matylda07_2007
09.09.12, 16:03
wymiękłam ostatecznie, umęczona uwiązaniem do mnie ssaka, odstawiłam. I jakże początkowo żałowałam! Młody nigdy nie używał smoczka, butelki (nie no, smoczka miał, ale krótko, sam go porzucił dawno temu), używał mojej piersi do spania. I ze spaniem była katastrofa. Co prawda nie było "cycolenia" minimum 3 razy w nocy, ale noce i drzemki też nie wyglądały kolorowo. Drzemek to w zasadzie nie było.
Nie było tragedii, płaczów, żądania piersi. On po prostu nie potrafił zasnąć bez "smoczka.
Wystarczyło poczekać 8 czy 9 dni, a dziecko śpi 10-12 godzin w nocy. Trochę wędruje po łóżku, ale budzi się bardzo rzadko. Drzemki są lub ich nie ma. Jeśli drzemka jest, synuś zasypia grzecznie przy mamie w łóżku lub w każdym innym możliwym miejscu. W wózku, w samochodzie, w krzesełku do karmienia, na zjeżdżalni przed domem ;)
Wczoraj wieczorem obejrzał z siostrą "Misia w dużym niebieskim domu", przetransportował się na swoją poduszkę obok mnie, naciągnął kołdrę po samą szyję i zasną bez jednego piśnięcia.
Odstawianie nie musi być traumą, a dziecko może być gotowe na to wcześniej, niż do niedawna sądziłam. Nieco Młodemu jedynie pomogłam.
Fajnie było, ale cieszę się, że się skończyło. Mały też nie wygląda na zmartwionego.
PS. Okazało się, że dziecko potrafi zasypiać nawet z tatusiem, co wcześniej było nie do pomyślenia. A mama mogła wyjść na babski wieczór! Moje zdrowie psychiczne wraca na prostą ;)