d.o.s.i.a
15.06.11, 13:57
Mam zagwozdke. Teoretycznie pokarm po pol roku, roku i nawet 2 latach "rosnie" razem z dzieckiem tj. przystosowuje sie do zapotrzebowania dziecka i wg. Was nie traci nic na wartosci. Skoro tak, to dlaczego wlasciwie trzeba rozszerzac diete? Czy samo mleko nie wystarczy, skoro nie traci na wartosci, a - jak czesto piszecie - jesli dziecko ssie to sobie naprodukuje tyle ile bedzie chcialo? Dlaczego wiec karmic czyms innym skoro mleko jest najlepsze dla dziecka?
A jesli taki pokarm kalorycznie jest mimo wszystko niewystarczajacy i stad potrzeba wprowadzania nowych produktow to automatycznie chyba znaczy, ze ... jednak mleko traci na wartosci (przynajmniej kalorycznej), wiec mowienie, ze nie traci jest... nieprawda. Rowniez, skoro pokarm sie zmienia, to dlaczego zakladacie, ze nie moze byc od poczatku niewystarczajacy ("chudy") i ze dzieci, ktore musza wisiec na piersi 24h po prostu nie dostaja wystarczajacej ilosci pokarmu? Jak poznac kiedy naprawde pokarmu jest za malo, zeby nie zaglodzic dziecka? Pamietam post jednej dziewczyn, ktorej dziecko trzeslo sie na widok butelki z mlekiem i okazalo sie, ze bylo po prostu glodne. Jak to rozpoznajecie? Skad wiecie, czy kobieta na pewno da rade wykarmic swoje dziecko?