1matka-polka
19.08.11, 09:58
Otóż spędziłam po porodzie trochę czasu w szpitalu na Borowskiej, więc ciekawych rzeczy się dowiedziałam od położnych na temat karmienia piersią:
- że mam za duże sutki, dziecko nie może chwycić, trzeba kupić te najmniejsze silikonowe kapturki na piersi, po czym tak mi ścisnęła sutek że aż mi się gwiazdy pokazały,
- że nie można jeść kefiru, ani TWAROŻKU!!! ani żadnych owoców bo kwaśne i się dzieciom rany robią na pupie,
- że nie można nabiału bo dziecko dostanie skazę białkową,
A najlepsze jest to, że każda (lekarki i położne) mówiła co innego, chyba w zależności od tego na co ich dzieci były uczulone.
Zostałam tylko z ziemniakami, marchewką, mięsem i chlebem.
A wszystko zaczęło się od tego, że moje dziecko dostało raz w nocy kolkę.
Poza tym położne zaglądały matkom do posiłków przynoszonych z domu, czy aby nie jedzą jakiś niedozwolonych produktów. Natomiast posiłki szpitalne dla matek karmiących zawierały wszystkie niedozwolone produkty.
Czy szpital nie powinien zrobić jakiegoś szkolenia, żeby nie trzeba było wysłuchiwać tych głupot i się bez sensu głodzić???
A jeżeli chodzi o moje karmienie piersią, to jem już bardzo dużo różnych potraw a dziecko jest uczulone na JABŁKA, które tak wszyscy zalecają. Od jabłek dostaje wyprysków na pupie i ma bolesne rozwolnienie.