villemo86
28.12.11, 22:17
,,, ale też kocham to strasznie. Jestem rozbita, rozdarta i mam przez to kolejnego doła :(
Nienawidzę, bo:
- nie cierpię wyciekającego mleka, które miało przestać wyciekać, a nie zmienia się nic.
- nie cierpię tego, że mnie boli i chociaż tłuczecie mi do głowy, że boleć nie powinno, to pomimo konsultacji z lek rodzinnym, dwoma ginekologami, wizyty doradczyni lak i wizyty w poradni lak nic się nie zmienia i nikt nie wie czemu boli. Nie mogę przytulić moich dzieci do piersi nie krzycząc przy tym z bólu :(
- nienawidzę uwiązania do dziecka, chociaż już jest lepiej, bo wróciłam do pracy, a mała nauczyła się pić z butelki
- nie cierpię nakładek do karmienia piersią, które się gubią w najmniej oczekiwanym momencie, trzeba je wyparzać i pilnować by mała dobrze chwyciła. Nie mówcie, że można próbować je odstawić, bo nie można. Mam tak do dupy (za przeproszeniem) brodawki, że nieraz jak w nocy karmię i nie świecę światła, to nie mogę trafić z nałożeniem nakładki i młoda czasami zasysa skórę robiąc mi malinkę. Fakt, że chwyta też otoczkę mnie nie przekonuje, bo najpierw trzeba tę otoczkę znaleźć.
- nienawidzę zapachu mojego mleka
- noszenia wkładek w biustonoszu
- miliona pięciuset pobudek w nocy, tylko po to, by mała zrobiła dwa łyki i poszła znowu spać
- kompletnie nie mam ochoty na sex i widzę, jak bardzo mojemu mężowi z tego powodu przykro
Kocham karmić piersią, bo:
- uwielbiam wpatrzone we mnie, zakochane ślepka mojej córeczki
- jej uśmiech jak wieczorem kładę ją do ostatniego karmienia i przytulamy się w łóżku, a ona cała szczęśliwa obraca się na boczek by się przyssać
- bo jest to wygodne i tanie (brak butelek, mieszanek)
- bo jest to zdrowe
- bo buduje niepowtarzalną więź.
No i tak oto za dwa dni minie 6 miesięcy mojego karmienia. Mąż widzi, że się dalej męczę i naciska żeby małą odstawiać, a ja chcę i nie chcę. Z jednej strony marzę o tym, by to się skończyło, a z drugiej strony marzę o tym by trwało jeszcze długo.
I bądź tu mądra