failte
16.08.10, 01:44
Witajcie!
Po niespełna 4 miesiącach macierzyństwa, czuję że muszę się podzielić
kilkoma refleksjami n.t. karmienia piersią. I chciałabym to zrobić
własnie na tym forum. Przy okazji bardzo dziękując, pani Moniko,
że Pani po prostu JEST. Bo w chwilach zwątpienia wrzucam"szuka" i
mam solidną odpowiedź na wszelkie rozterki.
Niniejszym, nie umniejszając niczego mamom butelkowym (które albo
same zdecydowały tak karmić albo natura zadecydowała za nie),
składam wielki szacun na ręce 'mam-piersiówek'. Trzeba być
odporną, niezachwianą albo (pardon!) olewczą w stosunku do otoczenia.
Bo wsparcie karmienia piersią, jak się przekonałam, jest często
czysto teoretyczne. Za hasłami nic nie idzie. Ew. wszechobecna
reklama modyfikowanego. :-D
Karmię swojego Synka wyłącznie piersią. Ładne rozkręcenie laktacji
zawdzięczam (1) nastawieniu, (2) fachowemu personelowi szpitala,
gdzie rodziłam. Po porodzie przez cc Synek szybko nauczył się ładnie
ssać, siostry w odpowiednim momencie przyniosły laktator ucząc jak
się z nim zaprzyjaźniać by pobudzić laktację. Nie było laktacyjnej
inkwizycji, personel był wspierający i zdroworozsądkowy. Brak
laktaterroru zaowocował szybko. I nic się nie stało, kiedy drugiej
nocy głodomorek dostał butlę, po 'załapaniu' ssania piersi, butli już
odmawiał. Chcę jednak czasem wyjść sama z domu, zatem ssania butli z
odciągniętym mlekiem dziecię musiało się nauczyć. Maluszek od
początku nie chciał smoczka, trochę zasypiał na piersi, ale coraz
rzadziej mu się to zdarza. Zajadał na początku bardzo często, co
godzinę - półtorej. Teraz przerwy ma co 1.5-2 h, czasem dłużej. W
nocy je 2 razy, sam zrezygnował z trzeciego posiłku. Przybiera
ślicznie, teraz np. waży 7400g (najniższa waga w 3 dobie po ur.:
2970g).
Przed urodzeniem Synka myślałam, że większość dzieci jest na piersi.
Ale teraz mam zupełnie inne wrażenie - znam tylko jedną mamę, która
swojego czteromiesięczniaka karmi piersią! Pediatra również
stwierdziła, że ma niewiele mam, które karmią piersią.
Jednak patrząc na te 4 minione miesiące już rozumiem, dlaczego
dziewczyny mogą rezygnować z karmienia.
Najpierw stawiamy czoła histeriom roztaczanym od pierwszych chwil w
domu; mama/babcia/teściowa non-stop smęcą: on ma ciągle odruch
ssania - on jest głodny - ty masz złe mleko /za mało mleka.
Liczymy na specjalistów. A guzik! Koleżanki źle wspominają pobyty w
okolicznym szpitalu. Presja 'na pierś' ogromna, ale pomoc znikoma.
Warunki do karmienia również często żadne - u współspaczek ciągle
goście, nie ma jak swobodnie zaprzyjaźnić dzieciaka ze ssaniem, a
samej się skupić czy choćby posmarować i powietrzyć zaczerwienione
brodawki.
I to - wspomniane gdzieś na forum - panaceum na każdy kłopot:
"Odstawić!" No szlag chce człowieka trafić jak się tym szafuje. Synek
trafił do szpitala w 16 dobie życia z powodu przedłużającej się
żółtaczki. Nie mogłam z nim zostać - byłam tym zszokowana i
przerażona. Wtedy pierwsze co usłyszałam od pielęgniarek: "Karmi pani
piersią?" Tak. "To będzie pani musiała przestać." Zaoponowałam, że
nie ma mowy, już wystarczy że nie mogę tu zostać, nie przestanę
jeszcze do tego karmić. Bo niby dlaczego? Wtedy dostałam pojemniczki,
by dostarczać odciągnięty pokarm, ale poinstruowano mnie, że pewnie
zabraknie wówczas i tak dokarmiają. Nie zabrakło, jeszcze zostało.
Tylko zastanawiam się ile mam w takich chwilach nie protestuje, a
przyjmuje, że szpital poda mm, bo takie ma zasady?
Rodzinę mam daleko - bywa ciężko, ale na dłuższą metę jestem chyba z
tego powodu szczęśliwa. Wystarczy mi to, czego nasłucham się przez
telefon.
Je co godzinę? Masz słaby pokarm, mało treściwy! Karmisz tak często
dlatego, że on nie je, tylko śpi. Je ładnie 15 minut co najmniej, bo
słyszę. Niemożliwe, nie je.
Kolki ma? Nie wolno ci jeść ..... - szybko na liście został mi suchy
chleb, woda i liść sałaty, na obiad marchew gotowana, na deser
jabłuszko. O reszcie usłyszałam, że nie wolno. Tymczasem
wyeliminowałam jedynie właśnie jabłka i Synek kolek od tej pory nie
ma.
Dalej było: podajesz już w 2 m-cu herbatki? Nie? A czemu nie? Trzeba
podawać! Tutaj wypowiedziała się emerytowana położna, znajoma
rodziny. Yyyy... Polożna, to chyba specjalistka. No to może podam
herbatkę, choć nie wiem po co. Trzeba dawać dziecku pić w upały. Daję
pierś, ale ponoć źle robię. Kupiłam herbatkę dla takiego malucha,
miała składniki 'naturalne', taka na lepsze trawienie. Tymczasem Mały
nie chce herbatki. Cierpliwie uczę pić. Sukces, zrobił kilka łyczków,
nawet nie wypił 5ml i więcej nie chce. Ucz go, trzeba go
uczyć! Czemu tak bardzo trzeba, nie wiem, postanawiam to olać i
nie uczyć. I dobrze - po kilku godz. herbatka na trawienie powoduje
napęcznienie brzucha, straszne gazy i... kolkę!
Kolej na smoczek: o bo jak to możliwe, ze dziecko bez smoczka,
niedobra mama?! Kiedy on nie potrzebuje smoka, ani nie chce. Podczas
wizyt kolejno chrzestna, babcia, mama, kuzynka, usiłują mi udowodnić,
ze moje dziecko weźmie smoczek, tylko ja głupia nie umiem podać. A ja
nie chcę podać, maluch ładnie i szybko się uspokaja, potrzebę
ssania załatwia na piersi, po co mi smoczek jak 2 m-ce byliśmy na
luzie bez? Tego z kolei nie rozumie otoczenie. Dziś Synek ma 4 m-ce i
nadal słyszę pytania - kiedy zacznę go uczyć smoczkowania? Mania
jakaś, naprawdę. Smok celem samym w sobie.
3 m-c, pediatra ogląda Malucha i dziwi się, że taki wielki na samej
piersi. Spory, ale wcale jeszcze nie taki wielki, 75 centyl,
widziałam już większe dzieci (butelkowe zresztą). Wizytę mamy w
zwyczajowej porze drzemki. Synek w samochodzie przysnął głęboko, w
gabinecie nie dobudzony, leży i uśmiecha się do pani dr. Nie chce
unosić główki - protestuje, położony na powrót się uśmiecha i leży
błogo. Dla pani dr jest (cyt) "gruby i leniwy" - to ma być taki
żarcik. Nie podzielam poczucia humoru. Pani dr kontynuuje, że ma
brzucho, powinien się ruszać a tutaj tylko leży etc. Rusza się owszem
poza porami drzemek, dużo i chętnie. A i rodziców nie ma -nota bene-
drobnych, tylko 'grubej kości', to jak ma być chudy? Nieopatrznie
wzburzyłam się przed mamą, że ktoś mi dziecko nazwał grubym i
leniwym, a już ruszyła kolejna lawina - jak ograniczyć tę zbędną
gramaturkę. Z pomocą nadeszła emerytowana położna: nie dawać piersi
na każde żądanie, bo mleko jest tłuste i słodkie i to jak byśmy jedli
same kotlety. Dawać wodę przegotowaną, można dodać kilka kropel
cytryny. Nie wiem po co - jak chce pić to dostaje pierś i pociąga
kilka razy. Nie daję te wody, bo przy próbie podania nie miał ochoty.
Teraz zaczyna się krucjata rodziny pt. [i]on musi już przesypiac całą
noc bez jedzenia![i] Czeka mnie odpieranie już rozpoczętej
telefonicznie i w przychodni ofensywy p.t. koniecznie rozszerzanie
diety.
Karmię piersią z przyjemnością.
Ale jak coś działa, to 2 000 'ekspertów' stara się wymuszać zmiany.
Pani Moniko, niech Pani nie opada z sił! :-) Trzeba pisać, pisać,
odpowiadać na wątpliwości, wspierać mamy piersiowe.
Niech pochwała piersi przebije reklamę modyfikowanego!
Amen!
Failte