacyjneo, wręcz
      przeciwnie, chętnie dokarmiano dzieci, nie specjalnie interesowano
      się jak sobie mlode mamy radzą. nam sie nie udalo, duzo stresu, duzy
      spadek wagi, duzy uraz do karmienia piersia. odciągam...
      • nowako-wa Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 08.05.10, 20:33
        ja dziś karmię piersią i uważam to prawie za cud- bo udało sie po 6 tygodni od porodu- a w szpitalu tak mnie załatwili ,że dwa dni po wyjściu wylądowałam na tydzień z żółtaczka i odwodnieniem - bo przystawiałam non- stop - tyle że nikt mi do konca nie pokazał jak...juz mi przeszło ale miałam ogromny żal , bo zgłaszałam problemy z karmieniem i pytałam położne na okrągło...a kiedy wylądowałam z zastojami i cyckami jak kamienie nawet nie dotkły - usłyszałam tylko standartowe - przystawiać...do najbliższej doradcy laktacyjnej prywatnej mam 50 km...nie bardzo chciała przyjechać...w sumie poradziłam sobie sama- pomógł mi internet i własny upór...współczuję mamom którym brak zacięcia i heroizmu i naprawdę nie ma kto pomóc- bo karmienie dla mnie było po porodzie najtrudniejsze- a dziecko płacze i chce jeść...
    • lila.star Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 08.05.10, 23:16
      Wszystko zależy na kogo się trafi..
      Ja nie miałam problemów z karmieniem, trafiły mi się dwa ssaczki,
      które od pierwszych chwil wiedziały jak się pięknie i efektywnie
      przyssać. Ale personel w szpitalu, w którym rodziłam nie raz pytał
      się, czy pomóc, czy mam jakieś pytania/problemy. Położne radziły np.
      jak sobie radzić z nawałem.
      Współczuję kobietom, które w tak ważnych pierwszych chwilach były
      pozbawione takiej pomocy..
      • myszencja6 Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 00:13
        u mnie podobnie jak u lila.star. W szpitalu super położne,
        przychodziły na każdą prośbę, nawet w środku nocy. Kilka razy dziennie
        pytały czy są problemy, czy pomóc dostawić dziecko, sprawdzały jak
        dzieci ciągną, pokazywały pozycje etc. Super. Ja fanką karmienia
        piersią nie jestem ale karmię bo mały ładnie ciągnie od samego
        początku, więc nie będę mu na razie tej przyjemności odbierać. Położne
        też pytały każdą dziewczynę czy CHCE karmić piersią i dzięki bogu, że
        nie uznały karmienia piersią za jedyną słuszną drogę. Trafiłam na
        fajny cywilizowany szpital.
    • i_nez_k_a Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 15:39
      abigail83, jakbym czytała o sobie! Rodziłam w Warszawie, w Św. Zofii, niby
      najlepszym szpitalu położniczym w Warszawie i dokładnie mam te same refleksje.
      Nie dotyczy to oczywiscie wszystkich położnych, które tam pracują, piszę o tych
      z porodówki, bo miałam "przyjemność" leżeć dwie noce w zaadaptowanej sali
      porodowej. One miały pomagać na początku.
      Położne te przychodziły z łaską (mimo, że prawdę mówiąc, dużą część czasu
      siedziały na korytarzu i nic nie robiły), dziecku za przeproszeniem "cyc w ryj"
      i wychodziły. Jak dziecko puściło pierś to znowu koszmar, bo nie umiałam/nie
      miałam pewności, czy dobrze przystawiam... I tak dwie doby. Koszmar... Niczego
      mi nie wyjaśniły.
      Na szczęście później trafiłam na patologię (hmm...), z braku miejsc, i tam
      położne były super. Mimo, że na zmianie tylko dwie, a pacjentek mnóstwo, to
      poprostu chodzące anioły, na prośbę męża przychodziły, przystawiały i
      TŁUMACZYŁY, jak prawidłowo to robić. Chwała im za to!
      • donkej Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 16:30
        Ja na odwrót - uważam, że te z porodówki są wszystkie ok. Natomiast potem na tym
        oddziale noworodkowym - strach!
        Ja sama byłam dobrze przygotowana i psychicznie i teoretycznie i nie miałam z
        pokarmem i przystawianiem żadnych problemów. Dziecko niemałe, bardzo silne i zdrowe.
        A jednak trochę dałam sobie zrobić jajecznicę z mózgu:
        - Pani ma za mało pokarmu (bzdura, a do tego noworodek dużo nie potrzebuje)
        - Dziecko za dużo traci na wadze, więcej niż 10%, jest źle!
        (policzyłam z ołówkiem w ręku - to było 7,5%, po czterech dużych smółkach, w
        drugiej dobie - każdy ma prawo).
        - Pani MUSI, MUSI!!! co dwie godziny ją budzić, na siłę karmić, a potem
        dokarmiać sztucznie.

        Na szczęście szybko oprzytomniałam i powiedziałam NIE: na moją odpowiedzialność!
        Ale szkoda, że nie powiedziałam, co myślę o tym, jak takie postępowanie
        podkopuje psychicznie świeżo upieczone mamy.
        • i_nez_k_a Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 18:14
          donkej, ja na noworodkowy nie trafiłam, byłam na patologii... Może miałam pecha
          z położnymi z porodówki, ale nie sądzę, bo kilka przewinęło się przez mój pokój
          i niestety nic pozytywnego o nich napisać nie mogę
      • jul-kaa Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 20:10
        Ja też rodziłam w św. Zofii. Umiałam karmić (z lektury tego forum) i karmiłam
        bez trudu. Leżałam na patologii ciąży, ale nie umiem ocenić pomocy, bo
        umiarkowanie jej potrzebowałam. Nie radziłam sobie jeden raz i wtedy (w środku
        nocy) jedna z położnych bardzo mi pomogła - poświeciła mnóstwo czasu i dobrych
        chęci.
        Słyszałam jednak, że są dziewczyny, które narzekają na brak pomocy. I sama nie
        wiem - czy to położne powinny edukować, czy to jednak powinno być zadanie matek
        jeszcze PRZED porodem. Nie mam tu na myśli sytuacji, kiedy matka ma ewidentny
        problem, a sytuację, w której matka nie ma elementarnej wiedzy.

        Gdy moje dziecko leżało na patologii noworodka, pielęgniarki dzwoniły do mnie,
        kiedy dziecko się obudziło i chciało jeść. W szpitalu jest bardzo silny nacisk
        na karmienie piersią, dzieci leżące pod ogarytami i w inkubatorach są karmione
        przez mamy lub dokarmiane ich mlekiem (przez strzykawkę). MM jest ostatecznością.
        • i_nez_k_a Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 21:45
          jul-kaa, "w teorii" to ja też umiałam karmić (dużo czytałam przed porodem,
          chodziłam do szkoły rodzenia), z praktyką było już gorzej. Uważam, że rolą
          położnych jest pomoc młodym matkom, taki jest chyba sens ich pracy, nieprawdaż?
          A już szczególnie jeśli mówimy o szptalach, które szczycą się tym, iż promują
          karmienie naturalne.
          Sądzę, iż kobieta, młoda matka wymęczona po porodzie ma prawo liczyć na
          konkretną pomoc z ich strony a nie spotykać się ze zniecierpliwieniem i niechęcią
          • jul-kaa Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 21:56
            i_nez_k_a napisała:

            > jul-kaa, "w teorii" to ja też umiałam karmić (dużo czytałam przed porodem,
            > chodziłam do szkoły rodzenia), z praktyką było już gorzej.

            Mnie się udało bez żadnego trudu połączyć teorię z praktyką, ale pewnie niewiele
            kobiet ma tyle szczęścia.

            Uważam, że rolą
            > położnych jest pomoc młodym matkom, taki jest chyba sens ich pracy, nieprawdaż?

            Prawdaż :) Ja miałam na myśli agresywne mamusie, które kłócą się z położnymi, że
            mają za małe piersi, a w nich nie ma mleka, ze dziecko od pierwszej doby jest
            głodne i trzeba je dokarmiać, że dokarmienia nie zaszkodzi późniejszej laktacji.
            Ja ze zniecierpliwieniem i niechęcią się stanowczo nie spotkałam.
        • donkej Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 21:54
          > MM jest ostatecznością.
          No właśnie u nas okazało się, że nie.
          Wierzę, że trafiłam na gorszą zmianę (oczywiście mam na myśli tylko położne).
    • le_wa Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 16:22
      A mi się trafiło lepiej. Pierwsze dziecko urodziłam sn,pokarm miałam od razu i
      mały ładnie jadł.
      A z drugim już był problem.Miałam cc i zero pokarmu przez pierwsze 4 doby,był
      płacz i zgrzytanie zębów. Nie wiedziałam co robić a mała płakała,dokarmiali ją
      na noworodkach bo bardzo spadała z wagi.Całe szczęście,że niektóre położne i
      siostry z noworodków były w porządku i pomogły mi bardzo, doradzały,
      podtrzymywały na duchu i na piątą dobę się udało,pokarm się pojawił.Chociaż już
      zwątpiłam i miałam karmić mm.
      Teraz dalej karmię naturalnie.
      Współczuję takiego traktowania w szpitalu.Zanim wszędzie się to zmieni jeszcze
      duzo wody upłynie.
      • harmeen Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 22:10
        Nie demonizujmy dokarmiania. Ja miałam cc, na zimno. Pokarmu zero.
        Po przeczytaniu wcześniej info o karmieniu, w tym na tym forum,
        byłam przekonana, że noworodkowi za wiele nie potrzeba. Przez
        pierwszą dobę na sali pooperacynej nie było problemu- może go
        dokarmili- ładnie ssał i wydawał się być zadowolony. W kolejnej
        myślałam, że zwariuję- mały wisiał na cycu a w przerwach wrzeszczał.
        Nie wiedziałam co mam zrobić- ponieważ ssał byłam przekonana że to
        nie z głodu. Rozmawiałam przez telefon z rodzicami i mój tata
        słysząc małego stwierdził, że jest głodny. Po dokarmieniu zasnął na
        6 godzin.
        Synek urodził się duży i dużo potrzebował- generalnie dokarmiałam go
        przez cały pobyt w szpitalu z potępianej butelki. Napierw dawałam
        pierś a na deser butle (zgodnie z radą pani od laktacji). Pokarm
        pojawił się po powrocie do domu- pamiętam, że szukaliśmy jeszcze z
        małym w samochodzie mm jakim był dokarmiany w szpitalu. Nie było
        potrzebne - może to komfort psychiczny związany z powrotem do domu
        spowodował, że laktacja się odblokowała.Natychmiast po powrocie do
        domu synek dostał też smoczek co pozwoliło mi na wyjście chociaż do
        toalety i dało odpocząć poranionym brodawkom.Nie wydaje mi się żeby
        wpłynęło to negatywnie na karmienie- myślę nawet że wpłynęło
        pozytywnie w tym sensie, że ciągłego wiszenia na cycu i
        wrzeszczącego dziecka bym nie wytrzymała.Nie byłam specjalnie
        przekonana do karmienia piersią, wkurzały mnie cieknące piersi,
        beznadziejne staniki, nie mówiąc już o bólu na początku. Karmię już
        szósty miesiąc i nie zamierzam szybko rezygnować- ostatnio się nawet
        zastanawiam czy nie pociągnąć karmienia dwa lata o ile po powrocie
        do pracy uda mi się utrzymać laktację.Przyrosty są ok, na ostatnim
        szczepieniu dziecko ważyło 7400 (miało 4 miesiące). Ze szpitala
        gorzej niż dokarmianie wspominam terror laktacyjny w postaci
        ściskania piersi (aby sprawdzić czy mam mleko) kiedy chodziłam po mm-
        na szczęście nawiedzona pielęgniara była tylko jeden dzień.
    • dziub_dziubasek Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 19:36
      Pierwszy poród- szpital przyjazny dziecku, wielkie plakaty na korytarzu o
      znaczeniu naturalnego karmienia. I co? Po porodzie dziecko bez slowa zabrane,
      gdyby nie mąż to bym nie wiedziała co się dzieje (zresztą nie wiem do tej pory
      czemu przez dobę trzymano go na noworodkach). Przychodzilam na oddzial
      noworodkowy, pytałam czy mogę go nakarmić i co słyszałam:
      - To pani ma juz pokarm?
      - przecież dziecko się nie domaga jedzenia (potem okazało się, ze oczywiście
      małpy sztucznie nakarmiły bez mojej wiedzy, bo po co matkę na karmienie wołać.
      na szczęście sobie poradziłam potem i karmiłam z powodzeniem.
      Drugi poród w porównaniu z tym pierwszym to bajka. dziecko po narodzinach
      przystawione do piersi, też trafiło potem na noworodki na obserwację- położne
      wołały mnie na karmienie, pomagały w pierwszych dniach, zanim sama nauczyłam się
      podłączoną do kroplówek córkę przystawiać i nie czułam się jak piąte koło u wozu.
    • marins21 Re: karmienie piersią w Polsce - refleksja... 09.05.10, 22:15
      Mnie przeraził brak cierpliwości u położnych. Po porodzie niby
      dziecko mi przystawiono, ale bez efektu. Miałam płaskie brodawki i
      położna (na porodówce) uznała, że po co się wysilać na poporodowym
      mi pokażą co i jak - ona nie musi :/ (jeśli idzie o sam poród jestem
      bardzo zadowolona z położnej, choć rodziłam w W-wie na Inflanckiej,
      przez niektórych rzeźnią zwanej). Na oddziale wcale nie lepiej,
      dziecko po porodzie obudziło się dopiero w nocy (poród w południe) i
      na moją prośbę o pomoc w przystawieniu zostałam ofuknięta, że teraz
      to jest noc i nie może mi pomóc :o W ciągu dnia było tak mało czasu,
      położna nic nie tłumaczyła - przystawiała dziecko i wychodziła...
      zaglądała do sali i pytała tylko kiedy było ostatnie karmienie. Mimo
      szkoły rodzenia (mało pomocna tak naprawdę w kwestii karmienia),
      lektury poradników i forum miałam problem z karmieniem. Tylko dzięki
      mojemu uporowi, często przez łzy i z myślą "jeszcze tylko dziś się
      pomęczę, a od jutra butla" oraz wsparciu męża, karmię córkę do dziś
      i nie zanosi się, że szybko skończymy :)
Pełna wersja