Ile trwala Wasza walka z odstawianiem od cycusia?

19.03.04, 05:11
Czesc Dziewczyny,
Juz prawie podjelam decyzje od odstawieniu mojego dwulatka (jak dotad caly
czas byl jakis "wazny" powod do przeciagania). Jestem juz zmeczona tym
wiecznym nocnym budzeniem, nawet co godzine :(. Mam do Was wlasnie pytanie
jak dlugo trwaly walki o cyca (he he he). Chce sie jakos nastawic
psychicznie na ta batalie, gdzies przeczytalam, ze to zajelo prawie miesiac i
malo co osiwialam....
Chce tylko dodac, ze zdecydowalam sie na drastyczna metode cytrynka lub
plasterki, bo wydaje mi sie ze walka bedzie taka sama o zmniejszenie ilosci
karmien jak i o calkowite odstawienie.
Bardzo prosze napiszcie. Dzieki.

Gusia

P.S. Moje slodkie dziecie spi sobie smacznie nie wiedzac, ze mamusia szykuje
zamach na cyca he he he, ale jestem niedobra.
    • kalpa Re: Ile trwala Wasza walka z odstawianiem od cycu 19.03.04, 07:20
      Witaj,
      szczerze doradzam zrób to jak najszybciej. Ja chciałam być ta dobrą mamą, która
      dłuugo karmi. Mąż mnie też mocno w takiej decyzji utwierdzał, bo wg niego, a
      dokładnie mądrej literatury, którą studiował, karmienie piersią przez trzy lata
      zapewnia dziecku dobre zdrowie psychiczne i fizyczne na całe życie. Być może
      tak jest. Kiedy Mati miał 2.5 roku zaszłam w ciążę. Ze względu na zagrożenie
      poronieniem zdecydowałam synka odstawić. Subtelnie, delikatnie. Dzienne
      karmienia i tak skończyły się samoistnie wcześniej, ale zostało przywiązanie do
      cycusia na dziendobry i ciężkich chwilach. I oczywiście wieczór. Dramat.
      Błagał, płakał, ropaczał. Starałąm się zrobic wszystko, żeby mu to ułatwić. Ale
      niestety okazało się, że cycuś, to coś, a raczej ktoś więcej, niż tylko żródło
      pokarmu. Moja pierś to był przyjaciel, najlepsza przytulanka, cokolwiek. dzień
      w dzień Mateusz przychodził żebrając o to, żebym pozwoliła mu się przyssać.
      Albo chociaż powąchać, co w rezultacie kończyło się spazmem i łkającym
      błaganiem.
      Do dziś przychodzi po prośbie. A mija już 8 miesięcy.
      Teraz czeka mnie przeprawa przy karmieniu maluszka. aż się boję.
      Stąd doradzam Ci szczerze przemyśl.
      Pozdrawiam cieplutko
      Kalpa
    • izabela9 Re: Ile trwala Wasza walka z odstawianiem od cycu 19.03.04, 08:34
      No i ja mam ten sam problem. Moja dominika ma 1,5 roku inadal w nocy ssie
      cyce.Wyciąga smoka i woła w nocy "cycy". Próbowałam nie dawać w nocy ale tak
      płacze że mi jej szkoda i znowu podaję ulubionego cycusia a malutka wtula nosek
      i słodko śpi.Odstawienie dziecka od cyca w dzień posżlo łatwiej ale z nocnego
      za nic nie chce zrzygnować. Teraz próbuje nie podawać cyca przy wieczornym
      usypianiu /zawsze zasypiała przy/ od wczoraj udało się . jak będzie dalej
      zobaczymy.
      Napiszcze proszę jak wam poszlo....
      Iza
    • aniapatryk Re: Ile trwala Wasza walka z odstawianiem od cycu 19.03.04, 08:46
      U nas była to natychmiastowa decyzja. Mały miał 16 m-cy. W dzień nie dostał
      piersi. Odwracałam jego uwagę jak sie do niej chciał dostać. Dwie noce płaczu .
      Ja obwinięta w bandaż elastyczny, koszulka długa i kapusta na piersiach.Do tego
      piłam szałwie 2 razy dziennie i odciąganie piersi w małych ilościach. Mały spał
      ze mną i nauczyłam go zasypiać tak. Czytałam ksiażeczkę, potem gasiłam światło
      i tyle. Zaznaczam że zawsze zasypiał przy piersi.A i ważne żeby potem dziecko
      gdzieś przez miesiąc nie widziało waszych piersi. Ja głupia pozwoliłam mu
      dotknąć po 3 tygodniach i przypomniał sobie o cycusiu. Ale było płaczu.
      Kąpałam się też w staniku, zeby nie widział. Wydaje mi sie ze u nas było łatwo,
      dwie noce płaczu to mało. pokarmu też miałam mnóstwo, a jednak zdołałam w
      tydzień go zgubić bez tabletek.
      Dziewczyny będzie dobrze, nastawcie się dobrze psychicznie.
      ania
    • ginger_77 Re: Ile trwala Wasza walka z odstawianiem od cycu 19.03.04, 10:56
      Czesc Dziewczyny!
      Moja Madzia za tydzien konczy 2 lata, od miesiaca nie je cycusia. Bardzo sie
      balam i tez przeciagalam decyzje, az w koncu stwierdzilam, ze koniec i ....
      wcale nie bylo tak zle. Ale po kolei. Zaczne od tego, ze jak mala miala rok to
      wrocilam do pracy, wiec dzienne karmienia odpadly juz wtedy. Ale Madzia byla
      taka wielka cycusnica, ze karmilam ja przed wyjsciem do pracy, od razu po
      powrocie (ledwo sie rozebralam, czasami nawet nie moglam spokojnie umyc rak:) i
      potem jeszcze raz albo dwa przed pojsciem spac, usypianie oczywiscie z
      cycusiem, no i w nocy - tu bywalo roznie 1,2,3 razy. Z 4 czy 5 razy udalo jej
      sie przespac noc;)
      Balam sie bardzo tego kroku, i jakis miesiac wczesniej zaczelam jej czasami
      mowic, ze do cycusia mozna sie tylko przytulic, ze tak tez jest przyjemnie,
      mowilam, ze niewiadomo czy juz niedlugo nie bedziemy musialy tego cycusia
      zostawic. Madzia na to oczywiscie, ze nie! i ssala z zapamietaniem:)
      No i wreszcie postanowilam nie dawac jej tego cycusia przed i po pracy w
      tygodniu, a w piatek odstawic juz zupelnie. No i wygladalo to tak, ze jak
      przyszlam z pracy i Madzia chciala, to powiedzialam, ze cycus troszke sie zle
      czuje, ma kuku (tu z pomoca przyszedl odcisniety znak po biustonoszu:) i ze
      musi odpoczac dostanie cycusia pozniej. Troche protestowala, ale przejela
      sie "ranka" i mnie glaskala:) potem ja zabawialam dawalam duzo pic i jakos
      przez te kilka dni wytrzymala (caly czas dostawala jeszcze cyca do usniecia i w
      nocy) No i wreszcie przyszedl piatek. Balam sie jak nie wiem co, ale
      wiedzialam, ze nie moge sie zlamac, bo wszystko pojdzie na nic. Jak wrocilam z
      pracy to powiedzialam Madzi, ze chyba cycus na dobre zachorowal, posypala
      troszke pieprzem i pokazalam Malej. Ona oczywiscie myk do buzi, troszke sie
      skrzywila, zrobila wspolczujaca minke i powiedziala, ze mam kuku. Wtedy ja do
      niej: moze nakleimy plasterek? Na co Madzia z ochota przystala - to bylo cos
      nowego. No i wieczorem kladziemy sie spac, ona chce cyca. Mowie, ze jest chory,
      ma plasterek itp. No i placz, rozpacz, a mi serce peka:( Tulilam ja, glaskalam,
      ale niewiele to pomagalo. Bardzo domagala sie zobaczyc cycusia, wiec jej
      pokazalam i wtedy wzruszylam sie niesamowicie, bo ona przytulila i calowala te
      moje chore cycusie! I wiecie, to jej bardzo pomoglo! I jeszcze to, ze nie
      udawalam, ze nie wiem o co chodzi, ale staralam sie pokazac jej, ze ja
      rozumiem, ze wiem, ze jej smutno i zle. Nie mowilam nic takiego jak: jestes juz
      duza, nie placz. Tylko tulilam i mowilam wiem, ze Ci smutno, ale mama juz nie
      moze dac. W koncu Madzia usnela. Obudzila sie w nocy i zaczelo sie od nowa. 1,5
      godziny meczyla sie to placzac, to probujac usnac. Raz chciala sie przytulac,
      raz mnie odpychala, raz zeby nosic, potem bujac itp. W koncu usnela i spala do
      rana. W sobote w dzien bylo znosnie, choc caly czas musialam jej te cycusie
      pokazywac a ona je calowala:) Wieczorem plakala moze ze 20 minut i usnela,
      spala cala noc. To samo w niedziele i tak juz zostalo (bez placzu oczywiscie).
      Teraz nawet jak sie budzi to po prostu przychodzi do nas, kladzie sie i spi
      dalej bez zadnego problemu, ale to juz nad samym ranem.
      Podsumowujac to co nam bardzo pomoglo to te plasterki. Bez nich nie wiem jak
      zdolalabym powstrzymac Madzie od wziecia cyca do buzi, przeciez nie szarpalabym
      sie z nia. Musialabym po prostu nie pokazywac, ale to przytulanie bardzo jej
      pomagalo. Teraz chodze juz bez plastrow oczywiscie, ale jak Madzia zobaczy
      cycusia przypadkiem to chce przytulic i pocalowac i mowi: Madzia juz nie am!
      Mleko juz nie! Nie mam wiec tego problemu, ze musze sie kryc. Byc moze wlasnie
      dlatego, ze pozwalalam jej ogladac i dotykac cycusie.
      Wiecie ja mialam nawet wyrzuty sumienia, ze ja oszukuje, ze moze tak nie
      powinnam, ale z drugiej strony, ta "choroba" cycusiow bardzo skrocila caly
      proces.
      UFFFF ale sie rozpisalam, ale to dlatego, ze pisze o tym chyba pierwszy raz!
      W kazdym razie dzieki jesli ktos doszedl do konca:)
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za wasze powodzenie!

      PS. Z doswiadczenia kolezanki wiem, ze nie mozna sie zlamac. Ona odstawila
      synka, a po tygodniu jak marudzil wyjatkowo (chyba dolegaly mu zabki) podala
      cyca, no i potem miala duze problemy z odstawieniem.
    • gusia29 Re: Ile trwala Wasza walka z odstawianiem od cycu 19.03.04, 21:12
      Wielkie dzieki za wszytkie odpowiedzi, teraz tylko kontempluje ktora metoda
      byla lepsza, ale widze, ze mozna uzyc i cytryny i plasterkow. Maciek rozumie,
      ze jak jest "kika" to boli i nakleja sie plasterek, wiec moze nam sie uda w
      miare latwo. Tez jestem bardzo "miekka" mama i chce to zrobic w sposob
      przemyslany, zeby nie bylo, ze mi mlodego zal i sie znowu poddam.
      Jeszcze raz bardzo dziekuje.
Pełna wersja