poniwa
21.12.11, 18:49
Witam,
jestem mamą 10-tygodniowej córeczki, karmionej tylko piersią, smoczka nie dostaje.
Zauważyłam u siebie pewną prawidłowość, która mnie martwi :-( :
stanem wyjściowym jest dużo mleka w piersiach, mała najada się szybko, w jakieś 8min. Karmię co 2,5h-3h, bo mała nigdy właściwie nie domaga się jedzenia, lub częściej, kiedy wydaje mi się, że chce jeść. W nocy jedna przerwa 4h, reszta co 3h. Zazwyczaj z jednej piersi, bo drugiej już nie chce, chociaż czasami possie.
Potem w miarę upływu dni mała zaczyna ssać dłużej i dłużej, aż jedno karmienie zaczyna trwać godzinę - wtedy już z dwóch piersi. Mam wtedy wrażenie, że efektywnie ssie zaledwie chwilę, reszta to po prostu wiszenie na piersi. Piersi przy tym są miękkie cały czas i nie mam wrażenia, żeby napełniały się mlekiem nawet po nocy. Aż następuje taki dzień, że mała wisi na piersi nie ssąc w ogóle, ja w panice zaczynam odciągać 77-55-33 co 2,5h, co na początku przynosi marne efekty, ale po jakichś dwóch dobach mleko rusza i odciągam więcej. Wtedy piersi są znowu pełne, mała najada się znowu w 8min.
Ostatnim razem w takim krytycznym dniu nie jadła 24h, ciemiączko było wklęsłe - ponieważ był to weekend, to pojechałam z nią do szpitala - nic nie stwierdzono oprócz tego, że rzeczywiście mało jadła.
To wszystko powtarza się średnio co 2tyg.
Co robić, żeby utrzymać laktację na jednym poziomie? Nie daję rady z tym odciąganiem co 2,5 h w dzień i noc, głównie psychicznie, bo nie znoszę tego, ale fizycznie też się tak długo nie da - są jeszcze inne obowiązki. Karmić 1h co 2,5h też się nie da na dłuższą metę. Teraz mam znowu więcej mleka, ale boję się, że to znowu wróci (już 3 razy się tak zdarzało).
Co robić???