m.aggie
08.10.11, 17:40
Wygląda na to, że moje dziecko jest mało elastyczne :/
Synek właśnie skończył 5 miesięcy. Od tygodnia chodzi do żłobka (no dobra, jest zanoszony ;) ). O moich wątpliwościach i kłopotach z karmieniem tamże pisałam już w innych wątkach. W skrócie:
Próbowałam nauczyć go pić mleko z Calmy - nauczył się, mój mąż karmił go tak z powodzeniem, ale synuś na raz wypijał bardzo mało mleka. W żłobku za to w ogóle nie chciał zassać z tego ustrojstwa.
Inne urządzenia, typu kubeczki TT czy Medeli w ogóle nie wypaliły. Poza tym wymagają dużo więcej zachodu, a w żłobku państwowym po prostu nie ma warunków.
Wobec tego planowałam, że podczas pobytu w żłobku będzie dostawał tylko posiłki stałe, tj. raz kaszkę na wodzie z owocem, a raz zupkę. Niestety, wprowadzenie marchewki poskutkowało okropnymi zaparciami - do teraz, mimo odstawienia marchewki, walczymy z konsekwencjami.
Spróbowałam więc innej butelki, mianowicie Tommee Tippee. Z niej synek pięknie wypija około 120-130 ml na posiłek. Oczywiście początkowo się cieszyłam, bo moglibyśmy teraz wrócić do samego mleczka, a dietę rozszerzać baaardzo powoli, bez presji.
I tu pojawił się problem: jak już wreszcie dziecię załapało butelkę, to picie z piersi okazuje się za trudne. Widzę wyraźnie, że gościu jest głodny, ale początkowo trochę z piersi pociągnie, a potem się denerwuje, odrywa, krzyczy.
No i co teraz? Podpowiecie jakieś wyjście z sytuacji? Obstawać przy piersi, nie zważając na protesty czy może przejść na butelkę?
Zabawa z laktatorem na pewno będzie uciążliwa, szczególnie, że planowałam pokarmić przynajmniej do roku. Za to skończą się nerwy przy piersi, a te były od kiedy pamiętam, tj. od dnia porodu. Owszem, smoczek był w użyciu przez parę tygodni, ale już dawno o nim zapomnieliśmy. A nerwowe karmienia były i przed smoczkiem, i w trakcie używania, i po. I nadal prawie każde karmienie kończy się płaczem :(