mirka.zdzirka
08.04.15, 08:54
Mam poważny problem z karmieniem mojego synka, który wczoraj skończył 5 tygodni. Mały urodził się 3.03 z wagą 3,8 kg, spadek w trzeciej dobie do 3.51 kg. Od tamtego czasu waga rosła na samej piersi - w 4. dobie było 3,53 kg, a w 5. dobie 3,57 kg. Niestety, z powodu zakażenia, a potem zółtaczki i domniemanych przez lekarzy innych problemów zdrowotnych musieliśmy zostać w szpitalu o wiele dłużej (w sumie ponad 2 tygodnie w 2 różnych szpitalach). W pierwszych dobach karmienie szło nam dobrze, ale wszystko popsuło się w 6. dobie - mały stracił na wadze i z 3,57 kg spadła ona do 3,44 kg. Zbiegło się to w czasie z 2. dobą naświetlania na żółtaczkę w inkubatorze. Niestety, położne w szpitalu zaleciły dokarmiać młodego moim ściągniętym pokarmem. Waga rosła ilekroć podawałam synkowi mój ściągnięty pokarm z butelki, ale spadała za każdym razem, kiedy próbowałam wrócić do kp. Potem, w drugim szpitalu, dokarmiałam go już intensywniej swoim pokarmem, bo lekarze straszyli, że jeżeli synek nie będzie powoli odzyskiwał wagi, będzie trzeba go dokarmiać mm. Mały jadł chętnie, wszystko to, co mu podawałam, wypijał, i waga wzrosła z 3,46 kg do 3,8 kg w ciągu 5 dni. Po powrocie do domu rozpoczęłam ponowne starania o karmienie piersią. ale za każdym razem mały tracił na wadze. Wezwałam nawet dwukrotnie doradców laktacyjnych, ale oni nie widzieli problemów ze ssaniem. W ciągu 5 dni mały znów spadł na wadze - z 3,8 kg do 3,68 kg. W końcu przerażona wybrałam się z nim do lekarza, podejrzewając problemy zdrowotne, które lekarz wykluczył. Kazali nam się intensywnie dokarmiać, najpierw moim pokarmem, a jeśli nie starczy - sztucznym. Pokarmu mam dużo, więc intensywnie odciągałam - synek zjadał jednorazowo 90-110 ml pokarmu. Niestety, w tym czasie, przekarmiany, w ogóle stracił zainteresowanie piersią. Po tygodniu okazało się, że waga wzrosła do 4,27 kg z 3,78 kg, więc blisko pół kg. Lekarka, tym razem inna, uspokoiła mnie i przekonywała, że warto walczyć o kp i mniej go dokarmiać. Walczyłam, od piątku synek znowu zaczął ssać pierś, ale waga ani drgnęła w ciągu 3 dni. Znowu przerażona wrciłam do dokarmiania - tym razem 50 ml po każdym posiłku z piersi. Niestety, od początku jest problem z tym, że synek przysypia przy piersi, przez co na ogół mało efektywnie ssie. Poza tym potrafi długo spać i potem jest ciężko go wybudzić. a nawet jeśli się uda, przy piersi znowu zasypia. Przez to utrudnione jest częstsze karmienie w nocy.
Synek został po raz pierwszy przystawiony na sali porodowej, sslał dobrze i dość długo. Potem, w pierwszej dobie, ciężko go było budzić, głównie spał. Przez kolejne dni karmiłam go na żądanie, aż do spadku w 6. dobie. POtem potrafił całe dnie wisieć na piersi, ale z tego prawie nie było efektywnego ssania. Niestety, intensywne dokarmianie powoduje, że zupełnie traci ochotę na pierś. Z kolei na samej piersi waga spada, a ja już nie chcę, by tracił.Wiem, że to błędne koło, ale czy da się jeszcze wybrnąć z tej sytuacji? Czy jeszcze jest szansa, że będziemy mogli się normalnie karmić? Bardzo mi na tym zależy. Moją starszą córkę karmiłam ponad 2 lata, zawsze dobrze przybierała. Teraz też byłam nastawiona na długie karmienie i strasznie mi ciężko z tym, że tak wyszło. Czuję się przez to gorszą matką.
Smoczków nie używamy. Proszę o pomoc.