agbi2
29.01.15, 08:44
Witam, poszukuję podpowiedzi jak i czy w ogóle mogę przygotować się do karmienia piersią? Moja historia w skrócie: w marcu 2014, po ciąży prawidłowej, urodziłam pierwsze dziecko przez cięcie cesarskie. Praktycznie od wyjścia ze szpitala problemy z karmieniem - mały wybudzany na karmienie przeze mnie, w pierwszym tygodniu życia potrafił bez jedzenia przespać noc, po tygodniu od porodu wyraźna, nasilająca się żółtaczka, dziecko w "letargu", spadające na masie. Po konsultacji z doradcą laktacyjnym włączone karmienie mieszane i intensywna praca z laktatorem. Tu kolejne problemy - medela mini electric nie dawał rady w ogóle, medela lactina lepiej, ale konieczne było dokupienie lejka S, co i tak nie wyeliminowało do końca problemu wciągania brodawki do lejka. Dziecko na karmieniu mieszanym odżyło, ja niestety nie. Walka o laktację trwała 6 tygodni, cały czas pod kontrolą doradcy laktacyjnego, ale bez specjalnych rezultatów. W tym czasie próby dostawiania do piersi przy każdym karmieniu, z różnym skutkiem, ale raczej gorzej niż lepiej (maluszek miał cofniętą żuchwę i wysoko wysklepione podniebienie, co też nam nie pomagało w karmieniu), po pewnym czasie odmówił współpracy i pozostało karmienie mieszane 1:1 z butelki. Po 6 tygodniach wizyta u endokrynologa (ch. Hashimoto) i przy okazji rozmowa o karmieniu zakończona badaniami hormonów przysadki i w efekcie podejrzeniem zespołu sheehana (poporodowa niedoczynność przysadki, wszystkie hormony przysadki poniżej normy). Stężenie prolaktyny niskie, w normie dla kobiety nie karmiącej i nie w ciąży, no ale ja teoretycznie karmiłam. Wg endokrynologa, żeby karmić efektywnie prolaktyna powinna być 10x wyższa. Dwie hospitalizacje podejrzenia niedoczynności przysadki nie potwierdziły, ale skutecznie zakończyły laktację. Dziecko na mm rozwija się super, nie mam już z tym problemu, chociaż dużo kosztowało mnie zaakceptowanie porażki. Teraz natomiast jestem w kolejnej ciąży (18 tydzień) i powoli zaczynam myśleć czy da się zrobić cokolwiek, żeby z sukcesem karmić piersią? Z istotnych jeszcze spraw, zarówno w pierwszej, jak i obecnej ciąży piersi nie zmieniają się kompletnie - nie rosną, nie powiększają się brodawki, nie stają się bardziej wrażliwe (a generalnie uważam, że są niewrażliwe). Nie ukrywam, walka o karmienie piersią była najgorszym okresem w historii mojego macierzyństwa i bardzo nie chciałabym tego powtarzać. Co nie zmienia faktu, że znam wartość karmienia piersią i nie chciałabym z góry skazywać się na porażkę. Jakieś pomysły?