położna - wsparcie

02.11.10, 11:26
Witam serdecznie,
Jestem położną i zostałam poproszona o wygłoszenie wykładu dotyczącego roli położnej we wspieraniu laktacji.
Muszę naprędce zrobić badania dotyczące rzeczywistego stanu rzeczy.
Ankieta jest skierowana do matek, które w ciągu ostatnich 3 lat urodziły dziecko i karmiły piersią.
Każdy głos jest na wagę złota, a ponieważ wyniki zostaną przedstawione położnym z całej Polski to idea też słuszna.
Jak ktoś ma ochotę wziąć udział to proszę o kontakt na a.k-p@wp.pl wtedy wyślę link do ankiety.

Bardzo też proszę o wyrażanie opinii na temat położnych na tym forum, chętnie zacytuję niektóre wypowiedzi. Oczywiście liczę na opinie i te dobre i te złe - chciałabym, aby moje wystąpienie było konstruktywne. Rozróżniam opiekę pełnioną przez położne w szpitalu i poza nim (czyli położna rodzinna) więc można tak też podzielić swoją opinię.
Bardzo liczę na Waszą pomoc.
Pozdrawiam
Agnieszka Kalinowska


    • kotkowa Re: położna - wsparcie 02.11.10, 15:12
      Mogę pomóc, proszę o link na maila gazetowego: kotkowa@gazeta.pl Odnośnie położnych, to mam nienajlepsze doświadczenia ze szpitala. Przez całą dobę po cesarce nikt nie chciał podać mi dziecka do karmienia, mówiąc, że śpi i widocznie nie jest głodne. Dostałam zastoju, którego też nikt nie rozpoznał, a że to moje pierwsze dziecko to też nie wiedziałam jak ma lecieć mleko. Jak go później przystawiałam, to synek ssał delikatnie, często spał przy piersi i w ogóle nie ciągnął mleka, płakał przy każdej próbie odłożenia go, a w ogóle się nie najadał. Miałam go 24h przy piersi, dzień i noc, ciągle wołałam na pomoc położne, również laktacyjne, mówiły, że dziecko zrobiło sobie ze mnie smoczek, że dobrze go przystawiam i wszystko jest w porządku. Tylko, że mały przez 3 dni spadł na wadze z 3500 na 3000 i żałośnie płakał z głodu. Skończyło się dokarmianiem, zastojem i morderczą walką po powrocie do domu o utrzymanie laktacji. Wezwałam prywatnie doradcę laktacyjnego, musiałam robić ciepłe okłady przed karmieniem, potem karmić do 45 min., potem odciągać laktatorem, a mąż dokarmiał dziecko przez strzykawkę, potem zimne okłady i za chwilę zaczynało się kolejne karmienie. Z czasem dokarmiałam synka systemem SNS i udało mi się dojść do karmienia piersią w 80%, a mlekiem modyfikowanym w 20%. Mam żal po pierwsze, że tak długo nikt nie podał mi dziecka do karmienia, po drugie, że nikt nie rozpoznał, że mam problem z wypływem pokarmu i dziecko nic nie pije mimo wiszenia przy piersi non stop i wielkiego płaczu z głodu przy każdej próbie odłożenia go i po trzecie, że dopuszczono do takiego spadku wagi. Można było w porę rozpoznać, że waga zbliża się do niebezpiecznej granicy i zastanowić się dlaczego tak się dzieje. Nie wspomnę, że na oddziale nie było laktatora do dyspozycji, miałam swój ręczny, ale na moje problemy był za słaby. Dopiero w domu miałam warunki, żeby poradzić sobie z problemem - okłady, wypożyczony laktator elektryczny, doradca laktacyjny itd.
      • lilabe1 Re: położna - wsparcie 02.11.10, 17:21
        Nie sądzę aby w I dobie po cc doznała Pani "zastoju". Jeśli dziecko nie chce jeść i twardo śpi tuż po cc to nie ma potrzeby go molestować do ssania . Najczęściej wtedy nic z tego nie wychodzi. Jeśli stan taki trwa przez całą dobę to nic takiego - ma zapasy od matki i nie musi jeść jeśli nie chce. Tak zachowuje się niemała część dzieci. Są dzieci ulewające zassaną treścią wód płodowych z domieszką krwi , śluzu i one także nie mają ochoty na ssanie. Ssanie wówczas najczęściej powoduje następowe nasilenie wymiotów.Trzeba im dać odpocząć i " oczyścić się ". Jeśli nas muli i wymiotujemy to również nie mamy ochoty na jedzenie a zjedzenie jedynie te wymioty nasila , prawda ?To oczywiście w I dobie życia. . W drugiej oczekujemy aktywności , sygnalizowania potrzeby ssania i efektywnego ssania - i wtedy trzeba obserwować czy wszystko przebiega jak należy - jeśli nie to trzeba się przyjrzeć temu dlaczego tak się dzieje i zgłosić lekarzowi , położnej.Skoro dziecko wisiało na cycu a mimo to ubyło na wadze ponad normę to : 1) albo miała Pani za mało pokarmu , 2) albo dziecko za mało efektywnie opróżniało pierś - ponoć przystawiało się dobrze , pytanie dlaczego tak słabo ciągnęło ? Nie miało siły ? Tak czasem bywa u chorych dzieci. Mogło mieć podobny problem jeśli miała pani trudności z wypływem pokarmu. Myślę ,że zjadł Panią stres i stad te problemy. Sama Pani pisze ,że dopiero później udało się karmić w 80 % pani mlekiem co oznacza , że nie miała go pani pierwotnie w wystarczającej ilości - więc to może nie był problem z wypływem pokarmu a z jego ilością ? Jeśli dziecko wisi na cycu przez 24 h i ssie a ubywa ponad normę to znaczy , że miała Pani za mało mleka. Pewnie nie chciała Pani dokarmiać.Z czasem dziecko traciło siły także do efektywnego ssania . Pisze Pani , że położne i doradcy laktacyjni przychodzili , oceniali i doradzali - to chyba nie było z tą opieką tak źle...Oddziały od dawna nie posiadają laktatorów dla matek - podstawowym laktatorem jest dziecko ! Jedynie w wyjątkowych sytuacjach potrzebny jest sprzęt ssący ale wtedy trzeba kupić sobie odpowiedni samemu - do wyboru , do koloru.
        • marta16811 Re: położna - wsparcie 03.11.10, 15:09
          ''Pisze Pani , że położne i doradcy laktacyjn
          > i przychodzili , oceniali i doradzali - to chyba nie było z tą opieką tak źle.."

          Owszem doradzają, tylko że co zmiana, to inny pogląd na temat karmienia. Ze starszą córką nie miałam generalnie kłopotów z karmieniem w szpitalu, przybierała na wadze, więc nikt się nie wtrącał. Po powrocie do domu okazało się, że córka bardzo dużo czasu spędza przy piersi i tu rada położnej jak i otoczenia, żeby przetrzymywać i nie dawać tak często cyca, jak mała chce, to nauczy się, że je się rzadziej a więcej, o i oczywiście wprowadzić smoczek, bo bez tego ani rusz. Niestety posłuchałam wtedy tych rad i karmienie skończyło się po 2 miesiącach. Synek został urodzony przez cc, niewiele jadł w pierwszej dobie, generalnie spał. Jedne położne kazały mi go budzić i jak najczęściej przystawiać, przystawiać, przystawiać... przyszła nocna zmiana i tu zupełnie odmienne zdanie, nie przystawianie tylko butelka "Pani nie ma przecież jeszcze pokarmu po cesarce, a jak dziecko nie będzie przybierało, to zostaniemy w szpitalu dłużej, a tego chyba by Pani nie chciała". Mętlik straszny zrobił mi się w głowie od tego doradzania. Jednak tym razem postanowiłam zdać się na siebie i synka i karmię go do dziś, a ma już prawie rok. Położnej, która przychodziła do domu nie zadawałam żadnych pytań na temat karmienia. Niestety z moich i koleżanek doświadczeń dzięki radom położnych karmienie zazwyczaj kończyło się szybko:(

          Chętnie wypełnię ankietę; proszę o przesłanie na adres marta16811@gazeta.pl
        • kotkowa Re: położna - wsparcie 03.11.10, 19:46
          Częściowo ma Pani rację - stres na pewno mnie zjadł, bo miałam bardzo ciężki i długi poród, ponad 20h, dopiero pod koniec stwierdzone ułożenie potylicowe tylne i ostatecznie cc. Byłam bardzo wykończona, zmartwiona, oszołomiona i na pewno zestresowana. Odnośnie nie karmienia przez pierwszą dobę to akurat czytałam co innego, mianowicie, że bardzo ważne jest przystawienie dziecka tuż po porodzie, w ciągu kilku pierwszych godzin, że ma to kluczowe znaczenie dla laktacji, a dziecko ma wtedy bardzo silny odruch szukania i ssania. Przy porodzie dostałam 3 razy Dolcontral (choć zgodziłam się tylko raz) i ponoć również przez to synek mógł być zbyt ospały i zbyt delikatnie ssać. Rzeczywiście początkowo nie był to u mnie zastój, ale problemy z wypływem pokarmu. Wszystkie położne twierdziły, że mam bardzo dużo pokarmu, ale on po prostu zaczynał zanikać, bo dziecko słabo ssało, zrobiło się koło zamknięte - problemy z wypływem, więc dziecko nieefektywnie ssało, a przez to problem z wypływem i potem zastojem się pogłębiał. Gdy synek zaczął być już dokarmiany to oczywiście laktacja proporcjonalnie się zmniejszała. Położne raz po raz przychodziły, ale żadna z nich nie rozpoznała co jest problemem, żadna mi nie pomogła. Nie rozumiem jak można dopuścić do takiego spadku wagi u dziecka i nie reagować w porę, nie szukać przyczyny. Po wyjściu ze szpitala natychmiast zamówiłam doradcę laktacyjnego do domu i spisał się na medal. Gdyby ktoś taki był już w szpitalu, być może karmiłabym wyłącznie piersią. Nikt w szpitalu nie dał mi zaleceń, żeby robić ciepłe okłady przed karmieniem, a zimne po, żeby odciągać pokarm laktatorem, żeby masować piersi itd. Dokarmianie dziecka też oczywiście odbywało się butelką, a nie jak zalecają doradcy strzykawką, pipetą, kubeczkiem lub systemem SNS. Wizyty położnych ograniczały się do sprawdzenia, czy dziecko jest prawidłowo przystawione.
          • agulajda1 Re: położna - wsparcie 03.11.10, 20:45
            Bardzo dziękuję za opinie. Pojawia się u Pani wątek, który jeszcze nie pojawił się w ankietach, czyli to, że każdy mówi co innego. Na to też zwrócę uwagę w mojej wypowiedzi, gdyż jak ja jeżdżę do moich położnic też się spotykam z wypowiedziami, że w szpitalu mówią co i rusz co innego. Pozdrawiam
          • basiak36 Re: położna - wsparcie 03.11.10, 21:11
            Nikt w szpitalu nie dał mi zaleceń, żeby robić ciepłe okłady przed karmienie
            > m, a zimne po, żeby odciągać pokarm laktatorem, żeby masować piersi itd.

            Masowac na pewno nie, jesli juz to delikatne glaskanie piersi, masowac nie wolno.
            Zamiast laktatorow i innych dodatkow, wystarczyloby zeby od razu po cc przystawiac dziecko do piersi.
            Z tego co piszesz to po prostu problemem bylo to ze dziecko zle ssalo i nie dostawalo piersi od poczatku, wyplyw pokarmu tutaj nie gralby az takiej roli gdyby dziecko dobrze ssalo i ktos pokazal Ci od poczatku jak przystawiac.

            Kolejny problem to slawna 'mala ilosc pokarmu', podczas gdy wiekszosc sytuacji dotyczy zwyklych problemow z technika ssania.
            Po lekturze forum zreszta widac niewiele przykladow gdzie kobiety dostaja dobra pomoc laktacyjna. Juz wystarczy ze ktos z personelu mowi 'ma pani malo pokarmu;', albo 'plaskie brodawki', co oczywiscie wynika z braku wiedzy o laktacji, i dla niejednej matki takie cos oznacza ze traca te bardzo delikatna na poczatku wiare w wykarmienie dziecka.
        • mami.nka Re: położna - wsparcie 05.11.10, 11:31
          Nie będę się odnosiła do całej wypowiedzi, tylko do jednego stwierdzenia, że w drugiej dobie można stwierdzic, że Pani miała mało pokarmu... hmmm, jeżeli w ogóle o czymś takim można mówic... jeżeli dziecko nie ssie, a powinno już po porodzie zostac przystawione, na wet po cc, to tak, sygnału do produkcji pokarmu nie będzie. Wystarczy pracowac nad techniką ssania, nad tym, żeby pierś została prawidłowo opróżniona, a to za sprawą techniki się dzieje, prawda? A w międzyczasie, można sobie pomagac ciepłymi okładami, jeżeli jest zastój, kapuchą, jeżeli nawał i dziecko przystawiac. Wiele razy na forum były wątki, czy wybudzac noworodka do karmienia, czy nie. Niektóre wybudzały, niektóre nie i nie było problemu z wagą. U nas chwilowo był problem z wagą, więc był terror, czyli częste przystawianie, budzenie, w nocy co 3 godz. a nie dokarmianie sztucznym, jak to mi moja położna poradziła.Owszem, w pierwszej dobie podobno nie ma takiego musu, żeby dziecko karmic, jeżeli nie zgłąsza chęci, jeżeli odpoczywa, to niech sobie pośpi i mam wtedy odpocznie, ale po porodzie powinno zostac przystawione, żeby od razu złapało kontakt z mamą i piersią, podobno wtedy najbardziej szuka i ma bardzo silny odruch ssania.
    • anetdar Re: położna - wsparcie 03.11.10, 15:35
      proszę przesłać na aneta_p@vp.pl
      położne w szpitalu: praktycznie nie miałam z nimi do czynienia. Po cc zajmowały się małym pielęgniarki z noworodków- bardzo miłe, pomogły dostawić małego ja na 2 dobę wyszłam więc tutaj nie wypowiem się
      Położna rodzinna: świetna kobieta, dobrze po 60, dojeżdżała do nas na każde zawołanie, dzwoniła jeszcze przed cc i dopytywała się o samopoczucie. Ściągnęła mi szwy w domu, zawsze pod telefonem, doradzała i dzieliła się swoją wiedzą. Położna z powołania:)
    • fiamma75 Re: położna - wsparcie 03.11.10, 21:16
      proszę na gazetowego
      • magdal_l Re: położna - wsparcie 03.11.10, 22:52
        proszę również na gazetowego maila
        • hatchalit Re: położna - wsparcie 03.11.10, 23:05
          Proszę na gazetowego.
    • lula_w Re: położna - wsparcie 03.11.10, 23:19
      też proszę na gazetowego.

      mi położna pomogła przystawić małego zaraz po porodzie. zaciumał ;-) i to było super.
      a potem dzieć spał, spał, spał... w tym czasie przychodziły różne dziwne wycieczki, ściskały za sutki itp. oraz powątpiewały, czy będę mieć pokarm w wystarczającej ilości - w sumie nie wiedzieć czemu, bo pryskało im w oczy :-) na szczęście przytomnie warczałam, że u hiperprolaktynemiczki z historią mlekotoku to mało prawdopodobne i już z butlą nikt nie wyjeżdżał. a jak młody się wyspał, przystawić do takich "napompowanych" piersi pomogła koleżanka z sali, bo personel karmić kazał, ale pokazać jak to już nie bardzo.
    • matka_karmiaca Re: położna - wsparcie 04.11.10, 10:35
      Położne w szpitalu - wady:
      - "uuu, z takimi brodawkami to chyba pani nie pokarmi" (skąd ja miałam wtedy wiedzę, że pierniczą? przecież nie czytałam wtedy jeszcze tego forum)
      - bezceremonialne szczypanie sutków - czy tak trudno się zapytać "czy mogę pomacać pierś?" ?
      - sprzeczne podejścia i jeszcze pretensje do pacjentek, że stosują się do zaleceń położnej z poprzedniej zmiany (a na kobietę zaraz po porodzie to przecież wystarczy lekko fuknąć, żeby się łzami zalała). Np. koleżance z sali kazali pobudzać laktację laktatorem, Karmi i herbatkami - następnego dnia dostała burę, że odciąga "a dziecko co zje?". Potem biedna walczyła z kosmicznym nawałem - nauczona jej przykładem, odciąganie, Karmi i herbatki olałam.
      - chętne dokarmianie - moja mała z entuzjazmem rzucała się na pierś, ale nie bardzo jej szło ssanie - łapała i puszczała, łapała i puszczała. Byłam przerażona, zgodziłam się na dokarmianie, to mi ją dokarmiały potem nawet nie wiem, ile razy. Przynajmniej strzykawką.
      - bezradność - ze dwie albo trzy położne próbowały mi pomóc przystawić dziecko i nie bardzo umiały. Ja jestem chyba twarda, bo jakoś się tym nie przejęłam, ale wyobrażam sobie, że niejedną matkę mogłoby to załamać "ona tak nie umie ssać, że nawet położna nie umiała pomóc..."
      - zignorowanie pokaleczonych brodawek - pokazałam zakrwawiony stanik i dzidzię z buzią jak mały wampirek, jedyną reakcją było "bywa... lanoliną smarować". Jak trafiłam w 3. tygodniu do doradcy laktacyjnego, miałam już centymetrowe, niegojące się rany.

      Położne w szpitalu - zalety:
      - jedna w końcu jakoś mi biedulkę przystawiła i nauczyła jakichś podstaw

      Położna rodzinna - wsparcie laktacyjne i jakiekolwiek inne: zero, zresztą przyszła tylko raz, jak byłam bezpośrednio po wizycie u doradcy laktacyjnego
      • meg303 Re: położna - wsparcie 05.11.10, 10:39
        Ja mialam ten luksus, ze na wszystkie pytanie o brodawki, ilośc pokarmu etc odpowiadalam " pierwsze dziecko karmiłam przez 14 miesięcy"
    • mami.nka Re: położna - wsparcie 05.11.10, 11:22
      I ja poproszę ankiete na gazetowego maial, o ile to jeszcze aktualne.

      Co do moich doświadczeń z położnymi, to na te w szpitalu narzekac nie mogę, kobiety z wiedzą na temat, pomagałay, były na każde zawołanie, tłumaczyły, ja miałam problem, bo synek miał dużą żółtaczkę, nie potrafił i nie chciał ssac, płakał. Nie słyszałam nic o tym, że mam lub mogę miec mało pokarmu, raz tylko, że trochę płaskie brodawki i, że może miec na początku problem ze złapaniem, ale potem już tylko pomoc i cierpliwe przystawianie ze mną. Niestety został dokarmiany, ale strzykawką, jak już ściągałam wystarczającą ilośc, to już tylko moim pokarmem.

      No a położna środowiskowa, hmmm, oczywiście, nie karmic tak długo, bo będzie miała Pani powyciągane i zmasakrowane brodawki (akurat cycowis mi się trafił, więc non stop było karmienie przez pierwsze kilka tygodni), podac smoczka, a potem jeszcze się okazało, wg. położnej, że za mało przybrał na wadze, pewnie mam za słaby pokarm, kupic mleko i butelkę, a w ogóle odciągnąc laktatorem z piersi po dłuższej przerwie (sic!) i sprawdzic, ile mleka jest w piersiach... nie mogłam własnym uszom uwierzyc... Połozna była tylko raz, wypełniła papierologię, mnie nawet nie obejrzała, a chyba powinna, zresztą, tak tez powiedziała, że to zrobi, przyniosła kilka broszurek, których chyba sama nie czytała, bo w nich na temat karmienia piersią było zupełnie co innego, niż ona głosiła, bardzo się spieszyła i tyle ją widziałam.
Pełna wersja