biljana
07.06.11, 11:19
Potrzebuję rady.
Mam półtoraroczną córkę i jestem w ciąży; we wrześniu urodzi się druga córeczka.
Z pierwszą córka przeżyłam karmieniowy horror, teraz chciałabym aby karmienie się udało. Czy jest na to szansa?
Opiszę pokrótce jak było poprzednim razem:
Rodziłam w szpitalu teoretycznie przyjaznym kp, bo w św. Zofii. Niestety, mimo, że od początku miałam ogromne problemy z przystawianiem, a mała chudła, jedyna radę jaką dostałam było: przystawiac, przystawiać.
Nosz... przecież ja tam nic innego nie robiłam. Brodawki miałam poranione, ale położne twierdziły (łącznie z konsultantką latkacyjną) że przystawiam dobrze. Mała chudła, więc została na zalecenie tej konsultantki własnie dokarmiona - ale nie butla, tylko sondą po palcu taty:)
W końcu po czterech dniach nas wypuścili, jak waga tylko przestała spadać.
W domu przez pięć dni była tylko na piersi, ale ja widziałam, że coś złego dzieje się z dzieckiem.
W końcu po pięciu dniach poszlismy do poradni laktacyjnej, tam okazało się, że dziecko od wyjścia ze szpitala schudło pół kilo (Urodziła się z wagą 3700, wyszłyśmy 3500, po pięciu dniach było 3000).
No i zaczęło się karmienie mieszane.
Plan był taki: pół godziny z jednej piersi, pół z drugiej, potem sonda po cycku mieszanka. Po tym cyklu ja z lakatorem metodą 7-5-3 z każdej piersi. Po dwóch godzinach od początku karmienia to samo.
Tak żyłam 7 tygodni. Mleka nie było więcej, laktatorem udawało się ściągać jakieś 30 ml, nie na tyle żeby to mleko zastapiło mieszankę. Zapisywaliśmy codziennie ile dziecko jadło i o której, no i ile waży.
Po 7 tygodniach osiągnęłam tyle, że mała ładnie przybierała (ok. 180-200 g tygodniowo), ale mleka nadal nie udawała mi się ściągać i jadła coraz więcej mieszanki.
W końcu wykończona totalnie po siedmiu tygodniach przeszłam na mieszankę i skonczyłam kp, laktator i sondę ze strzykawką.
Odchorowałam to wszystko strasznie, bo przez te tygodnie byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów, bardzo to przezywałam. Nie robiłam tez nic innego, tylko karmiłam i odciągałam. Macierzyństwo mnie nie cieszyło, jak tylko mała zasypiała, odkładałam ją do łóżeczka i uciekałam, żeby choć 15 minut odpocząć. Miałam tez depresję, chodziłam całymi dniami w koszuli po domu, a mleka jak nie było, tak nie było.
Oczywiście przejście na butelkę zmieniło wszystko o 180 stopni. Mała jadła, ja się wyspałam (tyle o ile) i zaczęłyśmy po prostu byc razem:)
Teraz chciałabym spróbować kp i karmić córkę dłużej niż 7 tygodni. Chciałabym tez uniknąć takiego horroru. Nie oczekuję bezproblemowego kp, ale takiego, które pozwoli nam normalnie funkcjonowac.
Podpowiedzcie mi, jakie popełniłam błędy? Co mogę zrobić inaczej?
Wiem na pewno, że tym razem na permanentne karmienie i odciaganie nie ma szans, bo przecież w domu będzie tez szalejąca dwulatka.
Pewnie napiszecie, że niepotrzebnie przeszłam na karmienie mieszane. Ale to po pierwsze było zalecenie z poradni laktacyjnej, a po za tym mała musiała rosnąć i przybierac. A spadek wagi z 3700 do 3000 nie jest chyba fizjologią.