mbartoszew
31.07.11, 00:02
Problem dotyczy mojej ukochanej dwuletniej już córci.
Jej starszego brata karmiłam (bez żadnych kłopotów) rok i osiem miesięcy, "odstawił" się sam - ilość karmień się zmniejszała, aż pewnego wieczoru wolał oglądać książeczkę.
Dało mi to taką pewność siebie, że uznałam się niemal za eksperta w sprawach karmienia.
Gdy urodziła się Justysia, też wszystko z karmieniem było super, mimo cesarskiego cięcia.
Za to teraz mamy problem.
Ma dwa lata. Domaga się i domaga. Mimo picia bebilonu Pepti. Tu chodzi o emocje. W dzień jest samodzielna, towarzyska, dobrze funkcjonuje społecznie, nie wisi mi na nodze, a gdy pracuję - chętnie zostaje z nianią (ok 5- 6 godzin dziennie). Ale trudno ją uśpić bez wyciszenia na piersi. Poza tym czasem, gdy się wystraszy lub zmęczy itp - albo po porstu wpadnie w nastrój - domaga się wręcz histerycznie, i to pełnymi zdaniami ("Mama, daj lulu swojej Jusi kochanej!" - no, komedia po prostu...)
Nawet chętnie ją biorę, ale po 5- 10 minutach zaczynam nie wytrzymywać, jakoś mnie to zaczyna irytować, napinam się - i ona to pewnie czuje. Chyba to już zmęczenie. Czuję potrzebę "odzyskać swoje ciało" po kilku latach cyklu ciąża - karmienie - ciąża - karmienie.
Tylko jak to zrobić z najmniejszą szkodą psychiczną dla niej? Jednym cięciem i przetrwać kilka dni histerii? (tego nie chciałabym robić teraz, bo jest w trakcie nauki nocnika). Próbować stopniowo, np. ograniczając tylko do wieczora? Ograniczać czas, np do pięciu minut przy piersi, a potem próbować zagadać? Czy zrobić to w takim czasie, kiedy jestem z nią dużo, żeby czuła wsparcie mamy - czy w takim, kiedy mnie właśnie dużo nie ma - bo czego oczy nie widzą...?
Bo pomysły ze smarowaniem brodawek czymś gorzkim mnie absolutnie nie przekonują... ;)