djbg
28.07.12, 16:12
Nie mam już siły- nie wychodzi mi karmienie piersią. Synek ma 10 dni i dokarmiamy go z butli, bo mąż nie wytrzymuje nerwowo jego płaczu i tego, że nie je. Z piersi nie je chyba wcale, bo jak w końcu uda mi się go przystawić, to tylko mamla brodawkę, ale nie słychać przełykania (ewentualnie 1-2 łyki na początku). Poza tym tego mamlania jest 10-15 min., a potem usypia, ale nie można go ruszyć, bo się wybudza, albo wybudza się sam, a mi nie udaje się go już ponownie przystawić/zmienić piersi. Ewentualnie przystawiam i znów tylko mamla bez połykania czegokolwiek. Dziś próbowałam z nim tak wytrzymać pół dnia, jedna i druga pierś, różne pozycje, aż mnie mocno zaczęły boleć obie brodawki. Młody też się od tego mamlania nie uspokajał i w końcu dostał butlę i śpi.
Generalnie wszystko mi się miesza i czuję się bezradna. Mąż też nie jest wsparciem, bo jemu butla nie przeszkadza byle synek jadł i przybierał na wadze.
Ja w szpitalu z karmieniem przeszłam gehennę, bo już przy pierwszym przystawieniu po porodzie usłyszałam, że ciężko będzie, bo brodawki nie takie (co nie do końca jest prawdą). Potem sama próbowałam go jakoś karmić, czasem pielęgniarki z laską pomagały w przystawieniu, bo mi nie wychodziło. W pewnym momencie myślałam, że furii tam dostanę, bo nie mogłam sobie z małym dać rady, a wszyscy traktowali mnie jako wariatkę. Była też żółtaczka i naświetlanie i dokarmianie butlą już w szpitalu, choć ja starałam się go karmić piersią na tyle, na ile mogłam. Ale stracił dużo na wadze. I w końcu w szóstej dobie wyszłam z tego szpitala z poczuciem, że jestem wyrodną matką, bo nie umiem i nic nie wiem, nie umiem sobie poradzić sama itd.
Nie jestem w stanie tego karmienia ogarnąć, zapisywać godzin, ilości mieszanki. Każdy mówi coś innego, w środę była u mnie położna środowiskowa i przy niej jakoś łatwo udało go się nakarmić, nawet przełykał, a potem spokojnie usnął. Ale potem już nie poszło tak dobrze.
Wczoraj byłam u pediatry, żeby małego obejrzała ze względu na to niejedzenie, ale niewiele się dowiedziałam oprócz tego, że mam karmić piersią, bo stracę laktację. Pocieszające jedynie to, że synek przybrał na wadze od wyjścia ze szpitala, choć jeszcze nie była to waga urodzeniowa.
Jestem załamana tym karmieniem i coraz bardziej skłonna do przejścia na butlę, bo wtedy jestem w stanie bardziej sytuację kontrolować i może nie wykończę się tak psychicznie jak z piersią.
Może ktoś coś poradzi... bo ewentualnie do poradni laktacyjnej trafię dopiero w poniedziałek najwcześniej.