ulala72
21.03.04, 01:07
No właśnie. Ciągle się zastanawiam, karmiąc już czas jakiś drugie dziecko,
dlaczego wokół nas wciąż jest tak mała wiedza o karmieniu naturalnym. Nie
mówię już o środowisku babcino-ciotczyno-sąsiadkowym, ale o medycznym
właśnie. Wiele razy przyszło mi wysłuchiwać od lekarzy opinii, rad i
sugestii, na które p. Monika mogłaby tylko wzruszać ramionami (np. od
któregoś tam miesiąca nie wolno karmić w nocy; za to należy dokarmiać,
przepajać; należy też myć pierś przed karmieniem; hartowac brodawki; i
jeszcze ten osławiony już chudy czy tłusty pokarm i inne takie rewelacje).
Najgorzej sprawa ma się z lekami i leczeniem. Mówi człowiek, że karmi, a
przepisują mu coś niedozwolonego, mówią w dodatku, że nic innego nie ma (a
nawet nie sprawdzą, często po prostu nie wiedzą gdzie); żeby np. wstrzymać
się z karmieniem przez jakiś tydzień lub dwa na czas kuracji lub po prostu
odstawić, jeśli dziecko skończyło już 6 mies. Albo rozkładaja ręcę i
mówią "no przecież karmiącej antybiotyku nie zapiszę"! Najbardziej
kompetentną osobą w sprawie leków dozwolonych w czasie karmienia jest u mnie
młoda pani farmaceutka w osiedlowej aptece. Już wiele razy mi doradzała, a
tłum w kolejce za mną aż falował z oburzenia.
Z jednej strony jest takie wielkie zamieszanie wokół cyckowania, diety
karmiącej matki, techniki ssania itd., a z drugiej prawie żadnego (poza forum
oczywiście, i mojej p. mgr farmacji) wsparcia, pomocy i informacji. Ciągle
się temu dziwię... A Wy?