Drugie dziecko i duże zadowolenie z karmienia

26.05.10, 10:37
Pragnę się podzielić z Wami moim doświadczeniem. Pierwsze dziecko - duży chłop po urodzeniu, dużo ssący pierś, na początku poranione brodawki, kiepski przyrost masy i moje pragnienie zeby te kluczowe 6 mies już minęło i zeby wprowadzić nowe posiłki. Noce to był koszmar - 5-6 pobudek na pierś. Nie rozumiałam jak mozna a czerpać przyjemność z karmienia. Dla mnie karmienie to było źrodło niepokoju, stale i obsesyjnie sprawdzałam przyrosty masy. Dodatkowo nigdy sam nie kończył karmienia, zaspiał z piersią w buzi. Jadł po 3-4 minuty i spał. Wytrzymałam tylko 7 miesiecy. Dodam, ze na początku popełniłam wszystkie klasyczne błedy: silikonowe osłonki, smoczek, dokarmienie butlą.
Drugi synek - troszkę mniejszy, ale tez ponad 4-kilogramowiec, od początku laktacja przebiega prawie idealnie. Zero kłopotów z przystawianiem, przez sekundę nie bolały mnie brodawki, mały rośnie jak na drożdżach (1,8 kg przyrostu w 6 tyg), pięknie śpi w nocy, sam kończy karmienie jak się naje. No zeby nie było za różowo, to mam problem z szybko wypływajacycm pokarmien - normalnie jak ze smoczka o szybkim przepływie! Mały oczywiscie się złosci, ale jak juz to "najszybsze' mleko wyleci spokojnie ssie. ale najważniejsze jest moje podejście. Wszytsko to sprawia mi niesamowitą przyjemność, widze jak mały rośnie i to mi wystarcza. Ważyłam go zaledwie parę razy, ale to przy okazji wizyt u lekarza. Nie przejmuję sie właściwie niczym, karmię zrelaksowana i karmienie niesamowicie mnie cieszy. Okazuje się żę bez smoczka też da się żyć - mały pięknie zasypia po karmieniu odłozony do łóżeczka.
Tak więc kochane mamy niepowodzenia przy pierwszym dziecku nie oznaczają niepowodzeń przy kolejnym. Ale chyba wszytsko tkwi w głowie matki no i oczywiście odrobina doswiadczenie tez się przydaje.
    • annj Re: Drugie dziecko i duże zadowolenie z karmienia 26.05.10, 11:18
      To ja też się podepnę pod ten wątek.
      Pierwsza córa 3630g walczyłam z karmieniem 5 miesięcy po miesiącu wizja szpitala
      stanęła mi przed oczyma. Na szczęście w szpitalu znalazł się przytomny lekarz
      który nie przyjął nas na oddział, kazał czyścić nosek i karmić, karmić, karmić.
      Niestety ja już nie wierzyłam w swoje możliwości do końca i dokarmiałam. Ile
      mnie to kosztowało psychicznie nie będę opowiadać.
      Druga córa 3690g strachu co nie miara dokarmiałam butlą w szpitalu swoim mlekiem
      ze strachu że za bardzo spadnie (chciałam wyjść jak najszybciej 15 miesięczna
      córa czekała na mnie w domu- zostałam i tak dłużej bo zżółkła). W domu karmiłam,
      karmiłam, karmiłam przez miesiąc ręce opadały bo długo jadła. Teraz ma prawie 9
      miesięcy i pierś dobra dla niej na wszystko. Ja zadowolona, spełniona matka.
      Jak już napisała koleżanka wyżej wcześniejsze niepowodzenia nie mają wpływu na
      kolejne dziecko. Wiara w swoje możliwości i odrobina chęci czynią cuda.
      P.S. Mam wklęsłą brodawkę, mojej córci nie robi to różnicy.
    • iwonagos Re: Drugie dziecko i duże zadowolenie z karmienia 27.05.10, 00:36
      A u mnie odwrotnie. Pierwsza córka mimo poranionych brodawek i braku doświadczenia.... karmienie po jakimś czasie sprawiało prawdziwą przyjemność. Druga córka, bardzo chciałam karmić, wiedziałam jak to robić..... Karmienie przez 10 mcy to było zmuszanie się na tzw. chama.
    • monika_staszewska Re: Drugie dziecko i duże zadowolenie z karmienia 27.05.10, 14:41
      Ja tylko mam słówko do Pań - słówko-prośbę :) Pań doświadczenie i
      udanego karmienia bez problemów i, czy raczej przede wszystkim,
      przejścia przez karmienie z problemami, może być ogromną pomocą dla
      innych kobiet, dlatego baaaaardzo proszę o dalsze, aktywne bycie
      (oczywiście w miarę możliwości) na naszym forum :)
      pozdrawiam :)
      monika staszewska
      • malinaa79 Re: Drugie dziecko i duże zadowolenie z karmienia 27.05.10, 20:41
        Ok :)
        Moim "pomysłem" na karmienie drugiego dziecka było rozpoczęcie go jakby dawne
        problemy nie istniały, bez zadnych złych wspomnień.
    • mierzejka moja historia 28.05.10, 23:08
      to i ja sie dopisze z moja historią:
      pierwsza córka nie chciała sie zassac po porodzie, ja miałam depresje
      przez miesiac i do konsultanta trafiłam po 5 tygodniach jak juz była
      przyzwyczajona do butelki,i nie udało sie jej zachecic do piersi
      bezpośrednio. Karmiłam za to odciaganym mlekiem przez 4 miesiace +
      minimalne dokarmianie mm. Nie miałam wtedy roblemów z piersiami, ani
      nawału, ani problemów z zakonczeniem karmienia.
      Drugi synek ogromny cycoholik, ale na poczatku nie przybierał na samej
      piersi, musialam stymulowac laktacje + dokarmiac mm. poniewaz strasznie
      zalezało mi na karmieniu piersia, konsultanta laktacyjnego zamówiłam do
      domu jeszcze przed porodem (było planowe cc) ! Co próbowałam zakonczyc
      dokarmianie, to waga stawała w miejscu na samej piersi, przez 5 dni wazył
      dokladnie tyle samo, ani w dol ani w gore i taka historia była trzy razy.
      Zaczeło sie szalenstwo codziennego wazenia, dokarmiania, wpadłam w
      depresje zwiazana z karmieniem, ze nie spełniam swoich wlasnych oczekiwan,
      ze musze dokarmiac butleka. Jednego dnia piłam szałwie zeby zakonczyc
      karmienie, i przejsc na butle, drugiego dnia zamówiłam na allegro laktator
      za 400 zł zeby stymulowac laktacje. czyste szalenstwo. W takim stanie
      trafiłam do konsultantki laktacyjnej i po jednej rozmowie moja depresja
      mineła, zaakcpetowałam w glowie system mieszany karmienia, ze dziecko ma
      rosnac niezaleznie od tego co je, ze najwazniejsza jest litera M(miłosc),
      a nie sposób karmienia. W ciagu 8 dni od tej wizyty synek przybrał 500
      gram na niemalze samej peirsi, dokarmianie było minimalne, bo juz nie dalo
      rady dopychac. Wtedy odblokowałam sie z tym karmieniem i dzis po 5
      miesiacach od porodu jest super! Dziecko wazymy co tydzien, i nawet jak
      nie przybierze w danym tygodniu minimum, to wiem, ze w poprzednim odrobił
      z nawiazka i w nastepnym tez odrobi, bo jesc i ssac lubi, oj lubi! ( 5
      miesiecy i waga 8 kg)
      Do całej tej historii trzeba dopisac, ze tym razem przerobiłam prawie
      wsystkie punkty z podrecznika o karmieniu ze strony problemy:
      6 doba po porodzie- klasyczny nawał,
      3ci tydzien- zapalenie piersi, 3 dni goraczki po 40 st, antybiotyk dopiero
      przywrócił mnie do zywych
      4ty tydzien- jestesmy z synkiem w szpitalu z zapaleniem oskrzeli, ja na
      koniec pobytu tez sie rozchorowalam, dostałam kolejny antybiotyk na gardło
      +/- 8 tydzien- czerwone opuchniete brodawki, grzybica brodawek stosuje
      clotrimazol, jest jeszcze gorzej,kolejne leki doustne, miejscowe, kazde
      dostawienie to akt masochizmu, bol nieziemski, na szczescie tylko przez
      moment zassania, potem jest lepiej. w lewej piersi zmiana biała, jakby "
      plesniawka" wewnatrz kanału wyprowadzajacego, ale zadne z licznych badan
      nie wykazało obecnosci grzyba. akcja grzybica trwała ze 3 miesiace z
      roznym nasieleniami, dwukrotnie wydawało sie ze juz po wszytkim i problemy
      wracały, aktualnie jest chyba wszytko zaleczone, bo zmiany sie cofneły,
      mimo ze leków nie stosuje juz od b. dawna.
      podsumowując, przy drugim dizecku karmienie piersia kosztowało mnie
      mnóstwo nerwów, b. duzo pieniedzy (diagnozy, leki, konsultacje, specjalne
      staniki, itp) i czasu poswieconego na lekarzy, ale jak na dzisiaj uwazam
      ze warto. Efekt jest taki, ze synek mimo ze był na poczatku karmiony
      systemem mieszanym, dzis nie akceptuje butelki.
      I tak sobie mysle, ze karmienie jest w glowie matki, przynajmniej w moim
      przypadku tak jest.
      • malinaa79 Re: moja historia 30.05.10, 21:38
        zgadzam się w 100%, ze nastawienie to 90% sukcesu, reszta to technika którą
        można wypracować z ewentualnym wsparciem doradcy/położnej.
Pełna wersja