olgamm
19.11.11, 14:57
Po cc miałam problemy z laktacją - na początku dostawiono mi syna byle jak, potem karmienie średnio nam szło, mały przysypiał, a ja nie umiałam go zmotywować do ssania. W rezultacie mały się wygłodził, wyziębił, stracił na wadze i z lekko osłabionym tętnem trafił na obserwację, gdzie od razu zatrzymali go na dobę na naświetlaniu i dokarmili. Pokarm zaczął lecieć późno i od 2 doby byliśmy na strzykawce i mleku zastępczym. Mały dziennie zjadał jakieś 300 ml sztucznego i resztę mojego. Potem zainwestowaliśmy w Calmę, spotkaliśmy się ze szpitalną doradczynią od laktacji. Dziś (16 doba) w dzień dokarmiam go sondą, nocą w zależności od sił - sondą lub Calmą. Na dzień zjada około 350 ml mm. W dzień między karmieniami staram się odciągać dodatkowo pokarm w systemie 77-55-33, ale 10-20 ml przy jednym odciąganiu to nasze maksimum. Podaję to dziecku, ale w sumie wychodzi około 50-80 ml dziennie. Piję herbatki laktacyjne.
Zdaniem doradczyni zrobiłam wszystko, co mogłam. Poprawiła tylko przystawienie małego i zasugerowała karmienie przez sondę. Podobno moje problemy z tarczycą (Hashimoto, zdiagnozowane na początku ciąży, leczone najniższą dawką) może być sygnałem innych problemów hormonalnych. Ale nikt, kogo znam z tą chorobą nie miał problemów z karmieniem piersią, endokrynolog też nawet się nie zająknął na ten temat.
Bardzo mi zależy na karmieniu piersią, wiem, że nawet ta niewielka ilość mleka, którą mu podaję jest cenna, ale nie wiem ile wytrzymam w takim systemie. Po odjęciu czasu na karmienie, dokarmianie, przygotowanie do dokarmiania i odciąganie pokarmu nie zostaje mi praktycznie ani jedna wolna chwila. Dodam tylko, że na razie mały ładnie przybiera na wadze.
Może powinnam udać się do endokrynologa i sprawdzić poziom hormonów, zanim laktacja całkowicie zaniknie?