eteryczna1980
28.06.12, 20:31
Mój 6 miesięczny synek miewa czasem furczący nos, suchawą skórę i jakieś krostki na buzi - raz więcej, raz mniej (nigdy więcej niż kilkanaście i tylko na buzi). Ale tragedii nie ma. Pediatra zalecił dietę hypoalergiczną, jednak nie udało mi się jej wcielić w życie z powodu częstych wyjazdów służbowych (synek pił wtedy zapasy mleka z okresów, kiedy jadłam wszystko) i słabej woli. Jak na razie udało mi się tylko (już dłuższy czas) wyeliminować nabiał. A powyższe objawy i tak raz są, raz nie. Po przebojach z głodową, restrykcyjną dietą przy pierwszym synku (też lekkie objawy alergii) obiecałam sobie, że nie dam się w to wrobić ponownie i nie wyłączam ani ryb, ani jajek. Nie jem tylko tego nabiału i orzechów. I zastanawiam się, co dalej - czy przejść na mm czy karmić dalej piersią (bardzo bym chciała), jedząc jednak wszystko. Czy mleko mamy, nawet z alergenami, jest lepsze od mm, czy może mu jednak szkodzić? Nie mam ochoty na głodówkę i wyłączanie kolejnych potencjalnych alergenów, tym bardziej, że za tydzień wracam do pracy i będę potrzebowała dużo siły. A ograniczanie się i wyrzuty sumienia, że coś może jednak szkodzić, psuje mi całą radość karmienia.