malinaa79
26.05.10, 10:37
Pragnę się podzielić z Wami moim doświadczeniem. Pierwsze dziecko - duży chłop po urodzeniu, dużo ssący pierś, na początku poranione brodawki, kiepski przyrost masy i moje pragnienie zeby te kluczowe 6 mies już minęło i zeby wprowadzić nowe posiłki. Noce to był koszmar - 5-6 pobudek na pierś. Nie rozumiałam jak mozna a czerpać przyjemność z karmienia. Dla mnie karmienie to było źrodło niepokoju, stale i obsesyjnie sprawdzałam przyrosty masy. Dodatkowo nigdy sam nie kończył karmienia, zaspiał z piersią w buzi. Jadł po 3-4 minuty i spał. Wytrzymałam tylko 7 miesiecy. Dodam, ze na początku popełniłam wszystkie klasyczne błedy: silikonowe osłonki, smoczek, dokarmienie butlą.
Drugi synek - troszkę mniejszy, ale tez ponad 4-kilogramowiec, od początku laktacja przebiega prawie idealnie. Zero kłopotów z przystawianiem, przez sekundę nie bolały mnie brodawki, mały rośnie jak na drożdżach (1,8 kg przyrostu w 6 tyg), pięknie śpi w nocy, sam kończy karmienie jak się naje. No zeby nie było za różowo, to mam problem z szybko wypływajacycm pokarmien - normalnie jak ze smoczka o szybkim przepływie! Mały oczywiscie się złosci, ale jak juz to "najszybsze' mleko wyleci spokojnie ssie. ale najważniejsze jest moje podejście. Wszytsko to sprawia mi niesamowitą przyjemność, widze jak mały rośnie i to mi wystarcza. Ważyłam go zaledwie parę razy, ale to przy okazji wizyt u lekarza. Nie przejmuję sie właściwie niczym, karmię zrelaksowana i karmienie niesamowicie mnie cieszy. Okazuje się żę bez smoczka też da się żyć - mały pięknie zasypia po karmieniu odłozony do łóżeczka.
Tak więc kochane mamy niepowodzenia przy pierwszym dziecku nie oznaczają niepowodzeń przy kolejnym. Ale chyba wszytsko tkwi w głowie matki no i oczywiście odrobina doswiadczenie tez się przydaje.